Dodaj do ulubionych

V LO takie straszne?

    • Gość: tomaszek V LO takie straszne? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.09.09, 22:43
      Bardzo arogancka wypowiedź Pietrasa. Nie jestem fanem Vzakładu ale znam tam
      kilka osób i się nie przepracowują, ale jeśli ktoś wybiera algo to już jego
      problem. Fenomen 5 polega na tym, że zdolny uczeń może być w każdej szkole,
      ale prawie każdy zdolny uczeń chce być w 5... jego wybór, ale o można by mówić
      o tej szkole jako o naprawdę najlepszej jeśli brałaby przeciętniaka a robiła
      by z niego bóg wie kogo... Sam chodzę do krakowskiego liceum, co prawda
      prywatnego, ale był to mój świadomy wybór a nie byle się dostać. Mogłem się
      dostać do 5 przy odrobinie szczęścia ale nawet nie próbowałem bo wiedziałem że
      uczenie się w klasach 35osobowych nie jest dla mnie, więc co za problem
      przepisać się do innej szkoły jeśli ta nie pasuje?
      • Gość: Pabis Re: V LO takie straszne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.23, 07:54
        Potwierdzam mam tam syna i założyłem petycję na FB o zwolnienie dyrektora
    • Gość: studentka V LO takie straszne? IP: *.ksknet.pl 24.09.09, 23:19
      Włos się na głowie jeży, gdy czytam o frustratach w piątce. Skończyłam jedno z
      najlepszych liceów w innym dużym mieście, gdzie nauczyłam się, jako osoba,
      która nie musi spędzać nocy nad książką, żeby mieć bdb, że ci "frustraci" też
      są ludźmi, a pomoc im w nauce to po prostu misja całej szkoły. Dlatego też w
      klasie nikt nikogo nie dzielił na gorszych i lepszych. Co zdolniejsi mieli
      szansę się rozwijać, natomiast największy rozwój, który jest z dzisiejszego
      punktu widzenia dla mnie bezcenny, opierał się na współpracy i solidarności.
      Wszyscy zdaliśmy maturę <starą> lepiej lub gorzej i nie mam do nikogo żalu, że
      mnie opóźniał czy obniżał poziom. Szkoła mnie nauczyła, że sama ponoszę
      odpowiedzialność za swoje czyny i nawet, gdyby trzymali nade mną bicz, nie
      stałabym się geniuszem, bo gdy bicz zniknie, nie pojawi się ciekawość świata i
      głód wiedzy, które dobry pedagog powinien zaszczepić w młodym człowieku.
      • Gość: republika a cóż to zaznamienite liceum skończyłaś? IP: *.zax.pl 24.09.09, 23:31

        Bo piszesz a nie za bardzo rozumiesz co komentujesz.

        Frustratami nie nazwano tu gorszych uczniów, tylko tych którzy na poprzednich
        etapach nauczania byli najlepsi w szkole i mieli same 6, a teraz im się to nie
        udaje i mają o to pretensje do szkoły, nauczycieli - są sfrustrowani, bo nie
        mogą błyszczeć i zadzierać nosa jak wcześniej.
    • Gość: virtualtourist V LO takie straszne? IP: *.centertel.pl 24.09.09, 23:25
      ale się burza rozpętała.
      paręnaście lat temu też było nas prawie 40 w klasie, jedni
      nauczyciele lepsi inni gorsi ale nie zamieniłambym Vtki na żadną
      inną szkołę. niezpomniane lata. a lekcje hiszpańskiego to największa
      przyjemność jaka mnie spotkała na całej drodze edukacji, co zresztą
      procentuje do dziś.
      absolwentka '97
    • Gość: Mościk V LO takie straszne? IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 24.09.09, 23:37
      z braku laku i ochoty wkleję tu moją wypowiedź dotyczącą listu Filip
      Mościcki(absolwent biol-chemu)
      Mógłbym tutaj napisać wiele wspaniałych rzeczy o V LO, ale czuję że powtarzał
      bym tylko moich kolegów i koleżanki. Wiem że kocham tę instytucję. Od
      pierwszych stopni, po charakterystyczne 'znamię' na sklepieniu auli(włączając
      wszystko 'żywe komórki tego organizmu). Jednak nie o tym chciałem napisać,
      lecz o paru ciekawych...faktach.

      Z skromnej wiedzy którą zechciałem wynieść z V LO w latach 2005-2008 wiem
      przykładowo, że uczęszczanie do tej szkoły, jak i zmuszanie się do nieludzkiej
      pracy jest nieobowiązkowe. Nikt tu nie zostaje za karę. Można wyjść kiedy się
      chce(czyt. zmienić placówkę edukacji). Nikt w nagrodę ni za karę nie jest
      zmuszany do robienia rzeczy których nie chce robić. Bowiem nawet tak nikczemny
      stwór jak uczeń, ma prawo wyboru! Oczywiście nasze(uczniów) podejmowane
      decyzje niosą za sobą konsekwencje. Np. sam, podczas pobytu w murach zakładu,
      poprawiałem dwa razy różne przedmioty ze względu na grożące mi, z niebłahych
      powodów, niezaliczenie. na szczęście godziny nad książkami i zdrowa dawka
      stresu były jednymi konsekwencjami jakie mnie spotkały(narażania głowy i
      nerwów na taką gimnastykę wszystkim odradzam).
      Co do tego czy da "uczyć się choć na trójkę i wystartować w jakiejkolwiek
      olimpiadzie"? Szczerze, nie wiem. Przypuszczam jednak, na podstawie obserwacji
      które poczyniłem w 'piątym zakładzie', że zdarzają się i tacy którym się to
      udaje(mam tu na myśli osoby nie mające po takim ekscesie problemów zdrowotnych).
      Jeśli chodzi natomiast o omawianie lektur, to trudno coś z tego pamiętać,
      skoro się 'przysypia na polskim'. Jedyna rada dla tych nieszczęśników którzy
      zasnęli przed "opowiadaniem", to przeczytać książkę(najlepiej ze zrozumieniem)
      jak i jej opracowanie(po tym pozostaje jeszcze modlitwa do autora w sprawie
      ewentualnego oświecenia).
      Nie mogąc się powstrzymać odpowiem na pytanie "Kto wytrzyma tyle godzin
      szkoły?" około 600 współuczniów 'piąteczki'(nie licząc klas maturalnych).
      Na koniec mojego mozolnego wywodu, chciałbym stwierdzić że bardzo mi przykro
      że tak zdolna dziewczyna, jaką jest autorka(sądząc po osiągnięciach gim.),
      wybrała tak nieodpowiednie środki wyrażenia swojej opinii i podzielenia się
      nią z innymi, jak publikacja listu.

      Pozdrawiam,
      Mościk
    • Gość: Lobocznica&prosiku V LO takie straszne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.09, 01:01
      Pozdrawiam wszystkich miłośników defloracji.
      W ostatnim czasie krakowski oddział Gazety Wyborczej opublikował list
      uczennicy V Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie. List pełen oskarżeń wobec
      tej renomowanej szkoły.
      LIST:
      Najcięższym zarzutem wobec „piątki” (zwanej tez „zakładem” – o czym później)
      jest to , iż nauczyciele tego Liceum zmuszają uczniów do wielogodzinnej nauki
      matematyki kosztem ich życia osobistego. Co więcej nauka ta jest zorganizowana
      w sposób chaotyczny przez co, po skończonych zajęciach uczeń musi poświęcać
      całe wieczory i noce na opanowanie w sposób przynajmniej dostateczny przedmiotu.
      Drugi zarzut podnoszony przez uczennice dotyczy niskiego poziomu nauczania i
      wymagań z pozostałych przedmiotów, głównie chemii i polskiego.
      Trzeci zarzut, najmniej istotny, odnosi się do fatalnego poziomu zajęć WF oraz
      złego stanu sali gimnastycznej oraz braku niezbędnego wyposażenia (prysznice!).
      ODBIÓR:
      Przeważają głosy potępienia, głównie ze strony uczniów „piątki”
      (prawdopodobnie, bo kto w Sieci jest kto, oraz kogo gra?), którzy określają
      list jako dzieło osoby sfrustrowanej i pozbawionej talentu ale o wygórowanych
      ambicjach. Broniąc swe liceum, określają czasy spędzone w nim, jako
      najszczęśliwsze w swoim życiu. W podobnym tonie napisany jest list dyrektora
      „piątki”. Pojawiają się nieliczne głosy internautów, którzy biorą w obronę
      uczennicę i określają VLO jako Liceum w którym promuje się wyścig szczurów.
      JA:
      Jak bardzo szczera ma być moja odpowiedź? Bardzo szczera? Kocham Was! I się
      dziwie się, jak to mówił pewien kandydat na prezydenta miasta Białegostoku. Do
      rzeczy:
      - Tera będzie wycieczka osobisto-krajoznawcza. Drodzy uczniowie sławetnego V
      Liceum Ogólnokształcącego, spuście no troszkę powietrza z nadętego balonika
      samouwielbienia. Ludzie prawdziwie zdolni w Waszym wieku nie tracą czasu na
      studia w trzeciorzędnym liceum w prowincjonalnym mieście „w Polsce, znaczy
      nigdzie”. W tym czasie, koteczki moje, piszą już doktoraty na MIT czy innym
      Stanfordzie, komponują opery, rozkręcają biznes, zaczynają zarabiać na
      giełdzie, dają sympozja itd. Ludzie PONADPRZECIĘTNIE zdolni rodzą się raz na
      jakiś czas, a nie gromadzą się w kwocie 600 chłopa i bab w jakimśtam V Liceum.
      Czy merloki mnie słyszą?
      - Dyrektorze Pietras. Przeczytałem Pański list i strasznie zachciało mi się
      śmiać. Dla większości ludzi spoza Krakowskiego Okręgu Metropolitalnego, będzie
      się Pan prezentował jako osoba co najmniej… no powiedzmy nie całkiem zdrowa.
      Zakład to jest psychiatryczny, oddział to jest zamknięty. Ale ja, Krakowiak z
      dziada pradziada i z babci prababci, wiem iż to kuriozalne nazewnictwo wywodzi
      się jeszcze z czasów sławetnej C. K. Monarchii, będącej urzeczywistnieniem
      ideałów burdelizmu administracyjno-biurokratycznego (acz mającej swoje plusy
      dodatnie). Ach, tak Jaśnie Panie podreferencie w nadintendenturze departamentu
      oświetlenia cmentarzy. A zgadnij koteczku, kto napisał te słowa: „współczuje
      Ci, serdecznie, że mieszkasz w Krakowie. W tym mieście pretensjonalnej tandety
      intelektualnej i wszelkiej innej”? Do wygrania trzyletni zapas wątróbki o
      półrocznym terminie ważności.
      - kiedy słyszę słowa o najwspanialszych latach życia spędzonych w Liceum,
      zastosowanych na obronę tezy o wyjątkowości „piątki”, ogarnia mnie radość i
      melancholia. Ja również wspominam lata w Liceum jako najszczęśliwsze w życiu
      (po studiach) i tak są też młodzieńcze lata postrzegane przez znaczną część
      ludzi. Odpowiedzcie sobie na pytanie: skąd bierze się tak olbrzymia ilości
      ludzi dobrze wspominająca życie w peerelowskim „raju”? Na pewno nie z tez
      lobocznicy i prosiękutora o wyższości myszmerżera nad chyżodrogą. Biorą się z
      faktu, iż w młodości jest się młodym (tak, wiem że to szokujące stwierdzenie)
      i nie ma się żadnych zobowiązań i niewielkie obowiązki. Nie trzeba chodzić do
      pracy na 8:00 (o zmianie nocnej i nadgodzinach nie mówiąc), nie ma się do
      utrzymania wrzeszczącego bachora, zrzędliwej żony, leniwego męża i teściowej
      na karku. Nie trzeba płacić podatków i czynszów. I nie trzeba myśleć którego
      szympansa wypuścić do ZOO co cztery lata.
      - Czcigodna Gazeto! Czy naprawdę nie ma Szanowna Pani, jako osobowość prawna i
      prana, niczego innego do roboty, jak publikowanie listów sfrustrowanej osoby i
      robienie wokół tego straszliwego jazgotu. Oczy mi puchną, jako agent
      działający w środowisku krakowskich internautów domagam się odszkodowania dla
      mnie i premii dla mych latająco- śpiewających jelit. To, że jakaś „kujonka”
      nie jest w stanie poradzić sobie z przyrostem ego, nie oznacza, iż „piątka”
      jest szkołą patologiczną. Ba! Podejrzewam, że taka szkoła jak sławetna
      „skórzanka” czy niektóre zawodówki są zbiorowiskiem prawdziwszych patologii.
      Może warto sprawdzić? Sprawdzone, ktoś zjadł moje myślniki!
      - i jeszcze co do olimpiad i innych rankingów to jest to niestety jedna wielka
      bzdura, niczym atak różowych słoni na pociąg pancerny. Wiemy przecież że
      różowe słonie nie istnieją. Nie ma też już pociągów pancernych i tak samo
      obiektywne rankingi nie istnieją. Tajemnicą poliszynela jest, iż w
      Stołeczno-Stolcowym Mieście Kraków będącym stolicą polskiego kolesiostwa,
      nepotyzmu, kumoterstwa (Sławne i Wielkie Rodziny krakowskie), o dostaniu się
      tam czy nie tam, decydują koneksje, a nie zdolności czy charakter. Zresztą ani
      zdolności, ani cechy charakteru nie biorą się z numeru ukończonego liceum,
      tylko z głowy i serca. Ktoś kto jest wybYtnym „mózgiem” może się okazać
      życiowym nieudacznikiem, damskim bokserem, sqoorwielem. Tak więc dajcie sobie
      spokój z tymi rankingami. Już lepiej zbadać powierzchnię nosa i po tym
      rozpoznać kto kicha sucho, a kto mokro. Można wtedy stwierdzić czy jak kichnie
      to się zaspokoi pragnienie czy też Sprita.
      LATAJĄCE WĄTROBY, KTÓRE ŚPIEWAJĄ:
      Tak więc pamiętajcie; tylko przyjaciel może zdobyć się na powiedzenie Prawdy.
      Pozdrawiam,
      Przyjaciel młodzieży i zwierząt
      A teraz idem nakarmić skroczniowce i stęchlinowce. A potem zjem trociny i
      poburzę dzieciom babki z piasku.
      • Gość: A Re: V LO takie straszne? IP: 83.13.74.* 25.09.09, 07:56
        Chory czy pijany?
        • Gość: xx Re: V LO takie straszne? IP: *.autocom.pl 25.09.09, 09:49
          :)))))
          ....raczej przeczytał ze zrozumieniem wcześniejsze
          wypowiedzi ......i trafnie podsumował :))))))))))
          Niezłe , brawo !
      • Gość: Rock Re: V LO takie straszne? IP: 81.219.70.* 25.09.09, 11:20
        Człowieku ( przepraszam ;)) pomyliłeś sobie fora, to nie sciana w
        wychodku ani Onet. Daj sobie siana z tą grafomanią.
        Na marginesie, to właśnie po tej trzeciorzędnej prowincjonalnej (
        krakówek) szkółki najwięcej ludzi trafia na te uczelnie na świecie,
        o których wspomniałeś. Dodam jeszcze Sorbonę z paroma kolegami, ale
        nie Twoimi. Co do biznesów.....cóz polecam Stowarzyszenie
        Absolwentów.
    • Gość: Sławomir Matusz System chory, motywacje chore... IP: 188.33.176.* 25.09.09, 08:32
      System chory, który ustawia uczniów w wyścigu szczurów. Nie liczą się pasje,
      zainteresowania, tylko jakieś pier... punkty.
      Z tych punktów nie wyrosną nobliści - tylko właśnie sfrustrowane szczury.
      Ja potrafię zrozumieć trójkę z polskiego, czy z w-fu, jeśli ktoś ma wybitne
      zdolności matematyczne. I odwrotnie. Ale nie wymagajmy - my rodzice i
      nauczyciele - od dzieciaków wszystkiego!
      Współczuję dzieciom ganianym przez durnych rodziców na korepetycje ze
      wszystkich przedmiotów: angielki, matematyka, lekcje rysunku itd...
    • Gość: rodzic V LO takie straszne? IP: *.cmbg.cable.ntl.com 25.09.09, 08:37
      wywalic dyrektora za takie podejscie do sprawy
      • Gość: Ech Re: V LO takie straszne? IP: 81.219.70.* 25.09.09, 11:21
        Wywal się sam !
    • Gość: VLO V LO takie straszne? IP: *.kimsufi.com 25.09.09, 12:18
      Dyrektor Pietras, super gość. Twarda ręka, wie czego oczekuje. Liceum ciężkie,
      ale powiedzmy sobie młodzież teraz jest słaba psychicznie. Jeśli tylko im coś
      nie wyjdzie od razu są załamani. Ludzie nie hodujmy w domach dzieci pod
      kloszem, VLO uczy również jak radzić sobie w przyszłości. Życie to nie
      bajka... nigdy nie będzie lekko. Dyrektor Pietras o tym wie i jak pamiętam
      zawsze oczekiwał od nas "uczniów" byśmy nigdy się nie poddawali. A czy teraz
      młodzież od nie jest od razu nastawiana negatywnie? ... zastanówcie się!
    • Gość: absolwent90 V LO takie straszne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.09, 12:18
      V lo ukończyłem w tym roku.Nigdy nie byłem olimpijczykiem ale wynik z egzaminu
      gimnazjalnego wystarczył mi aby dostać się do dwóch renomowanych szkół w
      Krakowie II i V lo.Niestety wybrałem II i wytrzymałem tam całe 2
      miesiące(atmosfera i podejście nauczycieli) a później wylądowałem w V lo.3
      lata spędzone z zakładzie może nie należały do najłatwiejszych i
      najprzyjemniejszych aczkolwiek wynik z egzaminu maturalnego zrekompensował 3
      lata ciężkiej pracy.Jeśli chodzi o klasę algorytmiczną to jest to ogólnie
      wiadome ze nie chodzą tam ludzie normalni, są to wybitne jednostki które
      potrzebują specyficznego środowiska by się rozwijać a takie właśnie stwarza
      im oddział algo.Do mojej klasy przepisało się z algo 6 os.Jeśli komuś ambicje
      nie pozwalały na przeniesienie się do trochę gorszej klasy to już jego
      problem.Ludzie ,którzy brylowali w gimnazjum i wydaje im się że dalej będą
      najlepsi w tej szkole czeka nie lada rozczarowanie.V lo to szkoła która uczy
      życia i myślę że to jedna z lepszych rzeczy jakie mnie spotkały w mojej
      edukacyjnej drodzę.Atmosfera panująca w szkole jest sympatyczna ,nauczyciele z
      drobnymi wyjątkami to dobrzy wykładowcy którzy znają się na swoim fachu.Nasz
      dyrektor jest naprawdę dobrym managerem(myślę ze to określenie będzie trafne)
      dzięki niemu V zakład posiada dobre grono pedagogiczne, świetne zaplecze
      naukowe i wiele innych atrybutów których tylko pozazdrościć mogą inne szkoły
      .Myślę że nie powinno się oceniać człowieka tylko po jednej wypowiedzi
      szczególnie jeśli się go nie zna(dla ludzi którzy naskakują na Dyr Piertasa).
    • Gość: absolwent V LO takie straszne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.09, 13:30
      oj już nie przesadzajcie, na 3, przeciętne oceny bardzo łatwo jest wyrobić. Ja
      już na początku zdecydowałam że będzie mi zależeć tylko na ocenach z
      przedmiotów które lubię i które będę zadawać na maturze. a wysypianie się i
      imprezowanie, nie było żadnym problemem, nawet jeśli następnego dnia był
      sprawdzian, po prostu trzeba się nauczyć pogodzić to wszystko.
    • Gość: kdm V LO takie straszne? IP: *.kielnet.net 25.09.09, 15:02
      ty mi tu z nowodworkiem nie wyjezdzaj! Tfu!
      Pojscie do V LO to jeden z najwazniejszych i najlepszych moich
      wyborow zyciowych. Wciaz czerpie wiedze, umiejetnosci i pozytywna
      energie z czterech lat nauki w tej szkole, chociaz od matury minelo
      juz 12 lat! Podkreslam, ze nie osiagnelam sukcesu w zadnej
      olimpiadzie i nie mialam nawet nigdy takich ambicji.
    • d25 V LO takie straszne? 25.09.09, 15:15
      Po przeczytaniu "wybitnie tendencyjnego" artykułu oraz listu "cięzko
      sfrustrowanej" nauczycielki "z normalnego" liceum, mówiąc delikatnie szlak
      mnie trafił.
      Jest niewiele szkół w których dobry czy wybitny uczeń może się rozwijać, a V
      wg. mnie do nich należy. I to boli bardzo wielu, że wymienię:
      - kujonów z gimnazjów, których jedyną pasją były 6, przy całkowitym braku
      zainteresowań
      - rodziców tychże kujonów, bo sobie nie dają rady
      - rodziców dzieciaków z innych szkół ze świadomością, że w V ich pociechy by
      nie dały sobie rady
      - wielu tzw. humanistów (w tym liczne grono dziennikarzy) którzy z własnej
      ułomności w zakresie przedmiotów ścisłych uczynili credo swojego życia.
      Oni chcą, aby żadna szkoła nie różniła się od przedszkola. Zero pracy, zero
      wysiłku, same "serduszka" w dzienniczku (czytaj szóstki), a poziom dostosować
      do najsłabszych. Są głośni, dobrze uzbrojeni, z silnym poparciem mediów (vide
      dziennikarze powyżej)i już mają efekty. Jakie?
      Moja córka w przeciętnym gimnazjum razem z kolegami na kółku matematycznym
      robiła tegoroczną maturę z matematyki na poziomie podstawowym. Podkreślam w
      gimnazjum!!!! Jaki wynik? Ponad połowa uczniów uzyskała 50 i więcej procent
      (moja córa 70). Ludzie to jest tragedia - 20 lat uczeń drugiej klasy liceum,
      nie miałby szans z maturą, po prostu nie zrozumiałby zadań!!!!

      Cieszmy się, że są jeszcze takie szkoły jak V czy inne "prestiżowe" szkoły. I
      pozwólmy im robić swoje. A jak dziecko sobie nie radzi, to niech idzie do
      rodziców, a nie do gazety (Nota bene - ładnie to świadczy o rodzicach). I
      niech ci rodzice schowają swoje urojone i chore ambicje do ..., i przeniosą
      dziecko do innej szkoły.

      Pozdrowienia dla wszystkich V-tkowiczów. Bądźcie sobą!!!
      • Gość: kdm Re: V LO takie straszne? IP: *.kielnet.net 25.09.09, 17:06
        To ja jeszcze dorzuce anegdote z konca pierwszej klasy w piatce: po
        kujonsku poszlam do mojej wychowawczyni (swietnej romanistki swoja
        droga) i marudzilam, ze w zwiazku z wielka niesprawiedliwoscia
        chemiczki zamiast 4 bede miec 3 na swiadectwie. Ku mojemu
        zaskoczeniu wychowawczyni bez wzruszenia odparla: no wiesz, ja bym
        sie chyba pochlastala...
        Od tego czasu wiedzialam, ze w V LO nikomu moja 4 z chemii do
        niczego nie jest potrzebna, skoro kazdy widzi ze mam uzdolnienia w
        inna strone. Jechalam na miernych. Bylam szczesliwa...Piekne czasy!
    • Gość: Anka V LO takie straszne? IP: *.ghnet.pl 25.09.09, 19:06
      Skońćzyłam V LO rok temu. Super szkoła, znakomite towarzystwo. I o ile w
      gimnazjum miałam same 5 i 6, a w V Lo 3 i 4 - to nie wpadłam w depresję jak ta
      dziewczynka, co list wysłała. A maturę zdałam z bardzo dobrymi wynikami i dziś
      studiuję informatykę na UJ. Jeśli chodzi o znajomych z klasy, to prawie
      wszyscy są na UJ lub na AGH (na studiach dziennych, oczywiście). Pozdrawiam V
      LO! :)
    • Gość: gosc V LO takie straszne? IP: *.anonymouse.org 25.09.09, 20:54
      Szanowny Pan Dyrektor ma absolutną rację,jak jakiś bucfrustrat sobie
      nie daje rady w tej szkole,niech wypie... na drzewo.
    • Gość: V LO 1983 -1987 V LO takie straszne? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.09.09, 21:07
      Jestem abolewentem V sprzed 22 lat
      Moje dziecko Piatki nie wybralo - bardzo nad tym rozpaczalem ale
      koniec koncow uszanowalem wybor. Jest zadowolone ze swojej szkoly.

      Jestem wiec stronniczy - ale tylko troche :-)

      Piatka zawsze byla jest i bedzie szkola kontestatorow. Dziewczyna
      miala odwage napisac list i to dobrze bo tacy ludzie zmieniaja
      swiat a nie grzecznie akceptujący prymusi. Dyrektor mial odwage
      powiedziec cos co politycznie popprawne nie jest. A mogl gladkimi
      slowami zamknac temat. Czemu tak zrobil ?

      Piatka jest szkola w ktorej czlowiek dowiaduje se ze sa lepsi -
      tych lepszych jest czesto wiecej a roznica poziomu spora. Piatka
      uczy pokory.

      Piatka jest ofiara wlasnej slawy. 20 lat temu w tej samej lidze
      gral Nowodworek i Dwojka i pewnie tak jest i dzisiaj. Ale nie bylo
      Internetu i rankingow. Zdetronizowac mistrza! I pewnie kiedys tak
      bedzie.

      Absolwenci Piatki sa solidarni i lojalni wobec naszej szkoly.
      Zawsze bedziemy nieobiektywni bo to jest kawalek naszego na
      szczescie zwykle dobrego zycia

      Piatka zmusza do pracy wszystkich nawet tych blyskotliwych. To
      zmuszanie do pracy pozwala na zastanowienie sie co naprawde robic
      w zyciu

      Piatka budzi zazdrosc wsrod niektorych. Sluszną :-)

      Piatka jest ofiara swojej historii. Dobrej historii

      Po Piatce czlowiek idzie na studia, czesto trudne, spotyka
      wykladowcow swirow i z nostalgią wspomina stare czasy.

      Piatka jest interdyscyplinarna. Idziesz do mat-fiz ale moze
      zostaniesz lekarzem sedzia albo historykiem.

      Licze zeta dziewczna zostanie w Piatce, na przekor wszystkim i
      wszyskiemu - zdam dobrze mature, a za 10 lat bedzie lezka w oku ze
      swoja klasa wspominala awanture z dyrektorem Pietrasem. Za tak sam
      lezk bedzie wspominal Dyrektor

      Historia zna takie przypadki :-)


      Eh rozpisalem sie - pozdrawiam wszystkich Piatkowiczow, a zwlaszcza
      tych z IVd :-)
    • Gość: Stefan V LO takie straszne? IP: *.autocom.pl 25.09.09, 21:53
      I jeszcze wielu innych nie tak znanych, ale równie zasłużonych.
    • Gość: x V LO takie straszne? IP: *.autocom.pl 25.09.09, 22:17
      A "nie" z przymiotnikami piszemy razem. Uczeń LO, a tym bardziej olimpijczyk,
      powinien to wiedzieć.
    • Gość: tav V LO takie straszne? IP: *.chello.pl 25.09.09, 22:46
      "Renoma" szkoły to jedna wielka ściema. Nie ma w Polsce publicznych liceów,
      które przygotowywałyby do życia i studiów. Klasy wszędzie są przepełnione,
      nauczyciele wszędzie zlewają szkołę, czasem trafi się jeden-dwóch z
      powołaniem, no ale ileż można użerać się z czterdziestką bachorów. Do wyżej
      wymienionej szkoły sama uczęszczam, także ryję równo, ale w końcu sama się
      prosiłam.
    • Gość: alex V LO takie straszne? IP: *.ghnet.pl 26.09.09, 00:40
      Jako obecna uczennica piątego zakładu (tak, zakładu, kto nie zna genezy tego
      terminu, niech lepiej daruje sobie komentarze typu 'chyba psychiatryczny' )
      jak większośc uczniów i absolwentów uważam, że zarzuty stawiane przez autorkę
      są lekko mówiąc, nieprzemyślane.
      Podejmując wyzwanie nauki w klasie algorytmicznej, najtrudniejszej z
      możliwych, śmieszne jest stwierdzenie "Z chemii nie robimy nic. W czasie
      lekcji wymaga się od nas mniej niż w gimnazjum, to jest tragedia." To tak,
      jakby 'humany' narzekały na brak rozszerzonej matematyki. A poza tym, chcesz
      zdawac maturę/ startowac w olimpiadzie z nieprofilowego przedmiotu, to od
      czego są fakultety? Sama będąc w klasie mat-fiz, wybieram się na medycynę,
      chodzę na fakultet chemiczny i jestem z tego bardzo zadowolona, ponieważ
      dzięki temu nie musiałam brac korepetycji. Nasze liceum przede wszystkim
      stawia na indywidualizm, nie hamuje rozwoju własnych zainteresowań, wręcz
      przeciwnie, wspiera go.
      Zasypiasz na polskim, twierdzisz że lektury nie są omawiane? Jak to mawia
      jedna z nauczycielek, "przedszkole skończyło się w gimnazjum" - trudno
      oczekiwac, że wszystko będzie podane na tacy. Piątka uczy samodzielności,
      wybierania najważniejszych treści, a nie bezmyślnego zakuwania wszystkiego po
      kolei, jak to bywa w innych renomowanych krakowskich liceach. Nie jestem
      laureatką, nie mam świadectwa z paskiem i bynajmniej nie czuję się w tej
      szkole ignorowana czy traktowana gorzej. Wiadomo, że na każdego spada kubeł
      zimnej wody, ale trzeba po prostu wybrac co ważne i potrzebne i na tym się
      skupic. Umiejętnośc ustalania priorytetów.
      Co do wypowiedzi naszego szanownego Kierownika, nie dostrzegam tam cienia
      ignorancji czy bufonady, dyrektor Pietras jak zawsze konkretnie, szczerze bez
      owijania w bawełnę. Nie widzę powodu, dla którego miałby głaskac autorkę listu
      po głowie, sposób, w jaki wyraziła swoją opinię, świadczy tylko o jej
      niedojrzałości. Uważam, że gdyby zwróciła się ze swoim problemem do dyrektora
      Pietrasa, na pewno znalazłoby się rozwiązanie. Co do stosunku uczniów do
      Kierownika, wystarczy wspomniec zeszłoroczny Turniej Gwiazdkowy... skandowanie
      i oklaski przywodziły na myśl kult jednostki ;)
      Na koniec, 15 minutowe przerwy. Uważam że to świetna sprawa. Nie wyrabiasz się
      z nauką w domu? Wystarczy policzyc: lekcje od 8-16, co daje 7x15min = 1h45
      minut. Tak więc ponad półtorej godziny mniej nauki w domu ;]
    • Gość: Ten Tam V LO takie straszne? IP: 217.149.244.* 26.09.09, 08:20
      Jako absolwent V Zakładu jestem zdumiony czytając takie rzeczy. Czy w ciągu tych kilku lat szkoła i nauczyciele mogli zmienić się aż do tego stopnia? Nie sądzę. Nigdy nie byłem olimpijczykiem, jedyne konkursy w jakich brałem udział to ogólnoszkolny konkurs ortograficzny (gdzie przegrałem zakład z panem dr. Dyrkiem) oraz kilka pomniejszych specjalistycznych konkursów, na które szedłem tylko żeby uniknąć lekcji np. Języka Niemieckiego czy Polskiego (uważałem je za stratę czasu). Byłem uczniem mat-fizu, nie tego pełnego geniuszów, lecz normalnego, "szarego" mat-fizu. Nigdy nie dano nam odczuć że jesteśmy w jakikolwiek sposób słabsi czy gorsi od uczniów wygrywających olimpiady. Oni byli nagradzani za takie osiągnięcia, to fakt, ale przecież na to zasłużyli. Było to w 100% zrozumiałe nawet dla najbardziej zawistnych.

      Przeczytawszy, że ludzie nie sypiają ucząc się, biorą amfetaminę aby dać radę z nauką i tak dalej, odebrało mi mowę. Zacząłem się zastanawiać do jakiej szkoły oni wszyscy chodzą?!? Kiedy ja byłem uczniem tego Zakładu, nie uczyłem się NIC A NIC. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że przez 3 lata nauki nie zdarzyło mi się rzetelnie i porządnie przygotować do czegokolwiek. Jedyny moment kiedy wziąłem się do jakiejkolwiek nauki, był dzień przed maturą z matematyki, kiedy spanikowany zacząłem przeglądać zadania (każdemu się może zdarzyć, ot co). Byłem leniwym uczniem, mającym zasłużoną opinię strasznego lesera. Mimo to, moje oceny wahały się między 3 a 5 (z przedmiotów które przychodziły łatwo same). I co mi to dało? Przez cały rok nauki nie zrobiłem ani jednego zadania domowego z matematyki samodzielnie (daj spisać/chodźmy zrobić zadanie, np. na polskim czy historii), a pod koniec semestrów wybraniałem się z 2 na 3. Zdałem maturę podstawową na 96%, rozszerzoną na 78-80%. Dlaczego? Ponieważ w porównaniu z tym, co przerabialiśmy na lekcjach u pani prof Szwedzickiej, ta matura była kpiną. Polski? Nie wiem, nie chodziłem. Zdałem maturę, a jakże, przeciętnie (50%coś podstawowy, 60% rozszerzony). Fizyka? To samo, z tym że chodziłem rzadziej.

      Nie byłem wyjątkiem. Ani w mojej klasie, ani roczniku. Większość mojej klasy również miała serdecznie w d. naukę. Nikt nie odczuwał presji, nie istniał wyścig szczurów. Ludzie z klasy "e" (geniusze algorytmiczna itp) byli dla nas dziwni, ale niektórzy także uczestniczyli w życiu towarzyskim szkoły (tu bardziej chodziło o osobowość niż brak czasu). Znakomita większość mojego rocznika bawiła się na imprezach na mieście jak i domach kolegów (i koleżanek), łaziła wspólnie do kina, teatru, i tak dalej. Na dobrą sprawę, nikt nie zasuwał z "kuciem", nikt się w żaden sposób nie męczył na oceny. Kumpel wyciągnął 5 z historii (u p. Lutego!)? Nie kuł, on się tym interesuje, historia jest jego pasją. Przez cały tok nauki takie właśnie, nie inne podejście było w nas nagradzane. Jeśli kogoś przedmiot nie obchodził, zadowalał się 3, jeśli miał go już totalnie gdzieś, to 2. Jeśli przedmiot go interesował, sam potrafił tak się nim zająć żeby dostać 4 i wyżej. Bez kucia, bez zarywania nocek, po prostu z pasją i głębszym zrozumieniem materiału.

      Uczniowie obecnych roczników powinni zrozumieć, że to już nie jest gimnazjum gdzie pan nauczyciel pogłaszcze po główce i naciągnie ocenkę na 6 za byle pierdołę. Nie trzeba też kuć jak student w sesję (tu miałbym duuużo do powiedzenia, ale to nie ten temat), wystarczy mniej więcej wiedzieć o co chodzi. Co trzeba zrozumieć, to to że tu, jak i później na studiach, tępe wkuwanie nie da wiele, trzeba też jak już pisałem wykazać się głębszym zrozumieniem. Dlatego też lekcje wyglądają czasem jak wykłady. Czy to źle? Według mnie nie. Nie odczułem tak pokaźnego szoku jak moi koledzy z roku po pierwszym semestrze studiów.

      Osobiście naprawdę lubiłem tę szkołę. Z powodu fantastycznych osobowości pomiędzy zarówno uczniami jak i nauczycielami, jak i uczucia totalnego luzu towarzyszącego nam przez te 3 lata nauki. Mogę śmiało stwierdzić że była to najlepsza szkoła do jakiej chodziłem w ciągu życia.

      Poza tym, jeśli pierwszego dnia szkoły wita cię pusta flaszka po winie marki wino ustawiona na portalu wejściowym, to wiesz że dobrze trafiłeś.
      • Gość: gosc Ten Tam, Twoje argumenty są przerażające IP: *.anonymouse.org 26.09.09, 10:14
        Twój opis potwierdza obiegową opinie o szkole.
        Uczniowie nie robią nic.
        Mimo to dostają świetne oceny.
        Dlatego kochają swoich pedagogów.
        Dlatego kochają szkołę.
        Nauczyciele nie męczą się.
        Dlatego kochają swoich uczniów.
        Wszyscy się kochają.
        Jeden za wsystkich,wszyscy za jednego.
        Dlatego kursy przygotowawcze do matury i korepetycje w Krakowie są
        zapełnione uczniami,którzy nic nie robią,dostają świetne oceny,
        kochają swoich nauczycieli,kochają swoją szkołę,ale muszą dostać się
        na studia.

        Wyniki matury w szkole sa zafałszowane przez
        olimpijczyków.Olimpijczycy otrzymują 100% punków z matury.
        Pięćdziesięciu olimpijczyków na maturze z wynikiem 100% wysoko
        podnosi średnią z matury.Po odliczeniu olimpijczyków otrzymamy
        prawdziwy wynik szarych uczniów.

        Jeżeli list protestacyjny klasy algorytmicznej rzeczywiście wisi na
        drzwiach pokoju nauczycielskiego,zabrakło mi słów.





        • Gość: Ten Tam Re: Ten Tam, Twoje argumenty są przerażające IP: 217.149.244.* 26.09.09, 21:07
          Powtarzam:
          Nie jestem olimpijczykiem. Nigdy nie byłem. Nigdy nie byłem orłem z
          matematyki. Moje oceny z tego przedmiotu zamykały się między 0 a 3.
          Maturę zdałem na 96% podstawową, 81% rozszerzoną (znalazłem właśnie
          świadectwo maturalne). Ocena na świadectwie: dostateczny (o który
          zresztą błagałem i na który odpowiadałem, gdyż pani Szwedzicka
          proponowała mi mierny). Zarówno ja, jak i cała masa moich znajomych
          miała gigantyczny rozrzut między oceną na świadectwie, a wynikiem
          matury z wielu przedmiotów. I nie chodzi mi o ocena końcowa:
          celujący, wynuk matury: 30%. Chodzi mi o sytuacje gdzie uczniowie z
          oceną np. mierny z J. Polskiego (klasa matfiz zobowiązuje) pisali
          matury na ponad 80%. Ja osobiście z oceną dostateczny miałem wynik
          60% z podstawowej i 74% z rozszerzonej (zawsze doskonale lałem
          wodę).

          Z twojego komentarza wyziera totalny brak umiejętności czytania ze
          zrozumieniem. Nie napisałem że uczniowie dostawali świetne oceny za
          opieprzanie się. Napisałem, że byli oceniani adekwatnie do
          zaangażowania: osobnik mający na przykład język polski w szeroko
          rozumianym poważaniu otrzymywał ocenę dostateczną, kiedy miał jakie
          takie pojęcie co właściwie się na lekcjach dzieje. Jeśli pojęcia nie
          miał, albo pieprzył androny, dostawał pałę. Jeśli przejawiał
          zainteresowanie i samodzielnie pracował, drążył tematy i starał się
          dowiedzieć czegoś więcej, dostawał oceny wyższe.
          Pedagogów lubiliśmy nie dlatego, że nam dawali dobre oceny, ale
          dlatego że byli LUDZCY. Znakomita większość nauczycieli uczących mój
          rocznik miała wyraziste osobowości, wykazywała się poczuciem humoru,
          potrafiła z uczniami porozmawiać na tematy inne niż "numer 21,
          ygrekowski, opowiedz nam o <wstaw materiał tutaj>".

          Każdy z moich znajomych po przeczytaniu tego artykułu wybuchał
          śmiechem. Włącznie z osobnikami z owej klasy "e", "mat-fiz-
          mutantów", algorytmicznej czy jak to zwał.

          Co do fałszowania średnich wyników matur: Nie widzę związku.
          Większość moich znajomych (moi znajomi to szarzy uczniowie, z może
          dwoma olimpijskimi wyjątkami, przypominam) dostała się na te studia,
          na które chciała. Czy była to filologia j. polskiego, czy była to
          informatyka na "samogłoskach" czy wydział aktorski PWST. Ci którzy
          się nie dostali, celowali w np. prawo (egzamin wstępny) czy
          architekturę (jak wcześniej, z tym że z rysunku a nie z wiedzy). Nie
          chce mi się wierzyć, że spędziłem 3 lata liceum w jakiejś odciętej
          od kującej po nocach reszty enklawie. Skąd wniosek? Moi znajomi
          mieli innych znajomych, i tak dalej, aż wracało to do punktu
          wyjścia. Czy byli wtedy w szkole uczniowie którzy rzetelnie
          pracowali i uczyli się z lekcji na lekcję? Na pewno. Czy ktoś kuł,
          nie spał i wciągał spida? Nie.

          A, i naprawdę, jeśli chcesz mi udowodnić że ta szkoła jest zupełnie
          inna niż pamiętam, to proszę, użyj argumentów choćby luźno
          związanych z moimi postami. "Uczniowie nie robią nic. Mimo to
          dostają świetne oceny." wskazuje tylko na jedno: wspomniany wyżej
          brak umiejętności czytania ze zrozumieniem (pierwsza część matury z
          polskiego! O BOŻE!).
          • Gość: gosc Re: Ten Tam, Twoje argumenty są przerażające IP: *.anonymouse.org 27.09.09, 02:23
            >Pedagogów lubiliśmy nie dlatego, że nam dawali dobre oceny, ale
            >dlatego że byli LUDZCY.

            Chłopie,gdyby moi nauczyciele dawali dety za cytuję Ciebie "ogólne
            orientowanie się,co się dzieje na lekcji",to też uważałbym ich za
            ludzkich i pokochał z całego uczniowskiego serca.Kto by takiego nie
            kochał.
            Może wytłumacz jedno -taki dzielny absolwent takiej wspaniałej
            szkoły,a nie zauważyłeś, ze swoim wpisem wyrzadziłeś szkole
            niedźwiedzią przysługę?Informacje o opie...niu się obu
            stron,butelce po alkoholu stojącej na parapecie w szkole - to zły
            obraz jest.

            • Gość: Ten Tam Re: Ten Tam, Twoje argumenty są przerażające IP: 217.149.244.* 03.10.09, 01:04
              A czym innym jak nie "ogólnym orientowaniem się co się dzieje itp"
              uczniowie zdobywają dety? Moje rodzeństwo, dawniej ja, więcej, moi
              rodzice (matka jest absolwentką I LO, ojciec bodajże VIII)
              otrzymywali/ują dety za właśnie taki stan wiedzy. W ten sam sposób
              oceniają swoich uczniów moi znajomi nauczyciele.
              Nigdzie nie napisałem że nauczyciele się opier..., bo jest to
              nieprawdziwa nieprawda. Starali się przekazać nam wiedzę, z lepszym
              i gorszym skutkiem. To, że uczniowie nic nie robili - normalne
              przecież, ilu znajduje się takich którzy w wieku licealnym
              przedkładają edukację nad rozrywki? A że w moim roczniku do tej
              szkoły najwyraźniej chodzili tacy, którzy potrafili połączyć niezłe
              wyniki w nauce z rozrywkowo-imprezowym stylem życia można sobie
              interpretować do woli.
              Naprawdę, to się już robi nudne. Średnio raz na rok jakiś pawian
              zaczyna ataki na V LO, nie mając bladego pojęcia jak ono wygląda od
              wewnątrz, widziane oczami ucznia. Wtedy nagle okazuje się że 80%
              przerażających informacji, karygodnych zaniechań i innych dramatów
              to bzdury.
    • Gość: ivy V LO takie straszne? IP: *.pp.com.pl 26.09.09, 12:48
      Aktualnie jestem uczennicą 3 klasy V LO. I absolutnie nie mogę się zgodzić z
      wypowiedzią szanownej koleżanki.
      Owszem, musimy się uczyć, ale z tego co wiem, ilość mojej nauki jest
      porównywalna z nauką w II LO, I LO, VI LO etc.
      Przedmioty na które tracimy czas? Są w programie, ale są w programie każdego
      liceum. Chemia? Jedna z nauczycielek jest wprost fantastyczna i naprawdę
      wymagająca. I by najmniej nie uczy tylko w biolchemach.
      Poza tym pragnę nadmienić, że V LO nikogo nie zamyka się na 40 tysięcy
      zamków. Jeżeli koleżanka czuła/czuje, że nie jest w stanie sprostać wymaganiom
      , to niech bierze papiery i do widzenia. A olimpiady licealne są na niezwykle
      wysokim poziomie i trzeba być PASJONATEM, żeby mieć w nich jakiekolwiek
      szanse, albo być osobą szalenie zdolną i pracowitą.

      Mam również nadzieje, że koleżanka oduczy się wypowiadania opinii w mediach za
      kilkadziesiąt osób. Bo z tego co wiem, jej komentarz, jakoby wszyscy nie spali
      po nocach i czuli się pod niesamowitą presją, jest co najmniej wybujały, jeśli
      nie całkiem wyssany z palca.

      A dyrektora Pietrasa proszę zostawić w spokoju, bo jest świetnym facetem, nie
      ma w nim krztyny arogancji, a uczniowie go uwielbiają.
    • Gość: Franek V LO takie straszne? IP: *.chello.pl 27.09.09, 13:01
      Jestem absolwentem tego liceum. Serdecznie pozdrawiam koleżankę, na
      studia niech sie nie wybiera, bo tam pokażą jej co to prawdziwa praca.
      A w piątce jak w piątce, nauki zdecydowanie nie za duzo.. Oczywiscie
      szkoła ma swoje wady ale na pewno nie takie jak przedstawione w tym
      śmiesznym liscie.
    • Gość: absolwentka V LO takie straszne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.09, 14:02
      Skonczylam profil humanistyczny, zdalam mature rozszerzona z matematyki prawie
      na max. Moj kuzyn z mat-fizu byl laureatem olimpiady chemicznej i fizycznej .
      Sama tez bylam finalistka olimpiady.
      Do tej pory pamietam rzeczy, ktorych nauczylam sie bedac na profilu
      humanistycznym (!) z biologii, chemii czy fizyki. Nie bylam kujonem, mam
      rozlegle zainteresowania. Szkola mi pozwalala sie rozwijac, doceniano to ze
      wiem rzeczy ponadprogramowe.
      Wspolczuje autorce tego idiotycznego listu, bo jak pojdzie na studia, to
      dopiero zobaczy, co to jest prawdziwe zycie. Ale tam juz nikogo frustracje
      malej dziewczynki nie beda obchodzic. Jak sobie nie poradzi, to wyleci.
      V to rewelacyjna szkola i bedac juz na studiach odkrylam jak bardzo rozwinela
      mnie intelektualnie, nauczyla samodzielnie myslec i byc na tyle pewna siebie,
      zeby nie brac udzialu w wyscigu szczurow.
      Dyrektor Pietras jest nie tyle dyrektorem, co swietnym managerem V zakladu.
      Kazdy absolwent V wstawi sie za nim przy kazdym ataku, znajac specyficzne
      ironiczne poczucie humoru dyrektora. Owszem, dla osoby postronnej jego ton
      moze sie wydac arogancki, ale przeciez to oczywiste, ze mowi prawde.
      • Gość: Ekonomista Re: V LO takie straszne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.09, 23:39
        Gość portalu: absolwentka napisał(a):


        Jak sobie nie poradzi, to wyleci.
        V to rewelacyjna szkola i bedac juz na studiach odkrylam jak bardzo
        rozwinela
        mnie intelektualnie, nauczyla samodzielnie myslec i byc na tyle
        pewna siebie,
        zeby nie brac udzialu w wyscigu szczurow.

        Jak to wszystko sie idealizuje jak staje sie przeszłością. List
        uczennicy wcale nie jest idiotyczny. Tylko mówi o idiotyzmach. A juz
        kompletna bzdurą jest to , że "być na tyle pewna siebie żeby nie
        brac udziału w wyścigach szczurów" Czyli kto w nich bierze udział?
        Ci niepewni siebie? Bzdury.
    • Gość: absolwentka V LO takie straszne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.09, 08:59
      Żal mi dziewczyny. Nawet nie zdaje sobie sprawy, że lepiej nie mogła trafić.
      Ja lata spędzone w Piątce wspominam z łezką w oku i żalem że nie mogło być ich
      więcej...
    • Gość: Ekonomista V LO takie straszne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.09, 20:18
      ASDsd napisał:

      Bije od niego arogancją i butą, pewnie myśli, że on i "jego" LO są
      najlepsze na
      świecie, a te spoza Krakowa to już w ogóle 3 liga, a V jest taka
      świetna,
      najlepsza, że nie musi liczyć się z kimkolwiek, co tam jedna
      uczennica, klasy po
      35 osób, to osoba w tą czy w tamtą nie robi różnicy. <

      Święta prawda. Straszny zarozumialec. Rację ma o tyle, że w każdej
      szkole trzeba sie uczyc. Ale to wie każdy. Nie potrzeba biskupa aby
      wiedzieć , że w niedzielę jest święto. Pan dyrektor jest butny i
      tyle.Z wypowiedzi internautów z V LO zresztą też można
      wywnioskować , że to w większości zarozumialcy.
      A gadanie o najlepszym liceum w kraju powinno od tej szkoły
      odstraszać . Taka gadka to dla snobów.
      Ja mam dwóch znajomych. W tej chwli jeden pisze habilitację na UJ, a
      drugi już jest habilitowany. Obydwaj przyjechali do Krakowa na
      studia po LO w małych miejscowościach. Podkarpackie i ŁÓdzkie. Tak,
      że te snobistyczne rankingi i olimpijskie ambicje zawsze mnie
      śmieszyły. Po każdym liceum można dostac sie na studia. Często w
      tych nieznanych LO właśnie z tego względu nauczyciele bardziej
      przykładają się do pracy, a nie tylko straszą dwójami. Nowodworki
      nie odróżniające Grottgera od Grochowiaka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka