podczytuję sobie to forum, a dziś zebrałam się na odwagę i piszę po raz
pierwszy a mam nadzieję, że nie ostatni. Nie wiem czy śmiać się czy płakać,
więc dzielę się z Wami opowieścią o Mojej Kochanej Przyszłej Teściowej.
Możecie komentować do woli, bo mnie już ręce opadają i nie wiem, co myśleć.
A wszystko dotyczy mojego nazwiska. Jestem Iksińska ( z "tych" Iksińskich), a
tak naprawdę noszę znane z historii polski nazwisko. Szczerze mówiąc ani mnie
to ziębi ani grzeje, choć miałam przechlapane przez wszystkie lata szkolne na
historii, bo nauczyciele byli nawiedzeni i musiałam przynosić jakieś drzewa
genealogiczne



i pamiątki. Całe szczęście, że mamy niedużo; większość
siedzi sobie w muzeum. szanuje tradycję mojej rodziny sięgającej iluśtam
wieków rodziny"po mieczu", szanuję to, co zrobili moi przodkowie dla Polski
ale litości - bez przesady!!! Rodzice nauczyli nas (to znaczy mnie i
rodzeństtwo, że śmiesznym jest odcinanie kuponów od dorobku przodków - trzeba
samemu zakasać rękawy i do roboty

Trzeba samemu sobie zapracować na swoje
nazwisko.Czasem ktoś się uśmiechnie, zazwyczaj starsze pokolenie zapyta czy
jestem z "tych" Iksińskich i się sprawa kończy, a tymczasem moje teściowa ...
OSZALAŁA.
Na każdym kroku szczebioce, ze jest "przeszczęśliwa", że wybrałam jej syna
(dokładnie!!!) normalnie mam odruch wymiotny od tych słodkości, tym bardziej,
że mam coraz mocniejsze wrażenie, że jej nie chodzi tyle o moja osobę, co o
możliwość pochwalenia się przed koleżankami. Na początku myslałam, że kpi
sobie i było mi trochę przykro, bo usłyszałam kiedyś przypadkiem, jak
świergoce do telefonu, że była już oglądać salę "z hrabiną"


Nie chciałam
psuć stosunków między przyszłymi tesciowymi, więc udałam, że nic nie sysząłam,
ale było mi b. przykro, tym bardziej, że moi rodzice są b. normalnymi ludźmi i
juz babka nawet żadnego tytułu księżnej (a nie hrabiny jak myśli teściowa) nie
używała...Ale nie - sytuacja się powtórzyła, bo teściowa znów nawijała bez
krępacji do znajomej a książę to, a książę tamto... Po tej rozmowie zwróciłam
jej delikatnie uwgagę, że moi rodzice by sobie nie życzyli takiej
"tytułomani", ale chyba nie zajarzyła. Poza tym wg niej nasze plany ślubne sa
zbyt skromne "jak na taką rodzinę



Jakoś to wszystko przeżyję, bo mój
narzeczony puka się w głowę słysząc co matka wyprawia. Ale ostatnio jestem
zaniepokojona, bo...
Chodzi o nazwisko po ślubie. Uzgodniliśmy, że ja dodaje do mojego nazwisko
męża (z przyczyn "technicznych" - piszę pracę doktorską, część artykułów
poszła już pod panieńskim, poza tym ładnie brzmi to zestawienie; mąż zostaje
przy swoim (ładnym zresztą) a dzieci będą nosiły nazwisko męża - czyli na tym
forum to standard, prawda? Nic nadzwyczajnego? Jak tylko teściowa się
dowiedziała, to myslałam, że się wścieknie. Mieliśmy kazanie, a własciwie ja
miałam, że chcę skrzywdzić mojego przyszłego męża i dzieci zabierając im TAKIE
nazwisko. Wg niej jest tylko jedna opcja - ja zostaję przy swoim, Tomek bierze
moje i tak samo dzieci

No to sie odgryzłam i zaproponowałam, że się możemy
zamienić

(nosimy takie samo imie - tzn ja i moja teściowa) . I wiecie co
usłyszałam "Gdyby to było możliwe, dziecko, gdyby to było możliwe"...
Myślałam, że padnę


Mam nadzieję, że poprawiłam Wam humor na dzień dobry



Zostanę pewnie
dłużej z Wami. Pozdrawiam przyszłe panny młode. czy są tu jakieś wielkanocne
panny??? (może zapytam też w innym wątku

)