Dodaj do ulubionych

Nie sądzę, że Pan Socha ma problem,

IP: *.dynamic.mm.pl 17.04.12, 09:51
Panie Józefie (forum.gazeta.pl/forum/w,64,135152790,135152790,Adam_Socha_znow_ma_problem_.html. Pan Socha znalazł problem, a właściwy problem to mamy my. I tylko my, bo środowisko naukowe UWMu ma wprawę, by tego nie widzieć jako problemu, więc zostaliśmy sami. Dziennikarze podrzucają nam naświetlenie problemu, ale dalej to jest tylko nasz problem, mimo że decyzji w tej sprawie nie mamy. Zbyt mało wiemy, żeby opowiedzieć się za jakimś rozwiązaniem, które notabene i tak nie przełoży się na proces naprawczy. Kadra profesorska wie lepiej, co jest dobre dla jej stanu... Jeśli uzna to za słuszne, to i zamiecie...
I to nas denerwuje, bo uspołeczniamy się, zaczynamy czuć siłę naszych podatków a tu za nasze pieniądze wyprawia się (jeśli się wyprawia) coś, co ani naszym możliwościom odpowiada (może chętnie zrobilibyśmy sobie aferkę, ale nie mamy możliwości), ani (albo) nie mieści się w kategoriach naszej moralności. Jeśli to byłaby prywatna uczelnia, to problem pozostaje na poziomie uczelnia – student. Postronnym nic do tego. Sprawa może się toczyć do „góry”, ale nie do nas – podatników. Może bronilibyśmy studentów, ale raczej niech oni sami zadbają o swoje interesy, jeśli poza próżniaczym życiem jeszcze coś widzą. Tu jednak sprawa zahacza o naszą „porządność”, mimo że na co dzień aż tacy porządni nie jesteśmy. Wiemy natomiast, gdzie „porządność” leży, nawet jeśli leży.
Wiem, że dla miasta i regionu byłby to cios, ale może wreszcie za tyle „zasług” uczelnia stanie się samodzielna w utrzymaniu. Zacznie zabiegać o studenta w związku z jego pieniędzmi. Uważam, że każdy, kto dostanie się na studia, pokaże indeks, to ma prawo do nisko oprocentowanej pożyczki i sam płaci za naukę. Zdrowiej byłoby właśnie tak i powstałby rynek studenta a nie rynek uczelniany. Studenci głosowaliby wówczas pieniędzmi, a uczelnia ryzykowałaby tylko swoim losem a nie igrałaby z naszym poczuciem moralności. Państwo ma obowiązek i interes w tym, żeby naukę utrzymać w dobrej kondycji, ale nie ma żadnego obowiązku, żeby z naszych pieniędzy utrzymywać bylejakość.
Byłem świadkiem powstawania UWMu i byłem sceptyczny, ale sądziłem, że wymrze to pokolenie i Uczelnia stanie na nogi, ale teraz widzę, że w odgórnym kryzysie, nihilizmie i tumiwisizmie nie ma szans, by sporządnieć. Mimo Wydziału teologicznego, spowiedników i kapelanów. Może również dlatego, że widać, jaki jest król... Owszem, uznaję, że Uczelnia przyjęła aport dawnego ART i mogła zachować zdrowe jądro, ale to już Kopernik odkrył, że zły pieniądz wypiera dobry... Jestem złego zdania o obecnym UWMie i wyobraźnia nie podpowiada mi dróg sanacji. Analizuję przypadki, zaglądam do notatek studenckich i mogę powiedzieć, że Uczelnia nie stwarza zagrożenia dla młodych intelektów, bo do uruchomienia własnego wysiłku poznawczego maja wszystko, co im potrzeba. Jednak atmosfera, przykład i tradycja ściągają ich w stronę tęsknot za popełnieniem dowolnej afery, która w przeciwieństwie do solidnej pracy daje nagłe powodzenie. I podobnie jak kiedyś KUL wypuszczał przede wszystkim ateistów, tak teraz UWM wypuszcza cwaniaków nastawionych na najgorszą stronę życia. „Dziewice” już dziś przepraszam!
Trudno się rozpisywać szerzej, bo to książkę mógłbym napisać, ale kto mi załatwi recenzję (!!!) i kto wyda, jeśli wciąż obowiązuje norma „wydać kolegę”? Kto też przeczyta, bo przecież spotykam wielu ludzi, którzy również wiedzą i mają własne zdanie... Godzą się z tym? Jeśli wystarcza na zakupy, leki, stałe opłaty i na lizaki dla wnuków, to nie. Jeśli nie wystarcza, to machają ręką i powtarzają zaklęcie Dulskiego w drodze na Kopiec Kościuszki.
Sądzę, że Pan Socha jest w sprawie hejnalistą i daje sygnał do odwrotu, ale środowisko UWMu jest muzycznie głuche jak pień. Dlatego Pan Socha powinien przeczytać ten fragment Ewangelii, gdzie odradza się rzucania symfonii przed głuchych... no może to o perłach było...
Niemniej jednak, Drogi Autorze, popieram Pana i w tym widzę sens tej debaty i tej przez duże „D” i tej przez małe „d”. Ograniczenia, w tym szkodliwość takiego szrapnela, to Pan sam musi widzieć i wycenić. Primum non nocere, chociaż chyba nie da się inaczej. Zło ma tendencję do zaparć i lewatywa acz szkodliwa, może okazać się konieczna.
P.S. Nie będę miał nic przeciwko, jeśli ktoś to wklei do portalu „Debata” pod właściwy artykuł. Sam jakoś wzdragam się przed przekroczeniem „granicy”, chociaż czytam.
Obserwuj wątek
    • Gość: czytelnik Uniwersytet jak Tytanic ? IP: *.olsztyn.vectranet.pl 17.04.12, 11:15
      ano właśnie: nie jest to problem red. Sochy, jeśli już, to problem Uniwersytetu - i nie da się go dalej zamiatać pod dywan - pozostaje mieć nadzieję, że nie jest to przysłowiowy "czubek góry lodowej"
      • Gość: atabed Z ostatniej chwili IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.04.12, 11:28
        Cyt. z Debaty: Rzecznik Dyspyplinarny UWM, prof. Zbigniew Endler poinformował mnie, że 26 kwietnia odbyło się posiedzenie Prezydium Centralnej Komisji d/s Nadawania Tytułów i Stopni Naukowych, na którym podjęto decyzję o wznowieniu postępowania w sprawie podejrzenia o plagiat doktoratu dziekana Piotra Obarka.
        • Gość: atabed Re: Z ostatniej chwili IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.04.12, 17:44
          TU cd. sprawy plagiatu
      • Gość: aśka Re: Uniwersytet jak Tytanic ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.12, 14:35

        no właśnie, dlaczego rektor nie reaguje?
    • Gość: czytelnik Re: Nie sądzę, że Pan Socha ma problem, IP: *.olsztyn.vectranet.pl 18.04.12, 08:30
      Na razie stary układ broni się maczugą:
      www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2216:panie-obarku-jest-pan-wspaniaym-dziekanem-czyli-rejs-ii&catid=46:adam-jerzy-socha&Itemid=97
      • Gość: ktoś Re: Nie sądzę, że Pan Socha ma problem, IP: *.uwm.edu.pl 18.04.12, 08:36
        Błędem było tworzenie Wydziału Sztuki, sensu w tym nie było, chyba ze zaspokajanie persolanych ambicji, aby ktoś mógł zostac dziekanem. Powstał słaby wydział i został osłabiony wydział pierwotny-macierzysty. Złe decyzja i złe skutki.
      • Gość: ktoś z Kortowa UWM ma poważny problem! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.12, 14:50
        Przecież już bardziej wyśmiać i poniżyć pana Obarka, Wydział Sztuki jak i cały uniwersytet, jak tekst pana Sochy, to chyba trudno. A co na to władze uniwersytetu? Szum i konflikt już był nagłośniony wcześniej i nikt z komisji wyborczej uczelnianej, ani nikt z rektorów ani pan Endler z komisji etycznej czy dyscyplinarnej nie pofatygował się na zebranie wyborcze, żeby dopilnować przyzwoitości i zapobiec dalszym skandalom??!!! Przecież ta kompromitacja dotyczy w tym momencie całego UWM!!! A może na UWM to norma, tak jak zwlekanie z odwołaniem pana Kordana, skazanego wyrokiem sądu kłamcę lustracyjnego? Władze uczelni siedzą cicho? Jak doszło do skandalu z kibolem, to rektor przeprosiny, skierowane do Saudyjczyków, umieścił na stronie głównej UWM. Panie rektorze, to co wyczynia pan Obarek to znacznie większy skandal i dużo większa kompromitacja uczelni a dalsza bezczynność i milczenie władza za skutkuje mniejszym naborem!

        Swoją drogą to dziwnie GW jest bezczynna i milcząca. Debata zagnała opiniotwórcza gazetę w kozi róg. Czy pan Obarek z rodzina ma dojścia i do GW i do rektora?
    • Gość: jot To się na plakat nie nadaje IP: *.dynamic.mm.pl 18.04.12, 09:36
      Przeczytałem kolejny tekst Pana Sochy www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2216:panie-obarku-jest-pan-wspaniaym-dziekanem-czyli-rejs-ii&catid=46:adam-jerzy-socha&Itemid=97 i mam trochę mieszane uczucia. Wiem, że Autor jest dobrym sprawozdawcą i ujął rzecz tak, jak się ma. Jednocześnie zaczynam nie dowierzać, że to jest możliwe. Psucie się materiału ludzkiego stosownie do sytuacji pokazuje ostatecznie nasza mizerię i zepsucie czasów, co jest jeszcze smutniejsze. Smutniejsze, bo to człowiek nawet się spostrzeże, kiedy zaczyna robić za Dziekana, a nie daj Bóg, Pana NN.
      Socjalizm i wszystkie numery RP nauczyły nas moralnego relatywizmu. Czynienie natomiast z jednostkowych dewiacji problemów społecznych (jak to czyni Pan Socha) wymaga stałej (aksjologicznej lub tetycznej) moralności odbiorców. To może jeszcze jest w narodzie, ale na takim zebraniu to się nie przebiło, mimo że jest to właściwe miejsce „próby”. Dlatego tacy łatwi jesteśmy do podziałów, do sprzedawania swojej racji, do wymiany swojej racji na cudzą. Sprawa pokazała, jak łatwo jest uruchomić pozamerytoryczny podział, nawet w sensie dychotomicznym. W takiej sytuacji zawsze będzie nam potrzebny Tusk lub Kaczyński, żeby nam powiedzieli, co jest właściwe, a co nie. Jeśli ich nie ma w pobliżu, to autorytet partii sprawę załatwia pozytywnie lub negatywnie, a potem można obrzucać się epitetami PiSu czy PO. Podskórnie widzimy, że jeśli potrafimy tak łatwo zmieniać swoje oceny, to znaczy, że potrzebujemy trwałego autorytetu. No i mamy, bo się o to prosimy. Tu akurat w sprawie, w którą należałoby zaangażować odpowiednie „ciała” wewnątrz uczelniane. Przecież to sprawa względnie prosta – odsunięcie, bezstronna ocena i decyzja. Dalej konkurs, a jeśli pracownicy chcą mieć dalej szambo to niech wybiorą szambiarza podważając tym samym sens istnienia kierunku czy nawet wydziału. Nie szanujemy pracy, to powinno nam jej zabraknąć. Pewnych rzeczy to ja sobie nie mogę wyobrazić. Za moich czasów jeśli wykładowca nie przyszedł na zajęcia do 15 minut (co zdarzało się b. rzadko), to grupa szła zamawiać wieniec pogrzebowy. Daje taki przykład, bo raz mi się to sprawdziło – profesor nie przyszedł na wykład, bo zmarł, ale przyszła córka i zawiadomiła.
      Na moje wyczucie w Olsztynie jest sporo ludzi zdolnych, inteligentnych i pracowitych. Można z tego zrobić instytucję naukową, ale wady, jakie mają ludzie i zarządzający nimi, wykluczają błyskotliwe efekty. Może tylko na zasadzie cudu, co dzieje się – podziwiam tu nauki politechniczne w Polsce, które nie wiadomo czemu odnotowują sukcesy. Coś się chyba przebija z genialności ludzi, nawet jeśli warunki i przykłady są marne. Tu zaś nawet genialność nie ma szans, bo nauka jest zespołowa, a tego rozdartego „pieroga” nie da się skleić w zespół ideowy czy sprawczy.
      Dziwię się, że wykształconych ludzi musi uświadamiać Pan Socha, którego cenię, ale jeśli raz pisze o podzamczu w LW a drugi raz o Szymanach czy blefach Ratusza, to może nie być właściwym autorytetem w sprawie pragmatyki akademickiej. Cóż, autorytety skompromitowały się, lub zrobiliśmy im to, to teraz musimy się znać na wszystkim. Ale jeśli tak musi być, to chwała Bogu, że chociaż Pan Socha to widzi. Szczęście, że Go tylko wyproszony, a nie wydłubano mu oczu. Dlatego akademicy, spieszcie się załatwiać swoje problemy, bo dziennikarze szybko do nich dochodzą. Jeśli poprzednia fraza komuś przypomni strofę poezji, to bardzo przepraszam, chociaż nie jest to niewłaściwe skojarzenie.
      I coś, jeśli ten temat tu współgra, na temat poezji. Kiedy przeczytałem tekst red. Sochy, to wierzcie mi, że jakoś przewrotnie przyszedł mi do głowy tekst piosenki Louisa (Satchmo) Armstronga, szczególnie ten fragment: And I think to myself/What a wonderful world! Nastawiłem nawet płytę Elli Fitzgerald, ale nic nie pomogło. Tylko po okrzyku PKP nieco mi ulżyło. Kulturalny człowiek musi jakoś kulturalnie rozładowywać swoje stresy.
      P.S. Ta całuśna studentka to też na plakat nie nadaje się. Może i jest artystką, ale lepiej, żeby nauki do tego nie mieszała. Rektorze! Ty widzisz i nie grzmisz! (Przepraszam Magnificencjo!). Szybko skonsultowałem sprawę z uznanym artystą warszawskim, który orzekł, że „tylko kilku standardowych okrzyków orgazmu zabrakło”. Panie Redaktorze! Nie dopilnował Pan, czy nie zdążył?
      • Gość: Adam Socha Re: To się na plakat nie nadaje IP: 195.20.131.* 18.04.12, 10:30
        Dziękuję!
    • Gość: jot Umarła burdelmama, niech żyje burdelmama... IP: *.dynamic.mm.pl 18.04.12, 21:59
      Zupełnie dla relaksu poczytałem sobie opinie zwolenników wyboru Dziekana na Dziekana. Określenie „sancta simplicitas”, to chyba zbyt eufemistycznie powiedziane. To jest raczej przekombinowana naiwność. Przykładowo, elektorka pisze: „/.../ Wcześniej nie głosowałam na O. teraz na pewno to zrobię. Tyle!” (Debata). Dziecino – chciałoby się powiedzieć – a na złość nam nie odmrozisz sobie uszu? Nas to bardzo zaboli. I taka właśnie jest racjonalność pokolenia hodowanego w tej stadninie. Hodowla zastępuje myślenie, logikę, ustalanie interesu społeczności, odpowiedzialność, itp. Dziecino Kochana, w Waszym burdelu odbywają się wybory burdelmamy i będziecie mieć dokładnie to, co chcecie. Tyle tylko, że w takich wyborach to Ty nie jesteś elektorka, tylko zwykła k...ucharka. Czy masz tego świadomość? Jest demokracja, a w naszym kraju jest wykorzystywana przede wszystkim w wyborze władz. Matematyka jest tu nieubłagana. My o tym dyskutujemy, bo jest nam, trochę wstyd, ale jeśli Wy się z tym dobrze czujecie, lubicie swój zawód i charakter i dodatkowo, jest to na rękę Władzom Uczelni, to w czym problem? Wybierajcie. Korzystajcie ze swoich praw. Myślenie nie zając, nie ucieknie. Starość jest dobrym czasem, by wszystko przemyśleć jeszcze raz. Zdążycie więc o tym pomyśleć i ocenić błąd. W razie chęci przyśpieszenia procesu myślenia weźcie sobie za męża (żonę) łajdaka. To przyśpiesza myślenie i zmienia charakter.
      Niestety, głosy „przyjaciół” elekta są właśnie takiej natury i podobnej logice odpowiadają. Cóż, życzę Wam wyboru po Waszej myśli. I wierzcie mi, że mnie to normalnie zwisa, ale mam odruch wymiotny i ratuję się spisaniem swoich myśli, bo to nic nie kosztuje. To innym fundujecie piekło, ale wiem, że nic Was tak nie cieszy, jak nieszczęście Waszych wrogów. Zastanówcie się tylko nad takim problemem: Jaki kretyn pozwolił i faktycznie zafundował Uczelni taki głęboki podział wewnętrzny. Teraz ktokolwiek wygra to będzie źle. Tu pojawia się tylko jeden naukowy problem: Kto – kogo? Dajcie szybko na mszę w intencji, żebyście znaleźli się w grupie wygranej. Inaczej, jak to bywa wśród naukowców – będziecie mieć przesrane. Upokorzenie może być jeszcze większe. A jeszcze może takim być? Żeby w życiu uniknąć tego to zawsze stawiajcie na ludzi inteligentnych. Z takimi to i przegrać jest bezpiecznie. Sądzę, że jak już się leży, to ma znaczenie, pod kim... ale w tym nie jestem specjalistą – przyznaję.
      • Gość: oj,oj Re: Umarła burdelmama, niech żyje burdelmama... IP: *.dynamic.mm.pl 18.04.12, 22:53
        Ale jazda
        • Gość: ciotka mamona Re: Umarła burdelmama, niech żyje burdelmama... IP: *.olsztyn.vectranet.pl 18.04.12, 23:08
          burdel czy nie burdel, ale to zawsze mama !
      • Gość: bd Re: Umarła burdelmama, niech żyje burdelmama... IP: *.artnet.pl 21.02.13, 23:40

        audiatur et altera pars
        obarek.blogspot.com/
    • Gość: jot Panie Dziekanie, Pan się nie boi, IP: *.dynamic.mm.pl 19.04.12, 09:21
      czyli lewy kwietniowy – chwila prawdy, element teczek, cień plagiatu, ciemna zmiana, a przede wszystkim Kult. Może i nabożeństwo, okadzenie i ofiara z siebie samego w zamian za synekurę. Red. Socha jako Wałęsa, który pod osłoną wolności prasy obala patriotyczne rządy pana O. Analogia raczej grubo szyta, ot takie graffiti na olsztyńskiej mgle. Jacy artyści, takie tworzywo. Ktoś usiłuje wylądować, ale już wiadomo, że odejście na najdalszy krąg byłoby najwłaściwsze. Może nawet likwidacja całego pułku... Zdarzają się jednak debeściaki, którzy próbują na oczach przerażonych...
      I jest następny artykuł: www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2220:obarkowo-czyli-rodzina-na-swoim&catid=46:adam-jerzy-socha&Itemid=97 Sapienti sat! Czy jednak wystarczy to władzom UWMu?
      Jakoś nie mam satysfakcji, ani z dyskusji, ani z ewentualnego powiedzenia „stop” omawianemu procederowi. UWM przypomina przeciekającą tamę – załóżmy, że załatano jedną nieszczelność, ale nieszczęście czai się w wielu innych miejscach. Jak na filmie – kropla dąży ku nieszczęściu. Nie mieszkam w zasięgu tamy, ale pielęgnuję kult dobrej roboty i przejawiam solidarność z tymi, co egzystują w pobliżu zagrożenia. W tym wypadku zagrożenie istnieje, bo UWM w wielu miejscach jest jawną kontynuacją PRLu. Zostało coś z myślenia, coś z metod łamania charakteru, antropologii wysiłku, który marnuje się na działania pozorne, itp. Po prostu, szkoda ludzi na przedłużanie tego eksperymentu. Niestety, PRL na UWMie, jak Chińczycy – trzyma się mocno. I tu jest problem, ale kto go uniesie? Mam na myśli paru „straceńców”, ale sztuką jest zacząć od sztuki. To wszyscy muszą dojść do wniosku, że jest im z tym źle, ale na to szans nie ma, dlatego warto od czegoś zacząć. „Władza jest po naszej stronie” - usłyszałem z profesorskich ust. Nie dopytałem tylko, co to znaczy: Czy znaczy to, że my aktualnie sprawujemy władzę i to jest właśnie ten lokalny moment czy lokalna odmiana TKM, czy też, że władza wyższa pochwala to, co robimy? Wszystko jedno, która interpretację przyjmiemy, to prowokujemy agonię tego, co od wieków przyświecało temu przedsięwzięciu - „universitas”. Wspólnota, Szanowni Państwo. To swoista wspólnota, do której trzeba starannie dobierać (bez nepotyzmu) a nie wspólnota, którą usiłuje się budować na otrzymanym wianie z całym „dobrodziejstwem” i przy pomocy wyboru pozamerytorycznego. A jeśli już... to czyścić, sprzątać, przynajmniej od czasu do czasu.
      Ktoś zapytał mnie, dlaczego wsparłem red. Sochę i dodał, jak dalece sprawa nie nadaje się do dyskusji. Nie interesuje mnie po jakich niebach wałęsa się red. Socha, czy i w jakich bibliotekach filozoficznych wyciera kurze na inkunabułach. Nie pytam, gdzie studiował etykę dziennikarstwa. Nie interesuje mnie, jakim płynie Rejsem i jakimi Misiami się zabawia (Ł.A. pewnie to sprawdził i jeśli dopuścił...) Wiem, kto to jest ale ostatni raz rozmawiałem z nim jakieś 20 lat temu. Ergo, interesuje mnie obraz tego w czym uczestniczę żyjąc w Olsztynie. Chcę, żeby mi na ten temat podano wiedzę o walorze prawdy. Szukam jej zresztą wszędzie, niezależnie od tytułu i nazwiska sprawozdawcy. Czy ten opis, opis red. Sochy jest prawidłowy? Myślę, że jest to opis przyzwoity pod wieloma względami i dlatego czytam i mam na ten temat zdanie, czyli od refleksji przechodzę czasem do metarefleksji, czego daję wystarczający dowód.
      Kończę zainteresowanie tematem, bo trudno będzie się wywinąć z leninowskiej kategorii „pożytecznego idioty”, który moralizuje za friko i uprawia grafomaństwo przypadkowo w interesie jakieś strony. Przypadkowo, bo uważam, że jeszcze istnieją ludzie, którzy w dowolnej sytuacji potrafią się zachować przyzwoicie. Forumowe biadolenie to smutna sprawa, ale czasem trafia się naprawdę sierioznyj temat. Mam tu jakąś przewagę, bo czapkuję już tylko ZUSowi, ale znam ten ból, kiedy człowiek jest zmuszony publicznie do zajęcia stanowiska w dychotomicznym podziale racji. Ale i teraz, coś mnie czasem zdenerwuje i nie mogę sobie odmówić. Wiem, że od tego są dziennikarze, ale patrząc na nich (np. na GO) jakbym wiedział, jakimi tematami jest piekło wybrukowane. Właśnie takimi, jakich nie poruszają dziennikarze. Nie jestem jednak tak naiwny, żeby dążyć do tytułu „Jot-Zbaw”. Broń Boże! Cokolwiek by to miało znaczyć...
      Do spotkania więc. Bywam już tylko w tej piaskownicy. Wg natchnienia rzeźbię „babeczki”, ale czasem, jak to zdarza się artyście raz na jakiś czas, jedna z nich rzuca mi się na szyję i namiętnie całuje... I wtedy niczego już się nie boję... i żaden Kult nie jest mi potrzebny – prawy kwietniowy, lewy majowy, prosty czerwcowy. I wakacje...
      P.S. Sądowi Okręgowemu w Olsztynie gratuluję uprawomocnienia się wyroku Dowgiałło vs. Socha. Jest to pierwsza jaskółka do dumy! Czekam na wiosnę!
      • Gość: oj,oj Uczelnia o rolniczej tradycji... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.04.12, 10:22
        ...czyli na chłopski rozum. Wierzę, że orka odbędzie się nie sochą, rozdwojonym rylcem byle jakim, że tu czas na pług mechaniczny z rzędem szerokich lemieszy by odciąć od calizny i obrócić tę zachwaszczoną glebę.
      • Gość: mam dość! Re: Panie Dziekanie, Pan się nie boi, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.04.12, 13:08
        Obarkowo to tylko fragment zgnilizny. Na przykład postawiono Centrum Akwakultury za grube miliony, a ani jednego studenta. Ktoś na tym Misiu zarobił, a reszta się nie liczy. Inny przykład z Wydziału Biologii, wzięli pieniądze na utworzenie nowego kierunku zarządzanie zasobami przyrody. Oficjalnie nabór ogłaszają ale nikogo nie przyjmują od dwóch lat, nawet jak zgłaszają się chętni. Ale sprzętu nakupowali i teraz na tym sprzęcie ornitolodzy, entomolodzy i botanicy robią prywatne fuchy (w RDOSiu można sprawdzić kto). Lewizna do kieszeni a za jakiś czas uczelnia zapłaci kary, bo to pieniądze unijne. Gdzie standardy uczciwości i rzetelności, nepotyzm i prywata, byle do swojej kieszeni, jaki tam etos uniwersytetu lub dobro wspólne? Przecież to wszystko łatwo sprawdzić, ale jakoś ręka rękę myje i panuje zmowa milczenia. Obarkowo wyrosło na podatnym gruncie i nie jest wyjątkiem. Wiec niech pan dziekan O. się nie boi, swoi krzywdy nie zrobią, a reszta będzie się bała podnieść głos. Chyba że jakiś samobójcy i wariaci. Bo czy znajdzie się jakiś Herkules by oczyścić wreszcie tę stajnię Augiasza?
        • Gość: oj,oj nec Hercules contra plures IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.04.12, 13:28
          i Herkules dupa, kiedy ludzi kupa
          • Gość: jot Re: nec Hercules contra plures IP: *.dynamic.mm.pl 19.04.12, 13:48
            Zastanawiam się, czy nie czas na uwspółcześnienie tłumaczenia powiedzenia „nec Hercules contra plures”. Pan przyjął tradycyjną wersję, że „I Herkules dupa, kiedy ludzi kupa” . Może aktualniej zabrzmiałoby to: „I Herkules dupa, gdzie ludzka kupa”. Użyłem tego już w takiej postaci: „I Herkules dupa, gdzie psia kupa”, a to z obserwacji beznadziejnej walki z psimi kupami. Starałem się wykazać, że w sprawie tkwi błąd, bo przecież nie należy walczyć z psimi kupami, a tylko konsekwentnie wziąć za d... właścicieli tych sympatycznych czworonogów. W sprawie, o której mówimy jest podobny problem, ale nie będę go wyłuszczał, bo to następny w kolejności, a nie chcę być sprawcą fermentu. Może ktoś na to wpadnie. Mnie zło nie podnieca. Zaczekam.
            • Gość: oj,oj Hercules i kupa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.04.12, 16:39
              Nie taki on Hecules... był
    • Gość: jot Już tylko szerzej... IP: *.dynamic.mm.pl 19.04.12, 11:32
      Należę do tej części społeczeństwa, które, podobnie jak pokarmu, codziennie potrzebuje wiedzy (faktów). Posiadam nawet instynkt żerowania w tym względzie. Dysponuję zdolnościami przetwarzania wiadomości, a wnioski potrafię sobie sam wyciągnąć. Dzisiejsza prasa natomiast, szerzej – media, podają mi gotowe wnioski. Stawia mnie to w sytuacji problemu, bo nie wiem, z czego te wnioski wynikają. A won z taką prasą! Won, bo wielokrotnie redukując (odwrotność dedukcji) swoje myślenie, dochodziłem do pewności, że podane wnioski nie wynikają z niczego. Są dogmatem podanym do wierzenia. Wielokrotnie okazywało się, że podane wnioski wynikają z innej wiedzy, niż stosowne do niej „przecieki”. I to w moim mniemaniu nazywa się ogłupianiem społeczeństwa. Widzę natomiast, że w całym kraju jest to metoda ogólnie przyjęta i do tego wychowuje się, nawet kształci społeczeństwo. Ta nowa „religia” wchodzi nam w krew i staje się religią większościową (jak katolicyzm) i narodową (jak judaizm). Cóż więc mamy do zrobienia w sprawie. Niektórzy stosują bojkot podawanej „papki”. Nie jest to dobra metoda, bo tym się nikt nie przejmie. Sądzę, że powinniśmy cenić i dawać temu wyraz, jeśli ktoś z nami pracuje rzetelnie. Ja daję sobie radę w łowieniu tych perełek, ale muszę to jasno powiedzieć, że zawdzięczam to swoim studiom i atmosferze panującej w instytucie. Pamiętam jak dostałem „5” za opowiedzenie się za poglądem asystenta a nie profesora. Profesor zapytał mnie tylko, czy wiem, czyj to pogląd i czy znam słabość jego uzasadnienia. Powiedziałem, że wszystko wiem, ale pogląd profesora doprowadza problem do „ściany” a pogląd asystenta daje możliwość dalszego wyciągania konsekwencji. Nie wiem, czy dziś ktoś tak dopieszcza własne (w sensie: cudze) zdanie. Czy na takie zdanie ktoś liczy w życiu społecznym, czy dalej traktują nas jak głupoli, przedstawicieli „przypadkowego społeczeństwa”.
      To wstyd, ale taki schemat panuje w życiu. Normalnie nie powinniśmy wychwalać ludzi pracowitych, uczciwych, porządnych w myśleniu. Moim zdaniem jest to ludzki obowiązek i w społeczności nikt łaski nie robi będąc takim. W beznadziejnej jednak sytuacji tego kraju, gdzie afera na aferze (w najlepszym wypadku sól wypadowa i sproszkowane jaja), zmuszeni jesteśmy wyrazić swoje zdanie poprzez podkreślanie „heroicznej” postawy tych, którzy zachowują się normalnie, zgodnie z przyjęta i uznaną moralnością. Stąd chwalę np. Świadków Jechowy, chwalę niektóre fundacje, chwale red. Sochę...itp. Za co? Za rzetelność. Normalnie nie zwróciłbym na to uwagi, gdyby nie nasz powszechny burdel, zakłamanie, usiłowanie wychowania homo mendax.
      A zresztą...!
      P.S. Napisałem to, bo jestem czymś bardzo przerażony. Asumpt do przerażenia dała mi opisywana uniwersytecka sprawa. Nie jestem idealistą i wiem, że ludzkie badziewie zawsze i wszędzie może wykiełkować i z braku nadzoru może urosnąć i być zaczątkiem czarciego plonu. Dziwi mnie tylko, że można tak wielu zwolenników wokół ciemnej sprawy zgromadzić. Pomijam tych, co piszą w internecie (po interpunkcji widzę, że nie jest ich tak wielu – potrafią tylko mnożyć nicki). Pomijam, bo nad ich życiem intelektualnym, emocjonalnym czy wolitywnym nie było komu popracować. Dziwię się władzom uniwersyteckim i kadrze profesorskiej, która stawia się po ciemnej stronie mocy. Tu nie czas na rzymską aluzję „qui tacet clamat” (u Cezara - Qui tacet, consentire videtur, albo Qui tacet, non utique fatetur, sed tamen verum est eum non negare). Brakuje tu inteligencji, która ową aluzję rozumie, to po pierwsze. Po drugie, tu już rzeczywiście głębsza orka jest potrzebna...
      • Gość: oj,oj Mam dylemat IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.04.12, 14:39
        Dziwna zbieżność? Plagiat? Czepiam się?
        Obarkowe Gravite z Olsztyna
        i to
        ArchiCADa bo nie to " * "
        • Gość: jot Re: Mam dylemat IP: *.dynamic.mm.pl 19.04.12, 15:11
          Źle Pan trafił. W tej sprawie jestem lajkonikiem – jak to mówi się w Krakowie. Nie znam zasad plagiatu w takiej dziedzinie. Trudno zaś wszędzie stosować zasady Polikleta i Witruwiusza, które poznałem jeszcze w szkole średniej. Wszystko idzie do przodu. A swoją drogą chętnie wysłuchałbym rozważania, jak tu się ma forma do treści w zestawionych figurach, bo może chodzi tylko o to, ile butelek autorzy wypili przed lub w trakcie. Gdybym to ja był autorem figury, nazwijmy ją figurą „B”, to zamieściłbym przypis, że istnieje taki popier... konkurent, który stworzył figurę „A”. I tyle, bo się wyspowiadam z braku profesjonalizmu.
          • mobydickzolsztyna Nietypowi i ich problemy 19.04.12, 15:27
            @jot
            A może Ty pisz zwyczajne wiersze? Nie publicystyczne.
            Proponuję życzliwie, jako autor tekstów, podobno, równie mało zrozumiałych, nazbyt barokowych.
            Ty to masz dobrze, możesz się przerzucić na wiersze, masz odpowiednią żyłkę.
            A ja co?
            Żówno?
            • Gość: jot Re: Nietypowi i ich problemy IP: *.dynamic.mm.pl 19.04.12, 15:36
              Moby! Nie podpuszczaj. Ja Ciebie zawsze czytam, a jeśli nie zgadzam się z Tobą, to i tak Cię cenię. Reprezentujesz sobą te ostatki odwagi, które tak są potrzebne w tym cholernym życiu.
              • mobydickzolsztyna Re: Nietypowi i ich problemy 19.04.12, 16:02
                Gość portalu: jot napisał(a):
                > Moby! Nie podpuszczaj.

                Eeeee
                Przecież obaj naprawdę mamy problem z przesadyzmem formy!
                No! No! Stań przed Panienką i bezczelnie zaprzecz!
                :-)
                • Gość: jot Re: Nietypowi i ich problemy IP: *.dynamic.mm.pl 19.04.12, 16:09
                  Moby! Wstydzę się. Jeszcze ten rozrost formy... I ta nietypowość. Zgłupiałeś? Do czego Ty mnie namawiasz? Zarumieniłem się...
                  • mobydickzolsztyna Re: Nietypowi i ich problemy 19.04.12, 16:26
                    Gość portalu: jot napisał(a):
                    > Do czego Ty mnie namawiasz? Zarumieniłem się...

                    Kużden Licealista z Wiadomym Zeszycikiem - rumieni się.
                    Rumień się śmiało!

                    Rumieńca Poety nie dostrzegają wtrząchający kaszankę.
            • Gość: oj,oj Re: Nietypowi i ich problemy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.04.12, 16:11
              Moby a co z moim dylematem, wyrzeźb coś od siebie, niekoniecznie wierszem, od biedy zaakceptuję biały.
              • mobydickzolsztyna Re: Nietypowi i ich problemy 19.04.12, 16:20
                Gość portalu: oj,oj napisał(a):
                > Moby a co z moim dylematem, wyrzeźb coś od siebie


                Pupa mnie boli od twoich klapsów.
                Muszę to odleżeć na brzuchu!
                • Gość: oj,oj Re: Nietypowi i ich problemy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.04.12, 09:19
                  Moby, czas rekonwalescencji minął, nie ociągaj się z odpowiedzią i nie zasłaniaj się odleżynami ;)
                  • mobydickzolsztyna Re: Nietypowi i ich problemy 20.04.12, 14:00
                    Gość portalu: oj,oj napisał(a):
                    > Moby, czas rekonwalescencji minął, nie ociągaj się z odpowiedzią i nie zasłania
                    > j się odleżynami ;)


                    Poskrobałem w wątku i doskrobałem się, że twoje pytanie chyba dotyczy dylematu podobieństwa dwu grafik.
                    Plastyka to nie moja broszka.

                    Nawet z tego cieniutkiego potoczku materiałów nielegalnych w Wiadomym Stanie, przechodzących przez moje ręce, nie zachowałem na własny użytek niczego graficznego, a Słowa to i owszem.



                    PS
                    Nie pamiętam niczego skutkującego odleżynami. Może i coś tam bąknąłem o operacji oka parę miesięcy temu, ale to wymagało krótkiego leżenia, a o czymś innym, po czym nieco poleżałem, to chyba ani dudu nic nie pisałem - więc nie wiem o CO chodzi?
                    • Gość: oj,oj Re: Nietypowi i ich problemy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.04.12, 14:18
                      Moby daruję sobie (i tobie) dalsze naciskanie a tym bardziej klapsy. Wykręcasz się zręcznie. OK. A co odleżyn to miałem obawy, że ty ciągle na brzuchu leżysz ;) Pozdr.
    • Gość: jot Przyjaźń z ideami jest subtelną rozkoszą IP: *.dynamic.mm.pl 19.04.12, 15:23
      To Safona, ale żadnej liryki miłosnej nie będzie. Po prostu, dziękuję wszystkim, którzy w tym poście zabrali głos. Niczego spektakularnego pewnie nie osiągnęliśmy, ale przez moment byliśmy przyjaciółmi idei, które są cenione od wieków i stały się podstawa naszej kultury i po części cywilizacji. Gdy rzecz więc dotyczy kultury, to nawet bez wielkiego znawstwa tematu (przynajmniej w moim wypadku) wypada się przytulić do czegoś bezpiecznego, nawet jeśli są to tylko idee.
      A może jednak Safona, pt. „Nikczemność”:
      "Niewdzięczny. Wszystko co dobre
      przeznaczyłeś dla swoich przyjaciół.
      Dla mnie tylko smutek i upokorzenie.
      Nadęte stworzenie,
      nasyć teraz swoje serce.
      Pamiętaj jednak,
      łatwo nie poddaję się.
      I nie miej żadnych złudzeń,
      że za swoją nikczemność kiedyś zapłacisz.
      Wierzę. Mnie chronić będą kochani Bogowie". (W przekładzie: Nikos Chadzinikolau).
      A jak to pięknie brzmi po grecku. W oryginale recytowałem to na akademii w szkole średniej i wtedy też miało to być aluzją.
      A teraz coś do rozważenia przez decydentów „Debaty”: Macie chyba najlepszy dowód „wyższości” tematów regionalnych na aborcją czy tematami gejowskimi, ściśle teologicznymi i z pogranicza. Uczestnicy dyskusji dają Wam wyraźnie do zrozumienia, więc czytajcie z ruchu wpisów. Tylko w tematach właśnie takich, miejskich, regionalnych, widać, że jesteście niezależni i można Was odpowiednio docenić. A jaka jest niezależność w innych tematach? W tym, że raz na parę lat Ł.A. zwątpi w Jarosława? Jaka to niezależność, kiedy więcej niż 70 % dawno zwątpiło. O. Rydzyk to jeszcze skleja, ale to jest następna niesamodzielność, bo za to płaci się... rozsądkiem przede wszystkim.
    • Gość: student UMK Powiało choć trochę optymizmem? IP: *.snydernet.net 19.04.12, 20:13
      Obserwowałem , że bój był zacięty , ale problem to chyba mały , bo nawet regionalna tv o tym nie wspomniała. Jak zaś o czymś nie mówią w telewizji , to nie istnieje. Chociaż olsztyńska tv to zawsze było krzywe zwierciadło. Może celowo łeb urwano sprawie? To i tak dziwne , że wyszło z progów uczelni. Pewnie studenci wynieśli.
      • Gość: jot Pyrrus król Epiru z wizytą na UWMie IP: *.dynamic.mm.pl 20.04.12, 09:14
        Na zasadzie: jest pytanie, jest odpowiedź...
        Znane mi są wyniki wyborów na UWMie, ale wcale się nie cieszę, a są tego przynajmniej cztery powody. Po pierwsze nie znam, jak daleko sięgały wpływy przegranego i jak to się może przełożyć na postępującą destrukcję. Po drugie, nie znam wygranego i jego możliwości, stanowczości i determinacji w sprawie. Może jest tylko emisariuszem spokoju władz. Może jest wartością sam dla siebie. Tylko! Nie chodzi tu o naukowe możliwości, bo te potwierdził ktoś inny i to wystarczy, ale rzecz dotyczy możliwościach konstrukcyjnych. Dla społeczności uniwersyteckiej. Przecież na tym pobojowisku to coś musi się wygoić, ktoś musi zdjąć z ludzi strach, ktoś musi zastosować odpowiednią terapię i ukierunkować na wiarę w sukces. A jest to ważne, bo tym gorącym kartoflem jest kawałek Uczelni, który musi powrócić do zaufania wszystkich zainteresowanych. Są pracownicy, studenci, Uczelnia, miasto i Polska. Smród przecież poszedł w wiele różnych miejsc. I po trzecie i najważniejsze, jest to zwycięstwo czysto polskie, znane w „metodyce” od 1410 roku. Zwycięstwo, gratulacje, opadły emocje, zaprzestano komentarzy, to i owo wypito, a tu Malbork jest do zdobycia. I jeśli go się nie zdobędzie, to kłopoty będą wybuchać co jakiś czas. Pod przykrywką o nazwie UWM to się gotuje, a wybuchowej substancji nagromadziło się na wiele wybuchów. Będziemy głaskać garnek i szamańskich praktyk używać, ale groźby nie zażegnamy w ten sposób. Znam powody następnych wybuchów, ale nie będę wywoływał wilka z lasu. Nowa kadencja jest dobrym powodem, żeby porobić porządki, ale nie wierzę, bo zasady, na jakich to się trzyma są diabła warte. Po czwarte, uczelnia ta nie umie prowadzić dyskusji o swoich problemach. Pomijam tu stałą tendencję do przemilczania problemów, albo wzorowaną na instytucji, która chwali się dwoma tysiącami lat przemilcza problemów, albo jest to objaw polskiego strachu – naciąga się kołderkę na głowę i nie ma problema. Spójrzmy więc, jak to się odbyło przy ostatnim kryzysie. Przeciwnicy pana O. posługiwali się faktami. Zwolennicy posługiwali się interpretacjami faktów, albo wnioskami. Trudno, a nawet niemetodycznie dyskutować z faktami. Z interpretacjami, ewentualnie wnioskami można dyskutować, ale po co? To i prawda, ale ktoś powinien. Jest tzw. mielenie „twardych” stanowisk, do których każdy ma prawo. Władze mogły to jednak przeciąć. Od tego są jacyś rozjemcy, którzy rzadko ustalają prawdę, ale wprowadzają porządek. I tu było oczekiwanie na decyzje Władz Uczelni, czy powołanych do tego gremiów. Czekano na jakieś gesty. Z powodu ich braku problem rozrastał się. A po włączeniu się Warszawy wystarczyło zawiesić inne procedowania. To byłoby uczciwe i skuteczne, a tak powstały wątpliwości, po której stronie są władze. Ich bezosobowy autorytet padł, tym bardziej, że grzech zaniechania ze strony Władz okazuje się być grzechem pierworodnym dla tej Uczelni. Stanowi o istocie jej niemocy. I tu się mleko wylało, co będzie pamiętane przy wszystkich innych sytuacjach. I to jest to właśnie Pyrrusowe załatwienie sprawy.
        • Gość: oj,oj Ogłoszenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.04.12, 09:32
          Poszukiwany jest oracz co najmniej z sochą. Zarządca folwarku Kortoviensis ;)
          • Gość: abc Re: Ogłoszenie IP: *.uwm.edu.pl 20.04.12, 10:30
            Mówisz i masz!
            w792.wrzuta.pl/obraz/powieksz/17qgCJYYpcc
        • Gość: do jot Re: Pyrrus król Epiru z wizytą na UWMie IP: *.uwm.edu.pl 20.04.12, 09:59
          Mądrze i trafnie napisane. Pozostaje tylko czekać i chłodno, naukowo obserwować? Rzeczywiście oracz by się przydał, bo gangrena będzie postępowała. Były to igrzyska tylko czy początek działania lekarza?
          • Gość: jot Re: Pyrrus król Epiru z wizytą na UWMie IP: *.dynamic.mm.pl 20.04.12, 14:32
            Rzecz w tym, że świadomość interesu Uczelni nie może być wniesiona z zewnątrz. Potrzeba właściwego modus vivendi, w tym modus sentiendi plus operandi, musi powstać w „środku” i ci ludzie i tymi ludźmi muszą być dokonane zmiany. Żaden „oracz”, żaden „lekarz”, żaden komisarz tego nie zrobi. Po pierwsze dlatego, że jest to struktura demokratyczna, niezależnie od tego, jaka jest ta demokracja – arytmetyczna (większość jednego głosu pozwala na wszystko), czy humanistyczna (interes ludzi w tym również mniejszości), po drugie dlatego, że jest to zespół ludzi ze specyficznie rozbudowanym „ego”. I to nie jest błąd - „ego” na styku sentiendi i operandi. To jest iunctim, które zapobiega egoizmowi i zrutynizowaniu. Tego nie należy lekceważyć, bo często na tym opiera się osobowość twórcza. Dlatego wszyscy, łącznie z kadrą uniwersytecką, powinni to rozumieć i wręcz „wyznawać”. Mieć „sumienie” naukowca, czyli intuicyjnie wyczuwać granicę między stymulacją kreatywności a brutalnym egoizmem, jak w omawianym przykładzie. Tego przede wszystkim nie wniesie się z zewnątrz. Można o tym przypomnieć (mam nadzieję, że bez nachalności). To jest tradycja universitatis, czyli życia i współdziałania w tej wspólnocie. To się musi wykształcić, ale zanim to się stanie, to pracownicy Uniwersytetu (szczególnie naukowi i dydaktyczni) powinni tego chcieć, do tego dążyć i powinny ustać wszelkie naciski z zewnątrz. Szczególnie te polityczne. W tym aspekcie szczególnie źle odbieram fakt, że rektor elekt jest czynnym politykiem. Sądzę, że politycy powinni mieć, podobnie jak policja, zakazane wejście na teren Uczelni. Polityków również należy nauczyć i od nich wymagać szacunku do miejsca, ludzi i idei innych niż doraźne bycie u żłobu. Ale jeśli pracownikom Uczelni też w głowie tylko jednostki owsiane, przeliczane z czapkowania i wiszenia u klamek władzy, to nie dziwmy się, że ich można nie szanować. Naukowcom „z przypadku”, to zawsze będzie wszystko jedno, kto nimi kieruje. Muszą mieć autorytet i nigdy nie staną się autorytetem ani dla siebie, ani dla innych. A jak się tego nie ma i taka świadomość się nie wykształci, to „wartość pomniejszona” powoduje wycofanie się (brak aktywności), agresję wobec środowiska, co widzimy, i wiele innych niekorzystnych cech, które będą dawać o sobie znać wraz z następnymi kryzysami... Czego nie życzę, ale czego nie da się uniknąć. To będzie wynikać, (w sensie materializować się) z tego, co jest i tli się w ludzkich zamiarach, wyłamujących się z modusu sentiendi & operandi, specyficznego dla „uniwersitatis”. A z tym modusem i charakterystyczną wspólnotą to jest tak, że albo jest, albo jest jego karykatura. O taką właśnie karykaturę otarliśmy się i może będzie to jakaś nauczka.
            • Gość: oj,oj Re: Pyrrus król Epiru z wizytą na UWMie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.04.12, 15:01
              I namiastkę tego obserwowaliśmy, oracz zaledwie wzruszył podłoże a osiadła tu struktura demokratyczna otrząsła się z plew
    • Gość: studeny awf Re: Nie sądzę, że Pan Socha ma problem, IP: *.dhcp.dbnet.dk 20.04.12, 21:01
      Nie mogę uchwycić, czy jest jakaś koherencja między tym, co pisze red. Socha a tym, co pan pisze. Czy piszecie o tym samym?
      • Gość: jot Re: Nie sądzę, że Pan Socha ma problem, IP: *.dynamic.mm.pl 21.04.12, 08:40
        Jeśli używa Pan słowa „koherencja” (spójność, spoistość, łączność), to znaczy że jest Pan studentem przynajmniej końcówki pierwszego roku. I kategoriach takiego statusu umysłowego postaram się odpowiedzieć. Sadze, że pyta Pan poważnie i nie będziemy udawali, że przerabiamy Maybacha na gaz.
        Redaktora Sochę interesują fakty i ich konsekwencje (tak to oceniam bez uzgadniania), przy czym nie znam imperatywu, który nakazał redaktorowi „wzięcie” tematu. Mnie obliguje imperatyw eudajmoniczny – szukam zadowolenia i satysfakcji z posiadania własnego aparatu poznawczego. Robię z niego użytek egoistyczny, bo nikt nim nie był i nie jest zainteresowany. Nigdy! Nie mam jednak do nikogo pretensji. Każdy powinien kształcić się z powodów czysto hedonistycznych i dla siebie. Wracając, red. S. ustalił, opisał, osiągnął swoje, tzn. przyczynił się dobitnie do usunięcia szkodnika i na tym problem zakończył. Dla mnie to problem dopiero się zaczął, chociaż będę go obrabiał tylko myślowo. Mnie interesują fakty i ich przyczyny (racje). Uważam to za ważne, bo mój kierunek myślenia daje istotną wiedzę o przyczynach, nieodpowiedzialności ludzi i ich przełożonych. Przyznaję, że w żadnym temacie nie istniałbym, gdyby nie dostarczona mi wiedza, np. przez znajomych czy ta publicznie dostępna u red. Sochy.
        Powiedzmy sobie szczerze, że ze świata zwierząt wyszliśmy jako animal rationale tylko dlatego, że komuś wpadł do głowy pomysł, żeby sobie i innym zadać proste pytanie γιατί, quid, pourquoi, dlaczego? Pojawiająca się na tym forum i gdzieś tam w rzeczywistości walka o łacinę i grekę jest walką pozorną. Dobrze jest to znać, ale wysiłek (ja przynajmniej taki włożyłem, przy świeczce, lampie karbitowej, lampie naftowej i elektryce) nie jest wart tej satysfakcji, ale walka o jakąś postać refleksyjnego myślenia, przykładowo filozofii, logiki, etyki jest warta naszego wysiłku. Gdyby ktoś decyzyjny na UWMie miał takie myślenie ze schematem „fakty do przyczyn” to mógłby na bieżąco ostrzegać przed wieloma niebezpieczeństwami, wręcz mógłby im zapobiec. Pytanie tylko, czy my chcemy takiej wiedzy, bo czasem odnoszę wrażenie, że to nas najmniej interesuje. Jesteśmy zadowoleni, że coś się dzieje, a jeśli niekorzystnie, to tylko to nas podnieca, że nas tam nie ma. Egoizm, a gdzie interes wspólny?Jak jednak w takiej sytuacji mówić o sensownym zarządzaniu. Nie da się bez pewności jedno - jednoznacznej co do przyczyn i faktów tworzących przyszłość. A tego nikt nie może zagwarantować. Zawsze jednak wielość przyczyn jest możliwa do ustalenia, gdy dotyczy przeszłości, bo poruszamy się w granicach tego, co było, co znamy. Z tego trzeba robić użytek wszędzie, a obowiązkowo w strukturach nauki biorąc człowieka jako sprawcę tego, co dobre czy złe. Poza poznaniem to wazny aspekt działań w tej profesji. To tylko człowiek ma takie możliwości i nie wypada mu zaniedbywać myślenia na rzecz instynktu.
        Niestety, we wszystkich fazach tego konfliktu nie widzę czegoś innego, jak tylko instynkt w problemie „rodzina na swoim” (to niezwykle trafione sformułowanie). No może odrobinę negatywnych uczuć, które rozlały się i swój plon wydadzą w swoim czasie.
        P.S. Tak się zastanawiam czasem, czym różni się dawne określenie "mający dobrego ducha" (eudajmonizm) od określenia współczesnego „mający pozytywną energię”. Tym, że pierwsze dało początek doktrynie etycznej hellenizmu a drugie jest podstawą głupoty celebrytów. Nie ulegajmy manierom, a tylko temu, co sprawdziło się.
        • Gość: do bufona Re: Nie sądzę, że Pan Socha ma problem, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.12, 08:47
          jesli piszesz "Jeśli używa Pan słowa „koherencja” (spójność, spoistość, łączność), to znaczy że jest Pan studentem przynajmniej końcówki pierwszego roku. I kategoriach takiego statusu umysłowego postaram się odpowiedzieć." to wszem i wobec oznajmiasz, że jesteś bufonem, zachwycającym się swoim kwiecistym pisaniem. Pozujesz na erudytę, ale pisze wielce niekomunikatywnie, piszesz dla samozachwytu, a nie żeby coś powiedzieć.

          Czepiasz się studenta? Już w drugim zdaniu popełniasz błędy stylistyczne.

          Notabene piszesz tak zawile, że nie dość, że się czytać odechciewa, to i niewiele zrozumieć można Pan pewnie filozof, może nawet profesor? Współczuję studentom.
          • Gość: jot Re: Nie sądzę, że Pan Socha ma problem, IP: *.dynamic.mm.pl 21.04.12, 09:13
            Jest mi szalenie przyjemnie. Prawdy o sobie nigdy dosyć. Dziękuję!
            Ustalmy przy okazji, że nie mam kontaktu ze studentami. Nie widzę więc powodu, żeby im współczuć. Tu Pan źle trafił. Spotkanie z filozofem mam tylko jedno w pamięci – Praga, rok 1969, filozof mówiący po angielsku jest kierowcą miejskiego środka komunikacji.
            Jestem na emeryturze i cieszę się, że mogę trochę pobufonić, czego i Panu na starość życzę... Doradzam jednocześnie, by umiejętności czytania nie brać tak poważnie... W tej sprawie grzech zaniechania nie jest grzechem ciężkim – najwyżej czyściec...
            • Gość: Antyurawniłow Re: Nie sądzę, że Pan Socha ma problem, IP: *.olsztyn.vectranet.pl 21.04.12, 09:23
              Panie "jot" - piszesz Pan bardzo ładnie i czytelnie, wreszcie mamy tochę kultury z wyższej półki na tym forum. Tak trzymać. Piękno wypływa z różnorodności, a te biedne osobniki, które zrozumieć nie mogą, niech nie czytają, bo się jeszcze spocą.
          • Gość: inż. darożnyj Uwaga, będzie polemika IP: *.ipredator.se 21.04.12, 10:35
            Facet, jesteś głupi, że aż zęby bolą. Czego Ty na Forum szukasz, czego od Forum oczekujesz. Chyba tylko możliwości przypieprzenia się do kogoś. Szukasz Drogi, Prawdy i Życia, to poczytaj takie opasłe tomisko – Stary a potem Nowy Testament. Jeśli zrozumiesz, to nie gdacz, ale przeżywaj. Jeśli nie zrozumiesz to przejdź na katolicyzm i oni ci wytłumaczą.
            To fakt, że „jot” pisze używając skrótów myślowych i wiele wysiłku mnie to kosztuje, żeby pojąć myśl całościowo, ale podejmuję go bez gadania. Również czytuje go moja córka, licealista i rozumie. Mówi, że kto z uwagą przeczytał J. Joyce'a ten pojmie, jak to należy czytać. Czasem nawet podyskutujemy. Nikt nas do czytania nie zmusza.
            Facet, zastanów się, czy szukasz Drogi, Prawdy i Życia, czy tworzysz drogę, prawdę i życie. Jeśli to drugie, to witaj w Klubie Pojeb-nych. Przy okazji zapamiętaj to sobie, że jedną z reguł Dekalogu naszego Klubu jest: „Szanuj wszystkich pojeb-nych”. Życie nie szczędzi okazji, byśmy tak się czuli i w związku z tym, szacunku do siebie wymagali.
            Pzrepraszam, że piszę "Facet", bo tak głupiej kobiety, to ja w życiu nie widziałem.
    • Gość: jot “Wszyscy szukają” - usłyszałem IP: *.dynamic.mm.pl 22.04.12, 10:31
      Everybody looking. Czy tak, Panie doktorze? W języku sprawozdawczym zaborcy “omnes (simul) vultus”. Teraz Pan myśli a ja sobie trochę pobufonię...
      Powiedzmy sobie, że największy lekarz w historii ludzkości dr House rozpoczął swoją misję od ustalenia, że „wszyscy kłamią” (Everybody Lies), a kończy konstatacją, ze „wszyscy umierają” (Everybody Dies). Perspektywa eschatologiczna nie jest zaskoczeniem w filmie, ale czy warto ją przenosić do życia, jako „wyrwaną z kontekstu”? Tu ewolucja uczy, że końca nie ma, chyba że zagłada, jak z dinozaurami. To jednak ich wina. Urosły zbyt duże, tak się napuszyły, nikogo się nie bały, robiły co chciały, widziały tylko swoich - musiały zginąć. W tak duży obiekt to każdy kosmiczny śmieć może pierdyknąć. Ewolucja poucza także, że może zdarzyć się nowy początek. Dajmy mu szansę. Niech innym życiem ożyje ten dziurassic park. Ogród biblijny już podobno w planach, chociaż na stworzenie „homo novus” Kuria nie wyraziła zgody. Taka zmiana wymaga in vitro – a na to non possumus! Wciągnięto jednocześnie stare egzemplarze (dinozaury), jako wzory kodów genetycznych, do swoich Rad doradczych. Taki bank spolegliwych genów. Prawdopodobnie dopiero konstrukcja Arki Noego rozwiąże problem – po parze wszystkiego, chociaż jak zwykle, do każdej pary kapelan i ministrant.
      Rozmawiałem z pracownikiem UWMu na temat zajść, które nadwyrężyły opinię szacownego grona tropicieli prawdy. Usłyszałem, że “wszyscy szukają”, jak to się stało, a przede wszystkim, jak to było możliwe, kto uśpił ich czujność. Zapytałem, czy nie jest to na etapie zdobywania zuchowskich sprawności, bo aż dziw, że nie włączono do sprawy Naczelnego Zucha – pewnego redaktora, z zamiłowania „błazenka”. Wygląda jednak na to że „ubodło” to mocniej, niż z zewnątrz można ocenić. Żarty rzeczywiście są nie na miejscu, a wiadomość, że „odkrycie nowego smrodu sztuki” czyniło usługi także Kurii, dodaje smaczku, jak w przypadku pewnego wieżącego (wieża) prezydenta. Przedstawicielom Kościoła chyba od nadmiaru płynów trzęsą się ręce, że tyle spraw z nich wypuściły. Ot, nie dopatrzyli, a może jak za dawnych czasów trzymają z wygranymi. Uczonym to też do świadomości dociera. Daj Boże, bo świadomość robienia sobie grupowej krzywdy musi się jakąś drogą przebić do specjalistycznych i nieco zaklapkowanych umysłów (perspektywa konia – ciągnąć do przodu).
      Może warto jeszcze raz pokłonić się aspektowi eschatologicznemu, bo nawet wyleczeni kiedyś umrą, a „13”tki to naprawdę szkoda. Może coś potargujemy? Boże, oddam swoje życie za „13”. Poważnie! Jej z honorarium za film wystarczy na dostatnie życie, a mnie brakuje na podłe życie. A przecież nie piję, nie palę, nie wciągam ani wcieram, też jestem przeciwny Thiocodinowi, nie uprawiam spontanicznego seksu w każdym kolorze, oprogramowanie mam legalne albo free – to po co żyć?
      P.S. Panie doktorze, a wypowiedzenie przez Pana uczonej myśli, że „nie ma takiej walki na górze, która nie odbiłaby się czkawką na dole”, to z zakresu jakiej fizyki? Do prędkości światła (Newton) czy z prędkością światła (Einstein)? A może to ostatnie dane z CERNu, bo coś mi jądrami zalatuje? Pewnikiem jednak to jakieś naukowe zbuki.
    • Gość: Beniamin Re: Nie sądzę, że Pan Socha ma problem, IP: *.182.79.144.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 23.04.12, 19:10
      No to się zaczyna jednak ...
      www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2228:pismo-przedprocesowe&catid=41:swiat&Itemid=110
      • Gość: jot Dalej nie sądzę, że Pan Socha ma problem IP: *.dynamic.mm.pl 23.04.12, 21:06
        Skutecznie zadziałał w interesie UWMu, społeczności lokalnej oraz w interesie nauki, dydaktyki i sztuki.
        Dinozaury nabierają powietrza, żeby usiłować pożar zdmuchnąć, ale fala uderzeniowa tuż, tuż. Ktoś może się zdenerwować i wyda komendę: „Kompromitację czas zakończyć”! W takiej przestrzeni rzecz nie ma tylko jednego wymiaru. Poza tym teraz może chodzić już tylko o jedno – o obronę Uczelni. Na razie broni ją ślepy los, milczenie i szczęśliwy zbieg wydarzeń, ale nie jest wykluczone, że trzeba będzie powiedzieć więcej lub nawet wszystko. Właśnie dla dobra Uczelni.
        • Gość: jot Dalej nie sądzę, że Pan Socha ma problem IP: *.dynamic.mm.pl 25.04.12, 07:06
          W „Piśmie przedprocesowym” (tekst w „Debacie”) myli się dwie sprawy: dobra osobiste, do których każdy ma prawo w sensie ochrony i funkcję (Dziekana), do ochrony której zobowiązana jest społeczność akademicka reprezentowana przez jej Władze. Powołanie się na interes społeczny („zasad współżycia społecznego”) jest sprawą wątpliwą, a przynajmniej, jest to rzecz dopiero do udowodnienia. Nie jest natomiast żadnym „przekroczeniem uprawnień” dziennikarza i nie tylko, bo gdy bierzemy razem – osobę i urząd, to wychodzi nam osoba publiczna, która podlega pewnym zaszczytom i niedogodnościom w życiu społecznym. Z tym, że taki status niesie nie tylko korzyści, to trzeba się liczyć. I co ważne, jeśli władze Uczelni zgadzają się z intencją Autora „Pisma...”, to powinny dać temu wyraz w podobnym Piśmie. Być może upoważniły Autora do takiego stawiania sprawy. Jeśli nie, to dementi jest niezbędne, bo zostają wplątywane do osobistych gier „tonącego”. Chyba że chcą tonąć w ramach solidarności zawodowej lub solidarności sposobu praktykowania sztuki (nauki, dydaktyki, administrowania), czyli właśnie publicznego służenia. Jest dobra okazja po temu, jak Rzecznik Dyscyplinarny UWM otrzymał stosowny materiał. Milczenie w tej sprawie nie może trwać długo. „Debata”, która postawiła problem do społecznej oceny winna być ujęta na liście „do poinformowania”.
          Pewne jednak gesty Władz UWM każą się domyślać, że w skali Uczelni jest to drobiazg, którym nie warto nawet się zajmować. Nawet nie próbuję sformułować zdania przeciwnego – nie mój cyrk... Pewnie, że takie sprawy powinna prostować demokracja, w której również dziennikarze maja swoje czwarte w kolejności zadanie, ale widzimy, że nie w każdej demokracji to działa. Demokracja jest systemem najłatwiejszym do omotania ludzi czymś innym, niż jej zasady. Chyba ewidentnie to widać w skali kraju. Im niżej, tym „omotanie” może być skuteczniejsze. Wtedy ciała kolegialne, np. uczelniane, powinny dopilnować tego, co jest w ich zakresie i możliwościach. No cóż, bajki mi się zachciało... praworządności, życia bez układów, otwartej kurtyny... Naiwniak! Nieprawdaż? Czy takie stany psychiczne są właściwe przeciętnemu olsztyniakowi? Nie! I takim przeciętniakiem jestem i ja. Znam faceta na tyle, że wiem, o kim mówię a dalej to tylko moje ideały. Może właśnie καλὸς κἀγαθός, może Doryforos (niosący włócznię) i zasada kontrapostu wprost do życia, może "O architekturze ksiąg dziesięć" – może jakaś ilustracja do tego dzieła w miejsce zaginionego rysunku... Zadaniem człowieka wykształconego jest wprowadzenie ludzi do sztuki a nie wyprowadzenie tego co ludzkie z procesu tworzenia. Jeśli na ten proces pozwoli sobie Uczelnia, to niebawem schamiejemy wszyscy.
          P.S. Szanowni czytelnicy, a moi znajomi, nie stawiajcie mi zarzutu współpracy z pisowskim oszołomem. Pewnie tak jest, jak mówicie, ale w tej sprawie trzeba odnieść się do faktów w tej sprawie, a nie w ogóle. Cenię sobie racjonalność, niezależnie od tego, kto się nią posługuje. Polskie życie publiczne nie dzieli się na racje tych oszołomów z PiSu i Mojżeszów z PO. Moja Polska dzieli się na racje, które gotów jestem uznać lub nie, ale nie jest to podział wyczerpujący, mimo że robi takie wrażenie, bo są racje do których się nie odnoszę w ogóle. Czegoś, z własnego wyboru, mogę przecież nie zauważać.
          • Gość: z UWM Re: Dalej nie sądzę, że Pan Socha ma problem IP: *.uwm.edu.pl 25.04.12, 07:21
            "Pewne jednak gesty Władz UWM każą się domyślać, że w skali Uczelni jest to drobiazg, którym nie warto nawet się zajmować. "

            Niestety nie jest to drobiazg na wizerunku UWM. To się nie rozejdzie samo po kościach. Stracą wszyscy, wszystkie wydziały. W imię czego?
        • Gość: z UWM Re: Dalej nie sądzę, że Pan Socha ma problem IP: *.uwm.edu.pl 25.04.12, 07:20
          " Na razie broni ją ślepy los, milczenie i szczęśliwy zbieg wydarzeń, ale nie jest wykluczone, że trzeba będzie powiedzieć więcej lub nawet wszystko. Właśnie dla dobra Uczelni."

          mam nadzieję, że jesteś z UWM, to dawałoby promyk nadziei na normalność...
          • Gość: jot Re: Dalej nie sądzę, że Pan Socha ma problem IP: *.dynamic.mm.pl 25.04.12, 09:18
            Nie jestem z UWMu i staram się nawet nie jeździć tymi autobusami, które do Kortowa podążają. Dla mnie jest to przepiękne, szacowne, acz wstydliwe miejsce. Wstyd mi z powodu wielu sytuacji tam kreowanych. Mam tam wielu przyjaciół, ale nie odwiedzam ich w pracy. Ostatni raz byłem tam jeszcze za tych „dobrych” czasów, kiedy „czysty do analiz” był w powszechnym użyciu... A tak w nawiązaniu do wyrażonej przez Ciebie nadziei, chcę Ci powiedzieć, że na UWMie jest sporo mądrych i odpowiedzialnych ludzi. Są więc powody do nadziei, ale chwilowo górę wzięły inne trendy i tym nie da się pokierować z zewnątrz, bo jest to rodzaj zmowy, która już stara się rządzić wewnętrznymi ustaleniami. I jest to zmowa w złej sprawie. Za mało też jest samodzielności a za dużo służalstwa. Na UWMie panuje przekonanie przeniesione z amerykańskich uniwersytetów, że ludziom nauki należy się komfort i o nic sami nie muszą zabiegać. To i prawda, ale to w tym klimacie wyraźnie nie ma to uzasadnienia. Dlatego jedyna nadzieja tkwi w wewnętrznych przemianach, bo świadomość, jak powinna funkcjonować uczelnia wyższa jest obecna w pracownikach. Wielu odwiedziło inne placówki naukowe w kraju i za granicą i maja wyobraźnię, co byłoby w naszych warunkach do zastosowania, ale z dwóch powodów nie staje się to „ciałem”. Nie dopuszcza się ich do decyzji i to byłby ten zasadniczy powód. A oni się nie narzucają, bo albo są naukowcami z krwi i kości i mają swoje badania w celach głównych, albo po prostu, boją się o prace, o perspektywy. Widok tej powszechnej nędzy robi z ludzi karykatury. Drugi to taki, że tak jak jest, jest wygodnie „dla nas i naszych przyjaciół”. I W tym gronie, póki co, jest siła sprawcza. I to jest ta spuścizna po komunie – ludzie i ich przyzwyczajenia. Nie byliśmy nigdy specjalnie koraniczni, ale ta III sura ciągle jest w użyciu: „Wierz tylko swoim” (którzy wyznają nasza religię), przy czym, może tu nawet nie tak bardzo chodzi o religię w tradycyjnym tego słowa znaczeniu.
            P.S. Już drugi raz spotyka mnie posądzenie, że jestem pracownikiem Uniwersytetu i nie wiem, na czym to polega. Moje dementi bierze się przede wszystkim z tego, że nie mam takich ambicji, zdrowia i wiek już nie ten, a to że nikt mi tego nie proponuje zamyka problem. Poza tym, z tym czynieniem uczelni Uniwersytetem jest jak z Ojczyzną u Norwida – to zbiorowy obowiązek. Dlatego zabieram głos, ale jestem przeświadczony o słabości miejsca apelu, czasu podpowiedzi, braku autorytetu i niezgody na to, co jest. Szczególnie ten ostatni element dyskwalifikuje mnie. Z rzeczywistością trzeba umieć się pogodzić przekornie. Tego właśnie nie umiem w myśl powiedzenia: "Niech mowa wasza będzie: Tak, tak; nie, nie”, nawet jeśli nie wchodzi w grę sprawa „fałszywego świadectwa”(Mt 5,37).
            • Gość: z UWM Re: Dalej nie sądzę, że Pan Socha ma problem IP: *.uwm.edu.pl 25.04.12, 11:19
              Uniwersytet nie jest sam dla siebie. W tym sensie to dobrze, ze ktoś z boku zabiera głos, jak lekarze, przed szkodą a nie po szkodzie. Ogromnie martwi mnie, że takie głosy jak "jot" nie pochodzą z UWM... Bo władze i profesura niestety milczy. Jest to w jakimś sensie przyzwolenie. Martwi mnie to z dwóch powodów, po pierwsze bo to moje miejsce pracy a nie chcę być bezrobotnym (przy takich poczynaniach, bierności itd., to studentów zabraknie i to szybko), po drugie z przyzwoitości. Chcę się identyfikować z moim UWM... ale trudno się identyfikować z tym co się dzieje.
              Dlaczego milczą??!! Ci, co powinni szybko i jasno się wypowiedzieć! Kiedy zagrożono studentowi a Arabii Saudyjskiej, rektor (mądrze!) publicznie na stronie www zamieścił przeprosiny, jednoznacznie odcinając się od takich działań jakiegoś naszego studenta. W sprawie pana Obarka nie widzę żadnych reakcji.
              • Gość: jot Krzyczeć, ale na kogo? IP: *.dynamic.mm.pl 25.04.12, 12:23
                To parafraza powiedzenia Emila Ciorana: „Krzyczeć, ale do kogo? To był naprawdę jedyny problem całego mojego życia”. Nie mam skłonności poetów, żeby cierpieć za miliony, to tym bardziej pokrzyczenie do kogoś nie jest pasją mego życia. Ale...
                Patrząc na Uniwersytet „z miasta”, można przewidzieć problemy, a na miejscu nie udało się określić scenariusza. Czyżby było aż tak dużo niewiadomych? Zatrudniacie filozofów, socjologów, marketingowców, speców od wizerunku, którzy przed kamerami wiedzą wszystko o Polsce i świecie współczesnym, a na własnym podwórku nie potrafili niczego przewidzieć. Nie odwołuje się do wrażliwości ludzi uprawiających inne nauki, niż humanistyczne, bo takową albo się ma albo nie, niezależnie od uprawianej dyscypliny, ale humaniści podobno maja to we krwi, a „powołanie” do humanistyki dodatkowo „ubogaca”. Niech teraz JM Rektor wyciągnie z szuflady te elaboraty, które przed czymś przestrzegały, pokazywały bezdroża aktualnej sytuacji. Inaczej: medice, cura te ipsum... Lekarzu, przestań nam truć z mediów. Czy w ogóle są takie elaboraty (że donosy są, to ja wiem z przecieków), czy też pracownicy cenią sobie przede wszystkim umowę o pracę. Czy może Rektor powinien uderzyć się we własne piersi, że atmosfera zależności, strachu, braku niezależności obezwładniła ludzi do tego stopnia, że obojętnie przyglądali się temu, co im realnie zagraża? Z drugiej strony, co Rektor może pomyśleć o pracownikach, którzy nie zwalczają zagrożeń groźnych dla własnej społeczności?
                P.S. Spędziłem kiedyś tydzień w pobliżu wulkanu. Miejscowi nie zwracali na niego uwagi, mimo że pomrukiwał. Kilka razy dziennie spoglądałem w jego stronę, ale w końcu zawierzyłem miejscowym. Ostatniego dnia spojrzałem już tylko na pożegnalnie i ulżyło mi... Czuję ową „lekkość bytu” do dziś, choć bardziej powaliły mnie wydatki. Może coś w tym jest? Komfort psychiczny i strata materialna – co bardziej stymuluje pracownika instytucji naukowej?
                Jeśli pojawiło się odwołanie do Emila Ciorana to może podpowiem założenie na początek klubu dyskusyjnego „AXA”. No tak, ale skąd dziś wziąć Nae Ionescu, Mircea Eliade...i innych? Wg ostatnich wydarzeń, Uczelni potrzebne jest nie tyle przekonywanie, ile aforystyka obliczona na porażenie swoją prawdziwością. To powinno poprzedzić przerażenie faktami...
                A już zupełnie na marginesie, polecam "Precis de decomposition" tegoż autora, bo to pokazuje, jak można osiągnąć doskonałość niemal akademicką, nawet w obcym języku. Wcześniejszych słabości autora „Na szczytach rozpaczy" wolę nie pamiętać. Ludzkie słabości rozumiem doskonale. I to nie jest problem wybaczenia, ale ustąpienia innym miejsca. … a jednak życie!
              • Gość: jot „Jeszcze nie znasz mnie i to twój wielki błąd” IP: *.dynamic.mm.pl 27.04.12, 08:54
                Szanowny Interlokutorze! Podejmijmy takie zobowiązanie Pierwszomajowe: Wystarczy tego wpędzania Twojej Uczelni w kompleksy. Reszta w rękach opatrzności, jak wiesz z katechizmu i życia. Już nic tu po nas...
                Skorzystam jednak z ostatniego wejścia (jeśli pozwolisz... oby ostatniego!).
                W UWMie, w sumie nie ma aż tak wiele przeciętności, jak wielkie jest milczenie wokół spraw ważnych. O czym to świadczy. Podejrzewam, że jest to poważny symptom "choroby". Może to świadczyć o braku satysfakcji, niedostatku radości tworzenia, braku warunków godnego życia, czy nabytej obojętności i wypalenia się zawodowego. Mogą także być inne powody, ale te, wymienione, dadzą się wywnioskować na bieżąco z przyjacielskich rozmów. Z tego wniosek, że nie wiedzieć czemu, cała, a przynajmniej ważna jej część aktywności intelektualnej, została przesunięta bardziej w stronę emocjonalno - wolitywną. Warto może powiedzieć, że ocena ta jest pochodna ustalonych objawów, ale nie wyjaśnia przyczyn tych objawów. Odnoszę wrażenie, że w tej sprawie nie wszystko jest dopowiedziane, czyli jest jeszcze coś, co czuje się przez obserwację uczestniczącą, ale czego niejednokrotnie pracownicy nie potrafią nazwać, łącząc stałość występującego elementu z normalnością. Jeśli łączy się to z twierdzeniem, że "chyba tak to musi być", to znaczy, że nie widzą dysonansu, choc to utrudnia im życie. Rozeznanie w tym nie przekracza zdolności percepcyjnych ludzi wykształconych, ale w tym przypadku jest efektem spychania problemów do podświadomości. Czyli brniemy w instytucję źle zorganizowaną, albo źle zarządzaną. I aż nie chce mi się wierzyć, że taką diagnozę można postawić w odniesieniu do Uniwersytetu. To pasuje do czegoś, co koło Uniwersytetu nawet nie „leżało”. I to może martwić rozeznanych w problemie, ale przez laików, nawet wysoce doktoryzowanych (to neologizm) nie będzie postrzegane jako problem. Ba, stanie się powodem posądzenia o nieuctwo, na co już jestem przygotowany. Bufonem już zostałem ogłoszony – przemyślałem i zlekceważyłem, ale posądzenie o nieuctwo przez „habilitowane głowy” (to dalszy neologizm) trudno będzie odeprzeć.
                P.S. Piszę to ze słuchawkami na uszach. W moim podkładzie muzycznym akurat leci Cohen i „Memories”. Wzruszające: ”She says, You've got a minute left to fall in love”. Kocham się w tej Uczelni, inaczej słowa nie napisałbym za friko...
                Tytuł postu też z tej piosenki.
    • Gość: Kornel Re: Nie sądzę, że Pan Socha ma problem, IP: *.khresear.ch 27.04.12, 16:07
      Panie jot, czy wyciąga pan jakieś wnioski na tym etapie? Sprawa przecież rusza.
      • Gość: niejot Re: Nie sądzę, że Pan Socha ma problem, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.12, 17:55
        Nic nie rusza. Sprawą zajmują się środowiska pozauniwersyteckie. Z UWM tylko milczenie. Tak jak z Kordanem czy Gazińskim. Udają, że nic się nie stało, podobnie jak z plagiatem na Wydziale Nauk o Żywności.
      • Gość: jot „I chciałaby i boje się”, ale IP: *.dynamic.mm.pl 27.04.12, 19:01
        „taka głupia to ja już nie jestem”
        Panie Kornelu! Naciąga Pan, jak przysłowiowa Natasza lub przynajmniej gruzińska herbata. Te wnioski to ja mam od lat i wystarczy je tylko „zaparzyć”. Zapraszam na zieloną ucztę (Camellia sinensis). U mnie „umówioną” herbatę pije się z powidłami, a słoiczek dostanie Pan na wynos.
        Uczelnie wcale nie składają się z samych mądrych. Są mądrzy i średniacy. Przecież ktoś musi pracować, gdy mądrzy myślą. Mądrzy pracownicy Uczelni nigdy średniakom nie życzą źle, ale wymagają, by znali swoje miejsce w szeregu. W tym znaczeniu jest to instytucja średniowieczna, ale to nie jest żadna wada. Nikt nie ma prawa, by w sprawie być Huizingą i ogłaszać „jesień średniowiecza”. Gdy natomiast średniak urasta w swoich oczach do roli guru i zaczyna niszczyć mądrych, to może to nie być mu wybaczone, a wtedy może okazać się, że średniak to żaden średniak, tylko zwykły głupek.
        Chyba że..., będziemy problem rozważać w ramach teorii T. R. Malthusa, pierwszego zresztą profesora ekonomii politycznej. Pewnikiem jeszcze nie jest tak źle, żeby wyścig inteligentnych szczurów traktować jak wyścig demograficzny zmierzający, wg odkrytych prawideł, do nędzy, którą ktoś przejął się bardziej niż wszyscy inni. Nawet zwykły pościg za kasą nie uzasadnia niczego z tego, co przydarzyło się. Trzeba więc zredukować to do właściwych wymiarów i sprawę zamknąć ostatecznie i na zawsze. Oczywiście, zamieścić to w annałach, żeby broń Boże...lub Boże strzeż! Osobiście i po przykładach wniesionych przez „niejot” wątpię, czy ma to szansę pójścia w tym kierunku. Obawiam się, że sytuacje należy również ocenić od strony tzw. słabości narkomana – albo towarzystwo, albo psychika, albo zwykła nieprzeparta potrzeba nie pozwolą na zmianę stylu: życia, pracy, współpracy i myślenia, co uważam za najważniejsze.
        P.S. Na wszelki wypadek niech Pan przemyśli to, co wyżej napisał Szanowny dyskutant, który ostro odróżnia się przyjmując nick „niejot”. Może to jest zapowiedź gry pozorów, a w tym jesteśmy mistrzami jeśli chodzi o życie społeczne, bo w gospodarce to już w „grze wstępnej” ogrywają nas prawie wszyscy.
        • Gość: ojej Re: „I chciałaby i boje się”, ale IP: *.olsztyn.mm.pl 01.05.12, 21:20
          Gość portalu: jot napisał(a):
          > „taka głupia to ja już nie jestem”

          Ale pretensjonalna jak stąd do księżyca. Pewnie uczona z UWMu.
      • Gość: bg Re: Nie sądzę, że Pan Socha ma problem, IP: 31.211.154.* 25.09.12, 23:30

        zostanie zamiecione pod dywan, takie tu obyczaje
    • Gość: zyga Re: Nie sądzę, że Pan Socha ma problem, IP: *.59.207.168.static.telecom.kz 01.05.12, 22:25

      ale jednak przegrał z kredensem i może mieć ostro przechlapane
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka