16.11.06, 22:34
wiadomosci.onet.pl/1435492,11,item.html

Któżby się spodziewał! ;-]
Obserwuj wątek
    • Gość: Kura56 Re: TW Polsat IP: 83.238.201.* 16.11.06, 22:38
      A kiedy odcinek o Wejchercie?
      • t-800 Re: TW Polsat 16.11.06, 22:40
        Nie wiemy, czekamy. ;-]
      • Gość: olo Re: TW Polsat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.06, 19:07
        a o Miszczaku
    • Gość: shocking truth Re: TW Polsat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.06, 00:36
      Na forum frondy spiskowa teoria, że trwają negocjacje dot. sprzedaży polsatu. A
      to takie zmiękczanie negocjatora :-)
    • dr.freud Wildstein jest jedynem szefem TV który donosił 17.11.06, 04:14
      i są na to dowody:
      ARRET Nr 646 R.G.: 6177/88 WILDSTEIN Bronisiaw C/ASSOCIATION KONTAKT

      To numer sprawy apelacyjnej, którą wniósł Bronisław Wildstein w 1988 r. do Cour
      d’Appel de Versailles (sądu apelacyjnego). Sprawa ta zaczęła się wcześniej w
      Boulogne-Billancourt przed conseil de prud’hommes – sądem pracy – z którego
      wyrokiem Wildstein się nie zgodził.
      Teraz, 17 lat później, Wildstein wniósł do sądu pozew o zniesławienie przeciwko
      Danielowi Olbrychskiemu. Chodzi o wypowiedź artysty podczas dyskusji
      telewizyjnej w czwartek, 3 lutego (Polsat). Oto jej fragment, według
      stenogramu: OLBRYCHSKI: – On [Wildstein] tego nie zrobił z pobudek
      obywatelskich czy szalenie patriotycznych, tylko żeby się wylansować w mediach,
      co jest częstym kompleksem wielu ludzi, którzy są mało wylansowani...
      LIS: – Bardzo niskie pobudki przypisuje pan człowiekowi, który akurat w walce o
      wolność i o prawdę w Polsce trochę czasu spędził...
      WILDSTEIN: – To insynuacja, proszę skończyć, co pan zaczął.
      OLBRYCHSKI: – Dlatego publicznie, przy pohukiwaniu tutaj części widowni,
      uniknąłem uściśnięcia ręki panu
      Wildsteinowi, ponieważ emigracja polityczno-zawodowa po stanie wojennym w
      Paryżu, po ‘86 wydaje mi się, wtedy był ten proces przeciwko Mirosławowi
      Chojeckiemu, z powodu pana donosów na Chojeckiego, że zatrudnia na czarno
      niektórych Polaków... Od tego czasu wielu ludzi na emigracji unikało kontaktów
      z panem. Rozumiem, że chciał się pan przypodobać władzom francuskim, bo wszyscy
      nie mieliśmy tam lekkiego życia, ale ten proces, gdyby go Mirek przegrał,
      rzuciłby go, łącznie z deportacją, w ramiona i okowy SB polskiego. Był pan
      świadkiem na tym procesie, wszyscy o tym w Paryżu wiedzieliśmy.
      LIS: – Czy pan, panie Danielu, zarzuca panu Wildsteinowi donosicielstwo, dobrze
      zrozumiałem?
      OLBRYCHSKI: – Tak bym to nazwał.
      WILDSTEIN: – Zastanawiam się, jak zareagować na tego typu kłamstwa (...).

      Kłamstwa?

      Konflikt między Wildsteinem a Chojeckim był w Paryżu tajemnicą poliszynela.
      Chojecki mówi dzisiaj bardzo dyplomatycznie: – Poróżniliśmy się na temat
      sytuacji politycznej w Polsce. Według Wildsteina, „Solidarność” to był już
      wówczas zamknięty rozdział. Ja uważałem inaczej. Nie chodzi tu tylko o
      emigracyjne swary. Miało to kapitalne znaczenie z punktu widzenia pomocy
      Zachodu dla „S”. Gdybyśmy na emigracji uznali, że „S” się skończyła,
      skończyłaby się pomoc dla podziemia, którego byliśmy przedłużeniem na
      Zachodzie. Tak dyplomatycznie to nie wyglądało, przynajmniej od czasu, kiedy
      znalazłam się na emigracji w Paryżu (lipiec 1986 r.) i zaczęłam pracować w
      piśmie „Kontakt” oraz w Wolnej Europie. Bronisław (Bronisiaw, jak pisali
      Francuzi) Wildstein był redaktorem naczelnym „Kontaktu”, a założycielem i
      prezesem Stowarzyszenia Kontakt ukonstytuowanego na początku stanu wojennego
      był Mirosław Chojecki. Stowarzyszenie nie tylko wydawało miesięcznik, lecz
      także produkowało filmy dokumentalne oraz popularną kronikę.
      „Kontakt” w ówczesnej PRL był rozprowadzany za darmo. Docierał jednak i do
      innych krajów, takich jak Niemcy, Stany Zjednoczone czy Australia – wszędzie,
      gdzie były skupiska Polaków marzących o wolnej Ojczyźnie i wiadomościach na
      temat tego, co się dzieje nad Wisłą. Z tamtejszych środowisk polonijnych
      płynęły pieniądze na działalność „Solidarności”, której przedłużeniem był
      paryski „Kontakt”. Odcięcie się pisma od „Solidarności”, jak chciał tego
      Wildstein, byłoby równoznaczne z zakończeniem jego wydawania, bo nie byłoby
      pieniędzy. Wildstein dostawał 5 tys. franków miesięcznie, niepodlegających
      opodatkowaniu, bo pracował na czarno. Jak my wszyscy, którzy wtedy nie
      zastanawialiśmy się nad tym, jaki jest status naszej pracy. Pracowaliśmy dla
      Polski. Takie to były czasy, jak powiedział Chojecki. Widać, jednak nie dla
      wszystkich, a przynajmniej nie dla Wildsteina. Widziałam to i czułam od razu,
      jak tylko zaczęliśmy razem pracować. Sama nie miałam z nim konfliktów, można
      powiedzieć, że z natury, która nakazuje mi ignorować ludzi aroganckich i
      pyszałkowatych. W moje teksty nie ingerował, ale ja przybyłam z kraju w
      glorii „gwiazdy podziemia”, poza tym prawdopodobnie uważał, że mu nie zagrażam.
      Jasne było, że Wildstein każdym sposobem chce się wyzwolić spod prezesury
      Chojeckiego i samemu być panem na włościach „Kontaktu”. Niebagatelną przeszkodą
      był jednak fakt, że to Chojecki zdobywał pieniądze, a nie Wildstein. W 1987 r.
      Wildstein zażądał, by Chojecki zatrudnił go na warunkach zgodnych z francuskim
      prawem pracy i obowiązującymi ubezpieczeniami. Wszyscy pozostali pracownicy
      wiedzieli, że „Kontaktowi” brakuje pieniędzy na zatrudnianie zgodne z
      obowiązującym we Francji prawem pracy. Nie był bowiem „przedsiębiorstwem
      wydawniczym” – jak dowodził Wildstein – ale stowarzyszeniem, finansowanym przez
      ludzi pomagających „Solidarności”. Wildstein doprowadził jednak do tego, że
      Chojecki podpisał z nim umowę o pracę w majestacie francuskich przepisów, ale
      tylko na czas określony, czyli na pół roku. Nie poprawiło to atmosfery, nawet
      mimo że Chojecki starał się nie wtrącać w kompetencje Wildsteina jako
      naczelnego. Zareagował jednak zdecydowanie, kiedy podczas łamania numeru – co
      zwykle robił sam – zauważył przeznaczoną do druku recenzję filmu dokumentalnego
      produkcji Stowarzyszenia Kontakt, w której ostro zarzucano mu antysemityzm.
      Było to uderzenie poniżej pasa. Film był li tylko dokumentem, bez żadnych
      naleciałości antysemickich. Konflikt nabrał ostrości i trudno było mówić o
      możliwości porozumienia się między prezesem stowarzyszenia a redaktorem
      naczelnym miesięcznika. Środowisko związane ze stowarzyszeniem podzieliło się.
      Niektórzy przestali Bronkowi podawać rękę. Inni chcieli, żeby złożyć podpis pod
      listem popierającym Wildsteina, czyli opowiedzieć się za nim przeciw
      Chojeckiemu.
      Wtedy właśnie upływał termin półrocznego kontraktu Wildsteina i Chojecki nie
      podpisał z nim dalszej umowy o pracę. Wildstein, zgodnie z prawem
      przysługującym każdemu legalnie zatrudnionemu, zaskarżył decyzję o
      nieprzedłużeniu mu umowy o pracę do conseil de prud’hommes. Sąd oddalił sprawę
      jako bezzasadną. Z decyzją tą Wildstein się nie zgodził i złożył odwołanie do
      Sądu Apelacyjnego w Wersalu.

      Czego zażądał Wildstein?

      Przede wszystkim zażądał uchylenia wcześniejszego wyroku sądu pracy (z
      22.01.1988 r.) oraz przedstawił następujące roszczenia finansowe wobec
      Stowarzyszenia Kontakt:
      – 305 tys. franków za stracone zarobki,
      – 50 tys. za płatne urlopy,
      – 30 tys. z tytułu wypowiedzenia,
      – 50 tys. odszkodowania za zwolnienie z pracy,
      – 10 tys. za nieprzestrzeganie obowiązującej procedury,
      – 240 tys. tytułem poniesionych szkód i odsetek za zwolnienie z pracy bez
      ważnej przyczyny. Dawało to pokaźną sumę 685 tys. franków. Sumę mogącą położyć
      każdą instytucję, nie mówiąc o stowarzyszeniu działającym wyłącznie dzięki
      ofiarności ludzi dobrej woli. Albo też... miało doprowadzić tę instytucję do
      przejścia w inne ręce, co było bardziej prawdopodobne niż wyegzekwowanie tak
      nierealnie wysokiej kwoty. O tym skarżący Wildstein dobrze wiedział. Chciał
      mieć „Kontakt” za wszelką cenę.
      Cour d’appel uznał jednak, iż podstawa zwolnienia Wildsteina była uzasadniona,
      ponieważ „zachowanie Wildsteina uniemożliwiało dobre wykonywanie pracy
      redakcyjnej”, jak napisano w uzasadnieniu wyroku. Chodziło o jego arogancję,
      niemożność porozumienia się z prezesem i kolegami oraz konfliktowy charakter.
      Sąd nie uznał też jego żądań finansowych. W orzeczeniu skazano Stowarzyszenie
      Kontakt na zapłacenie 5 tys. franków za nieprzestrze
      • dr.freud Re: Wildstein jest jedynem szefem TV który ...d.c. 17.11.06, 04:15
        W orzeczeniu skazano Stowarzyszenie Kontakt na zapłacenie 5 tys. franków za
        nieprzestrzeganie procedur prawnych i 1,5 tys. franków odprawy dla skarżącego
        oraz wypłacenie mu 18 tys. franków za niewykorzystane urlopy. Kosztami sprawy
        obdzielono obie strony solidarnie po połowie.

        Powtórka z rozrywki

        Praktycznie wszyscy emigranci z lat 80. prędzej czy później wrócili do III RP i
        dalej próbują coś robić. Wildstein również „robi swoje”. Jego inteligentna i
        arogancka publicystyka jest podobna do tej z Paryża. Takie samo jest jego
        przekonanie o własnej nieomylności, której będzie dowodził wszystkimi możliwymi
        sposobami. A procesowanie się to wszak jedna z metod. Wygra, nie wygra, ale
        głośno będzie. A gdyby tak uzyskał to, czego będzie żądał od „Rzeczpospolitej”
        (a będzie żądał pieniędzy), to może i pismo założy, co mu się marzy. Ale do
        tego są potrzebne gigantyczne pieniądze, jak sam powiedział w jednym z
        wywiadów. Takich w sądzie w Wersalu nie dostał. A nuż dostanie teraz? Gra warta
        świeczki...

        Maria de Hernandez-Paluch.
        PRZEGLĄD TYGODNIOWY


        • Gość: agent cooper Re: Wildstein jest jedynem szefem TV który ...d.c IP: *.nask.waw.pl 17.11.06, 09:08
          To przeglad tygodniowy się ukazuje, a mi si wydawało że trzy razy upadał...
          Raz ze 100 lat temy, raz na poczatku 90-tych lat /niezłe pismo to było, stro
          razy lepsze od Polityki/, no i parę lat temu upadł po raz trzeci /i dobrze/...

          A panią derandes z FRI wyrzucili! Czy co?
          • dr.freud Re: Wildstein jest jedynem szefem TV który ...d.c 17.11.06, 17:58
            Gość portalu: agent cooper napisał(a):

            > To przeglad tygodniowy się ukazuje, a mi si wydawało że trzy razy upadał...

            Forumowiczom z Modziezy Wszechpolskiej wydawalo
            sie z 50 razy ze Gazeta Wyborvcza updanie, lub upadla,
            ale tylko kilka razy ze Dziennik nie klamie.


            > A panią derandes z FRI wyrzucili! Czy co?

            Łyknij se jeszcze jedego.
            • Gość: agent cooper [...] IP: *.chello.pl 17.11.06, 20:11
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • dziedzicznacytadelafinansjery Re: Wildstein jest jedynem szefem TV który ...d.c 17.11.06, 21:14
                Gość portalu: agent cooper napisał(a):

                > Łykać nie muszę - ale tobie lekarstwo na tępotę i prostacką osobowość by się
                > jakieś przydało.

                Najlepiej bojot. Jak będzie pisało samo dla siebie, to da sobie w końcu spokój.
                • dr.freud Re: Wildstein jest jedynem szefem TV który ...d.c 17.11.06, 21:40
                  dziedzicznacytadelafinansjery napisał:

                  > Gość portalu: agent cooper napisał(a):

                  > Najlepiej bojot. Jak będzie pisało samo dla siebie, to da sobie w końcu
                  spokój.

                  he! he! Ja tam sie nie bojat!
                  Cooper musiałby pluć na siebie, albo co bardziej
                  prawdopodobne na swoja matke - staruszke!
    • Gość: agent cooper [...] IP: *.chello.pl 17.11.06, 23:01
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka