zosiaczek25
16.05.07, 10:55
Gnebi mnie to juz od kilku dni i musze sie wygadac. Pisalam kiedys, ze mam
generalnie znosna tesciowa i ze tylko czasem- regularnie miewa ataki wtracania
sie we wszystko. No i teraz wlasnie- akurat na tydzien przed slubem- dostala
takiego ataku.
A wszystko tak na prawde zaczelo sie pol roku temu, gdy oswiadczylismy jego
rodzicom, ze zamierzamy sie pobrac. Tesciowej wlasciwie musielismy oswiadczac
to 3 razy, bo za kazdym razem przy wszystkich udawala zaskoczona i pytala "na
prawde? a kiedy?". Ale huk. Troche mnie to wtedy dotknelo, ze ona chyba robi
to specjalnie. Ale potem stwierdzilam, ze moze przesadzam i kobieta ma
zwyczajnie Alzheimera. No wiec oswiadczylismy im, ze sie pobieramy, ze beda
dwa sluby, ale jedno wesele- w lipcu. Naszym celem nie bylo ich zapraszanie na
slub cywilny, zreszta jasno sie wyrazilismy, ze na cywilny nie zapraszamy
nikogo. Ja chcialam ten dzien spedzic wylacznie z mezem, na luzie- wziac slub,
isc na kawe, pojsc na spacer, wieczorem na disco. Nie chcialam nikogo
zapraszac, bo mieszkamy daleko od naszych rodzin, a ze nic nie planujemy, nie
chcielismy ich ciagnac na 15 minut uroczystosci w USC. Nie mamy tez warunkow w
mieszkaniu, aby zrobic jakies przyjecie. Nie mowiac juz o tym, ze pomysl
jakiegokolwiek przyjecia wogole mi sie nie podobal. Dodatkowo nasz slub zbiegl
sie z 40tymi urodzinami mojego szwagra, na ktore chcemy jechac nastepnego dnia
rano. Dlatego tez nie moge zapraszac gosci po to, zeby ich po uroczystosci
zostawic samym sobie w obcym miescie. To tez wszystko powiedzielismy moim
tesciom, a wlasciwie tesciowej, bo tesciu nie ekscytuje sie tym zbytnio.
Niestety nie trafilo to do niej. Przez ostatnie miesiace regularnie
wydzwaniala do nas i ptyla za kazdym razem, czy wydajemy przyjecie. Szalu
mozna dostac. Ja jej juz na wstepie mowie, ze nie, a ona dzwoni i pyta, wiec
ja jej odpowiadam znow, ze nie. A ona dalej dzwoni i dalej pyta o to samo a ja
to samo odpowiadam. I tak przez caly czas. Dopoki nie zmieklismy i poszlismy
na kompromis. Stwierdzilam, ze skoro przyjada (a jada 700km), to po chamsku
bedzie pozegnac ich po uroczystosci, ze pojdziemy w takim razie razem na obiad
i potem sie pozegnamy. Oni mieli wynajac sobie domek gdzies tu w regionie i
spedzic krotki urlop, nie zawracajac nam glowy. Tak uzgodnilismy miesiac temu.
No ale na tym sie nie skonczylo. Bo tesciowa stwierdzila, ze skoro wynajma
domek, to ona dla nas urzadzi w nim przyjecie weselne i za wszystko sama
zaplaci... !!!!.Ludzie trzymajcie mnie. Tlumaczylismy jej wiec, ze nie chodzi
o to, ze my sobie nie mozemy pozwolic na to przyjecie ze wzgledow finansowych,
a o to, ze mamy zwyczajnie inne plany na ten dzien, ze chcemy byc TYLKO WE
DWOJE. Na co ona sie obrazila i stwierdzila, ze jak nie chcemy, zeby
przyjechali, to nie przyjada (dobre sobie. Od poczatku mowilam, ze nie
zapraszam nikogo. Sami sie wprosili a teraz zachowuje sie, jakby robila
laske). Znow byla rozmowa i znow ustalilismy o tym o biedzie i ze potem
idziemy do siebie, bo i tak musimy sie spakowac na nastepny dzien. No dobrze.
Kilka dni wzglednego spokoju. Az tu w niedziele moj n otwiera skrzynke mailowa
i krzyczy wkurzony, ze chyba nie wyrobi. Biegne do niego i czytam maila od
tesciow. Otoz, maja oni pretensje, ze zostaly niecale 2 tygodnie do slubu a
oni nie dostali do tej pory zaproszenia na pismie. Pozatym chcieliby wreszcie
od nas list z planem uroczystosci i calego dnia. !!!! Mna zatrzeslo.
1. oficjalne zaproszenie na papierze dla wielmoznych panstwa. Sorry, dla
swojej rodziny nie wysylalam zadnych zaproszen (a po tym jak sie tescie
wprosili, nie chcialam byc sama jak sierota i tez zaprosilam moja mame).
Spytalam tylko, czy chca przyjechac, jesli tak, to tego i tego dnia na ta
godzine, ale niech nie oczekuja przyjecia, bo nie bedzie. I nie mam z nimi
problemow. Nikt nie oczekuje zadnych ceremonialow, bo wiedza, ze impreza jest
2 miesiace pozniej i na ta nastepna impreze dostana oficjalne zaproszenia.
Natomiast z tesciami trzeba sie piescic.
2. Plan uroczystosci i calego dnia? Czy nie wyrazilam sie dostatecznie jasno i
wystarczajaco duzo razy, ze nie ma zadnej imprezy, wiec nie ma zadnego planu?
Dla mnie to wszystko wyglada na to, co narzeczony potwierdzil, bo zna swoich
starych, ze oni znow wierca nam dziure w brzuchu, dopoki my nie zwatpimy i nie
powiemy, ze dla swietego spokoju zrobimy to przyjecie. Ale tu sie gorzko
rozczaruja.Bo ja moge isc na kompromis- i juz poszlam- ale nie calkowicie im
ulegac. On tymczasem mowi mi, zebym kupila zaproszenie. Ja go rozumiem, ze to
dla niego wazne, zeby jego rodzice byli z nim w tym dniu. Ale wydaje mi sie,
ze to troszeczke teraz za pozno na wysylanie zaproszen. Po drugie, ja mojej
rodzinie zaproszen nie wysylam, a jednak przyjezdzaja. Po trzecie, nawet jak
im teraz wysle, to i tak znajda sobie jakis grunt do strzelania fochow i
powiedza, ze jest za pozno na takie gesty, albo ze zaproszenie im sie nie
podoba albo cos jeszcze. Pozatym wyglada to teraz tak, ze im na tym nie
zalezy, ze robia laske, a my ich zmuszamy do przyjazdu. I jezeli w takiej
sytuacji przyjada, to maja prawo oczekiwac, ze im zapewnimy tu jakies
atrakcje, a przeciez tak sie nie stanie. I wtedy znow sie beda obrazac.
Powiedzialam wiec mojemu n, zeby porozmawial z nimi i sprobowal (matko moja!)
po raz nty im wytlumaczyc.
Jak by tego nie bylo dosc, wczoraj przeslali mu tez smsa, z zapytaniem, co im
organizujemy na ten tydzien, ktory spedza w Polsce w okolicach naszego wesela.
I tu sie znow wkurzylam. Bo znow, moja rodzina tez przyjezdza z daleka na to
wesele i nie oczekuje zadnych atrakcji poza wiktem i dachem nad glowa. Pozatym
ja tez przyjezdzam do Polski z daleka na te kilka dni i nie jestem w stanie
ich zabawiac, bo bede zajeta przygotowaniami do slubu. Czy to tak trudno jest
zrozumiec? Juz nie chodzi o to, ze oni zachowuja sie tak, jakby to oni byli
najwazniejsi, chociaz to mnie tez razi. Chodzi glownie o to, ze nie potrafia
zrozumiec (w przypadku tego slubu w Posce), ze nie bede miala czasu spedzac z
nimi kazdego dnia, zwiedzac, chodzic na obiadki i do kawiarni. Moge wyskoczyc
w wolnej chwili, ale nie jestem w stanie sie nimi caly czas opiekowac, bo mam
jeszcze sporo do zalatwienia przed slubem. Wkurza mnie juz to wszystko
maksymalnie. Do tego stopnia, ze powiedzialam narzeczonemu, ze trace chec na
caly ten slub. Mam dosc. I czasem mam wrazenie, ze oni faktycznie robia to
celowo.