cirano
08.07.09, 11:04
Wschodnia część, wiadomo. Wpływ niedalekiej Polski, napływ polskich
bewerbnikow do rozwijającego się potężnie przemysłu w XIX w. spowodował, że
język pozostał pod wpływami z jednej, niemieckiej i drugiej, polskiej strony.
Rozwinął sie i istniał od "Drei Kayser Dreieck" w Mysłowicach do
nieokreślonego bliżej miejsca w zachodnich terenach opolskiego. Im dalej na
zachód- zanikał.
Językiem oficjalnym, urzędowym, był jednakowoż niemiecki, który od drugiej
połowy XVIII w na dobre rozgościł się na G. Śląsku, wypierając (najpierw w
miastach), miszmasz górnośląski.
Po drugiej wojnie "poszli sobie" Niemcy, przywleczono zabużan z ich kulturą i
krótką pamięcią, która pod wpływem propagandy czerwonych stała się jeszcze
krótsza, tak że nawet studenci Uni w Opolu są w stanie "udowodnić" z dziada
pradziada swoje korzenie i rodzimy na ziemiach opolskich, polski język.
"Dopiero po dogłębnej rozmowie z rodzicami", pisze prof. Kamusella,
"świadamiają sobie, że ich dziadkowie przybyli na Opolską Ziemię z Kresów i
Polski centralnej".
Żenujące. Jakie tematy porusza się w polskich rodzinach, że studiująca
młodzież (!) zielonego o swoim pochodzeniu pojęcia niema?
Upiera się przy kłamstwach a te formują jej mentalność i światopogląd, co z
tego narybka może kiedyś wyrosnąć?
Godała nom, dzieciom, nasza matka:
"Pamiyntejcie, niy cygoncie! Bo kto kto cygani, tyn i kradnie!"
Miała 100% recht, biydno