skywalker2002
11.06.12, 09:53
Byłem, widziałem i… No właśnie nic, lipa. Po genialnym „Hamlecie” w wykonaniu reżysera Radosława Rychcika spodziewałem się czegoś naprawdę dobrego. Niestety zobaczyłem najgorszy spektakl w tym sezonie i jaki w życiu w ogóle widziałem. Przy zeszłorocznych „Sługa dwóch panów” i wspomnianym „Hamlecie” ten sezon ratują jedynie „Kpiny i kpinki”. „Mężczyzna wart zachodu” w sumie też nie był zły, ale w porównaniu choćby z granymi kilka lat temu „Łóżkiem pełnym cudzoziemców”, „Miłość i polityka” czy „Rosyjskiej ruletce”, wypada trochę blado.
Po zobaczeniu „Joanny Szalonej; Królowej” myślałem, że nic gorszego w teatrze już nie zobaczę, a tu wczoraj niespodzianka. Granica dna przesunęła się jeszcze dalej. Kilka tygodni temu przygotowania do spektaklu „Drakula” zostały przerwane z powodu niskiego poziomu tekstu i powstałej na jego podstawie sztuki. Szkoda, że ten sam los nie spotkał „Niebezpiecznych związków”. Myślę, że najłagodniejszą recenzją najnowszego spektaklu będzie żądanie zwrotu pieniędzy za bilety.