maga801
19.09.06, 13:54
W miniona sobotę byłam na kolejnym juz w tym roku ślubie. I znów groteskowy
spektakl: wszystko kręciło się wokół kamerzysty. Zero spontaniczności. Młodzi
nie robili tego, na co mieli ochotę, ale to, co sugerował kamerzysta. Ich
wspomnienia z tego dnia będą dotyczyły kręcenia filmu...
Od mojego ślubu minęło trochę czasu i ani przez chwilę nie żałowałam, że nie
było kamery. Klimat wspomnień oddają piękne zdjęcia i to, co mam w sercu.
po co wydajecie tysiąc złotych na to, aby jakiś facet ustawiał Was do kamery?
czy oglądacie to potem?
Nie odbierzcie tego jak atak. ja po prostu jestem ciekawa