mala220
28.12.08, 21:39
Pierwszy raz byłam w Egipcie, na dodatek w czasie najwiekszych temperatur. Po
wyjsciu z samolotu ma sie wrazenie- nie klamie- jakby ktos otworzyl piekarnik
w ktorym pieklo sie ciasto :) lotnisko nie sprawia ze dech w piersi zapiera-
raczej skromne w porownaniu z innymi. na szczescie w autokarach, ktore wiozly
nas do hoteli jest klima, wiec wszystko wraca do normy. czlowiek szybko
przyzwyczaja sie do zmiany temperatury:) pokoje klimatyzowane, z wieelkimi
lozkami. w pokojach sejf, takze nie trzeba martwic sie o pieniadze i
bizuterie. lazienka rowniez wyposazona. z pokoju mielismy wyjscie na taras, a
tam schodki na chodnik:)
nikt mnie nie uprzedzil o dawaniu napiwków, tzw bakszysz. na poczatku nie
wiedzielismy z mezem o co chodzi, gdy pan ktory przywiozl walizki nie chcial
odejsc, potem juz trzeba bylo zostawiac bakszysz dla sprzatacza w pokoju
(przychodzil czy chcielismy czy nie). Moj maz zartul sie tam, slynna zemsta
faraona. Bol brzucha, wymioty, 2 dni wyjete z podrozy. a mielismy wykupiona
wycieczke safari, i pojechal bidulek na nia :( jakos dal rade. spod hotelu ok
15 zabral nas jeep, jeszcze kilka osob jechalo z nami. jechalismy ok godziny
przez pustynie, zobaczylismy fatamorgane, niesamowite wrazenie, w koncu
dojechalismy do wioski Beduinow. Dopiero tam zdalam sobie sprawe, ze tym
ludziom niewiele do szczescia jest potrzebne. Zwierzeta sa bardzo wychudzone,
patrzec sie nie moglam! kilka domkow.. hmm.. o ile domkami mozna bylo to
nazwac:) przejazdzka na wielbladach, jakis kamerzysta nagral film, kazdy
placil zadatek, wiec i my tez. potem sie okazalo ze po filmie nawet slad nie
zostal. oczywiscie go nie mamy. ok 21 bylismy juz w hotelu,
a o 24:00 wyjezdzalismy do Kairu. kazdy dostal prowiant na droge z
restauracji. ok 3 w nocy zatrzymalismy sie na jakiejs stacji benzynowej, aby
poczekac na inne autokary, bylo ich 40 i dopiero wtedy pod eskorta tamtejszej
policji pojechalismy dalej. ok 9 rano bylismy juz na miejscu. dzien byl
meczacy, szczegolnie, ze i mnie sie juz udzielilo zatrucie:( na szczescie
spotkalimy kolege i dal nam leki, ktore od razu pomogly:) i dopiero wtedy
zaczelo sie zwiedzanie. przewodnik- samouk swietnie mowil po polsku. pod
wieczor byla wyprawa do Gizy do piramid- swietnie bylo. Mezczyznom kazano
pilnowac zon. Mojemu mezowi tez przewodnik kazal mnie pilnowac, gdyz jak
powiedzial "obok piramid przejazdzki na wielbladach sa legalne, ale juz z
drugiej strony piramid wielblady nie sa tam legalnie i czasem Arabowie
podjezdzaja do kobiety ktora jest sama, porywaja ja na wielblada i kaza placic
okup". Do hurghady wrocilismy ok 24:) zmeczeni bardzo podroza. Potem juz kilka
dni spedzilismy na wylegiwaniu sie na sloncu.
Gdybym miala wybierac- to jeszcze raz bym poleciala. Wrazenia bardzo
pozytywne. bardzo!