sss9
10.12.08, 21:23
Rozmowa z Maksem Färberböckiem, niemieckim reżyserem i scenarzystą filmu
"Anonima. Kobieta w Berlinie"
cyt:
"Książka ukazała się w 1959 roku, dlaczego przez pół wieku Niemcy nie chcieli
jej czytać?
- To jest temat tabu. Czas powojenny można było przetrwać, nie zadając pytań.
Żony nigdy nie pytały mężów: co robiłeś na froncie? A mężowie nie pytali: co
przeżyłaś, kiedy wkroczyli tu Rosjanie? Na tym milczeniu budowano życie
rodzinne. Pisano, że wizerunek mężczyzny się pogorszył, że w oczach kobiet
mężczyźni głęboko upadli. Mężczyźni byli słabi i kobiety musiały same sobie
radzić, odbudowywać kraj. Nie tylko ulice i domy, ale także tych złamanych
mężczyzn, swoich mężów. Żeby mężczyzna znowu mógł usiąść przy stole jako głowa
rodziny. Za to wszystko płaciły milczeniem."
[...]
"Nam się wydaje, że żaden inny kraj na świecie nie przepracował swojej
historii tak jak my. O winie za Holocaust potrafimy mówić zawsze i wszędzie.
Ale to całe analizowanie przeszłości odbywa się w sferze abstrakcji. Żałujemy,
ale nic przy tym nie czujemy. Hańby naszej historii pojedynczy Niemiec nie
bierze sobie do serca.
Myślałem, że to niemieckie "Aufarbeitung", "przepracowanie", to właśnie bardzo
solidna i osobista analiza niemieckiej winy.
- Nie. To się dzieje raczej w wymiarze publicznym, oficjalnym, w mediach. Na
zewnątrz, a nie wewnątrz. Zaraz po Trzeciej Rzeszy nie było żałoby ani skruchy
za to, co zrobiliśmy. Później przyszło uczucie hańby, ale też go nie lubiliśmy
i szybko zostało odłożone na bok.
Cała siła mentalna zamieniła się w akcję: nie myśleć, nie czuć, tylko
odbudować, bo wszystko jest zniszczone. Patrzeć w przód. A potem w latach 50.
świętowało się, że zniszczone miasta udało się odbudować. Sprawa Holocaustu
była już znana na całym świecie, kiedy wróciła do Niemiec. Dopiero w latach
60. były pierwsze aresztowania.
Moja ciocia kupiła po wojnie dom w górach, nad rzeką. Mówiła, że poprzedni
właściciel gdzieś wyjechał. Chyba pod koniec lat 50. ktoś go znalazł pod
wiejskim mostkiem, przez który codziennie biegaliśmy. Zastrzelił się. W
bawarskiej ludowej kurtce wyglądał w wodzie jak omszały kamień.
Dużo później, kiedy miałem już 25 lat, usłyszałem prawdę. To był wysoki
generał SS, winny za Holocaust w Polsce, który cały czas ukrywał się w tej
wiosce, a wiejska wspólnota go chroniła. Ciocia też znała tajemnicę. Dopiero
kiedy na jego trop wpadli Amerykanie, zabił się."
wyborcza.pl/1,75480,6038850,Zgwalcone_przez_Armie_Czerwona.html
nie wiem dlaczego prowadzący biały wywiad szlezjerzy nie przywlekli na
Silesianę tego tematu. przecież tak bardzo lubią przedstawiać Niemców w roli
pokrzywdzonych. no to jest okazja, żeby dowiedzieć się co na ten temat mówi
jeden z Niemców i poczytać jak szlezjerstwu podobał się film. gott jedyn wie,
możno niykery przeczytou nawet kniga. dobrze mówię: kniga? dla wielu z was to
chyba język ojczysty?