Gość: gość
IP: 77.236.10.*
06.08.09, 23:17
A może by tak uznawać za miejsce przyjazne maluchom tylko miejsca gdzie jest
przewijak? Albo do znaku przyjazne maluchom dodać nieprzyjazne wszystkim
innym. Przyznam, że gdy w pewnej krakowskiej kawiarni pani pomiędzy swoim
stolikiem a moim przewijała swoje dziecko to odechciało mi się jeść. Nie
jestem przeciwniczką dzieci, ale upojny zapach dziecięcej kupy roznoszący się
przez najbliższe kilka minut, jak również wspaniały widok tejże kupy z
pewnością jest idealnym dopełnieniem dla drugiego śniadania zajadanego w knajpce.
Rozumiem mamy, bo rzeczywiście przewijaki w miejscach publicznych w Krakowie
to rzadkość, ale bez przesady, nie przy jedzeniu, a jak już rzeczywiście nie
było gdzie iść to nie w najbliższym sąsiedztwie stolików, zwłaszcza zajętych.
Choć nie zauważyłam, żeby ta mama jakoś specjalnie przejmowała się faktem że
jest w knajpce, a kupa jej dziecka nie pachnie fiołkami.