abch1
05.06.07, 12:39
Krótki opis sytuacji:
Mój narzeczony ma jednego brata, jest fajny (można z nim pogadać). Chcemy,
żeby był świadkiem na naszym ślubie, ale jest problem.
Brat ma żonę, która od początku (1,5 roku) mnie nie akceptuje. Po prostu
traktuje mnie jak powietrze.
Dziś dowiedziałam się, że przyczyna jest prozaiczna.
Otóż jak przyjechałam do nich pierwszy raz, to byliśmy we czwórkę zaproszeni
na śniadanie do rodziców chłopaków. Brat razem z żoną mieszkają u nich na piętrze.
My przyszliśmy o czasie, tzn. ok 9. To była niedziela, jechaliśmy do kościoła
na 10:30.
Natomiast oni zeszli na parter pół godziny później. Nie przepraszając za
spóźnienie.
I wyobraźcie sobie, że my już jedliśmy jak oni zeszli. Od tego czasu ona się
do mnie nie odzywa. Nie podnosi nawet głowy, kiedy mówię jej "cześć"...
Rozumiecie coś z tego?
Z rodzicami chłopaków też nie rozmawia, nie odpowiada na "dzień dobry", nie
przychodzi na obiady, mimo zaproszeń.
Pierwszy raz spotkałam sie z tak obrażalską osobą.
Wydaje mi się, ze ja mam większe powody do obrażenia w tej sytuacji niż ona, a
jednak chciałabym, zeby nasze stosunki były chociaż poprawne.
Próbowałam już z nią rozmawiać, zaprosić ją na grilla, itp...
Żadnego odzewu. Ściana.
Krew mnie tylko zalewa, kiedyś wybuchnę i jej powiem co o taki zachowaniu myslę.
Co robić?