Gość: toruńczyk
IP: *.torun.mm.pl
20.04.05, 21:16
Brawo Panie profesorze, cela uwaga dotcząca cej sprawy, ale przy okazji może
by Pan częściej się wypowiadał w sprawach Panu bliższych tj. dotyczących
Torunia, o to przykład z prasy lokalnej:
Gazeta Pomorska - 12.04.2005r.
Czy prezes Pronobis dorabiał sobie jako agent firmy ubezpieczającej własną
spółdzielnię?
Filar "Skarpy"
Co ukrywa Wojciech Pronobis, prezes największej toruńskiej Spółdzielni
Mieszkaniowej "Na Skarpie"?
Betonowe blokowisko na wschodnich krańcach Torunia. Mieszka tu 30 tys. osób.
Tyle co w średniej wielkości mieście naszego regionu, chociażby Brodnicy.
Tylko, że w odróżnieniu od miasta kieruje nim nie, kontrolowany przez
radnych, burmistrz (który tak jak pilnujący go rajcy musi co roku publikować
w internecie swoje oświadczenie majątkowe), ale zarząd spółdzielni. W
niezmienionym składzie prawie od 10 lat. Od ponad 10 lat na jego czele stoi -
Wojciech Pronobis.
Za wszarz wyprowadzę
Do początku lat 90., gdy niespodziewanie został prezesem SM "Na Skarpie",
mało kto o Pronobisie słyszał. Absolwent bydgoskiej Akademii Techniczno-
Rolniczej większość zawodowego życia spędził na wsi, ostatnim jego miejscem
pracy była Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna w Osieku (gmina Obrowo). Tam też
uległ wypadkowi, w wyniku którego zyskał prawo do renty. Nie korzysta z niej,
tak jak i z emerytury, na którą z racji wieku i stażu pracy mógłby przejść.
Trudno mu się dziwić skoro należy do grupy najlepiej uposażonych szefów
spółdzielni mieszkaniowych w regionie. Jednak mimo powtarzających się co
roku, podczas zebrań tzw. grup członkowskich, pytań czy prawdą jest, że
zarabia miesięcznie ponad 20 tys. zł Pronobis nigdy nie ujawnił pełnej
wysokości swych zarobków. Wprawdzie w tym roku, po tym jak zawiązała się
grupa inicjatywna, która otwarcie mówi, że jej celem jest zmiana władz
spółdzielni, na jednym z zebrań wiceprezes Wojciech Piechota powiedział, że
jego zwierzchnik otrzymuje miesięcznie 9,8 tys. zł. Nie wyjaśnił jednak czy
to są pobory Pronobisa tylko jako prezesa, czy także jako dyrektora
naczelnego spółdzielni. Taką funkcję bowiem ów także sprawuje.
Dociekliwość spółdzielców w sprawie pieniędzy, które otrzymuje ze "Skarpy"
wywołuje wściekłość prezesa. Trzy lata temu podczas jednego z zebrań, tracąc
panowanie, Pronobis krzyczał do, jego zdaniem, zbyt ciekawskiego
spółdzielcy: "za wszarz cię wyprowadzę". Tymczasem Sąd Najwyższy, już w 2001
roku, jednoznacznie stwierdził, że zarobki szefów spółdzielni mieszkaniowych
są jawne.
Prezes i "Stara Paka"
Równie zdenerwowany (i tajemniczy) był prezes "Skarpy", gdy spółdzielcy
zaczęli go pytać o luksusowego, wartego ponad 120 tys. zł, volkswagena T5,
jakiego zafundowała sobie ostatnio spółdzielnia. Dzień po zakupie samochód
został wynajęty i pojechał na ponad tydzień do Włoch.
Pronobis najpierw mówił, że auto nie zostało kupione za pieniądze
spółdzielców, tylko "ze środków działu kulturalno-społecznego "Skarpy". Tak
jakby wszystko co jest w SM nie było własnością jej członków. Podał też, że
busa wynajął "na obóz kondycyjny" w Pejo, we włoskich Alpach, Turystyczny
Klub Kajakowy "Stara Paka". Kajakarze zapłacili za to spółdzielni zaledwie
904 zł.
Jeden z członków grupy inicjatywnej Zbigniew Ernest zapytał jednak prezesa
czy uczestniczył w tej wyprawie. - Pan się lubi fotografować. Widziałem
zdjęcie na którym pan jest ze "Starą Paką" w Pejo. Piękna okolica, piękna
pogoda, zdjęcia wyszły fantastyczne - mówił do Pronobisa.
W odpowiedzi prezes nakrzyczał na Ernesta, że "gdzie, z kim byłem i co
robiłem podczas urlopu to moja prywatna sprawa".
Pokrzykiwanie i obrażanie to zresztą normalny dla Pronobisa sposób
dyskutowania ze spółdzielcami. Podczas jednego z ostatnich zebrań powiedział
do Wojciecha Zastawnego, który pytał dlaczego opłaty "Na Skarpie" są wyższe
niż w innych toruńskich spółdzielniach, że "pan mówi co pan wie, natomiast
nie bardzo pan wie co pan mówi." A gdy zebrani protestowali oburzeni takim
potraktowaniem pytającego stwierdził, że "jak ja mówię to macie jakieś
niepotrzebne odzywki".
Kij i marchewka
Dlaczego spółdzielcy znoszą takie traktowanie? Przecież to oni są
zwierzchnikami zarządu i mogą go odwołać. Jednak w przypadku takich molochów
jak "Skarpa" demokracja bezpośrednia nie jest możliwa. Mieszkańcy z
poszczególnych rejonów osiedla wybierają, podczas zebrań grup członkowskich,
swoich przedstawicieli na walne, które władne jest podejmować najważniejsze
decyzje w sprawach spółdzielni. Frekwencja na spotkaniach grup nie jest duża.
Ludzie narzekają, ale siedzą w domu. Za to wśród uczestników zebrań nie brak
zawsze pracowników, którzy są jednocześnie członkami spółdzielni. Miedzy
innymi gospodarzy domów i ich rodzin ("Skarpa" jest jedną z nielicznych
toruńskich spółdzielni, które zatrudniają jeszcze na etatach dozorców),
głosujących po myśli zarządu.
W tej sytuacji szczególnej wymowy nabiera informacja, że przeciętne
wynagrodzenie pracowników SM "Na Skarpie" (3,79 tys. zł) jest znacznie wyższe
niż osób zatrudnionych przez sąsiednią (porównywalną wielkością)
spółdzielnię "Rubinkowo" (1,2 tys. zł).
Oprócz marchewki jest i kij. Dla tych co nie chcą się niczego nauczyć i za
dużo mówią. Wspomniany już Ernest został kilka lat temu przez Pronobisa
oskarżony o szkalowanie zarządu, bo odważył się publicznie ujawnić wyniki
kontroli jaką w spółdzielni przeprowadzili lustratorzy z Regionalnego Związku
Rewizyjnego SM w Bydgoszczy. Wskazani zresztą przez samą "Skarpę".
Lustratorzy stwierdzili m.in. że sędzia Zbigniew W. dostał, poza kolejnością,
przydział na 60-metrowe mieszkanie. Wkrótce potem wykupił po cenie
pięciokrotnie niższej od rynkowej. Sędzia Zbigniew W. znany jest m.in. z
tego, że "Rzeczpospolita" oskarżyła o kontakty z toruńskimi gangsterami, a
niedawno sąd uznał go winnym (wyrok nie jest prawomocny) złożenia
zawiadomienia o nieistniejącym przestępstwie.
Zarząd "Skarpy" ogłosił publicznie (by zapewne zniechęcić innych spółdzielców
do wychylania się), że wytacza Ernestowi proces, po czym, po cichu, po kilku
latach, się z niego wycofał. Koszty procesowe zapłacili spółdzielcy.
Agent Pronobis
Pronobis ma też przyjaciół wśród polityków. Przez wiele lat szefem rady
nadzorczej "Skarpy", a wcześniej prezesem spółdzielczej telewizji kablowej,
był działacz SLD Ryszard Muchewicz. Dziś jest on dyrektorem jednego z
departamentów, kierowanego przez Waldemara Achramowicza, Urzędu
Marszałkowskiego. Również przez wiele lat wiceprzewodniczącym rady nadzorczej
spółdzielni był Krzysztof Makowski, w ostatnich wyborach samorządowych
kandydat SLD na prezydenta Torunia. Pronobis był członkiem jego sztabu
wyborczego.
Makowski jest jednak także wicedyrektorem toruńskiego oddziału Korporacji
Ubezpieczeniowej "Filar". Firma ta ubezpiecza majątek SM "Na Skarpie",
spółdzielnia jest także jej udziałowcem. Posiadaczem stu akcji "Filara" był,
i być może wciąż jeszcze jest (nie mogłem tego sprawdzić, gdyż zarząd SM
podjął kuriozalną uchwałę, że nie będzie udzielał mi informacji), sam
Pronobis. Co więcej w roku 1997, gdy był już prezesem "Skarpy", Pronobis
zdobył także uprawnienia agenta ubezpieczeniowego.
Jesteśmy w posiadaniu kopii, zawartej przed kilku laty, polisy
ubezpieczeniowej autocasco dla jednej z firm naszego regionu, na której
widnieje pieczątka o treści "KU Filar SA Delegatura w Toruniu AGENT
UBEZPIECZENIOWY Wojciech Pronobis Kod. ag. 13/05/01". Czy to znaczy, że
prezes "Skarpy" dorabiał sobie do, niemałej pensji, w "Filarze"? Firmie,
która przypomnijmy ubezpiecza cały majątek spółdzielni. Pronobis zapewniał
nas, że nie. Twierdził, że nawet nie ma takiej pieczątki, bo... znajduje się
ona w delegaturze "Filara"? Czyżby w takim razie ktoś inny się nią
posługiwał? Wtedy byłoby to jednak fałszerstwo o czym prezes "Skarpy" winien
powiadomić prokuraturę. Do tej pory tego nie uczynił.
System bez lustrac