rydzyk.doktor
04.03.10, 14:12
TERAZ JUŻ WSZYSCY WIEDZĄ , ŻE DARY SKŁADAĆ NALEŻY TYLKO DO MNIE
Kłopoty z darami - Caritas pod lupą policji
Natalia Waloch
Co stało się z tonami mąki i cukru, jakie toruński Caritas dostał od Agencji
Rynku Rolnego i miał rozdać najuboższym? Bada to sama ARR oraz policja
Rozdawanie żywności - m.in. mąki, cukru, dżemów - to unijny program pomocowy
powstały z myślą o najuboższych. Realizuje go Agencja Rynku Rolnego, skąd
jedzenie trafia do czterech polskich instytucji: Caritas, Polskiego Czerwonego
Krzyża, Banków Żywności oraz Powiatowych Centrów Pomocy Rodzinie. Te z kolei
mają za zadanie rozdać produkty swoim podopiecznym będącym w największej
potrzebie. Żywność trafiała też do toruńskiego oddziału Caritas. Ten jednak
nie przekazał jej dalej. Mąka, cukier i dżemy miały trafić do piekarni w
podbydgoskim Czarżu, gdzie były przerabiane na chleb i słodkości dla ubogich
studentów mieszkających w prowadzonej przez Caritas bursie. I to właśnie budzi
kontrowersje, bo jedzenie z darów nie powinno być w ten sposób wprowadzane w
obieg. - Niedobrze, że zaangażowano zewnętrzną firmę - mówi Henryk Igliński,
dyrektor ARR w Bydgoszczy. - Inaczej sprawa wyglądałaby, gdyby produkty
trafiły do kuchni w samej bursie.
Co na to ks. Daniel Adamowicz, szef Caritas? Wczoraj duchowny był nieuchwytny,
jednak wcześniej przyznawał w mediach, że przekazywał jedzenie piekarni.
Wyjaśniał, że dostarczenie mąki studentom nie miałoby sensu, bo nic nie byliby
w stanie z nią zrobić.
Na tym jednak nie koniec wątpliwości wokół działalności toruńskiej instytucji
dobroczynnej. Bydgoska ARR - oprócz badania zasadności zlecenia wypieku
piekarni z Czarża - sprawdza też, jak Caritas rozliczał się z otrzymywanych
towarów. - Oczywiście musimy poczekać na wyniki kontroli, ale mamy sygnały, że
są poważne rozbieżności - mówi dyrektor Igliński. - Krótko mówiąc, ze
wstępnych danych wynika, że ubogim wydano zaledwie połowę chleba, jaki można
by upiec z tej ilości mąki, którą przekazaliśmy Caritas.
Jak donoszą lokalne media, mieszkańcy Czarża twierdzą, że właściciel piekarni
- mający być krewnym ks. Adamowicza - część produktów otrzymanych od Caritas
po prostu sprzedawał.
Sprawę bada bydgoska policja. - Na tym etapie postępowania niewiele mogę o nim
powiedzieć, żeby mu nie zaszkodzić - mówi oficer prasowa Monika Chlebicz. -
Obecnie badamy, czy jedna z instytucji charytatywnych naruszyła tylko
regulamin Agencji Rynku Rolnego, czy też dodatkowo złamała prawo. Postępowanie
na pewno szybko się nie skończy, na ogół czynności związane z przestępstwami
gospodarczymi trwają po kilka miesięcy, bo wymagają analizy wielu dokumentów.
Stanowiska w tej sprawie nie chce na razie zajmować toruńska kuria, której
podlega Caritas. - Zaczekamy z tym na wyniki kontroli policji i Agencji, wtedy
będziemy mogli mówić o konkretach - mówi rzecznik ks. Andrzej Nowicki. - Dotąd
nie wezwaliśmy też do wyjaśnień ks. Adamowicza, bo na tym etapie w sumie nawet
nie wiadomo, o co należało by go pytać.
Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń