kilroy_was_here
21.07.02, 16:33
Jem sobie "pasztecik z indyka dla całej rodziny" i czytam na opakowaniu:
"Możesz na nim położyć plasterek ogórka, pomidora, ozdobić sałatą lub
papryką. Smakuje doskonale i nie grozi Ci nuda".
Cóż, producent zatroszczył się o konsumenta-idiotę, który nie daj Boże mógłby
na paszteciku położyć zegarek albo pinezki. Ale konsument-idiota nie miał
ochoty szukać ogórka, pomidora, ozdabiać sałatą ani papryką, nie chciał też
zgłębiać tajemnic destrukcyjnego wpływu pasztetu na nudę, więc z notabene
nudy obrócił pudełko i przeczytał na odwrocie:
"Delikatny smak indyczego mięsa zadowoli całą Twoją rodzinę. Przypadnie do
gustu seniorowi i juniorowi".
No tu już konsumenta-idiotę dosłownie wryło. Nie dość, że jem sam, choć
producent wyraźnie rozdysponował (już w nazwie) mój pasztecik na całą
rodzinę, to z czego do diaska ów elokwentny producent wysnuł wniosek, że w
skład mojej rodziny wchodzi junior i senior? Producencie, piszesz do idioty,
ale pisz tak, żeby choć idiota Cię zrozumiał? Jaki junior? Jaki senior?
Ech, zirytowałem się jak zwykle, kiedy trafiam na taki reklamiarski bełkot.
Napiszcie, proszę, czy i w Was również się potrafi zagotować z tak błahej w
sumie przyczyny.
A najgorsze jest to, że być może taki bełkot realnie podnosi sprzedaż... Oby
to przypuszczenie mijało się z prawdą, ale bałbym się dowiadywać, jak jest.
Inny przykład: "Zniewalające swoim aromatem wiśnie i słodkie jabłka.
Połączone ze sobą, kuszą smakiem, który pobudza wyobraźnię. W Tymbarku dbamy
o najwyższą jakość smakowych doznań. Smaczna para. Podwójnie smaczna...".
Pytanie "o co naprawdę dbają w Tymbarku?" spędza mi sen z powiek.