grba
03.03.06, 20:45
Czytałem książeczkę i trafiłem na takie zdanie: Kannibalen hat es in
Schlesien gegeben. Interesujące. Potem daty i nazwisko.
Teraz znalazłem cały atykuł.
Jerzy Andrzej Pyzik
Panorama Oleśnicka nr 5 czerwiec 1995 r.
Arcyzbrodniarz połamany kołem
19 lutego 1654 roku w Oleśnicy miało miejsce ekscytujące mieszkańców okrutne
widowisko. Skutecznie rozproszyło ono monotonię codzienności. Ponadto jako o
sensacji długo jeszcze o nim mówiono.
Widowisko to rozpoczęło się przed ratuszem. Czołowym jego bohaterem był
umieszczony na wozie mężczyzna. Następnym uczestnikiem był kat, który swój
występ rozpoczął od oderwania mężczyźnie z wozu wszystkich palców u rąk. Ż
kolei na każdym z czterech rogów rynku rozdzierano jego piersi i ramiona
rozżarzonymi kleszczami. "Ceremoniał" ten był starannie zaplanowany i
dokładnie realizowany. Na pierwszym rogu rynku zdarto skazańcowi skórę z
lewego ramienia, na drugim - z lewej piersi, na trzecim - z prawego ramienia
i wreszcie na czwartym rogu - z prawej piersi. Następnie zdjęto skazańca z
wozu i na wołowej skórze zawleczono na znajdujące się poza miastem pastwisko -
miejsce ostatecznej kaźni. Odbyła się ona w obecności mnóstwa widzów,
podobno w liczbie kilku tysięcy. Na specjalnie w tym celu wzniesionym
pomoście odbyło się łamanie ofiary kołem. Niektóre źródła podają, że żywcem
wycięto jej serce. Na koniec ciało skazańca zostało poćwiartowane, a później
dla przestrogi rozwieszone przy czterech drogach poza miastem. Przy
szczątkach umieszczono stosowne tabliczki miedziane, zawierające wykaz
okrutnych zbrodni, których dopuścił się skazaniec.
Podobno zbrodniarz ten - tak podczas przesłuchań, jak i w czasie egzekucji -
pomimo zadawanego bólu nie wydał najmniejszego jęku. Zbrodniarzem był
Melchior Hedloff pochodzący ze wsi Kuźnica Kącka pod Międzyborzem. Miał on 48
lat. Niegdyś był cesarskim żołnierzem i przez wiele lat brał udział w wojnie
trzydziestoletniej. Wówczas to zapewne przywykł do bewzględnego traktowania
ludzi, którzy stanęli na jego drodze. Po zerwaniu z wojaczką powrócił w
ojczyste strony i zajął się kłusownictwem. Z czasem jego profesją stało się
rabowanie i mordowanie przede wszystkim podróżnych. Niebawem dobrał sobie
trzech pomocników. Rejonem ich działania były - wielkie i niedostępne w owym
czasie - lasy międzyborskie. Najwięcej zbrodni popełnił w okolicy takich
miejscowości jak Chojnik, Pawełki, Niwki, Kuźnica Czeszycka i Surmin.
"Strzelec Melcher", jak powszechnie nazywano Melchiora Hedloffa, jako
narzędziem mordu posługiwał się dwoma muszkietami i turecką szablą. Jeden z
tych muszkietów stał się dowodem popełnionych przez niego zbrodni, ponieważ
Hedloff robił na nim odpowiednie nacięcia. Były one zróżnicowane w zależności
od płci, profesji, przynależności społecznej oraz narodowości ofiary. Broń
tę, jako niezwykły eksponat, przez wiele lat przechowywano w bibliotece
książęcej znajdującej się w zamku w Oleśnicy.
W śledztwie polegającym przede wszystkim na zachęceniu do zeznań za pomocą
okrutnych tortur ustalono, że ten potworny zbrodniarz miał na sumieniu
zamordowanie co najmniej 251 ludzi. Wśród nich miało być stu Polaków, sześciu
Żydów, dziesięć kobiet. Jedną z ofiar - ciężarną kobietę - morderca po
uśmierceniu rozciął, aby wydobyć z niej płód, którego serduszko żywcem
pożarł. Był to rodzaj rytualnego kanibalizmu, który miał Hedloffowi zapewnić
nadzwyczajne umiejętności.
Jak naprawdę było i czy liczba tych ofiar była rzeczywiście tak wielka, nie
sposób odpowiedzieć. Można sądzić, że torturowani prawdopodobnie przyznawali
się też do nie popełnionych przestępstw, aby jedne męczarnie skrócić, a
drugim zapobiec. Podobnie mogło być i w tym przypadku. Niemniej jednak nie
ulega wątpliwości, że Melchior Hedloff był okrutnym, wielokrotnym mordercą.
Przyczyną, dla której "strzelca Melchiora" osądzono i stracono w okrutny
sposób w Oleśnicy, była ówczesna przynależność - będącego enklawą - dystryktu
międzyborskiego do księstwa oleśnickiego. Jego władca, książę Sylwiusz Nimrod
z dynastii wirtemberskiej, usiłował zapewnić bezpieczeństwo i porządek w
swoim księstwie. Zorganizowana przez księcia w lasach międzyborskich obława
na Melchiora Hedloffa i jego kompanów zakończyła się fiaskiem. Złoczyńcy
doskonale znali tamtejsze lasy, a ponieważ byli niewielką grupą, mogli
przepaść bez śladu, zaszyci w niedostępnych, bagnistych i gęsto zarośniętych
ostępach.
Ostatecznie Hedloffa ujęto 2 listopada 1653 roku we wsi Łąki pod Sułowem,
czyli poza księstwem oleśnickim. Wcześniej, we wrześniu tego roku, ujęto jego
żonę Annę. Wkrótce dobrowolnie dołączyła do matki córka, również Anna.
Poddane torturom ujawniły wiele popełnionych przez Hedloffa i jego kompanów
zbrodni. Między innymi Melchior Hedloff zażądał, aby kobiety dostarczyły mu
do zjedzenia serduszko niedawno urodzonej przez córkę wnuczki. Ostatecznie
żona dała mu w Kątach wieczorem w dzień Bożego Narodzenia 1652 roku jakieś
małe serduszko! Nie wiadomo, jakiego ono było pochodzenia.
Anna Hedloff nie przeżyta okrutnych badań. Jej córka i dwaj bracia Melchiora -
Maciej i Jerzy zostali połamani kołem 23 lutego 1653 roku. Znali bowiem
wyczyny brata i przyjmowali od niego zrabowane ofiarom rzeczy.
Jerzy Andrzej Pyzik