mell24 02.07.08, 13:14 Trafiłam na taki artykuł www.charaktery.eu/artykuly/Milosc-Przyjazn-i/256/I-na-zawsze-razem-nawet-gdy-osobno/ fajny,ale dość przerażający. Jak podchodzcie do tej kwestii? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
kavainca Re: ślub...co dalej? 02.07.08, 13:46 Początek przerażajacy, ale koniec optymistyczny. A więc albo dbamy o nasze związki, albo rozwód. Odpowiedz Link Zgłoś
mojboze Re: ślub...co dalej? 02.07.08, 14:06 Fajny i mądry artykuł. wcale nie jest łatwo kochać całe życie. Mnie poraziły słowa tych dwóch mężczyzn z case'ów. Jak łatwo oddalają się od żon. Ten pierwszy to po prostu suk...n. Jak można tak traktować matkę swoich dzieci? Chyba najlepszy pomysł na związki, to miłość, szacunek, zaufanie - do partnera, ale przede wszystkim do siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
mell24 Re: ślub...co dalej? 02.07.08, 14:15 ja mam wrażenie, że kiedy jesteśmy zajęci przygotowaniami do ślubu, to nie bardzo chcemy/ mamy czas na takie przemyślenia :"co zrobię jeśli..."natomiast kiedy faktycznie trzeba podjąć jakąś decyzję, wiele osób idzie na tzw. łatwiznę i wybiera rozwód - przecież może być "na spokojnie i bez emocji" i nikt nie musi ucierpieć na tym... Odpowiedz Link Zgłoś
kavainca Re: ślub...co dalej? 02.07.08, 14:24 albo wręcz odwrotnie; znajduja sie samarytanki które trwaja przy swoich mezach mimo ze ten np. bije albo notorycznie zdradza. Czytałyście nową Grocholę? Jest o przemocy. Dla mnie przerażające było to, że książka pokazuje jak łatwo można dać się wmanipulować(( Jest taka modlitwa: Panie pozwól mi zmienić to co zmienić mogę, zakakceptować to czego zmienić nie mogę i daj mi mądrość żeby odróżnic jedno od drugiego!!!) Wiecie, mnie sie wydaje że w małżeństwie jest jak w tej modlitwie. Trzeba odróznic kiedy to jeszcze miłość, a kiedy już głupota! Rany mnie to dziś mocno pogięło z tym filozowaniem buhaha!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
justynaaaa2 Re: ślub...co dalej? 02.07.08, 14:47 kava ja tam nie uważam, żeby Cię pogięło z filozofowaniem. Właśnie moim zdaniem fajny temat do dyskusji, bo trzeba się zmusić do jakichś przemyśleń i trochę pogłówkować. Artykuł całkiem ciekawy, pewnie dlatego, że bardzo prawdziwy w dzisiejszym świecie. Niestety coraz trudniej dożyć w zgodzie i szczęściu 50 rocznicy ślubu, zazdroszczę tym co im się to udaje Niestety wspólne życie to nie tylko głaskanie, uśmiechy i szczęśliwa rodzinka z reklamy jedząca razem pyszne śniadanko. Wspólne życie to także problemy i zakręty, które trzeba pokonać. I największym szczęściem nie jest unikanie tych nieszczęść a posiadanie umiejętności, aby przez nie wspólnie i z sukcesem przebrnąć. Okres zakochania, narzeczeństwa i pierwszych chwil jest cudowny ale dla mnie o wiele cenniejsze są przyjaźń i szacunek okraszone nutą miłości po przeżyciu wielu, wielu lat razem Odpowiedz Link Zgłoś
mell24 Re: ślub...co dalej? 03.07.08, 07:50 Zastanawiam się tylko, czy to nie jest tak, że jeśli ludzie już na początku małżeństwa, albo jeszcze przed ślubem założą, że w razie czego zawsze można się rozstać ( rozwieść...)- czy to przypadkiem nie wpływa na ich późniejsze decyzje o rozwodzie?! Nie ma już tzw. świętości małżeństwa - i nie mówię tu o sytuacji, kiedy mąż bije żonę a ona z pokorą przy nim trwa i wszyscy udają, że nie wiedzą co dzieje i, że jest sielanka...Chyba w każdym małżeństwie mogą się zdarzyć ( i pewnie się zdarzają) chwile lepsze i gorsze, ale sztuką, jak sądzę, jest jakoś poradzić sobie z tymi trudnymi... A jakie jest Wasze podejście? Co, gdyby okazało się, że ukochany nie jest takim człowiekiem, jaki Wam się na początku wydawał? Bierzecie pod uwagę możliwość rozstania, włącznie z rozwodem, czy będziecie walczyć do końca i trwać pzy mężu na dobre i złe? Odpowiedz Link Zgłoś
kavainca Re: ślub...co dalej? 03.07.08, 08:03 Wiesz, chyba kazda z nas teraz wierzy, że to bedzie na zawsze. I każda z nas chce żeby tak było. Nie znam odpowiedzi na Twoje pytanie. Nie wiem kim może sie okazać któryś z naszych męzczyzn. Ale niestety część z nas nie wytrwa tej próby. Polecam wszystkim "Bezradnik" Z. Milskiej-Wrzosińskiej. To książka o tym jak ludzie sie zmieniaja z biegiem czasu. Naprawdę otwiera oczy!! Odpowiedz Link Zgłoś
nati.82 Re: ślub...co dalej? 03.07.08, 08:11 Z moim Mężem jestem od osiemnastego roku życia, czyli już ponad siedem lat. Razem dojrzewaliśmy. Z dzieciaków w okolicach matury przerodziliśmy się w dorosłych ludzi. Były wzloty i upadki, był płacz i śmiech, było zrywanie i wracanie do siebie... Kiedyś widziałam wszystko w biało-czarnych kolorach. Dziś wiem, że życie ma też kolory, że nigdy nie powinno się mówić nigdy, że w życiu wszystko może się zdarzyć. I paradoksalnie wtedy, kiedy "odkryłam" tę złożoną prawdę, zrozumiałam, że właśnie dlatego nasz związek jest taki fajny, że nic nie zakładamy z góry. Jest dobrze i z każdym rokiem lepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
kavainca Re: ślub...co dalej? 03.07.08, 08:50 To teraz juz wiem czemu sie przeraziłaś - wspólne dojrzewanie itp nic sie nie martw, tylko dbaj o tą miłość. Wiele zalezy od Was samych i to jest dobra wiadomość A u nas inaczej. Poznalismy sie 5 lat temu. Ja mialam 25, on 31 lat. Oboje bylismy poranieni i musielismy sporo w sobie przerobic żeby byc ze sobą. Oczywiście tez było rozstanie, które uzmysłowiło nam to co nas łączy. Czy troszkę pózniejsza miłość jest łatwiejsza? - nie powiem!!! Odpowiedz Link Zgłoś
mell24 Re: ślub...co dalej? 03.07.08, 09:12 Nati, my mieliśmy podobnie - poznaliśmy się w wieku 18 lat, jesteśmy razem już prawie 6 - w tym roku się pobieramy... Razem weszliśmy w dorosłość - wspieraliśmy się, towarzyszyliśmy sobie w wydarzeniach przełomowych (matura, egzaminy na studia, sesje już na studiach...obrona prac magisterskich, pierwsza praca i inne pozanaukowe i pozazawodowe kwestie).Powiem Wam dziewczyny, że nasza miłość również dojrzewa razem z nami - czasem jest lepiej, a czasem gorzej - jak to w życiu, ale nie wyobrażam sobie, że mogłoby go nie być obok mnie...Nie jesteśmy symbiotycznie związani z sobą - potrafimy spędzać czas osobno...nie mieszkamy razem, dlatego strasznie cieszymy się, że wkrótce to się zmieni - odliczam już dni do naszego ślubu. Z drugiej strony mam świadomość, że ludzie się zmieniają po latach...i tak może być też z nami...Warto chyba się też zastanowić co będzie kiedy np. ukochany "zajrzy do butelki" - czy wtedy go skreślę? Przecież człowiek jest słaby, a przynajmniej bywa czasem... Co jeśli dopadnie go jakaś okropna choroba? ( mój N. jest przewlekle chory od kilku lat). Czy Wam też nasuwają się takie myśli? Bo dziś, kiedy jesteśmy piękni i młodzi, a życie stoi przed nami otworem, wszystko wydaje się łatwe, ale co dalej? Odpowiedz Link Zgłoś
kavainca Re: ślub...co dalej? 03.07.08, 09:22 no ale przecież będziemy sobie ślubować na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie...dla mnie to bardzo wzuruszające. Dziewczyny, przecież każda/y z nas może sie rozchorować, uzaleznić. Może okazac się że nie możemy miec dzieci. Możemy mieć chore dziecko itd. Cholera, przeciez to wszstko moze się zdarzyć. Bo życie to nie je bajka!!! I wtedy musimy zrobić wszystko żeby się nie pogubić. Odpowiedz Link Zgłoś
nati.82 Re: ślub...co dalej? 03.07.08, 09:32 My też nie mieszkaliśmy razem przed ślubem. Ile to się nasłuchałam tekstów, że dopiero, jak zamieszkamy, to się zacznie prawdziwe życie, kompromisy, kłótnie o pierdoły. I co? I nic. Jest lepiej niż było. Kompromisy były i są naturalne. Odkryłam, że Mąż świetnie gotuje A o tym, co będzie, to nie myślę. Sądzę, że skoro potrafiliśmy razem dojrzeć, to i zestarzeć się wspólnie będziemy potrafili Odpowiedz Link Zgłoś
mell24 Re: ślub...co dalej? 03.07.08, 10:29 oj, nam też niektórzy "życzliwi" sugerowali, że jeśli nie zamieszkamy razem przed ślubem, to w życiu nigdy się nie dogadamy Jakoś nie wierzę Wiecie, znajoma, kiedy wychodziła za mąż była mega szczęśliwa, wydawało jej się, że teraz to już może być tylko lepiej - taka królowa życia!25 lat, świetny mąż ( pochodzili oboje z tego samego miasteczka,więc znali się od dziecka)super praca...a kiedy zaszła w ciążę, okazało się, że maluch będzie miał zespół Downa...I SZOK!!! Bo jak to możliwe? oboje młodzi i piękni... Rodzice im bardzo dużo pomagali przy dziecku, wujek z USA przysyłał bardzo kosztowne odżywki, mały miał rehabilitację...Wprowadzili się do nowego domu...i...okazało się, że mąż nie podołał i ją zostawił z małym, który, nota bene rozwijał się całkiem dobrze, bo poziom upośledzenia nie był duży... Kiedy dowiedziałam się, że się rozwodzą, zapytałam mojego N, czy gdyby miał wybierać: czy nie mieć w ogóle dzieci czy dziecko chore, powiedział, że gdyby okazało się, że ma nam się urodzić chore dziecko i tak byśmy je bardzo kochali, i tak by wolał niż nie mieć dzieci w ogóle... Co Wy byście zrobiły? I Wasi faceci? Druga historia - moi sąsiedzi. Ludzie w wieku około 60 - fajni, bardzo sympatyczni, aktywni fizycznie. Do czasu. Sąsiad zachorował (chyba Alzheimer) - żyje zupełnie w innym świecie, nie mówi, spaceruje bez sensu po ogrodzie ( w kóło), a jego fizjologia...jak niemowlaka Wierzę, że nas nic takiego nie spotka, ale co gdyby? Macie jakiś plan awaryjny? Ależ mnie dziś natchnęło filozoficzny dzień mam, ale chyba warto takie kwestie sobie przemysleć, co? Odpowiedz Link Zgłoś
kavainca Re: ślub...co dalej? 03.07.08, 10:55 Dużo rozmawiam z moim N na podobne tematy - zwłaszcza o dzieciach. Cały czas mówię mu, ze mnie sie wydaję, że faceci z regóły odchodzą kiedy dziecko jest upośledzone, ale nie dlatego że nie dają rady zyć z tym dzieckiem (choc Darwin powiedziałby pewnie, że boją się czy z tą samicą mają jeszcz szansę na sukces reprodukcyjny). Myślę, że faceci odchodzą bo przestają być najwazniejsi dla swoich żon. Generalnie wiekszość znanych mi par przeżyła kryzys, kiedy w ich życiu pojawiło sie baby, ale po jakims czasie wszystko wracało do normy. Kobieta przestawałam miec absolutnego swira na punkcie potomstwa i było ok. Kiedy dziecko jest trudne, bardzo trudna jest też rola partnera zapchnietego na plan dalszy. Myślę, że tak to działa. Więc znów wracamy do punktu wyjścia - trzeba dbac o swoją relację z partnerem i za wszelką cenę próbowac sie nie pogubić. Odpowiedz Link Zgłoś
mojboze Re: ślub...co dalej? 03.07.08, 13:21 Też tak myślę. Docenienie partnera jest bardzo ważne. Pamiętam słowa mojego kolegi, którego żona, a moja koleżanka po urodzeniu dziecka zupełnie przestała o siebie dbać. Do tego stopnia, że on się jej brzydził, a ona się tym nie przejmowała, tylko cieszyła sie, ze daje jej spokój. No, ale są razem mimo wszystko, a ona powoli wraca do siebie. Chore dziecko to jest to czego boję się najbardziej. Mój N. też zapewnia, ze kochałby tak samo itd. Ale widziałam już tyle małżeństw, które się przez to rozpadają... No i jest też kryzys wieku średniego. Znam kupę facetów (w tym mój ojciec), którzy wtedy robią straszne rzeczy. Są nie do poznania. Jakby im mózgi zlasowało,potasowało system wartości i z penisa uczyniło nowe guru. Oczywiście część mężczyzn po prostu kupuje sobie nowy samochód, albo skacze ze spadochronem, ale są tacy, którzy zdradzają, poniżają swoje żony, opuszczają rodziny, biją... Mam nadzieję, że żadnej z nas to się nie przydarzy... Odpowiedz Link Zgłoś
nati.82 Re: ślub...co dalej? 03.07.08, 13:26 Kobiety, co takie smutne tematy? Dzieci będą zdrowe, my się pięknie zestarzejemy, a właściwie nie będziemy się starzeć, bo będzie zawsze młode i piękne... przynajmniej duchowo Odpowiedz Link Zgłoś
mojboze Re: ślub...co dalej? 03.07.08, 13:32 W sumie racja, a jak pojawią się pierwsze zmarszczki, to się poskarżymy na forum Odpowiedz Link Zgłoś
marina111 Re: ślub...co dalej? 03.07.08, 15:12 Kiedys ksiądz powiedział na mszy coś waznego: zapytał jakis kobiety kogo kochaja najbardziej a one odpowiedziały ze dzieci. On im odpoweidzia ze to zle. Bo dzieci sie kocha jak się im daje dobry przykład wiec najbardziej powinny kochąc męża a ta miłośc powinna dawać dzieciom dobry przykład bo to jest miłośc do dzieci. Moja mam stwierdziła ze to dziwne ale mysle ze to ma sens. Wiele kobiet zapomina o mężu i skupia się na dzieciach a jak one odchodza z domu to sie okazuje ze ona nie ma co ze sobą zrobić bo meza tez juz praktycznie nie ma bo od lat ją zdradza np. Odpowiedz Link Zgłoś
kavainca Re: ślub...co dalej? 03.07.08, 15:22 My tez usłyszelismy te słowa w porwdni małżeńskiej, potem na jednym ze ślubów. Dodatkowo moi rodzice zawsze żyli w ten sposób, więc ja nie mam watpliwości że tak będzie dobrze. Kiedy rodzice bardziej kochają swoje potonstwo niż siebie wzajemnie, wtedy czasami utrudniają wejście w dorosłość. Niektórzy nawet czują się zdradzenie do szpiku kości, kiedy ich dorosłe dziecko w pewnym momencie liczy się bardziej ze swoją partnerką niż z nimi. Wiem co mówie - przerabiamy to z rodzicami mojego baaardzo dorosłego N. Odpowiedz Link Zgłoś
mell24 Re: ślub...co dalej? 06.07.08, 14:19 kavainca napisała: > My tez usłyszelismy te słowa w porwdni małżeńskiej, potem na jednym > ze ślubów. Dodatkowo moi rodzice zawsze żyli w ten sposób, więc ja > nie mam watpliwości że tak będzie dobrze. > Kiedy rodzice bardziej kochają swoje potonstwo niż siebie wzajemnie, > wtedy czasami utrudniają wejście w dorosłość. Niektórzy nawet czują > się zdradzenie do szpiku kości, kiedy ich dorosłe dziecko w pewnym > momencie liczy się bardziej ze swoją partnerką niż z nimi. Wiem co > mówie - przerabiamy to z rodzicami mojego baaardzo dorosłego N Nam ksiądz zadał pytanie na naukach przedmałżeńskich : wyobraźcie sobie sytuację - macie malutkie dziecko, a nad jego łóżeczkiem napis "najbardziej na świecie kocham..." i tu każdy jest proszony o uzupełnienie. Wiecie co mówiły kobiety??? MOJE DZIECKO. A ksiądz na to, że jak dziecko odejdzie z domu ( jeśli się to w ogóle uda - znacie określenie toksyczni rodzice?)to małżeństwo się rozpadnie, bo to co może zrobić najlepszego żona i mąż, to pokazać dziecku jak kochać, poprzez miłość wzajemną. Odpowiedz Link Zgłoś
justynaaaa2 Re: ślub...co dalej? 03.07.08, 15:24 Ja też uważam, że coś w tym jest Poza tym mi się wydaje, że nie można tych miłości porównywać, bo jest to coś zupełnie innego. Faceta możesz pokochać za coś, za to jaki jest, że ma to coś, ale to w sumie obca osoba a dziecko kochasz, bo jest jakby częścią Ciebie i jest to miłość bezwarunkowa. Odpowiedz Link Zgłoś
mojboze Re: ślub...co dalej? 04.07.08, 15:41 No tak, ale z drugiej strony słyszę od młodych matek (wcześniej po uszy zakochanych w mężach), że po urodzeniu dzieci wszystko się zmienia. Dziecko stoi w centrum uwagi. Zresztą potwierdzają to teorie zmiany cywylizacyjnej-kiedyś dziecko było ważne, ale dzieci umierały i nie przywiązywano się do nich tak bardzo, jedno zmarło, trudno, pacierz za duszyczkę i robimy następne. Ale w XX wieku dzieci zaczęły stanowić kapitał, są rzadsze i "bardziej doinwestowane", więc stają się cenniejsze... Ja już widzę dużo zmian. Jak byłam mała miałam mnóstwo wolności, byłam samodzielna, w wieku 8 lat sama przemierzałam Warszawę i nie było to jakieś dziwne. Teraz matki bardzo przywiązuję się do dzieci, czasem przesadzają... Też macie podobne spostrzeżenia? Odpowiedz Link Zgłoś
marina111 Re: ślub...co dalej? 03.07.08, 14:57 Miałam własnie takie przemyślenia wzoraj gdy kolezanka powiedziała ze ma problem z rodzicami. Odkad sie wyprowadziła oni juz własciwie przestali być razem. Moi rodzice zawsze byli dobrym małżęństwem, okazywali sobie uczucia, rozmawiali o wszystkim a ja myślalm ze to takie proste tak życ. Kiedy wczoraj słuchałam kolezanki to dotarło do mnie ze moim rodzicom się udało. W kontekście mojego przyszłego slubu to przerazające... a jesli mi sie nie uda. Pociesza mnie jednak to ze moi rodzice dawali mi dobrzy przykład przez te wszystkie lata. Małężństwo moich przyszłych tesciów tez chyba było udane wiec sądze ze on równiez ma dobre wzorce. OBY i nam się udało. Odpowiedz Link Zgłoś
mike2005 Lektura obowiązkowa! 05.07.08, 09:16 Do czytania takich artykułów powinno się obligować wszystkich młodych ludzi płci obojga zamierzających wstąpić w związek małżeński. Może jeden z drugą by się zastanowili dwa razy, czy na pewno im tego potrzeba. Tak jak jedna z forumek napisała, obrazek przedstawiający kochającą się rodzinkę podczas wspólnego śniadanka w domowym ogródku to nie jest norma w dzisiejszych czasach. Dziś normą staje się domestic violence... Z jednym w artykule jednak nie mogę się zgodzić - jakoby zarabianie pieniędzy mogło zabijać fantazję. Wręcz odwrotnie, to brak kasy zabija najskrytsze marzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
mell24 Re: Lektura obowiązkowa! 06.07.08, 14:28 mike2005 napisał: > to brak kasy > zabija najskrytsze marzenia. I tu się nie zgodzę! Może brak kasy zabija TWOJE marzenia?! Nie przypisujmy innym własnych motywów działań i potrzeb, co? Mój N wychował się w tzw. rodzinie wielodzietnej, bardzo głęboko wierzącej. Jest ich czworo - kiedy byli dziećmi, ich rodzice ( moi przyszli teściowie) nie zarabiali specjalnie dużo ( teściowa opiekowała się dziećmi i zajmowała domem, dopiero od kilku lat, kiedy dzieci się usamodzielniły poszła do pracy...)mimo, że nie wiodło im się i krótko mówiąc żyli w biedzie, każde z ich dzieci ma obecnie wykształcenie, dość dobrą pracę ( nie zarabiają kokosów, ale nie wydaje mi się, żeby byli nieszczęśliwi)i przede wszystkim RODZINE - bo to właśnie było ich głównym marzeniem...Obawiam się, że ludzie, którzy myślą, że dzięki pieniądzom spełnią swoje marzenia, mylą się i ostatecznie być może zdobędą "wuchtę kasy", prestiż i co tam jeszcze, ale tego, czego za pieniądze kupić nie można - NIGDY!!! - miłość, szacunek na pewno nie! Ale jak pisałam, zależy, co kto rozumie pod pojęciem "spełnianie marzeń"... Odpowiedz Link Zgłoś