Gość: hanys
IP: *.SILWEB.PL
06.03.05, 12:05
W lasach niemodlińskich przy linii kolejowej Opole – Nysa, w odległości około
20 km od Nysy leży spora wieś Łambinowice. To właśnie w owej wsi Polacy i
Rosjanie urządzili sobie po zakończeniu II wojny światowej obóz pracy… czy to
Wam się z czymś nie kojarzy?
Poniżej przedstawię kilka opisów tego obozu i praktyk w nim stosowanych.
1. Wysiedlanie
„W dniu 30 lub 31 sierpnia 1945 roku mieszkańcy wsi Kuźnica Ligocka, a w tej
liczbie i ja, zostali wysiedleni przymusowo i umieszczeni w obozie w
Łambinowicach. Akcja wysiedleńcza wyglądała następująco: o świcie do naszej
wsi przyjechały samochody ciężarowe w licznie około pięciu z wojskiem o
osobami cywilnymi.. wojsko i cywile w sposób brutalny wypędzali ludzi z
mieszkań, a następnie grupowali ich w ogrodzie Jana Lisonia. Widziałem
osobiście, że podczas tej akcji żołnierze bili miejscową ludność oraz
rabowali ubrania, obrączki i inne wartościowe przedmioty. Do wspomnianego
ogrodu spędzeni zostali wszyscy mieszkańcy wsi, w tej liczbie również
kobiety, dzieci, starcy. Następnie zebrano nas na podwórku przed szkołą skąd
wyruszyliśmy pieszo do Łambinowic odległych o 12 km. W czasie tej drogi
żołnierze i cywile bili tych ludzi, którzy nie mogli iść lub wychodzili z
kolumny. Po przybyciu do Łambinowic zostaliśmy dotkliwie pobici przez
strażników obozu…” świadek Kan Staś
Władysław Duchniak, pracujący w kancelarii zeznał : „ Przedmioty osadzonych
były odbierane, ale nie prowadziło się ich ewidencji, tylko dzielili je
między sobą wartownicy, a resztę zabierali funkcjonariusze – 23 PUBP”
2. W obozie
Codziennie rano odbywały się apele, w których każdy więzień musiał wziąć
udział, obojętnie czy był zdrowy, chory, czy też ledwie powłóczył nogami ze
starości. Jeżeli ktoś upadł, lub specjalnie został spoliczkowany przez
strażników, czy też uderzony kolbą, że padł to wówczas reszta strażników
rzucała się na niego i biła tak długo, aż wyzionął ducha. Mężczyzną kazano
zakładać hełmy i śpiewać niemieckie pieśni, a w czasie tego śpiewu byli bici
młotkami i siekierami w tenże hełm, tak że krew się lała po całęj twarzy.
Wydawano rozkaz by wchodzili na drzewa a inni więźniowie musieli te drzewa
ścinać. Często przy wchodzeniu na drzewa strzelano do nich jak do ruchomych
celów.
Strażnicy wzywali do siebie kobiety, dziewczyny i gwałcili je często na
oczach innych. Niesubordynacja była cieżko karana ! Jedna z kobiet
zeznała „strażnicy wspuszczali do pochwy dziewczętom szczury i myszy,
rozpalonym pogrzebaczem przypalano pochwy”
Ciąg dalszy nastąpi…
I co Polacy… tak akcentujecie Oświeńcim, a tu się okazuje, że wcale nie
jesteście lepsi… Tworzyliście takie same obozy… POLSKIE OBOZY… tylko że o tym
w szkołach nie uczą !