Dodaj do ulubionych

PiS się sypie?

IP: *.ols.vectranet.pl 27.12.07, 19:03
newsbar.pl/199/pis-sie-sypie#more-199
Obserwuj wątek
    • Gość: niepisowiec Re: PiS się sypie? IP: *.olsztyn.mm.pl 27.12.07, 20:09
      Zwierko na szefa.

    • Gość: TATA Re: PiS się sypie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.07, 20:31
      Wyrok na Andrzeja Kerna
      Zakłamane media i byli esbecy zniszczyli marszałka Kerna
      Sprawa Andrzeja Kerna była najbardziej haniebną prowokacją III RP, w
      której wzięły udział jej zakłamane media do spółki z byłymi
      esbekami. Człowiek, który w PRL zapisał piękną opozycyjną kartę,
      występując jako adwokat w procesach opozycjonistów, w „wolnej”
      Polsce został zniszczony.
      Kern zaangażował się w walkę z reżimem już w czasie studiów w Łodzi.
      Potem – już jako doświadczony adwokat – wielokrotnie potwierdzał
      swoją odwagę i patriotyzm na procesach Jerzego Kropiwnickiego,
      Grzegorza Palki, Karola Głogowskiego czy studentów prześladowanych
      przez władzę po wydarzeniach marca ’68. W okresie poprzedzającym
      stan wojenny przyszły wicemarszałek współtworzył
      łódzką „Solidarność”, za co w roku 1982 musiał zapłacić przymusowym
      pobytem w ośrodku odosobnienia w Łowiczu.

      Cały ten wspaniały dorobek przestał się jednak nagle liczyć po
      obaleniu komunizmu, gdy na Andrzeja Kerna zapadł polityczny i
      medialny wyrok.

      120 procent uczucia

      Nagonka na Kerna rozpoczęła się od słynnej „miłości stulecia”.
      Przypomnijmy: w połowie czerwca 1992 r. 17-letnia córka Andrzeja
      Kerna – Monika – uciekła z domu ze starszym o kilka lat Maciejem
      Malisiewiczem. Trwająca parę miesięcy znajomość między młodymi
      wydawała się rodzicom Moniki podejrzana od samego początku:
      dziewczyna po poznaniu Maćka zaczęła z wrogością odnosić się do
      najbliższych, przestała zajmować się szkołą... Nic zatem dziwnego,
      że po zniknięciu nieletniej córki Andrzej Kern natychmiast
      zawiadomił łódzką prokuraturę, która zatrzymała i przesłuchała
      rodziców Maćka (podejrzanych o ukrywanie dziewczyny).

      Gdy działania organów ścigania nie przyniosły spodziewanych
      rezultatów – 29 czerwca zrozpaczony wicemarszałek poinformował o
      zaginięciu Moniki publicznie, prosząc społeczeństwo o pomoc w jej
      odnalezieniu. Dramatyczny apel ojca, od trzech tygodni pozbawionego
      kontaktu z córką, szybko został wykorzystany przez media do
      cynicznego ataku na „despotycznego” konserwatystę, odbierającego
      dziecku prawo do miłości i niecnie wykorzystującego prokuraturę do
      szykan wobec niewinnych ludzi. W napaściach
      przodowały „Nie”, „Trybuna” oraz „Gazeta Wyborcza”, która najpierw
      piórem Jacka Hugo-Badera nakreśliła dwa rodzinne portrety (zacofana
      i agresywna familia Kernów vs. prosta, ale cudowna rodzina
      Malisiewiczów), a potem śledziła rozwój wypadków, poddając je
      odpowiedniej interpretacji.

      Od 1 lipca 1992 r. przez ponad rok – aż do ślubu zbuntowanych
      młodych – analizowano na łamach „GW” rzekomą nienawiść wicemarszałka
      do plebsu, ośmieszając przy tym jego tezę o spisku politycznym.
      Redaktor Wojciech Maziarski bolał nad tym, że „za miłość dzieci
      prokurator ściga rodziców chłopaka”, a Piotr Pacewicz pisał,
      iż „idealnym miejscem dla wicemarszałka polskiego Sejmu byłyby Indie
      i ewentualnie Egipt, gdzie nie miłość młodych, lecz rodzinna
      kalkulacja decydują o wyborze partnera”. Do
      krytyki „fundamentalizmu” Kerna przyłączyli się także pisarz (i
      eksagent) Andrzej Szczypiorski oraz Piotr Najsztub, który w
      walentynki roku 1993 opisał nieskazitelną jakoby miłość Moniki i
      Maćka w tekście zatytułowanym „120 procent uczucia”.

      Zarzuty natury obyczajowej szybko jednak zostały przyćmione przez
      głosy dyskredytujące Andrzeja Kerna jako polityka. Prasowe
      oskarżenia o ręczne sterowanie śledztwem i zastraszanie stawianej za
      wzór rodziny Malisiewiczów (później wyszło na jaw, że miała na swoim
      koncie wyłudzenia oraz oszustwa) spotkały się z żywą reakcją
      parlamentarzystów związanych z SLD, UD i KLD – którzy wkrótce
      zaczęli domagać się usunięcia „tyleż niekompetentnego, co osobiście
      skompromitowanego” wicemarszałka z nadania PC. Niewiele osób
      zwróciło wtedy uwagę, że w wystąpieniach przeciw Kernowi
      najaktywniejszy był młody poseł KLD – Dariusz Kołodziejczyk, znający
      osobiście Monikę i Macieja Malisiewicza.

      KLD, SLD i... SB

      Kołodziejczyk trafił do Sejmu dzięki poparciu szefa częstochowskiego
      KLD – biznesmena Janusza Baranowskiego. Obu tych polityków łączyły
      dziwne znajomości z rodziną Malisiewiczów: Kołodziejczyk poznał
      Monikę Kern (szybko zdobywając jej zaufanie) niedługo przed wybuchem
      afery z jej ucieczką, a Baranowski ukrywał młodych w swoim domu w
      okresie najbardziej intensywnych poszukiwań pary przez policję...
      Ten ostatni pozostawał jednak przez długi czas rozmyślnie w cieniu –
      w przeciwieństwie do posła Kołodziejczyka, który wychodził wręcz ze
      skóry, opowiadając dziennikarzom o „patologiach” w rodzinie Kernów i
      kreując się na publicznego adwokata Moniki.

      Wicemarszałek błyskawicznie uświadomił sobie, że zaangażowanie
      działaczy KLD w sprawę jego córki oraz skoordynowane ataki
      niektórych mediów to nie przypadek, lecz dowód na rozgrywaną przeciw
      niemu intrygę polityczną. Choć natychmiast został wyśmiany za
      rzekomo typowe dla prawicy snucie teorii spiskowych – kilka lat
      później historia przyznała mu rację. Po hucznym weselu Moniki i
      Macieja (Kernowie byli na nim nieobecni, pojawił się za to Jerzy
      Urban), które odbyło się w czerwcu 1993 r., gazety nagle przestały
      zajmować się „miłością stulecia” – a sześć miesięcy później
      nastolatka nagle rzuciła męża i wróciła do rodziców. Okazało się, że
      idealizowany przez „GW” Malisiewicz nadzwyczaj szybko przestał
      okazywać miłosne uczucia, a w 1994 r., poszukiwany przez policję za
      wykroczenia drogowe, po prostu zniknął... Dorosła już Monika Kern
      wyznała niedawno w rozmowie z „Rzeczpospolitą”: „To jest tak, jakby
      w pewnym momencie przyszli, odegrali rolę w spektaklu i zniknęli.
      Kostiumy zabrane, dekoracja sprzątnięta”.

      Niestety – zanim ten żenujący „spektakl” został przerwany, atakowany
      przez prasę 56-letni Andrzej Kern zmuszony był raz na zawsze
      zakończyć swoją karierę polityczną. Szczytowy okres nagonki przypadł
      na sierpień 1993 r. (miesiąc przed nowymi wyborami do parlamentu) –
      gdyż wtedy właśnie na ekranach kin pojawił się film „Uprowadzenie
      Agaty” w reżyserii Marka Piwowskiego. Dziełko, od początku
      reklamowane jako melodramat nawiązujący do „afery Kerna”, powstał w
      iście rekordowym tempie, bo w ciągu 44 dni. W okamgnieniu znaleźli
      się też sponsorzy, którzy z miejsca wyłożyli 8 miliardów starych
      złotych: TVP, Lew Rywin (b. agent SB) oraz „Budimex”, kierowany
      przez byłego PZPR-owskiego aparatczyka Grzegorza Tuderka (potem
      posła SLD).

      Premierę filmu – niemiłosiernie fałszującego prawdziwą historię
      Kernów (przedstawienie wicemarszałka i jego partyjnych kolegów jako
      brutalnych prostaków, „uśmiercenie” kochanka dziewczyny przez
      brygadę antyterrorystyczną) – planowano pierwotnie na dzień ślubu
      Moniki. „Uprowadzenie Agaty” miał nadto poprzedzać
      napis: „Podobieństwo osób i zdarzeń jest celowe i kompromitujące”,
      ale w ostatniej chwili zrezygnowano z tego pomysłu. Reżyser Marek
      Piwowski – przed laty dobrze opłacany konfident SB (co wiemy dopiero
      dziś) – już na planie otoczył się wianuszkiem dziennikarzy, którym
      dokładnie wytłumaczył swój cel: „pokazać klasę nowych panów w naszym
      kraju, znaną nam dotąd jedynie z literatury o kapitalizmie”
      („Przekrój” 23/1993). Na konferencji prasowej po filmie TW „Krost”
      był jeszcze bardziej bezpośredni: „Wyrosły w nas przegrody społeczne
      nie do przebycia. Nowa elita, nowa władza broni swych pozycji równie
      brutalnymi sposobami jak poprzednia”.

      Śmierdzący, pijany, podstarzały

      Pod koniec 1992 r., a więc jeszcze przed powstani

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka