Dodaj do ulubionych

Made in China - podrożeje

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.06.10, 08:42
Korporacje albo przeniosą się do innego taniego niewolniczego kraju, albo
podzielą się jednak zyskiem z szeregowymi robolami żeby nie stracić na
zmniejszonym popycie po podwyższeniu ceny końcowej. Czasy niebotycznych zysków
korporacji kosztem niewolników się kończy.
Obserwuj wątek
    • klaun.szyderca Re: Made in China - podrożeje 25.06.10, 09:01
      Mam nadzieję, że coś wymyślą. Nie robi mi różnicy, czy korporacje zmniejszą
      swoje zyski, czy też robotnicy dalej będą pracować "za miskę ryżu" - ja chcę
      kupować produkty made in China i nic więcej mnie nie obchodzi.
      • Gość: gm Re: Made in China - podrożeje IP: *.cdma.centertel.pl 25.06.10, 09:31
        Wszystko zalezy od tego jak długo ten proces bedzie trwał.Czy Chiny zdążą
        wykupic Afryke , Europe , USA.Potem sami zdecyduja czy praca niewolnicza
        zostanie w Chinach czy moze zostanie przeniesiona do Europy.A szyderstwem moze
        byc ,że to za amerykańskie i europejskie pieniądze.Kupuj chińskie a Chińczycy
        kupia ciebie.
      • Gość: Dr Ahejm Re: Made in China - podrożeje IP: *.icpnet.pl 25.06.10, 09:43
        Dlatego Hitler byl w stanie zrobic to co zrobil.
    • Gość: Vampir GW pisze głodowe pensje a to jest 1562 zł m-c IP: *.eimperium.pl 25.06.10, 09:18
      230 euro, od października 66% więcej, czyli 381x4,1 jest 1562 zł - zarobki w
      fabryce Foxconn

      • Gość: www Re: GW pisze głodowe pensje a to jest 1562 zł m-c IP: *.dclient.hispeed.ch 25.06.10, 11:23
        230 euro to glodowa pensja!

        Pamietaj, ze w Chinach nie ma panstwowej sluzby zdrowia. Jak jestes managerem to
        sie cieszysz ale jak robotnik w fabryce zachoruje, to ma przerypane bo dla niego
        50 euro za zabieg to baardzo duzo.
    • Gość: Vampir Re: Made in China - podrożeje IP: *.eimperium.pl 25.06.10, 09:22
      Ponad 80 procent to własność państwowa w Chinach!

      TAK TAK KOLEGO, Chiny mają 2300 miliardów rezerw walutowych, oraz majątek
      państwowy warty następne kilka tysięcy miliardów USD

      Oni z rezerw mogą dotować wzrost gospodarczy 10-15 procent przez ok 19 lat, a z
      prywatyzacji mogą dotować wzrost przez następne 10-15 lat

      Teraz policz! 20-30 lat wzrostu na poziomie 10-15 procent! To jest pierwsza
      potęga GOSPODARCZA

      • Gość: pisskut_wspanialy Re: Made in China - podrożeje IP: *.fbx.proxad.net 25.06.10, 10:03
        A czy wiesz wampirze, ze te rezerwy walutowe sa w duzej czesci w obligacjach
        rzadu USA. Amerykanienie drukuja makulature a Chiny ja kupuja bo musza, aby ta
        makulatura, ktora juz kupily sie nie zdewaluowala. Gdyby przestaly wtedy by
        padly i Chiny i USA i kolka jak na razie sie zamyka ale do czasu.
    • nowaczynska_76 Made in China - podrożeje 25.06.10, 09:30
      Raczej nie będzie tak że po prostu podniosą tym biedakom płacę a nam ceny. Po
      prostu zamkną fabryki i przeniosą się tam gdzie będzie taniej czyli pewnie do
      Indii i Afryki. Pytanie co będzie dalej - bo kończą się miejsca do taniej
      produkcji;)
      • Gość: Vampir Re: Made in China - podrożeje IP: *.eimperium.pl 25.06.10, 09:59
        Przeniosą? Państwowe fabryki? Gdzie do Indii / tam nie ma elektrowni które by
        dostarczyły odpowiednią ilość energii, brak portów, dróg itd

        Wyprodukowanie samych maszyn które są w Chinach, to wydatek rzędu kilku tysięcy
        miliardów USD
        • Gość: piskut_wspanialy Re: Made in China - podrożeje IP: *.fbx.proxad.net 25.06.10, 10:11
          Produkcje sie przenosi wampirku nie fabryki. Na co ci fabryka, w ktorej nie masz
          co produkowac. Szmelc.
        • Gość: mac Re: Made in China - podrożeje IP: 57.66.195.* 25.06.10, 10:15
          nie Chinczycy przeniasa fabryki, tylko korpy zleca produkcje komu
          innemu - proste?
          iPhone nie bedzie juz made in China tylko made in India np.
        • mara571 doprecyzujmy wypowiedz internautki 25.06.10, 10:17
          koncerny przeniosa zlecenia do innych fabryk i innych panstwach.
          Niewykluczone, ze do panstwowych wietnamskich.
          Indii nie doceniasz, jest jeszcze Bangladesz i tam przeniosl swoja produkcje np.
          H&M. Wejdz do sklepu, spojrz na metki, oni zawsze przyznaja sie do kraju, w
          ktorym ich kiepska odziez byla wyprodukowana.
          Wyprodukowanie maszyn nie bedzie trudne. Zarobia Niemcy i przede wszystkim
          Chinczycy, ktorzy w miedzyczasie skopiowali juz wszystko.
          O Afryce radze zapomniec. Oni pozostana dostawca surowcow.
    • ulanzalasem Made in China - podrożeje 25.06.10, 09:42
      Niemcy za drogo, Polska za drogo(dzisiaj odbieramy telefony razem z hindusami
      xD), teraz Rumunia, potem co Albania? A po Chinach Afryka...i koniec świata? xD
      • Gość: Czesiu Re: Made in China - podrożeje IP: *.chello.pl 25.06.10, 12:01
        Wtedy będzie powrót do rynków zbytu. Skoro cena pracy będzie wszędzie taka sama,
        decydować będzie odległość i koszty transportu. W Chinach popyt wewnętrzny jest
        do bani, więc nikt nie będzie tam produkował tylko w Europie i USA, gdzie są
        rynki zbytu.
    • pablobodek Made in China - podrożeje 25.06.10, 09:43
      Nasze zadymiarskie orły pracują tam na eksporcie - Guzikiewicz,
      Śniadek i Ziętek. A propos - może potrzebują prezydenta ? Ten
      ostatni jest chętny.
    • Gość: MARKUS Błogosławieństwo azjatyckiego niewolnictwa IP: 217.76.112.* 25.06.10, 16:02
      Czy nie dręczyło Cię pytanie, dlaczego Chińczyk pracuje za "miskę
      ryżu”? Dlaczego ci ludzie nie protestują mówiąc, że to
      niesprawiedliwe?
      Od wielu lat w Polsce da się słyszeć narzekanie, że pracujemy za
      zbyt małe wynagrodzenie. Problem jest stary jak Świat. Jest chyba
      bardzo niewielu ludzi na świecie, którzy mogliby orzec, że pracują
      za "godziwe wynagrodzenia", zapewne jest wśród nich tatuś Paris
      Hilton i Bill Gates.
      Ktoś w komentarzu do jednego z moich artykułów wspomniał coś o sile
      nabywczej pieniądza, a także o magicznym pojęciu "wydajności
      pracy". Ponoć w "Europie" mamy większą "wydajność pracy" i "większą
      siłę nabywczą euro w stosunku do złotówki", stąd wyższe zarobki
      europejskie i zarazem "można nabyć więcej dóbr za podobną liczbę
      euro, co złotych". Tak w tym zdaniu jest sprzeczność, osoby
      pisujące komentarze zdaje się tego nie zauważają.
      Banał
      Kurs euro to przeciętnie 3,7 PLN, czyli gdy zarabiamy około 800 zł
      mamy niecałe 220 euro. Przeżycie w Polsce za 800 zł jest nie lada
      wyczynem, ale spróbujcie zrobić to za 220 euro w Niemczech. Także
      800 euro to bardzo skromny zapas gotówki. Zarabiając "tam" 800 euro
      i żyjąc "tu" mamy około 1700 złotych. Dziwne prawda? Czyżby
      w "Europie" wszystko było droższe, dlatego "tam" zarabia się
      więcej? Nie sądzę, Paliwa trzymają się na podobnym poziomie,
      komputery i elektronika też...
      Mit wydajności
      Rozmawiałem z ludźmi, którzy pracowali w budowlance w Danii, wiecie
      jak wygląda wymiana okien w Danii? Przyjeżdża kontener, instaluje
      się generator prądu i czajniki na herbatę. Następnego dnia ekipa
      stawia rusztowanie. Trzeciego wreszcie, wymiana okien; pracują tak,
      aby się nie zmęczyć, jedno okno - jeden dzień. Każdy polski szef
      zwolniłby taką ekipę po pierwszej godzinie pracy. To pewne.
      Jednakże tamtejszy robotnik zarabia od 2000 do 3000 euro minimum.
      Czary? Nie, presja związków. Dodam tylko, że Polak w Polsce wstawi
      to samo okno w 6 godzin. Bez herbaty, wspomagany lokalnym browarem.
      A, i za max. 50 euro (~200pln).
      Co z tego? Nic, poza tym, że chińczyk zrobi to za 10 euro i
      przyniesie własną herbatę i kanapki. Jak to więc się stało, że
      większą wydajność pracy w Polsce ceni się znacznie mniej? Otóż
      przyzwyczajenie, "socjalistyczne" przyzwyczajenie do "ustalonej
      stawki". Dysproporcja między ceną miski ryżu w Europie, a ceną w
      Chinach, powoduje, że robotnik z Pekinu za np. podwójną stawkę
      (dwie miski ryżu) pracuje z maksymalną wydajnością. W dodatku
      wydaje mu się, że złapał "Buddę za nogi". Niech zatem chiński
      pracownik, odwiedzi Berlin. Zapewne stać go będzie na miskę ryżu i
      zapałki (nie wspominając o kosztach przejazdu).
      Chiński zbieracz jabłek "wyciąga" 25 centów za godz. (Na podstawie
      Good Fruit Grower, 15.01.2005)
      Zapewne wszyscy pamiętacie jak jeszcze 4-5 lat temu najtańszy
      notebook w popularnych marketach kosztował okrągłe: 4999,99 PLN;
      dziś laptop "wyrwiemy" za 1999 PLN. Technologia staniała? Nie!
      Tajwan wcielono do Chin, producenci dogadali się z rządem ChRL i
      ustalono stawki. To co wieszczono jako zagładę "demokracji" okazało
      się zbawieniem.
      Ma to swoje ponure zalety
      Druga Wojna światowa spowodowała pewne katastrofalne dla krajów
      tzw. "imperialistycznych" skutki. Mianowicie do końca lat
      pięćdziesiątych ubiegłego wieku wszystkie te kraje straciły swoje
      główne kolonie, a za tym możliwość bogacenia się kosztem pracy
      niewolników lub pracowników opłacanych kuponami do tzw. "company
      store" - sklepach prowadzonych i zaopatrywanych przez firmę.
      Naturalną konsekwencją jest, że firmy szukają obniżenia kosztów.
      Najprościej obniżyć koszty pracownicze. Zamiast budować fabryki i
      zatrudniać rodzimych robotników, można zlecać wykonawstwo krajom,
      które mają dużą rozbieżność w wymienialności swojej waluty na obcą,
      (najprostszy przykład - złoto kupowano od Indian za "paciorki" i
      lusterka).
      Podobnie uważam jest z Chinami. Chiny mają do zaproponowania tanią
      siłę roboczą, stabilną, gdyż podaż rąk do pracy jest ogromna, więc
      płace rosnąć będą wolno. Tak naprawdę "świat" guzik obchodzi, czy w
      Chinach przestrzega się praw pracowniczych, czy prawa człowieka.
      Jeśli naprawdę zaczną przestrzegać owych praw, koszty produkcji
      poszybują w niebo.
      Można by stwierdzić, że dla kapitalistów istnienie krajów
      socjalistycznych to niesłychane dobrodziejstwo.
      Dlaczego tak uważam? Pamiętacie skecz Smolenia i Laskowika, gdzie
      diabeł odwiedza niebo? W tym arcyzabawnym skeczu uchwycono
      genialnie istotę handlu z tzw. innym obszarem walutowym.
      Waluta wewnętrzna kraju "realnego socjalizmu" odpowiada mniej lub
      bardziej ilości dóbr produkowanych w kraju, więc stawki płacowe są
      temu podporządkowane i co ważne, są odgórnie ustalone. Czyli mówiąc
      oględnie, jeśli Chiny produkują miliard miseczek ryżu dziennie, to
      należy się miska ryżu dziennie dla jednego z miliarda ludzi. I tu
      dopiero widać ironię losu "sprawiedliwego wynagradzania", bo w
      stanach ta miseczka ryżu kosztuje 0,55$ (w przybliżeniu).
      Chiny rozbudowują się, oczywiście importują, stal, cement i
      technologie; płacąc stawki "świata kapitalistycznego". Uśmiecham
      się pisząc te słowa, bo odczuwam deja vu odnoszę nieodparte
      wrażenie, że znam to z dziejów naszego kraju. Chyba niejaki
      towarzysz Gierek miał coś z tym wspólnego. Czy ktoś policzył
      proporcje jakie rządzą produkcją, eksportem i importem, Świata z
      Chinami? Chiny skorzystają zapewne z "pomocy" Banku Światowego, aby
      rozwijać przemysł, poprzez import nowych technologii, które jednak
      kosztują. Zapewne zadłużą się. Na szczęście dla naszych skośnookich
      przyjaciół, jest ich dużo i w tamtejszych obszarach tkwi
      niesamowity potencjał. Jestem czarnowidzem jednak, bo wiem,
      że "socjalizm" i "marnotrawstwo" to synonimy.
      Skarb narodowy "republiki" z jednej strony jest obciążony kosztami
      importu i zamówień (jak mawiają media, Pekin jest placem budowy), z
      drugiej zasilany jest dochodem pochodzącym z produkcji dla firm
      obcych (taki outsourcing). Czy w kasie będzie zawsze rezerwa?
      Dopóki koszty produkcji będą niskie, Chiny będą atrakcyjne dla
      zlecających
      Aby kusić inwestorów, musza także inwestować w
      infrastrukturę. "Chlewikowe rękodzieło" tu nie wystarczy. Produkcja
      musi być masowa i innowacyjna, a to wiąże się z drogami,
      transportem, i ogólnie z zapleczem logistycznym kraju. Nie mogą
      sobie pozwolić na przysłowiowy brak sznurka do snopowiązałek.
      Dlatego są zmuszeni do zamówień. Małe błędne kółeczko.
      Amerykanie są niemądrzy. Zamiast walczyć z kubańskimi imigrantami,
      powinni pielęgnować Castro i utrzymać na Kubie socjalizm. Z tym, że
      powinni tam coś produkować. Cukier, odkurzacze czy cokolwiek da się
      tam produkować. Tak samo Meksyk, Wenezuela, Panama, Chile i całą
      Południową Amerykę powinni zarazić socjalizmem dla własnego dobra.
      Zawsze przecież mogą wkroczyć z "radą wzajemną i pomocą
      gospodarczą", jako dobry Wuj Sam.
      Tak więc myślę, że socjalizm jest dla świata "wolnego rynku"
      zbawienną ideą, byleby nie panował na "rynkowym" podwórku. Jest
      czymś w rodzaju "podbojów kolonialnych", bo do tego prowadzi
      sztuczne ustalenie wartości w środowisku kapitalistycznego
      sąsiedztwa. Zaprzeczenie regule, że coś jest tyle warte, ile ktoś w
      danej chwili chce za to zapłacić; jest bodaj kokieterią ze strony
      wyznawców Marksa-Lenina. Niby nic złego nikomu się nie dzieje, gdyż
      Chińczyk ma swoją miskę ryżu i jest szczęśliwy, kapitalista ma swój
      produkt po konkurencyjnej cenie, a rząd ChRL ma na inwestycje.
      Tylko gdzie tu do cholery moralność?

      • Gość: Antek Re: Błogosławieństwo azjatyckiego niewolnictwa IP: *.multimo.pl 28.06.10, 08:31
        "Kurs euro to przeciętnie 3,7 PLN, czyli gdy zarabiamy około 800 zł
        mamy niecałe 220 euro. Przeżycie w Polsce za 800 zł jest nie lada
        wyczynem, ale spróbujcie zrobić to za 220 euro w Niemczech. Także
        800 euro to bardzo skromny zapas gotówki. Zarabiając "tam" 800 euro
        i żyjąc "tu" mamy około 1700 złotych. Dziwne prawda?"

        No bardzo dziwne. 800 x 3,7 = 2690 zł Matematyki nie uczyli? Cała reszta to tez
        taki sam bełkot bez ładu i składu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka