Dodaj do ulubionych

Ślubne kompromisy

21.08.07, 10:23
Po wielu przemysleniach i radach forumowiczek stwierdziłam, że niech
ten ślub będzie taki jaki chce mój N. Mały skromny obiad weselny w
gronie najblizszych - max 30 osób, w ładnej restauracji. Bez tańców
( bo N nie lubi)Obiad, deser, torty, kawa.
Teraz mój N wymyślił, żeby było to w porze południowej czyli ślub o
12 i do 17 przyjecie.Nie bardzo mi sie to widzi, po pierwsze ślub
kościelny w południe??? Po drugie goście z daleka, czy dojadą??
dodatkowe noclegi dla nich?? Poza tym jak ich potem o tej 17
wyprosić?? smile)
No i druga sprawa, to wymyslił, że bez alkoholu - tylko szampan, no
ewentualnie lampka wina. Nie wiem, czy to wypali, nie jestem za
wódką, ale myśle, że to goście powinni zdecydować, co chcą pić (
niektórzy nie mogą pić wina, bądź nie lubią) a sam szampan niexle
gręci w główce smile)
Czy ktoś miał taki obiad - wczesny, bez tańców, bez alkoholu ( lub
tylko z winem)??? Jak to wyszło??

P.S
Z ostatniej chwili - stwierdził, ze pierwszego tańca raczej nie da
sie uniknąć, ale potem basta! Żadnych tańców! A tego zupelnie nie
pojmuję - zatanczymy pierwszy taniec, a gościom zabronimy???
Ja bardzo lubię tańczyć, moja rodzina też woli na weselu tańczyć,
niż siedzieć przy stole i pić.
Kurcze, ma ktoś pomysły??
Obserwuj wątek
    • elza_lui Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 10:30
      ewelita napisała:

      > Po wielu przemysleniach i radach forumowiczek stwierdziłam, że
      niech
      > ten ślub będzie taki jaki chce mój N.


      Domyślam się, że Ty chciałaś inny ślub.
      Na czym polega kompromis ze strony Twojego narzeczonego? Ja mam
      wrażenie, że w tym przypadku słowo kompromis oznacza rezygnację z
      różnych rzeczy ale TYLKO przez Ciebie. Napisz proszę jesli się mylę.

      Co do obiadu weselnego o tak wczesnej porze, to w przypadku osób
      przyjezdnych może to być dla nich problem.
    • nessie1161 Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 10:38
      Wydaje mi się, ze ślub tak wcześnie jeśli goście jadą z daleka to
      zły pomysł. Kiedyś zrywaliśmy się o 4 nad ranem, żeby o 5 wyjechać
      na ślub o 11, koszmar. Podczas mszy zaczęłam przysypiać, a przy
      obiedzie to juz zupełnie miałam ochotę tylko się gdzieś położyć.
      Poza tym jeśli goście i tak zostaną na noc to co oni będą po 17
      robić, kto się nimi zajmie? Pojadą do hotelu i tyle? Pójdą na spacer
      po mieście. Trochę nieładnie. Pewnie skończy się na tym, że Wasi
      rodzice zaproszą ich do domu na kolację i będą ich mieć na głowie.
      Lepszy byłby slub o 16-17 i przyjęcie np. do 22.
      Nie rozumiem też na czym polega kompromis w tym wypadku, jesli ślub
      i wesele mają być takie, jakie sobie życzy twój narzeczony. Pierwszy
      taniec i koniec, nie rozumiem tego.
      • ewelita Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 10:45
        No właśnie, też nie wiem co goście będą robić od tej 17?? niestety,
        rodzice moi też będą gośćmi, a rodzice N mają małe mieszkanie, my
        zresztą też...
        Przeraża mnie myśl o błąkających się gościach, po za tym myślę, że
        to nieeleganckie - zaprosić, a potem koniec i czas wolny. Dlatego
        optowałam za ślubuem o 14 lub 15 i obiadem do 22, a potem odwozka do
        hotelu.
        Z tymi tańcami też nie pojmuje zupełnie pomysłu?? Myśle, że moj N
        sam nie wie o co chodzi. Nie jest obyty w imprezach tanecznych, wiec
        nie wie, że machiny tanecznej nie da sie ot tak zatrzymać smile) Albo
        tance, albo wcale.
        Narazie nie drążę tematu, bo to nowy pomysł z tańcem - postęp, bo
        wcześniej o żadnym, nawet pierwszym nie było mowy!!
        • maja50 Jaki jest Twoj pomysl na slub? 21.08.07, 11:08
          Chcesz duze, z tancami, wodka?
          A jest male, bez tancow i z szampanem?
          Male wesele rodzina Ci wybaczy, tancow tez-jesli oswiadczysz ze to
          nie przyjecie weselne ale obiad weselny, braku wodki(lub innych
          procz szampana alkoholow) nie wybaczy Ci nikt. Osobbiescie nie lubie
          pijanych weselnikow, ale jesli maja Cie obgadywac ze zaprosilam i
          nic w gardla nie wlalas-to szkoda. Przeforsuj u Mlodego opcje ze
          goscie sami zamawiaja alkohol jaki chca. taniec mozesz sobie
          darowac, bo po co organizowac muzyke(DJ lub orkiestre) jesli to nie
          tradycyjne wesele.
          Na szczescie u mnie nie bylo takich roznic-decyzje jak ma to
          wygladac podjelismy w ciagu 5 min i tylko miejsce nie to, ktore
          planowalismy, ale darowalam sobie, bo chodzilo o kase-mamy teraz
          wazniejsze wydatki niz forsowac sie na kilka minut przysiegi.
          Trzymaj sie!
          • pelulola stypa 21.08.07, 18:22
            sorki, ze się wtrącę. Twój N chce STYPY, co to za wesele (?) czy tam
            obiad weselny? Powiem tak: Goście przyjda z prezentami, kopertami,
            zaprosicie ich tylko na obiad- ja na ich miejscu czułabym sie
            naciągnięta- ani potańczyć, ani zjeść, ani popić?! Z rozmów z parami
            które zdecydowały się opcję :bez muzyki" konczyło sie tak, ze ktoś
            organizował płyty i sprzęt! Przemyslcie to! acha, i co to za
            KOMPROMIS- ale to juz chyba zrozumiałaS!
          • monisia440 Re: Jaki jest Twoj pomysl na slub? 30.08.07, 21:44
            > procz szampana alkoholow) nie wybaczy Ci nikt. Osobbiescie nie lubie
            > pijanych weselnikow, ale jesli maja Cie obgadywac ze zaprosilam i
            > nic w gardla nie wlalas-to szkoda.


            I poza tym może się zdarzyć sytuacja, w której goście będą się wymykać chyłkiem
            do monopolowego...
    • ewelita Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 10:40
      Tak, nie mylisz się. Kompromis= rezygnacja z moich planow.
      Chciałam przyjęcie ( tez malutkie) ale z tańcami, do do 22 lub
      północy...
      Mój N nie wyraził zgody na tańce .
      Po ostrej krytyce forumek ( gdy poddałam ten pomysł ich opini)
      zostałam zakrzyczana, że jestem egoistką, ze narzeczony będzie
      nieszczęśliwy, że dbam tylko o swoje - zrezygnowałam z tego pomyslu.
      Kocham go iii niech już bedzie jak on chce, niech będzie już
      szczęsliwy. Ja jakoś przezyję.
      • nessie1161 Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 10:43
        To nie jest kompromis. Jeśli macie różne wizje wesela to musicie
        spotkać się w połowie drogi. "Jakoś przezyjesz" własne wesele? Do
        końca życia będziesz żałowała, że nie było w ogóle tak jak sobie
        wymarzyłaś.
        • ewelita Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 10:50
          nessie1161 napisała:

          > To nie jest kompromis. Jeśli macie różne wizje wesela to musicie
          > spotkać się w połowie drogi. "Jakoś przezyjesz" własne wesele? Do
          > końca życia będziesz żałowała, że nie było w ogóle tak jak sobie
          > wymarzyłaś.


          Możliwe, że tak będzie.

          Coż, wybrałam sobie na męża człowieka zupełnie nie towarzyskiego,
          nie tanecznego i jeszcze prawie abstynenta.
          Coż zrobić, zrezygnować ze ślubu z meżczyzną, którego sie kocha??
          Podobno to ślub jest najważniejszy.

          Zgodni jesteśmy w zasadniczych kwestiach - małe przyjęcie weselne,
          skromne, bez zbędnej pompy a potem fantastyczna podróż poślubna
          • sierpniowa_julka Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 13:35
            oczywiście, że ślub jest najważniejszy, ale... brak kompromisu ze strony Twojego
            narzeczonego względem wesela nie najlepiej wróży na przyszłość. Wesele z
            pewnością da się przeboleć... ale to może być dopiero początek dla Ciebie w
            ustępowaniu swojemu mężczyźnie!!!
            A KOMPROMIS jest wtedy, gdy i wilk syty i owca cała!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • haiku13 Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 10:47
        jak nie ma ochoty to niech nie tańczy, ale z doświadczenia wiem że goście CHCą
        TAńCZYć. ja miałam przyjecie do 23-24 i zapewnuilismy muzyke do tanca, na sali
        obok było przyjęcie bez tańców i nam ciągle goście z tamtej sali zazdrośnie
        zagladali - bo się poprostu nudzili.

        po drugie nie wiem czy to tak wygodnie (juz nie mowiac o gosciach) bedzie ci sie
        wyrobic na ślub o 12 - fryzura, makijaż, ubranie - albo zwyczajne wyspanie się.

        no właściwie to nie wiem czemu nazwano cię egoistką, jest na odwrót - twój
        narzeczony nie bierze twojego zdania pod uwagę, nie wiem czy to dobry objaw...
        • magda8887 Re: Ślubne kompromisy 29.08.07, 15:53
          haiku13 napisała:
          > no właściwie to nie wiem czemu nazwano cię egoistką, jest na odwrót - > twój
          narzeczony nie bierze twojego zdania pod uwagę, nie wiem czy to > dobry objaw...

          zgadzam sie z tym co napisała haiku13.
          Twój opis sytuacji odnośnie waszego wesela daje dużo do myślenia, a najwięcej do
          myślenia daje zachowanie Twojego przyszłego męża. Ślub i wesele to przecież
          jeden z najpiękniejszych dni w życiu, to dzień o którym pamięta się do końca, to
          tzw. "wesoły dzień" a u Was nie zapowiada się na wesoły - brak muzyki, brak
          tańców, przyjęcie tylko do 17ej. Twój narzeczony w ogóle się nie liczy ani z
          Twoim zdaniem ani z gośćmi, którzy po długiej podróży chcieliby miło się pobawić.
          Nie widać u was kompromisu, a to przecież wasz wspólny dzień, obydwoje jesteście
          "głównymi bohaterami" tego dnia. A on zachowuje się jak egoista. Skoro teraz
          przed ślubem tak stanowczo stawia na swoim i nie bierze pod uwagę Twojego zdania
          ani Twoich marzeń co do oprawy waszego to jak będzie po ślubie? Gdy pojawi się
          kolejna decyzja którą będzie trzeba wspólnie rozwiązać, znów ustąpisz i
          pozwolisz aby było tak jak on chce?
      • morrighan80 Re: Ślubne kompromisy 30.08.07, 19:56
        Sooory, ale co to za facet co zakrzykuje swoja narzeczona ze go tancami
        unieszczesliwia do konca zycia? No weez. Na rekach Cie powinien nosic i robic
        wszystko zeby widziec blysk szczescia w Twoich oczach (eh, ale mi sie poetycko
        rozpisalo wink ). To on jest egoista skoro chce siedziec szczesliwy i rozparty
        obok nieszczesliwej zahukanej zony.
    • ewelita Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 10:57
      No to ja patrzę na ślub praktycznie. Nie chcę zrywać się o 4 aby
      zaliczyć kosmetyczkę, fryzjera itp. Chcę zrobić wszystko w spokoju.
      Jestem strasznym spiochem niestety i będę sie meczyc, gdy tak
      wcześnie wstanę.
      Chcialam ślub na 14, abym miala czas na wszystko, aby goście mogli
      dojechać ( 200 km. Po ślubie obiad, szampan, pierwszy taniec, a
      potem kto chce niech tańczy, a kto nie chce niech siedzi. Wolna
      wola. Potem wieczorem tort, no i ok 22 koniec.
      Narzeczony nie mysli chyba, jak dużo kobieta ma do zrobienia przed
      slubem, fryzura, makijaż, itp.
      Po drugie - te tańce, obawia się, że będzie musiał niestety
      tanczyć , nie tylko z własną żoną ale z teściową, mamą, świadkową,
      kolezanką itp. Krempuje sie tańca, ale oczywiście nie przeznaje sie
      do tego. jest czlowiekiem, który nie lubi być w centrum uwagi, nie
      lubi spędów, imprez itp.
      • znow_wedrujemy Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 11:03
        hmm... ciężka sprawa, najlepiej zróbcie ślub tylko ze świadkami i rodzicami i
        jedźcie w podróż poślubną wink
        wg mnie też najważniejszy jest sam ślub, ale...
        • maja50 Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 11:09
          Zgadzam sie!
    • vickydt Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 11:12
      nienienienienienienie! TO NIE JEST KOMPROMIS! Odnośnie tanców - weź
      do łapki mikrofon i powiedz "zapraszamy do tańca, lecz prosze o
      wyrozumiałość dla mojego świeżo poślubionego męża, bo wczoraj
      skręcił kostkę i musi się oszczędzać, a raczej nie przeniose go
      przez próg naszego gniazdka", czy cos w tym stylu, WYRAZNIE
      ZAZNACZAJĄC, ze PM nie tanczy. zrobcie to z wdziekiem i śmiechem,
      ale na Boga, nie zadręczaj się jego ...mało towarzyskim charakterem.
      Masz być piękna i szczęśliwa, a on nie ma mieć stresu z tańców. Ty
      obtańcowuj co apetyczniejszych wujków, cieszcie się jedzeniem i
      spotkaniem, a potańcówkę w godzinach dla przedszkolaków zostaw
      przedszkolakom właśnie. Powodzenia!
      • ewelita Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 11:25
        vickydt napisała:

        > nienienienienienienie! TO NIE JEST KOMPROMIS! Odnośnie tanców -
        weź
        > do łapki mikrofon i powiedz "zapraszamy do tańca, lecz prosze o
        > wyrozumiałość dla mojego świeżo poślubionego męża, bo wczoraj
        > skręcił kostkę i musi się oszczędzać, a raczej nie przeniose go
        > przez próg naszego gniazdka", czy cos w tym stylu, WYRAZNIE
        > ZAZNACZAJĄC, ze PM nie tanczy. zrobcie to z wdziekiem i śmiechem,
        > ale na Boga, nie zadręczaj się jego ...mało towarzyskim
        charakterem.
        > Masz być piękna i szczęśliwa, a on nie ma mieć stresu z tańców. Ty
        > obtańcowuj co apetyczniejszych wujków, cieszcie się jedzeniem i
        > spotkaniem, a potańcówkę w godzinach dla przedszkolaków zostaw
        > przedszkolakom właśnie. Powodzenia!

        O kurczę, sedno sprawy! Dzieki za pomysł. To moze wypalić smile)
    • ewelita Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 11:21
      No i znów dyskusja schodzi na inny temat. Znów tak jak kiedyś
      niektore osoby wyciągają wnioski, ze przymuszam faceta do hucznego
      weselicha z orkiestrą, wódą i oczepinami!
      NIC PODOBNEGO
      Zgadzam sie, ze ma być to tylko skromne przyjęcie, dla najbliższych
      ( max 30 sób) rodzice, chrzestni, rodzeństwo i kilkoro bliskich
      przyjaciół. Koniec.
      Nie chcę pijaństwa, hulanek itp.
      Chciałabym, aby każdy gość miał wybor - czy chce pić alkohol, jeśli
      tak to jaki?? Zapraszamy kulturalnych ludzi, nikt problemów nie ma,
      każdy wie, do czego służy alkohol i jak go sie pije. Nie chcę
      decydować, że ktoś ma nie wypić wódki, choć ja woli od wina, bo ja
      akurat wódki nie lubię i nie piję.
      Co do tańców - chcę aby była muzyka, np, z komputera lub płyt -
      oczywiście da chętnych. Są ludzie, którzy nie lubią siedzieć przy
      stole, chętnie by się poruszali. Zreszta moja rodzina lubi tańczyc,
      mam im zabronić - bo tutaj się nie tanczy??

      Zastanawialam się długo nad tym ślubem. Moje zdanie jest takie -
      ślub jest dla nas, dla młodych - reszta jest dla gosci, dla bliskich.
      Podjęcie gosci obiadem, zadbanie o to, aby dobrze się czuli i
      bawili jest dla mnie oznaką szacunku dla gości.
      Chcę okazać szacunek rodzicom, podziękować im za pomoc, za wszystko.
      Chce podziekować, tym wszystkim, którzy przyjadą aby cieszyć sie z
      nami w tym dniu.
      Dlatego chcę, aby godzina była w granicach rozsądku, aby nikt nie
      poczuł się pozostawiony samemu sobie - tak jak na wycieczce - kto
      nie ma opcji all inclusive ten niech spada.
    • ewelita Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 11:34
      Pytam, czy to się może udać.
      W najblizszą sobotę idziemy na ślub przyjaciół, a potem obiad
      weselny. Ślub jest na 11, potem do 17 obiad - bez tańców i alkoholu.
      Moj M jest zachwycony tym pomyslem, stad jego myśl aby tak samo
      zrobic. Różnica jest taka, że znajomi mają ślub cywilny i raczej
      południowe godziny mogli wybrać.

      Zobaczymy jak będzie. Może on zmieni zdanie, może ja sie przekonam.
      • jayin Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 13:18
        Obiady o wczesnej porze sprawdzają się głównie wtedy, kiedy ludzie przychodzą nastawieni na przyjęcie, a nie na wesele w typowym rozumieniu "polskim" (tańce, zastawione stoły, alkohole) wink. No i PRZEDE WSZYSTKIM muszą mieć wspólne tematy do rozmów. Ciężko jest siedzieć parę godzin przy stole wymieniając teksty na temat pogody z "drugą stroną rodzinną" - czyli rodzina Młodej vs. rodzina Młodego. Prędzej czy później jedni uciekną poza salę na papierosa, inni na spacer, jeszcze inni będą się nudzić. Chyba, że zaproszeni goście w większości znajdą wspólny język chociażby z sąsiadami przy stole.
        Ale to takie... restauracyjne. Ja tam nie umiem ŚWIĘTOWAĆ RADOŚNIE wyłącznie za pomocą kubków smakowych wzruszonych przyprawieniem schabowego i rosołu...smile

        Mój brat miał takie "wesele"... Przyjemny obiad. Ale raczej jak obiad świąteczny w niedzielę - i gdyby nie ślubna suknia bratowej, to nikt nie powiedziałby, że to "ślubna impreza". I nie chodzi o alkohol. Bo ten był. Wino - czerwone i białe, wódka, szampan - dla każdego to, co lubi. Średnio się udało. Obiad smaczny, ale żadnych emocji "slubnych". Nie wiem, może wszyscy jestesmy w rodzinie przyzwyczajeni do "głosnych" imprez. Taki typ ludzi z nas i tyle.

        Tak samo z tańcami. Pan młody moze nie lubić tańczyć, ale dlaczego odmawiać tego gościom. W końcu zaprasza gości po co? Żeby się zachwycali przez 5 h jego garniturem, dali prezenty i weg do domu?...wink

        Ja mam prostą zasadę swoją. Ślub się bierze dla siebie. Wesele/imprezę robi się dla rodziny/gości. I TAKŻE dla siebie.

        Więc chyba jedynym warunkiem tego JAKIE powinno być wesele - jest wypadkowa między: "JAKICH gości zapraszamy i czym możemy ich zadowolic?smile" + "Chcę, zeby moje wesele wyglądało tak i tak...", no i oczywiscie + "ile możemy wydac?"...wink

        Pozdr.

        (a sztuka kompromisów polega na WZAJEMNYCH ustępstwach... nie tylko z twojej strony... Tak samo jak małżeństwo..wink
        • znow_wedrujemy Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 13:43
          ok, ale piszesz tak jakby uroczysty obiad zamiast wesela nie mógł się udać, a ja
          właśnie chcę taki obiad!
          • jayin Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 13:47
            znow_wedrujemy,

            Ale obiad może się nie udać w równym stopniu co najgłośniejsze wesele wink Nie ma reguły. Więc nie bierz moich słów jako wyroczni, że każdy obiad to porażka. Bo tak nie jest. Byłam na "hucznym, wiejskim" weselu, który wypadł gorzej niż spokojny obiadek u brata.

            myślę, że wiele zależy od KLIMATU i od tego jak goście się będą czuli na obiedzie. a klimat zależy w dużej mierze od ludzi zaproszonych, od państwa młodych i świadków - bo to oni przecież są "ogniwem łączącym" gości i powinni zadbać, żeby goście czuli się u nich miło i swobodnie.

            więc powodzenia i dużo radości życzę smile
      • vickydt Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 15:10
        to dobrze, że idziecie. Narzekaj mu na ucho nt. niedogodności
        takiego rozwiązania, pokaż palcem Pannę Młodą, powiedz "oo, zobacz
        kochanie, jaka ona niewyspana, takie podkrążone oczy ma", a podczas
        obiadku potupuj nogą tak, by Twój N widział wink) a najlepiej szepnij
        jakiejś życzliwej duszy, by rzuciła uwage w powietrze (tak, by Twój
        słyszał, ale Młodzi nie, typu "e, takie fajne przyjęcie,
        potańczyłoby się trochę" wink))
    • crrazy podobny problem.. 21.08.07, 14:04
      och normalnie tak mi się raxniej zrobiło jak to przeczytałam...
      otóż...
      mój N też nie lubi tańczyć...
      twierdzi, że nie umie, ale.. kto jest perfekcjonistą..
      poza tym tez jest dośc mało towarzyski..
      chcemy spore wesele, z wódką i tańcami oboje
      ALE..
      ja sobie nie wyobrażam swojego wesela z obtańcowywaniem tylko wujków
      itd..
      chciałam zapisać nas na kurs dla narzeczonych (mój N ma naprawde
      wyczucie rytmu itd, ale zwyczajnie wstydzi się gdy ktos się patrzy i
      bardzo bierze do siebie takie oglądanie..)
      stwierdziłam, że taki kurs da mu doze pewności siebie itd..
      ale.. co z tego wyjdzie - zobaczymy..
      ślub za rok, a do tego czasu miejmy nadzieję, że się dogadamy..

      A Tobie kochana życzę, żebyś miała najcudowniejszy ślub i była
      zawsze kochana i tyle!
      pomysł z 'skręconą kostką' rewelacja, gościom tańczyć nie zabronisz,
      a napoje niech sami zamawiają..
      U mojego brata było tylko wino i było ok..

      pozdrawiam!
      • vickydt Re: podobny problem.. 21.08.07, 15:12
        crrazy napisała:

        > pomysł z 'skręconą kostką' rewelacja, gościom tańczyć nie
        zabronisz,

        cieszę się, ze się przydałam. Dlatego lubię fora internetowe, że
        obcy ludzie mogą przyjść z pomocą smile
    • iosellin Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 19:01

      kurcze moj, obecnie juz mazwink nigdy nie znosil tanczyc. Ja zreszta
      tez jakos nie. Ale uparlam sie, ze na weselu musimy pierwszy taniec
      zatanczyc i to *zatanczyc* a nie przebujac sie przy jakims smecie.
      Moj, widzac, ze mi na tym bardzo zalezy, znalazl w necie jakis
      internetowy kurs tanca, znalazl schemat krokow, przeanalizowal i
      jeszcze nauczyl mnietongue_out Tanczyc sie nauczylismy na 2 dni przed slubem
      (filmowalismy aparatem cyfrowym, zeby wiedziec co zle robimy) i mu
      sie to spodobalo na tyle, ze sam wyciagal mnie na weselu do tanca big_grin
      moze sprobuj podejsc wlasnie od takiej strony do swojego? Powierz mu
      zadanie nauczenia sie i potem Ciebie, moze mu sie spodoba wink
      • butterfly80 Re: Ślubne kompromisy 21.08.07, 21:50
        Nie wiem, dlaczego tak negujecie porę ślubu?
        W mojej parafii najpozniej Msza Slubna ma miejsce o godz. 14.Ale to w skrajnych
        przypadkach.
        Tak chyba jest na całym ślasku, nie jestem pewna - ale na tych ślubach, na
        ktorych byłam, to własnie przed południem bądź o 12.00 odprawia się msze dla
        nowożencow.
        A narzeczony jakiś nieludzki pan...skoro on nie lubvi tańczyć, to nie powinien
        tego zabraniać swoim gosciom!
        Po co w ogole zapraszac jakichkolwiek gości? żeby odesłac do domów?

        To ma byćWasz dzień, a nie tylko Jego, albo tylko Twój.
        mozesz z nim jakoś jeszcze o tym pogadać??
      • memphis90 Re: Ślubne kompromisy 22.08.07, 09:49
        Ech, ja tego próbowałam- ale nawet Kasia Cichopek nie pomogła... Jedyne, co
        potrafimy razem to kołysać się do jakiegoś przytulańca...
        • iosellin Re: Ślubne kompromisy 29.08.07, 01:05

          mojemu Kasia Cichopek tez nie pomogla, mimo ze na jakiejs
          instytutowej imprezie byl kurs tanca prowadzony na zywo wlasnie
          przez niatongue_out Maz nie chcial nawet slyszec o wzieciu udzialu w tym
          kursie tongue_out Cichopek jest zdecydowanie przereklamowana tongue_out tongue_out tongue_out
    • memphis90 Re: Ślubne kompromisy 22.08.07, 09:47
      Powiem, jak to było u mnie- mieliśmy przyjęcie weselne, na około 35osób. Ślub
      był o 16, impreza od 18 do 24. Do picia wino (wódka była- na życzenie teściów-
      ale nikt jej nie pił). Muzyka była "na żywo", ale z założeniem, że raczej do
      kotleta. Mój mąż nie znosi tanczyć, więc mu obiecałam, że nie będzie musiał, a
      on obiecał nie złoscić się, jeśli ja będę tańczyła z innymi. I rzeczywiscie-
      pierwszy taniec zatańczyłam z tatą; goście trochę tańczyli, ja też troszkę, a
      mój mąż siedział sobie przy stole i zabawiał nietańczących rozmową. Koło 23 był
      tak szczęśliwy, że nie musi tańczyć, że postanowił jednak mnie uszczęśliwić- i
      jednak mielismy swój first dancewink) Proponuję, żebyście zorganizowali to
      podobnie- muzyka w tle, kto chce, ten sobie potańczy, reszta bawi się sama;
      całosć do 22-24 (niech facet też trochę ustąpi). Druga opcja- obiad dla rodziny
      do 17, wieczorem impreza ze znajomymi.
    • ewelita Re: Ślubne kompromisy 29.08.07, 09:24
      W ostatnią sobotę byliśmy na wspominanym ślubie znajomych. Był tylko
      obiad z deserem dla ok. 30 osób, bez tańców, muzyka z płyt.
      Hmmm, mam mieszane uczucia. Para młoda przepiękna, dobre winko,
      szampan - wódka też, jak ktoś chciał. Jedzenie dobre, choc mało
      urozmaicone, torcik.
      Impreza od 13 do 17. Powiem, że czuję niedosyt. Niby wszystko ok,
      para młoda zadowolona, a goście jak dopiero się rozkręcili to trzeba
      było sie zbierać. Troche za krótko jednak. Brakowało też tej muzyki,
      nawet kilku pląsów. Bardziej przypominało to komunię niż ślub.
      Mój N milczy. Milczy i sie nie wypowiada od tygodnia. Ja " na jego
      uszach" zrelacjonowałam imprezę jego mamie jako bardzo miłą, ale
      taką komunijną. Dodałam, że ja takiej nie czuję, nie chcę takiej.
      Narzeczony milczy. Pewnie mysli, myśli. Mam nadzieję, ze wymysli.
      P.S
      Jak wychodziliśmy z przyjęcia o 17 to on też był zdziwiony, że to
      już bo tak mu się fajnie gadało.

      Do naszego ślubu jeszzce trochę czasu ( w 2008) wiec mam nadzieję,
      że znajdziemy rozwiązanie. Jedno jest pewne - nie czuję takiej
      imprezy. Może i te tańce nie są konieczne, ale na pewno za krótko i
      lepiej ludzie się czują w wieczornych godzinach - jak na ślubie a
      nie komunii.
      • znow_wedrujemy Re: Ślubne kompromisy 29.08.07, 09:28
        dla mnie może być i wieczorem, ale raczej bez wesela, taki obiad coraz bardziej
        mi się podoba
      • kc_mc Re: Ślubne kompromisy 29.08.07, 10:29
        Ja mysle ze jemu tez do konca sie nie podobalo, dobrze ze nadarzyla wam sie
        okazja uczestniczyc w takim Slubie, bo tlumaczenia ze tak nie jest fajnie nic by
        nie daly, a tak zobaczyl na oczy i wie.
        Ja mysle ze mialas swietny pomysl ze Slubem po poludniu, a pozniej przyjecie w
        Restauracji do 22 i wy do domu, a reszta do Hotelu.
        A tanczyc nie zabronisz gosciom, wiec nawet nie mecz tematu tancow, samo wyjdzie
        na Slubie, nie stresuj faceta, bo chyba o to mu sie najbardziej rozchodzi. Co ma
        byc to bedzie.
        Rozmawialas z Tesciowa, zdalas relacje i trzeba bylo powiedziec dosadnie co Ci
        sie podobalo, co nie i jak to bys widziala na waszym Slubie, Tesciowa by sie
        wtracila, pewnie miala takie same zdanie co Ty, a Twoj facet by sluchal i pewnie
        w koncu doszedl do tych samych wnioskow.
        • ewelita Re: Ślubne kompromisy 29.08.07, 10:36
          Rozmowa z "teściową" przede mną. Tamta relacja była telefoniczna.
          Przedstawilam przyjęcie jako bardzo miłe, ładne itp, dodając, że
          klimat nie ten, taki bardziej komunijny. o a ona skwitowała - " otóż
          to, jak ktoś robi komunię, to ma komunię" naszczęście trzyma moją
          stronę smile
          Narzeczony się nie odzywał, tylko powiedział - ślub jak ślub, ale
          minę miał nietęgą. Chyba jego plan legł w gruzach ( mam nadzieję)
          • alex108 Re: Ślubne kompromisy 29.08.07, 10:45
            Ja nie rozumiem po co Ty robisz takie podchody, tu pogadasz z teściową przez telefon tu komuś powiesz, że też Ci się nie podobało. Lepiej powiedz N w prost co Ci się podobało co nie, że nie czujesz takiej imprezy, on wyrazi swoje zdanie i na pewno dojdziecie do porozumienia. Jak tak się czaisz, żeby pogadać z nim o weselu to co będzie jak przyjdą poważniejsze rozmowy np. o dzieciach??? Wchodzicie w "dorosłe" życie więc nauczcie się najpierw rozmawiać.
            • ewelita Re: Ślubne kompromisy 29.08.07, 11:09
              Nie egzaltuj się. Nie robię podchodow. Przeczytaj cały wątek. Moj
              narzeczony już wyraził swoje zdanie na temat wesela i jest to
              niestety odmienna wizja od mojej. Nie chce mu niczego narzucać,
              zakazywac itp. Najłatwiej tupnąć nóżką i krzyknąć, ze mi się nie
              podoba.
              Znam go i wiem, że jest uparty, wiec ja nie mam co się kłócić.
              Poczekam, pogadam, n przemyśli sprawę i albo przyzna mi rację, albo
              pomyślimy o innych rozwiązaniach.


              Z teściową rozmawiałam przez telefon, bo pytała o wrazenia po ślubie
              ZNAJOMYCH, nie o naszym slubie.
              Rozmawiać potrafimy, a sprawę dzieci mamy juz obgadaną.
          • morrighan80 Re: Ślubne kompromisy 30.08.07, 20:00
            Dobraaaa! Atak z 2 frontow-mamy nie przemoze ;D 3mam kciuki
    • niebudi Re: Ślubne kompromisy 30.08.07, 17:59
      Podobają mi się poglądy twojego N. Mój chce tańcy i bla-bla. Może wymienimy się?
    • diplomatica my tak mielismy 30.08.07, 18:49
      my tak zrobilismy: slub koscielny o 11 potem przyjecie w ogrodzie i o 17 sie
      skonczylo
      moi goscie dojezdzali z daleka, dlatego przyjechali dzien wczesniej, wyjezdzali
      na drugi dzien po slubie
      wszyscy byli uprzedzeni ze na drugi dzien my w samolot i w podroz
      a na trawie trudno sie tanczy smile wiec tez nikt z pomyslem nie wyskakiwal (muzyke
      wybralismy i przygotowalismy sami)

      z tego co wiem to goscie byli zadowoleni, nie kazdy lubi sie bawic na weselichu
      (my nie lubimy)
      • a.bc Re:hmmmmm 30.08.07, 19:18
        a czego ty chcesz , moze na to pytanie powinnaś sobie odpowiedziećsmile
        takie bezgraniczne ustępowanie do niczego nie prowadzi!
        to jest równiez twoja impreza!i masz prawo wprowadzić swoje pomysły
        Poza tym mnie zawsze zastanawiałao dlaczego dziewczyny rezygnują z
        tańców na rzecz swoich N. Patrz czeka cię nastepne 30 lat z gościem,
        który nie tańczy bo... Na każdej imprezie bedziesz siedziec w kacie
        i podpierać ściany.
        Proponuje abys zdyscyplinowała swojego N i zapisała go na kurs tańca-
        w sumie taniec to czesc kultury ludzkosci a nie zbedna formalność!
        A goscie beda przynajmniej czyms zajęci, bo wysiedzenie przy stole
        tych 7 godzin to średnia przyjemność
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka