Problem z sąsiadką

24.08.08, 20:48
Robimy nie duże wesele, takie dla najbliższej rodziny a ponieważ mieszkamy na
wsi to uznaliśmy że zaprosimy także sąsiadów. Problem w tym że moje sąsiadki
mają już dorosłych synów i ich także wypadałoby zaprosić z osobą
towarzyszącą... Uznałam że najlepiej będzie jeżeli zaproszę po prostu rodziców
z dziećmi i nie sądziłam że tym sposobem wywołam taką burzę sad otóż sąsiadka
przyszła do mojej babci (nie do mnie) z pretensjami jak to ja mogłam nie
zaprosić jej syna który to ma już 20 lat i dziewczynę bez osoby towarzyszącej
a zaprosiłam moją kuzynkę jak to nazwała gó..arę 17 letnią z chłopakiem!
Dodam że jej synalek w życiu mi nawet cześć nie powiedział nie mówiąc już o
bliższej znajomości.
No po prostu jestem załamana... dziewczyny co ja mam robić teraz? Tłumaczyć
się że nie robimy dużego wesela czy zostawić to tak jak jest?
    • kamelia04.08.2007 Re: Problem z sąsiadką 24.08.08, 21:06
      felicja-its-me napisała:

      > sąsiadka
      > przyszła do mojej babci (nie do mnie) z pretensjami jak to ja
      mogłam nie
      > zaprosić jej syna który to ma już 20 lat i dziewczynę bez osoby
      towarzyszącej
      > a zaprosiłam moją kuzynkę jak to nazwała gó..arę 17 letnią z
      chłopakiem!


      a skąd sąsiadka wie, że zaprosiłas 17-letnią kuzynke z os.
      towarzyszacą????

      a wracajac do tematu, jak juz namyślilas sie na sasiadów z dziećmi,
      to niestety "dziecko" 20-letnie wypadałoby zaprosic z osoba
      towarzyszącą. To była gafa z twojej strony.
      Z drugiej strony trzeba byc na prawde bezczelnym (chodzi mi o
      sąsiadkę) by zgłaszac się z roszczeniami i pretensjami do twojej
      babci, zamiast do ciebie. Skoro sąsiadka czuje sie dotknieta, a nie
      ma odwagi powiedziec tego tobie wprost, to niech nie przychodzi na
      wesele, przeciez to nie przymus tylko zaproszenie.

      Co masz zrobic? Teraz nie wiem. Błędem było zaproszenie sąsiadów
      z "dziecmi", zwłaszcza, że "dzieci" te na co dzień udaja, że cie nie
      znają. Jesli juz chcialas byc gościnna, to wystarczyloby samych
      sasiadów.

      Jesli jeszcze nie rozdalas wszystkich zaproszen, a masz zamiar dalej
      zapraszac sąsiadów, to zrezygnuj z zapraszania ich "dzieci".
      A tak szczerze, jesli myslisz o weselu tylko dla najblizszych, to w
      ogole bez sąsiadów (jesli ty i wasza rodzina jesteście z nimi
      najwyżej na dzien dobry).
    • kamelia04.08.2007 a i jeszcze.... 24.08.08, 21:11
      felicja-its-me napisała:

      >co ja mam robić teraz? Tłumaczyć
      > się że nie robimy dużego wesela czy zostawić to tak jak jest?

      nie tłumaczyc się, bo po pierwsze tłumaczą się (i plącza przy tym)
      winni*, a po drugie to otrzymanie od kogos zaproszenia** na wesele
      jest wyróżnieniem dla ZAPRASZANEGO.


      * cała twoja wina, to gafa z tymi "dziećmi", ale bez przesady

      ** pod warunkiem, że to zaproszenie na wesele nie jest ostentacyjnym
      zapychaniem dziury po tych gosciach co wczesniej odmówili
      • felicja-its-me Re: a i jeszcze.... 24.08.08, 21:55
        kamelia04.08.2007 napisała:
        > ** pod warunkiem, że to zaproszenie na wesele nie jest ostentacyjnym
        > zapychaniem dziury po tych gosciach co wczesniej odmówili

        Sąsiadkę zapraszałam w tym samym dniu co resztę mojej rodziny. A na zaproszeniu
        napisałam dokładnie "z rodziną", ponieważ mają jeszcze 3 córki w podstawówce.
        Może i masz rację że to gafa zapraszać bez osoby 20 letniego chłopaka ale liczba
        miejsc w lokalu jest niestety ograniczona a na obecności osoby która na co dzień
        udaje że mnie nie zna w sumie mi nie zależy.
        • kamelia04.08.2007 Re: a i jeszcze.... 24.08.08, 22:18
          ** nie odnosiły sie akurat do ciebie, tylko do niestety powszechnej
          praktyki tzw. list rezerwowych czy dopraszania gosci po tych
          gosciach co odmowili.


          Co do panien w podstawówce, to zapraszanie takich z os. towarzyszaca
          byłoby równie poronionym pomyslem co dawanie "pierwszo-komuniście"
          pierścienia czystości.

          Nadal twierdzę, że zapraszanie osób, z którymi sie jest najwyżej na
          dzien dobry/cześć jest porażką. Tym bardziej mnie dziwi, że
          zaprsoslas kolesia, który na co dzień udaje że cie nie zna. Poza
          tym, to że jak zapraszasz sasiadke z mężm, nie oznacza, ze masz
          wreczac zaproszenie tzw. przyleglościom.

          Teraz juz nie odkręcisz tego, zostaw sprawe tak jak jest, no chyba,
          że sasiadka przyjdzie co ciebie pyskowac, to wtedy mozna ja
          poinformowac, że jesli sie czuje gleboko obrazona, to niech siedzi w
          domu w dniu twojego slubu (to i lepiej dla ciebie, bo zawsze mniej o
          osobnika obrabiajacego tyłek), a to, że zaprosilas 17-letnią kuzynke
          z os. towarzyszaca, to chyba nie jej sprawa.
        • quasimodo82 Re: a i jeszcze.... 26.08.08, 18:35
          Wiesz, chyba bym wprost powiedziala sasiadce, ze czujesz sie zaskoczona, ze ten
          jej syn w ogole sie wybiera, skoro sie nie znacie.
          Poskutkuje to prawdopodobnie tym, ze nikt z tej rodziny nie przyjdzie. Ale za
          taka uprzejmosc sasiedzka, to ja dziekuje.
          P.S. Sama jestem ze wsi i tez mam sasiadow, ktorzy mi "czesc" nie mowia, bez
          wyraznej przyczyny. Zapraszanie ich na wesele jest ostatnia rzecza, jaka bym
          zrobila.
    • magdafil Re: Problem z sąsiadką 25.08.08, 07:58
      moim zdaniem zapraszanie 20 letniego chlopaka bez osoby
      towarzyszacej to gafa z Twojej strony, ale jeszcze wieksza porazka
      jest zapraszanie na swoje wesele osoby, ktore na codzien nie mowi Ci
      nawet czescsmile
      Ale to Twoje sprawa, skoro juz tak zrobilas, to teraz na Twoim
      miejscu zostawilabym wszystko tak jak jest i dala z Tym sobie
      spokoj. I tak tak zawsze znajdzie sie ktos, kto bedzie Cie
      obgadywal, niestety ale nie zadowolisz wszysstkich.
      pozdrawiam
    • nati.82 Re: Problem z sąsiadką 25.08.08, 09:32
      Zgadzam się z przedmówczyniami, że popełniłaś gafę. Dwudziestoletni chłopak
      powinien dostać odrębne zaproszenie. Natomiast nie rozumiem dlaczego "wypadało"
      zapraszać dzieci sąsiadów. Skoro robisz małe wesele nie musisz zapraszać całych
      rodzin.
    • liliana-84 Re: Problem z sąsiadką 25.08.08, 10:05
      Felicja, a ty jak byś się poczuła, gdyby ciebie zaproszono na czyjeś
      wesele, a twojego narzeczonego nie? Albo odwrotnie. Popełniłaś
      wielką gafę. Powinnaś albo zaprosić tylko sąsiadkę z mężem albo
      razem z nimi ich dzieci z osobami towarzyszącymi.
      • michal_powolny12 Re: Problem z sąsiadką 25.08.08, 23:40
        Q czym problem? facet ma lat 20 i coi z tego? Zapraszam jego a nie
        jakąś jego pannę(chłopaka). Znam go i chcę z nim dzielić radość z
        okazji ślubu a nie z bandą nieznanych mi osobników. Zapraszano mnie
        solo i to po ślubie. Żona także jeździła na wesela sama-bo takie
        były zaproszenbia. I nikomu z nas koronka z główki nie spadła.
        Zrozumieć to takie trudne?
        • izazdo popieram 26.08.08, 12:36
          Ja uwazam, ze mlodzi mają prawo zaprosic czlowieka doroslego bez
          osoby towarzyszacej, jesli nie jest co najmniej po zareczynach. Nie
          widze powodu do mnozenia calkowicie obcych mi osob na weselu i to w
          wieku, kiedy panna dzis jest taka, a jutro inna. Wesele to impreza
          dla rodzinny i przyjaciol, a nie przelotnych kochasi. Natomiast nie
          wyobrazam sobie zaproszenia solo tylko jednego z malzonkow albo
          narzeczonych (pod warunkiem, ze data slubu nie jest wyznaczona na za
          4 lata, bo taka para nie rozni sie wg mnie od zwyklego "chodzenia").
          Na moje wesele zaprosilam kuzynow w wieku 18-23 lata bez osob
          towarzyszacych, jesli nie byli zareczeni i nikt sie z tego powodu
          nie obrazil, w mojej rodzinie to calkowicie normalne.

          Podsumowujac: uwazam, ze mlodzi maja prawo zaprosic bez partnera
          osobe, ktora nie jest zareczona lub zamezna/zonata, natomiast jesli
          taka osoba uwaza, ze bez przyprowadzenia z sobą słupa nie bedzie sie
          dobrze bawic, to ma prawo nie przyjsc (za co z kolei mlodzi nie moga
          sie obrazic). Za to wytykanie, kogo mlodzi zaprosili, a kogo nie,
          jest szczytem chamstwa. W ogole zapraszanie sasiadow (tylko dlatego
          ze sa sasiadami) uwazam za poroniony pomysl. Po slubie wodke mozna
          zaniesc i ciasto, ale na wesele?
          • dirgone Re: popieram 26.08.08, 12:39
            Heheh, rozumiem, że ja nie powinnam z moim lubym być nigdzie razem zapraszana.
            Zaręczeni nie jesteśmy, a "tylko" mieszkamy ze sobą 3 lata...
            • nati.82 Re: popieram 26.08.08, 12:48
              No własnie. Co mają zaręczyny do pójścia z kimś na wesele? Jesli dorosła osoba
              ma kogoś to nie widzę powodu, dla którego miałaby na wesele iść sama. Chyba że
              nie pozwala im na to czysty egoizm pary młodej, która nie martwi się o to, że
              dana osoba nie ma pary, a raczej cieszy się że zaoszczędzi!
              • izazdo Re: popieram 26.08.08, 13:06
                > No własnie. Co mają zaręczyny do pójścia z kimś na wesele?

                Ano to, ze wg w mojej rodzinie wesele jest impreza dla rodziny i
                przyjaciol, a konkubent członkiem rodziny nie jest. Jesli ktos z
                moich krewnych zyje w konkubinacie, a konkubent nie jest
                jednoczesnie moim przyjacielem, tylko po prostu kochasiem
                krewnego/krewnej, to owej osoby nie zapraszam.


                > Jesli dorosła osoba
                > ma kogoś

                Co to znaczy: ma? To, ze kuzynka z kims sypia nie znaczy jeszcze, ze
                MUSZĘ tę osobę zapraszać na wesele. I nie jest to kwestia
                oszczędnoci tylko pewnych zasad. W mojej rodzinie konkubinat ani
                spotykanie sie z kims bez powazniejszych planow nie jest
                wystarczajacym uzasadnieniem do wprowadzenia kogos na impreze
                rodzinna.

                Oczywiscie, sa rozne modele rodzin i nie twierdze, ze moj jest
                jedyny uzasadniony. Twierdze natomiast, ze nietaktem jest
                nieszanowanie zasad panujacych w danej rodzine i decyzji mlodych.
                Dlatego strzelenie focha za zaproszenie bez konkubenta uwazam za
                szczyt buractwa.
                • nati.82 Re: popieram 26.08.08, 13:10
                  Szczytem buractwa z twojej strony jest ignorowanie i olewanie ludzi dlatego, że
                  nie przyjmują takich zasad, jakie ty sobie upodobałaś. A szczytem braku kultury
                  jest zapraszanie dorosłych bez osób towarzyszących, zwłaszcza w przypadku, gdy
                  te osoby mają. I to tak rodzinnie mówisz sobie zyjecie dziwnie?
                  • izazdo Re: popieram 26.08.08, 13:28
                    > Szczytem buractwa z twojej strony jest ignorowanie i olewanie
                    ludzi dlatego, że
                    > nie przyjmują takich zasad, jakie ty sobie upodobałaś.


                    1. nie ja, tylko cala rodzina. Same osoby zainteresowane tez, taka
                    jest u nas norma. Kiedy ja bylam juz pelnoletnia i mialam chlopaka,
                    ale nie bylam zareczona, tez na wesela chadzalam sama. I swietnie
                    sie bawilam.

                    2. Nie ignoruje ludzi i ich nie olewam. Czy ja powiedzialam, ze
                    traktuje ich jak powietrze? Ale czym innym jest zamienic uprzejmie
                    kilka slow, a czym innym przedstawiac wszystkim ciotkom. Zwiazki
                    mlodych doroslych (18-23 lata) czesto sa krotkotrwale i wg naszych
                    rodzinnych kanonow glupio by bylo na kazde wesele przychodzic z
                    innym chlopakiem.


                    >A szczytem braku kultury
                    > jest zapraszanie dorosłych bez osób towarzyszących, zwłaszcza w
                    przypadku, gdy
                    > te osoby mają

                    Kultura jest pojeciem wzglednym, w niektorych krajach obrazaja sie,
                    jesli jedząc nie mlaskasz i nie bekasz, w innych wrecz przeciwnie. W
                    naszym środowisku zapraszanie parami tylko od zaręczyn w górę jest
                    standardem i nikt nie uwaza tego za nietakt. U nas w rodzinie nie
                    istnieje kategoria "osoba towarzysząca", nikt nie zyje w
                    konkubinacie, a panny czy kawalerowie zaczynaja sie pojawiac na
                    spotkaniach oficjalnych (a do takich nalezy slub) dopiero po
                    zareczynach. Nawet i dla samych kuzynow lepiej, jesli nikt nie
                    pomyli chlopaka obecnego z byłym (imię, profesja, cokolwiek). Czy
                    tak ciężko to zrozumieć?
                    • nati.82 Re: popieram 26.08.08, 13:38
                      Jeśli wam to pasuje, to oczywiście jest to wasza sprawa, tylko trudno mi
                      zrozumieć, że dziewczyna czy chłopak, która żyje w związku z radością idzie na
                      wesele sama. Według mnie takie traktowanie swoich gości jest właśnie
                      traktowaniem ich jak powietrze. A najśmieszniejsze jest to, że zaręczyny
                      traktujecie jako wkupienie do rodziny. Chore i zamknięte zasady. Tyle.
                      • izazdo Re: popieram 26.08.08, 13:53
                        Coz, sa jeszcze rodziny, dla ktorych slub to cos wiecej niz okazja
                        do olśnienia rodzinki przepychem i skręcenia sąsiadów z zazdrosci.
                        Dla nas to deklaracja wziecia odpowiedzialnosci za druga osobe,
                        powazne zobowiązanie. Chcesz byc traktowany powaznie, to się okresl.
                        A jak zwiazek jest na etapie "przygladania sie" drugiej strony, bez
                        powaznej deklaracji jaka sa zareczyny, to trzeba przyjac tego
                        konsekwencje. Wersja demo nie zapewnia wszystkiego.


                        > najśmieszniejsze jest to, że zaręczyny
                        > traktujecie jako wkupienie do rodziny

                        Nie. Wejscie do rodziny jest w momencie slubu. I tak jest nie tylko
                        wg naszych norm rodzinnych, ale i wg polskiego prawa.
                        • nati.82 Re: popieram 26.08.08, 13:58
                          Sama sobie przeczysz. Najpierw piszesz, że jesli ludzie nie są zareczeni, to
                          jedna z osób nie ma co liczyć na zaproszenie na slub z osobą towarzyszącą i że
                          twoja rodzina bawi się tylko w gronie rodzinnym, co jest chyba równoznaczne z
                          tym, że narzeczeni zasłużli już, żeby w ten ciasny, zamknięty krąg wejść, a
                          teraz wyjeżdzasz z z tekstami o małżeństwie. Dziwne, żeby dwudziestolatkowie
                          zaręczali się i pobierali, więc automatycznie skazujecie ich na zabawe
                          jednoosobową. Ale jak juz napisałam: jesli wam to pasuje...
                          • izazdo Re: popieram 26.08.08, 14:12
                            Nie przecze sobie. To, co napisalam o malzenstwie to byla odpowiedz
                            na stwierdzenie, ze wkupieniem sie do rodziny są zareczyny. Nie są
                            wkupieniem się, bo momentem wejscia do rodziny jest slub. Natomiast
                            zareczyny sa oswiadczeniem woli i podjeciem krokow w kierunku
                            zawarcia malzenstwa.


                            > Dziwne, żeby dwudziestolatkowie
                            > zaręczali się i pobierali, więc automatycznie skazujecie ich na
                            zabawe
                            > jednoosobową.


                            Rzeczywiscie, straszna trauma. Jakos nie zauwazylam, zeby w
                            dzisiejszych czasach na parkietach królowały tańce standardowe,
                            ktorych bez partnera sie nie zatanczy, a do dyskotekowego
                            podrygiwania kuprem partner nie jest potrzebny. Zreszta, dobrze
                            wychowany mezczyzna obtancowuje rozne partnerki, nie tylko wlasna i
                            nie jest niczym dziwnym, jesli poprosi do tanca nie tylko zone, ale
                            rowniez jej siostre czy kuzynke. Z wlasnym kuzynem czy bratem tez
                            mozna zatanczyc. Chyba, ze dla kogos tancem jest uwieszenie sie na
                            partnerze i z rekami na jego posladkach.
                            • nati.82 Re: popieram 26.08.08, 14:17
                              Kulturalna rodzina pozwala, żeby jego członek sam wybrał z kim chce się bawić.
                              • izazdo Re: popieram 26.08.08, 14:31
                                > Kulturalna rodzina pozwala, żeby jego członek sam wybrał z kim
                                chce się bawić.

                                Totez sam wybiera, tyle że z ograniczonej puli.
                                • dirgone Re: popieram 26.08.08, 14:40
                                  Izazdo, mam jeszcze jedno pytanie.
                                  Załóżmy, że z moim obecnym partnerem, konkubentem, z ktorym żyję, mieszkam i
                                  sypiam, mam troje dzieci. Kto w takiej konfiguracji zostałby zaproszony na twoje
                                  kulturalne wesele? Ja sama? Ja + dzieci? Ja+dzieci+konkubent, wkupiony poprzez
                                  więzy krwi do rodziny, jako ojciec dzieci? A może nikt, bo takiej patologii się
                                  nie zaprasza?
                                  • izazdo Re: popieram 26.08.08, 14:50

                                    > Izazdo, mam jeszcze jedno pytanie.
                                    > Załóżmy, że z moim obecnym partnerem, konkubentem, z ktorym żyję,
                                    mieszkam i
                                    > sypiam, mam troje dzieci. Kto w takiej konfiguracji zostałby
                                    zaproszony na twoj
                                    > e
                                    > kulturalne wesele? Ja sama? Ja + dzieci? Ja+dzieci+konkubent,
                                    wkupiony poprzez
                                    > więzy krwi do rodziny, jako ojciec dzieci? A może nikt, bo takiej
                                    patologii się
                                    > nie zaprasza?


                                    Nie mam takiego przypadku w rodzinie. Ale gdyby był, to wszyscy.
                                • nati.82 Re: popieram 26.08.08, 14:41
                                  O jakim wyborze mówisz, skoro u was gość nie ma żadnego wyboru tylko dlatego, że
                                  nie jest zamężny lub zaręczony. Zaściankowość rodzinna bywa zaraźliwa.
                        • kamelia04.08.2007 i znowu bzdura... 26.08.08, 14:52
                          izazdo napisała:

                          > Wejscie do rodziny jest w momencie slubu. I tak jest nie tylko
                          > wg naszych norm rodzinnych, ale i wg polskiego prawa.



                          nie wiem na jakim swiecie zyjesz, a w dodatku popisujesz sie
                          ignorantia iuris.

                          W dniu zawarcia zwiazku małzenskiego nie wchodzi sie do
                          jakiejkolwiek rodziny, ale zakłada sie nową, wynika to z tresci art.
                          23 kodeksu rodzinnego.
                          Kłania sie nieznajomosc przepisów kodeksu rodzinnego i nauki prawa w
                          tej dziedzinie.
                          Miałabys tę wiedzę nawet bez studiowania prawa, gdybyś była choc na
                          jednym slubie swieckim i posłuchała jakie jest stanowisko
                          ustawodawcy nt. małzenstwa. O tym mówi kierownik USC w trakcie
                          uroczystości.

                          Według norm koscielnych jest tak samo: ślub = nowa rodzina, nie ma
                          obowiazku posłuszenstwa mamie i tacie. Mama i tata nie moga sie
                          wtracac w sprawy młodego małzenstwa. O tym ucza z kolei na tzw.
                          naukach.

                          Moze u ciebie o zyciu czlowieka decyduje ROFDZINA i potrzeby
                          jednostki sa podporzadkowane interesom RODZINY, może do RODZINY sie
                          wchodzi, RODZINIE sie wstyd przynosi itd, ale tak nie jest wg.
                          naszych norm rodzinnych, tylko wg. twoich RODZINNYCH.
                          • izazdo Re: i znowu bzdura... 26.08.08, 14:59
                            > W dniu zawarcia zwiazku małzenskiego nie wchodzi sie do
                            > jakiejkolwiek rodziny, ale zakłada sie nową, wynika to z tresci
                            art.
                            > 23 kodeksu rodzinnego.


                            Owszem, zaklada sie nowa "podstawowa komorke spoleczna", ale wchodzi
                            do rodziny, bo zaczyna istniec pojęcie powinowactwa. Nagle
                            dotychczas obca kobieta, matka narzeczonego, zaczyna
                            być "powinowatą", a co za tym idzie podlega lub przestaje podlegać
                            różnym paragrafom.
                            • kamelia04.08.2007 przeczytaj kodeks zanim coś napiszesz 26.08.08, 15:53
                              to po pierwsze.
                              Art. 23 Małżonkowie mają równe prawa i obowiązki w małżeństwie. Są
                              obowiązani do wspólnego pożycia, do wzajemnej pomocy i wierności
                              oraz do współdziałania dla dobra rodziny, którą przez swój związek
                              założyli.

                              Trzymajmy sie nomenklatury ustawowej.


                              izazdo napisała:

                              > Owszem, zaklada sie nowa "podstawowa komorke spoleczna", ale
                              wchodzi
                              > do rodziny, bo zaczyna istniec pojęcie powinowactwa.

                              Kobieto, sama sobie zaprzeczasz, a twoje wywody sa nielogiczne.
                              Skoro sie zakłada nową rodzine, to znaczy, ze nie mozna wejsc do
                              jakiejs rodziny. Jak było jedno kółko (przed slubem: mam, tata i
                              córeczka), a potem pojawiło sie drugie kółko (nowa rodzina: mąz i
                              zona), to nie moze byc z powrotem jedno kółko.


                              Owszem powstaje wieź powinowactwa (czyli wieź prawna), miedzy jednym
                              małzonkiem, a krewnymi drugiego małzonka. Tłumacząc jak chłop krowie
                              na rowie: powinowactwo to taki mostek łączacy żone i jej tesciową,
                              matke i ziecia.
                              Jescze raz: zawarcie małzenstwa w swietle ustawy i nauki prawa to
                              zalozenie nowej rodziny.



                              Fakt istnienia powinowacta moze wywierac skutki w prawie rodzinnym
                              (art. 14 § 1), procedurze cywilnej i procedurze karnej (wylaczenie
                              sedziego, przesluchanie swiadków).

                              Świadczy to o madrosci ustawodawcy przejawiajacej sie w tym, ze
                              zdaje on sobie sprawe z tego, że owe więzi prawne moga wpłynac na
                              tzw. moralnosc publiczna, bezstronnosc sedziego, na wiarygodnosc i
                              wartosc zeznan swiadka itd.

                              Powiem ci jeszcze cos co zburzy twoja teorie o wejsciu do
                              rodziny/wyjsciu z rodziny, ze powinowactwo trwa pomimo ustania
                              małzenstwa.
                              • izazdo Re: przeczytaj kodeks zanim coś napiszesz 26.08.08, 16:14
                                > > Owszem, zaklada sie nowa "podstawowa komorke spoleczna", ale
                                > wchodzi
                                > > do rodziny, bo zaczyna istniec pojęcie powinowactwa.
                                >
                                > Kobieto, sama sobie zaprzeczasz, a twoje wywody sa nielogiczne.
                                > Skoro sie zakłada nową rodzine, to znaczy, ze nie mozna wejsc do
                                > jakiejs rodziny.


                                Zżarło mi jedna literke, "i". Mialo byc "ale I wchodzi" => zarówno
                                zakłada nową, jak i "rozszerza" starą.


                                Jak było jedno kółko (przed slubem: mam, tata i
                                > córeczka), a potem pojawiło sie drugie kółko (nowa rodzina: mąz i
                                > zona), to nie moze byc z powrotem jedno kółko.

                                Nie manipuluj paragrafami. Zauwaz, ze zalozenie NOWEJ rodziny nie
                                skutkuje unicestwieniem starej. Zamezne dziecko nadal
                                jest "dzieckiem" swoich rodzicow, dziedziczy po nich, jest
                                zobowiazane do zapewnienia im opieki itp. Tak wiec przed slubem
                                mialo rozdzinę mniejsza (bo bez malzonka), po slubie malzonek
                                zaczyna zaliczac sie do rodziny -> egro rodzina ulegla powiekszeniu.

                                > Powiem ci jeszcze cos co zburzy twoja teorie o wejsciu do
                                > rodziny/wyjsciu z rodziny, ze powinowactwo trwa pomimo ustania
                                > małzenstwa.

                                Z rodziny (nie mowie tu o definicji prawnej) nie wychodzi sie nigdy,
                                bo nie mozna zatrzec przeszlosci, tym bardziej, ze oprocz wiezow
                                prawnych sa jeszcze zwykle wiezy krwi w postaci dzieci. Nie da rady
                                wyrzucic kogos z drzewa genealogicznego, a w genealogiach uwzglednia
                                sie pierwszych mezow, nawet jesli nie bylo z nimi dzieci. Nie
                                przypisuj mi slow, ktorych nie powiedzialam - zupelnie nie wiem,
                                skad wysnulas wniosek, ze zburzy to moje poglady.
                                • kamelia04.08.2007 znowu dzwoni w kosciele, tylko w którym? 26.08.08, 18:09
                                  izazdo napisała:

                                  > => zarówno
                                  > zakłada nową, jak i "rozszerza" starą.

                                  albo rybka, albo ...co innego. Znowu powróci przykład z kółkami
                                  (zbiorami), uwaga:
                                  1. sytuacja przed slubem: pierwsze kółko (mamaI, tataI, córeczka),
                                  drugie kółko (mamaII, tataII, synek). Łacznie mamy 2 kółka.

                                  2. sytuacja po slubie: pierwsze kółko (mamaI, tataI), drugie kółko
                                  (mamaII, tataII), trzecie kółko (córeczka, synek, jako małzenstwo).
                                  Razem mamy trzy kółka. Nic nie znikneło, dwa pierwsze kółka sie
                                  zmiejszyły, bo z nich wyodrebniło sie trzecie kółko.


                                  > Nie manipuluj paragrafami. Zauwaz, ze zalozenie NOWEJ rodziny nie
                                  > skutkuje unicestwieniem starej.

                                  jak nie masz pojęcia o prawie, to nie wkraczaj na ten teren i nie
                                  udawaj, ze cokolwiek wiesz. Każdy twój post odsłania ignorantia
                                  iuris, pomieszanie pojeć, niezrozumienie tematu i brak jakichkolwiek
                                  zwiazków przyczynowo-skutkowych z podtrzymywana przez ciebie tezą.
                                  Zreszta, jak juz sto razy powtarzałam, nasz ustawodawca wyraźnie
                                  mówi o powstaniu nowej rodziny, a nie wchodzeniu kogos do jakiejś.
                                  Juz tłumaczyłam przed chwilą, że nic nie znika, a sie pojawia.


                                  > Zamezne dziecko nadal
                                  > jest "dzieckiem" swoich rodzicow, dziedziczy po nich, jest
                                  > zobowiazane do zapewnienia im opieki itp. Tak wiec przed slubem
                                  > mialo rozdzinę mniejsza (bo bez malzonka), po slubie malzonek
                                  > zaczyna zaliczac sie do rodziny -> egro rodzina ulegla
                                  powiekszeniu.

                                  Dzieckiem swoich rodziców jest sie do uzyskania pełnoletnosci
                                  (wyjątek: zameżna 16- i 17-latka, od zawarcia zwiazku małżenskiego
                                  przestaje byc dzieckiem swoich rodziców). Zstepni, wstepni moga
                                  dziedziczyc z ustawy - gdy ustawodawca nie pozostawil testamentu,
                                  lub testament okazal sie nieważny.
                                  Co do obowiazku alimentacyjnego, to rozciaga sie na krewnych w linii
                                  prostej i rodzenstwo.

                                  Nigdy z ustawy nie beda dziedziczyc powinowaci, ani powinowaci nie
                                  beda zobowiazani do obowiazku alimentacyjnego. To dotyczy wyłacznie
                                  określonych krewnych.
                                  Zobowiazanie krewnych do okreslonego zachowania, czy fakt
                                  dziedziczenia ustawowego nijak sie ma do tego czy są "w rodzinie"
                                  czy nie.

                                  Prosze oto przyklad: facet ma 3 dzieci nieslubnych, kazde z inną. Ma
                                  wobec każdego z nich zasądzony obowiazek alimentacyjny, a z chwila
                                  jego smierci dzieci te dziedzicza po nim ustawowo w czesciach
                                  równych. Dzieci te nie sa "w rodzinie", bo facet sobie fruwa jak
                                  niebieski ptak i skacze z kwiatka na kwiatek.


                                  > Z rodziny (nie mowie tu o definicji prawnej) nie wychodzi sie
                                  nigdy,
                                  > bo nie mozna zatrzec przeszlosci, tym bardziej, ze oprocz wiezow
                                  > prawnych sa jeszcze zwykle wiezy krwi w postaci dzieci. Nie da
                                  rady
                                  > wyrzucic kogos z drzewa genealogicznego, a w genealogiach
                                  uwzglednia
                                  > sie pierwszych mezow, nawet jesli nie bylo z nimi dzieci.

                                  Z rodziny sie wychodzi, bo sie zaklada nową-własna, bo sie osiaga
                                  pełnoletnosć, za to więzy pokrewienstwa czy powinowactwa nie ustają.
                                  • izazdo socjolodzy maja inne zdanie 27.08.08, 09:43
                                    Ściagnelam z półki mężowskiego Ignatowicza "Prawo rodzinne" i -
                                    rzeczywiscie - autor pisze, ze KRO oddziela pojęcie "rodziny"
                                    od "więzów rodzinnych" (powinowactwo, stosunek bliskości, status
                                    domownika). Moze w prawie stanowionym takie rozroznienie jest
                                    podstawne, ale nie jest to jedyny rodzaj prawa obowiazujacego w
                                    Polsce - jest jeszcze prawo zwyczajowe. A w powszechnym rozumieniu
                                    społecznym słowo "rodzina" obejmuje nie tylko meza, zone i
                                    małoletnie dzieci, ale takze dalszych krewnych. Zapytalam siostre
                                    (socjologa) o definicje rodziny. Jest ich podobno tyle, co samych
                                    socjologów, ale wg każdej do rodziny NADAL należą dorosłe, zamężne
                                    dzieci, a synowa czy zięć jest uznawany za nowego członka rodziny.
                                    Usamodzielnienie się dziecka oznacza wyłączenie go ze wspólnego
                                    gospodarstwa rodzinnego, ale nie z rodziny. Tak więc nie jest to -
                                    jak napisalas - "wylacznie nasza zasada rodzinna", ale także
                                    powszechnie przyjęta w socjologii. Owszem, slyszalam kiedys gniewnie
                                    rzucone "synowa to nie rodzina!", ale to bylo z ust pewnej bardzo
                                    wrednej tesciowej. Zastanawialam sie wtedy, skad sie takie jędze
                                    biorą. Teraz już wiem - z takich kamelii.


                                    > Z rodziny sie wychodzi, bo sie zaklada nową-własna, bo sie osiaga
                                    > pełnoletnosć, za to więzy pokrewienstwa czy powinowactwa nie
                                    ustają.

                                    Czytaj dokładniej. Napisałam: "nie mowie tu o definicji prawnej".


                                    Zreszta, nie wiem, w jaki sposob kwestia tego, czy żona jest
                                    członkiem rodziny męża, czy też z nim tworzy nową rodzinę, odnosi
                                    się do kwestii przymusu zapraszania konkubentów. Z tego, że po
                                    tesciowej nie dziedziczy się ustawowo nie wynika jeszcze, że status
                                    konkubenta jest taki sam jak małżonka.
                                    • kamelia04.08.2007 znowu palnęłaś głupotę-aż mi włosy dęba stanęły 27.08.08, 11:45
                                      czuje sie w obowiazku, niemalże imperatyw kategoryczny, by nie
                                      pozostawic bzdury na forum i by ta bzdura nie zyła własnym życiem i
                                      nie szerzyła sie tutaj siejąc innym zamet w głowie.
                                      Miło, że raczyłas zajrzec do "Prawa rodzinnego" Ignatowicza, szkoda,
                                      że nie zajrzałas do "Prawa konstytucyjnego" Garlickiego albo
                                      Skrzydło, oszczedziałabys sobie wstydu.


                                      izazdo napisała:

                                      > Moze w prawie stanowionym takie rozroznienie jest
                                      > podstawne, ale nie jest to jedyny rodzaj prawa obowiazujacego w
                                      > Polsce - jest jeszcze prawo zwyczajowe.

                                      ??????????????????? !!!!!!!!!!!!!!!!!!! (włosy mi deba staneły)

                                      Gdyby mi student na egzaminie taki tekst zaserwował, to by wylecial
                                      z hukiem i z dwóją w indeksie.
                                      Kobieto, nie pisz juz NIC na temat prawa, nie popisuj się
                                      ignorancją, głupotą, dyletenctwem.
                                      W kazdym poście strzelasz głupotami, mieszasz i mylisz pojęcia,
                                      próbujesz nieumiejetnie dowodzić, zaprzeczasz sobie.
                                      Rozumiem, ze nie masz wykształcenia prawniczego, ale pewne minimum
                                      znajomosci prawa obowiazuje nawet niepismiennych. Juz ci pisałam,
                                      zanim zaczniesz znowu cos wysmarujesz, zajrzyj do źródeł prawa, bo w
                                      tej chwili okryłas sie całkowita kompromitacja, blamaż na całego.
                                      Lepiej zmień pseudonim forumowy.

                                      WDRUKUJ TO SOBIE I ZAPAMIĘTAJ AŻ DO ŚMIERCI:
                                      Konstytucja RP, art. 87:

                                      1. Źródłami powszechnie obowiązującego prawa Rzeczypospolitej
                                      Polskiej są: Konstytucja, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe
                                      oraz rozporządzenia.
                                      2. Źródłami powszechnie obowiązującego prawa Rzeczypospolitej
                                      Polskiej są na obszarze działania organów, które je ustanowiły, akty
                                      prawa miejscowego.

                                      W PL prawo zwyczajowe NIE jest źródłem prawa, poczytaj sobie w ogóle
                                      w podrecznikach do prawa międzynarodowego publicznego i w
                                      podrecznikach nauki o prawie co to jest prawo zwyczajowe, bo na
                                      pewno nie jest to co myslisz.


                                      > Owszem, slyszalam kiedys gniewnie
                                      > rzucone "synowa to nie rodzina!", ale to bylo z ust pewnej bardzo
                                      > wrednej tesciowej. Zastanawialam sie wtedy, skad sie takie jędze
                                      > biorą. Teraz już wiem - z takich kamelii.

                                      masz jakaś osobista urazę do mnie, odsłania li tylko to twoją
                                      marność i brak argumentów.


                                      > Zreszta, nie wiem, w jaki sposob kwestia tego, czy żona jest
                                      > członkiem rodziny męża, czy też z nim tworzy nową rodzinę, odnosi
                                      > się do kwestii przymusu zapraszania konkubentów.

                                      to już skomentowałam duzo wcześniej
                                      • nati.82 Re: znowu palnęłaś głupotę-aż mi włosy dęba stanę 27.08.08, 12:17
                                        kamelia masz jeszcze siły?
                                      • izazdo czyzby? 27.08.08, 12:26
                                        Chyba mnie zupelnie nie zrozumialas. Czy ja napisalam, ze na
                                        podstawie prawa zwyczajowego mozna egzekwować cokolwiek w sądzie?
                                        Napisalam, ze istnieje cos takiego jak prawo zwyczajowe, ktorym sie
                                        ludzie kieruja i jesli nie łamie to prawa stanowionego to nie ma
                                        przeszkod, by z niego korzystac. Prawo stanowione nie reguluje
                                        przeciez wszystkich aspektow zycia, a luki te są obszarami, którymi
                                        rządzą inne rodzaje prawa, w tym przyjęte zwyczaje.

                                        Słowo "prawo" ma szerokie znaczenie i nie jest tozsame z prawem
                                        stanowionym, bo to tylko jeden z rodzajów prawa, choc jedyny, na
                                        podstawie którego mozna się w Polsce procesować (aczkolwiek nie do
                                        końca, ponieważ - jak zapewne wiesz - jeśli zbyt ścisła
                                        interpretacja przepisu w konkretnej sytuacji naruszyłaby zasady
                                        współżycia społecznego, to sędzia może to uwzględnić).

                                        Jesli chodzi o prawo zwyczajowe, to nie jest tak, ze zniknelo.
                                        Odgrywa role w prawie miedzynarodowym, a nawet karnym (kontratyp
                                        sportu chociazby).


                                        W socjologii definicja rodziny jest inna niz w KRO. Szkoda, ze do
                                        tej czesci mojej wypowiedzi w ogole sie nie ustosunkowalas.
                      • kataniera Re: popieram 26.08.08, 13:58
                        Gdybym poszła sama, znów miałabym wrażenie osoby usadzonej przy
                        jednym stole z dziećmi uncertain Nawet z rodziną można się czuć głupio,
                        kiedy dookoła same pary w uświęconych związkach, a tu nagle biedne
                        niedobitki, którym się odmawia dobrej zabawy, bo nie mają
                        pierścionka zaręczynowego... Dla mnie nie do przyjęcia.

                        nasz staż
                • premeda Re: popieram 26.08.08, 13:11
                  Zapomniałaś tylko o jednym, że na weselu bawią się na ogół dwie
                  rodziny Państwa Młodych. Chcesz tą drugą rodzinę też przesiewać
                  przez sito swoich rodzinnych zasad? Zreszta wg mnie lepiej żyć w
                  szczęsliwym konkubinacie niż nieszczęśliwym małżeństwie!
          • kamelia04.08.2007 to jakieś chore... 26.08.08, 14:35
            izazdo napisała:

            > Ja uwazam, ze mlodzi mają prawo zaprosic czlowieka doroslego bez
            > osoby towarzyszacej, jesli nie jest co najmniej po zareczynach.

            uważam, że osoby dorosłe nalezy zapraszac z osoba towarzyszącą.

            Odstepstwa od tej zasady sa mozliwe, ale sa to sporadyczne
            przypadki, wymagajace ogromnego wyczucia sytuacji - np. w przypadku
            samotnych osób czy np. osob swiezo owdowiałych, ktore by mogły
            odczuc to jako presje na szukanie sobie "kogos". Tutaj trzeba
            zadbac, by takie osoby siedziały obok innych gosci, których znają,
            albo obok podobnych "tematycznie".

            Wrcajac do reguły ogólnej - dorosli z osobami towarzyszącymi i już.
            Nie masz prawa stosowac klucza:
            -po slubie koscielnym - oczywiscie,
            -po cywilnym - jeszcze tolerujemy,
            -po zareczynach i krótko przed slubem - jescze tolerujemy,
            -po zareczynach, ale długo przed slubem - nie tolerujemy,
            -konkubenci - nie tolerujemy grzeszników,
            -"chodzacy ze soba" - nie, bo to przelotny zwiazek
            -kolega z kolega lub koleżanka z kolezanka - nie, bo to fuj i
            obrzydliwosć
            itd.
            Ludzie sobie zyja w takich zwiazkach jak lubia, nie możesz im
            narzucac swojej fantastycznej (fanatycznej?) ideologii, ani
            narzucac w jaki sposób maja ze soba spac.


            > Nie
            > widze powodu do mnozenia calkowicie obcych mi osob na weselu i to
            w
            > wieku, kiedy panna dzis jest taka, a jutro inna. Wesele to impreza
            > dla rodzinny i przyjaciol, a nie przelotnych kochasi.

            Nie twoja to sprawa, jakie ktos ma zycie uczuciowe i czy zmienia
            sobie partnerów co tydzien, czy co 2 lata.
            Jesli zaprosisz koleżanke z mezem, to wiadomo koleżanke znasz i jest
            ci nie obca, ale męza mozna w dniu wesela dopiero pierwszy raz
            zobaczyc i tez bedzie obcy.


            > Na moje wesele zaprosilam kuzynow w wieku 18-23 lata bez osob
            > towarzyszacych, jesli nie byli zareczeni i nikt sie z tego powodu
            > nie obrazil, w mojej rodzinie to calkowicie normalne.

            To, ze w twojej rodzinie wszyscy tak robia i akceptuja bez
            szemrania, to nie znaczy, ze tak jest ok. W niektórych rodzinach
            rozwiazywanie małzenskich probemow nastepuje piesciami i tez uważaja
            to za normalne.


            > Podsumowujac: uwazam, ze mlodzi maja prawo zaprosic bez partnera
            > osobe, ktora nie jest zareczona lub zamezna/zonata,

            No własnie nie moga sie kierowac tym kluczem przy zapraszaniu na
            wesele. Mozliwe jest to wyłacznie wtedy gdy wesele jest np. max 20
            osobowe i ograniczone do członków najblizszej rodziny.


            W ogole zapraszanie sasiadow (tylko dlatego
            > ze sa sasiadami) uwazam za poroniony pomysl. Po slubie wodke mozna
            > zaniesc i ciasto, ale na wesele?

            niekoniecznie zapraszanie sasiadów to poroniony pomysł. Więzi
            sasiedzkie sa rózne, jedni zyja ze sopba dobrze, odwiedzaja sie,
            zapraszaja sie wzajemnie na imieniny, chrzciny, itd. Dlaczego nie
            zaprosic takich sasiadów?

            Co innego gdy ludzie sie nie odrózniaja na ulicy albo ledwie
            wzajemnie dzień dobry mówią.
            • izazdo Re: to jakieś chore... 26.08.08, 14:46
              > uważam, że osoby dorosłe nalezy zapraszac z osoba towarzyszącą.

              No to mamy różne opinie


              > Nie masz prawa stosowac klucza:

              Nie masz prawa narzucac mi, jaki klucz mam stosowac.


              > Ludzie sobie zyja w takich zwiazkach jak lubia, nie możesz im
              > narzucac swojej fantastycznej (fanatycznej?) ideologii, ani
              > narzucac w jaki sposób maja ze soba spac.


              Nikt nikomu nic nie narzuca, u nas w rodzinie kazdy sam orientuje
              sie, co mu wypada, a co nie.


              > To, ze w twojej rodzinie wszyscy tak robia i akceptuja bez
              > szemrania, to nie znaczy, ze tak jest ok.

              Zwroc uwage, ze nigdzie nie napisalam nic o zadnej normie ogolnej.
              Niemal w kazdym zdaniu podkreslam, ze takie sa normy w mojej
              rodzinie.
              Zreszta, kto ma decydowac o tym, co jest OK? Ty? Podaj numer
              komorki, ikono dobrego stylu, bede do ciebie dzwonic przed kazda
              wazniejsza decyzja i konsultowac sie, czy to wypada.


              > niekoniecznie zapraszanie sasiadów to poroniony pomysł. Więzi
              > sasiedzkie sa rózne, jedni zyja ze sopba dobrze, odwiedzaja sie,
              > zapraszaja sie wzajemnie na imieniny, chrzciny, itd. Dlaczego nie
              > zaprosic takich sasiadów?


              Doczytaj. Napisalam "zapraszanie sasiadow (tylko dlatego
              ze sa sasiadami) uwazam za poroniony pomysl." Jesli sa
              przyjaciolmi, to zaprasza sie ich jako przyjaciol.
        • quasimodo82 Re: Problem z sąsiadką 26.08.08, 18:44
          No wlasnie. Ja bym sie wcale nie obrazila, gdyby ktos dal mi zaproszenie tylko
          dla mnie, mimo ze mam chlopaka. Wiem przeciez, jakie sa realia: ilosc miejsc na
          sali, ograniczeniea budzetowe. Zawsze sa tez osoby, ktore znasz a nie mozesz
          zaprosic, bo budzet juz nie pozwala. Dlaczego wiec oczekiwac od ludzi, ze
          zaprosza kogos zupelnie obcego? Zero wyczucia.
          Jak synalek sasiadki czuje sie czescia swojej rodziny (a najwyrazniej tak jest -
          zaproszenie bylo dla sasiadki z "rodzina), to niech bierzy na wesele z mama i
          tata i obtancowuje swoje siostry.
    • agapik1 Re: Problem z sąsiadką 26.08.08, 12:11
      Dla mnie to bzdura, ta cała awantura. To Twoje wesele, zapraszasz
      kogo chcesz, i z kim chcesz. Postawa roszczeniowa sąsiadki
      conajmniej niesmaczna.
      Zostaw to - skoro poszła do Twojej babci, nie do Ciebie, udawaj że o
      niczym nie wiesz.
      I tak wszystkim nie dogodzisz, więc raczej wyluzuj. Skup sie na
      sobie.
Pełna wersja