Dodaj do ulubionych

Poziom rzek będzie się podnosić

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.10, 17:33
Mam nadzieję że na METALCHEMIE już umacniają wały.
Obserwuj wątek
    • Gość: Metalchem Brońcie wały na metalchemie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.10, 17:35
      Niech Zembaczyński już zacznie działać w sprawie ochrony wałów bo potem znów
      będzie musiał jeździć po naszej dziurawej drodze i pokazywać jak to on się martwi.
    • Gość: bozia Re: Poziom rzek będzie się podnosić IP: *.chello.pl 02.06.10, 18:01
      Mamy przechlapane.??
      • opolak A 1 lutego 2010 pisano 02.06.10, 18:40
        Wiosną dopadnie nas powódź, jakiej jeszcze nie było?
        Polska Dziennik Zachodni | Poniedziałek, 1 lutego 2010


        Niejeden z nas ma już serdecznie dość tegorocznej zimy, ale mało kto
        uświadamia sobie, że jej koniec może być znacznie bardziej
        dramatyczny niż najtęższe nawet mrozy i śnieżyce.

        To niemal pewne - wiosną Śląskie, podobnie jak kilka innych w kraju,
        czeka powódź, jakiej nie było od lat. Z analiz i symulacji
        przeprowadzonych przez klimatologów i meteorologów wynika, że
        potężne masy śniegu i lodu na rzekach, niespotykane od 1982 r., na
        początku marca mogą zacząć gwałtownie topnieć prawie w całym kraju.
        A to oznacza kataklizm. Zaalarmowany ostrzeżeniami meteorologów
        premier Donald Tusk zwołał na dzisiaj naradę w tej sprawie
        ministrów, wojewodów oraz służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.

        Wojewodowie mają przedstawić raporty na temat sytuacji powodziowej
        w najbardziej zagrożonych rejonach w kraju. Wojewoda śląski Zygmunt
        Łukaszczyk będzie miał pewnie sporodo powiedzenia, bo zagrożenie
        dotyczy wielkich obszarów województwa, m.in. całej Żywiecczyzny,
        powiatu cieszyńskiego, znacznych połaci Jury i Raciborszczyzny,
        zniszczonej przez gigantyczną powódź w 1997 r.

        Co zaskakujące, sytuacja nie wygląda dobrze nawet tam, gdzie na
        ochronę przed powodzią państwo wydało najwięcej - zwłaszcza na
        Raciborszczyźnie. Same14,5-kilometrowe wały, otaczające ze
        wszystkich stron wieś Buków w gminie Lubomia pod Raciborzem,
        kosztowały 172 mln zł. Mimo to mieszkający tu ludzie są przerażeni.

        - Po powodzi w 1997 roku, kiedy zmiotło nas z powierzchni ziemi,
        ktoś na górze zdecydował, żeby nas otoczyć wałami. Mówiliśmy, że tu
        wszędzie żwir, co przepuszcza wodę jak gąbka. Oni uspokajali, że
        będziemy bezpieczni, ale nie ma wiosny, żeby kogoś nie zalało - mówi
        Piotr Łukoszek, gospodarz z Bukowa. – W czasie wiosennych roztopów z
        2006 r. do wsi łatwiej było dopłynąć niż dojechać autem. To co
        będzie teraz?

        Rolnicy z wielu wsi koło Wodzisławia Śląskiego zorganizowali dyżury
        i chodzą nad Odrę mierzyć poziom wody. Niewesoło jest też na północy
        województwa. W Częstochowie może wylać Stradomka i Kucelinka. Duże
        zagrożenie występuje też w okolicach Krzepic w powiecie kłobuckim, w
        pobliżu Liswarty, oraz Koniecpola w powiecie częstochowskim, gdzie
        płynie Pilica. Bezpiecznie nie będzie także w gminie Poczesna, przez
        którą przepływa Warta. W powiecie lublinieckim wylać może Lublińca w
        rejonie Kośmider i Solarni.

        Przejęty wynikami najnowszych analiz meteorologów minister spraw
        wewnętrznych i administracji Jerzy Miller ostrzega, że przy
        gwałtownym ociepleniu i szybkim topnieniu śniegu (co jest bardziej
        niż prawdopodobne) gwałtownie podniesie się poziom wielu rzek.
        Mówiąc wprost - idą powodzie. Biorąc pod uwagę fakt, że rzeki nie
        były tak oblodzone od 1982 r., trzeba się liczyć z tym, że zalana
        może zostać spora część kraju - w tym wiele miejscowości w naszym
        regionie.

        Aby złagodzić groźny wydźwięk swojej wypowiedzi, Miller zapewnił,
        że "odpowiednie służby są przygotowane na zagrożenie powodziowe".
        Alenie wszystko na to wskazuje. Jarosław Wojtasik, rzecznik
        Wojewódzkiej Straży Pożarnej, pytany przez nas o miejsca
        największego zagrożenia powodziowego w województwie, odparł, że
        dokument, który by je wskazywał, nie istnieje. Co gorsza, analizy i
        scenariusz akcji straży pożarnej z czasu powodzi w 1997 roku
        wyrzucono do kosza, bo od powodzi stulecia minęło dziesięć lat, a
        właśnie tyle przechowuje się tego typu dokumenty.

        Na domiar złego szczegółowa mapa powodzi w Polsce, pomyślana jako
        swoista instrukcja obsługi żywiołu, ma powstać najwcześniej w 2015
        r. Dokument ten, który zostanie sporządzony pod nadzorem
        Ministerstwa Środowiska, będzie podobno uwzględniał wszystkie tereny
        zalewowe, a także ewentualne głębokości i prędkości przepływu wody.
        Dzięki tej mapie ludzie mają dowiedzieć się, czego mogą się
        spodziewać na terenie, na którym mieszkają. W wypadku zagrożenia
        policja, straż, wojsko czy samorząd będą mogły podjąć właściwe
        kroki, korzystając z gotowych procedur.

        Tyle że na razie to tylko pobożne życzenia - jeśli wiosną przyjdzie
        wielka woda, powodzianie i ratownicy będą musieli radzić sobie jak
        dotąd, zdani na własne doświadczenie i zdrowy rozsądek.

        Dla klimatologa prof. Tadeusza Niedźwiedzia z Uniwersytetu Śląskiego
        mapę i kalendarium powodzi, z zaznaczeniem poziomów wody i jej
        szybkości przepływu, trzeba stworzyć natychmiast.

        - Na pewno to narzędzie nie pomoże nam przewidzieć, kiedy nadejdzie
        wielka woda, bo nie istnieje żadna prawidłowość w tym zakresie.
        Jednak otrzymamy ważną informację, dotyczącą częstotliwości i
        gwałtowności występowania zjawiska -mówi prof. Niedźwiedź.

        Póki co, nie udało się nawet zakończyć obwałowania Odry - jednego ze
        sztandarowych projektów ostatnich lat. By zamknąć "śląski wał",
        brakuje dwóch kilometrów w gminie Rudnik w powiecie raciborskim. Z
        tego powodu szczególnie niebezpiecznie jest obecnie w wsi Lasaki,
        przed którą kończy się wał. Tutaj lokalne podtopienia zdarzają się
        na porządku dziennym.

        Na Podbeskidziu, gdzie w górach momentami warstwa śniegu dochodzi do
        jednego metra, to bomba z tykającym zapłonem. Niewielkie i leniwe
        zazwyczaj górskie potoki oraz rzeki podczas gwałtownego ocieplenia
        nie przyjmą takiej ilości wody i zaczną występować z brzegu.

        Tradycyjnie najbardziej w takich sytuacjach zagrożona jest
        Żywiecczyzna. W Kaniowie, wiosce leżącej w powiecie bielskim, jako
        żywo mają przed oczami wspomnienia o ubiegłorocznej, czerwcowej
        powodzi, podczas której w całej miejscowości zostało podtopionych
        około 260 budynków, a z 12 strażacy musieli ewakuować mieszkańców.
        Kiedy Kaniów był na ustach całej Polski, urzędnicy wszystkich
        szczebli obiecywali im pomoc. Gdy jednak ulewy ustały, to zdobycie
        odszkodowania wcale nie było takie proste. Niektórzy do tej pory nie
        uporali się też z odnowieniem zniszczonych budynków.

        Na Śląsku Cieszyńskim stan Olzy w Cieszynie jest wyznacznikiem
        sytuacji powodziowej. W ostatnich latach zachowywała się raczej
        spokojnie. Jeśli nawet stany ostrzegawcze były przekroczone, to nie
        dochodziło do wystąpienia rzeki z brzegów.

        W regionie częstochowskim nagła odwilż nie wróży dobrze mieszkańcom
        okolic Krzepic w powiecie kłobuckim w pobliżu Liswarty oraz
        Koniecpola w powiecie częstochowskim, gdzie płynie Pilica. W
        przypadku podniesienia stanu wód, trudna sytuacja zawsze panuje w
        miejscowości Słowik w gminie Poczesna, przez którą z kolei przepływa
        Warta. Wylać może też Lublińca w rejonie Kośmider i Solarni w gminie
        Pawonków. Niedawno przeprowadzano tam prace melioracyjne, ale
        dopiero w trakcie roztopów okaże się, czy przyniosły one skutek.
        Wcześniej rzeka zimą zawsze wylewała, zatapiając m.in. drogi i
        mosty, a także budynki mieszkalne.

        W samej Częstochowie w ciągu kilku ostatnich lat dokonano wielu
        prac, które mają zapobiegać powodziom m.in. umocniono wały na
        Warcie. Mimo to Stradomka i Kucelinka mogą lokalnie wylać i
        spowodować podtopienia. Sytuacja w mieście zależy w głównej mierze
        od stanu wód na zbiorniku w Poraju w powiecie myszkowskim.

        Usuwanie strat po ubiegłorocznych podtopieniach i powodziach w
        województwie śląskim kosztowało niemal miliard złotych.

        Wizja powtórki kataklizmu z 1997 r. prześladuje nie tylko
        meteorologów, służby kryzysowe, polityków, ale przede wszystkim
        zwykłych ludzi, na których może spaść nieszczęście podobne do
        tamtego sprzed 13 lat. W samym Raciborzu pod wodą znalazło się wtedy
        4,5 tys. hektarów terenu. Zalanych zostało 800 mieszkań w budynkach
        wielorodzinnych i 650 domów jednorodzinnych, woda wdarła się też
        do23 szkół i 16 instytucji publicznych, a bezpośrednie skutki
        powodzi dotknęły ponad 1450 rodzin. Największe straty poniósł jednak
        raciborski przemysł. W zalanej części miasta znalazły się m.in.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka