IP: *.ols.vectranet.pl 14.11.08, 18:41
pl.youtube.com/watch?v=W9b6TQxvzIc&NR=1
Obserwuj wątek
    • Gość: bolkiem_nie_byłem Re: Bolek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.08, 23:57
      ipn wyjada mi styropian
    • Gość: amski Re: Bolek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.08, 22:42

      www.rp.pl/artykul/9157,199292_Andrzej_Gwiazda__Najpierw_ustalmy_fakty.html
      • Gość: czy jedyny? Re: SB-ecy znajdują obrońców wsród swoich? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.08, 22:55
        newsgroups.derkeiler.com/pdf/Archive/Soc/soc.culture.polish/2007-10/msg02164.pdf

        Andrzej Kus ujawniony SBek apelował!!!
    • Gość: GW Asystent "Bolka" pobił dziennikarza we Wrocławiu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.08, 22:07

      swkatowice.mojeforum.net/asystent-quotbolka-quot-pobil-dziennikarza-we-wroclawiu-temat-vt6452.html
    • Gość: * Re: Bolek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.08, 14:14

      Po co SB mając Wałęsę jako agenta umieszczała innych agentów w jego
      otoczeniu? To jakas paranoja ogarnia wrogów Wałęsy i na dodatek
      chyba większa niz jego obrońców.
    • Gość: kakusz kak Re: Bolek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.09, 23:18
      Lech Wałęsa też dzisiaj siedzi w domu i nie świętuje, właśnie wszedł
      na gg i jest dostępny.
      • Gość: rolek Re: Bolek IP: *.centertel.pl 30.03.09, 10:13
        wiadomosci.onet.pl/1943232,11,item.html
      • Gość: lolek Re: Bolek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.04.09, 08:57
        pozdrawiam Bolka
    • Gość: bolkiem_nie_byłem Re: Bolek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.04.09, 10:35
      sami obalcie komune a dopiero potem mnie krytykujcie
      • Gość: Hak Re: Bolek IP: *.centertel.pl 05.04.09, 15:17
        www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=99131
        • Gość: komisarz Re: Bolek IP: *.centertel.pl 23.04.09, 08:53
          zemsta bolków jest słodka -carex na sekretarza
    • Gość: Uran Re: Bolek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.09, 16:46

      Szczerze mówiąc nie bardzo interesuje mnie kto był TW a kto nie był.
      Dla mnie Wałęsa jest wielką postacią historyczną i jest mi
      całkowicie obojętne czy w jakimś okresie swojego życia współpracował
      z SB czy nie.
      • Gość: kuba Re: Bolek IP: *.olsztyn.vectranet.pl 01.05.09, 17:18
        No i o to chodziło, żeby durniom było wszystko jedno kto ich wyportkował i
        odmóżdżył.
        • Gość: kpt.W Bolek i szczupaki IP: *.centertel.pl 01.05.09, 18:24
          Mam wrażenie że nawet Jego sukcesy wędkarskie to lipa! to Mietek
          siedział pod wodą i nadziewał rybki na haczyk
        • Gość: kuba Re: Bolek IP: *.olsztyn.vectranet.pl 01.05.09, 18:37
          Moje poprzednie zdanie powinno brzmieć : O to właśnie chodziło, by durni tak
          odmóżdżyć, żeby było im wszystko jedno kto ich wyportkował.
          • Gość: kumple Re: Bolek IP: *.centertel.pl 05.05.09, 10:00
            wiadomosci.onet.pl/1964477,11,item.html
            • Gość: przewalanki Re: Bolek IP: *.centertel.pl 09.05.09, 07:29
              wirtualnapolonia.com/2009/05/09/walesa-pozwal-prezydenta-kaczynskiego-do-sadu-za-%e2%80%9cbolka%e2%80%9d/
              • Gość: tata wałęsa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.09, 00:18
                Pozdrowienia dla Bolka
                • Gość: z_forum Re: wałęsa IP: *.olsztyn.mm.pl 10.05.09, 00:30
                  >>> Teczki Kaczyńskich

                  · From: "boukun" <boukun@xxxxxxxxxxxx>
                  · Date: Sat, 23 Aug 2008 01:01:51 +0200

                  Dlaczego tylko teczka Jarosława Kaczyńskiego mogła być "sfałszowana", a Lecha
                  Kaczyńskiego pełna pomyłek?
                  Jedyne w Polsce?
                  Jarosław Kaczyński ma szczęście, że jego biografią nie zajmują się "historycy"
                  pokroju Cenckiewicza i Gontarczyka. I że nie piszą jej na postawie zapisków SB.
                  Teczka Jarosława Kaczyńskiego, a raczej - zbiór dokumentów na jego temat - którą
                  on sam ujawnił dwa lata temu, jest wdzięcznym tematem do snucia rozmaitych hipotez.
                  200 stron życia Jarosława K.

                  Teczkę Jarosława Kaczyńskiego mogliśmy poznać 2 czerwca 2006 r., kiedy to on sam
                  przedstawił ją dziennikarzom. Zanim do tego doszło, przez kilka miesięcy toczył
                  się dziwny spór. Otóż najpierw Kaczyński obiecał, że swoją teczkę ujawni, a
                  potem zaczął z tym zwlekać. Przypierany do muru przez media tłumaczył, że nie
                  może teczki upublicznić, bo "są w niej ślady ingerencji płk. Lesiaka".
                  Przypomnijmy, Jan Lesiak stał na czele zespołu, który działał w UOP i który był
                  oskarżony o prowadzenie "inwigilacji prawicy". W tej sprawie Lesiak stawał przed
                  sądem, ale ostatecznie nie został skazany, gdyż zarzuty uległy przedawnieniu. W
                  każdym razie Kaczyński z upublicznieniem swojej teczki zwlekał, w końcu w całą
                  sprawę zaangażował się Zbigniew Ziobro, który był wówczas ministrem
                  sprawiedliwości i prokuratorem generalnym i który ogłosił, że teczka
                  Kaczyńskiego była fałszowana. Czym oczywiście wywołał jeszcze większe
                  zainteresowanie. W ogólnym ferworze nikt nawet nie zapytał, dlaczego właśnie
                  Ziobro tak wiele wie o teczce, która nie jest upubliczniona.

                  Jak napięcie rosło, tak po 2 czerwca gwałtownie spadło. Bo materiały
                  udostępnione mediom przez Jarosława Kaczyńskiego okazały się po prostu nudne.
                  Jego teczka liczyła 200 stron, w większości były to mało ważne kserokopie, typu
                  świadectwo ukończenia studiów czy świadectwo pracy. Teczka dotyczy lat
                  1976-1982. Pierwsze meldunki pokazują Kaczyńskiego jako osobę współpracującą z
                  KOR. Ostatni - to rok 1982 i informacja, że Jarosław Kaczyński nie prowadzi
                  szkodliwej działalności, więc wnioskuje się o przekazanie teczki do archiwum. Co
                  było dziwne, bo w rzeczywistości działał on w podziemnej "Solidarności", blisko
                  jej najwyższych władz.

                  Owym fałszerstwem okazała się natomiast lojalka Jarosława Kaczyńskiego, którą
                  miał podpisać zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego, a która została
                  najprawdopodobniej sporządzona na początku lat 90. Jakim cudem trafiła więc do
                  materiałów o dekadę starszych, z poprzedniej epoki? A także notatka ppłk.
                  Kijowskiego z jego rzekomej rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim 17 grudnia 1981 r.,
                  podczas której miało dojść do podpisania lojalki. To były te dokumenty, które
                  Kaczyński niechętnie ujawniał, podkreślając, że są fałszywe. I że te fałszywki
                  podrzucone zostały do jego teczki w latach 90. Jeżeli owe wyjaśnienia przyjmiemy
                  za dobrą monetę, a stoi za nimi również autorytet sądu, to musimy też przyjąć,
                  że teczka Jarosława Kaczyńskiego wcale nie jest teczką. Jest tylko zbiorem
                  dokumentów. Jak mówili to Gontarczyk i Cenckiewicz, archiwa SB były prowadzone z
                  zachowaniem wszelkiej staranności. Teczki, personalne i obiektowe, miały spis
                  treści. Wiadomo więc było, jakie dokumenty zawierają, i nie można było czegoś do
                  nich podrzucić bądź wyjąć.

                  Co więcej, znajdujące się w nich materiały były numerowane, tak jak w książce, z
                  tym że ta numeracja była od tyłu. Na samym spodzie były strony wcześniejsze, na
                  górze - późniejsze. To jest logiczne, do teczki materiały się wkłada. Poza tym
                  gdy teczka szła do archiwum, była przeszywana, żeby więc wyjąć z niej jakiś
                  dokument i zastąpić go innym, trzeba było złamać pieczęć.

                  To niejedyne utrudnienie - teczki miały też rubrykę, w której musiał się wpisać
                  każdy, kto do niej zaglądał. Biorąc do ręki teczkę, archiwista już wiedział, kto
                  ją czytał i kiedy. Tego wszystkiego teczka Jarosława Kaczyńskiego nie miała.
                  Jest to zatem raczej nieuporządkowany, nieopisany zbiór dokumentów. I tu nasuwa
                  się pytanie: czy wszystkich? Jeżeli do takiej teczki można było dokładać
                  materiały, takie jak owa lojalka, to można było z niej wyjmować. I to w różnym
                  czasie, nie tylko w okresie PRL. Kto miał "teczkę" Kaczyńskiego, miał możliwość
                  dowolnego preparowania jego życiorysu. W jedną albo w drugą stronę. To
                  oczywiście otwiera pole do różnych domysłów i teorii. Każda będzie inna, w
                  zależności od historyka i jego poglądów. I jest przestrogą dla innych: czy tylko
                  teczka Jarosława Kaczyńskiego mogła być "sfałszowana"? Jedyna w Polsce?

                  cdn
                  • Gość: z_forum Re: wałęsa IP: *.olsztyn.mm.pl 10.05.09, 00:32
                    Dziwna rozmowa

                    Ale jest w materiałach udostępnionych przez Jarosława Kaczyńskiego dokument,
                    którego autentyczności nikt nie zaprzecza, a który interpretować można w sposób
                    bardziej ścisły. Mianowicie zapis jego rozmowy z esbekiem z 15 grudnia 1981 r.,
                    dwa dni po wprowadzeniu stanu wojennego. Jest to notatka sporządzona przez
                    prowadzącego tę rozmowę oficera SB, najprawdopodobniej kpt. Śpitalnika.
                    Gontarczyk i Cenckiewicz z wielkim obrzydzeniem traktują Lecha Wałęsę i jego
                    rozmowy z SB, które miały miejsce na początku lat 70. Owszem, przyznają, że nie
                    ma jego zobowiązania do współpracy, nie ma jego podpisu, ale już sam fakt, że
                    Wałęsa rozmawiał z SB i być może przekazywał tej służbie jakieś informacje, jest
                    dla byłego prezydenta kompromitujący. Są więc w tej mierze ogromnie
                    pryncypialni. Bardzo ciekawe, jak potraktowaliby rozmowy Jarosława Kaczyńskiego
                    z SB? Porównajmy zresztą te dwie sytuacje.

                    W roku 1970 Lech Wałęsa, młody, 27-letni robotnik z żoną i dzieckiem, był sam,
                    na łasce i niełasce esbeków, nie miał zielonego pojęcia, jakie prawa mu
                    przysługują, ale chyba słusznie wyczuwał, że żadne. W roku 1981 Jarosław
                    Kaczyński był działaczem "Solidarności", współpracownikiem KOR, doktorem prawa,
                    mężczyzną dojrzałym, 32-letnim, człowiekiem, który wie, jak się zachować w
                    kontaktach z SB. Warto pamiętać, że od roku 1977 opozycja demokratyczna
                    kolportuje poradnik "Obywatel a Służba Bezpieczeństwa", z którego każdy
                    zaczynający jakąś działalność może dowiedzieć się, jak ma się zachować w
                    kontaktach z SB. To z tej broszury każdy działacz mógł się dowiedzieć, że w
                    kontaktach z SB nie musi niczego podpisywać. Że powinien milczeć i nie dać się
                    wciągnąć w pogawędki. Tymczasem, jak wynika z notatki funkcjonariusza SB,
                    Jarosław Kaczyński, którego doprowadzono rano do SB, zaczyna nagle dyskutować. W
                    notatce czytamy, że Kaczyński zaczął opowiadać, że wykładał w Białymstoku teorię
                    państwa i prawa. I, jak zanotował esbek, miał "dość pochlebnie" mówić o swoich
                    studentach - pracownikach MSW. Kaczyński mówił też o swojej pracy w Ośrodku
                    Badań Społecznych "S". Ale odmówił odpowiedzi na pytanie, kto go tam
                    rekomendował. Za to, jak czytamy w notatce, nawet chętnie podjął dyskusję o
                    polityce, choć był "przygnębiony" porażką "Solidarności". W notatce więc
                    czytamy, że Kaczyński "uważał, że Związek ze względów geopolitycznych nie dążył
                    do przejęcia władzy i że w tej kwestii władza jest przewrażliwiona i
                    niepotrzebnie podjęła tak ostre środki. Uważa też, że władza (...) nie wywiązała
                    się z zawartych porozumień społecznych i podejmowała szereg prowokacyjnych prób
                    wciągnięcia Związku w konfrontację". Kapitan SB w tej notatce tak opisuje
                    Jarosława Kaczyńskiego: "sprawiał wrażenie osoby mocno niepewnej o swój los.
                    Jego wygląd jest niedbały. Twierdził, że nie interesują go sprawy materialne,
                    kobiety, np. nie zależy mu w przyszłości na posiadaniu rodziny. Ma flegmatyczne
                    usposobienie, wygląd książkowego mola. Pozuje na myśliciela Solidarności. Mimo
                    pewnej demonstracyjnej rezygnacji z życia, kariery, stwierdzam, że jest osobą
                    raczej ambitną". I dodaje: "obruszył się, gdy stwierdziłem, że pozycja jego
                    brata Lecha jest w Solidarności znacznie wyższa od tej, którą on reprezentuje.
                    Nie przypadły mu do gustu uwagi typu, że na taką pozycję i rolę w środowiskach
                    inteligenckich, jaką mają np. Michnik, Macierewicz czy Geremek, to trzeba
                    zapracować, zasłużyć". Ta charakterystyka człowieka, który ma o sobie wysokie
                    mniemanie i czuje się wyprzedzany przez gorszych - w jego mniemaniu - od siebie,
                    jest jak zaproszenie do werbunku. Służby specjalne takich ludzi pozyskują, dając
                    im ułudę rewanżu, pokazania swojej mocy. Więc i kapitan SB najpewniej w tym
                    kierunku rozmowę poprowadził. A jak zareagował Kaczyński? Esbek o tym napisał:
                    "Jakkolwiek ponownie siedzieć nie chce, często odmawiał udzielenia odpowiedzi na
                    pytania. Stanowiska w tym względzie zmienić nie chciał, godząc się na
                    internowanie. Dodał przy tym, że nie zgodzi się też na żadną współpracę i raczej
                    wybrałby samobójstwo jako alternatywę". Czyli mamy Kaczyńskiego twardziela? Może
                    tak, może nie. Niechętny mu historyk uwypukliłby inne fragmenty notatki. Bo w
                    innej części esbek pisze, że Kaczyński "dwukrotnie zaznaczył wyraźnie, że o
                    niektórych sprawach może ze mną rozmawiać, ale w innych warunkach i po
                    zakończeniu stanu wojennego". I że, co prawda, "kategorycznie odmówił podpisania
                    deklaracji lojalności, uważając, że jest ona bezprawna", ale, z drugiej strony,
                    miał się ustnie zobowiązać do przestrzegania przepisów stanu wojennego. Esbek
                    nie pisze, czy przysięgał przy tym, jak podobno robił to Wałęsa w roku 1970, na
                    medalik (z rechotem powtarza to prawicowa prasa)... Ale wnioski wysnuwa z tej
                    rozmowy dla dzisiejszego Kaczyńskiego niebezpieczne. Bo stwierdza w notatce, że
                    nie traktuje Kaczyńskiego jako "I kategorii ekstremisty Solidarności" i w
                    związku z tym go nie internuje, ale będzie kontrolował operacyjnie. Jak
                    zinterpretować tę notatkę? Prezes PiS twierdzi, że "zawiera ona wiele pominięć i
                    przeinaczeń". Na pewno tak jest. Ale na pewno jest też tak, że Kaczyński musiał
                    swoim zachowaniem przekonać esbeka, że jest mało groźny dla ustroju, że nie ma
                    potrzeby go zamykać. Jakąś deklarację potulności musiał więc złożyć. To jest
                    oczywiste. Wstępem do niej było rozmawianie z SB - choć wiedział, po lekturze
                    broszury "Obywatel a Służba Bezpieczeństwa", że z SB się nie rozmawia, chwalenie
                    studentów - pracowników MSW, obietnice rozmowy z SB "w innych czasach". To
                    wszystko można wielorako interpretować. Tę gadatliwość, chęć przypodobania się
                    funkcjonariuszowi. Choć jedno jest raczej pewne - do odważnych Jarosława
                    Kaczyńskiego w tamtym czasie zaliczyć nie można. Ani do odważnych, ani do ważnych.

                    Mały pikuś

                    To brzmi jak fragment scenariusza filmu sensacyjnego, bo to płk Lesiak założył
                    Jarosławowi Kaczyńskiemu teczkę. "W Służbie Bezpieczeństwa to ja pierwszy go
                    odkryłem", mówił Lesiak dwa lata temu w rozmowie z "Przeglądem". "Pojawił się u
                    Kuronia jakiś taki człowiek, akurat była obserwacja, w związku z tym poszli za
                    nim i ustalili, kto to jest i gdzie mieszka. Sprawdziliśmy, nie był
                    zabezpieczony. Więc ja go zabezpieczyłem". Z materiałów ujawnionych przez
                    Kaczyńskiego wynika, że był on podrzędnym działaczem "Solidarności", z dalekiego
                    szeregu. Od liderów dzieliły go lata świetlne. To zresztą widać w prezentowanych
                    przez prezesa PiS materiałach - bezpieka zajmowała się nim pobieżnie i raczej
                    przypadkowo. A w roku 1982 przestali się nim zajmować - jego teczka kończy się
                    na sierpniu 1982 r. adnotacją, że Jarosław Kaczyński nie prowadzi szkodliwej
                    działalności, i wnioskiem o przekazanie teczki do archiwum. Tymczasem działał on
                    w podziemnej "Solidarności", coraz bliżej jej najwyższych władz. Choć proces
                    owego zbliżania był rozłożony na lata. Ale warto w tym miejscu zastanowić się
                    nad jednym elementem - dlaczego bezpieka lekceważyła Jarosława Kaczyńskiego?
                    Odpowiedź na to pytanie może być dwojaka. Wszystko zależy od tego, jak oceniamy
                    SB, czy była wszechpotężna i silna, czy też swą niewiedzę nadrabiała pewnością
                    siebie i jej materiały i oceny w wielkim stopniu mijały się z rzeczywistością.
                    Jeżeli bowiem Jarosław Kaczyński był ważną postacią w "Solidarności" i szkodził
                    PRL, i jeżeli bezpieka tego nie zauważyła, to znaczy, że była nieudolna, miała
                    słabe rozpoznanie i myliła się. W związku z tym trzeba odpowiednio krytycznie
                    patrzeć na tworzone przez funkcjonariuszy SB dokumenty. Z kolei wrogowie Wałęsy,
                    apologeci IV RP, utrzymują, że bezpieka była wszechpotężna, to ona skonstruowała
                    Okrągły Stół i patronowała, poprzez swoich agentów, przejściu z PRL do III RP. I
                    że jej wewnętrzne dokumenty to prawda i tylko prawda. Jeżeli tak, to w tym
                    świetle Jarosław Kaczyński jawi się jako mały pikuś, funkcjonujący gdzieś na
                    obrzeżach opozycji demokratycznej, jej odłamu związanego z Antonim
                    Macierewiczem. Kim więc był Jarosław Kaczyński w czasie, gdy Lech Wałęsa był
                    wrogi
                    • Gość: z_forum Re: wałęsa IP: *.olsztyn.mm.pl 10.05.09, 00:34
                      >>> Raport Nowaka

                      Najprostszą odpowiedzią na to pytanie byłoby stwierdzenie, iż rzeczywiście w
                      tamtym czasie był postacią dalekiego planu, że zacznie piąć się do góry dopiero
                      za kilka lat. Ale czy PiS-owcy z czymś takim są w stanie się pogodzić? Historia
                      podpowiada, że nie, i pokazuje wiele przykładów świadczących o tym, że rozmaici
                      przywódcy po latach dorabiali sobie legendy do życiorysu. W ten sposób w czasach
                      ZSRR bitwa o Małą Ziemię, w której brał udział Leonid Breżniew, była opisywana
                      jako jedna z najważniejszych bitew II wojny światowej. Podobny mechanizm można
                      zauważyć w przypadku Jarosława Kaczyńskiego - gdy pojawiają się tezy, że był
                      opozycjonistą tak przebiegłym, że po prostu bezpieka go nie przejrzała. Ale
                      szerokie pole do interpretacji pozwala na tworzenie różnych wersji. Jedną z nich
                      rozpowszechnia na swojej stronie internetowej raportnowaka.pl były poseł
                      Samoobrony Zbigniew Nowak. Fakt, że należał on do grupy niekonwencjonalnych
                      posłów, każe na jego rewelacje patrzeć z dużą ostrożnością. Ale popatrzmy. Otóż
                      Nowak stawia tezę, chyba zupełnie logiczną, że teczka Kaczyńskiego nie zawiera
                      wszystkich dokumentów i że SB nie powinna odpuścić sobie nawet tej rangi
                      działacza. W związku z tym inaczej patrzy na materiały z jego teczki, które,
                      zdaniem Kaczyńskiego (i zdaniem sądu), były sfałszowane. Idzie mniej więcej tą
                      samą drogą, którą poszli Cenckiewicz i Gontarczyk, kwestionujący wyrok Sądu
                      Lustracyjnego w sprawie Lecha Wałęsy. I zatrzymuje się nad notatką ppłk.
                      Kijowskiego z 17 grudnia 1981 r. Tę notatkę sąd uznał za nieprawdziwą,
                      wytworzoną później. Kijowski zmarł w roku 1990, nie mógł więc potwierdzić ani
                      zaprzeczyć, natomiast zaprzeczył jej autentyczności były jego zwierzchnik z SB,
                      płk Wacław Król. Załóżmy jednak, że nie wierzymy byłym esbekom, za to
                      przemawiają do nas byle esbeckie dokumenty. Możemy więc mniemać, że Jarosław
                      Kaczyński w SB pojawił się dwa dni po swoim pierwszym przesłuchaniu. To akurat
                      potwierdza inny dokument, który prezes PiS uważa za autentyczny - jego noszące
                      datę 17 grudnia oświadczenie, w którym odmawia podpisania lojalki. "Jednocześnie
                      stwierdzam, że nie istnieją podstawy prawne zobowiązujące obywateli PRL do
                      składania tego rodzaju deklaracji", napisał Kaczyński. Kijowski w swej notatce
                      (tej uznanej za nieprawdziwą) to wydarzenie przedstawia tak, że miał
                      zaproponować Kaczyńskiemu napisanie dwóch oświadczeń. Pierwszego, że odmawia
                      podpisania lojalki, drugiego - że będzie przestrzegał przepisów stanu wojennego.
                      I że to pierwsze będzie włączone do akt, a to drugie zostanie u Kijowskiego i
                      będzie "podstawą do zwolnienia", na co Kaczyński miał przystać. W dalszej części
                      Kijowski pisze, że Kaczyński zgodził się na propozycję, by raz w miesiącu
                      spotykać się i dyskutować na tematy polityczne: "W moim odczuciu dokonałem
                      wstępnej fazy pozyskania; dalsze rozmowy określą jego przydatność jako osobowego
                      źródła informacji". Jest jeszcze inna notatka Kijowskiego (też uznana za
                      fałszywą), że 17 grudnia "figurant Jar" miał się załamać i zgodził się na
                      kontynuowanie rozmów na neutralnym gruncie. Kijowski miał też proponować, by w
                      celu zakonspirowania Jara jako ewentualnego TW nie rejestrować go w Biurze C
                      (czyli w archiwum SB). Tak oto mamy dokument, który historyka o temperamencie
                      Cenckiewicza czy Gontarczyka powinien rzucić na kolana. A przynajmniej zachęcić
                      do przekopywania archiwów. Na początek zaczęli go badać prokuratorzy - bo
                      Jarosław Kaczyński złożył doniesienie do prokuratury, że jego teczka była
                      fałszowana. Na razie jednak prokuratura nie zakończyła prac, nic nie wiadomo o
                      badaniach notatek Kijowskiego, sprawdzaniu, kiedy rzeczywiście zostały
                      wytworzone. Sprawa jest niejasna. Na poparcie tezy, że te dwie notatki (a
                      przynajmniej druga z nich) to fałszywki, wystarczy logiczny wywód - jeżeli
                      Kaczyński miał być tak głęboko zakonspirowanym współpracownikiem, że nawet
                      informacja o tym nie miała prawa iść do archiwum, to skąd tam się wzięła? Ale
                      jest i kontrargument - przytacza go Nowak: "Kaczyński twierdzi, że Lesiak lub
                      inny esbek sfałszował mu lojalki, przy czym nie zauważa, że w jego teczce obydwa
                      te dokumenty umieszczone są również w postaci mikrofilmów. Te pochodzą z okresu
                      do 1985 i co najważniejsze, w opublikowanych przez Kaczyńskiego dokumentach jest
                      mowa o tym, że prowadzący całą rozmowę nagrał na kasetę oraz załącza ją do
                      notatki". I znów stajemy przed kolejnymi pytaniami: czy rzeczywiście te
                      dokumenty zostały zmikrofilmowane? A jeżeli tak, to kiedy? Czy można mikrofilmy
                      sfałszować? Czy, poza tym, zachowała się kaseta z rozmowy Kaczyński-Kijowski? W
                      ten sposób wchodzimy w kolejny etap dywagacji. W gruncie rzeczy zupełnie
                      niepotrzebny, bo przecież to, czy Kaczyński rozmawiał z esbekami, czy nie, jest
                      zupełnie bez znaczenia, oceniamy go przecież przez pryzmat ostatnich lat
                      działalności, a nie jakichś mniej lub bardziej wiarygodnych zapisków. Tylko że
                      ludzie PiS uważają, że jest zupełnie inaczej. Dla nich to narzędzie do
                      niszczenia przeciwników. To polityczne i stricte użytkowe podejście do sprawy
                      więcej przeszkadza, niż pomaga. 2 czerwca 2006 r. Jarosław Kaczyński na
                      konferencji prasowej, mówiąc o rzekomej lojalce i notatkach Kijowskiego, mówił
                      pompatycznie, że to efekt tego, iż służby specjalne uważały go na początku lat
                      90. za najniebezpieczniejszego przeciwnika. Tak jak SB Wałęsę w roku 1981 i
                      latach późniejszych. "W początkach lat 90. byłem traktowany jako osoba
                      szczególnie niebezpieczna, którą trzeba zniszczyć i której dawna służba
                      bezpieczeństwa nienawidzi. Skądinąd to dla mnie wielka pochwała", mówił. W
                      związku z tym - dodawał - fałszowano jego teczkę (zupełnie jak Wałęsie w latach
                      80.). Argument Kaczyńskiego jest jednak o tyle chybiony, że zapomina on o jednym
                      - teczkę Wałęsy fałszowano po to, żeby podrzucić ją innym działaczom
                      "Solidarności" i Komitetowi Noblowskiemu. A nie ma śladu, by notatki Kijowskiego
                      ktoś komuś chciał podrzucać...

                      Fałszowali czy mylili się?

                      Jak się okazuje, teczka Jarosława Kaczyńskiego była sfałszowana, natomiast
                      teczka Lecha Kaczyńskiego była pełna pomyłek. O tych pomyłkach mówił sam
                      prezydent, jeszcze w roku 2005, podczas kampanii wyborczej. Lech Kaczyński
                      przedstawił ją na początku lipca 2005 r., na konferencji prasowej w Centrum
                      Foksal w Warszawie. Dokumenty dotyczące Lecha Kaczyńskiego zebrane były w
                      siedmiu tomach i liczyły 440 stron. Pochodziły głównie z lat 1980-1982, były
                      więc bardzo niekompletne, stanowiły w zasadzie wycinek z bogatej i długiej
                      działalności opozycyjnej obecnego prezydenta. Dodajmy jeszcze, że te dokumenty
                      były oryginalnie zszyte przez IPN.

                      Te resztki materiałów (bo oryginalna teczka osobowa Lecha Kaczyńskiego nie
                      zachowała się, były to zatem tylko materiały zebrane z tzw. teczek obiektowych,
                      dotyczących instytucji, w których pracował, ale np. nie zachowały się żadne
                      materiały dotyczące jego współpracy z Lechem Wałęsą) obecny prezydent oceniał
                      bardzo krytycznie. "To wszystko jest ubecka, nieprawdziwa wizja świata", mówił.
                      I dodawał, że bezpieka była bardzo źle zorientowana w tym, co się działo
                      wewnątrz "Solidarności": "Jeden z działaczy w raporcie został nazwany
                      >inteligentnym<, znam go dobrze, jeśli on jest inteligentny, to ja jestem
                      wysoki". "Ujawniam teczkę, bo takie jest zapotrzebowanie społeczne", mówił trzy
                      lata temu Lech Kaczyński. W gruncie rzeczy nie był to dla Polaków komplement.

                      boukun
                      • Gość: pytek Re: wałęsa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.09, 01:18
                        Jeżeli jesteś na tyle uczciwy, że żądasz uczciwości i jawności działań od
                        innych, to zacznij od siebie plagiatorze:

                        www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=14091
                        Żywcem podajesz tekst autorstwa Roberta Walenciaka z Przeglądu z nr 27/2008 jako
                        swój własny i myślisz, że kogoś tym zadziwisz?
                        Ja się natomiast dziwie redakcji, że coś takiego przepuszcza. Przecież to
                        zwyczajny chamski i pospolity plagiat!
                        Wstyd "ktosiu"...
                        • Gość: z_forum Re: wałęsa IP: *.olsztyn.mm.pl 10.05.09, 02:30
                          Zanim sie zaczniesz czepiać, czytaj uwaznie. Podałem, skąd tekst został wzięty:

                          From: "boukun" <boukun@xxxxxxxxxxxx>
                          · Date: Sat, 23 Aug 2008 01:01:51 +0200


                          Skąd miałem wiedzieć, że to innego autora? I nie pisałem że to mój tekst, tylko
                          że z forum. Ale widać tekst boli? Jak to mawiają w PiSie? - "Ma boleć", prawda?
                          • Gość: gość Re: wałęsa IP: *.olsztyn.mm.pl 10.05.09, 08:17
                            A idiotyzm nic nie kosztuje.
                            • Gość: kawał asa Re: wałęsa IP: *.centertel.pl 09.06.09, 10:24
                              że załatwił libertasa
                              • Gość: hej wio Re:Bolek IP: *.centertel.pl 30.08.09, 17:09
                                wiadomosci.onet.pl/2033688,11,item.html
                                • Gość: gość Re:Bolek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.09, 17:14
                                  Zarobił na Libertasie, więc może dalej pokazywać swoją "kulturę" i "klasę
                                  prezydencką".
                  • Gość: * Re: wałęsa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.09, 17:32

                    Gość portalu: z_forum napisał(a):

                    > Dlaczego tylko teczka Jarosława Kaczyńskiego mogła być "sfałszowana", a Lecha
                    > Kaczyńskiego pełna pomyłek?

                    Dla czego? Kaczyński za co się nie weźmie, zawsze wychodzi mu w poprzek. Nawet z
                    kartą bankomatową mu jakoś nie wyszło i bank nie dał się na to nabrać. Dla czego
                    w innym stanie ma być jego życiorys i akta w IPN? Żyjąc w obłokach wizji nie ma
                    chłop po prostu czasu na takie przyziemne sprawy, a wróg - jak za czasów komuny
                    - wiecznie czuwa. Podmieniają, i tyle. A że na niego padło? W totolotka też
                    niektórzy wygrywają :o)
                    • Gość: ino sznur.. ZŁOTY RÓG IP: *.centertel.pl 02.09.09, 16:45
                      walesa.tv/d%C5%82ugopis-kt%C3%B3rym-podpisano-porozumienia-gda%C5%84skie
    • Gość: franz Re: Bolek IP: 96.31.65.* 15.12.09, 19:20

      gwiazda z wyszkowskim krzyczą o agencie bolku, a jednocześnie chwalą
      się, że o wszystkim wiedzieli jeszcze przed sierpniem... no comments
    • Gość: kk Re: Bolek IP: 204.124.181.* 02.01.10, 00:20

      wcale nie najgorszy ten bolek, jako pierwszy poznał się na kwakaniu
      kaczorów i pogonił obu z kancelarii
      • Gość: fansld Re: Bolek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.10, 08:53
        Slusznie, jak bowiem nauczaja w telewizji i w rztelnej prasie roznica miedzy
        takim Kaczorem a np. Kwachem czy Walesa jest kolosalna :D :D :D

        No chyba ze kk jest kobieta wtedy sprawa robi sie oczywiste, bo dla wiekszosci
        kobiet nie jest wazne czy ktos jest zlodziejem, zdrajca czy innym agentem,
        liczy sie "wygladzik".
        Bedzie "wygladzik" to polityczne dobre uczynki wyrosna jak grzyby po deszczu.
    • Gość: Stella Re: Bolek IP: 204.124.182.* 03.01.10, 00:23

      Plusy dodatnie, plusy ujemne 1/5

      www.youtube.com/watch?v=hucjMVPjclY&feature=related
      • Gość: mama Re: Bolek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.10, 22:13
        Podobno to Kiszczak obalił komunizm w Polsce - Wałęsa mu tylko
        pomógł.
        • Gość: już dorobiony Re: Bolek IP: *.centertel.pl 06.03.10, 15:25
          jest w radzie mędrców
          • Gość: ryngraf Re: Bolek IP: *.centertel.pl 29.03.10, 09:10
            w końcu jest to kapuś czy nie?
            wirtualnapolonia.com/2010/03/28/apel-do-srodowisk-tworczych-i-naukowych-oraz-wszystkich-ludzi-dobrej-woli/
            • Gość: szeptucha Re: Bolek IP: *.centertel.pl 11.04.10, 15:38
              rzuca uroki
            • Gość: tata Re: Bolek IP: *.xdsl.centertel.pl 09.08.11, 00:27
              podobno jest pewne że to kiszczak obalił komunizm a wałęsa mu tylko pomagał.
    • Gość: kw Re: Bolek IP: *.cpanellogin.net 04.09.10, 15:34

      jeśli wałęsa to bolek, to znaczy, że komuna sama siebie obaliła
      • Gość: aborygen Re: Bolek IP: 178.56.37.* 05.09.10, 10:03
        niektórzy wyrwali po sto milionów
    • Gość: ag Re: Bolek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.11, 23:26
      pajacyki-nicpon.blogspot.com/2009/10/zy-waesy.html
    • Gość: tt Re: Bolek IP: 80.232.240.* 19.05.11, 10:24

      imageshack.us/photo/my-images/204/towbolek.jpg/
      prowadził walkie o polskie
    • Gość: wk Re: Bolek IP: *.pl 14.07.11, 00:26

      podczas internowania bolek przytył szesnaście kilo
      • competent Jaska jest roznica miedzy Lechem a Zimnym Lechem? 14.07.11, 14:42
        Otoz po smierci tego drugiego nie powstal ani jeden pomnik Zimnego.I raczej nie powstanie.
        A po smierci Lecha Walesy w rok powstanie tysiac jego pomnikow.
        Lud wie komu je stawiac.
    • Gość: paragraf 22 Re: Bolek IP: *.centertel.pl 26.09.11, 17:15
      "kto z Mieciem wojuje ten od Miecia ginie" czy to już tylko klasyka?
    • Gość: jg Re: Bolek IP: *.play-internet.pl 21.02.12, 00:16
      rkatafrakta.salon24.pl/390498,podly-list-walentynowicz-do-walesy-a-kaczynscy
      pytania bez odpowiedzi
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka