cassani
11.05.06, 09:08
Chyba warto przeczytać, mimo że strasznie długie, ale co dziwne – tym razem
zanim napisałem – pomyślałem.
Prolog
Zaczęliśmy mecz nie najlepiej. Jak się okazało nasza docelowa loża vipowska
na stadionie ŁKSu znajduje się po stronie zajmowanej przez tychże kibiców i
trzeba do niej dojść wejściem od strony Retkini. My niestety znaleźliśmy się
w okolicach wejścia od strony Kaliskiej i chcieliśmy obejść stadion ale na
wysokości bramki gdzie wpuszczano kibiców Widzewa podszedł do nas młody,
krótko obcięty człowiek i się spytał:
„gdzie ty ku.. idziesz? Do Żydów? Z Widzewa jesteś to ku.. właź tędy”
Mój kolega trzeźwo odpowiedział że faktycznie jesteśmy z Widzewa, ale krótko
obcięty widząc moje wahanie (podszyte lekką obawą) tryknął mnie lekko w tył
głowy, przy jednoczesnym wepchnięciu na teren stadionu i postawionym pytaniem:
„Ty ku.. na pewno nie idziesz do Żydów? Jesteś z Widzewa?” na szczęście
byłem już między ochroniarzami więc nie musiałem jakoś szczególnie udowadniać
swojego pochodzenia etnicznego.
Tak oto zamiast znaleźć się na neutralnej trybunie vipowskiej znalazłem się
na widzewskiej żylecie (tak to się chyba nazywa). Czyli nasze plany lekko się
pogmatwały.
Wspięliśmy się na trybunę. No tam niedokładnie było cokolwiek widać a
ponadto oblegająca ją młodzież była jakoś dziwnie nastrojona (wtedy po raz
pierwszy pomyślałem „po jaki ch.. wziąłeś komórkę i portfel-do tego ze
wszystkimi kartami?”)więc postanowiliśmy się przedostać jednak w strone
naszej loży. Niestety odwrót do bramek żeby obchodzić dalej stadion był
niemożliwy, gdyż zaraz po wyjściu znów natknęlibyśmy się na tego młodzieńca
który sprawdzał pochodzenie etniczne a tym razem jego cierpliwość do mojej
osoby mogłaby się skończyć. Podeszliśmy do sznura policjantów stojących w
poprzek przejścia i się spytaliśmy się czy tędy można dostać się na trybunę
B - dowiedzieliśmy się że „przejścia nie ma” i pomimo machania biletami nic
nie udało się wskórać. Hmmm, zaczęliśmy się martwić. Podeszliśmy do innego
policjanta, ale ten pomimo naszych wyraźnie cywilnych ciuchów (bez szalików i
takich tam) nie ugiął się pod naszą lekko spanikowaną argumentacją i nas nie
wpuścił. Co gorsza, nasze starania żeby przedostać się na drugą stronę
zostały zauważone prze kilka osób po stronie kibiców (przynajmniej moja lekko
spanikowana jaźń tak to oceniła) co nie dodało nam animuszu i odcięło
możliwość odwrotu. A wtedy pojawił się anioł…
Miał około 50 lat, wąsy okolone dwudniowym zarostem, przyciężki oddech i
żółtą kamizelkę z napisem „OCHRONA”
„ja panów przeprowadzę” – rzekł do policjantów.
Byliśmy uratowani! Dwóch kibiców Widzewa w końcu znalazło się po stronie
trybun należących do ŁKSu. Ufffff.
Mecz itself
Trybuna dla vipów niestety trochę odbiegała od mojej (jak się okazało)
romantycznej wizji i głównie wyróżniała się tym iż była ogrodzona płotem a i
współvipowicze (jak się potem okazało) nie mieli zbędnych szalików do
spalenia – co było wyjątkiem na pozostałych trybunach. Zresztą powiem iż
sobie trochę inaczej wyobrażałem vipa niż zasiedli dookoła mnie, ale cóż -
III RP mogła nawet ich zdegenerować.
Gwizdek i mecz. Co do poziomu nie będę się wypowiadał, bo jestem wypaczony –
kocham piłkę i przez to oglądam tylko Ligę Mistrzów i nie chcę się pastwić
nad piłkarzami. Napiszę tylko że kompletnie przestały mnie dziwić niektóre
komentarze w mediach iż jakaś grupa kibiców cały mecz jest odwrócona tyłem
do boiska – faktycznie w ten sposób można obejrzeć ciekawsze rzeczy. Zaczęło
się od rytualnego spalenia jakiejś szmaty przez kibiców Widzewa – ale potem,
musze przyznać, widzewiacy przygotowali się dużo lepiej do dopingowania
własnej drużyny - mieli -że tak powiem, bardziej spójną wizję. Choć muszę
przyznać że i ŁKS mnie miło zaskoczył jedną flagą (taka potężną rozwijana na
całej trybunie), a dotyczącej nowego sponsora Widzewa – producenta piwa
Harnaś – „HARNAŚ – BYŁEŚ ZBÓJEM – JESTEŚ CH..EM”. I jakiś infantylny rysunek
na środku, w ogóle zdziwiła mnie oprawa graficzna tych flag. Na przykład
jakiś wielki napis HOOLIGANS i pośrodku jakaś postać będąca skrzyżowaniem
Kajka i Kokosza z Pokemonem. No – ale może ja się nie znam. Naprawdę mnie to
wzięło. Nie bez przyczyny pisząc o meczu koncentruję się głównie na kibicach,
co zresztą od jakiejś 60 minuty meczu zrobił cały stadion.
Nie wybiegajmy jednak za daleko. W okolicach 30 minuty na murawę wybiegł
jeden z kibiców ŁKSu – zaczął biec w stronę piłkarzy Widzewa ale w okolicach
połowy spiker przepowiedział iż „prosimy nie wbiegać na płytę stadionu, bo
takie zachowanie zaowocuje karą dla klubu kibica”. W odezwie po chwili z
trybun ŁKSu wybiegło kolejnych 6-8 kibiców (przechodząc przez płot) którzy
dopadli biegnącego i zaczęli go kopać – powiedzmy w okolicach gdzie zdarza
się spalony.
Po około 40 sekundach zacząłem się martwic o kopanego, ale szczęśliwie
podbiegł sędzia i zaczął rozdzielać kopiących od kopanego, choć pewnie w tym
sporcie nie był szkolony. Jak sędzia lekko przejaśnił pole walki pojawili się
ochroniarze, którzy ściągnęli nieszczęśnika. Policji nie było. Ale szykowała
się.
Mecz trwał dalej. Emocje, emocje, emocje. Szczególnie po naszej stronie bo
tuż pod naszą lożą była ławka rezerwowych Widzewa i wielu moich współVipów
dawała dużo rad trenerowi m.in.:
„weź ch..u laptop i im pomóż!” i takie tam. (jak się suma sumarum okazało
chyba ch.. <to nazwisko?> wziął laptop – bo w każdym razie wygrał 3:1)
W okolicach 85 minuty ewakuowaliśmy się z kolegą, Zaczął się bowiem śmingu-
dyngus. Najpierw armatkami ręcznymi a potem zmechanizowanymi. W efekcie
radosnego przekazywania sobie rac pomiędzy kibicami Widzewa a ŁkSu pojawiła
się niebieska (o dziwo!) straż pożarna z armatkami wodnymi i gazowymi. I tu
kilka gorzkich słów: wiem czemu kibice nienawidzą Policji. Jeśli rozrabia
kilkudziesięciu kibiców od strony przeciwnika to tylko ich gazujemy –
tymczasem operator działka z najprawdopodobniej nie przeczytał instrukcji
obsługi tegowoż i psikał duzo dalej, na spokojniejszych kibiców żylety ŁkSu
wywołując furię na CAŁEJ trybunie ŁKS. Zaczęly się poważniejsze burdy i wtedy
opuściliśmy stadion
Epilog.
Po pierwszym golu dla Widzewa o mało nie podskoczyłem, jednakże kolega
delikatnie chwycił mnie za ramię i przytrzymał. Miał rację – byliśmy tam
gdzie byliśmy – na loży vipów, lepiej nie ryzykować (na żylecie pewnie już by
nas zarżnęli). Jak mi potem powiedział, zmienił wcześniej też tapetę w
komórce.
Nie wiem co sobie wyobrażają sobie rodzice większości kibiców – ale zapewne
wyobrażają sobie coś innego.
Co widziałem – 8-10 latki, dzieciaki, chłopcy, w ubraniach zespołu zajmowały
się podawaniem piłek i sprzątaniem boiska w trakcie meczu a w wolnych
chwilach krzyczały razem z innymi kibicami „Jeb, Jeb, Jeb …./któryś klub/
jeeeeee..y jest!!!” i tym podobne oraz rzucały w rezerwowych piłkarz
przeciwnej drużyny jakimiś przedmiotami – usłyszałem przy tym kilka
samodzielnych przekleństw. Rodzice siedzieli obok mnie, słuchali a w przerwie
podali pociechom napoje i kanapki. Gratuluję.
Kończąc, proponuję porównać moje sprawozdanie z oficjalnym GW i innych
lokalnych mediów, gdzie zapewne przeczytamy że „była piękna atmosfera, którą
na koniec zakończyli pseudokibice”, a jak mam być szczery taka
hurrapropaganda jest kompletnie oderwana od rzeczywistości i przedstawia
świat czarno-biały : pseudokibie-policja. A to kompletna nieprawda. Prawda
jest taka że pseudokibice rządzą stadionami, trzymają tam porządek - vide
kopany naśrodku boiska – wszystkich Policja powinna zatrzymać – kopanego za
wtargni