Dodaj do ulubionych

byłem wczoraj na derby /spostrzeżenia osobiste/

11.05.06, 09:08
Chyba warto przeczytać, mimo że strasznie długie, ale co dziwne – tym razem
zanim napisałem – pomyślałem.

Prolog
Zaczęliśmy mecz nie najlepiej. Jak się okazało nasza docelowa loża vipowska
na stadionie ŁKSu znajduje się po stronie zajmowanej przez tychże kibiców i
trzeba do niej dojść wejściem od strony Retkini. My niestety znaleźliśmy się
w okolicach wejścia od strony Kaliskiej i chcieliśmy obejść stadion ale na
wysokości bramki gdzie wpuszczano kibiców Widzewa podszedł do nas młody,
krótko obcięty człowiek i się spytał:
„gdzie ty ku.. idziesz? Do Żydów? Z Widzewa jesteś to ku.. właź tędy”
Mój kolega trzeźwo odpowiedział że faktycznie jesteśmy z Widzewa, ale krótko
obcięty widząc moje wahanie (podszyte lekką obawą) tryknął mnie lekko w tył
głowy, przy jednoczesnym wepchnięciu na teren stadionu i postawionym pytaniem:
„Ty ku.. na pewno nie idziesz do Żydów? Jesteś z Widzewa?” na szczęście
byłem już między ochroniarzami więc nie musiałem jakoś szczególnie udowadniać
swojego pochodzenia etnicznego.
Tak oto zamiast znaleźć się na neutralnej trybunie vipowskiej znalazłem się
na widzewskiej żylecie (tak to się chyba nazywa). Czyli nasze plany lekko się
pogmatwały.
Wspięliśmy się na trybunę. No tam niedokładnie było cokolwiek widać a
ponadto oblegająca ją młodzież była jakoś dziwnie nastrojona (wtedy po raz
pierwszy pomyślałem „po jaki ch.. wziąłeś komórkę i portfel-do tego ze
wszystkimi kartami?”)więc postanowiliśmy się przedostać jednak w strone
naszej loży. Niestety odwrót do bramek żeby obchodzić dalej stadion był
niemożliwy, gdyż zaraz po wyjściu znów natknęlibyśmy się na tego młodzieńca
który sprawdzał pochodzenie etniczne a tym razem jego cierpliwość do mojej
osoby mogłaby się skończyć. Podeszliśmy do sznura policjantów stojących w
poprzek przejścia i się spytaliśmy się czy tędy można dostać się na trybunę
B - dowiedzieliśmy się że „przejścia nie ma” i pomimo machania biletami nic
nie udało się wskórać. Hmmm, zaczęliśmy się martwić. Podeszliśmy do innego
policjanta, ale ten pomimo naszych wyraźnie cywilnych ciuchów (bez szalików i
takich tam) nie ugiął się pod naszą lekko spanikowaną argumentacją i nas nie
wpuścił. Co gorsza, nasze starania żeby przedostać się na drugą stronę
zostały zauważone prze kilka osób po stronie kibiców (przynajmniej moja lekko
spanikowana jaźń tak to oceniła) co nie dodało nam animuszu i odcięło
możliwość odwrotu. A wtedy pojawił się anioł…
Miał około 50 lat, wąsy okolone dwudniowym zarostem, przyciężki oddech i
żółtą kamizelkę z napisem „OCHRONA”
„ja panów przeprowadzę” – rzekł do policjantów.
Byliśmy uratowani! Dwóch kibiców Widzewa w końcu znalazło się po stronie
trybun należących do ŁKSu. Ufffff.

Mecz itself
Trybuna dla vipów niestety trochę odbiegała od mojej (jak się okazało)
romantycznej wizji i głównie wyróżniała się tym iż była ogrodzona płotem a i
współvipowicze (jak się potem okazało) nie mieli zbędnych szalików do
spalenia – co było wyjątkiem na pozostałych trybunach. Zresztą powiem iż
sobie trochę inaczej wyobrażałem vipa niż zasiedli dookoła mnie, ale cóż -
III RP mogła nawet ich zdegenerować.
Gwizdek i mecz. Co do poziomu nie będę się wypowiadał, bo jestem wypaczony –
kocham piłkę i przez to oglądam tylko Ligę Mistrzów i nie chcę się pastwić
nad piłkarzami. Napiszę tylko że kompletnie przestały mnie dziwić niektóre
komentarze w mediach iż jakaś grupa kibiców cały mecz jest odwrócona tyłem
do boiska – faktycznie w ten sposób można obejrzeć ciekawsze rzeczy. Zaczęło
się od rytualnego spalenia jakiejś szmaty przez kibiców Widzewa – ale potem,
musze przyznać, widzewiacy przygotowali się dużo lepiej do dopingowania
własnej drużyny - mieli -że tak powiem, bardziej spójną wizję. Choć muszę
przyznać że i ŁKS mnie miło zaskoczył jedną flagą (taka potężną rozwijana na
całej trybunie), a dotyczącej nowego sponsora Widzewa – producenta piwa
Harnaś – „HARNAŚ – BYŁEŚ ZBÓJEM – JESTEŚ CH..EM”. I jakiś infantylny rysunek
na środku, w ogóle zdziwiła mnie oprawa graficzna tych flag. Na przykład
jakiś wielki napis HOOLIGANS i pośrodku jakaś postać będąca skrzyżowaniem
Kajka i Kokosza z Pokemonem. No – ale może ja się nie znam. Naprawdę mnie to
wzięło. Nie bez przyczyny pisząc o meczu koncentruję się głównie na kibicach,
co zresztą od jakiejś 60 minuty meczu zrobił cały stadion.
Nie wybiegajmy jednak za daleko. W okolicach 30 minuty na murawę wybiegł
jeden z kibiców ŁKSu – zaczął biec w stronę piłkarzy Widzewa ale w okolicach
połowy spiker przepowiedział iż „prosimy nie wbiegać na płytę stadionu, bo
takie zachowanie zaowocuje karą dla klubu kibica”. W odezwie po chwili z
trybun ŁKSu wybiegło kolejnych 6-8 kibiców (przechodząc przez płot) którzy
dopadli biegnącego i zaczęli go kopać – powiedzmy w okolicach gdzie zdarza
się spalony.
Po około 40 sekundach zacząłem się martwic o kopanego, ale szczęśliwie
podbiegł sędzia i zaczął rozdzielać kopiących od kopanego, choć pewnie w tym
sporcie nie był szkolony. Jak sędzia lekko przejaśnił pole walki pojawili się
ochroniarze, którzy ściągnęli nieszczęśnika. Policji nie było. Ale szykowała
się.
Mecz trwał dalej. Emocje, emocje, emocje. Szczególnie po naszej stronie bo
tuż pod naszą lożą była ławka rezerwowych Widzewa i wielu moich współVipów
dawała dużo rad trenerowi m.in.:
„weź ch..u laptop i im pomóż!” i takie tam. (jak się suma sumarum okazało
chyba ch.. <to nazwisko?> wziął laptop – bo w każdym razie wygrał 3:1)
W okolicach 85 minuty ewakuowaliśmy się z kolegą, Zaczął się bowiem śmingu-
dyngus. Najpierw armatkami ręcznymi a potem zmechanizowanymi. W efekcie
radosnego przekazywania sobie rac pomiędzy kibicami Widzewa a ŁkSu pojawiła
się niebieska (o dziwo!) straż pożarna z armatkami wodnymi i gazowymi. I tu
kilka gorzkich słów: wiem czemu kibice nienawidzą Policji. Jeśli rozrabia
kilkudziesięciu kibiców od strony przeciwnika to tylko ich gazujemy –
tymczasem operator działka z najprawdopodobniej nie przeczytał instrukcji
obsługi tegowoż i psikał duzo dalej, na spokojniejszych kibiców żylety ŁkSu
wywołując furię na CAŁEJ trybunie ŁKS. Zaczęly się poważniejsze burdy i wtedy
opuściliśmy stadion

Epilog.
Po pierwszym golu dla Widzewa o mało nie podskoczyłem, jednakże kolega
delikatnie chwycił mnie za ramię i przytrzymał. Miał rację – byliśmy tam
gdzie byliśmy – na loży vipów, lepiej nie ryzykować (na żylecie pewnie już by
nas zarżnęli). Jak mi potem powiedział, zmienił wcześniej też tapetę w
komórce.
Nie wiem co sobie wyobrażają sobie rodzice większości kibiców – ale zapewne
wyobrażają sobie coś innego.
Co widziałem – 8-10 latki, dzieciaki, chłopcy, w ubraniach zespołu zajmowały
się podawaniem piłek i sprzątaniem boiska w trakcie meczu a w wolnych
chwilach krzyczały razem z innymi kibicami „Jeb, Jeb, Jeb …./któryś klub/
jeeeeee..y jest!!!” i tym podobne oraz rzucały w rezerwowych piłkarz
przeciwnej drużyny jakimiś przedmiotami – usłyszałem przy tym kilka
samodzielnych przekleństw. Rodzice siedzieli obok mnie, słuchali a w przerwie
podali pociechom napoje i kanapki. Gratuluję.

Kończąc, proponuję porównać moje sprawozdanie z oficjalnym GW i innych
lokalnych mediów, gdzie zapewne przeczytamy że „była piękna atmosfera, którą
na koniec zakończyli pseudokibice”, a jak mam być szczery taka
hurrapropaganda jest kompletnie oderwana od rzeczywistości i przedstawia
świat czarno-biały : pseudokibie-policja. A to kompletna nieprawda. Prawda
jest taka że pseudokibice rządzą stadionami, trzymają tam porządek - vide
kopany naśrodku boiska – wszystkich Policja powinna zatrzymać – kopanego za
wtargni
Obserwuj wątek
    • cassani powtórka końcówki 11.05.06, 09:15
      bo sie nie zmieściła:
      Kończąc, proponuję porównać moje sprawozdanie z oficjalnym GW i innych
      lokalnych mediów, gdzie zapewne przeczytamy że „była piękna atmosfera, którą na
      koniec zakończyli pseudokibice”, a jak mam być szczery taka hurrapropaganda
      jest kompletnie oderwana od rzeczywistości i przedstawia świat czarno-biały :
      pseudokibie-policja. A to kompletna nieprawda. Prawda jest taka że pseudokibice
      rządzą stadionami, trzymają tam porządek - vide kopany naśrodku boiska –
      wszystkich Policja powinna zatrzymać – kopanego za wtargnięcie , kopiących za
      pobicie. Na stadionach panuje totalny nierząd a PZPZ wali głupa i czeka na
      polskie Heysel – kiedy zginie kilka lub kilkadziesiąt osób – to tylko kwestia
      czasu, wtedy za zmiany weźmie się UEFA. Czekajmy dalej na to.
      • yavorius świetne /nt 11.05.06, 09:19
        • Gość: Wąski Re: świetne /nt IP: *.toya.net.pl 11.05.06, 09:55
          Ale co jest świetne?
          PZPZ?

          Czy to, że cassani chyba po raz pierwszy był na meczu?
          • cassani Re: świetne /nt 11.05.06, 09:59
            ty jesteś świetny - to o to chodziło.
            • Gość: Wąski Re: świetne /nt IP: *.toya.net.pl 11.05.06, 10:04
              Cassani trysnąłeś inteligencją.
              A może raczej wytrysnąłeś.
              Bo ... wie skąd się ona u Ciebie bierze.
              • cassani Re: świetne /nt 11.05.06, 10:07
                ładna gra słów. widzę że uwierzyłeś we własną świetność. tak trzymaj.
    • Gość: ya Re: byłem wczoraj na derby /spostrzeżenia osobis IP: 60.233.15.* 11.05.06, 09:20
      >człowiek ze wsi wyjdzie, lecz wieś z człowieka nigdy<
      W Żyrardowie nie miałeś do czynienia ze stadionami, więc rozumiem ze mogłeś się
      zgubić.
      • cassani Re: byłem wczoraj na derby /spostrzeżenia osobis 11.05.06, 09:34
        nawet nie wiesz jak lubię polską wieś.
        • zmudziaczek Re: byłem wczoraj na derby /spostrzeżenia osobis 11.05.06, 10:13
          Podziwiam Cię cassani za odwagę, ja bym się raczej nie zdecydowała, choć moja
          siostra cioteczna specjalnie z Dublina na derby przyjechała :)
          Dorzucę jednak swoje trzy grosze na temat. W czasie meczu byłam jak codzień z
          moim pieskiem w parku Poniatowskiego i co tam widziałam - grupkę zdaje się 6-8
          policjantów w bojowych ubrankach plus radiowóz i zabawa gotowa, panowie
          pokazywali sobie jak jeździć po parkowych alejkach, żeby fajnie kurzyło...
    • iluminacja256 Re: byłem wczoraj na derby /spostrzeżenia osobis 11.05.06, 10:18
      E, co to za derby na ŁKS-ie:) Na Widzewie to są derby:)))))) Cały Grembach
      przypomina sobie o swoich menelskich korzeniach:P
    • bubot Re: byłem wczoraj na derby /spostrzeżenia osobis 11.05.06, 10:19
      własnie z tych powodów, o których napisałeś nie chodzę na mecze i nie kibicuję.
      nie chcę przykładac do tego ręki.
      • cassani Re: byłem wczoraj na derby /spostrzeżenia osobis 11.05.06, 10:26
        ja bym się nie wybrał sam - bo mnie to też nie bierze, ot przypadek. Aczkolwiek
        powiem Ci ze ogólnie to robi to wrażenie, z tym że widać wyraźnie iz hołota
        rządzi na stadionach a działaczom to pasuje. I to niestety powoduje że szybko
        się nie wybiorę - ale pewnie raz na jakiś czas pójde.
    • Gość: winc Cassani mozesz byc ustysfakcjonowany IP: *.toya.net.pl 11.05.06, 10:21
      nie bedziesz mial okazji przez najblizsze dziesiec lat ogladac w Lodzi derbow,
      po awansie do ekstraklasy Widzewa takie mecze moga sie zdarzyc tylko w Pucharze
      Polski
      • cassani a propos awansu 11.05.06, 10:33
        to słyszałem ciekawą opinię że najbardziej nie zależy na awansie piłkarzom,
        którzy w wyniku tego w dużej części stracą pracę, bo ich umiejętności odbiegaja
        od realiów pierwszej ligi.
        • Gość: Wąski Re: a propos awansu IP: *.toya.net.pl 11.05.06, 10:37
          Jeszcze jakieś ploteczki ekspercie...?
          • cassani Re: a propos awansu 11.05.06, 10:42
            tak, Doda ma fiuta.
            • Gość: Wąski Re: a propos awansu IP: *.toya.net.pl 11.05.06, 10:55
              Zazdrościsz jej. Prawda?
              • brite Re: a propos awansu 11.05.06, 10:58
                złamaliście mi serce.
                • cassani nie poddawaj się 11.05.06, 11:02
                  jakoś się przełamiesz:)
    • Gość: Rodowity Łodzianin spostrzeżenia innego kibica IP: *.toya.net.pl 11.05.06, 10:37
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=486
    • brite Re: byłem wczoraj na derby /spostrzeżenia osobis 11.05.06, 10:37
      No no, Cassani, gratuluję zimnej krwi. Ostatnio zaświtała mi myśl, żeby na jakiś
      mecz się wybrać, ale Twoja relacja w pełni zaspokoiła moją ciekawość.
      • excentrix Re: byłem wczoraj na derby /spostrzeżenia osobis 11.05.06, 10:44
        też coś mnie ostatnio kusiło żeby zobaczyć jakiś mecz, poczuć tą niepowtarzalną
        atmosferę. Wszak wszystkiego w życiu trzeba spróbować. Może jednak zacznę od
        damskiej koszykówki albo hmm... szczypiorniaka ??
        choć może inaczej...ja pójdę na mecz jak kibice zaczną chodzić na wernisaże
        • Gość: kibic sprostowań kilka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.06, 11:09
          1. tez tzw "kibic ŁKSu" ktory wbiegl na boisko to nie był żaden kibic ŁKSu
          tylko chuligan Widzewa przebrany w białą koszulkę jak szczur chciał ukraść
          flagę Tyskiego GKSu z płotu pod zegarem. Brawo dla pana C za szybką reakcje i
          wytłumaczenie ręczne debilowi ze postąpił źle.

          2. Widzew zaprezentował lepszą oprawę. Przyznaję. Ale weź pod uwagę że jakiś
          ignorant wydający rozkazy w policji, przeprowadzil 3 tysięczny pochod kibicow
          Widzewa ziejących nienawiścią do ŁKSu, pod kasami tego stadionu!!! Oczywiscie
          nie musze dodawać ze kilkudziesieciu ludzi wpadło na puste jeszcze sektory
          ŁKSu i zniszczylo prawie całą oprawę na mecz derbowy przygotowaną przez młodych
          kibiców ŁKS ultras.

          3. Co do meczu to piłkarze Widzewa zaprezentowali sie o niebo lepiej i
          zasłużenie wygrali.


          Na zawsze ŁKS
          • cassani dzięki 11.05.06, 11:20
            za sprostowanie - co do tego biegającego, to tez miałem takie wrażenie ze
            chciał gwizdnąc flage - ale znajomi mówili ze to pewnie samosąd - dzięki za
            info.
            co do policji - jak pisałem rozumiem nienawiść kiboli do policji z prostego
            powodu - bo policja nienawidzi kiboli. zachowanie policji było prowokujące, to
            złośliwe lanie woda na kibiców zabierających flagi zeby się nie zniszczcyły,
            lanie na oślep tym różowym gazem (?) na całą trybunę, jak popadnie -
            kompletenie bez sensu. Kibice nie zachowywali sie może jakoś extra, ale reakcja
            policji była nadmierna i prowokująca.
            co do poziomu drużyn - fakt, Widzew zagrał lepiej, ale i tak był to dość słaby
            poziom.
      • cassani Re: byłem wczoraj na derby /spostrzeżenia osobis 11.05.06, 10:53
        a ja sobie pójde raz na jakiś czas - tym bardziej, ze mam wejście na w miarę
        normalną trybunę. Na przykłąd niedługo ma byc na Widzewie mecz seniorów Realu i
        widzewa, popatrzę sobie na jkichs dziadków, Bońka czy Sancheza :) a i moze na
        jakiś ligowy bym poszedł - ale bez przesady.
        ech - a gdzie czasy gdy po meczu skutecznie spijaliśmy kibiców Borussi Dortmund
        w Irishu...
        • Gość: Wąski Re: byłem wczoraj na derby /spostrzeżenia osobis IP: *.toya.net.pl 11.05.06, 10:58
          Wiesz co, nie pisz już więcej nic o tym o czym pojęcia nie masz.
          Na Bońka grającego nie popatrzysz bo ma kontuzję i nie zagra.
          A jeśli z dużej litery piszesz Real to i Widzew należałoby też uszanować.
          Tak naprawdę to przebija przez Ciebie ŁKSiak.
          • cassani Re: byłem wczoraj na derby /spostrzeżenia osobis 11.05.06, 11:01
            dobrze tato.
    • big_news Re: byłem wczoraj na derby /spostrzeżenia osobis 11.05.06, 11:05
      Cieszę się, że udało Ci się przeżyć. Szczere gratulacje. Ale wierz mi, kiedyś
      derby miały wyższą temperaturę, że już o meczach z taką Legią nie wspomnę.
      Wróćmy jednak do meczów ŁKS-Widzew. Utkwił mi w pamięci szczególnie jeden taki.
      Było to w czasach przedpotopowych, bodaj w roku 1978 lub w 1979. Nie ważne.
      Byłem już na tyle dużym chłopczykiem, że pamiętam to dość dokładnie. Wyobraź
      sobie, że wtedy na mecze przychodziło nie marne 13000, a po 40000 ludzi. Derby
      były rozgrywane zawsze na ŁKS-ie. Publika siedziała i na trybunach i na bieżni
      dookoła boiska. Wyobrażasz to sobie obecnie?! Tamten mecz Widzew wygrał 3:0. W
      bramce ŁKS-u stał Janek Tomaszewski. Mecz był ostry (jak prawie zawsze, bo sporo
      też było derbów "przyjaźni", niestety), ale Widzew jednak przeważał. W jakiejś
      siedemdziesiątejktórejś minucie, sędzia gwizdnął karnego dla gości, czyli
      Widzewa. Stan był już w tym momencie 2:0 dla Widzewa. Piłkę ustawił sobie
      Boniek. Nim strzelił podszedł do Tomka i coś mu powiedział. Każdy, kto choć
      trochę interesował się piłką, wiedział, że obaj panowie nie darzyli się estymą.
      W każdym razie widać było nawet z trybun, że Janek się wewnętrznie gotuje.
      Gwizdek, Rudy strzela, trafia w jeden róg, Tomek leży w drugim. Rudy się cieszy,
      zbiera gratulacje, a tu nagle ktoś do niego krzyczy żeby czym prędzej spitalał!
      Bo Jasiu podniósł się z murawy i wielkimi susami sadzi do Bońka! Rudy w nogi,
      Tomek za nim! Publika szaleje! Pobiegali tak sobie w sprinterskim tempie ze trzy
      długości boiska, aż koledzy Jasia go dopadli i jakoś uspokoili. Już do końca
      meczu Zbysio nie zapędzał się w okolice pola karnego ŁKS-u, wyjątkowo troskliwie
      dbał też o swoje łydki, bo koledzy Jasia koniecznie chcieli zrobić Rudemu kuku.
      Chodziły później słuchy, że obaj panowie jeszcze przed meczem założyli się o
      skrzynkę łiskacza, że o ile będzie jedenastka dla Widzewa to będzie wykonywał ją
      Boniek właśnie i jeżeli strzeli to Janek stawia, a jeżeli obroni to oczywiście
      leci do Pewexu Boniek. Ale przed samym strzałem Boniek podniósł stawkę, mówiąc
      do Jasia kim jest jego mama oraz że Jasio jest głupim ch..., no nie ważne. I to
      właśnie wyprowadziło z równowagi statecznego (hehehe) golkipera ŁKS-u. Boniek
      zresztą mierzył się na dystansie spriterskim także w Manchesterze. Tyle, że tam
      gonił go jakiś zapalony kibic angielskiego klubu i Boniek także wtedy zwyciężył,
      czyli nie dał się złapać. Z innych fajnych wydarzeń meczowych pamiętam akcję,
      której głównym bohaterami byli kibole Legii. To akurat działo się na Widzewie.
      Kibole "L" siedzieli pod torami. Widzew prowadził. Kibole "L" byli coraz mocniej
      wzburzeni, bo do końca meczu było już tylko ciutek ciutek, a ich pupile grali
      padlinę. Jeszcze przed meczem dzielna łódzka milicja obywatelska spuściła
      podobno niezły łomocik kibolom warszawskim bodaj w Żyrardowie (tam się łódzkie
      niebieskie cwaniaczki na nich zaczaili), więc frustracja gości była podwojona.
      Zaczęli coś brzydkiego na tym stadionowym zakręcie wykrzykiwać pod adresem
      naszych łódzkich herosów, i to tych boiskowych, ale też nieopatrznie tych w
      mundurach. Na koronie , tuż nad kibolami "L" stali właśnie ci z pałami. Jak
      usłyszeli z jakich nieporządnych rodzin pochodzą, to ruszyli na warszawiaków.
      Zepchnęli ich do siatki okalającej boisko i dalej spuszczać łomot. Kibole w
      nogi, ale siatka wysoka i dość wytrzymała. Piszę dość, bo po paru minutach
      kibole siatkę swoimi ciałami złamali. Ci, którzy mieli dość sił podnieśli się i
      dalej gnać po przekątnej na drugą stronę boiska, czyli pod budynek klubowy. A
      tam niespodzianka: kolejna armia uzbrojonych po zęby ZOMO-wców. I kolejny łomot.
      Chłopaki odtrąbili odwrót i znów znaleźli się pod torami. Tam oczywiście
      poprawka z łomotu, dlatego kibole już nie czekali na zakończenie meczu, tylko
      gnali przed siebie, byle dalej od stadionu Robotniczego Towarzystwa Sportowego
      "Widzew" Łódź. Część z nich milicji udało się ująć, żal ich było nawet kibolom
      Widzewa, bo wrzaski jakie dochodziły z milicyjnych bud skruszyłyby serce
      każdego. Część z tych, którym udało się bryknąć milicji, wyłapali jednak
      "urodzeni łodzianie". W pobliskich parkach, w krzaczorach i na skwerach nasi
      kulturalni kibice tłumaczyli kolegom z Warszawy, żeby raczej nie odwiedzali
      naszego miasta, bo tu powietrze im nie służy. KLub łódzki prócz zwycięstwa
      odniósł także sukces finansowy, bo po dwukrotnej przebieżce warszawskich
      sympatyków piłki nożnej stadionowej murawy, zostawili oni na niej sporo dóbr, w
      postaci łomów, kastetów, różnych metalowych listew, prętów itp. Głowę dam, że
      uzbierało się tego kilka wagonów kolejowych, a złom był wtedy w cenie. Mógłbym
      opowiedzieć jeszcze pare histryjek footbolowych, ale wydaje mi się, że zanudzam
      już zanadto. Do następnych derbów. Oby w I lidze!
      • cassani lubie takie historie :) 11.05.06, 11:13
        zawsze to "kiedyś" brzmi jakoś romantyczniej, choc bęcki czy to od ZOMOwca czy
        od huligana bola pewnie jednorako. Szczególnie ciekawe są te historyje o Bońku -
        sprinterze i o Jasiu. Ciekawe czy Panowie sie z tego śmieją teraz czy ciągle
        sie ganiają o tego nieszczęsnego łiskacza?
        Dość przypadkowo, ale dość dobrze poznałem przez jednego z óczesnych piłkarzy
        (dziś działacza) środowisko Widzewa z lat 80, na Sylestrze byłem razem chyba z
        połową ówczesnego skłądu. historie opowiadali chłopaki niesłychane -
        szczególnie finansowe i o kuchni Ligi Mistrzów (wtedy to sie chyba inaczej
        nazywało) o wyprawach na MAnchaster itp., o załatwianiu koszulek, czy getr od
        których nie powstawały jakieś czyraki, ech zawsze było-minęło-lepiej było.
        Ciekawe czy za następne 20 lat, będziemy się tak słodko rozwodzić nad
        dzisiejszymi huliganami :)
        • big_news Re: lubie takie historie :) 11.05.06, 11:48
          Panowie B. i T. do dzisiaj patrzą na siebie z bokowca. Historyjek z czasów
          zaszłych i trochę nam bliższych znam sporo. Był moment, że byłem dość blisko
          tych spraw, zaliczyłem trochę wyjazdów na mecze, ale zaznaczam, że nie były to
          wycieczki zorganizowane! Byłem kibicem, a nie kibolem. Przez krótki okres czasu
          bywałem nawet w szatniach zawodników. I z kiloma byłem na ty. Teraz już mnie
          piłka tak nie kręci. Może jest jej za dużo w tv i się przejadło? Ale na pewno
          jeszcze się na jakieś mecze wybiorę. I liga blisko!:)
      • Gość: Pamiętliwy Urban legend... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.06, 11:16
        Bzdura... Nigdy nie było na ŁKS derbów, które Widzew wygrał 3:0, nigdy Boniek
        nie strzelał w derbach w taki sposób karnego, nigdy nie było takiego zdarzenia,
        jakie opisałeś. Wystarczy zajrzeć do źródeł statystycznych.
        A w dzieciństwie pewnie widywałeś czarną wołgę, która porywała twoich kolegów z
        klasy...
        • big_news Re: Urban legend... 11.05.06, 11:21
          Człowieku, może Ty i jesteś pamiętliwy, ale za to albo pamięć Ci szwankuje lub
          guzik wiesz o piłce, a już o derbach łódzkich zwłaszcza. A do tego wyobraź
          sobie, że nie mam aż takiej wyobraźni, żeby na prędce sklecić taką histroryjkę.
          Pozdrawiam Cię i żałuj, że tego nie widziałeś.
          • Gość: kibic Re: Urban legend... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.06, 11:34
            30 marca 1978 Widzew- ŁKS 3-0 (Dawid, Surlit, Boniek)


            Mam nadzieję że ŁKS spadł na dno żeby się od niego odbić...
          • Gość: Pamiętliwy Re: Urban legend... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.06, 11:41
            Nie mogłeś tego widzieć, bo nigdy tego nie było. Co najwyżej słyszałeś od kogoś
            na zasadzie "jedna baba drugiej babaie" albo przeczyatłeś o tym w książce
            niejakiego Makowieckiego o mundialu 82, w której ten snobujący się na wielkiego
            literata (Mario Vargas Llosa to właściwie jego przyjaciel, itd...) autor opisał
            właśnie ten "fakt". Jak podejrzewam - w celu podkoloryzowania własnej
            twórczości. W tej samej książce przyznaje zresztą, że na futbolu się nie zna, a
            na mecze nie chodzi. A na mundial pojechał tylko dlatego, że znał hiszpański.
            Ale później legenda idzie w miasto...
            • cassani polecam 11.05.06, 11:42
              Rozmowy w Katedrze.
              • brite ale 11.05.06, 11:45
                czy kościelny nie wyrzuci za hałasowanie?
                • cassani nie 11.05.06, 11:47
                  jestłżeopłacony!
            • dziad_borowy Re: Urban legend... 11.05.06, 11:45
              Mysle, ze juz wystarczajaco sie skompromitowales.
              Dzierżżż!!!
            • big_news Re: Urban legend... 11.05.06, 11:53
              No cóż... Trwaj sobie w tym przekonaniu. Przecież nijak Ci tego nie udowodnię,
              bo jesteś zaprogramowany na nie. Makowieckiego czytałem, w tym "Kwadrans śpiącej
              królewny". Ale mecz, o którym wspomniałem miał miejsce, odbył się na stadionie
              ŁKS-u i było na nim kupa luda. Na tym wymiany uwag z Tobą kończę.
        • hubar Łódź 30.03.1978 11.05.06, 11:38
          Sezon 1977/78 / I liga / 26. kolejka: Widzew Łódź - ŁKS Łódź 3:0 (1:0)

          Łódź, 30.03.1978

          Bramki:
          1:0 Dawid (18)
          2:0 Surlit (57)
          3:0 Boniek (73)

          Widzew: Burzyński, Kostrzewiński, Tłokiński, Chodakowski, Możejko, Błachno,
          Boniek, Rozborski, Surlit, Dawid, Dąbrowski.

          Sędzia: Jarguz (Suwałki)
          Widzów: 25000
          • big_news Re: Łódź 30.03.1978 11.05.06, 11:55
            Właśnie o ten mecz chodzi. Dzięki.
      • Gość: Wąski Re: byłem wczoraj na derby /spostrzeżenia osobis IP: *.toya.net.pl 11.05.06, 12:31
        Pamiętam też tamte derby, ale z tymi trzema długościami boiska to przesadziłeś.
        Tomek nie miał aż takiej kondycji.

        Natomiast z pamiętnego meczu z Legią utkwiło mi jeszcze w pamięci jak
        uciekających przez murawę kibiców Legii traktował Surlit i koledzy.
        • big_news Re: byłem wczoraj na derby /spostrzeżenia osobis 11.05.06, 12:47
          Może i mnie trochę poniosło. Przebiegli ciut mniej, bo faktycznie Tomek nie był
          długodystansowcem. Preferował on raczej sztafety. 6x100 lub 12x50. Tyle, że nie
          o metry chodzi;)
          Surlit i koledzy traktowali kiboli Legii ze słuszną powagą. Nie zlekceważyli ich:)
    • kulec przedprolog 11.05.06, 12:03
      jadac do pracy tramwajem linii 10 widzew - centrum mialam okazje przylaczyc sie
      do przemarszu kibicow widzewa. po pierwsze primo, na pierwszym przystanku
      wsiedli panowie, ktorzy chyba w zwiazku z nadmiernym zainteresowaniem zlotym
      trunkiem w puszkach (tatra i zubr, a co gorsza tez i lech a nie harnas) spoznili
      sie na marszu poczatek i zdecydowali sie gonic go tramwajem. po drugie primo,
      cityrunner (przezyl!) polaczyl sie z widzewiakami w okolicach drukarni. na
      przystanku szybka wymiana - kibice wysiadaja, reszta wsiada. przysnam - ulzylo
      mi. jadac dalej podziwialam przez tylnia szybe tramwaju czerwony korowod
      otoczony z bokow policja, konmi, a z gory helikopterem. od dolu tez ktos
      pilnowal? wygladalo efektownie, a potegowaly to lekki paraliz komunikacyjny
      miasta i wstazki lodzian wzdluz pilsudskiego/mickiewicza, ktorym na twarzy
      malowal sie podziw (dla sluzb porzadkowych?) zmieszany z obawami (czy na pewno
      podolaja?).
      tyle z derbow widzialam. wystarczy.
      • kapitan_kloss Re: przedprolog 11.05.06, 15:04
        Wczoraj starannie unikalem przemieszczania sie przez centrum. Stezenie dresow,
        szalikow, ogolonow glow, ordynarnych spiewow i agresji nie sluzy mi.
        Byc moze sie zestarzalem, ale jak tak stanalem przed lustrem i zalozylem klubowy
        szalik to stwierdzilem, ze mi w tym nie do twarzy....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka