Dodaj do ulubionych

Makaroniarnia, Delecta - za Wisłą. Wielkie Żarc...

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.12, 14:33
dlaczego poprzedniego artykułu "Czerwony Michelin. Kochany Przewodniczku" nie można przeczytać ???
Obserwuj wątek
    • filakia Makaroniarnia, Delecta - za Wisłą. Wielkie Żarc... 30.03.12, 23:18
      "hodowla dzieci" :-D
      • greges58 Re: Makaroniarnia, Delecta - za Wisłą. Wielkie Ża 30.03.12, 23:49
        na macę ???

        ;)
      • Gość: Luiza Re: i ta sugestia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.12, 09:53
        I ta nie do końca wypowiedziana sugestia - że z dziećmi to przez tę Sam Wiesz Jak Nazwaną Kładkę...
    • Gość: Aótor Makaroniarnia, Delecta - za Wisłą. Wielkie Żarc... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.12, 13:55
      Chryste, temu aótorowi nic nie pasuje. Ani nazwa kładki ani sprzatanie ani nic. Dziwne że jeszcze się do pisu nie zaPISał
    • sumire Makaroniarnia, Delecta - za Wisłą. Wielkie Żarc... 31.03.12, 17:00
      można odnieść wrażenie, jakoby 'za Wisłą' był zapyziały koniec świata... nie za fajny ten felieton.
      • misself Re: Makaroniarnia, Delecta - za Wisłą. Wielkie Ża 31.03.12, 19:03
        Co prawda mieszkam "za Wisłą", ale niestety muszę się zgodzić z tezą, która tak Ci nie w smak: kulinarnie te rejony to bieda jest. Sieciowe pizzerie - relacja jakość-cena powala po prostu, to znaczy obie są niskie. Potem długo, długo nic. Obskurne Chińczyki. Pojedyncze restauracje z cenami jak w centrum i mierną kuchnią polsko-włoską (to hicior jest w Polsce i długo jeszcze będzie). I to by było na tyle... Naprawdę dobra pizzeria w mojej dzielnicy, która dowoziła pizzę jak prosto z Włoch, splajtowała. Sieciówki mają się doskonale.

        Na osiedlach mieszkają rodziny albo studenci. Ci pierwsi wolą jeść w domu, bo tak taniej. Ci drudzy sięgną po jedzenie na telefon tylko jeśli będzie tanie. Jest bardzo mała grupa osób, które jedzą "na mieście" i szukają nowych wrażeń. Lokale gastronomiczne są umiejscowione głównie tam, gdzie zaglądają turyści, a przy okazji trochę tubylców. No niestety, takie są prawa rynku. Nieubłagane.
        • sumire Re: Makaroniarnia, Delecta - za Wisłą. Wielkie Ża 01.04.12, 03:19
          nie to, że sama teza mi nie w smak - od 13 lat mieszkam pod kopcem Krakusa i wiem, jak tu 'jedzeniowo' jest, choć powolutku zmienia się in plus (mamy taką Cavę, na przykład). nie w smak mi sam wydźwięk tego felietonu.
          • misself Re: Makaroniarnia, Delecta - za Wisłą. Wielkie Ża 01.04.12, 13:24
            sumire napisała:

            > nie w smak mi sam wydźwięk tego felietonu.

            Pewne rejony nigdy nie będą zagłębiem gastronomicznym, po prostu.
    • Gość: Wi-de-lec Tu czytaj IP: *.is.net.pl 01.04.12, 09:15
      krakow.gazeta.pl/krakow/1,35817,11346013,Krakowskie_restauracje_w_przewodniku_Michelina.html
    • mnop2 Re: Makaroniarnia, Delecta - za Wisłą. Wielkie Ża 01.04.12, 09:15
      A to się uśmiałam :D
      W Deleccie bywam średnio raz na 3 miesiące i zgadzam się z każdym słowem
      • Gość: Aga Re: Makaroniarnia, Delecta - za Wisłą. Wielkie Ża IP: *.dynamic.chello.pl 01.04.12, 12:14
        Hmm A moje doświadczenie z Delectą było powiedzmy umiarkowane i jedyne - zaproszonam była na kolację, skosztowałam crostini - dramat: doświadczyło moje podniebienie bezpośredneij wizyty w kopalni soli, spróbowałam zupki (krem czosnkowy) - całkiem w porządku, ale grzanki przypominały grzanki z wesela mojego kuzyna sprzed lat dwudziestu bodaj :) potem polędwica wołowa z "opiekanymi ziemniaczkami grillowanym pomidorem i pieczarkami" - w zasadzie ziemniaczki zimne były, pomidor staruszek ;) no żartuję, wiadomo że jak grill to grill :) i do tego dwie ale nie pieczarki tylko pieczary :-) I co? I wracając do domu już czułam się nieszczególnie a potem "całowałam porcelanowego bożka" w swojej toalecie do białego niemal rana... Pierwsze i ostatnie doświadczenie dla mojego podniebienia i żołądka w tej restauracji. Lepiej pójść spacerkiem kawał drogi dalej, gdzieś ku centrum bardziej, ale będzie zdrowiej - i apetyt się zaostrzy i trochę ruchu się zażyje... ;-) Ale rozumiem, że moja nieudana tam wizyta nie musi być regułą. Pozdrawiam!
        • gaissa Re: Makaroniarnia, Delecta - za Wisłą. Wielkie Ża 01.04.12, 15:21
          Moje jedyne doświadczenie z Delectą było podobne do Twojego (no ale to było tak z 6 lat temu) :)
    • Gość: bork Makaroniarnia, Delecta - za Wisłą. Wielkie Żarc... IP: *.dynamic.chello.pl 01.04.12, 10:47
      Jestem pod wrażeniem płynnego przejścia od pawia do jedzenia.
    • Gość: gość Makaroniarnia, Delecta - za Wisłą. Wielkie Żarc... IP: *.ksi-system.net 01.04.12, 10:52
      Bardzo żałuję, że nie udało się Panu zjeść w makaroniarni. Oczywiście Podgórze to kulinarna pustynia. Makaroniarnia, Delecta, Pod Lwem - dobrze, że istnieją ale je się tam tylko z konieczności, na pewno nie z przyjemności. Wszyscy, którzy mają trochę więcej czasu przeprawiają się na drugą stronę, żeby tam zjeść coś sensownego. W Makaroniarni nie dość, że jedzenie jest byle jakie, to oprócz przyjemnej możliwości zjedzenia posiłku przy stoliku na zewnątrz, nic nie jest tam w porządku, czego zresztą miał Pan przedsmak w zachowaniu personelu. Obsługa jest tam wyjątkowo fatalna. Infantylne, nieogarnięte kelnereczki, plotkujące przy barze zamiast zająć się obsługą klientów. Bardzo żałuję, że Pan nie napisał więcej o Makaroniarni, bo wreszcie ktoś by im utarł nosa, żeby nie myśleli że wszystko im wolno bo i tak nie mamy wyboru!
      • jop Re: Makaroniarnia, Delecta - za Wisłą. Wielkie Ża 01.04.12, 13:10
        Jedzenie w Makaroniarni jest znośne, ale obsługa to rzeczywiście czysty dramat - półprzytomne panienki, które mylą zamówienia, trzeba się o wszytko po 2 x upominać, czeka się godzinę.
        • misself Re: Makaroniarnia, Delecta - za Wisłą. Wielkie Ża 02.04.12, 09:15
          jop napisała:

          > Jedzenie w Makaroniarni jest znośne, ale obsługa to rzeczywiście czysty dramat
          > - półprzytomne panienki, które mylą zamówienia, trzeba się o wszytko po 2 x upo
          > minać, czeka się godzinę.

          Godzinę na MAKARON? o.O

          Ja mam taką zasadę, że nie zamawiam niczego, co sama robię lepsze (stosuję to od czasu 1. potwornej lasagne z mrożonki firmy ARO, którą podano mi w jednej z restauracji w Toruniu, wysoko ocenianej przez internautów, 2. makaronu z grudkami mrożonego szpinaku, jaki miałam nieprzyjemność spożyć w Cyklopie, a tylko dlatego nie zażądałam wtedy wymiany dania, że teściowa in spe siedziała naprzeciwko mnie). Tyczy się to też makaronów.

          Przejrzałam właśnie menu Makaroniarni - smażyć w piekle się powinien ten, kto za spaghetti aglio e olio bierze prawie 14 zł, dodaje do niego pomidorki koktajlowe (gratulujemy pomysłowości, ale aglio to czosnek, a olio to oliwa, standardowym dodatkiem są papryczki chili, czyli peperoncino, a nie żadne plastikowe pomidorki!), a w dodatku nie potrafi nawet skopiować nazwy z Wikipedii, żeby była bezbłędnie zapisana. Na danie czeka się godzinę, to ja nie wiem, co oni robią, sieją zboże na ten makaron?!
          • jop Re: Makaroniarnia, Delecta - za Wisłą. Wielkie Ża 03.04.12, 14:14
            No, ja generalnie nie za bardzo lubię własnoręcznie przetwarzać ryb, więc linguine z solą wg moich kryteriów to było coś, co zamawiam, bo sama nie robię.

            Jeśli myślisz, że oni przez tę godzinę cokolwiek robią, poza miotaniem się, to obawiam się, że się mylisz. ;-) Długi "lead time" wynika po prostu z ogólnego bajzlu, jaki tam panuje. Na zupę (której wszak w większości przypadków nie robi się specjalnie dla każdego klienta, tylko idzie, bierze chochlę i talerz albo miskę, nalewa i podaje, ew. podgrzewa wprzódy) czekaliśmy 45 minut, w międzyczasie wyżebrawszy napoje, które pojawiały się partiami i czasem nie do końca takie, jak chcieliśmy (rzeczywiście, w celu podania 2 mineralnych i jednej kawy należy zatrudnić logistyka na miarę Tima Cooka, inaczej się nie da), więc jak się pojawił mój makaron (nie zamawiałam przystawki ani zupy), to minęła godzina. (Oczywiście nikt nie zapytał, czy nie chcę wcześniej, ale zapewne nie miałoby to sensu, bo i tak w ich wydaniu nierealne). O deserze w ogóle zapomniano, musieliśmy się upominać po pół godzinie od sprzątnięcia talerzy po makaronie.

            Wierzę Nowickiemu, że pani przegnała go krzykiem, ale nie dlatego, że chciała celowo być nieuprzejma, tylko tam cały personel nie ogarnia i funkcjonuje na pograniczu histerycznego wybuchu, więc to zapewne dlatego.

            Tak czy inaczej - tam już nie zajrzymy, bo jedyny atut tego miejsca to fajne stoliki na świeżym powietrzu pod murkiem, a to trochę mało

            (Zwłaszcza po odkryciu Trattorii przy Cichym Kąciku nie widzimy potrzeby dawania Makaroniarni jeszcze jednej szansy).
            • misself Re: Makaroniarnia, Delecta - za Wisłą. Wielkie Ża 07.04.12, 19:55
              jop napisała:

              > No, ja generalnie nie za bardzo lubię własnoręcznie przetwarzać ryb, więc lingu
              > ine z solą wg moich kryteriów to było coś, co zamawiam, bo sama nie robię.

              No to robisz tak jak ja :-)

              Szczerze mówiąc, to jak byłam kelnerką, to też funkcjonowałam na granicy histerycznego wybuchu, ALE nigdy nie wpadłam na to, żeby nakrzyczeć na klienta. Choćby potencjalnego.
    • Gość: moni78sia Ałtor nie jest z Krakowa... IP: *.dynamic.chello.pl 01.04.12, 11:50
      ... i to bardzo go boli. Wyborcza lansuje tego pana, bo to nowy mieszczanin, może nie tak nowy, ale i tak przyjezdny.
      • misself Re: Ałtor nie jest z Krakowa... 01.04.12, 13:52
        Gość portalu: moni78sia napisał(a):

        > ... i to bardzo go boli. Wyborcza lansuje tego pana, bo to nowy mieszczanin, mo
        > że nie tak nowy, ale i tak przyjezdny.

        Rozumiem, że ciężko pracowałaś na to, żeby się urodzić w Krakowie? :-P
        Ależ nie lubię takiego podejścia - jakie ma znaczenie to, skąd ktoś pochodzi? Istotne jest, do czego doszedł własną pracą, sam. A z tym pan Nowicki nie ma problemu, bo że grzecznie przypomnę, pisze dla "Tygodnika Powszechnego".
        • gaissa Re: Ałtor nie jest z Krakowa... 01.04.12, 15:19
          Misself, wypominanie pochodzenia recenzenta to figura z zestawu obowiązkowego, więc nie ma co z tym polemizować ;)
          Czekam jeszcze na pozostałe elementy:
          - restaurator zapłacił/nie zapłacił za recenzję,
          - Nowicki nie umie gotować, więc nie ma prawa oceniać,
          - żona mu nie dała i jest sfrustrowany (czy też, jak niektóre orły tu piszą, "sflustrowany").
          • misself Re: Ałtor nie jest z Krakowa... 02.04.12, 09:03
            gaissa napisała:

            > Misself, wypominanie pochodzenia recenzenta to figura z zestawu obowiązkowego,
            > więc nie ma co z tym polemizować ;)

            Zastanawiam się tylko, czy tak samo by mnie to wkurzało, gdybym urodziła się w Krakowie. Ale chyba tak, bo jak czytam, że profesor Miodek nie powinien się wypowiadać na temat języka śląskiego, skoro mieszka we Wrocławiu - to mnie trafia, bo on pochodzi z tego samego miasta co ja, w samym sercu Górnego Śląska... I w przeciwieństwie do mnie, jest Ślązakiem.

            > Czekam jeszcze na pozostałe elementy:
            > - restaurator zapłacił/nie zapłacił za recenzję,
            > - Nowicki nie umie gotować, więc nie ma prawa oceniać,
            > - żona mu nie dała i jest sfrustrowany (czy też, jak niektóre orły tu piszą, "s
            > flustrowany").

            I jeszcze, że palacz nie powinien się wypowiadać na temat smaku! ;-)
      • Gość: josef Kraków wita was IP: *.aster.pl 02.04.12, 01:29
        Stara śpiewka. Nie z Krakowa, czyli obcy, czyli wynocha. Takim jak ty przeszkadza nawet Szymborska, bo nie z Krakowa, tylko przyjezdna.
    • Gość: gosc Makaroniarnia, Delecta - za Wisłą. Wielkie Żarc... IP: *.adsl.inetia.pl 01.04.12, 13:18
      Gdyby autor cześciej bywał po drugiej stronie Wisły, to wiedziałby, że puszczanie pawia za kioskiem nie jest jakimś lokalnym zwyczajem, a takie zachowanie Anglików w centrum miasta można zaobserwować znacznie częściej. Często na Szewskiej, co być może jest wyrazem ich stosunku do GW.
    • Gość: Chenin Blanc Lump kahvi nah IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.12, 13:36
      Gdzie można kupić lampkę wina na baterie?
    • turpin 'wierzcie mi, pisać mi się już wcale nie chce' 01.04.12, 17:32
      Ufff, nareszcie. Trzymam za słowo.
    • aarvedui względem pawia 01.04.12, 19:01
      względem pawia - o ile w ogóle dziwne w recenzji kulinarnej pisać o pawiach i tudzież innym ptactwie fizjologicznym, to ta figura - pożal się borze - retoryczna, pasuje tutaj jak świni siodło.

      w rywalizacji w tych zwyczajach zawsze dominował raczej Kazimierz, a brytyjska klasa pracująca w typowym dla nich alkoholowym ciągu, ma w zwyczaju załatwiać wszystkie czynności fizjologiczne pod siebie.

      ponieważ anglicy raczej się nie certolą w przypisywaniu nawet zmyślonych, sensacyjnych historyjek polskim imigrantom,
      to jak najbardziej można opisywać angielskich turystów - zgodnie z rzeczywistością - jako tępe, brudne i prymitywne świnie.
      o przepraszam, trzoda chlewna ma więcej manier.
    • Gość: zwykły tuyrysta Makaroniarnia, Delecta - za Wisłą. Wielkie Żarc... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.12, 19:06
      Zgadzam się w zupełności z opinią o Makaroniarni. Zupełnie nie dbają klienta, Korzystają z tego, że tam naprawdę jest mało restauracyjek to i nie ma wyboru. Na przeciwko Makaroniarni przy ul. Brodzińskiego tez jest takie małe bistro. Nie byłam ale ładnie pachnie, ładniej niż z makaroniarni. Podgórze pięknieje coraz bardziej. Tylko jest problem z zaproszeniem gości z poza Krakowa na dobry ale niedrogi obiad. W Rynku Podgórskim niedawno otwarto małą restauracyjkę z bardzo smacznym jedzeniem, bardzo miłym wystrojem, z jedzeniem na wagę. Niedrogo
    • Gość: Leonidas Żądam przeprosin Pana Nowickiego ! IP: *.multi-play.net.pl 02.04.12, 02:40
      Ostatnie zdanie w drugim akapicie. Pan Nowicki, widzę należy do ludzi, którzy uważają, że cywilizacja i normalni ludzie są po tamtej stronie Wisły, a tutaj mieszkają dzikusy i żule. Chamstwo i ignorancja tego Pana jest już do prawdy nie do zaakceptowania. Pomijam fakt, że najwyraźniej tu nie bywa, a ja w rejonie kładki regularnie i żuli tam nie widuję. Ja wysyłam do krakowskiej GW żądanie przeprosin przez tego Pana.
      • misself Re: Żądam przeprosin Pana Nowickiego ! 02.04.12, 09:07
        Gość portalu: Leonidas napisał(a):

        > Ostatnie zdanie w drugim akapicie. Pan Nowicki, widzę należy do ludzi, którzy u
        > ważają, że cywilizacja i normalni ludzie są po tamtej stronie Wisły, a tutaj mi
        > eszkają dzikusy i żule.

        Chyba masz poważny problem ze sobą, skoro ze zdania "Miasto się rozrasta." wnioskujesz chęć obrażenia kogokolwiek.
    • Gość: Henryk Cz. Heniek Nie dla psa kiełbasa . IP: *.blich.krakow.pl 02.04.12, 16:11
      Nie biorę zazwyczaj udziału w farsach tego typu, tym jednak razem wypowiem się, nawet jeżeli moje zdanie zostanie pominięte i Pana Nowickiego nie zdejmą z posady..
      Cały ten Michelinowski rozgardiasz widelców przyprawia mnie juz o mdłości, tym bardziej, kiedy pisze o tym czlowiek, ktory doswiadczenie w bywaniu w takich restauracjach ma nikłe lub nawet zerowe. Michelin jest ciągle "jakimś tam" wyznacznikiem standardów, ale wchodzącym w swoją jesień...za granicą bywałem i bywam non stop, spożywam dania zarowno w tych jednogwiazdkowych jak i dwu-gwiazdkowych, a nawet w trzy-gwiazdkowych restauracjach i prosze mi wierzyć bądź nie, kilka razy tylko udało mi sie zachwycić specjałami kuchennymi a nawet poprosić szefa do stołu w celu pogratulowania fantazji. Wracałem do jednej z tych restauracji bardzo czesto, miedzy mna a pewnym kucharzem-artystą wywiazała się kiedyś miła rozmowa, kiedy to zobaczylem jak wychodzi juz z pracy i zaprosilem go do wspolnego wypicia brandy przy barze hotelowym. Kilka faktów, które zostały mi przekazane zmieniły moj pogląd na te przewodniki i całą sprawę. Otóż na zachodzie, jedna gwiazdka nie stanowi wcale wielkiego wyczynu, przyznaje się je z dużą swobodą, co oczywiscie sie zmieniło, bo niegdyś było to coś trudnego. Co do sytuacji w Polsce, uważano, że kultura jedzenia w krajach tej czesci Europy jest zbyt daleka od haute cuisine wiec inspektoriat nie docierał, bo nie było ani potrzeby, ani tym bardziej sensu. Odchodzi już jednak wiele znanych nazwisk swiata gastronomicznego od rzekomej renomy jaką niesie za sobą mianownictwo gwieździste Michelin'a, potężne nazwiska odwróciły się już plecami do przewodników, a zarząd (zmieniony, bo nie francuski) zaczyna się zastanawiać nad tym, czy problem będzie urastał na przestrzeni nadchodzących lat. W Wierzynku jadłem nie tak dawno temu, jednak oprócz ładnych sufitów z bardzo starych belek i przestronnych pomieszczeń nie ma się tam za bardzo czym pochwalić. Tutaj skończę ocenę Wierzynka, nie bede sie odnosił do świeżości produktów, do obsługi bo nie ma sensu sie znowu denerwowac. Sądząc po ocenianych przez Pana Nowickiego instytucjach, którymi w rzeczywistości są (a na pewno w większości) jadłodajnie, puby i bary nic dziwnego, ze Wierzynek to juz pożądna strawa. Z wymienionych jeszcze restauracji ubodły mnie Trzy Rybki - tak jak sama nazwa, cała restauracja to jedna wielka klapa! Kelnerzy, którzy mało dyskretnie opowiadaja o dupach, i tym, ze ten starszy pan to na pewno jest z chlopaczkiem za pieniądze, a nie synem, kuchnia ma byc minimalistyczna, a wychodzi na nudną i źle skomponowaną (małże św. Jakuba z gumy, rostbef z czarnym kawiorem kompletnie do siebie nie pasują!, pistacjowy brulee mdły i monotonny), a o winach nikt tam nie wie nic.
      Co do osądu szynki uwieńczającej pizze, w lokalu, do ktorego Pana Nowickiego nie wpuszczono, to jest to dosyć niskich lotów chwyt, choćby nie wiem jak bardzo piersista i rozwrzeszczana była kelnerka, wiele rzeczy nie wyglada zachecajaco, co nie musi swiadczyć, ze zle smakują. Pomijam już bezsens zamawiania pizzy w makaroniarni.. Panie Nowicki, skoro Pan ocenia kazimierskie bary, niechże Pan się nie bierze za osądzanie ludzi, którzy wybierają rekomendacje Michelin'a, bo przynajmniej w Michelinowskich restauracjach maja okazję jadać, a i wiedzę niewątpliwie mają większą niż Pan. Te Pańskie felietony mają coraz bardziej nieznośną tendencję do kompromitowania Pana i rysują Pana jako desperata, ktory juz nie ma po prostu czego oceniac. Studio Qlinarne w tym Pańskim śmiesznym zestawieniu to gwóźdź do trumny, niechże Pan napisze, że Gesslerowa potrafi gotować, bo jeszcze tylko tego absurdu brakuje do uzupełnienia tej miernoty felietońskiej, w której próbuje się Pan okazać znawcą tematu.
      • kissmygrass Re: Nie dla psa kiełbasa . 02.04.12, 18:23
        Gość portalu: Henryk Cz. Heniek napisał(a):

        > Studio Qlinarne w tym Pańskim śmiesznym zestawieniu to gwóźdź do trumny

        Z czystej ciekawości, na czym ów gwóźdź do trumny polega? Że Studio takie złe?
        • Gość: asdfr Re: Nie dla psa kiełbasa . IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.12, 18:51
          Ciekawe skąd wiedziałem że kissmygrass się wypowie?
          • kissmygrass Re: Nie dla psa kiełbasa . 02.04.12, 23:24
            Pozostaje współczuć braku zajęć ciekawszych niż śledzenie moich postów, które przecież nie są nic warte.

            W
        • misself Re: Nie dla psa kiełbasa . 07.04.12, 19:53
          kissmygrass napisał:

          > Gość portalu: Henryk Cz. Heniek napisał(a):
          >
          > > Studio Qlinarne w tym Pańskim śmiesznym zestawieniu to gwóźdź do trumny
          >
          > Z czystej ciekawości, na czym ów gwóźdź do trumny polega? Że Studio takie złe?

          Też jestem ciekawa. Byłam tam w zeszłym roku dwa razy, co samo w sobie świadczy o tym lokalu - że chce się do niego wracać. Zwłaszcza że pamiętam i to aż za dobrze Brasserie, które tam było wcześniej.

          Ale ja nie jestem takim bywalcem jak pan Henryk. Chociaż może nie powinnam się do tego przyznawać, bo kto to sprawdzi?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka