Dodaj do ulubionych

Wątpliwości... pomóżcie..

09.05.07, 10:08
Kochane, jak już kiedyś na tym forum pisałam, poznałam mojego N. w ubiegłym
roku w czerwcu, zaczeliśmy być parą w listopadzie. Byłam zakochana,
szczęśliwa i pewna swojej miłości. Ślub zaplanowany na pażdziernik tego roku
a mnie pojawiły się jakieś wątpliwości. Kocham mojego N., nie wyobrazam sobie
zycia bez Niego, ale jednak mam jakies watpliwosci. Boje sie strasznie, nie
wiem co jest grane. Czy ktoras tez tak miala?
Obserwuj wątek
    • bb90 Re: Wątpliwości... pomóżcie.. 09.05.07, 10:16
      może troszkę poczekajcie ze ślubem, wszystko bardzo szybko zaplanowaliście.
      Dajcie sobie czas na poznanie się, w lepszych i gorszych chwilach. Teraz pewnie
      przeżywacie tylko te najlepsze.
      • toska26 Re: Wątpliwości... pomóżcie.. 09.05.07, 10:26
        Tylko jak tu poczekac, jak wszystko zaplanowane? Suknia zamowiona, zaliczki
        wplacone, goscie wiedza? A poza tym moj Narzeczony nie ma zadnych watpliwosci,
        cieszy sie na ten slub jak dziecko. Dlaczego wiedzialam caly czas, ze to TEN a
        teraz mam watpliwosci? Czy moze one mina? Co robic...
    • bystra_26 czas na rozum i rozmowy 09.05.07, 10:19
      To normalne. Emocje zakochania opadają i zaczyna się praca nad związkiem.

      Spokój daje poznanie samych siebie (czas spędzany osobno) i skonfrontowanie
      tego z partnerem. Trzeba wiedzieć, czego każde z Was w konkretach oczekuje od
      życia i czy to w zdecydowanej większości jest zbieżne. Wtedy prawdopodobieństwo
      na udane małżeństwo jest duże.

      Przykładowe konkrety - gdzie i jak mieszkać, jak zarzadzać pieniędzmi, podział
      obowiązków domowych ("wszystko będziemy robić wspólnie" to zbyt mgliste; jak
      ktoś czegoś nie umie, to do ślubu powinien się nauczyć), sposób spędzania
      wolnego czasu i wakacji, co ty na jego oglądanie w domu meczów z bandą kolegów,
      co on na Twoej cafe-party z bandą koleżanek.........

      Jak się nauczycie rozmawiac o sobie, swoich potrzebach, marzeniach, planach,
      uczuciach przed ślubem, i rozumieć siebie nawzajem w konkretach, to Wam
      zaowocuje.
      • toska26 Re: czas na rozum i rozmowy 09.05.07, 10:32
        No ale co robić teraz??
        • magusza Re: czas na rozum i rozmowy 09.05.07, 10:41
          Sama musisz sobie na to odpowiedzieć. Co my mamy Ci poradzić? Żebyś odwołała
          ślub? Żebyś brała ślub mimo wątpliwości? Skąd my mamy wiedzieć jak jest między
          Wami i skąd te wątpliwości. jedyne co Ci mogę napisać to, to żebyś się dobrze
          zastanowiła bo to jest decyzja na CAŁE życie i biorąc ślub z tym chłopakiem
          bierzesz jednocześnie za niego odpowiedzialność.
        • nives1 Re: czas na rozum i rozmowy 09.05.07, 10:43
          Pamiętam że kiedyś już rozmawialyśmy o tym Tosiu - bardzo się bałaś czy to nie
          za szybko
          Ja akurat tez poszłam dosyc szybko - znamy się rok , slub za dwadzieścia parę
          dni
          Wiesz nie zawsze jest różowiutko - i między mną i Narzeczonym sa tarcia i to
          wcale nie chwilowe - bo tak na prawde zaczynamy być ze sobą i rozumiemy to
          Tak jak powiedziała bystra - teraz zaczyna sie praca nad zwiazkiem smile
          A co robić?? Rozmawiać, rozmawiać, wypracowywac kompromisy, czasami sie nagiąć
          czasami być nieustępliwym, rozmawiać i być szczerym wobec siebie i
          narzeczonego.
          Powodzenia smile))
        • bystra_26 myśleć i rozmawiać 09.05.07, 10:48
          Teraz.

          Może to i nie do wyobrażenia odwołać czy przełożyć ślub, ale lepiej to zrobić,
          niz potem żałować. Zaliczki są dużo mniej warte niż szczęśliwe życie.

          Nie oglądajcie się też na rodziców, proboszcza czy gości, bo TO WASZE ŻYCIE I
          WASZA PRZYSZŁOŚĆ I BIERZECIE ŚLUB DLA SIEBIE!

          Jak Ci na dobre nie przejdzie do 1. wrzesnia, to przełóżcie ślub. Teraz
          rozmawiajcie o sobie i o przyszłości i zastopujcie przygotowania. 1,5 miesiąca
          przed ślubem te mniejsze rzeczy da się załatwić, a salę, zespół i termin macie
          załatwiony.
        • kasiulkkaa Re: czas na rozum i rozmowy 09.05.07, 10:49
          Usiąść i płakać nad własną głupotą.

          Zastanow się, co lepsze; dowołac slub czy zmarnowac sobie zycie.
          • toska26 Re: czas na rozum i rozmowy 09.05.07, 11:03
            Dlaczego uwazasz, ze jestem glupia? Nie chce podejmowac pochopnych decyzji. Nie
            pojde do oltarza w watpliwosciach, przeloze slub jesli nie mina, ale poki co
            zawahanie mam od 3 dni. Zastanawiam sie skad to sie wzielo i czy nie za szybko
            wszystkiego odwolywac.. Bo moze to np normalne, ze kazdy sie boi...
            • bb90 najlepsza rada to: 09.05.07, 11:24
              porozmawiaj o swoim problemie z narzeczonym a nie z nami.
              To on będzie tym, u kogo będziesz szukać pocieszenia i rozwiązań dla swoich
              problemów przez całe życie, a nie u nas, bab wink On musi Cię rozumieć, jeśli ma
              być Twoim mężem. Nawet w tej sprawie powinnaś z nim rozmawiać.
              pozdrawiam!
              • magusza Re: najlepsza rada to: 09.05.07, 11:33
                bb90 napisała:
                >Nawet w tej sprawie powinnaś z nim rozmawiać<

                Jeśli mu powie, że ma wątpliwości, żeby za niego wyjść to już będzie po
                wszystkim, tym bardziej, że jak pisała autorka "A poza tym mój Narzeczony nie ma
                żadnych wątpliwości,cieszy sie na ten ślub jak dziecko".

                Tośka nie rób tego, najpierw sama dobrze wszystko przemyśl!!!!!!!!!!
                • bb90 Re: najlepsza rada to: 09.05.07, 11:44
                  > Jeśli mu powie, że ma wątpliwości, żeby za niego wyjść to już będzie po
                  > wszystkim, tym bardziej, że jak pisała autorka "A poza tym mój Narzeczony nie m
                  > a
                  > żadnych wątpliwości,cieszy sie na ten ślub jak dziecko".

                  nie zgadzam się zupełnie!!! to ma być jej ukochany jedyny mężczyzna na całe
                  życie, który kocha ją ponad wszystko. Co to znaczy, że "jak mu powie, to będzie
                  po wszyskim", co to znaczy?? że ją wtedy zostawi?? Jeśli tak, to ją kochał?? Nie
                  rozśmieszajcie mnie, przed swoim ukochanym nie można mieć tajemnic. To lepiej
                  trwać w wątpliwościach, czy upewniać się w rozmowie że rozumieją się nawzajem?
                  Kochający mężczyzna umie zapewniać o miłości i umie wysłuchiwać wątpliwości. Ja
                  dzielę się z moim mężczyzną wszystkim, nigdy nie przyszło mi na myśl żeby
                  COKOLWIEK przed nim ukryć. Jeśli Tosiu masz wątpliwości to o nich rozmawiaj z
                  nim!! Jak inaczej utwierdzisz się w swojej i jego miłości??
                  • magusza Re: najlepsza rada to: 09.05.07, 11:50
                    bb90 napisała:

                    > nie zgadzam się zupełnie!!! to ma być jej ukochany jedyny mężczyzna na całe
                    > życie, który kocha ją ponad wszystko.

                    No właśnie kocha ją ponad wszystko.

                    Gdybyś Ty była w takiej samej sytuacji ale po drugiej stronie, do ślubu 5
                    miesięcy a Twój ukochany Ci mówi, że ma wątpliwości co do tego, że chce się z
                    Tobą ożenić.

                    Co byś zrobiła?

                    A jeśli wątpliwości przejdą, jeśli są chwilowe...to później chłopak będzie
                    rozmyślał czy ona tego chce, czy robi to przez wzgląd na niego.

                    Lepiej rozważyć to w sercu, przemyśleć, odczekać a dopiero potem podjąć decyzję.
                    • bb90 Re: najlepsza rada to: 09.05.07, 12:12
                      > A jeśli wątpliwości przejdą, jeśli są chwilowe...to później chłopak będzie
                      > rozmyślał czy ona tego chce, czy robi to przez wzgląd na niego.
                      >
                      > Lepiej rozważyć to w sercu, przemyśleć, odczekać a dopiero potem podjąć decyzję

                      a czy ja gdzieś napisałam że należy to ogłaszać już dziś? to chyba oczywiste że
                      dopiero wtedy gdy wątpliwości powracają, albo trwają stosunkowo długo.

                      ja faktycznie może tej sytuacji nie do końca rozumiem, bo my nigdy takich
                      wątpliwości nie mieliśmy, nawet 1 sekundy wątpliwości przez całe 4 lata bycia ze
                      sobą. Więc jak ktoś pisze że ma wątpliwości to mnie to naprawdę totalnie dziwi
                      że można planować z kimś przyszłość a mieć wątpliwości.
                  • magusza Re: najlepsza rada to: 09.05.07, 11:53
                    bb90 napisała:
                    >To lepiej trwać w wątpliwościach, czy upewniać się w rozmowie że rozumieją się
                    nawzajem? Kochający mężczyzna umie zapewniać o miłości...<

                    W czym mają się rozumieć, o czym ma ją zapewniać. On chce ślubu, cieszy się,
                    kocha ją...to ona ma wątpliwości.
    • listek_a Re: Wątpliwości... pomóżcie.. 09.05.07, 11:49
      Ja mysle, ze to normalne uczucie. Zmieniasz swoje zycie na zawsze, dlatego
      mozesz miec wahania, przeciez do konca nigdy nie jest sie pewnym co przyniesie
      los. Nie przejmuj sie za duzo, minie. Martwilabym sie gdyby sie to uczucie
      nasilało i trwało długo.
      Powodzenia zycze, z całego sercasmile)
      • esiaesia Re: Wątpliwości... pomóżcie.. 09.05.07, 12:15
        Ja również miałam (i mam) wątpliwości. Powiedziałam o tym narzeczonemu,
        odwołaliśmy ślub, narzeczony był wyrozumiały, powiedział że jeśli potrzebuję
        czasu on mi go da. Wiem że było mu trochę przykro, mnie również jest przykro że
        nie wiem co czuję i jestem taka niezdecydowana. Na razie postanowiliśmy razem
        zamieszkać i na początek wziąć ślub cywilny - gdy tylko będę gotowa. Kościelny
        zaplanujemy 'na potem'.
        • kamelia04.08.2007 proponuje zmienic kolejność 09.05.07, 12:56
          najpierw koscielny na próbe a potem jak wam bedzie dobrze szło to slub cywilny.
          proza zycia i codziennośc jest taka, ze konsekwencje wywojuje slub cywilny w
          szerokim obszarze róznych gałęzi prawa.
          jak bedziesz musiała odbpowadać za długi męża (zaledwie po slubie cywilnym), to
          tłumaczenie, że slubu koscielnego miedzy wami nie było nic ci nie pomoże.
          troche więcej swiadomości prawnej, niewiedza kosztuje dużo
          • toska26 Re: proponuje zmienic kolejność 09.05.07, 13:01
            A Ty Kamelio, z tego co pamietam, tez poszlas za ciosem smile) I bardzo szybko
            podjęliście decyzję o ślubie. U Ciebie nie pojawia się strach??
            • kamelia04.08.2007 u nas wszystko w porządku 09.05.07, 14:27
              w niedziele mielismy zareczyny w paryżu, pierscionek jest wyjatkowej urody z
              szfirem i brylantami.
              zareczyny były okazja poznania sie rodziców oraz rodziny mojego narzeczonego,
              było 20 osób, bardzo miło, mój tatus ma nowych kolegów we francji, choć nie zna
              francuskiego.

              strach co do sensu tego małżenstwa sie nie pojawia, jestem przekonana, że chce
              z tym człowiekiem spedzic życie. nie wiem tylko gdzie osiądziemy na stałe, ale
              to juz jest kwestia drugorzedna, poniewaz najważniejsze jest, żeby byc razem.

              zwiazek dwojga ludzi to, oprócz szczęścia, praca nad tym by sie dobrze
              ukladało, czyli zyczliwość i dobra wola.
              pozdr
          • bystra_26 o ironio! 09.05.07, 13:06
            W porządku prawnym może i ślub cywilny ma więcej konsekwencji, ale kościelny
            jest duzo bardziej wiążący - rozwodów w Kościele nie ma, a unieważnienia nie
            dostaje się "ot tak".

            Poza tym Kościół pozwala na ślub kościelny bez cywilnego tylko w bardzo
            szczególnych okolicznościach.

            Jeśli się nie jest pewnym powodzenia interesów przyszłego męża, to wystarczy
            przed slubem ustawić rodzielność majątkową.

            Jeśli jednak narzeczony/a jest hazardzistą, alkoholikiem, rozrzutnikiem, ...,
            to nie nadaje się na żadnego (cywilnego czy kościelnego) męża.
            • kasiulkkaa Re: o ironio! 09.05.07, 13:08
              > W porządku prawnym może i ślub cywilny ma więcej konsekwencji, ale kościelny
              > jest duzo bardziej wiążący - rozwodów w Kościele nie ma, a unieważnienia nie
              > dostaje się "ot tak".
              A na co dzień przecietnego obywatela KOwalskiego obowiązuje porządek prawny czy
              koscielny?
              • bb90 Re: o ironio! 09.05.07, 14:12
                > W porządku prawnym może i ślub cywilny ma więcej konsekwencji, ale kościelny
                > jest duzo bardziej wiążący - rozwodów w Kościele nie ma, a unieważnienia
                > nie
                > dostaje się "ot tak".

                > A na co dzień przecietnego obywatela KOwalskiego obowiązuje porządek prawny
                > czy koscielny?

                a kto to jest "przeciętny Kowalski"? bo jeśli wynikający ze średniej
                arytmetycznej to głupia riposta wink))))
                • kasiulkkaa Re: o ironio! 09.05.07, 14:30
                  > a kto to jest "przeciętny Kowalski"?
                  M.in. ty, nawet jesli nie nazywasz się Kowalska. Chyba ze ciebie prawo nie
                  obowiązuje. Wtedy czapki z głów.

                  bo jeśli wynikający ze średniej
                  > arytmetycznej to głupia riposta wink))))
                  Jesli się nie rozumie tego, co się czyta, to wszystko moze byc głupiesmile))
                  • bb90 Re: o ironio! 09.05.07, 15:14
                    mam wrażenie że mnie osobiście bardziej obowiązuje porządek kościelny i moralny
                    niż prawny smile gdyby prawo nakazywało mi ograniczyć liczbę dzieci do jednego (jak
                    np w niektórych krajach) to nie sądzę żebym sie do tego prawa zastosowała smile
                    • kasiulkkaa Re: o ironio! 09.05.07, 16:26
                      Przeprowadź się do Chin, a poem wypowiadaj na temat rozmnazania wbrew prawu.
                      Pogdybać to sobie mozesz o d... Maryni.
                      • bb90 Re: o ironio! 09.05.07, 17:04
                        jejciu, jakaś ty w/d-rażliwa.
                        myślałam, że tak sobie gadamy, a ty tak wszysko odbierasz jak "atak". Wyhamuj.

                        a ty to się na prawie chińskim znasz jak na polskim, co? he he..
                        niemniej jednak mnie bardziej obowiązuje porządek moralny niż prawny smile I nic
                        nie wartościuje moich czynów, poza moim sumieniem i nauką wiary. Np. chociaż
                        aborcja jest w pewnym zakresie dozwolona w Polsce, to dla mnie jest ona
                        niedopuszczalna bez względu na przyczynę ze względów moralnych i wiary. Ot co smile
                        • kasiulkkaa Re: o ironio! 09.05.07, 19:28
                          > myślałam, że tak sobie gadamy, a ty tak wszysko odbierasz jak "atak". Wyhamuj.
                          smile)) "Atak"?! Matko boska, i co jeszcze ci się wykluło? Wyhamuj.

                          Np. chociaż
                          > aborcja jest w pewnym zakresie dozwolona w Polsce, to dla mnie jest ona
                          > niedopuszczalna bez względu na przyczynę ze względów moralnych i wiary.
                          No i? O ile się nie mylę, nikt w Polsce aborcji nie nakazuje - jest to za kazdym
                          razem ostatecznie decyzja kobiety. Dozwolony nie równa się nakazany. A w Chinach
                          owszem jest nakaz ograniczania potomstwa do jednej sztuki.
                          Więc z łaski swojej nie myl nakazów z dopuszczeniem, bo to smieszne.
                          • bb90 Re: o ironio! 09.05.07, 23:12
                            > Więc z łaski swojej nie myl nakazów z dopuszczeniem, bo to smieszne.

                            kobieto, wiesz co to jest "przykład" ? wink) Podałam dwa różne przykłady na
                            stosowanie porządku moralnego ponad porządkiem prawnym. Jeden przykład dotyczący
                            nakazów, drugi przykład dotyczący decyzji (dopuszczenia). Chociażby po to, aby
                            pokazać, że i w jednym jak i w drugim wypadku można mówić o porządku moralnym
                            jako tym, który determinuje porządek prawny. Nie mam żadnego wykształcenia
                            prawniczego, jeśli o to chodzi, ale tę jedną prawidłowość znam wink
                            • kasiulkkaa Re: o ironio! 10.05.07, 11:27
                              Podałam dwa różne przykłady na
                              > stosowanie porządku moralnego ponad porządkiem prawnym. Jeden przykład
                              dotycząc
                              > y
                              > nakazów, drugi przykład dotyczący decyzji (dopuszczenia).
                              I obydwa równie "prawdziwe" i "sensowne" zapomniałas dodać.

                              Chociażby po to, aby
                              > pokazać, że i w jednym jak i w drugim wypadku można mówić o porządku moralnym
                              > jako tym, który determinuje porządek prawny.
                              Nie mozna, bo nijak się mają (przykłady) do rzeczywistosci.

                              Nie mam żadnego wykształcenia
                              > prawniczego, jeśli o to chodzi, ale tę jedną prawidłowość znam wink
                              A to akurat widać. Piszesz o czym, o czym nie masz zielonego pojęcia.
                              • bb90 Re: o ironio! 10.05.07, 12:27
                                ty zdaje się też nie masz żadnego wykszałcenia prawniczego, bo nigdzie go w
                                swojej wypowiedzi czy argumentacji nie potwiedziłaś. Przykro mi smile

                                Nie umiesz nawet zbijać mojej argumentacji poza mówieniem, że jest nieprawdziwa
                                i niesensowna smile) Mam nadzieję że nie marzysz o zawodzie prawnika, tam trzeba
                                mieć wiedzę i "gadane" wink
                                • kasiulkkaa Re: o ironio! 10.05.07, 14:00
                                  > Nie umiesz nawet zbijać mojej argumentacji poza mówieniem, że jest
                                  nieprawdziwa
                                  > i niesensowna smile)
                                  A mozesz mi wytłumaczyć, jaki jest sens zbijania pozbawionej sensu
                                  argumentacji?!! Bo ja w tym sensu nie widzę. Ale jesli mnie przekonasz, że taki
                                  jest, to czemu nie, moze zbiję.

                                  Mam nadzieję że nie marzysz o zawodzie prawnika, tam trzeba
                                  > mieć wiedzę i "gadane" wink
                                  W kazdym zawodzie trzeba mieć wiedzę. Tobie już brakuje podstaw, a jeszcze do
                                  zawodu prawnika nie doszlismy.

                                  • bb90 Re: o ironio! 11.05.07, 00:15
                                    wink))
            • kamelia04.08.2007 na codzien żyjesz w rzeczywistości prawa 09.05.07, 14:35
              państwowego a nie kościelnego.
              napisałam wczesniej, że dotyczy to szerokich obszarów róznych gałęzi prawa, np.
              prawo ubezpieczeń społecznych, prawo małżonki do alimentów, pełnomocnictwo
              procesowego itd. Wg. prawa państwowego para tylko po slubie kościelnym jest
              nadal konkubinatem i świety boze nie pomoże na to.

              twierdzenie, że slub kościelny jest bardziej "wiążący", jest nieprawdziwe.
              poczytaj monografie na temat przesłanek nieważności małzeństwa kanonicznego, to
              ci uszy zwiędną
              • kotek.filemon Re: na codzien żyjesz w rzeczywistości prawa 09.05.07, 14:58
                kamelia04.08.2007 napisała:

                > twierdzenie, że slub kościelny jest bardziej "wiążący", jest nieprawdziwe.

                Dla niektórych (tych szczerze wierzących) może być "duchowo" bardziej wiążący,
                bo wpisany jest w cały system wartości. Ale zwykle w tym kraju bierze się go na
                pokaz, więc jeśli jest wcześniej cywilny, to po cichutku i tak żeby nikt nie
                widział, a potem po kościelnym weselisko na 150 osób. Stąd mylne wrażenie że ten
                pierwszy jest taki sobie na próbę. Tymczasem otrzeźwienie przychodzi po
                zorientowaniu się, w jaki właściwie kontrakt cywilny się weszło i ile on ma
                różnych ciekawych skutków prawnych...

                • kamelia04.08.2007 Re: na codzien żyjesz w rzeczywistości prawa 09.05.07, 15:12
                  tu nie chodzi o "duchowość" slubu koscielnego, tylko o przepisy regulujace
                  zawieranie i skutki małżeństw kanonicznych. to nie jest takie tam
                  filozofowanie, tylko poszczególne kanony (czyli artykuły) kodeksu kanonicznego.
                  nasz wykładowca prawa kaninicznego ks prof stwierdził, moralność moralnoscią,
                  ale musi to byc uregulowane przepisami prawa (w kosciele też).

                  co do slubów cywilnych "na próbę", a potem prawdziwych z pompą koscielych i
                  hucznych wesele, to takie żałosne. A głupota twierdzacych, że slub cywilny to
                  kawałek papierka - taki gorszy slub mnie powala
          • esiaesia Re: proponuje zmienic kolejność 09.05.07, 16:22
            kamelia04.08.2007 napisała:

            > najpierw koscielny na próbe a potem jak wam bedzie dobrze szło to slub
            cywilny.

            Rozmawiałam z księdzem i niestety KK nie daje slubów kościelnych bez ślubu
            cywilnego wcześniej, ewentualnie konkordat - taką uzyskałam informację.
            Zupełnie nie rozumiem czemu się tak zacietrzewiasz jak ktoś mówi że chce
            najpierw cywilny, potem kościelny. A trudno pojąć może po prostu nie chcę, nie
            mam pieniędzy i nie mam czasu na organizowanie ślubu kościelnego? Ponadto jeśli
            zamarzy mi się wziąć ślub to nie mam zamiaru czekać rok na wolną salę czy
            wolnego kamerzystę. Nie rozumiem o co tyle szumu, tak jak ktoś napisał ślub
            kościelny ma dla mnie ważniejszy wymiar niż cywilny, cywilny potrzebny mi aby
            wspólnie móc się rozliczać, wziąć kredyt, czy choćby uzyskać informację w
            szpitalu gdyby któreś z nas się tam znalazło (bo bywają przypadki gdy informują
            tylko rodzinę). Nawet nie spiszemy intercyzy, choć nad tym myśleliśmy, jednak
            stwierdzamy że żadne z nas nie jest milionerem żeby musiało chronić swój
            majątek big_grinD Spotykamy się na tyle długo że sobie ufamy - pod względem
            uczciwości w kwestii kasy - na 99,9%
            • kasiulkkaa Re: proponuje zmienic kolejność 09.05.07, 16:28
              A trudno pojąć może po prostu nie chcę, nie
              > mam pieniędzy i nie mam czasu na organizowanie ślubu kościelnego? Ponadto
              jeśli
              >
              > zamarzy mi się wziąć ślub to nie mam zamiaru czekać rok na wolną salę czy
              > wolnego kamerzystę.
              O, bedziesz miała slub koscielny na sali, nie w kosciele? Ciekawe.
              Moze nie myl slubu z weselem, bo się osmieszasz.
            • kamelia04.08.2007 Re: proponuje zmienic kolejność 09.05.07, 16:30
              księża powszechnie mowia, że nie ma obowiazku organizowania wesela po slubie,
              sa też tacy księża (mało ich niestety), którzy twierdza, że do zawarcia slubu
              potrzebna jest młoda para + dwoje świadkow.
              to tak jesli chodzi o brak pieniędzy oraz problemy organizacyjne z sala, kamera
              itd
              • esiaesia Re: proponuje zmienic kolejność 09.05.07, 16:41
                No widzisz a dla mnie ślub kościelny wiąże się z weselem, tak to już jest w
                mojej rodzinie, dlatego dopóki nie stać mnie na wesele nie biorę ślubu
                kościelnego. Być może nigdy go nie wezmę, bo nie chce mi się bawić w zamawianie
                wymyślych strojów, układanie menu itp. Do kościoła chodzę, aczkolwiek klapek na
                oczach nie mam. Nie biorę ślubu dla księdza, dla rodziny, czy dla koleżanek -
                żeby się mogły wytańczyć. Jednak jak będę chciała wziąć ślub w KK nie omieszkam
                urządzić choćby małego przyjęcia. A skoro na razie cywilny wystarczy mi do
                szczęścia (nie mówię że w tej chwili, bo w ciągu najbliższych miesięcy nie
                planujemy) to nie widzę w tym nic dziwnego.

                > księża powszechnie mowia, że nie ma obowiazku organizowania wesela po slubie,
                > sa też tacy księża (mało ich niestety), którzy twierdza, że do zawarcia slubu
                > potrzebna jest młoda para + dwoje świadkow.
                > to tak jesli chodzi o brak pieniędzy oraz problemy organizacyjne z sala,
                kamera

                Nie ma też obowiązku ubierania drzewka na Wigilię, a jednak większość to robi.
                Może wszyscy odrzućmy pewne tradycje (choćby te rodzinne).
    • ashton Re: Wątpliwości... pomóżcie.. 09.05.07, 15:18
      Porozmawiaj z narzeczonym. Jeśli wątpliwości wyzbyć się nie możesz - odłóżcie
      ślub. Nam odłożenie pomogło - fakt że przygotowania były jeszcze przed nami,
      więc problemów z zaliczkami czy zaproszonymi gośćmi nie było. Lepiej jednak
      poczekać i przeboleć te nieszczęsne zaliczki niż wziąć ślub nie będąc do końca
      pewnym.
    • nessie1161 Re: Wątpliwości... pomóżcie.. 09.05.07, 16:38
      Moim zdaniem planowanie ślubu w październiku 2007, jesli parą jesteście od
      listopada 2006 to dużo za wcześnie. I może o to chodzi. Potrzeba czasu, żeby
      się poznać, zobaczyć czy jesteście dla siebie stworzeni po tym jak minie stan
      euforycznego zakochania. Moim zdaniem postępujesz bardzo nierozsądnie.
      My zaręczyliśmy się po 5 latach związku i 2 latach mieszkania razem. Nie byly
      to latwe lata, przeszliśmy poważny kryzys. Teraz jestesmy pewni, że chcemy być
      razem do końca życia. Wiem, ze każda para ma inną historię, ale zaręczanie się
      po paru miesiącach związku to grubo za wcześnie.
      Radzę Ci przelożyć ślub na później. Po prostu pobądźcie razem, poznajcie się,
      dotrzyjcie.
      • kamelia04.08.2007 droga wycieczko, przemówiła Mądrość 09.05.07, 16:56
        i Doświadczenie.
        Wy potrzebowaliscie 7 lat, a tosce wystarczył miesiąc. To nie oznacza, ze
        postepuje nierozsądnie, nikt nie powiedział, zwiazki utrwalone czasem sa
        szcześliwe i trwałe.

        Ja propozycje matrymonialna dostałam po ok. 10 dniach bycia razem, w czasie
        pierwszego miesiaca wspólnej znajomości wiedziałam, ze znalazłam druga połowe.
        Było to w lipcu ub.r., (je ne regrette rien).
        Mieszkamy obecnie razem i jestesmy szczęsliwi. Nie potrzebuje kilku lat
        chodzenia ze soba, jak jakas licealistka, by podjąc decyzje.
        • ashton Re: droga wycieczko, przemówiła Mądrość 09.05.07, 17:03
          Wątpliwości równie dobrze pojawić się mogą po 10 latach bycia razem. Nie ma
          reguły. Tak samo jak w przypadach, gdy Państwo Młodzi są naprawdę "młodzi" -
          pewnie niejedna tegoroczna maturzystka ma w planie zamążpójście w najbliższym
          czasie (podkreślam "w planie", a nie małżeństwo z wpadki). Skoro ludziska
          uważają, że dojrzeli do tego kroku - cześć, chwała i nadzieja że się uda. Ale
          wątpliwości bym nie lekceważyła, nie wszystko da się zwalić na stres
          przedślubny...
        • nessie1161 Re: droga wycieczko, przemówiła Mądrość 09.05.07, 22:10
          Kamelio, Tosca pisze o swoich wątpliwościach, a ja radzę jej tak jak uważam, za
          najlepsze.
          Dla sprostowania - my potrzebowaliśmy 5 lat, nie 7. Zamieszkaliśmy razem po 3
          latach. Od początku wiedziałam, ze to moja Druga połowa i on też. Ale
          chcieliśmy się dotrzeć, skończyć studia i mieć warunki by na własny rachunek
          zacząć wspólne życie, bez potrzeby uciekania się do pomocy rodziców. Co
          do "chodzenia ze sobą jak licealistka" - mojego przyszłego męża poznałam na 3
          roku studiów. Nasze "chodzenie" przypada na końcówkę naszych studiów (w tym mój
          kilkumiesięczny wyjazd na zagraniczne stypendium, rozłąkę i tęsknotę) i
          początek pracy zawodowej.
    • katia.seitz Toska26, 09.05.07, 23:31
      Napisałaś: >>Boje sie strasznie, nie
      > wiem co jest grane.
      Nieuświadomione, lękowe emocje mogą pochodzić z różnych źródeł, ustalenie ich
      przyczyny nie jest proste. To znaczy - niekoniecznie musisz się bać akurat ślubu
      z tym facetem, może lęki są innego pochodzenia? Może boisz się całości zmiany
      sytuacji życiowej, która nastąpi po ślubie (przeprowadzka, nowe życie itp.) i
      jest to taki uogólniony stres ?
      Tu może pomóc rozmowa- z zaufanymi osobami (mamą, przyjaciółką, siostrą...)
      Często to właśnie pozwala sprecyzować swoje emocje. Z narzeczonym też można
      porozmawiać, ale pewnie - sama to czujesz - trzeba to zrobić umiejętnie, żeby go
      nie zranić.
      Piszę tak, bo sama nie jestem wolna od "pewnych wątpliwości" i pewnie 90 procent
      forumek mogłoby zakrzyknąć w moim kierunku "to po co bierzesz ślub". Problem w
      tym, że na przykład ja się stresuje w zasadzie wszystkim, także drobnymi
      sprawami, a co dopiero ślubem. Tak więc u mnie to jest kwestia lęków innego
      pochodzenia, nie zaś tego, że facet jest zły, albo też ja nie jestem pewna
      swoich uczuć.
      • funkykitek Re: Toska26, 10.05.07, 00:44
        Jestem jednak zwolenniczką pomieszkania ze sobą, przeżycia razem wielu (tych
        wspaniałych i tych złych) chwil. Jestem rok po ślubie, wszystko układa się
        wspaniale, ale to pokłosie naszego dogłębnego poznania samych siebie i siebie
        nawzajem. Na ślub zdecydowaliśmy się po 4 latach bycia razem.
        Jesli masz wątpliwości, wsłuchaj się w ich przyczynę.
        • toska26 Dziękuję za wszystkie słowa... 10.05.07, 09:33
          Wczoraj rozmawiałam ze swoim Narzeczonym, że nagle jak burza pojawił się w moim
          życiu strach i wątpliwości. Bałam się tej rozmowy, ale chciałam być z Nim
          szczera. Powiedziałam, że nie wiem dlaczego ze stanu euforycznego zakochania
          przeszłam w taki dół w trzy dni. Powiedział mi, że kocha mnie nawet z lękami i
          obawami, nie za coś, ale pomino wszystko. Że mnie nigdy nie zostawi i będzie
          tak długo czekał jak tylko będzie trzeba. Czuję się już dużo lepiej, spałam,
          zjadłam i jestem spokojniejsza. Nie mówię sobie: oo super, już jest lepiej, ale
          naprawdę się uspokoiłam - napięcie mija.
          • nives1 Re: Dziękuję za wszystkie słowa... 10.05.07, 12:40
            Baardzo się cieszę smile))
            Te rozmowy sa potrzebne - i rozmawiajcie jak najwięcej smile)) Unikniecie wielu
            nieporozumien a co tez ważne nie bedziecie w sobie tłamsili niepotrzebnych
            złych emocji
            Powodzenia
            • ashton Re: Dziękuję za wszystkie słowa... 10.05.07, 12:42
              O, jak dobrze że rozmowa pomogła smile
          • katia.seitz Re: Dziękuję za wszystkie słowa... 10.05.07, 12:41
            smile
            to jest wspaniałe, jeśli z ukochanym można się tymi lękami i obawami dzielić -
            tak być powinno.
            Powodzenia!
    • toska26 Lepiej... coraz lepiej... 11.05.07, 10:45
      Dziewczyny, już mi lepiej... coraz lepiej smile. Naprawdę mam cudownego i
      kochającego Narzeczonego. Jest cierpliwy, wyrozumiały i rozumie, że mogę się
      bać.. Cały czas twierdzi, że bedzie przy mnie i będzie czekał... A ja
      postanowiłam dać sobie czas smile. Jesli się uspokoję całkowicie to ślub będzie,
      jeśli nie to przesunę go o parę miesięcy smile. Jak dobrze czuć się coraz
      lepiej smile))))
    • toska26 Wcale nie jest lepiej !!! 18.05.07, 15:04
      Chyba odwołuję ślub... Z mojej szaleńczej miłości ( a może zakochania) nie
      zostało już chyba nic. Pojawiła się we mnie bariera, której nie potrafię w
      sobie przełamać. Nie wiem czy Go kocham, choć jest KIMS, o kim zawsze
      marzyłam... A było tak pięknie... byłam taka pewna !! Nie wiem co się ze mną
      stało sad((
      • remifa26 Re: Wcale nie jest lepiej !!! 18.05.07, 15:10
        To odwołuj i daj szansę chłopakowi na związek z kimś kto nie będzie miał
        wątpliwości, że jest dla tej osoby tym jedynym!!!
      • kamelia04.08.2007 Re: Wcale nie jest lepiej !!! 18.05.07, 15:16
        miłośc ma to do siebie, że zakochanie mija, co nie oznacza, że nie kocha sie
        osoby, z którą się jest. Jest inaczej. Tak jak na poczatku już nie bedzie, co
        nie oznacza, że zycie nie może byc piękne z ta osobą. będzie po prostu inaczej.
        Nasz cazus jest podobny do waszego, nadal jesteśmy pewni swoich uczuć, jesteśmy
        razem, jest nam dobrze, wspieramy sie wzajemnie.

        Może odwolanie slubu bedzie dobrym rozwiązaniem w tej chwili, pomieszkajcie
        razem, zobaczcie jak wam jest ze sobą, albo jak masz mozliwość wyjedźcie na
        tydzień czy na weekend na urlop...
        pozdr.
        kamelia
        • toska26 Re: Wcale nie jest lepiej !!! 18.05.07, 15:18
          Dziekuje Kamelio... jestem załamana... coś we mnie peklo... ucieklam przed
          Nim... i nie potrafie wskrzesic uczucia do Niego...
          • bystra_26 BABO! 18.05.07, 15:44
            Potraktuję Cię jakbyś była moją młodszą siostrą.

            MIŁOŚĆ i UCZUCIA to inne rzeczy!

            Uczucia, inaczej emocje, są od nas niezależne, przemijające, moralnie
            obojetne, ..., i jako takie nie nadają się na stanowienie podstawy wpólnoty
            życia zwanej małżeństwem.

            Zakochanie się w końcu wypala. Motylki w brzuszku moga być, ale nie muszą.

            MIŁOŚC to decyzja, by czynic dobro drugiej osobie, wspierać ją we
            wszechstronnym rozwoju, zwrócić uwagę jak trzeba, powiedzieć, że ma coś zrobić,
            jak się leni, ...., okazać czułośc i zrozumienie, jak coś mu/jej źle poszło, ...

            Jak się kończą miłe uczucia, tęsknoty, przypływ euforii, jak on się pojawia w
            zasięgu wzroku, to JEST NORMALNIE. To wszystko są dodatki, a nie istota.

            Wtedy człowiek widzi, jaką wartość realną ma dla niego ten drugi człowiek, czy
            jest taki, że da się z nim w satysfakcjonujący sposób spędzieć całe codzinne
            życie, w dobrych i trudnych chwilach, czy macie zbieżne cele i postawy
            życiowe, ...


            Przegadać, przemyśleć i podjąć dojrzałą, ROZUMOWĄ decyzję. Amen.
            • kamelia04.08.2007 tosko, u nas jest tak jak napisała bystra, 18.05.07, 15:55
              masz rację bystro, własnie tak potem jest,
              my lubimy byc ze sobą, nawet jak on robi jakis projekt na kompie, a ja sie
              uczę. siedzimy w tej samej izbie, choc każde by mogło siedzieć w innym pokoju.

              Toska, może zróbcie sobie kilkudniową przerwę od siebie, odwiedź ciocie w innej
              części polski, zastanów się jeszcze raz nad związkiem. pozdr.
          • magdolindka Przede wszystkim wyluzuj:) 18.05.07, 21:52
            • magdolindka Re: Przede wszystkim wyluzuj:) 18.05.07, 22:05
              Sorki, za wczesnie wcisnęłam enter.

              Przede wszystkim wyluzuj- z włanego doświadczenia wiem, że natretne myśli
              dotyczące ślubu potrafią wykończyć człowieka. Tak jak piszą dziewczyny-
              odpocznij, chwilowo przestań o tym myśleć, wyjedź na kilka dni (najlepiej do
              kogoś albo z kimś, żebyś nie miała okazji do zadręczania się myślami na temat
              ślubu).
              Sama miałam chwilowe wątpliwości- u mnie wynikały one z tego, że wiem, iż po
              naszym ślubie będę musiała znacznie zmienić swój tryb życia (na niekorzyść
              dotychczaowych egoistycznych przyzwyczajeńwinkAle po krótkim zwątpieniu już wiem,
              że nie wyobrażam sobie bez Niego życia, bo tylko z nim- pomimo trudności- mogę
              się spełnić.

              Nie wiem z czego wynikają Twoje wątpliwości- czy przemija pierwsza fascynacja,
              czy boisz się dużych zmian, czy może po prostu jeszcze do końca się nie znacie
              (pamiętam z Twoich poprzednich postów, że jesteście ze sobą niezbyt długo).
              Jeżeli uda Ci się zdefiniować, na czym polega ten "lęk" czy "wątpliwości",
              będzie Ci dużo łatwiej.
              Trzymam mocno kciuki, żeby udało Ci się podjąć właściwą decyzjęsmile

              Pozdrawiam!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka