Gość: masa
IP: 82.139.11.*
05.08.06, 08:52
Slow Cities powołały stare, małe i średnie miasta europejskie, które miały
dość wielkiego ruchu aut, hałasu, natarczywych reklam zakrywających piękne
budynki. Te kilkadziesiąt miast redukuje ruch, buduje deptaki, promuje rowery,
nakłania inwestorów, by na głównych placach otwierali nie supermarkety, lecz
restauracje. I zachęca, by sprzedawać zdrową żywność od rolników z okolicy.
Najwięcej tych miast jest we Włoszech, ale są też w Niemczech i w Anglii.
Dużo większe kłopoty mają miasta w USA. W Europie dzięki historii miasta są
bardziej ludzkie, nie tak szybkie. Więcej chodzimy. W większości miast
amerykańskich wszędzie się jeździ, w ogóle nie widać tam ludzi. Ale i w
Ameryce zastanawiają się, jak budować bardziej przyjazne osiedla z normalnymi
sklepami, placami, z przestrzenią publiczną, w której spotykaliby się ludzie,
nie samochody. Byłem niedawno w Kalifornii na kongresie urbanistów w całości
poświęconym temu problemowi.
W ruchu Slow są też grupy działające na rzecz tego, by dobrze, spokojnie
wychowywać dzieci, grupy lekarzy powracające do tradycyjnych metod leczenia,
grupy medytacyjne czy promujące powolny, czuły seks.
Tylko dzięki tysiącom drobnych inicjatyw ruch Slow może zwyciężyć. Zmienić
świat. Feminizm czy ruch zielonych zmieniają świat, ale minęły dwa czy trzy
pokolenia, zanim się przebiły.
www.edukacjawpolsce.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=582&mode=thread&order=0&thold=0