Dodaj do ulubionych

Kaj som Ślónzoki

14.12.04, 19:26
Kaj żeśmy som?

Aleksandra Klich, Józef Krzyk 14-12-2004 , ostatnia aktualizacja 14-12-2004
17:19

W ustawie o mniejszościach narodowych nie ma śladu po Ślązakach. Gdzie
wyparowały 173 tysiące obywateli?

Tylu ludzi podczas spisu powszechnego w zeszłym roku zadeklarowało, że jest
narodowości śląskiej. Swój wybór tłumaczyli podobnie: jestem Ślązakiem, bo
tutaj się urodziłem, czuję się związany ze śląską historią, tradycją i
kulturą, to moja mała ojczyzna. Tu jest mój Nikiszowiec, Halemba albo Bobrek.
Podkreślali, że choć są narodowości śląskiej, pozostają lojalnymi obywatelami
polskiego państwa.

Mimo tych mocnych i jednoznacznych zastrzeżeń w Polsce powiało strachem przed
śląskim separatyzmem, a w najlepszym razie - autonomią gospodarczą. O
zagrożeniu ze strony dążących do samodzielności Ślązaków mówili zgodnie
zarówno politycy prawicy, jak lewicy. I na niewiele pomogły uspokajające
głosy, że autodefiniujące deklaracje narodowe to w demokratycznym świecie
normalna sprawa, bo każdy obywatel ma prawo do określenia swej tożsamości. Że
Ślązacy to po prostu grupa, która wykorzystała spis powszechny, żeby po
pierwsze - zwrócić uwagę na swą odmienność, a po drugie - wyrazić sprzeciw
wobec kiepskiej sytuacji regionu. Przeważył pogląd, że Ślązak jest labilny
narodowo i trzeba dbać o utwierdzanie go w przekonaniu, że jest Polakiem.
Inaczej może zechcieć np. stworzyć własne państwo albo przyłączyć się do
Niemiec.

Nie są grupą etniczną, bo nie

Oficjalnie państwo odniosło się do wyników zeszłorocznego spisu dopiero kilka
dni temu. W ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku
regionalnym przyjętej przez Senat nie ma nawet śladu Ślązaków. Nie znaleźli
się ani wśród dziewięciu narodowości, ani wśród czterech grup etnicznych.
Pierwszy przypadek nie dziwi, bo można mieć poważne zastrzeżenia, czy
rzeczywiście Ślązacy są już narodem. Dlaczego jednak Ślązaków nie uznano za
grupę etniczną?
Zgodnie z ustawą grupa etniczna musi: • odróżniać się w sposób istotny od
pozostałych obywateli; • dążyć do zachowania swojego języka, kultury lub
tradycji; • mieć świadomość wspólnoty etnicznej; • zamieszkiwać państwo
polskie od co najmniej 100 lat.
O Śląsku w ustawie w ogóle nie ma mowy. Śląski nie został uznany nawet za
język regionalny - taki status uzyskał kaszubski. Podczas dyskusji w
parlamencie urzędnicy i politycy nie powoływali się na żadne wyniki badań,
które rozstrzygałyby, że Ślązacy nie spełniają kryteriów stawianych grupie
etnicznej. Dlaczego? Bo takich badań nie ma. Są za to opracowania opisujące
gwarę jako język regionalny, podkreślające odrębność tożsamościową,
etnologiczną i kulturalną Ślązaków (nawet jeśli autorzy tych badań, jak np.
prof. Dorota Simonides, są sceptyczni wobec pomysłu narodowości śląskiej).
Posłowie i senatorowie zlikwidowali problem Ślązaków bez rzeczowej dyskusji
poprzedzonej analizą badań nad tożsamością regionu. Uznali, że nie ma ani
Ślązaków, ani języka, którym się posługują, ani tradycji, którą żyją, ani
kultury, którą tworzą.
Zapomniano o 173 tysiącach ludzi, którzy tę śląskość zadeklarowali, na czele
z senatorem Kazimierzem Kutzem, pisarzem i malarzem Henrykiem Wańkiem,
dramatopisarzem Ingmarem Villquistem oraz Wojciechem Kuczokiem, laureatem
tegorocznej Nike. Zapomniano też, że narodowość śląską zadeklarowało
najwięcej spośród tych obywateli, którzy uznali, że nie są narodowości
polskiej. Więcej od Niemców, Ukraińców czy Białorusinów.
Najgłośniej w obronie Ślązaków wystąpił Kutz. Jeszcze w Senacie grzmiał, że
ustawa o mniejszościach to dowód na nikczemne poniżanie Śląska. W "Przekroju"
nazwał ustawę majstersztykiem zacofaństwa, a w felietonach publikowanych na
katowickich stronach "Gazety Wyborczej" wystosował rozpaczliwy apel: czym
jest dla naszych nacjonałów śląskość - niedopuszczalną aberracją, trądem czy
ukrytą chorobą czarnego luda?
Na Śląsku rośnie społeczne ciśnienie. Słychać opinie, że posłowie uznali
Ślązaków za zagrożenie, które trzeba szybko zlikwidować. Na forum
internetowym gazeta.pl ktoś wpisał: "To my naród śląski! Przetrwaliśmy
wysiedlania po II wojnie światowej, przetrwaliśmy rugowanie naszej godki,
przetrwamy też i papierek stwierdzający, że nas nie ma". Michał Smolorz,
publicysta z Katowic, producent telewizyjny: - Czeka nas nawrót do państwa
narodowościowego. Gdyby ustawa ta weszła w życie, moglibyśmy powiedzieć:
witaj, Polsko czasów i praktyk Ottona von Bismarcka! Witaj, Polsko
nacjonalistycznych spadkobierców Romana Dmowskiego.
Rozczarowani są nie tylko Ślązacy, ale i ci, którzy znają Śląsk z racji swych
zainteresować zawodowych. Prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu
Śląskiego (pochodzi z Częstochowy, na Śląsku od lat 80.) zajmuje się głównie
kulturą i tradycją górniczą: - Daleki jestem od traktowania Ślązaków jak
narodu. Ale to największa w Polsce grupa etniczna! W dodatku jej członkowie
zdefiniowali się podczas spisu powszechnego. Dziwi mnie, że w Polsce, kraju o
tak znikomej liczbie mniejszości, tak wrogo ich potraktowano. Przecież Polska
się nie zawali, jeśli uhonoruje się Ślązaków zaliczeniem do grupy etnicznej.
I dodaje, że rozgoryczenie wśród Ślązaków jest tym większe, iż przetrwali
kilkaset lat poza granicami Polski właśnie jako społeczność polska. - Teraz
ta celowo pominięta grupa z przekory będzie eksponowała swoją inność -
zapowiada.

Nie tylko gest

Ślązacy, tępieni przez lata PRL-u za używanie gwary, przestali się jej w
ciągu ostatnich 15 lat wstydzić (najlepszym dowodem jest gremialny udział
Ślązaków w konkursie "Po naszymu, czyli po śląsku"). Tak jak przestali się
wstydzić odmiennych doświadczeń historycznych (Polakowi trudno zrozumieć, że
czyjś dziadek mógł najpierw służyć w wojsku polskim, a potem został wcielony
do Wehrmachtu). Ślązacy nauczyli się formułować swoje potrzeby - do szkół
wprowadzono elementy wiedzy o kulturze regionu, ośrodki kultury organizują
konkursy wiedzy o regionie, gwarze, lokalnej historii. W internecie powstały
setki stron w gwarze śląskiej.
Co dałoby prawne uznanie Ślązaków za grupę etniczną? Najważniejsze, że byłoby
to docenienie długich starań Śląska o uznanie odmienności. Byłby to gest tym
ważniejszy, że stałby za nim autorytet polskiego państwa. Gest niewiele
kosztujący, a tak ważny dla Ślązaków. Dzięki niemu mogliby się czuć
bezpieczni - chronieni przed dyskryminacją i wsparci siłą polskiego prawa.
Przecież nie ma niczego złego w tym, że ktoś czuje się związany z jakąś grupą
etniczną. Europejczycy podkreślają przynależność do regionów. Więcej:
doceniają te regionalne przywiązania, bo to właśnie w regionach są
pielęgnowane podstawowe wartości - mocne i autentyczne więzi między ludźmi.
Zalegalizowanie Ślązaków jako grupy etnicznej to przede wszystkim szansa na
prawdziwe pojednanie między Polakami i Niemcami. W taki sposób wytrącono by z
ręki oręż nacjonalistom. Ślązacy to grupa etniczna ponad granicami, odarta z
nacjonalistycznej ksenofobii i nietolerancji. Ludzie, którzy wiedzą, jak
naprawdę być zwornikiem polsko-niemieckiego pojednania - prawdziwego,
obywatelskiego, na poziomie codziennych doświadczeń. Bez względu na to, kto
rządzi Polską: lewica, platformersi czy skrajna prawica.
Silna grupa etniczna wsparta potęgą państwa, pracująca na rzecz pojednania
ponad granicami - czy to się może Polsce nie opłacać?
To jednak na razie tylko pobożne życzenia. Na razie żyjemy w rzeczywistości
zafundowanej nam przez Sejm i Senat, czyli w świecie bez Ślązaków.

Ślązacy sobie poradzą

Do czego decyzja posłów i senatorów może doprowadzić? W najlepszym wypadku
Ślązacy zaczną się organizować na poziomie samorządów i staną się siłą
napędzającą aktywność lokalną. O tym marzy Kazimierz Kutz, to również
przewiduje Wojciech Łukowski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. -
Ślązacy powinni zweryfikować swoją siłę w
Obserwuj wątek
    • wilym Kaj som Ślónzoki - c.d. 14.12.04, 19:29
      Ślązacy sobie poradzą

      Do czego decyzja posłów i senatorów może doprowadzić? W najlepszym wypadku
      Ślązacy zaczną się organizować na poziomie samorządów i staną się siłą
      napędzającą aktywność lokalną. O tym marzy Kazimierz Kutz, to również
      przewiduje Wojciech Łukowski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. - Ślązacy
      powinni zweryfikować swoją siłę w wyborach lokalnych. Jeśli uda im się pokazać,
      że potrafią lepiej od działaczy partyjnych rządzić w lokalnych wspólnotach, to
      będzie poważne wsparcie ich sprawy - tłumaczy.
      Gorzej, jeśli zaczną organizować się w opozycji do państwa polskiego. A jest to
      prawdopodobne, jeśli czują się urażeni jawnym i oficjalnym lekceważeniem ich
      istnienia, czyli - jak to ujął Kutz - wygumkowaniem ich z polskiej
      rzeczywistości. Wtedy - żeby działać legalnie - mogą zapisywać się do
      mniejszości niemieckiej (tak przewiduje Kutz) lub zaczną naciskać na
      decentralizację państwa i autonomię regionu (to już oficjalnie zapowiada Jerzy
      Gorzelik, lider Ruchu Autonomii Śląska).
      Ani jedno, ani drugie nie jest jednak najgorszym rozwiązaniem. Najgorzej, jeśli
      Ślązacy odwrócą się plecami, ogarnie ich apatia i bierność. Stracimy w taki
      sposób niepowtarzalną szansę zbudowania obywatelskiego państwa. Tę szansę,
      którą stworzyliśmy sobie, pytając w czasie spisu powszechnego: do jakiej
      narodowości Pan lub Pani należy?
      W kuluarach Senatu szeptano, że rugując Ślązaków z ustawy, chciano
      uniemożliwić "doprowadzenie do eskalacji żądań mniejszości i konfliktów na tle
      etnicznym". Spokojnie. Ślązacy nie są buntownikami. Nie pójdą z ułańską
      fantazją na czołgi. Po prostu odczekają i w następnym spisie powszechnym
      narodowość śląską zadeklaruje 300 tys. ludzi.
      Może nim się to stanie, czas na prawdziwą dyskusję o Ślązakach?

      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2445433.html
      • Gość: erwin powoli bo powoli IP: *.podchorazych.katowice.pl 14.12.04, 20:03
        ale wyjdymy z teog marazmu. wszystko przez te pisy i lpry

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka