Tyle bylo przygotowan, a tu nagle kilka godzin i juz po slubie
W sobote obudzilismy sie troche za pozno, bo polozylismy sie o 3 (nasi znajomi
koniecznie chcieli isc na przedslubne piwo, no i jakos tak sie zasiedzielismy

). W zwiazku z tym szybko skoczylismy do naszej ulubionej kawiarni na
sniadanie - croissant i kawa, mialam normalny apetyt, o dziwo, bo zwykle stres
powoduje u mnie skurcz zoladka. Tylko ze generalnie oboje w ogole sie nie
stresowalismy, co potwierdza mozliwosc zjedzenia przez mnie czegokolwiek

Pogoda byla piekna, ponad 20 stopni, slonce i niebieskie niebo, jak na
zamowienie, choc wczesniej przez caly tydzien lalo.
O 13.30 przyszla do mieszkania dziewczyna czeszaca mnie i malujaca, pozniej
szybko sie ubralam i wyszlismy na sesje z fotografem (mieszkanie bylo na
Starym Miescie, tam tez sie z nim spotkalismy i robilismy zdjecia przez okolo
1,5h).
O 18 byl nasz slub. Przyszlo duzo ludzi, za duzo do mikro salki w USC, wiec
spora czesc zostala pod drzwiami

Kilka razy wszyscy wybuchali smiechem, bo
najpierw ja stanelam z lewej strony, potem nie wiedzielismy, czy juz mamy
odpowiedziec "tak", wiec tylko sie na siebie patrzylismy i smialismy, potem N
cos smiesznie zaakcentowal, potem ja cos przekrecilam, potem sie zaplatalam w
suknie i welon, urzednik (swoja droga bardzo mily i usmiechniety) chcial mi ja
poprawic i przy pochylaniu prawie mu lancuch spadl
Pozniej wszyscy udalismy sie do restauracji. Na szczescie z punktu widzenia
gosci relacja jest inna niz moja, bo podobno wszystkim bardzo sie podobalo i
nie dostrzegali specjalnie jakichs niedociagniec. Z naszego punktu widzenia -
wesele w Ogrodach Foksal to porazka. Owszem, samo miejsce sliczne i pieknie
wyremontowane, ladny ogrod, bardzo smaczne jedzenie, dodatkowo mielismy cudne
dekoracje kwiatowe, takie wiosenne i troche polne (konwalie, niezpaominajki,
narcyzy, hiacynty, galezie jabloni, itd.). Szkoda tylko, ze na kazde danie
trzeba bylo czekac pol godziny, ze bylo za malo kelnerow, ze biale wino bylo
cieple, ze tort byl zupelnie inny, niz zamowilismy (jakies slodkie paskudztwo
zamiast smaku truskawkowego, wstazka materialowa zamiast marcepanowej, 3
pietra zamiast 4), ze bylo za malo stolow bufetowych i nie tam, gdzie
ustalilismy, ze byl zle wydrukowany plan stolow, itp., itd. Ale mowi sie
trudno, DJ byl bardzo dobry, wiec wszyscy tanczyli, a generalnie i gosciom, i
nam, bardzo sie caly dzien podobal, mimo powyzszych problemow

Z czasem z
pewnoscia zapomnimy o glupiej restauracji i bedziemy pamietac tylko nasz
piekny dzien
I to tyle mojej relacji, jestem juz szczesliwa zona mojego ukochanego
Na deser wklejam wam zdjecie mojej sukni i welonu, mojego N, a raczej juz M

z moim bukietem (w koncu byl z kremowych roz, zielonkawych eustom,
niezapominajek, jakich smiesznych zielonych kwiatkow i zielonych kuleczek) i
swoja butonierka oraz kawalek mojego bukietu, na ktorym chyba lepiej widac
kwiatki. Niestety sa fatalnej jakosci, bo to od znajomego. Dekoracji ani
lepszych ujec sukni na razie jeszcze nie mam