Gość: jot
IP: *.dynamic.mm.pl
17.04.12, 09:51
Panie Józefie (forum.gazeta.pl/forum/w,64,135152790,135152790,Adam_Socha_znow_ma_problem_.html. Pan Socha znalazł problem, a właściwy problem to mamy my. I tylko my, bo środowisko naukowe UWMu ma wprawę, by tego nie widzieć jako problemu, więc zostaliśmy sami. Dziennikarze podrzucają nam naświetlenie problemu, ale dalej to jest tylko nasz problem, mimo że decyzji w tej sprawie nie mamy. Zbyt mało wiemy, żeby opowiedzieć się za jakimś rozwiązaniem, które notabene i tak nie przełoży się na proces naprawczy. Kadra profesorska wie lepiej, co jest dobre dla jej stanu... Jeśli uzna to za słuszne, to i zamiecie...
I to nas denerwuje, bo uspołeczniamy się, zaczynamy czuć siłę naszych podatków a tu za nasze pieniądze wyprawia się (jeśli się wyprawia) coś, co ani naszym możliwościom odpowiada (może chętnie zrobilibyśmy sobie aferkę, ale nie mamy możliwości), ani (albo) nie mieści się w kategoriach naszej moralności. Jeśli to byłaby prywatna uczelnia, to problem pozostaje na poziomie uczelnia – student. Postronnym nic do tego. Sprawa może się toczyć do „góry”, ale nie do nas – podatników. Może bronilibyśmy studentów, ale raczej niech oni sami zadbają o swoje interesy, jeśli poza próżniaczym życiem jeszcze coś widzą. Tu jednak sprawa zahacza o naszą „porządność”, mimo że na co dzień aż tacy porządni nie jesteśmy. Wiemy natomiast, gdzie „porządność” leży, nawet jeśli leży.
Wiem, że dla miasta i regionu byłby to cios, ale może wreszcie za tyle „zasług” uczelnia stanie się samodzielna w utrzymaniu. Zacznie zabiegać o studenta w związku z jego pieniędzmi. Uważam, że każdy, kto dostanie się na studia, pokaże indeks, to ma prawo do nisko oprocentowanej pożyczki i sam płaci za naukę. Zdrowiej byłoby właśnie tak i powstałby rynek studenta a nie rynek uczelniany. Studenci głosowaliby wówczas pieniędzmi, a uczelnia ryzykowałaby tylko swoim losem a nie igrałaby z naszym poczuciem moralności. Państwo ma obowiązek i interes w tym, żeby naukę utrzymać w dobrej kondycji, ale nie ma żadnego obowiązku, żeby z naszych pieniędzy utrzymywać bylejakość.
Byłem świadkiem powstawania UWMu i byłem sceptyczny, ale sądziłem, że wymrze to pokolenie i Uczelnia stanie na nogi, ale teraz widzę, że w odgórnym kryzysie, nihilizmie i tumiwisizmie nie ma szans, by sporządnieć. Mimo Wydziału teologicznego, spowiedników i kapelanów. Może również dlatego, że widać, jaki jest król... Owszem, uznaję, że Uczelnia przyjęła aport dawnego ART i mogła zachować zdrowe jądro, ale to już Kopernik odkrył, że zły pieniądz wypiera dobry... Jestem złego zdania o obecnym UWMie i wyobraźnia nie podpowiada mi dróg sanacji. Analizuję przypadki, zaglądam do notatek studenckich i mogę powiedzieć, że Uczelnia nie stwarza zagrożenia dla młodych intelektów, bo do uruchomienia własnego wysiłku poznawczego maja wszystko, co im potrzeba. Jednak atmosfera, przykład i tradycja ściągają ich w stronę tęsknot za popełnieniem dowolnej afery, która w przeciwieństwie do solidnej pracy daje nagłe powodzenie. I podobnie jak kiedyś KUL wypuszczał przede wszystkim ateistów, tak teraz UWM wypuszcza cwaniaków nastawionych na najgorszą stronę życia. „Dziewice” już dziś przepraszam!
Trudno się rozpisywać szerzej, bo to książkę mógłbym napisać, ale kto mi załatwi recenzję (!!!) i kto wyda, jeśli wciąż obowiązuje norma „wydać kolegę”? Kto też przeczyta, bo przecież spotykam wielu ludzi, którzy również wiedzą i mają własne zdanie... Godzą się z tym? Jeśli wystarcza na zakupy, leki, stałe opłaty i na lizaki dla wnuków, to nie. Jeśli nie wystarcza, to machają ręką i powtarzają zaklęcie Dulskiego w drodze na Kopiec Kościuszki.
Sądzę, że Pan Socha jest w sprawie hejnalistą i daje sygnał do odwrotu, ale środowisko UWMu jest muzycznie głuche jak pień. Dlatego Pan Socha powinien przeczytać ten fragment Ewangelii, gdzie odradza się rzucania symfonii przed głuchych... no może to o perłach było...
Niemniej jednak, Drogi Autorze, popieram Pana i w tym widzę sens tej debaty i tej przez duże „D” i tej przez małe „d”. Ograniczenia, w tym szkodliwość takiego szrapnela, to Pan sam musi widzieć i wycenić. Primum non nocere, chociaż chyba nie da się inaczej. Zło ma tendencję do zaparć i lewatywa acz szkodliwa, może okazać się konieczna.
P.S. Nie będę miał nic przeciwko, jeśli ktoś to wklei do portalu „Debata” pod właściwy artykuł. Sam jakoś wzdragam się przed przekroczeniem „granicy”, chociaż czytam.