2szarozielone
03.09.08, 22:05
Pisałam niedawno, że ironia losu, że ja tyle czasu w domu rodzinnym siedzę, a
on akurat wyjechał... No ale mieliśmy jeden dzień "zakładki", tak, ze była
szansa się spotkać... No to oczywiście - popsuł się samolot i wyleciał 12
godzin później. W dodatku ma paskudne zapalenie zęba, jest spuchnięty i
obolały (biedny taki :( ). Znaczy nie samolot. Łoś.
I się miniemy. To jest dopiero złośliwość ;)