No nie ma co ukrywać, wątek powstał w skutek lawiny zarzutów jakie to my jesteśmy puste i próżne. Nie przeżywamy ślubu jak nalezy tylko wstężki, winietki i kolorki nam w głowach. Oczywiście kupione za pieniądze rodziców, a jak że...
A zatem zachęcam wszystkie przyszłe i byłe Panny Młode do wynurzeń emocjonalno-duchowo-filozofocznych na temat ślubu

Pozwolicie, że nie zacznę przykładem, bo nie lubię publicznego emocjonalnego ekshibicjonizmu...