grba
14.07.06, 12:57
PAP Piątek, 14 lipca 2006
Archeolodzy znaleźli średniowieczny skarb
Skarb złożony m.in. z ponad tysiąca zachowanych w doskonałym stanie srebrnych
monet z czasów Władysława II Wygnańca i Bolesława Kędzierzawego znaleźli w
Dąbrowie Górniczej archeolodzy na terenie wykopalisk prowadzonych w hutniczej
osadzie z XII wieku.
Ten skarb to prawdziwa sensacja - tak wielu świetnie zachowanych monet nie
znaleziono w tym regionie od trzydziestu lat - powiedział dr Jacek Pierzak,
archeolog z biura wojewódzkiego konserwatora zabytków w Katowicach.
Spoczywające płytko pod ziemią, uszkodzone glazurowane naczynie zawierało
1068 srebrnych monet oraz prawie dwa kilogramy bryłek srebra i tzw.
siekańców, nazywanych także płacidłami. Ciętymi w zależności od
potrzeb "siekańcami" wydawano resztę z większych sum, gdy brakowało monet o
małych nominałach.
Pierwotnie denarów w naczyniu na pewno było więcej - górna część naczynia
została zniszczona przez pług podczas orki. Już wcześniej na tym stanowisku
archeolodzy znaleźli kilka monet, sądzili jednak, że to przypadkowe
znalezisko - zaznaczył Pierzak.
Na znaleziony w czwartek w Łośniu - dzielnicy Dąbrowy Górniczej - skarb
składają się m.in. wszystkie znane cztery typy denarów wydawanych za czasów
panowania Władysława II Wygnańca - czyli w latach od 1138 do 1146 - oraz
cztery z siedmiu typów monet wydawanych za Bolesława Kędzierzawego, czyli od
1146 do 1173 roku.
Są jeszcze dwie monety, które na razie trudno nam umiejscowić w czasie - być
może to nieznane jeszcze typy. Skarbem muszą zająć się specjaliści
numizmatycy - wyjaśnił Pierzak. Jak zaznaczył, wartość znaleziska podwyższa
fakt, że zdecydowana większość monet jest w doskonałym stanie i tylko kilka z
nich pokrytych jest patyną.
Zdaniem archeologa, monety z tego okresu są cennym źródłem ikonograficznym.
Na odnalezionych denarach widnieją m.in. wizerunek cesarza Fryderyka I
Barbarossy, relikwiarz, orzeł polujący na zająca, a także wizerunki dwóch i
trzech braci.
Znalezienie skarbu było dla prowadzących prace pod kierunkiem dr. Dariusza
Rozmusa naukowców zaskoczeniem. Naczynie z monetami spoczywało bowiem na
terenie osady hutniczej, w której produkowano ołów i srebro na przemysłową
skalę. Przed sześcioma laty odkryto tam pierwszy z kilku świetnie zachowanych
pieców hutniczych.
Prowadzone w Łośniu od 2000 r. wykopaliska wykazały, że zagłębie hutnicze
istniało w pobliżu dzisiejszej Huty Katowice już w XI w. Wcześniej sądzono,
że ludność zamieszkująca ten teren przerabiała występujące tam rudy srebra i
ołowiu dopiero w XII i XIII w.
Archeolodzy, zanim okryta została osada w Łośniu, już w latach trzydziestych
XX w. prowadzili prace w pobliskich Strzemieszycach. Choć w grobach odkrytej
tam nekropolii znaleźli kilkadziesiąt wyrobów i ozdób ze srebra i ołowiu,
przez wiele lat sądzili, że były to przedmioty sprowadzone z zewnątrz.
Pogląd ten zmieniło dopiero odkrycie w Łośniu pochodzącego z XI wieku pieca
hutniczego, o którego nowoczesności świadczyły m.in. gliniane dysze do
wytwarzania sztucznego podmuchu powietrza. Dla archeologów piec okazał się
szczególnie cenny, ponieważ zachował się w całości, łącznie z blisko 100-
kilogramowym ołowianym wsadem. Umożliwiło to odtworzenie technologii, którą
ołów wytapiano.
100 kg tego metalu to był ogromny kapitał, nie wiadomo, dlaczego wytapiający
nie rozebrał pieca i nie wydobył ołowiu. Można tylko popuścić wodze
wyobraźni - może przydarzył się jakiś najazd albo kataklizm? Może z tego
samego powodu, ktoś niedaleko w pośpiechu zakopał naczynie ze srebrnymi
monetami? - zastanawia się dr Pierzak. (mam)