martoszon27
03.07.04, 14:53
HEY,
18.06.2004 zostałam mamą ślicznego synka. Miałam cesarkę i pojawiły się
problemy z pokarmem. Mały strasznie spadł z wagi ok 400 gr. Nikt mi nie
wierzył że nie mam pokarmu kazali dostawiac do piersi i tyle . Błagałam
mówiłam że z nich nic nie leci a oni tylko: niech się pani wyluzuje to
poleci. Mały tracił siły trudno go było juz nawet wybudzic , nie załatwiał
sie - wtedy zareagowali najpierw zaczeli go meczyć badaniami szukając jakiejś
choroby potem skapitulowali i dokarmili. Mały wciągną całą strzykawkę mleczka
jak szalony, więc rzeczywiscie przyznali mi racje że dziecko było głodne.
Nie czuje aby mi przybywało pokarmu i może to zabrzmi idiotycznie ale
strasznie zraziłam sie do karmienia piersią ja po prostu sie boję żeby
sytuacja sie nie powtórzyła jak pomyslę że przez cztery dni mój synek
głodował , był odwodniony i tracił siły jeszcze chce mi się wyc. LEKARZE
PRZEZ TO ICH BAGATELIZOWANIE ZUPEŁNIE OBRZYDZILI MI KARMIENIE NATURALNE. Ja
boje się przestać dawac mu butelke chociaż wiem ze mleko matki jest
najlepsze.
Nie radze sobie z tym wszystkim czuję sie paskudnie boje sie o lobuza.
Dotego doszło to ze mały zacza kichać - nie wiem czy to normalne czy nie. Z
noska nic nie leci zbieraja sie tylko zwykłe " kozy' które staram się usuwać.
Boje sie czy to kichanie nie rozwinie sie w cos wiekszego. Napiszcie czy
wasze pociechy tez tak miały i kiedy udac się do pediatry bo ja dostaje swira
cały czas go obserwuje i zadręczam sie.
cholera dlaczego ja nie umiem cieszyc sie macierzyństwem od poczatku same
problemy . Snuje sie po domu cała zaryczana z meżem nie chce mi sie gadać.
Tak bardzo sie boje o moje dziecko, nie wiem jak z nim postepować. Napiszcie
mi doswiadczone mamusie kiedy naprawde panikowac a kiedy dać sobie luz.
pozdrawiam
marta & łobuz