Dodaj do ulubionych

Ślubne nienawidzę

03.04.10, 20:19
Mój wymarzony Ślub: w kościele w centrum Wrocławia. Ubrana jestem w suknię od
projektanta, góra - bez rękawów, ale przykryty dekolt - haftowana. Dół -
bombka do kostek, bez ozdób. Po ceremonii idziemy (ok. 25 osób)brzegiem Odry
do restauracji z której mamy piękny widok na miasto. W restauracji tańczymy do
muzyki klasycznej granej przez kwartet. (niestety w tej restauracji nie
zatańczymy). Ok. godz. 23 przybywa kapela rockowa i porywa młodych na imprezę
ze znajomymi. Wszyscy goście z restauracji zostają odwożeni taxówkami do
hotelu. Kto chętny (kilka młodszych osób) idzie na imprezę w klubie. Rano
goście jedzą śniadanie. Możliwy też jakiś program kulturalny następnego dnia...
Niestety to tylko marzenie. Bo w polskim ślubie musi pojawić się: 100 lub 200
osób, większość z nich zobaczysz ostatni raz w życiu; typowa, przepadzista
suknia ślubna, najlepiej bez ramiączek, im więcej ozdób, tym mniej krytyki ze
strony ciotki Zochy; wielka stołówka z miejscem na wywijasy, kapela z
syntezatorem, która gra disco polo - no bo wesoło; wódka - dużo wódki;
poprawiny - oczywiście z wódką. Aby temu zaradzić musisz wynająć obskórny
zajazd tudzież palacyk w Pcimiu w obrzydliwym guście (jako całość - disco -
polo w pałacu...). Pijane towarzystwo od razu położy się w pokojach
hotelowych. Pamiętaj: im więcej wódki, tym bardziej będą chwalić. PS I tak po
weselu na prawo i lewo będzie się mówiło, że coś tam nie grało: sukienka
krzywo, jedzenia za mało...
Czy postępować zgodnie z marzeniami i ryzykować czy dać się wkręcić w rutynę?
Obserwuj wątek
    • zia86 Re: Ślubne nienawidzę 03.04.10, 20:26
      Oczywiście postępować zgodnie z marzeniami! smile Wiem jak w Polsce ciężko
      jest się przebić przez tradycyjne spojrzenie na ślub i wesele ale da
      się. wink
      A marzenia macie super, ja bym chętnie na takie wesele poszła i
      świetnie bym się bawiła. smile Także do dzieła!
    • ilianna Re: Ślubne nienawidzę 03.04.10, 20:44
      Miałam ślub w kościele w centrum Wrocławia, w skromnej sukni. Potem był spacer
      brzegiem Odry (my po drodze cyknęliśmy kilka zdjęć). W restauracji był dj (grał
      'największe przeboje' polskie i zagraniczne) plus półgodzinny występ (przy
      torcie) zaprzyjaźnionego zespołu. Wódka była - ale z umiarem. Nie było zabaw
      (poza rzucaniem welonem/krawatem).
      Osób było 60. Po weselu każdy gość sam sobie jakoś do domu pojechał (poza
      kilkoma osobami spoza Wro, które miały pokój w hotelu).
      Czy ktoś narzekał? Może. Do mnie narzekania nie dotarły. A nawet jeśli - mówiąc
      brzydko - wali mnie to tongue_out.
      Mój ślub, mój wybór. Mnie się podobało.
    • linka.k Re: Ślubne nienawidzę 03.04.10, 20:57
      Z takim podejściem do ludzi to może w ogóle?
      • slyszaca_bicie_dzwonow Re: Ślubne nienawidzę 03.04.10, 21:09
        Najbardziej zasadnicze pytanie to czy dzielić imprezy.Nie dam rady zaprosić
        wszystkich i wszystkim dogodzić. A mieszanie stylów wyjątkowo mnie złości.
    • kol.3 Re: Ślubne nienawidzę 03.04.10, 21:12
      Jeśli sama finansujesz wesele, to w ogóle nie widzę problemu, jeśli
      rodzice - to zwykle forsują swoją koncepcję.
      Jeśli chcesz spełnić swoje marzenie - zarób na wesele i wtedy nikt Ci
      nic nie narzuci.
    • annataylor Re: Ślubne nienawidzę 03.04.10, 21:24
      zgadzam się z Tobą! ja też nie lubię typowych wesel, jakoś odechciewa
      mi się chodzić na takie.
      sama planuję zrobić też coś wyjątkowego i mowię szczerze, że nie
      obchodzi mnie zdanie innych...
    • odsrodkowa Re: Ślubne nienawidzę 03.04.10, 21:31
      Ale kto każe Ci robić wesele na jakie nie masz ochoty?
      Osobiście zapraszam bliskie mi osoby- fakt, że jest ich sporo, ale wszystkich
      chcę mieć koło siebie tego dnia. Zamiast beznadziejnej kapeli i obleśnych zabaw
      chcę mieć DJa. Ubieram się tak jak mi wygodnie i w czym będę się dobrze czuć.
      Jedynie wódkę będę mieć tradycyjnie, bo chcemy. Ale oprócz tego zaproponuję
      również inne alkohole.
      Nic "bo tak trzeba" czy "tak wypada".
      A że ktoś mnie obgada? I tak wszyscy wiedzą, że nie jestem do końca normalna,
      więc mam to gdzieś. Poza tym nie zapraszam osób, które mają przyjść tylko po to,
      żeby mnie obgadać smile
    • lvivianka Re: Ślubne nienawidzę 03.04.10, 22:11
      Dramatyzujesz. Nie tylko opinia spoleczna powstryzmuje wiekszosc osob przed
      realizacja najbardziej nawet dzikich fantazji, ale czetso-gesto niestety
      finanse. Twoja wizja jets bardzo piekna, ale w przelozeniu na praktyke -
      kosztowna. Jezeli Was na nia stac - do dziela, droga otwarta.
      Poza tym uwazam, ze o charakterze wesela glownie decyduja ludzie, ktorzy sa na
      nie zaproszeni. Jezeli Twoje towarzystwo uszczesliwia wodka i przyspiweki, a Ty
      wcisniesz ich do eleganckiej restauracji i kazesz podrygiwac w rytm muzyki
      kwartetu smyczkowego...No to pomysl sama, jaka bedzie ich reakcja. ;P Jezeli zas
      osoby, ktore chcesz zaprosic podzielaja Twoj swiatopoglad (a zazwyczaj tak jest,
      ze zapraszamy nam bliskich, nie tych ktorzy do nas nie pasuja i ktorych nie
      lubimy), to beda sie pysznie bawic do bialego rana.
      Problemem wiec jest tu lista osob, ktore chcesz zaprosic, a w tym przypadku ja
      bym sugerowala, aby jednak podazac za marzeniami. smile
      • freciczka Re: Ślubne nienawidzę 03.04.10, 22:54
        Grubo przesadzasz...dużo dziewczyn na tym forum nie siedzi w sztywnych ramach
        typowego wesela. Albo forsują swoją koncepcję wesela albo robią przyjęcie dla
        rodziny i znajomych.
        My braliśmy ślub w USC, potem mieliśmy przejażdżkę wynajętym autobusem przez
        zimową Warszawę (razem z gośćmi), obiad w restauracji (wino, zero wódki),
        później z najbliższymi przyjaciółmi do hotelu a wieczorem impreza dla szerszego
        grona znajomych i młodszej części rodziny (wino i drinki).
        Zupełnie "nietypowe" podejście do wesela, nikt nie jęczał i wszyscy wyszli w
        gruncie rzeczy zadowoleni.
        Nie ma co dramatyzować - wiejskie wesele sporej grupie osób w Polsce pasuje ale
        nie jest narzucone i jak masz inną wizję to nikt Cię przecież za nią nie zlinczuje.
        • monikapers Re: Ślubne nienawidzę 04.04.10, 00:52
          Twoje wątpliwości i mi są obce, a obrazek typowo polskiego ślubu/wesela sądze,
          że odbiega od standardu i jest ciut przerysowany. Nie bardzo rozumiem dlaczego
          Twój/Wasz dzień nie miałby wyglądać tak właśnie, jak opisałaś?

          ja powtórzę za Liliana:

          Miałam ślub w kościele w centrum miasta, w sukni i butach od projektantki, wg
          uwag stylisty oraz bukietem sprowadzonych z Holandii. Po uroczej Ceremonii z
          akompaniamentem skrzypaczki i jeszcze paru instrumentów, z czytaniami wg naszych
          planów, odbyła się sesja zdjęciowa wszystkich Gości oraz spacer ulicami starego
          miasta...
          Nie było kwiatów tylko cel charytatywny, nie było nietrafionych prezentów tylko
          lista naszych marzeń.
          W restauracji było pięknie, elegancko, pysznie i idealnie wg naszych marzeń i
          planów w tym temacie.
          Nie było wódki, a tort był robiony na specjalne, czytaj: moje zamówienie (od tej
          pory wpisany do oferty cukierni wink
          Osób było mniej niż 50. Po wszystkim każdy miał do wyboru ciąg dalszy w nieco
          mocniejszym wydaniu lub do dyspozycji kierowcę oraz pięknie udekorowany pokój we
          wspólnym kameralnym hotelu.
          W niedziele późne śniadanko we wspólnym gronie.
          Wszystko to wreszcie nie kosztowało majątku, a tzw. przygotowania zajęły nam 3
          m-ce...

          Mój ślub, mój wybór.
          Mnie się podobało i było dokładnie tak, jak chciałam.
          Nie wierz w bajki, kreuj SWOJĄ WLASNĄ rzeczywistosc smile
          Szczerze Ci tego życzę!

      • misself Re: Ślubne nienawidzę 08.04.10, 08:16
        lvivianka napisała:

        > Dramatyzujesz. Nie tylko opinia spoleczna powstryzmuje wiekszosc osob przed
        > realizacja najbardziej nawet dzikich fantazji, ale czetso-gesto niestety
        > finanse. Twoja wizja jets bardzo piekna, ale w przelozeniu na praktyke -
        > kosztowna.

        Poza suknią od projektanta nie widzę nic kosztownego w tej wizji.
        Wesele na 25 osób w restauracji z kwartetem smyczkowym jest na pewno tańsze niż
        wesele na 100 osób smile
    • kol.3 Re: Ślubne nienawidzę 04.04.10, 07:54
      Ja a propos opcji "zero wódki". Znam osoby które z przyczyn
      gastrycznych nie mogą pić wina, drinków, pijają natomiast wódkę, która
      im nie szkodzi. Utożsamianie eleganckiego przyjęcia z brakiem wódki to
      nieporozumienie. Nie twierdzę, że powinna lać się strumieniami, ale
      powinna być zaproponowana. Dla mnie jest to brak gościnności.
      • freciczka Re: Ślubne nienawidzę 04.04.10, 12:40
        No nie jeśli wg Ciebie brak wódki = brak gościnności to mi jest brak słówuncertain
        Co ma jedno do drugiego?? jeśli ktoś ma takie problemy o których piszesz to zawsze można poprosić obsługę o podanie dla tej osoby innego alkoholu niż wino stojące na stole (ewentualnie taki gość może w ogóle nie pić). Niektórym kieliszek koniaczku dobrze służy, inni lubią się napić whisky, brandy lub ginu...przecież to nie oznacza że wszystkie alkohole mają stać naszykowane na stole, bo a nuż komuś się zachce wypić coś innego niż wino.
        • kol.3 Re: Ślubne nienawidzę 04.04.10, 17:27
          Uważam, że skoro się organizuje wesele i to huczne, to obowiązuje
          gościnność. Ograniczanie alkoholi tylko do wina lub powiedzenie, że
          gość który nie pije wina może w ogóle nie pić, to niestety jest brak
          gościnności i lekceważenie. Koniaczki i whisky to nie są alkohole do
          obiadu, więc przykład jest chybiony.
          • freciczka Re: Ślubne nienawidzę 04.04.10, 20:36
            Chciałabym zauważyć, że wesele nie sprowadza się tylko do obiadu...
            A od kiedy wódka jest alkoholem do obiadu??wino, piwo rozumiem, ale wódka?!
            A jeśli ktoś nie słucha i nie lubi disco polo, ale jego goście słuchają to ma
            się zmuszać i puszczać wiejskie wiązanki, bo inaczej jest niegościnny?
            • kol.3 Re: Ślubne nienawidzę 04.04.10, 20:40
              Wódka jest jak najbardziej alkoholem do obiadu, a wg Ciebie do czego?
            • kol.3 Re: Ślubne nienawidzę 04.04.10, 20:42
              Piwa na przyjęciach zasiadanych nie podaje się w ogóle. Jest to błąd w
              sztuce.
          • misself Re: Ślubne nienawidzę 08.04.10, 08:19
            kol.3 napisała:

            > Uważam, że skoro się organizuje wesele i to huczne, to obowiązuje
            > gościnność.

            Od ilu osób się zaczyna huczne wesele?
            Bo ja wódki też nie planuję.
            Na KAŻDEJ imprezie obowiązuje uprzejmość wobec gospodarza. Jeśli gość idzie na
            imprezę, a później obgaduje gospodarza, to gość popełnia faux pas, nie
            gospodarz. Gospodarz ma prawo podać co tylko zechce, bo nie da się brać pod
            uwagę gustów wszystkich gości.
    • zia86 Re: Ślubne nienawidzę 04.04.10, 13:37
      No właśnie dziewczyny dobrze radzą, wszystko się da. smile Napisz jaka
      jest wasz decyzja i opisz trochę obszernej problem to wtedy będziemy
      mogły lepiej doradzić, bo np. w ogóle nie napisałaś jakich masz gości,
      kto płaci za wesele itd.
    • martina.15 Re: Ślubne nienawidzę 04.04.10, 14:48
      co za bzdure przedstawilas. oczywiscie ze mozna po swojemu a tradycyjny slub z
      setka gosci moze wygladac zupelnie inaczej niz przedstawilas, moze byc i jazz, i
      malutko alkoholu i spokojne, radosne przezywanie.
      wszystko zalezy od podejscia.
    • panna_de_moll Re: Ślubne nienawidzę 04.04.10, 16:05
      Zupełnie nie mogę sobie wyobrazić Twojej wymarzonej sukni >...od
      projektanta, góra - bez rękawów, ale przykryty dekolt - haftowana.
      Dół - bombka do kostek, bez ozdób"
      Jakoś mało elegancko mi to brzmi, ale możliwe, że wyobraźnia mi nie
      pracuje.
      Nie wiem też, co to znaczy, że suknia jest >przepadzista<.
      Nie widzę natomiast większego problemu, jeśli chodzi o wymarzony
      ślub.Jeśli masz rodzinę z ukierunkowaniem na disco-polo i morze
      wódki, to co za problem, zeby zrobić po swojemu? Kasa? To kilka
      miesięcy i odłożycie na na kapelę rokową i kwartet.
    • callja można, a wręcz trzeba spełniać swoje marzenia... 05.04.10, 00:54
      Powiem tak - moja ceremonia to było coś wedle Twojego "wymarzonego
      opisu". I w dodatku w centrum Wrocławia wink Tzw. polskie typowe
      wesele w rozumieniu "przaśności" to kompletnie nie moja bajka, więc
      plotkowaniem cioteczek nie zajmowałam sobie głowy. Tak więc nos do
      góry i planuj śmiało. A jakby co - pytaj śmiało, moze będe potrafiła
      coś podpowiedzieć smile
    • landora Re: Ślubne nienawidzę 05.04.10, 01:03
      > Niestety to tylko marzenie. Bo w polskim ślubie musi pojawić się: 100 lub 200
      > osób, większość z nich zobaczysz ostatni raz w życiu; typowa, przepadzista
      > suknia ślubna,

      A mnie wkurza to całe pisanie "bo polskie wesele to kicz, brak smaku, a te
      zagraniczne to takie super i stylowe". Zazwyczaj te osoby nie były w życiu na
      "niepolskim" weselu.
      Otóż co do sukni, to przeglądając brytyjskie strony z sukniami ślubnymi,
      natrafiam głównie na ogromne suknie z gorsetem i księżniczkowatym dołem.
      Natomiast co do smaku i gustu - link do strony ślubnej znajomych
      therollestons.webs.com/weddingday.htm Proszę zwłaszcza zwrócić uwage na
      fragment "the drinks will be free, but small donations would be appreciated to
      cover some of our costs." To ja już wolę nasze polskie "w złym guście" wesela,
      gdzie przynajmniej nikt nikomu nie każe płacić za drinki...
      • arwena84 Re: Ślubne nienawidzę 05.04.10, 03:47
        Też jestem przeciwna takiej krytyce polskich wesel. W sumie to współczuję
        rodziny i znajomych autorce tego wątku. Byłam na kilkunastu weselach w ciągu
        ostatnich 10 lat. I tylko na jednym z nich jakiś idiota się upił. Wstyd
        straszny, żona go zapakowała w taxi i voila. Byłam na kilku weselach, gdzie
        wódki nie było wcale. Były wina, drinki, samej wódy brak. Wszyscy bawili się
        świetnie. Coraz częściej pojawiają się wesela bez orkiestry, za to z dobrym
        DJ'em i też się ludzie bawią. Obgadywanie przez ciotki? Jeszcze raz współczuję.
        Listę gości tworzą młodzi, jak zaprosisz obcych, Twoja sprawa... Nie chcesz
        kiecki-bezy, jaki problem? No chyba że jesteś kolejną z tych bez grosza własnego
        i wesele z kasy rodziców. Jeśli tak, to też nie rozumiem pretensji, nie dorosłaś
        do tego, żeby na własne wesele zarobić, to trzeba się liczyć ze zdaniem
        fundatorów uroczystości.

        Ja nienawidzę właśnie takiego podejścia: wszystko jest źle, do dupy, polskie
        wesela to wiocha straszna, co innego "zachód". Im większa prowincja, tym większy
        zachwyt tym "zachodem".

        Jak dla mnie nie rób wcale wesela, idealnie rokujesz na naburmuszoną,
        niezadowoloną z niczego PM, która tylko narzeka. Umęczysz tylko gości.
        • kitka20061 Re: Ślubne nienawidzę 05.04.10, 10:50
          Zgadzam się z Tobą arwena w 100%. Zazwyczaj to zachłyśniecie zachodem jest u ludzi, którzy ten wspaniały i cudowny "zachód" znają z filmów, a tak naprawdę nigdy tam nie byli i nie znają prawdziwych realiów.

          Co do samego ślubu i wesela to nie rozumiem autorki wątku. Wiadomo, że jest to Wasz dzień i robicie wszystko tak jak Wy chcecie. Wybacz, ale ja miałam suknie z rękawkami, bo tak chciałam, nie miałam podziękowań dla rodziców, bo nie uznaję robienia czegoś pod publiczkę. Nie miałam 100 gości na weselu, za to była orkiestra, ale nie z repertuarem disco polo, jak sugerujesz że tak tylko być musi. Nie było zbierania na wózek, czy innych zabaw, które by mi się nie spodobały. Byłam za to kiedyś na przyjęciu całonocnym, gdzie był kwartet smyczkowy i szafa grająca, bo tak chcieli młodzi. I nikt nikogo nie obgadywał. Jeśli Ty masz takich znajomych i rodzinę, to współczuje, ale na Twoim miejscu takich osób w ogóle nie zapraszałabym na wesele, bo szkoda byłoby mi patrzeć w tak wspaniałym dniu jak psują mi uroczystość swoimi kwaśnymi minami.
    • mloda0242 Re: Ślubne nienawidzę 05.04.10, 13:38
      slyszaca_bicie_dzwonow napisała:

      > Czy postępować zgodnie z marzeniami i ryzykować czy dać się wkręcić w rutynę?

      ryzykować czym?

      jestem jedną z nielicznych, która spędziła ten dzień tak, jak ze swoim
      narzeczonym sobie wymarzyła, nie uginając się na jotę wobec ciotek/babć i mam;
      nikt focha nie strzelał bo byliśmy konsekwentni - od początku było wiadomo jak
      ten dzień będzie wyglądał;
      goście mieli na tyle klasy i taktu, że słowem nikt nie wspomniał "co ludzie
      powiedzą";

      było tak jak sobi wymarzyliśmy;
      czy to był "polski ślub"? - nie, dlatego był wspaniały;

      nie było wujka w sałatce i ciotki obrażonej na zimne kotlety;

      warunek - sami pokrywacie całkowity koszt imprezy;

      powodzenia - obyś nie była jedną z tych negujących do momentu, kiedy pojawia się
      kosztorys wymarzonej imprezy - wtedy dziwnym trafem marzenia zostają
      zmodyfikowane pod płacących rodziców i/lub dziadków a na forum leje się żal za
      straconą wizją wymarzonej awangardy...
    • kaja86 Re: Ślubne nienawidzę 05.04.10, 13:54
      ja tam nie wiem, ale zasadniczo aby ślub był "ślubem polskim" wystarczy, e
      zostanie zawarty w Polsce między osobami narodowości polskiej. Cecha
      konstytutywną polskiego ślubu nie jest suknia bez ramiączek (akurat te chyba
      równie często pojawiają się na ślubach amerykańskich) ani impreza na 100
      osób(tylko w Polsce są duże wesela?)
    • marina111 Re: Ślubne nienawidzę 06.04.10, 11:07
      masz jakas traumę dziewczyno??
      A kto ci kaze zapraszac ludzi których nie znasz??
      • slyszaca_bicie_dzwonow od autorki 07.04.10, 20:55
        Dziękuję Wam za wszystkie odpowiedzi. Wiem, że pisałam w nieco ironicznym tonie.
        Może niepotrzebnie użyłam sformułowania 'polskie' wesele, może to kwestia tego,
        o czym słyszę, co widzę na zdjęciach ze ślubów (takich zdjęciach real - nie od
        fotografa), a przecież nie mam porównania w skali całego kraju czy poza nim...
        Przeciętność jednak jawi się fatalnie. I nie myślcie, że chcę Wam coś zarzucić,
        bo przecież są ludzie ze wspaniałymi pomysłami.
        Troszeczkę wyjaśnię, bo narodziły się różne pytania, choć myślę, że odpowiedzi
        są dość osobiste. Większość przewidywanych gości w przypadku dużego wesela to
        rodzeństwo mojej babci z rodzinami. To dość pokaźna liczba osób. Moja mama ma
        tylko brata, a jej kontakty ze znajomymi i rodziną są mocno ograniczone. Ze
        strony ojca nie będzie nikogo. Ojca też może nie być ze względu na rozwód.
        Postaram się to pokojowo rozstrzygnąć...Ze strony narzeczonego będzie tylko 10
        osób. Wyjścia są zatem dwa: albo zrównoważyć liczbę gości (na 20-30) i zaprosić
        tylko najbliższych, albo zaprosić całe rodzeństwo babci i ich rodziny, które
        całkiem nieźle trzymało się razem, gdy byłam dzieckiem. Wtedy może wyjść
        konfiguracja 40+10. Od jakiegoś czasu więzi rodzinne są poważnie ograniczone:
        młodsi wyjechali za chlebem, starsi chowają się w domu i unikają reszty rodziny
        z różnych powodów. Ja nie liczę się w tym kręgu o tyle, że ciągle studiuję.
        Pewnie tak pozostanie i po studiach. Jeżeli miałabym zapraszać wszystkich to w
        celu konsolidacji rodziny, zresztą byłoby to miłe. Zapraszając wszystkich - w
        większości osoby starsze, decyduję się na tradycyjne wesele z potańcówką disco,
        by nie wtłaczać nikogo w ramy. Sama nie czuję się w tym najlepiej. I taki układ
        (wielu gości) jest najdroższy ponieważ wszystkim chcemy zapewnić nocleg (rodzice
        muszą pomóc). W przypadku niewielkiej liczby osób można to sprytnie rozegrać w
        obrębie miasta i zamknąć się np. w 12 tys. - możemy sfinansować sami.
        Jeżeli chodzi o suknie, zobaczcie projekty Juda&Pietkiewicz. Bardzo wiele ich
        prac mi się podoba.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka