wikea
03.07.09, 17:39
Zacznę podobnie do Emily (mam nadzieję, że Ci to zbytnio nie uwłoczy, zresztą
trochę za Twoją namową zdecydowałam się założyć ten wątek), skończę podobnie
do Dichopolo robiąc międzyczasie przerwy, gdy córcia mi się obudzi.A zatem,
zaczynam.
Nie mam swojego bloga,ani żadnej tego typu strony, koleżankom jeszcze nie w
głowie ożenek, kuzynka o której później będzie słów kilka, ma inny pogląd na
swój ślub, de facto jakże zbieżny z Waszym, pozwolę sobie tutaj założyć swój
wirtualny pamiętnik, gdzie trochę się wyżalę, trochę pochwalę, a jak znajdzie
się kto miły, to i o radę poproszę.
Ale po kolei:
Ślub odbędzie się już 22 sierpnia w Warszawie. Ceremonia będzie połączona z
chrztem naszej córeczki, ale o tym też za chwilę. Stan przygotowań na dzisiaj:
-kościół zaklepany
-ostatnie zapowiedzi już w tę niedzielę, poradnię mamy za 2 tygodnie i mam
nadzieję, że uda nam się zaliczyć ją w trakcie 1 spotkania
-sala zarezerwowana,ale nic poza tym nie ustalone
-sukienka się szyje
-strój męża w połowie skompletowany
-z sukienką małej czekam do samego końca
-umowa z fotografem dawno podpisana, z kamerzystą też
-samochód także zaklepany
-kwartet do kościoła i zespół czekają tylko na ustalenie repertuaru
i to by chyba było na tyle.
O ile bielizny szukam nadal, ale z tym zawsze miałam problem, to dodatków do
sukni nie mam żadnych.Z pomysłami na bukiet czy fryzurę to powiem otwarcie
poczekam na Was.
Zanim przejdę jednak do opisu sukni (wolę odłożyć tę nagonkę na później),
chciałabym dać upust swoim refleksjom.
Nie wiem, czy jestem nienormalna, dziwna, staroświecka, czy typową córeczką
rodziców, ale świadoma tego, że to ma być mój dzień, nie potrafię całkowicie
zapomnieć o mojej rodzinie,a właściwie korzeniach z których się wywodzę.
Przepraszam, jeśli kogoś teraz obrażę, ale dla mnie śmieszne jest wybieranie
kościoła ze względu na ładną architekturę (bo przecież zdjęcia muszą wyjść
piękne), czy robienie wesela w Sheratonie, bo tylko tam może być elegancko.Czy
jednak w weselu chodzi o to by było przede wszystkim dworsko i ekskluzywnie?!
W ubiegły weekend jeździłam po rodzinie z zaproszeniami na ślub. Wśród całej
tej zgraji, mam osoby naprawdę nieźle wykształcone i uposażone odpowiednio do
tego, ale są też w znaczącej liczbie osoby z niższym wykształceniem, dla
których odkąd pamiętam głównym tematem rozmów były ceny jabłek i czereśni w
Warszawie. I choć wiem, że różni ich bardzo wiele, w szczególności jeśli
chodzi o oczekiwania od życia, sposoby spędzania wolnego czasu, wartości i
inne tego typu sprawy to muszę Wam wyznać, że zaskoczyła ogromnie ich
jednomyślność w sprawie wesela, a właściwie miejsca przyjęcia. Na hasło dom
weselny każdemu, dosłownie każdemu pojawiał się uśmiech na twarzy.
Jednogłośnie mówili, że cieszą się, że nie uległam modzie, gdzie przyjęcia
robi się w restauracjach, gdzie nie ma co zjeść, kelner przychodzi co 30 min
nalewa w kieliszki i zmywa się na kolejne pół godziny. Frustrujące mieli
doświadczenia, gdzie jeszcze nie zdążyli zjeść, a kelner już chciał zabrać
talerzyk, czy w ogóle wnętrza były tak monumentalne, że nie wiedzieli jak się
zachować. Ostatni argument, rzeczywiście przeważał u rodziny ze wsi, ale i ci
znacznie bardziej obyci w świecie kultury, także mówili, że w prostszych
miejscach jest większa swoboda, nie trzeba wciągać brzucha i co chwilę patrzeć
czy odpowiednio się wygląda, tylko można oddać się dobrej zabawie. Wiem, zaraz
polecą słowa obrony miejsc superhiperekslusiv, że wszystko jest do ugadania.
Ja natomiast, tak jak wspomiałam jestem świadoma swojej rodziny, nie wstydzę
się jej i przede wszystkim wesele robię dla nich nie dla siebie!! Dla mnie
jest ceremonia, wesele owszem też. Nie zmienia to jednak faktu, że bez rodziny
i znajomych wesela by nie było, a zrobienie czegoś całkowicie pod siebie
(wiem, jak to brzmi tongue_out), tylko dlatego, że to jest mój dzień, ja jestem
gwiazdą wieczoru i wy musicie się dostosować to jak dla mnie jest to pewnego
rodzaju nieporozumienie.
Wracając do domu weselnego, wybierałam go też bez pełnego przekonania. Po
pierwsze pod Warszawą, po drugie sama ta nazwa-dom weselny jak to brzmi !!!???
To tylko krok lepiej od remizy! Ale 3 wdechy i okazuje się, że sala właśnie
oddana do użytku, bardzo ładna, przestronna, na górze pokoje (co po moich
niektórych ekscesach na ślubach kuzynów,były sprawą nadrzędną przy wyborze
miejsca) i w ogóle pięknie jest. Ślub koniecznie musiał odbyć się w
sierpniu(rodzice mają wtedy wolne), pytamy o wolne terminy. Był jeden wolny
weekend , wzięliśmy od razu. Zresztą córka leżała wtedy długo w szpitalu, nie
miałam głowy do szukania. Nie powiem, wielokrotnie miałam chwilę zwątpienia,
bo kiedyś chciałam mieć okrągłe stoły, a teraz będą podłużne, bo może kolor
sali za ponury, bo otoczenie zupełnie nieciekawe itp itd