Dodaj do ulubionych

Bicz na PKP

04.05.05, 16:55
Jest tylko jedno ALE. Większość dużych (ponad godzinnych) opóźnień powodują
wypadki na torach. Przecież to nie wina PKP, że ktośnp. popełnił samobójstwo
rzucając siępod pociąg. I co wtedy? Jak ten ktoś nie był ubezpieczony, to kto
zapłaci pasażerom?
Obserwuj wątek
    • Gość: Dorotka Re: Bicz na PKP IP: *.icpnet.pl 16.05.05, 14:16
      Pierwsza pamiętna podróż. Jadę do koleżanki, droga około 350km, niestety brak z
      Poznania bezpośredniego połączenia, więc decyduję się na dwie przesiadki w
      nocy. Na pierwszą zdążam bez problemów, na drugą już nie (a między pociągami
      miało być 25 minut rezerwowego czasu). Pociąg zatrzymuje się w szczerym polu,
      nikt nie informuje pasażerów dlaczego. Do PKP ani nigdzie indziej nie można się
      dodzwonić, bo niefortunnie pociąg stoi w takim miejscu, że zasięgu w komórce
      brak. Po 1,5 godziny postoju okazuje się, że najprawdopodobniej pod pociąg
      jadący z naprzeciwka wszedł samobójca. Brak jakichkolwiek wyjaśnień,
      przeprosin, czy choćby słów uspokojenia. W rezultacie w środku nocy w obcym
      mieśćie czekam kolejne 2 godziny na następny pociąg jadący do mojej docelowej
      stacji.

      Druga podróż. Jedziemy z mężem do rodziców. Bilety na pociąg pośpieszny
      wykupione 2 tygodnie wcześniej, miejscówki także. Przychodzimy na stację 15
      minut przed czasem, pociąg już stoi. Okazuje się, że są problemy ze wsiąściem,
      bo akurat ze Szczecina do Wawy jadą kibice na mecz. Pociąg ma 1,5 godziny
      opóźnienia. Przybyła policja stoi przed pociągiem i nic nie robi. Nasza
      miejscówka zajęta, żadne prośby, tłumaczenia nie skutkują. Konduktorów nagle
      nigdzie nie ma, nie pojawiają się przez cały czas z Poznania do Warszawy, czyli
      około 3 godziny. My stoimy w tłoku i modlimy się, by nie dostać w łeb zbitą
      butelką po winie (wala się ich w przedziale całkiem sporo). Jadą ludzie z
      dziećmi, starsze osoby, wszyscy stoją, bo kibice mają "bilet roczny,
      niewidoczny". Płaczę ukradkiem, mąż pociesza, że nie ma sensu się bić o
      miejsce, a ja na bilety wydałam prawie 200zł, żeby jechać normalnym pociągiem,
      a nie osobówką na stojąco. Tymczasem komfortu zero i jeszcze zagrożenie. Na
      każdej stacji policja, na żadnej nie interweniują, na żadnej nie ma kontroli
      biletów, dopiero w Wawie kibicie wysiadają, a my jedziemy dalej zarzyganym,
      śmierdzącym pociągiem. Wyjaśnień zero, a kontrola biletów patrzy na nas
      podejrzanie, że to my tak nabrudziliśmy.
      Szkoda słów... Nawet teraz jestem wsciekła, jak sobie przypomnę.
    • Gość: _Dorotka_ Re: Bicz na PKP IP: *.icpnet.pl 16.05.05, 14:22
      --->
      Pierwsza pamiętna podróż. Jadę do koleżanki, droga około 350km, niestety brak z
      Poznania bezpośredniego połączenia, więc decyduję się na dwie przesiadki w
      nocy. Na pierwszą zdążam bez problemów, na drugą już nie (a między pociągami
      miało być 25 minut rezerwowego czasu). Pociąg zatrzymuje się w szczerym polu,
      nikt nie informuje pasażerów dlaczego. Do PKP ani nigdzie indziej nie można się
      dodzwonić, bo niefortunnie pociąg stoi w takim miejscu, że zasięgu w komórce
      brak. Po 1,5 godziny postoju okazuje się, że najprawdopodobniej pod pociąg
      jadący z naprzeciwka wszedł samobójca. Brak jakichkolwiek wyjaśnień,
      przeprosin, czy choćby słów uspokojenia. W rezultacie w środku nocy w obcym
      mieśćie czekam kolejne 2 godziny na następny pociąg jadący do mojej docelowej
      stacji.

      Druga podróż. Jedziemy z mężem do rodziców. Bilety na pociąg pośpieszny
      wykupione 2 tygodnie wcześniej, miejscówki także. Przychodzimy na stację 15
      minut przed czasem, pociąg już stoi. Okazuje się, że są problemy ze wsiąściem,
      bo akurat ze Szczecina do Wawy jadą kibice na mecz. Pociąg ma 1,5 godziny
      opóźnienia. Przybyła policja stoi przed pociągiem i nic nie robi. Nasza
      miejscówka zajęta, żadne prośby, tłumaczenia nie skutkują. Konduktorów nagle
      nigdzie nie ma, nie pojawiają się przez cały czas z Poznania do Warszawy, czyli
      około 3 godziny. My stoimy w tłoku i modlimy się, by nie dostać w łeb zbitą
      butelką po winie (wala się ich w przedziale całkiem sporo). Jadą ludzie z
      dziećmi, starsze osoby, wszyscy stoją, bo kibice mają "bilet roczny,
      niewidoczny". Płaczę ukradkiem, mąż pociesza, że nie ma sensu się bić o
      miejsce, a ja na bilety wydałam prawie 200zł, żeby jechać normalnym pociągiem,
      a nie osobówką na stojąco. Tymczasem komfortu zero i jeszcze zagrożenie. Na
      każdej stacji policja, na żadnej nie interweniują, na żadnej nie ma kontroli
      biletów, dopiero w Wawie kibicie wysiadają, a my jedziemy dalej zarzyganym,
      śmierdzącym pociągiem. Wyjaśnień zero, a kontrola biletów patrzy na nas
      podejrzanie, że to my tak nabrudziliśmy.
      Szkoda słów... Nawet teraz jestem wsciekła, jak sobie przypomnę.
    • Gość: Dorotka Re: Bicz na PKP IP: *.icpnet.pl 16.05.05, 14:26
      przewoz_pw napisał:

      > Przecież to nie wina PKP, że ktośnp. popełnił samobójstwo
      > rzucając siępod pociąg.

      Ale można uspokoić pasażerów, wyjaśnić im, że miała miejsce tragedia, zadbać o
      to, by nikt nie widział zwłok, bo często ludzie wychodzą z pociągu chcąc
      wiedzieć, co się stało. Można przeprosić, zapytać, czy komuś czegoś nie trzeba,
      poinformować o ewentualnych możliwościach przesiadki, czy kontynuowania podróży
      pekaesem, a nie mijać pasażerów bez słowa albo mówić: Nic się nie stało, zaraz
      jedziemy, bo czym rusza się po kilku godzinach...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka