hektor_wektor
08.04.08, 21:44
Choć nie jestem dziewczyną, to i mnie miło by było gdyby ktoś mnie namawiał do
studiowania na Polibudzie. Nawet nie chodzi o imprezy, cuda wianki. Bardziej o
czynną pomoc w nauce, na którą nie mogłem liczyć. W liceum numer VII moja
matematyczka z fizyczką jedyne co miały mi do zaoferowania w ciągu pierwszych
dwóch lat, to udowodnienie, że jestem tłukiem. Raz szło mi lepiej, raz
fatalnie a miałem naprawdę duże chęci aby to wszystko pojąć. Do czasu, gdy po
prostu poczułem się okropnie zniechęcony przez ciągłe maltretowanie mnie
"złymi ocenami". Pozdrawiam Panie magister.
Myślę, że nie jestem przypadkiem. Ludzie nie chcą iść na kierunki ścisłe, bo
nie ma odpowiednik pedagogów, którzy odpowiednio przygotują przyszłych
studentów. Ci którzy mają problemy z matmą i fizyką nie zawsze są na pozycji
przegranej. Wystarczy im czasami poświęcić nieco więcej czasu aby to coś
zaskoczyło. Z naukami humanistycznymi jest dość podobnie, tyle że w tym
przypadku łatwiej jest pewne rzeczy zakuć i zdać. Tu zresztą wychodzi
umiejętność zakuwania, a nie uczenia się. Nawet w przypadku socjologii,
kulturoznawstwa, historii sztuki, itp. samo kucie przekłada się jedynie na
czasowo przyswojoną widzę. Tyle, że taki humanista jest bez polotu i szybko
zapomina o tym co mu chciano przekazać.
Wracając do potencjalnych kandydatów na kierunki ścisłe. Może warto by
popracować nad programem nauczania matematyki, fizyki i chemii. Poprawić coś w
samym procesie nauczania. Pomagania tym, którzy na pierwszy rzut oka nie
nadają się na te studia. Czasami takie pierwsze wrażenie jest bardzo błędne.
mgr h_w