urszula.slo
25.01.08, 11:16
To, co teraz napiszę, będzie bardzo uproszczone. Ale mimo wszystko postaram się objaśnić, o co mi chodzi.
Mieszkam w Polsce od czterech lat. Poznałam dużo najróżniejszych osób – od bardzo tradycyjnych do ... tzw. 'emancypowanych', czy raczej 'myślących swoją głową'. Ale i jedne i drugie są do siebie podobne w jednym: w tym, jak podchodzą do kwestii ślubu, w tym, jak patrzą na stosunki między mężczyzną a kobietą ..
Wśród moich koleżanek i znajomych panuje pogląd, że to kobieta musi przekonać swojego chłopaka, by się z nią ożenił (jasne, w końcu to on ją prosi o rękę). Bo mężczyźni niby nie chcą się żenić, bo po ślubie trzeba będzie zarabiać, budować dom, utrzymywać rodzinę itp.
Dla kobiety najważniejsze jest to, by ktoś ją prosił o rękę i się z nią ożenił. Bo – jak mówią moje znajome - »dopiero wtedy kobieta czuje się naprawdę dowartościowana«. (Wiem, że nie WSZYSTKIE kobiety są takie, ale chodzi mi o 'średnią krajową', o większość. Już na początku powiedziałam, że upraszczam.) Co gorsza: dopiero wtedy kobieta dostaje »gwarancję«, że to jest »na zawsze«. (To wszystko słowa moich znajomych, bardzo inteligentnych i wykształconych kobiet.)
Gdy mówiłam im, że znam dużo osób (Polaków i Polek), którzy zawarli małżeństwo mając 19-20 lat i którzy teraz (mając 30) są już rozwiedzeni, to znajome odparły: »no tak, wiemy, że nie jest na zawsze TAK NAPRAWDę, ale ... taka jest tradycja, tak się na to patrzy, że jest niby na zawsze ...«.
(»Niby« - słowo kluczowe!)
To jest jedna sprawa.
Druga: planowanie hucznego, drogiego wesela, szukanie sali, zespołu, zapraszanie szalonej liczby gości ... . Znam osoby, które brali kredyt (?!), by organizować »tradycyjne« wesele. Bo »tak się teraz robi« i »rodzice tak chcą«.
Trzecia sprawa: rodzice ... którzy »bardzo się cieszą« z powodu zaręczyn, z niecierpliwością czekają na ślub i wesele (zdarza się, że to rodzice (jego lub jej, obojętnie) już wcześniej kupują »jej« suknię ślubną – by »dać znać«, na co czekają). Dużo osób – ochrzczonych, ale niepraktykujących, pochodzących do spraw związanych z kościołem z dużym dystansem – biorą ślub kościelny, bo »trzeba zaspokoić rodziców«. (Hipokryzja.)
Czy polska »tradycja« mówi, że pobieramy się ze względu na rodziców?!
Trzecia sprawa: zmienianie nazwiska. Większość kobiet zmienia nazwisko. Gdy się zapytałam, dlaczego, znów usłyszałam: taka jest tradycja. Nie mówię, że TRZEBA mieć podwójne (w tym większość kobiet widzi jakiś niezdrowy »feminizm«

albo zachować swoje (nie daj Boże, to już jest »herezja«

. Sama nie wyobrażam siebie z innym nazwiskiem. Moje nazwisko jest częścią mojej tożsamości, dużo już opublikowałam pod tym nazwiskiem i w ogóle mi się bardzo podoba. I to jeszcze nie znaczy, że jestem feministką, heretyczką albo coś w tym sensie.
Mówię sobie, że chodzi o różnice kulturowe, że ja tego wszystkiego po prostu nie mogę rozumieć. Ale mimo wszystko: tradycja nie jest czymś, co trzeba przyjąć bez refleksji i bez uporu. Tradycja musi być rewidowana od czasu do czasu. Tradycja też podlega prawom ewolucji, nawet musi podlegać, inaczej staje się skamieniałością. No i czasem mi się wydaje, że »tradycja« w Polsce jest już mieszaniną skamieniałości (ślub znaczy, że jest »na zawsze«, musi tak być, bo »wszyscy tak robią«, musimy tak zrobić, »bo rodzice chcą i oczekują«

i kapitalizmu (biedni młodzi ludzie biorą kredyt, by zaspokoić żądania społeczne).
Czy kobiety naprawdę czują się bardziej dowartościowane, jeżeli są zamężne? Dlaczego? Bo jeżeli jest miłość, to się to czuje i wpływa na samoocenę. I dlaczego potrzeba wam ślubu, by mieć »gwarancję« i poczucie, że to jest »na zawsze«. Ja to czuję codziennie, kiedy mój ukochany wraca do domu. Bo każdy jego spontaniczny, nieświadomy gest, każde jego spojrzenie o tym świadczą. I w ogóle stosunku człowieka do samego siebie nie może naprawić nic z zewnątrz (wręcz odwrotnie: czasami to pogarsza sprawę, bo zaciemnia problemy, które ma człowiek (kobieta) sam(a) z sobą i które prędzej czy później będzie musiał(a) rozwiązać. Obrączka niczego nie rozwiąże.)
Nie chcę, by źle mnie zrozumiano. Nie mówię, że ślub (wesele) to coś złego, nie mówię, że tradycja polska jest zła albo dobra. Nie o to mi chodzi. Chodzi mi raczej o stosunek do tej tradycji, o postępowanie i rozumowanie ludzi. Wydaje mi się, że większość ludzi robi to wszystko nie dlatego, że chce robić tak, a nie inaczej, lecz robi to pod presją społeczną (koleżanki mają mężów, ja też muszę wyjść za mąż) i pod presją (oczekiwań ze strony) rodziców.