guerillawyplosz
06.07.06, 15:29
Sluchajcie, niedlugo (1 mc 2 tyg 6 dni) wielki dzien. Tymczasem ktos chyba
postanowil mi go uprzykrzyc. Zadzwonil do mnie kilka dni temu czlowiek, ktory
bierze slub tego samego dnia co ja - tylko godzine pozniej (tel. dostal od
proboszcza). Zaproponowal (wczesniej dogadujac sie juz z para, ktorej msza
jest 2 godz pozniej), ze wspolnie skladaja sie na kwiaty do przystrojenia
kosciola. Mnie sie to nie bardzo widzi. Raz, ze nie chcielismy zadnych
zbednych ozdob w kosciele, a dwa mamy wewnetrzna awersje do skladania sie na
cokolwiek co sluzy tak naprawde niczemu. Gdy odpowiedzialem mu, ze nie chce
to zaczela sie awantura(!sic). Chlopak chce zajac sie tymi ozdobami juz z
samego rana - moja msza o 16:00, jego o 17:00. A jak juz mu mowilem nie mam
ochoty miec jakichkolwiek ozdob w kosciele. Co radzicie - twardo sie nie
zgadzac, czy pozwolic mu od rana robic z kosciola stodolo-dyskoteke w
amerykanskim stylu?
GuerillaWyplosz