Dodaj do ulubionych

Nadaję z Tritona on line

04.10.13, 23:58
Przed dwoma godz szczęśliwie wylądowaliśmy w Hurghadzie
Lot opóźniony, samolot pełny, połowa to nurki, no i się trafiło towarzystwo trunkowe, aż wstyd ale sami Polacy więc mniej...
Do tego stopnia że personel zaczął wydawać polecenia podniesionym głosem i konfiskować alkohol Na szczęście obeszło się bez atrakcji choć niewiele brakowało
Za to po lotnisku rozleźli się jak muchy i z pół godz trzeba było czekać

Transfer normalnie przebiegł ale na miejscu niemiła niespodzianka, zamiast w Empire mieszkam w Beach, a to duuuuuuża różnica. Pokój marniutki, ale obiecali zamianę....

Personel przemiły i wręcz nadgorliwy, zobaczymy jak dalej będzie.
Na ulicy pustawo, ale na szczęście mój barek przy Geisum czynny i net działa
Większość sklepów w okolicy pozamykana
Za to o wiele więcej miejscowych siedzi przy piwku, więc chyba koptów przybywa :)
No i kilkoro Niemców
Temperatura bardzo przyjazna i ożywczy wiaterek, zobaczymy jak jutro

Jeśli Was interesuje postaram się pisać codziennie
Obserwuj wątek
    • vicehrabiadebragelone Re: Nadaję z Tritona on line 05.10.13, 07:02
      Jasne ze pisz, ja do Tritona lecę pod koniec listopada. Co do tej zamianki hotelu to tak przypuszczalem ze zrobią bo to tnie koszta. Pozdrawiam
      • palika7 Re: Nadaję z Tritona on line 06.10.13, 13:49
        Napisz ile ludzi w Hurghadzie i czy Ruscy latają
        • janan2 Re: Nadaję z Tritona on line 06.10.13, 14:51
          Fakt!Jak zacznie liczyć,no to przynajmniej nie będzie się nudził o!
          Ale druga część zapowiada się ciekawsza,no bo innych "ludzi" może spotkać.
    • miriam_73 Re: Nadaję z Tritona on line 05.10.13, 17:23
      Darku, jaka temperatura wody nurkowo? Ja się chyba kopsnę jednak na I tydz. listopada - w ub. roku było super, woda taka, że w ogóle bez pianki. Jak odczuwalnie, zwłaszcza głębiej?
      • gladi3 Re: Nadaję z Tritona on line 05.10.13, 18:07
        a ja pozdrawiam z Zakopanego a konkretnie z Koscieliska,popijam piwko u tesciowej.
    • dariusznow Re: Nadaję z Tritona on line cd 05.10.13, 20:20
      No i pierwsza noc za mną. Nie powiem żeby było lekko. Wiatr gwizdał cały czas za oknem i za cholerę nie mogłem usnąć. Może ten klaustrofobiczny pokój swoje dokładał. A dzięki (?) wiatrowi nie było tak gorąco, klimy nie musiałem używać, choć jest i działa :)
      Ze snem walczyłem gdzieś do 2-3 oglądając jednym okiem jakieś filmidło (horror) w TV Puls, jest jeszcze TV Kultura. Z reguły programy TV działają jak proszki nasenne, ale nie tym razem.
      W końcu udało się zasnąć i całkiem dobrze spałem do ok 7,00. Z tego, co pamiętam to przeważnie wystarczało mi tu 4-6 godz snu, szkoda czasu na spanie... Choć tym razem nie mam tu sprecyzowanych planów. Błogie lenistwo, siatkówka, snurki, szwendanie po mieście, długie spacery, jakieś przekąski na mieście i rozruchowe nurki przed nurkowym szaleństwem w Marsa.

      Z pokoju widok całkiem przyjemny i okno z balkonem od zachodu więc słońce nie grzeje przez szyby. Pod tym względem jet OK. Ale poza tym nie ma porównania z Empire pod żadnym względem. Choć nie powiem, jest czysto, jak na tutejsze standardy :). Kilkakrotny „karakan test” dał wynik negatywny (!) więc sublokatorów nie mam :)

      Restauracja mała, niska, duszna, ale za to są stoliki na powietrzu, z których oczywiście skorzystałem. Śniadanko z widokiem na morze – fajna sprawa. Co do śniadania to menu jest jak komunizm na Kubie – niezmienne, co nie oznacza że złe :) Osobiście tradycyjnie ograniczam się do porcji Fuula nie za wielkiej z pitą i bakłażanem (tłuste ale przepyszne) 3-4 ciasteczek i kopca owoców (dzisiaj melony i grejpfruty). Postanowiłem się ograniczać z jedzeniem a i tak wyszedłem ze stołówki z uczuciem przesytu lekkiego :)
      A, w rekompensacie za zmianę hotelu mamy opcję all wszyscy. Ale co z tego kiedy dla mnie na takich indywidualnych wyjazdach obowiązuje prohibicja. Zresztą ta ichnia nafta do czego jak czego, ale picia się nie nadaje. Potem bóle głowy, marne samopoczucie, szkoda czasu na urlopie...
      Poza tym jest wiele innych przyjemności typu szisza, sok z limonek nie mówiąc o przysmakach i napojach na suku, no i ichnia kawka, choć kawoszem nie jestem, ale tu mi smakuje.

      Co do gości to wydaje mi się, że hotel jest zapełniony w 50-70% ale to moje subiektywne wrażenie po śniadaniu. Najwięcej jest... Arabów, ale cisi i spokojni, choć z tabunami dzieciarni, potem Polacy, (jeszcze trzeźwi), trochę Rosjan Niemców Skandynawów.

      Za to obsługa pracowita, miła i wręcz nadskakująca. Czasami to aż krępujące. Pracują, przynajmniej teraz z rana i widać efekty ich pracy. Zapewne większość zwolniona albo urlopowana a reszta zakasała rękawy, bo widzą, że nie przelewki...

      Całonocny wiatr nagonił do zatoki syfu, i mimo że zelżał to z kąpieli póki co zrezygnuję, a siatkówka też raczej odpada.
      Postaram się wrzucić kilka fotek na mojego fmixa.

      PLAŻA
      Miłe zaskoczenie, bo cały syf z plaży naniesiony przez fale zniknął, oczywiście za sprawą obsługi. Wiatr zelżał ale wiał więc temp odczuwalna była OK. Zresztą i tak większość czasu spędzam w cieniu parasola. Kolejna zaleta sytuacji obecnej to fakt, że miejsc pod parasolami do wyboru do koloru. Oczywiście wybrałem pierwsze lepsze :) Obok z dwu stron Polacy, a przede mną miejscowi, dziwnie wyciszeni. Opanowali też basen, łącznie z czarnymi mambami w ichnich kocach. Tak więc basen odpada na ten tydzień. Ale na szczęście pozostało morze. Fala na tyle mała , że można się zanurzyć i ochłodzić, choć gorąco wcale nie jest.
      Błogie leniuchowanie co raz bardziej mi podchodzi. Niestety zero animacji, a z animatorów spotkałem ich szefa Dereka, który mnie od razu poznał i serdecznie powitał, wieczorem mamy pogadać. Reszta animatorów zapewne na zasłużonym urlopie.
      Ok 11 spotkanie z rezydentem, które pozostawię bez komentarza, jedynie zaznaczę, że standard obsługi dramatycznie się obniżył. Jedyne, co było istotne dla mnie to obietnica zamiany pokoju oczywiście jutro (ponoć dużo ludzi wylatuje) na ładny pokój w nowej części, zobaczymy....

      Po spotkaniu wziąłem maskę z rurką aby sprawdzić co się zmieniło pod wodą na przyhotelowej plaży. Przybyła jakaś stara lina cumownicza i opona. Trafiłem na jedno gniazdo anemonów (duży i malutki, uroczy widok) drugiego nie szukałem, bo fala jednak spota a to za blisko falochronu. Generalnie dalej się nie wypuszczałem, bo nic ciekawego tam nie było i raczej nie ma no i nie ma co ryzykować.
      W ramach przekąsek wciągnąłem pizzę ponoć z kalmarami, ale gro to był tuńczyk, ale kelner pokazywał mi kawałki kalmara, ale nie miałem okularów, więc uwierzyłem na słowo....
      Generalnie OK choć Polacy przy stoliku obok zachwalali, ale niestety do pizzy u naszego „Łysego” czy naszej domowej jeszcze im daleko....

      Obiad oczywiście sobie daruję, a ok 17-18 na miasto się powałęsać. Po powrocie puszczę te moje wypociny w sieć i planuję odespać dzisiejszą noc, choć póki co nie czuję zmęczenia, bo niby czym?


      do miriam wieje jak w kieleckiem, woda ciepła jeszcze nie nurałem ale jak będę to bez pianki albo w cienkiej, oczywiście opiszę wrażenia
      • dariusznow Re: Nadaję z Tritona on line cd 05.10.13, 20:35
        www.fmix.pl/album/108454/galeria/1
        fotki z rana jeszcze ciepłe
      • vicehrabiadebragelone Re: Nadaję z Tritona on line cd 05.10.13, 20:41
        Pisz,pisz czekamy na ciąg dalszy
        • kasiolegiptomanka Re: Nadaję z Tritona on line cd 05.10.13, 22:59
          ale pustka,przyjemnego urlopu.
    • dariusznow Re: Nadaję z Tritona on line vol 3 06.10.13, 22:25

      DAHAR
      byłem bardzo ciekaw jak wygląda miasto praktycznie bez turystów. Na plaży pogadałem z sąsiadami spod parasola. Dwoje młodych ludzi z Poznania i dwie panie, jak się potem okazało klientki młodej. Dziewczyna – Weronika pracuje w biurze podróży, ale na moje oko dopiero zaczyna, wiadomo młody wiek, i coś studiuje. A zaczęło się od naganiaczy i wycieczek, a konkretnie nurkowania. Wczoraj o ty nie napisałem ale jak wiecie nieodłącznym elementem pierwszych 2-3 dni na plaży są przedstawiciele handlowi, akwizytorzy czy jak kto woli naciągacze. No i jak człowiek leży to nie da się słyszeć tych gadek dookoła. Niektórzy nawet są z takiego zainteresowania bardzo radzi. Mieszają zwroty po angielsku, rosyjsku i oczywiście polsku a ci biedacy próbują nadążać za ich tokiem myślenia. Ale to swoisty folklor i koloryt pobytu w Egiptowie. No i zdecydowanie brakuje rosyjskiego, który zazwyczaj tu bryluje. Agentów było kilku, każdy ze swojej branży więc zero konkurencji i podobna ilość efektów.
      Ze mnie pożytku oczywiście nie mięli ale oczywiście wszyscy po kolei próbowali, bo jakże inaczej...
      Niestety odp łamanym arabskim w stylu „nie jestem zainteresowany” lub „nie dziękuję” od razu zamykała główny temat jego wizyty, otwierając oczywiście poboczne, ale czas nie stoi w miejscu więc w miarę szybko się oddalali w kierunku innych parasoli....

      No i wracając do moich sąsiadów to dzięki lingwistycznym brakom naszych rodaków (młodzi oczywiście angielski, ale panie....) rozmowa przypominała całkiem niezły skecz kabaretowy :)

      Koniec końców młodzi dali się namówić na intro, zresztą ten chłopak z centrum przyhotelowego całkiem rozsądnie rozmawiał i nie szalał z cenami. Też oczywiście miałem z nim pogawędkę, ale po informacji że jestem już umówiony na nurkowania ze znajomymi z Hurghady odpuścił sobie, ale swoich cen z nurki nie chciał podać, a ja nie nalegałem. Proponował mi nocne za 50$ :)

      Młodzi wzięli u niego intro ale jak się okazało to płacili 30$ za jedno zejście z butla i snurki. Troszkę ich podkręciłem (na szczęście nie zapłacili) i poszli męczyć jeszcze tego Tarka no i wymęczyli, bo dopłacili 5$ i będą mieli 2 zejścia, to wg mnie OK.

      Wspomniałem im że wieczorem wybieram się na miasto. Oni są pierwszy raz więc z pewną nieśmiałością zapytali czy mogą się dołączyć. Umówiliśmy się na 17
      Obiad sobie darowałem i liczyłem że się zdrzemnę w pokoju, ale nic tego. Prysznic w tej klaustrofobicznej łazience i łazience chciał nie chciał trochę rzeczy wypakowałem.

      A, rano przećwiczyłem kawkę frappe. Z wyjazdu do Grecji zostało mi ponad pół paczki kawy na zimno. Mam termos więc w barku poprosiłem o kilka kostek lodu, cukier i 2 saszetki kawy. Fantastyczny napój na cieply dzień. Rewelacja, polecam. Tym bardziej, że w Polsce gdzieś widziałem kawę frappe.

      O 17 ruszyliśmy na suk. Ich miny na widok tego bazaru – bezcenne. Nie mieliśmy potrzeby niczego kupować, moich suszków nie było więc długo nie zabawiliśmy. Jedyne, czego spróbowaliśmy to oczywiście sok z trzciny cukrowej. Kosztuje na suku 1,5 LE więc w mieście pewnie 2 lub 3 LE.
      Zbytnio im nie smakował, ale zawsze tak jest za pierwszym razem, na spółkę zmęczyli.
      Potem runda po Dharze. Byli z lekka zaszokowani. Zjedliśmy po kanapce z falafelem i ostrymi papryczkami. Młodemu oczywiście wciskali kity co będzie po tych papryczkach... - oczywiście zjadł obie :). Szukałem banku lub kantoru aby zmienić kasę, ale ze zdziwieniem stwierdziłem, że nie ma gdzie wymienić kasy. Nigdy na to nie zwracałem uwagi, bo wymieniałem w hotelu.
      Zakupów więc nie było tylko oglądanie. Na powrocie przy koptyjskim kościele trafiliśmy na młodą parę, która się szykowała do ślubu. Ale cicha i skromna uroczystość choć suknia panny młodej robiła wrażenie.
      W pobliżu Tritona przy jednym ze sklepów zastąpił mi drogę młody sprzedawca ze słowami, że mnie zna no i ponownie wita w Hurghadzie. Szczerze mówiąc go nie kojarzyłem ale nie wykluczone, że w promieniu 100 m od Empire prawie wszyscy sprzedawcy mogą mnie pamiętać (znając ich zdolność do zapamiętywania ludzi). Co mi zależało weszliśmy do sklepu i poddaliśmy się marketingowym zabiegom sprzedawcy. Spędziliśmy tam prawie godzinę, wypiliśmy herbatę, wypalili sziszę, no i młodzi kupili okulary, jakieś modne podróby, dwie arafatki i buteleczkę (sporą) balsamu aloesowego. Sprzedawca działał jak w amoku i dobrze mu szło.... Młodzi się zreflektowali w pewnym momencie, że taki sprzedawca egipski lepiej sobie radzi po angielsku niż oni, studenci.... O sobie nie wspomnę, ale sprzedawca był bardzo miły i obrotny, zostawili mu 15$ i wszyscy wyszliśmy zadowoleni.

      Po powrocie na internet, pobiegłem, okazało się, że w okolicach recepcji jest WiFi ale słabe.
      • radioaktywny Re: Nadaję z Tritona on line vol 3 07.10.13, 09:29
        Pozdrawiam, dopiero teraz zajarzyłem, że Ty to Ty. Z uwagą czytam posty, bo będę w E. za miesiac.
      • janusz.amir Re: Nadaję z Tritona on line vol 3 07.10.13, 12:52
        Super relacja!!Aż się przyjemnie czyta, zwłaszcza że w Tritonie spędziłem pół roku i darzę ten hotel sentymentem - choć mieszkałem w paru lepszych. Planuję tam polecieć na wiosnę w okolicach kwietnia. Może się spotkamy.....bo latem to Mrągowo.

        Pozdrawiam
        Janusz
        • dariusznow Re: Nadaję z Tritona on line vol 3 07.10.13, 17:14
          Dzieki za ciepłe słowa, bawi mnie nawet ta pisanina, bo poza tym nudy i cisza, ale to drugie zaczynam doceniać
          Do Mazur 3 podejście, zapraszamy :)
    • dariusznow Re: Nadaję z Tritona on line vol4 07.10.13, 17:15
      PLAŻA

      Mam trochę zapóźnienia, bo wczorajszy dzień nie opisany a już 1/3 dzisiejszego minęła, normalnie brak czasu, nie wyrabiam się :) A tak naprawdę to chyba już mi się udzieliło tutejsze podejście do życia – szułaja, szułaja, insza Allach, bukra itd. itp. Ale to przecież warunek udanego urlopu i skutecznego ładowania baterii.

      Liczyłem na dłuższy sen ale wiatr, niezawodny budzik zrobił swoje o ok 7 koniec spania, zresztą może i lepiej nie po to tu przyjechałem żeby spać.
      Na śniadanko niezmiennie ful. Takie niby powszechne i prymitywne danie dla biedoty, a mnie smakuje jak mało co, fakt, że większa część sukcesu to odpowiednie doprawienie. Podobnie z tahiną... W domu ani jedno, ani drugie tak nie smakuje. Ale wiadomo na urlopie i poza domem włacza się coś takiego jak urok chwili, miejsca, i to jest bezcenne.
      Na plażę kilka ciasteczek, bo pizza jednak dała się we znaki mojej wątrobie.... Do tego frappe w termosie. No i w ten sposób udało mi się na własny użytek przerzucić przez Morze Śródziemne kulinarne łącze – grecka frappe i egipskie ciasteczka....

      Na plaży miejscówka oczywiście w cieniu, choć jak widziałem wielu nadal uskutecznia metodę pieczystego. Potem większość urlopu walka z efektami, które każdy rozsądny człowiek powinien przewidzieć.
      Agenci turystyczni jakby mniej aktywni ale nie dają za wygraną :).
      Młodzi nie popłynęli na intro bo za duży wiatr i fala więc nie wypływali. Na morzu widać było ze 2-3 statki, ale nie wiadomo czy nurkowie. Raczej tak, bo na safari pływaliśmy (nie było innego wyjścia) i nurkowaliśmy przy większej fali, ale był wiatr cieplejszy. Tu w sumie rozsądnie podchodzą do tematu, mało klientów, marna pogoda, więc jeszcze mniej klientów, lepiej poczekać na lepsze warunki i zabrać wszystkich klientów jednocześnie.

      Tarek też mnie atakował, bo ciężko o klientów. Odkrył karty co do cen i doszliśmy już do 25$ za dzień. Naprawdę muszą być zdesperowani. Oczywiście czakany na lepszą pogodę. Rzuciłem propozycje, że może bym się wybrał z nimi ale nie jestem zainteresowany jedzeniem na łódce. No i tu się zaczęło opowiadanie, że maja bdb kucharza, że smacznie, dużo i wszystko świeżutkie, jeszcze trochę to być morze by mi obiecał krewetki albo kalmary...
      Ja obstawałem przy swoim, że interesuje mnie nurkowanie a nie jedzenie.
      Skończyło się na tym, że w tej sprawie musi porozmawiać z kapitanem statku.
      Chyba doszliśmy do granicy ich opłacalności i przyzwoitości. Aż mi trochę głupio się zrobiło...
      W styczniu nurałem za 30$ i uważam że to całkiem przyzwoita cena. Tym bardziej, że Hamada puszczał nas przeważnie samych. Bardzo fajne i pouczające nurki to były.

      Prawie godz trwały negocjacje i skończyły się praktycznie niczym, kurde, normalnie jak rasowy polityk się czuję, dużo gadki, deklaracji, zero efektów :)

      Po tych „negocjacjach” przy dźwiękach „Upiora w operze” oddałem się we władzę Morfeusza, choć tutaj raczej Besa. Całe szczęście, że wybrałem miejsce pod dachem (cień i możliwe minimum wiatru) bo spało mi się wyśmienicie i dłuuuugo.
      Obudziłem się przy prawie pustej plaży, bo wszyscy pogonili do barku. Nie wiem co w tych ludzi wstępuje, jak za darmo to trzeba korzystać i to ile się da. Nic gorszego niż przejedzenie na urlopie, no przepicie to jeszcze jestem w stanie zrozumieć... Czytałem gdzieś na temat dużych ilości jedzenia na urlopie w ciepłym klimacie z punktu widzenia żołądka i układu trawiennego. Organizm nie jest w stanie przetrawić tak dużych ilości pokarmu i energii – Male zapotrzebowanie bo małe zużycie (ciepło, leżenie mała aktywność przeważnie), odkłada go (pokarm) w żołądku aż w końcu następuje przepełnienie i efekty są wiadome.
      W związku z powyższym mój obiad to dwa 100ml kubki piwa :)
      Po wybudzeniu obowiązkowa kąpiel, bo jak utrzymuje moja żona kochana, nie ma nic lepszego dla skóry niż kąpiel w słonej wodzie.
      Brakuje tych animatorów, trochę za dużo tego spokoju... Egipcjanie przyszli na boisko do siatki z piłka, ale to co wyprawiali w niczym nie przypominało siatkówki :) Nawet nie podchodziłem ale z tego, co widziałem oni dobrze się bawili, a o cóż więcej chodzi na urlopie?

      Zgodnie z umową ok 16,30 pojawiłem się w recepcji w celu zmiany pokoju. Szczerze mówiąc już się trochę zadomowiłem i przyzwyczaiłem do tej „swojej” norki. Rzeczywiście obłożenie maja sporo po pode mną też ktoś mieszka i dookoła pokoje zajęte, a to nie najlepsza część hotelu...

      Recepcjonista już z uśmiechem mnie powitał i dał klucz od pokoju 3133 żebym zobaczył twierdząc, że to bardzo dobry pokój. Okazało się, że to w tej samej części hotelu, piętro niżej. Jakoś dziwnie maję ponumerowane te pokoje, ciężko było trafić, a jak już znalazłem, ciężko było uwierzyć, taka sama norka tylko większa, zamienił stryjek.... Wróciłem a tu afera w recepcji bo Pani z biura podroży chce zmienić koleżance pokój. Sama dostała to, co chciała, po interwencji u szefa, jak mówiła, ale jeszcze koleżanka... Oczywiście podniesiony ton, po polsku, a jakże, niech się uczą języków, no i ona zna szefa. No i wparowała do biura recepcji i wyszła z jakimś szefem. Coś tam pogadali wzięli jakiś klucz i poszli. Ja, korzystając z chwili spokoju, mówię, że miałam nadzieję, że mój pokój będzie się zaczynał od 33 albo 34 (nowe wille). Oczywiście służbowy uśmiech na twarzy recepcjonisty grzebanie w kartkach i komputerze, czyli tzw działania pozoracyjne – stara się, no i oczywiście stwierdzenie, że wszystkie pokoje zajęte, co może być zgodne z prawdą. W międzyczasie przyszedł szef, sam na szczęście, i pyta o co chodzi. Krótko mu wyjaśniłem czar cyferek 33 i 34. Konsultacje z recepcjonistą czyli działania pozorne nr2, konkluzja ta sama, potwierdzona wyświetlaniem na ekranie nawet danych mieszkających gości :). W takim razie pytam jak od jurta? Poruszenie znowu, działania ale już nie pozoracyjne, bo okazało się, że właśnie jutro zwalnia się pokój 3405 w którym mieszkają Polacy. W takim razie zawarliśmy ustną umowę, obietnicę z ich strony, że jutro zamiana. Mam nadzieję, że tak się stanie, insza Allach.....
      Wychodząc z recepcji trafiłem na Pani z BP, oczywiście wzburzoną i krzyczącą od drzwi, że jaja (dosłownie tak do nich się zwracała) sobie robią.
      Nie wiem czy chciałoby mi się tak zajadle walczyć o zamianę. Przecież to tylko pokój, gdzie się trzyma rzazy i śpi, tak jest przynajmniej w moim przypadku...
      Jak zamienię, będzie ok jak nie, trudno. Jedno pewne, grosza nie dostaną. Jak pójdzie po mojej myśli dostaną polskie czekolady, które obiecałem im w styczniu, ale kasy zero. Z tego co pamiętam, to nigdy nie płaciliśmy za zamianę, może kiedyś, na początku w paszport, ale to pomagało tyle co...
      W ferie w Empire bez najmniejszych problem zaczęło się ów wybieraliśmy w pokojach jak w ulęgałkach (ciekawe czy wszyscy wiedzą co to ulęgałki...) Było bardzo miło i sympatycznie, a zaczęło się od tego, że mojej żonce nie spodobał się „mój” pokój 317, a tak prawdę mówiąc to dobijał nas hałas z ulicy. Okazało się, ale był już za późno, że nie było gumowej story która skutecznie tłumi hałasy. Ale to minione czasy no i w Empire, a nie tutaj....

      Ok 18 wyruszyłem do Sak kali świętować „zwycięską wojnę” ale to już oddzielna historyjka :)
      • dariusznow Re: Nadaję z Tritona on line vol4 07.10.13, 17:21
        Zmiana pokoju stala sie faktem, teraz to wiem gdzie ja jestem i kim jestem

        Stara zasada o pokornym cielaku wdrożona w życie :)

        Jednak bez kasy też się da

        sami zobaczcie
        www.fmix.pl/album/108454/galeria/1
        • li1210 Re: Nadaję z Tritona on line vol4 07.10.13, 23:27
          Witam.Zazdroszczę Ci tego pobytu.Też lubię tak leniuchować w E .Kartę którą mi przysłałeś /w maju/ nie działała ,bo była za duża przerwa-ale dzięki za szczere chęci.Czytając Twoje relacje ,choć przez chwile wydaje mi się ,że tam jestem.Czuję to ciepełko i relaksuję się.Pozdrawim serdecznie -miłego wypoczynku.
    • dariusznow Re: Nadaję z Tritona on line vol 5 09.10.13, 06:28
      SAKKALA 6X
      czyli jak cieszyć się z niezgranej wojny

      Na 18 byłem umówiony z młodymi na wypad do Sakkali.
      Jadąc z lotniska widziałem że przed Sea Gullem stawiają jakieś dekoracje. Okazało się, że 40 lat temu Egipt wraz z Syrią zajęły wzgórza Golan ale po kilku dniach Irańczycy zmusili ich do odwrotu i zawieszenia broni. Początkowy sukces to też sukces i powód do świętowania. Warto więc zobaczyć taki ewenement.
      Młodzi się nie pojawili więc sam ruszyłem w miasto. Po drodze obskoczyłem kanapkę z falafelami za całe 2 LE, poprawiłem soczkiem daktylowym z tę samą sumę i do Sakkali za kolejne 2LE ( a niech znają moje dobre serce i gest...)

      Przed hotelem Sea Gull pustki (jedynie policji wyjątkowo dużo) więc poszedłem zobaczyć co słychać w naszej ulubionej Cleopatrze. A tam pustki w sensie braku klientów a nie towarów oczywiście. Posłuchałem biadolenia na temat braku turystów i biedy w Egipcie. Ale cóż sami sobie zgotowali ten pasztet. Pocieszałem ich (sprzedawców) że lepsze czasy muszą przyjść, że turyści wrócą, choć osobiście nie jestem taki pewien. Czułem się jak ekspert opowiadając, że my w Polsce też mieliśmy taką transformację i wiemy co to znaczy. Normalnie wspólnicy niedoli....

      Po wyjściu ze sklepu poszedłem prosto do wejścia do hotelu, bo jakiś ruch tam można było zauważyć. Miałem nosa, bo w głównym holu stało dwóch derwiszy i ok dwudziestu policjantów. Zapytałem jednego z nich czy będzie jakiś show, ale tak dla formalności, bo było oczywistym, że będzie. Co dziwne, nie miałem najmniejszego problemu z wejściem do hotelu. Derwisze wyszli więc wewnątrz nie było czego szukać. Taki występ to żadna nowość, ale było sympatycznie, ludzie się zatrzymywali, klaskali, filmowali, niektórzy mogli się pokręcić w tych ichnich sukienkach. Potem pojawiła się kapela z bębenkami i piszczałką i dawali ile wlezie.
      Pod koniec występów miły akcent bo jakiś starszy postawny gościu chodził i rozdawał jakieś plakaty i flagi Egiptu. Miejscowi łapali się za plakaty a mnie się dostała flaga :)
      Kilka fotek można zobaczyć na moim fmixie, zapraszam.

      W drodze powrotnej spacer do nowego meczetu i mariny, Turystów niewielu, sprzedawcy zagadywali ale bez przekonania, w sklepach pustki, podobnie w knajpkach i kafejkach. W sumie więcej miejscowych niż turystów. Wiele sklepów zamkniętych, niektóre z ofertami wynajęcia lub sprzedaży. To już nie ta sama atmosfera, niestety.

      Od meczetu wróciłem do ronda przy El Jokerze, po drodze jeszcze jedna kanapka (smaczne i syte) i busikiem do hotelu.

      Spacer jednak dobrze mi zrobił, bo po spacerze i sesji internetowej z żoną nie miałem problemu z zaśnięciem.


      W OGRODZIE
      Kolejny dzień rozpoczął się od lekkiego szoku. Zerknąłem do telefonu, a tam data 8-09 wtorek. Coś mi się nie zgadzało, jakby za szybko ten czas mija. Na szczęście w komputerze data przyjemniejsza, czyli 7-09, no to mam dzień do przodu :)
      Druga sugestia, to taka, że mój urlop zaczął się na dobre, straciłem rachubę czasu :)
      Czasami bywa to brzemienne w skutkach, ale nie mam tu żadnych umówionych terminów więc luziki szułaja szułaja.
      Potem zatrybilem, że jednak mam na dzisiaj ważną misję, czyli wymianę pokoju. Zaczęły mnie trapić wątpliwości czy na pewno dotrzymają wczorajszych deklaracji i czy to nie była ściema aby się mnie pozbyć. Właściwie to ta norka nie jest tragiczna, ale skoro już tak daleko zaszły sprawy to trzeba je pociągnąć dalej. Jednak ten urlop to stresogenny stan....
      Chyba na skutek tego „stresu” na śniadanie zjadłem dwa razy tyle, co zazwyczaj. Oprócz porcji fula
      wciągnąłem dwie kanapki jedna z jajem drugą z białym serem zapakowane w pitę, no i oczywiście
      ciasteczka owoce i kawa.
      Ledwo wstałem od stolika...
      Wiało jak, wiadomo gdzie, więc wziąłem kompa i siadłem sobie w ogródku aby nadrobić zaległości w relacji. I tu pierwsza dzisiaj miła niespodzianka. Okazało się, że jest tu internet i całkiem dobrze śmiga. Ulokowałem się więc wygodnie, w necie włączyłem Trójkę i słuchałem sobie, tym bardziej, że o 12 jest jedna z moich ulubionych audycji „Za a nawet przeciw” Kuby Strzyczkowskiego.
      Nie dane mi jednak było wysłuchać do kończ gdyż zauważyłem idących z walizami Polaków, którzy mieszkali w „moim” pokoju 3405. Wątpliwości z rana wróciły...
      Ci Polacy po zdaniu kluczy przyszli pogadać. Okazało się, że mieszkają w Anglii i dlatego dostali pokój w tej części. Przylecieli z angielskiego TUI. Pierwszy raz byli w Egipcie, wracają do domu i lecą do Polski. Byli na 3 wycieczkach – snurki, quady i intro. Bardzo im się spodobało pod wodą, mimo początkowych obaw, i myślą o kursie nurkowym. No i trafili z tematem...
      Gadaliśmy dłuuugo, pokazywałem im filmiki i fotki spod wody. Wygląda na to, że przybędzie nurków szt dwie :)
      A i jeszcze jedna zaleta ogrodu, są gniazdka z prądem, więc pełen wypas. Net czasami się wieszał, ale wracał.
      Nie wiadomo kiedy minęła 15. Polscy Anglicy lub Angielscy Polacy jak kto woli mieli transfer, a ja ruszyłem do boju o pokój.

      Wiele przygotowań i wątpliwości miałem w związku z tą zamianą, a okazało się że kampania o pokój przebiegła bez jednego wystrzału. Normalnie pokojowo zaanektowałem ten pokój.
      W recepcji był szefo, który wczoraj obiecał mi zamianę. Jak mnie zobaczył od razu wydał dyspozycje. Dostałem klucze od drugiego pokoju i boya do pomocy w przeprowadzce. Po drodze wyjaśniłem, że nie jestem gotowy do przeprowadzki i że klucz przyniosę do recepcji. On widocznie miał polecenie przyniesienia klucza od mojego „starego” pokoju czyli norki, do recepcji. Ustaliliśmy, że otworzę pokój i oddam mu klucz, a sam się spakuję i przeniosę rzeczy do nowego pokoju. No bo po co on mi potrzebny przy pakowaniu? Nic nie pakowałem, bo nie było pewności, że dostanę ten nowy pokój. Tak też zrobiliśmy, boy dostał czekoladę za fatygę, i zadowolony z kluczem podreptał do recepcji. Ja mogłem spokojnie popakować i poprzenosić rzeczy. Naraz się nie dało, więc nie zamykałem starego pokoju i kurowałem nie mogąc uwierzyć, ze zamiana stała się faktem. A boy jeszcze po drodze podkreślał, że dostałem pokój for VIP....
      Moją radość w pewnym momencie zmącił fakt, że zapomniałem otworzyć sejfu, od którego klucz był razem z kluczem od pokoju...
      Ale to nie był wielki problem, zapakowałem trochę słodyczy dla szefa (tu to całkiem przyzwoita waluta..) i poszedłem do recepcji. Szefa tam nie było, ale był boy, któremu powiedziałem o czym zapomniałem. Razem z recepcjonistą stwierdzili, że to nie problem, że oni ten sejf opróżnią...
      Klucz oczywiście dostałem i zapytałem gdzie szef? Boy widząc reklamówkę w mion reku chwycił za telefon i zadzwonił do „President”. Pogadali trochę, w miarę krótko jak na ich możliwości i dowiedziałem się, że president jest na terenie hotelu.
      Poszedłem po rzeczy z sejfu, ale presidenta nie znalazłem, za to znalazł mnie on, w nowym pokoju. Niby kontrolował sprzątających i mnie zauważył... Oczywiście nie omieszkał powiedzieć, że mam pokój VIP. Podziękowałem po raz kolejny i dałem mu słodycze mówiąc, że to dla jego dzieci, a ma ich 3 (12, 7 lat i 7 m-cy) Dałem mu oczywiście i klucz od „norki” i poszedł dalej kontrolować dziękując za prezent....

      W międzyczasie zadzwoniła znajoma, że ok 19 będzie w Mamszy, gdyż jej młodsza ma lekcję tańca i możemy przez godzinkę pogadać. Z planowanej godzinki zrobiło się chyba ze 3, ale to przecież Egipt... Czas miną bardzo szybko i przyjemnie. Młoda tradycyjnie po lekcji wcinała w Piza Hut słodkości, które mnie zbytnio nie smakowały, ale dżem malinowy z Polski zrobił największą furorę i był konsumowany na miejscu....
      Zostałem odwieziony do hotelu, a w aucie przeszedłem intensywny kurs arabskiego, młoda oczywiście była nauczycielką (kuma po arabsku, angielsku, niemiecku i trochę po rosyjsku, nie mówiąc o polskim, a ma 5 lat :)
      Po drodze obleciał mnie komplement, że mnie lubi i że mogę jechać z nimi do domu...
      Temat ucięliśmy, że jest późno i że ona jutro idzie do szkoły i że jeszcze się spotkamy które
      • dariusznow Re: Nadaję z Tritona on line vol 5cd 09.10.13, 06:30
        Po powrocie wciąż zachwycałem się nowym pokojem. Dodatkowym bonusem jest fakt, że na tarasie mam internet, nawet w pokoju, ale nie zawsze i nie najlepszej jakości. Pokój duży, przestrzenny, a łazienka to 3-4 razy większa, nie mówiąc o standardzie...
        • tu_nia Re: Nadaję z Tritona on line vol 5cd 09.10.13, 12:02
          bylam w empire beach w pazdzireniku 2007 roku, z alfa star, pokoju nie dalo sie zamienic- tym bardziej zazdroszcze udanej zamiany, pokoje w nowym budynku po drugiej stronie byly dostepne tylko dla gosci tui, lapowka i codzienne chodzenie do recepcji nie pomoglo ;-((
      • janan2 Re: Nadaję z Tritona on line vol 5 09.10.13, 13:01
        Swietna relacja!!!
        Ale przesiąkł jakby lekko Egiptem,wszystko powolny luzik,rachuba czasu i tym podobne znane mi z tego kraju obyczaje.Qrna!Nawet niekiedy nie wiedziałem jaki dzień.Poniedziałek to czy aby już środa.Ale pod koniec zdecydowanie przyśpiesza wszystko z natury,albo z wrodzonego dzikostwa mojej ślubnej,co ciągle przeżywa.lubię tę nieśpieszną atmosferę.Nie lubię zbyt długich nocy powiedzmy.Ale to drobne mankamenty.

        Nieśpiesznie też widzę wyglądała zamiana pokoi.Też się nie przejmuję.Inni liczą dolary do paszportu,czasami funty,tłoczyli się "drzewiej" kto pierwszy,lekkie scysje.A ja spokojnie w fotelu z jakim napitkiem, co podali lekko dycham i czekam na koniec rewolucji kwaterunkowej.Biorę co dają.Boy targa walizki,no i jak coś to nie wchodzę,znacząco machając jakimś banknotem dla ochłody.A niech sobie polata i zaproponuje coś bardziej sensownego o!Dopiero wtedy bakszysz lub jakiś suwenir.Wiedzą o co biega,no i nie ma nic niemożliwego,znają się,więc ich problem czy banknot zmieni wełaściciela.Nigdy wcześniej.Zawsze mają w rezerwie coś miłego z pokojami z dobrym widokiem o.
    • sylwinn Re: Nadaję z Tritona on line 09.10.13, 12:28
      proszę cię o pomoc!! Witam szukam osób które wybierają się teraz do Egiptu albo są .Mam rocznego synka który jest leczony bez skutecznie od urodzenia.Trafiliśmy na lekarza który zaproponował nam leczenie lekiem zagranicznym bo w Polsce mamy jeszcze zacofanie i nie ma tego leku.Jest on łatwo dostępny w Egipcie i szukam osób które pomogły by mi go kupić.Jeśli jest cień nadziei że może to pomoc mojemu dziecka to muszę spróbować.osoby które chciały by mi pomóc proszę o e-mail sylwinn@wp.pl Pozdrawiam
      • vicehrabiadebragelone Re: Nadaję z Tritona on line 09.10.13, 18:48
        Tak sie zastanawiam czy do końca listopada Triton bedzie dostepny dla turystów?Dariusz gdzie chodzisz na te falafelki bo soki to chyba na suku kupujesz?
        • dariusznow Re: Nadaję z Tritona on line 10.10.13, 07:21
          Empire otwieraja dzisiaj, ale pewnie ze względu na ichnie święto Il Al-Adha dużo przyjedzie Arabów
          Jedzonko w Dahar, soczki gdzie się trafi, a wczoraj byliśmy w Sakkali, ale w takim miejscu, ze bym w zyciu nie pomyślał, że takie dobrejedzonko mozna dostać - ichnia pizzernia

          Romek odezwij się na prv
          • des4 Re: Nadaję z Tritona on line 10.10.13, 07:53
            o 7 rano nadawać transmisję z hotelu

            niektórym dobrze wali w dekiel :)))
            • miriam_73 Re: Nadaję z Tritona on line 10.10.13, 10:02
              Przecież 7 rano to zupełnie normalna godzina na wstanie i np. Prasowke - o co ci chodzi, człowieku??? A ze przy okazji ktoś sobie np. Sprawdza poczte i korespondencję? To chyba ciebie gdzieś coś uwiera.
              • kokardka33 Re: Nadaję z Tritona on line 10.10.13, 12:41
                miriam_73 napisała:

                > Przecież 7 rano to zupełnie normalna godzina na wstanie i np. Prasowke - o co c
                > i chodzi, człowieku??? A ze przy okazji ktoś sobie np. Sprawdza poczte i koresp
                > ondencję? To chyba ciebie gdzieś coś uwiera.
                Masz rację miriam ja akurat na urlopie bardzo wcześnie wstaję szkoda czasu na spanie :)
              • majkelllll Re: Nadaję z Tritona on line 10.10.13, 12:50
                miriam_73 napisała:

                > Przecież 7 rano to zupełnie normalna godzina na wstanie i np. Prasowke - o co c
                > i chodzi, człowieku??? A ze przy okazji ktoś sobie np. Sprawdza poczte i koresp
                > ondencję? To chyba ciebie gdzieś coś uwiera.

                Ja ogólnie kocham spać i nie cierpię rano wstawać. Ale jak jestem na urlopie to szkoda mi spać i mam zupełnie na odwrót, wstaje wcześnie rano a kładę się spać bardzo późno. Np rok temu w Izraelu budziłem się z pierwszym nawoływaniem muezina i byłem naprawdę wyspany :)
            • vicehrabiadebragelone Re: Nadaję z Tritona on line 10.10.13, 11:50
              A co za róznica dla mnie moze pisać i o 3 w nocy wyluzujcie ludzie bo syf sie na forum robi.Darek ma chec jeszcze pisać ,a takich ludzi juz mało zostało dzieki róznej maści trolom.
            • dariusznow Re: Nadaję z Tritona on line 10.10.13, 13:13
              o 7 rano nadawać transmisję z hotelu

              niektórym dobrze wali w dekiel smile))


              masz rację dla mnie to oznaka pełnego wyluzowania i swoistego letargu urlopowego
              zrzucilem z siebie wszelkie balasty i lewituję, to jak wiszenie w toni, o ile znasz to uczucie...

              Kazdy ma swój sposób na wypoczynek i urlopowy detox
              A jesli Cię to zainteresowało (mój sposób wypoczynku) to powinienes wiedzieć że o 7 to jestem po przebiegnięci min 2 km i przepłynieciu ok 200m

              I niedż tematu, bo mam otwrty umysł, wenę i czas więc nie masz szans :) sorki

              A dewizą ze stopki pasuje Ci jak $ di boya hotelowego

              Oczywiście zapraszam do lektury, cieszę się , ze ktoś to czyta
              Szczerze mówiac to sam nie wiem skąd mi się to wzięło tym razem
              Ostatnio takie elaboraty pisałem w w 1979 roku i później i to ręcznie, ale o ty wie tylko moja żonka....
          • karuzela100 Re: Nadaję z Tritona on line 10.10.13, 08:36
            Dariusz odpoczywaj elaboraty napiszesz jak wrócisz słońce nie będzie wieczne.............:)
            • dariusznow Re: Nadaję z Tritona on line vol 6 10.10.13, 13:21
              ARABSKI FAST FOOD

              Praktycznie w trakcie sesji internetowej z żonką zadzwoniła Dorota z zaproszeniem na zaległe Mahsi. Poczatkowo,planowaliśmy to na czwartek ale Goma ma dzisiaj czas więc umówiliśmy się na 18,00. Ale o tym za chwile, bo wpierw wczorajszy fast food po arabski czyli GAD. Tak się nazywa ich sieć barków z szybkim jedzeniem. Dorota mi to poleciła więc grzechem by było nie skorzystać. Poleciła dwie potrawy narodowa zupę egipska czyli Moloheię i pewnenego rodzaju pizzę czyli Mahshi. Znalezienie tej knajpki na Daharze to nie problem gdyż znajduje się przy samym rondzie.
              Swoimi planami podzieliłem się z Polakami (matka z synem z Nowego Miasta Lubawskiego) i pomysł im się spodobał. Mnie też zawsze raźniej będzie niż samemu. Był już wieczór więc szybka decyzja i w miasto.
              Po drodze oczywiście nieodłączne zaczepki. Osobiście już na nie nie reaguję. Odnoszę wrażenie, ze już mnie chyba na tej ulicy kojarzą, bo sporo razy tamtędy się już wałęsałem. No, ale kilka razy musieliśmy się zatrzymać i coś tam zobaczyć, zagadać. Jak wspomniałem znalezienie barku nie sprawiło problemu. Spragnieni nowych doznań smakowych i atmosfery weszliśmy na górę do niezbyt wielkiej salki. Pierwsze, co dało się zauważyć, to.... czystość :). Zapachy również bardzo przyjemne. Oczywiście byliśmy jedynymi turystami, zresztą klientów nie za wiele. Dostaliśmy bardzo fajne menu, zafoliowane, czyste, czytelne, zrozumiałe, ale mimo usilnych poszukiwań nie znaleźliśmy żadnej z rekomendowanych potraw. Kelner, oczywiście przystojny, czyściutko ubrany, ugrzeczniony, ale z językiem cieniutko.... W sumie nic dziwnego, zbyt wielu turystów tu nie zagląda z powodów wiadomych. Zapytałem więc o obie te potrawy. Kelner zrobił wielkie oczy, i minę Szreka, bezcenne :) za resztę zapłaciliśmy LE. Po więcej informacji zeszliśmy na dół, być może do koszerai. Okazało się, że Moloheia się skończyła, a Mahshi nie ma. No i masz babo placek, a raczej pitę. Teraz ja z kolei próbowałem naśladować mimikę kelnera i chyba mi się udało, bo wymienili ze sobą dwa, może 12 zdań (za wolno to oni nie mówią) a ja spokojnie czekam. No i okazało się, że Moloheia będzie, no to połowa sukcesu, więc nie jest źle. Zacząłem się rozglądać dookoła i patrzeć co jedzą miejscowi. Normalnie szok, tu jakieś trzy kanapki w stylu i kształcie naszego hot doga, przy drugim stoliku z wygladu nie wyjęty ham albo cheeseburger
              To się porobiło, to świństwo już i tu dociera. I naszła mnie taka refleksja, że nasze zamówienie to było coś takiego jak byśmy u nas poszli do kebaba albo pizzerni i pytali o grochówkę albo ogórkową i schabowego z zasmażaną kapustą. Wydaje mi się, że te zupę przytargali z najbliższego arabskiego barku. I bardzo dobrze, klient ma dostać to czego sobie życzy i koniec. U nas opcja niewyobrażalna :)
              Wzięliśmy więc tahinę i falafele z jajkami. Do picia kawa i soczek, no właśnie ale jaki. Ja bez namysłu lub z trzciny cukrowej, ale w menu takiego nie ma (mina Szreka) no to truskawkowy, choć o tej porze skąd truskawki???
              Zamówienie złożone (tak nam się wydawało) więc jak by się można spodziewać pozostaje cierpliwie czekać na jedzonko. Mieliśmy akurat widok na coś w stylu lady barowej, za którą przygotowywali jedzenie do serwowania klientom. Najważniejszym urządzeniem była tam … mikrofalówka :o. Coś się w niej kręciło w koszyku. Jak się za krótka chwile przekonaliśmy była to nasza pita do tahiny. Pogrzanie kilku placków i nałożenie na talerzyk porcji tahiny z pojemnika zajęło im ok 20 min... czyli po egipsku szybko. Pity były nienaturalnie gorące, jak to z mikrofali, ale za to smaczne szczególnie z tahiną, więc jest dobrze... Mieliśmy zajęcie więc czas przestał być istotny. Mina Szreka znowu nam oznajmiła, że będzie soczek z trzciny cukrowej, (wyciskarnia 20 m od nich) ale sok truskawkowy nie jest zbyt dobry :o No to w takim razie niech będzie z mango, to jest na każdym kroku. Kelner uśmiechną się, i poszedł do lodówki. Siła rzeczy obserwowaliśmy go co będzie robił. A on wziął dwa małe plastikowe kubki, otworzył lodówkę i wyjął baniak z sokiem mango. Pomyśleliśmy zgodnie, że będzie nam serwował sok w tych hotelowych malutkich kubkach. Ale okazało się, że on po prostu próbuje, czy ten sok się nadaje do spożycia ? :O
              Czy któryś kelnerów w Polsce zdobyłby się na takie poświecenie? Przecież gdyby to była trucizna on by się zatruł lub nawet zmarł, a wszystko po to by nas ochronić przed tym. To się dopiero nazywa standard obsługi klienta ! Restauratorzy, powinniście się uczyć od tego miłego, całkowicie oddanego pracy egipskiego kelnera. Pani Gessler i jej podobni wymiękają, choć oni czasami też próbują, ale chyba w innym celu.
              Automatycznie poczuliśmy nieodpartą wdzięczność i ogromną sympatię wobec tego chłopca, Niesamowite, aż mi się łza w oku zakręciła... Ale to nie był moment na sentymenty, bo życie człowieka było zagrożone. Szybko podbiegłem do lady, zawołałem go i poprosiłem o dwa soczki z trzciny, zamiast mango. W jego oczach zauważyłem jedną wielką ulgę. Nie tylko w oczach, bo od razu się zrelaksował i jakby powietrze z niego zeszło. Co się dziwić, chłopak otarł się pewnie o śmierć. A ja poczułem się jak bohater, jak Superman, Bond i Zorro razem wzięci. Uratowałem ludzkie życie, mówię Wam fantastyczne uczucie. Egipt jest pełen niespodzianek, trzeba tylko umieć patrzeć...

              Później naszła mnie refleksja, że to przecież ja sprowokowałem całą tę sytuację, ale już tego nie analizowałem, bo bohaterów się przecież nie sądzi....

              Wracając do meritum czyli jedzonka, to pojawiły się za jakieś 10 min nasze dania. Tzn dwie porcje fula z jajkami. Ja pozostałem przy tahinie, bo głodny to ja tu nigdy nie jestem. Myślałem, że to będzie usmażony falafel z posiekanymi gotowanymi jajkami. Gdzieś jadłem taką kanapkę i tak mi się wydawało, że będzie to samo. To jednak było całkiem inne wydanie, czyli ciasto falafelowe wymieszane z jajem, ubite na omlet i usmażone. Wyglądało sympatyczne, smakowało z lekka bezpłciowo, ale wiadomo, ze klucz do smaku tkwi w przyprawach i dodatkach, a tu co mamy? Znajomym nie smakowalo, trudno, dla pozoru zjedli po kawałku (z czterech), trochę im pomogłem, ale sporo zostało. I tu włączyła się nam nasza narodowa nuta współczucia. Wszyscy troje zgodnie stwierdziliśmy, ze chłopak tak się starał, życiem ryzykował aby nas zadowolić, a my, niewdzięcznicy nawet nie skonsumowaliśmy tego, co nam z takim trudem i poświęceniem przygotowali. Padł pomysł aby jedzenie dyskretnie zawinąć w serwetki i zabrać dla potrzebujących, a w geście wdzięczności i podziękowania wylizać talerze i sztućce. Gdybyśmy się postarali to by nie musieli myć ich dla następnych klientów... A co tam niech znają nasze dobre serca :)
              Niestety, ten misterny plan spalił na panewce ponieważ... nie było serwetek :o

              No i co robić, wciągnęliśmy ile się dało, nawet z ostrym sosem i na każdym talerzu został jedynie jeden kawałek (nadgryziony), Salomonowe wyjście, po prostu za duże porcje :), smaczne ale co za dużo to nie zdrowo. Z tym poczuciem dobrego, mało bardzo dobrego, wyjścia jak by nie było bardzo niezręcznej sytuacji dokonaliśmy aktu z punktu widzenia kelnera najważniejszego, czyli uregulowania należności. Oczywiście bardzo skrupulatnie nam objaśniał pozycja po pozycji co się znajduje na rachunku, bo był napisany wiadomo, po arabsku – standard obsługi klienta – i to bez HCCP ani ISO Tego mogliśmy się spodziewać i się przygotować zabierając choćby rozmówki polsko egipskie. Ale z wrodzonym taktem kiwaliśmy głowami potwierdzając jego słowa. Dobrze, że nie musieliśmy wypełniać żadnych formularz, ankiet czy innych dokumentów mających na celu ciągłe doskonalenie i ? jest na to jakieś mądre słowo, na pewno, tylko mi zapewne uleciało, albo nigdy nie wleciało....
              Po zakończeniu tych procedur nastąpiło klasyczne rozliczenie w sposób gotówkowy, bez kasy fiskalnej, choć jak wychodziliśmy to na dole kasjer był, ale to, co miał przed sobą nijak na kasę fiskalną nie wyglądało. Normalnie jak u nas lekarze i prawnicy...
              Cał
              • dariusznow Re: Nadaję z Tritona on line vol 6cd 10.10.13, 13:23
                Cały rachunek opiewał na 40 kilka funtów więc daliśmy mu 50, niewielka opłata za narażanie życia... Kasę podzieliliśmy proporcjonalnie na 3 osoby. Znajomi tak jak smakiem byli rozczarowani, to cena wywarła na nich bardzo pozytywne wrażenie, a wręcz uśmiech :).
                Najeść się nie najedli, ale kasy też nie puścili, bo wyszło na twarz niecałe 10 zł W sumie stwierdziłem, że to dla mnie był super układ, najadłem się, napiłem najwięcej z nas wszystko, bo mnie smakowało, kawę też właściwie ja wypiłem, bo była niesamowicie słodka i smaczna, tylko trzeba ją pić popijając wodą, ale wiadomo, gusta są różne i nad nimi się nie dyskutuje, taki konsensus zawarliśmy...
                No i w tym momencie zrodził mi się w głowie nowy pomysł na biznes w Egiptowi, jak zdążę, to coś o tym napiszę, jak to mawiał klasyk kabaretu :)

                Znajomi, nie bez obaw samodzielnie poszli do hotelu, a ja ruszyłem do jubilera w celu odnowienia pamiątek żonki z poprzednich lat, ale wątpię, by to kogokolwiek interesowało...
            • dariusznow Re: Nadaję z Tritona on line 10.10.13, 13:27
              Karuzela, dzięki za troskę, ale ja odpoczywam, słowo
              Chciałbym, aby było tak jak piszesz, ale po powrocie nie ma szans ani atmosfery na takie pisanie, nie mówiąc o demencji czy SKSie

              Jest Ok a słońca paradoksalnie unikam, :( ale pod wodą jest go w sam raz :)
              • vicehrabiadebragelone Re: Nadaję z Tritona on line 10.10.13, 14:41
                Koniecznie namów Gomę aby zamówił też mahsi w wersji na słodko :)Nie jestem łasuchem ale mahsi na słodko wymiata :) Jak bedzie czas to polecam kawkę z kardamonem w takiej stylowej kafejce w której bylismy w czerwcu.
                • dorotaaisha Re: Nadaję z Tritona on line 10.10.13, 15:08
                  Jeśli nieśmiało można sprostować, to rozmawiacie zapewne o FATIRZE, bo mahshi to są te małe gołąbki. Fatira to daleka krewna pizzy, robiona z ciasta półfrancuskiego szykowanego na zawołanie w bardzo sprytny sposób, zapiekana w licznych warstwach przekładanych właśnie na ostro dowolnymi farszami lub na słodko.
                  Vicehrabia - czy masz na myśli kawę u Czarownicy :)?
                  • dariusznow Re: Nadaję z Tritona on line 10.10.13, 16:41
                    Ale plama, słońce mi chyba co nieco powypalało
                    Przecież to było pytanie na Dniu z zycią

                    Ale nikt sie nie kapnął :)

                    Teraz przed zamieszczeniem wyślę tekst do korekty....
                    • vicehrabiadebragelone Re: Nadaję z Tritona on line 10.10.13, 17:21
                      Ale plama !Oczywiście ze fatira, wszystko przez Dariusza he!he!.Tak Dorotko miałem na mysli kawe u Czarownicy :)Nawiasem mówiąc miła z niej osoba,ale coś ma w wygladzie z czarownicy :))
                      • dariusznow Re: Nadaję z Tritona on line 10.10.13, 17:33
                        Bo to ponoć podróba, oryginału juz nie ma, tak zrozumiałe, zeby nie było....
                        Nie miałem okazji być, ale jeszcze dużo przede mną Insza Allach
                        • dorotaaisha Re: Nadaję z Tritona on line 10.10.13, 18:27
                          Bo "dziś prawdziwych Czarownic już nie ma"...
                          • tesi01 Re: Nadaję z Tritona on line 10.10.13, 21:21
                            Jak miło się czyta Twoją lekturę. Człowiek przychodzi padnięty po ciężkim dniu w pracy, a tu czeka relacja z leniuchowania, fragment z kosztowaniem przez kelnera soku mnie po prostu rozbroił. To jest właśnie Egipt :) i za nim tęsknię. Nic nie piszesz o nurkowaniu, czyżbyś nie nurał?
                            • kasia_p45 Re: Nadaję z Tritona on line 13.10.13, 10:43
                              Z przyjemnością czytam takie opowieści... aż przez chwile poczułam ten klimat i wyobraźnia zaczęła działać :)).. Wróciły wspomnienia.. Choć nie mam ich tak wiele ale jakże bezcenne :)
                              Za to utwierdzam się w przekonaniu, że jadąc gdzieś trzeba wyjść z hotelu i zobaczyć jak wygląda życie w danym kraju... to naprawdę wzbogaca :))

                              Czekam na ciąg dalszy..
                              • janan2 Re: Nadaję z Tritona on line 13.10.13, 13:34
                                No ale kontynuacja chyba nastąpi po powrocie.Jak w zanurzeniu,no to mimo najlepszych chęci i wrażeń,to stamtąd nie da się pisać.Takie miał bynajmniej plany poza oczywiście degustacją miejscowych frykasów.Poza tym szkoda czasu.

                                Już to widzę jak Ciebie gdzieś wyrwie z hotelu i wygód.Choć ciekawość świata czy tam kraju pcha Cię do odwiedzin w ramach wygodnych oczywiście fakultetów,ale lądowych.Nil i rejs,się nie liczy jako atrakcja wodna.Ale nie wyobrażam jakoś sobie Ciebie jak nurkujesz,czy choćby wycieczka całodniowa na statku,koniecznie przy wzburzonym morzu.Uciecha by była,że hej.
                                • kasia_p45 Re: Nadaję z Tritona on line 13.10.13, 22:24
                                  A co? Fakultety niedobre czy Rejs po Nilu? Jak dla mnie to naprawdę wystarczy :) A jeszcze wycieczka z Dorotką... też super sprawa... chętnie kiedyś powtórzę o ile Dorota będzie jeszcze w Egiptowie.. A co do wzburzonego morza... płynęłam kiedyś promem z Teneryfy na La Gomere po nieco wzburzonym oceanie. Fakt prom dość duży i póki siedziało się w samolotowych fotelach było ok... ale jak się wstało i chciało gdzieś pójść to było bardzo zabawnie.. ha ha myślałam wtedy że mam niezłą śrubę... Oj miałbyś uciechę, miał :P
                          • kadrom Do Doroty 10.10.13, 23:08
                            Dorota, wysłałem Ci maila na priv. Czy nadal organizujesz "dzień z życia miasta" ?

                            Pzdr
                            Marcin
                            • dorotaaisha Re: Do Doroty 11.10.13, 01:10
                              Organizuję. Odpisałam. Pozdrawiam :)
                              • dariusznow Re: Nadaję z Marsa 13.10.13, 23:51
                                www.fmix.pl/album/108680/beach-safari-2013/1
                                cdn Insza Allach
                                • 4rob Re: Nadaję z Marsa 14.10.13, 13:10
                                  Witam,
                                  Nurkujesz? z kim? w jakim hotelu jesteś?
                                  Jak obłozenie?
                                  Pozdrawiam
                                • cairo7 Re: Nadaję z Marsa 15.10.13, 19:37
                                  Darku..ja już w domu...:)odezwij się...
                                  • dariusznow Re: Nadaję z Marsa 20.10.13, 17:35
                                    CDN nie nastąpił, cóż poradzę Allach tak chciał :)

                                    Po Tritonowym lenistwie nastąpił czas nurkowy w Beachsafari w okolicach Marsa

                                    Zarówno nurki jak i atmosfera na campie kosmiczna, jak to na Marsa...

                                    Postaram sie coś o tym napisać bo miejsce godne polecenia szczegolnie dla tych, którzy cenia sobie 3-4 nury dziennie

                                    póki co na zachetę kilka obrazków www.fmix.pl/album/108680/beach-safari-2013/1

                                    Obecnie w domu powracam do rzeczywistości no i zaczynamy myśleć o nastepnym, sylwestrowym wyjeździe :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka