eichendorff
29.12.04, 19:48
Miałem wczoraj przyjemność obejrzenia filmu "Samo życie" (tytuł
oryginalny: "Auberge espagnole" - ach! ci tłumacze! :-) ).
Nie będę się tu rozpisywał na temat treści filmu. Skrócona recenzja znajduje
się tutaj: film.onet.pl/9274,film.html
Ogólnie film wywodzi się z nowej, francuskiej szkoły filmowej (kto
oglądał "Amelię" ten wie o co chodzi; zresztą Audrey Tatou występuje w tym
filmie, choć w roli zdecydowanie drugoplanowej).
Chciałbym się jednak skoncentrować na aspekcie współżycia (nie tylko w
dosłownym sensie tego słowa) w jednym miejscu, przedstawicieli tak wielu
nacji. Jest to bezpośrednia metafora (reżyser nie trudził się specjalnie z
jakimiś bardziej subtelnymi symbolami) wspólnego bytowania w Unii
Europejskiej przez wiele narodów. Dochodzi oczywiście między bohaterami do
częstych nieporozumień i sprzeczek, zawiązywane są "koalicje" pomiędzy
poszczególnymi postaciami, ale w ogólnym rozrachunku wszyscy są szczęśliwi i
zadowoleni z doświadczeń jakie przyniosło im mieszkanie pod jednym dachem
z "obcokrajowcami".
W filmie poruszonych jest wiele tematów (biurokracja unijana), również
narodowych (np. konflikt flamandzko-waloński w Belgii czy funkcjonujące wciąż
w wielu społeczeństwach etniczne stereotypy), ale jeden epizod wzbudził moje
szczególne zainteresowanie. Główny bohater podjął studia podyplomowe na
barcelońskiej uczelni. Duże było jego i innych studentów zdziwienie, gdy
jeden z wykładowców poprowadził zajęcia po ...katalońsku. Gdy zwrócono mu
(wykładowcy) na to uwagę, stwierdził, że znajdują się w Katalonii więc on
innym językiem mówić nie będzie. Ale jeszcze ciekawsza była scena następna:
oburzonym zachowaniem profesora studentom tłumaczył zawiłości społeczeństwa
wielokulturowego ...czarny jak smoła Somalijczyk (Katalonia - nie Hiszpania! -
była jego drugą ojczyzną, ojczyzną "z wyboru"). Doprawdy, scena porażająca -
ten zabiegł reżyserowi się udał. Pokazał nasze, "europejskie" podejście do
wielokulturowości. Nikt już później nie miał potem problemów z wykładami w
języku katalońskim.
Polecam ten film każdemu kto chce zobaczyć jak będzie wyglądać nasze życie za
kilka, kilkanaście lat. Podejrzewam, że przeciwników "Europy regionów" ten
film i tak nie przekona do tej idei. Jednak może nie będą już tak bardzo
przerażeni myślą o wykładach na uniwersytecie w języku katalońskim,
baskijskim (tak, tak! Panie Aqua! :-) ) czy kiedyś może i śląskim...