siła tradycji

25.01.08, 11:16
To, co teraz napiszę, będzie bardzo uproszczone. Ale mimo wszystko postaram się objaśnić, o co mi chodzi.
Mieszkam w Polsce od czterech lat. Poznałam dużo najróżniejszych osób – od bardzo tradycyjnych do ... tzw. 'emancypowanych', czy raczej 'myślących swoją głową'. Ale i jedne i drugie są do siebie podobne w jednym: w tym, jak podchodzą do kwestii ślubu, w tym, jak patrzą na stosunki między mężczyzną a kobietą ..
Wśród moich koleżanek i znajomych panuje pogląd, że to kobieta musi przekonać swojego chłopaka, by się z nią ożenił (jasne, w końcu to on ją prosi o rękę). Bo mężczyźni niby nie chcą się żenić, bo po ślubie trzeba będzie zarabiać, budować dom, utrzymywać rodzinę itp.
Dla kobiety najważniejsze jest to, by ktoś ją prosił o rękę i się z nią ożenił. Bo – jak mówią moje znajome - »dopiero wtedy kobieta czuje się naprawdę dowartościowana«. (Wiem, że nie WSZYSTKIE kobiety są takie, ale chodzi mi o 'średnią krajową', o większość. Już na początku powiedziałam, że upraszczam.) Co gorsza: dopiero wtedy kobieta dostaje »gwarancję«, że to jest »na zawsze«. (To wszystko słowa moich znajomych, bardzo inteligentnych i wykształconych kobiet.)
Gdy mówiłam im, że znam dużo osób (Polaków i Polek), którzy zawarli małżeństwo mając 19-20 lat i którzy teraz (mając 30) są już rozwiedzeni, to znajome odparły: »no tak, wiemy, że nie jest na zawsze TAK NAPRAWDę, ale ... taka jest tradycja, tak się na to patrzy, że jest niby na zawsze ...«.
(»Niby« - słowo kluczowe!)
To jest jedna sprawa.
Druga: planowanie hucznego, drogiego wesela, szukanie sali, zespołu, zapraszanie szalonej liczby gości ... . Znam osoby, które brali kredyt (?!), by organizować »tradycyjne« wesele. Bo »tak się teraz robi« i »rodzice tak chcą«.
Trzecia sprawa: rodzice ... którzy »bardzo się cieszą« z powodu zaręczyn, z niecierpliwością czekają na ślub i wesele (zdarza się, że to rodzice (jego lub jej, obojętnie) już wcześniej kupują »jej« suknię ślubną – by »dać znać«, na co czekają). Dużo osób – ochrzczonych, ale niepraktykujących, pochodzących do spraw związanych z kościołem z dużym dystansem – biorą ślub kościelny, bo »trzeba zaspokoić rodziców«. (Hipokryzja.)
Czy polska »tradycja« mówi, że pobieramy się ze względu na rodziców?!
Trzecia sprawa: zmienianie nazwiska. Większość kobiet zmienia nazwisko. Gdy się zapytałam, dlaczego, znów usłyszałam: taka jest tradycja. Nie mówię, że TRZEBA mieć podwójne (w tym większość kobiet widzi jakiś niezdrowy »feminizm«wink albo zachować swoje (nie daj Boże, to już jest »herezja«wink. Sama nie wyobrażam siebie z innym nazwiskiem. Moje nazwisko jest częścią mojej tożsamości, dużo już opublikowałam pod tym nazwiskiem i w ogóle mi się bardzo podoba. I to jeszcze nie znaczy, że jestem feministką, heretyczką albo coś w tym sensie.

Mówię sobie, że chodzi o różnice kulturowe, że ja tego wszystkiego po prostu nie mogę rozumieć. Ale mimo wszystko: tradycja nie jest czymś, co trzeba przyjąć bez refleksji i bez uporu. Tradycja musi być rewidowana od czasu do czasu. Tradycja też podlega prawom ewolucji, nawet musi podlegać, inaczej staje się skamieniałością. No i czasem mi się wydaje, że »tradycja« w Polsce jest już mieszaniną skamieniałości (ślub znaczy, że jest »na zawsze«, musi tak być, bo »wszyscy tak robią«, musimy tak zrobić, »bo rodzice chcą i oczekują«wink i kapitalizmu (biedni młodzi ludzie biorą kredyt, by zaspokoić żądania społeczne).
Czy kobiety naprawdę czują się bardziej dowartościowane, jeżeli są zamężne? Dlaczego? Bo jeżeli jest miłość, to się to czuje i wpływa na samoocenę. I dlaczego potrzeba wam ślubu, by mieć »gwarancję« i poczucie, że to jest »na zawsze«. Ja to czuję codziennie, kiedy mój ukochany wraca do domu. Bo każdy jego spontaniczny, nieświadomy gest, każde jego spojrzenie o tym świadczą. I w ogóle stosunku człowieka do samego siebie nie może naprawić nic z zewnątrz (wręcz odwrotnie: czasami to pogarsza sprawę, bo zaciemnia problemy, które ma człowiek (kobieta) sam(a) z sobą i które prędzej czy później będzie musiał(a) rozwiązać. Obrączka niczego nie rozwiąże.)

Nie chcę, by źle mnie zrozumiano. Nie mówię, że ślub (wesele) to coś złego, nie mówię, że tradycja polska jest zła albo dobra. Nie o to mi chodzi. Chodzi mi raczej o stosunek do tej tradycji, o postępowanie i rozumowanie ludzi. Wydaje mi się, że większość ludzi robi to wszystko nie dlatego, że chce robić tak, a nie inaczej, lecz robi to pod presją społeczną (koleżanki mają mężów, ja też muszę wyjść za mąż) i pod presją (oczekiwań ze strony) rodziców.
    • kasiulkkaa Re: siła tradycji 25.01.08, 12:08
      Uuuu, kochana, kij w mrowisko, zaraz się burza rozpętasmile))
    • pelagia_pela Re: siła tradycji 25.01.08, 12:13
      Oczywiscie, ze jest presja spoleczna do zamazpojscia w Polsce! Co do
      tego nie mam watpliwosci zadnych. Wystarczy poczytac to forum -
      dziewczyny biora slub w wieku 19-22 - nie wierze ze wtedy jest sie
      rzeczywiscie dojrzalym emocjonalnie i finansowo do slubu no ale tak
      trzeba bo Mama i Tato np. nie pozwalaja razem mieszkac...

      To co opisujesz jest raczej chyba sytuacja z malego miasteczka i
      jakos nie chce mi sie wierzyc w to 'wyzsze wyksztalcenie' kolezanek,
      ktore mowia ze dopiero po slubie staja sie wartosciowe - czlowiek
      nie potrzebuje obraczki zeby byl wartosciowy. No chyba ze wlasnie
      wartosciowy w oczach ciotek i rodziny ktora na malzenstwo naciska.

      Co do zmiany nazwiska. Dla mnie np. bardzo pretensjonalne jest
      laczenie dwoch nawisk kiedy nia ma wyraznego powodu do tego - np.
      dziewczyna miala przed malzenstwem kariere naukowa i publikacja na
      swoje nazwisko. Niektore nazwiska brzmia razem dobrze, niektore to
      potworki. Z tego co obserwuje wiekszosc dziewczyn ma dwa nazwiska
      teraz. Dla mnie - albo zostawiam swoje albo przyjmuje nazwisko meza.

      Co do wielkich wesel - jesli kogos stac, nie zadluza sie w tym celu,
      nie ciagnie pieniedzy od rodzicow to czemu nie?
    • maiwlys Re: siła tradycji 25.01.08, 12:30
      Jak kobieta nie jest dowartosciowana to malzenstwo raczej jej tego
      nie da rowniez smile Ale fakt kasiulkkaa wojna się rozpęta na bank smile

      > Wśród moich koleżanek i znajomych panuje pogląd, że to kobieta
      musi przekonać s
      > wojego chłopaka, by się z nią ożenił

      Pierwsze słyszę żeby było to aż tak powszechne zjawisko, ale badania
      na ten temat znane mi nie są. Być może to one własnie musiały
      namawiac swoich chłopaków. Tylko jedna ze znanych mi dziewczyn
      próbowała przekonać swojego chłopaka do zaręczyn i ślubu, skończyło
      się wielkim rozstaniem, ale parę miesięcy póżniej "namówiła" innego!

      > Druga: planowanie hucznego, drogiego wesela, szukanie sali,
      zespołu, zapraszani
      > e szalonej liczby gości ... . Znam osoby, które brali kredyt (?!),
      by organizow
      > ać »tradycyjne« wesele. Bo »tak się teraz robi« i »ro
      > dzice tak chcą«.

      Coraz więcej par decyduje się na przyjęcia, na skromne obiady
      weselne, bynajmniej nie ze względów finansowych. Ale troszkę racji w
      tym jest, ja nie chciałam wesela w ogóle, za tą kase wolałam
      pojechać w długą podróż, ale rodzina mojego N nie wyobraża sobie
      ślubu bez wesela, a mojemu N też na weselu zależy to robimy. Nawet
      nie chodzi o tradycję, tylko bardziej o spotaknie się z
      najbliższymi, zabawa itd. Teraz sama juz sie do tego zapaliłam. Ale
      do głowy nam nie przyszło żeby brać kredyt. Robimy takie wesele na
      jakie nas stać. Teraz to wesele stoi trochę pod znakiem zapytania,
      bo najprawdopodobniej kasę na weselę będziemy musieli wydać na moją
      operację i wtedy trudno. Są rzeczy ważniejsze niż tradycja.

      Jeszcze nie słyszałam, żeby rodzice sami kupowali suknię ślubą żeby
      szybciej wydać panne za mąż, tzn. słyszałam, ale nie w dzisiejszych
      czasach smile

      >Czy polska »tradycja« mówi, że pobieramy się ze względu na
      rodziców?!

      Jest pewna presja otoczenia, ale tez przecież coraz więcej pra
      decyduje sie na zycie "na kocia łapę"

      >Dużo osób – ochrzczonych, al
      > e niepraktykujących, pochodzących do spraw związanych z kościołem
      z dużym dysta
      > nsem – biorą ślub kościelny, bo »trzeba zaspokoić rodziców«. (H
      > ipokryzja.)


      Tu się zgodzę, niestety.

      Jesli chodzi o zmianę nazwiska, to chyba nie tylko polska
      tradycja smile Ja zachowuję swoję i przyjmuję męża, bo równiez jestem
      przywiązana do swojego nazwiska i nie wyobrażam sobie, że nie
      mogłabym juz go używać, myślałam również o nie przyjmowaniu nazwiska
      po mężu i rozmawialiśmy o tym i poszliśmy na kompromis smile (Najlepiej
      poszukać męża o tym samym nazwisku hihi )

      Poza tym presja otoczenia czasami potrafi być bardzo silna.
      Oczywiście wszystko zalezy od nas samych smile

      Pozdrawiam

      P.S. Zbierasz materiał do następnej publikacji/pracy? smile
      • kasiulkkaa Re: siła tradycji 25.01.08, 12:39
        > Jak kobieta nie jest dowartosciowana to malzenstwo raczej jej tego
        > nie da rowniez smile
        Maiwlys, pół biedy, jeśli kobieta zdaje sobie sprawę, że małżeństwo jej nie
        dowartościuje, skoro sama tego nie potrafi. Poczytaj wątkismile Skąd tyle "obelg",
        wytykania staropanieństwa albo pisania, że skoro X nie podoba się pierścionek Y,
        to na pewno dlatego, że X nie wychodzi za mąż i nie ma pierścionka, i zwyczajnie
        X zazdrości Y. Z poczucia własnej wartości? Czy może ze sławetnego w swoim
        czasie "mężatka to brzmi dumnie"?

        >Ale fakt kasiulkkaa wojna się rozpęta na bank smile
        Co najmniej 100 postów obstawiamwink)
    • julia_roberts Re: siła tradycji 25.01.08, 12:57
      Moim zdaniem to zwykła prowokacja. Nikt nikogo do slubu nie zmusza
      (myslę że w większości przypadków) a tym ktorzy się na to decydują
      proszę nie wmawiać że to nie ma sensu. Znam wiele osób ktore też
      żyjąć w tak zwanym "nieformalnym" związku uwazali że slub niczego
      nie zmienia bo to tylko papierek a wazne jest to że się kochają, a
      po ślubie uznawali że to najlepsza decyzja ich zycia i że zmienia
      wiele a niekoniecznie na gorsze. ale pozwólmy każdemu samemu
      zadecydowac o tym jaką decyzję podejmie bez krytyki. Tolerancja to
      również akceptowanie decyzji tych którzy chcą żyć w małżeństwie a
      nie tylko tych ktorzą chcą życ w wolnym związku. Czytając posta
      urszuli miałam wrażenie że czytam wypowiedź jakiejść zgoszkniałej
      baby a nie kobiety która jest szczęścliwa w swoim związku i nie
      potrafi zrozumieć że każdy sowje szczęście układa po swojemu - nawet
      w małżeństwe. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.
      • souxxie Re: siła tradycji 25.01.08, 13:47
        1. nie musiałam przekonywac narzeczonego da slubu, to on pierwszy
        zaczął mówić o ślubie, i gdy w końcu "mieliśy warunki" tak się stało

        2. i było to w 26 roku życia

        3. nikt z rodziny w kwestii slubu ani dzieci mnie nie nie
        naciskał ...nikt by nie śmiał, kto mnie zna, bo w takich kwestiach
        mówię: to chyba moja/nasza(moja i męża) sprawa, co?

        4. sukienkę sama zaprojektowałam i uszyłam u krawcowej

        5. o tzw."weselu-przyjęciu" : poinformowaliśmy rodziców, gdzie
        będzie, co i jak, ich udział ograniczył się do "życzeń i wręczenia
        prezentów"

        6. nazwisko zachowałam swoje

        ...niewłaściwych ludzi znasz, autorko wątku
        • souxxie Re: siła tradycji 25.01.08, 14:21
          7. i oczywiscie pojechalsmy w "podróż poślubną" na południowy zachód
          europy, co kosztowało nas w sumie nieco wiecej niż wszystkie
          pozostałe koszty ślubu razem wzięte...
          to znaczy po prostu, że zdecydowaliśmy się na kolację w eleganckiej
          restauracji w centrum starówki dużego miasta
          ... a to dlatego, iż ważniejsze było dla nas spędzenie razem całego
          tygodnia tylko ze sobą... niż urządzenie okazji do uchlania się dla
          wszystkich wujków i kuzynów przy pieczonym prosiaku w wiejskim
          zajezdzie
          ...nawet gdyby takie wesele miało się "zwrócić"
          • souxxie Re: siła tradycji 25.01.08, 15:24
            nie chiałam aby moje wypowiedzi zabrzmiały ironicznie, ale chciałm
            dać przykład, że można inaczej
            ... bo wszystkie wesela na których byłam i o których słyszałam, były
            ja dla mnie prywatnie "obciachowe", ale podkreślam, że dla mnie
            tylko, i nie chciałbym być na miejscu żadnej z tych panien młodych

            ps. fakt, ze gdybym było mnie stać na wesele "z klasą", za
            powiedzmy... dużo, to moze i takowe bym zrobiła, niemniej jednak nie
            było mnie stać... tak więc zrobiłam kolację "z klasą" i nie żałuję
    • kamelia04.08.2007 co do zasady sie zgodzę 25.01.08, 14:20
      mowimy tu o przecietnej polskiej średniej nizinnej.
      Sa oczywiscie srodowiska wyemancypowane, z dystansem do tego co "tak
      jest zawsze", nie sa jednak liczne, i wystepuja raczej w duzych
      miastach niz małych.

      1."Wśród moich koleżanek i znajomych panuje pogląd, że to kobieta
      musi przekonać swojego chłopaka, by się z nią ożenił (jasne, w końcu
      to on ją prosi o rękę). Bo mężczyźni niby nie chcą się żenić..."

      zgadzam sie, jest takie przekonanie w narodzie, wystarczy przejrzec
      forum kobieta, codziennie jest watek panny płaczacej, że ON nie chce
      sie z nia ozenić, tudziez takiej marudzacej o pierscionek
      zareczynowy.

      2. "Dla kobiety najważniejsze jest to, by ktoś ją prosił o rękę i
      się z nią ożenił.Bo – jak mówią moje znajome - »dopiero wtedy
      kobieta czuje się naprawdę dowartościowana«. "

      kiedyś (w 2006 albo na poczatku 2007r) padło takie stwierdzenie, iz
      mężatka to brzmi dumnie. O tych forumowiczkach, które krytykuja
      bezmyslne małpowanie "tradycji" mówi sie złośliwie stare panny,
      stara panna jest uwazane za słwo obraźliwe, ironiczne dla kobiety.

      3. "planowanie hucznego, drogiego wesela, szukanie sali, zespołu,
      zapraszanie szalonej liczby gości"
      tutaj juz jest troche bardziej zróznicowanie, ale nadal pokutuje, ze
      duze wesele to dobre wesele, a małe, no cóz - widac nie "mogli"
      zrobic wiekszego. Bo wesele, to okazja, zeby sie pokazac.
      Do awangardy myslenia nalezy podejscie, ze lepsze jest mniejsze, a
      staranne, przemyslane, z poczuciem smaku

      4. dziwnym jest podejście: biore taki (np. koscielny) a nie inny
      slub (cywilny), bo rodzice by "tak" chcieli, w ogóle jest dziwne
      podejście - biore slub bo rodzice tego chca, bo czas najwyzszy wyjsć
      za maż, przeciez mam juz 23 lata, w kwestiach organizacyjnych np:
      nie biore dj'a, tylko orkiestre, bo goscie nie beda tanczyc (?!).
      Zastanawiam sie ile mozna zrobic dla cudzej przyjemnosci,
      zapominajac, ze slub i wesele to uroczystosc w formie i stylu wg.
      wyobrazenia panstwa młodych,

      5. co do zmiany nazwiska, to probem jest raczej z męzczyznami
      (pojawiały sie juz te watki na forum), którzy zachowuja sie tak jak
      by im obcinano..., gdy kobieta chce miec dwuczłonowe lub co gorsza
      chce zostac przy swoim.
      jesli ktos lubi swoje nazwisko, to po jakiego grzyba ma zmieniac,
      dzieci tez moga miec nazwisko matki. ustawodawca jest sto lat do
      przodu w tym temacie niz typowe polskie myslenie.



      Ps. mamsz prawo oceniac "polska tradycje" . Mi sie nie podoba.
      Nasze "nietradycyjne" wesele było wg. naszych upodobań (a nie, bo
      tak rodzice by chcieli). Wesele mielismy "małe" (niecałe 70 osób).
      Kompromisy robilismy na rzecz siebie (gdy mielismy rózne zdania), a
      nie wobec osób trzecich.
      Co do mężczyzn, co sie nie chca zenic, to mój mąż i mój brat sie
      zawsze chcieli zenić (ozenili sie obaj w wieku 24 lat) i sami sie
      wyrwali z taka inicjatywą.


      • fruzia01 Re: co do zasady sie zgodzę 25.01.08, 15:11
        > 1."Wśród moich koleżanek i znajomych panuje pogląd, że to kobieta
        > musi przekonać swojego chłopaka, by się z nią ożenił (jasne, w końcu
        > to on ją prosi o rękę). Bo mężczyźni niby nie chcą się żenić..."

        no skoro mają takich facetów, którzy nie chcą się żenić, a one chcą wyjść za
        mąż, to muszą ich do ślubu przekonać, innej rady nie ma smile

        Kwestia dużego wesela - tu się rozpiszę smile

        > Bo wesele, to okazja, zeby sie pokazac.
        > Do awangardy myslenia nalezy podejscie, ze lepsze jest mniejsze, a
        > staranne, przemyslane, z poczuciem smaku

        No tak, ale jak ktoś ma dużą rodzinę, to jak ma zrobić małe wesele? Zaprosić
        wuja Kazia,a jego siostry ciotki Leonci już nie? Kuzyna X tak, ale kuzynki Y
        nie? Poza tym nie wiem jak wy, ale ja robię wesele po to, żeby podzielić się
        swoją radością z bliskimi i dlatego chciałabym zaprosić wszystkie bliskie mi
        osoby (rodzinę i znajomych). Po drugie zupełnie nie rozumiem, dlaczego duże
        przyjęcie nie miałoby być staranne, przemyślane i ze smakiem? O smaku nie
        decyduje przecież ilość tylko jakość, a tę można pomnożyć przez dowolną liczbę
        gości (skrót myślowy, mam nadzieję,że rozumiecie o co mi chodzi).

        Po trzecie, jestem zdania, że o poziomie wesela najbardziej decydują goście:
        jeśli wujek Mietek schleje się i pożyga pod stołem, pijany kuzyn Franek będzie
        obmacywał wszystkie laski na parkiecie a ciocia Krysia z ciocią Mańką będą
        zawodziły 'hej sokoły', to nawet najbardziej elegancki kwartet smyczkowy nie
        podniesie poziomu. (co ciekawe, badziewny zespół doskonale potrafi popsuć każde
        przyjęcie).

        i jeszcze jedna uwaga: zapytajmy samych siebie, czy małe wysmakowane przyjęcie
        też nie jest na pokaz? tylko zamiast pokazywania jacy bogaci jesteśmy i na co
        nas stać, pokazujemy, jacy my oryginalni, eleganccy i wysmakowani jesteśmy; nie
        to co pospolity motłoch i średnia nizinna.

        co do zmiany nazwiska:
        ja przyjmuję po mężu, bo dla mnie to symbol tego, że odtąd będziemy jedną
        rodziną; poza tym to chyba praktyczne...; z drugiej strony doskonale rozumiem te
        dziewczyny, które chcą pozostać przy swoim;może nawet dzięki nim wyrośnie młode
        pokolenie facetó, którzy nie traktują jako potwarz i największą obrazę odmowy
        przyjęcia ich nazwiska przez przyszłą małżonkę
        • kamelia04.08.2007 Re: co do zasady sie zgodzę 25.01.08, 15:38
          1. wieksze wesele jest trudniej ogarnac organizacyjnie, tak, zeby
          nie zaliczyc głupiej wpadki, choc i takie może byc dobrze zrobione i
          staranne. Chodziło mi o to, ze panstwo mlodzi moga z kazdym chwile
          porozmawiać na mniejszym weselu.

          2. co do duzych rodzin i duzych wesel w zwiazku z tym, otóz był slub
          rodzenstwa: najpierw slub brało rodzenstwo nr 1, gosci było ok. 75,
          potem slub brało rodzenstwo nr 2: gosci 160.
          Chodzo mi o to, zeby zapraszac te osoby z którymi sie utrzymuje
          kontakt (lub, z którymi sie kontakt utrzymywac chce), a nie jak
          wujka Staszka, to i jego siostre z drugiegom konca PL +jej dzieci,
          których sie nie zna, ale tak niby wypada

          3. owszem gosci decyduja o poziomie wesela, ale poziom wesela
          narzucaja panstwo młodzi wybierajac styl tego. Powołujac przyklad
          ww. wesel na weselu nr 1 powazny człowiek zachowywał sie poważnie,
          tanczył, rozmwaiał, jadł i pił (umiarkowanie), przy weselu nr 2 w
          tego samego czlowieka powaznego cos wstapiło i wystapil z wlasnej
          inicjatywy w "srednio-eleganckiej" zabawie, widok był przykry
          (panstwo młodzi zorganizaowali zabawy w trakcie wesela).
          na jednym weselu była w miejscu przyspiewek ludowych i.santor i f.
          sinatra, na drugim wszystkie rybki spia w jeziorze itd

          4. zgadzam sie, badziewna kapela potrafi zepsuc wesele

          5. prawda jest, ze przyjecie jest na pokaz, ale pokazujemy co:
          zastaw sie a postaw, czy co cos ładnego


          6. mam dwuczlonowe nazwisko, i tez jestesmy jedna rodziną, bo nie
          nazwisko swiadczy o tym ,że jestesmy rodziną, ale więź emocjonalna
          miedzy nami (oraz więź prawna). Nie bardzo wiem na czym polega
          praktycznosc, że zona tak samo sie nazywa jak mąż.

          7. panowie może sie kiedys zmienia na bardziej partnerskich a
          mniej "tradycyjnych"
          • fruzia01 Re: co do zasady sie zgodzę 25.01.08, 16:12
            kamelia04.08.2007 napisała:

            > 2. co do duzych rodzin i duzych wesel w zwiazku z tym, otóz był slub
            > rodzenstwa: najpierw slub brało rodzenstwo nr 1, gosci było ok. 75,
            > potem slub brało rodzenstwo nr 2: gosci 160.
            > Chodzo mi o to, zeby zapraszac te osoby z którymi sie utrzymuje
            > kontakt (lub, z którymi sie kontakt utrzymywac chce), a nie jak
            > wujka Staszka, to i jego siostre z drugiegom konca PL +jej dzieci,
            > których sie nie zna, ale tak niby wypada
            >

            no tak, pozostaje jeszcze zdefiniować co to jest duże wesele: dla mnie 75 osób
            to już dużo;małe wesele to 30,max 40 osob;poza tym zgadza się, że należy
            zaprosić te osoby z którymi utrzymuje się/chce się utrzymać kontakt; to właśnie
            miałam na myśli mówiąc "bliscy" i jak się takich osób ma dużo, to jakoś dziwnie
            zapraszać np.połowę z nich, bo postawiliśmy limit 30 osób uncertain ja w takiej
            sytuacji wolałabym wcale wesela nie organizować


            > 3. owszem gosci decyduja o poziomie wesela, ale poziom wesela
            > narzucaja panstwo młodzi wybierajac styl tego. Powołujac przyklad
            > ww. wesel na weselu nr 1 powazny człowiek zachowywał sie poważnie,
            > tanczył, rozmwaiał, jadł i pił (umiarkowanie), przy weselu nr 2 w
            > tego samego czlowieka powaznego cos wstapiło i wystapil z wlasnej
            > inicjatywy w "srednio-eleganckiej" zabawie, widok był przykry
            > (panstwo młodzi zorganizaowali zabawy w trakcie wesela).
            > na jednym weselu była w miejscu przyspiewek ludowych i.santor i f.
            > sinatra, na drugim wszystkie rybki spia w jeziorze itd
            >

            o tak, przyznaję, zapomniałam o zabawach. Wszelkie jejeczka w nogawkach, tańce w
            pozcyji horyzontalnej i inne macanki to straszna oblecha!

            Ogólnie uważam że przyzwoici goście plus przyzwoita muzyka bez discopolo i
            innych sokołów minus głupkowate gry dają bardzo dobry efekt. A to czy na stole
            będzie schabowy czy homar to drugorzędna sprawa.


            > 5. prawda jest, ze przyjecie jest na pokaz, ale pokazujemy co:
            > zastaw sie a postaw, czy co cos ładnego

            Ja w ogóle nienawidzę robić czegokolwiek na pokaz. Nie trawię przesady ani w
            jedną stronę (wiocha, tandeta i posólstwo) ani w drugą (sztywne ą-ę). Wesele
            organizuję żeby pobawić się z bliskimi,potańczyć, porozmawiać, pośmiać się a nie
            żeby cokolwiek przed kimkolwiek udowadniać albo się chwalić.

            > Nie bardzo wiem na czym polega praktycznosc, że zona tak samo sie
            > nazywa jak mąż.

            Dwuczłonowe nazwisko też jest w tradycji dobrze przyjęte. Wydaje mi się że
            niepraktyczne byłoby, gdyby żona nazywała się Kowalska a mąż Nowak. Np idziemy
            na jakąś imprezę, przedstawiamy się i jest jasne, że jesteśmy małżeństwem (nikt
            nie pomyśli że Nowak przyprowadził sobie kochanke tongue_out ) Ale to jest tylko moje
            prywatne "tak mi sie wydaje", którym się dzielę na forum; nie chciałabym dalszej
            polemiki w tym temacie,bo jak już wspomniałam, rozumiem dziewczyny chcące zostać
            przy swoim nazwisku


    • kratka-w-kratke Re: siła tradycji 25.01.08, 15:53
      tradycja nie jest czymś, co trzeba przyjąć
      > bez refleksji i bez uporu. Tradycja musi być rewidowana od czasu
      do czasu. Trad
      > ycja też podlega prawom ewolucji, nawet musi podlegać, inaczej
      staje się skamie
      > niałością.

      Dokladnie tak jest poza ta jedna bardzo znaczaca sprawa, ze tradycja
      rewiduje sie sama. To nie jest tak, ze skrzyknie sie kilka osob i
      zdecyduja, ze nie beda przyjmowali bezrefleksyjnie tradycji i w ten
      sposob ja beda rewidowac. To sie dzieje stopniowo i dzieje sie samo.
      Poza tym zupelnie nie zgadzam sie z tym co piszesz. Zgodnie z tym co
      ja widze i mysle, to ludzie pobieraja sie dlatego, ze sie kochaja,
      chca byc razem, chca miec dzieci, szczerze pragna sie pobrac i nie
      robia tego ani dla rodzicow, ani po to, zeby sie pokazac.
      Aha, no i ludzie w Polsce nie sa znowu tacy biedni, przeciz
      gospodarka sie rozwiaja, mlodzi ludzie coraz lepiej zarabiaja,
      wyjezdzaja itd. No a wesela tez nie sa takie strasznie drogie.
      a jesli chodzi o nazwisko, to przeciez zmieniac nia trzeba, ale mnie
      sie tez kiedys wydawalo, ze chce miec tylko swoje, potem jak
      poznalam przyszlego meza, to bardzo bardzo chce miec takie nazwisko
      jak on. I dla mnie to powod do zadowolenia, ze bede miala takie
      nazwiko jak on i ze bedziemy w ten sposob tworzyc wspolnote. No i z
      tego co widze, to moje kolezanki mysla tak samo.
    • kratka-w-kratke a siła tradycji jest wielka 25.01.08, 15:56
      i mnie sie to baaaardzo podobasmile Chociaz moj slub bedzie wbrew
      tradycji, ale polska tradycja jest piekna!
Pełna wersja