Dodaj do ulubionych

Uniwersytet honoruje kolejne sławy

IP: *.centrum.punkt.pl / *.centrum.punkt.pl 10.03.06, 09:31
A co? Akurat przejeżdżali przez Opole? Czymże to się prof. Miodek różni od
dziesiątek innych językoznawców? A prof. Janicki? Że lubi Lwów to mu się HC
należy? Ten znakomity tytuł jest na UO tak zszargany, że niedługo dostanie go
np Roman Giertych, tylko dlatego, że jest ogólnie znany (bo nie trzeba być
alfą i omegą by stwierdzić, że prof. Miodek dostał tytuł dlatego, że jest
gwiazdą TV), a Janicki dlatego, że SS Nicieja również lubi Lwów. Panie
Rektorze! Prestiżu uczelni nie buduje się ilością nadawanych HC, budynkami i
koszmarnymi rzeźbami, ale myślą, która w murach uniwersytetu ma kwitnąć! A ta
na UO występuje w ilościach śladowych.
Obserwuj wątek
    • qwasyx To ci wydarzenie... no, no, no... 10.03.06, 12:37
      Nic tylko pogratulowac! To ci dopiero wydarzenie...

      A moze zamiast wydawac kase na rozdawanie honorowch tytulow lepiej zastanowic
      sie nad rozsadna promocja opolskiego Uniwersytetu!

      Pzdr

      Q.

      PS
      A tak na marginesie - czytajac ten artykul zadaje sobie pytanie: "Komu, tak
      naprawde, sluza takie uroczystosci?"
      • Gość: behemot Re: To ci wydarzenie... no, no, no... IP: 217.197.74.* 10.03.06, 13:22
        Gronostajom - odpowiadam.Dewaluacja HC na UO jest duża.Ale jak to marksisci
        twierdzili ilość przejdzie w jakość.Widzę tu pewną metodę, bo doktory honorowe
        jakby co, mogą bronić uniwersytetu przed zamachami na jego istnienie.Przy takiej
        polityce rozdawnictwa HC wyróżnionym będzie ten, kto takiego tytułu nie posiada.
      • Gość: ZZ Re: To ci wydarzenie... no, no, no... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.06, 15:42
        Szafowanie doktoratami HC to niestety prowincjonalizm i kompleksy
        pseudouczonych z pseudonaukiowego środowiska!
        • Gość: monika Re: To ci wydarzenie... no, no, no... IP: *.atol.com.pl 10.03.06, 17:56
          Czytając te posty można odnieść wrażenie, że ich autorzy mają za złe, że
          Uniwersytet Opolski, nadając tytuły doktora Honoris Causa wybitnym postaciom,
          włącza ich do wspólnoty akademickiej zgodnie z sensem nazwy universitas.
          Uczestniczyłam w tej uroczystości i wiele razy miałam łzy w oczach - ze
          wzruszenia lub ... ze śmiechu, bo wypowiedzi szacownych doktorów, laudatorów i
          arcybiskupa A. Nossola również skrzyły się dowcipem najwyższej próby.
          Niezależnie od tego, ile jeszcze jadowitych postów się pojawi - było to wielkie
          wydarzenie, prawdziwa uczta kulturalna w naszym uśpionym mieście. Niestety, nie
          wszyscy mogli w niej uczestniczyć, bo aula na 700 miejsc okazała sie za mała.
          A jak pięknie śpiewał chór akademicki lwowskie i śląskie pieśni!
          Uroczystość tę filmowało kilka kamer i błyskały dziesiątki fleszów. Czy może
          być lepsza promocja naszej Alma Mater?
          • Gość: behemot Re: To ci wydarzenie... no, no, no... IP: 217.197.74.* 10.03.06, 19:16
            Może. Przez nadanie sali 154 przy Oleskiej im braci Kowalczyków i przywrócenie
            dra Ratajczaka do pracy.O psychologii nie wspomnę.Pozdrawiam.
            • Gość: weber Re: To ci wydarzenie... no, no, no... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.06, 21:50
              behemot masz racje dadzą ci satysfakcje! tow..Żyła otrzyma HC za duzy wkład
              do charakteryzacji ala Fantomas!
              • Gość: BRO Re: To ci wydarzenie... no, no, no... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.06, 22:06
                Przejrzalem posty w tym watku i zastanawiam sie skad tyle niecheci i jadu?
                UO to, co by nie powiedziec, prowincjonalny uniwersytet. Moze byc znany ze
                swoich regionalizmow wlasnie. Moim zdaniem charakterystyczne powinny byc dla
                tego uniwersytetu badania szeroko rozumianej kultury Slazakow i Podolan. O
                windowanie poziomu w innych dziedzinach pewnie trudno, bo czymze mozna sciagnac
                do Opola naprawde dobrych naukowcow?
                Obie postaci, ktorym przyznano doktoraty honorowe reprezentuja to co najlepsze w
                obu spolecznosciach zyjacych na tej ziemi.
                Wiec cieszmy sie i przyklasnijmy dobermu pomyslowi zamiast wybrzydzac.

                Pozdrawiam
                BRO
                • Gość: monika Re: To ci wydarzenie... no, no, no... IP: *.atol.com.pl 11.03.06, 00:19
                  Dzięki BRO za ten post. Oczywiście, że uniwersytet jest prowincjonalny, bo
                  przecież powstał niespełna 12 lat temu w prowincjonalnym mieście Opolu. Wiele
                  nowych kierunków dopiero się rozwija, a te, które istniały w ramach WSP
                  prezentują wysoki poziom, zarówno jesli chodzi o badania naukowe, jak i
                  dydaktykę (np. slawistyka, kulturoznawstwo, historia). To dzieki wyzszym
                  uczelniom, a przede wszystkim dzięki uniwersytetowi ta prowincjonalnośc miasta
                  jest osłabiana. To uniwersytet wydaje jedyne ambitne czasopismo społeczno-
                  kulturalne w regionie ( nie ukazuja sie już Strony, będące kontynuacją Opola),
                  to dzięki uniwersytetowi w ramach serii "złotych wykładów" mozna posłuchac
                  wielkich osobowości ze świata nauki i kultury, ale nie tylko - gościnny wykład
                  również Herbert Hupka. O potrzebie kontaktu z ludxmi dużego formatu świadczy
                  wysoka frekwencja na tych wykładach. Studenci nawet siedzą na podłodze. Również
                  artyści z Instytutu Sztuki wwyszli ze swoimi dziełami na ulicę w ramach Garażu
                  sztuki. Malarstwo, rzeźba, instalacje, filmy, wiersze - juz w pierwszym dniu
                  przyciągnęły tysiąc osób, jak doniosła prasa. Czy byłoby Opole bez
                  Uuniwersytetu?
                  Własnie na UO podkreśla sie wielokulturowośc regionu - są prowadzone badania z
                  tej perspektywy w ramach róznych dyscyplin. Studenci mają seminaria nt.
                  wielokulturowosci, konfliktów etnicznych, nacjonalizmów w Europie Środkowo-
                  Wschodniej, praw mniejszości narodowych itp.
                  To nie przypadek, że tę wielokulturowość społeczności regionalnej symbolizowali
                  obaj doktorzy Honoris Causa, co mocno wyeksponował w swoim wystąpieniu rektor.
                  Nadawanie doktoratów Honoris Causa osobom, które swoim życiem i twórczością
                  udowadniają, że nie tylko liczy się mamona, że można po prostu żyć pieknie,
                  pomimo dramatyzmu losów - jest czytelnym znakiem wartości, które są ważne dla
                  społeczności akademickiej Uniwersytetu Opolskiego.
                  Pięknie mówił o związkach z Opolem prof. Miodek, które zaczęły się już w
                  dzieciństwie na górce rozrządowej w Tarnowskich Górach, kiedy wielokrotnie
                  obserwował pociąg do Opola i w ten sposób w jego dziecięcej wyobraźni rodziła
                  się magiczność Opola.
                  Natomiast Jerzy Janicki we wzruszający sposób opowiadał o magii Lwowa i właśnie
                  Opole ze względu na swoja wielokulturowość i obecność lwowiaków jest dla niego
                  bliskim miastem. Jednocześnie podkreślił, że 50 letni ciasny gorset cenzury,
                  kiedy nawet słowo Lwów nie mogło pojawić się w przestrzeni publicznej, sprawił,
                  że dzisiaj wiedza o Kresach jest praktycznie żadna. Misją uniwersytetu jest
                  również zapełnianie luk w społecznej pamięci.
                  Pozdrawiam
                • Gość: MIeszaniec Re: To ci wydarzenie... no, no, no... IP: *.pl / 217.173.202.* 11.03.06, 11:33
                  Wiesz, mnie tak zastanawia, co to za gostki wylewają wiadra pomyj na UO I SS
                  Nicieję. Idę o każdy pieniądz, że żaden nie ma tytułu naukowego (dla gostków
                  wyjaśniam, że tytuł naukowy to dopiero dr), a tytuł mgr okupiony ciężkim
                  trudem, ściąganiem i różnego tego typu nieuczciwościami, tudzież kupioną pracą
                  magisterską, zdobyli właśnie na UO. Teraz swoją "Alma mater" (dla kretyńskich
                  gostków wyjaśniam - matkę karmicielkę) opluwają.
                  Oczywiście przy okazji odezwali się jeszcze tzw. "echte Ślonzoki", po im taka
                  persona jak prof. MIodek totalnie nie pasi. Nie dość, że Ślązak, to polonista i
                  na dodatek taki, co głosi przynależność dialektu śląskiego do języka polskiego.
                  Ale u Polaków to normalne. Zamiast się cieszyć z sukcesów innych, to sączą jad
                  zawiści.
                • Gość: a ja gratuluję! Re: To ci wydarzenie... no, no, no... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.06, 13:38
            • Gość: monika Re: do behemota IP: *.atol.com.pl 11.03.06, 00:33
              Gość portalu: behemot napisał(a):

              > Może. Przez nadanie sali 154 przy Oleskiej im braci Kowalczyków i przywrócenie
              > dra Ratajczaka do pracy.O psychologii nie wspomnę.Pozdrawiam.

              Nie podzielam Twoich pomysłów na promocję uniwersytetu, chociaż w wielu
              sprawach się z Tobą zgadzam. Wtedy nie zabieram zwykle głosu.
              Braciom Kowalczykom należałoby przyznać renty specjalne i odszkodowanie za
              niewspółmiernie wysoką karę w stosunku do popełnionego czynu. Od wczesnej
              młodości nosiłam pacyfę na podkoszulkach i dlatego nie pochwalam terroru jako
              metody walki; nawet, jeśli sprawa, o którą Kowalczykowie walczyli była ze
              wszech miar słuszna. Dlatego nie nazwałabym auli ich imieniem.
              Rzeczywiście dr Ratajczak zrobił publicity uniwersytetowi. Wtedy, kiedy wydał
              zbiór esejów (nie była to praca naukowa) Tematy niebezpieczne, w radiu Zet
              wielokrotnie powtarzano dowcip: chcesz dowiedzieć się, czemu ziemia jest
              płaska? - zapisz się na Uniwersytet Opolski. Sprzeciwiam się przywróceniu dr
              Ratajczaka do pracy na UO.
              Co do psychologii, mam nadzieję, że pomimo braku takiej osobowości jak prof.
              Łukaszewski (pracuje w Sopocie w prywatnej szkole i raczej nie ma szans, żeby
              go ściągnąć z powrotem), to z czasem odzyska dawną świetność.

              Serdeczności
              • Gość: Rozalia Richtig Re: do tematu doktoratu IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 11.03.06, 03:57
                Moniko! Wzrusza mnie Twoja poetycka i uczona dusza. Podzielam Twoj punkt
                widzenia sprawy. Niech i inni pokaza co potrafia i nie przeszkadzaja tym,
                ktorzy chca, cieszyc sie czyms innym niz pilka nozna i wyborami missek.
                Ciekawego wykladu warto posluchac. Skoro Lech W. ustanowil nowy standard
                honorowych doktoratow, to tym bardziej mozna je nadac osobnikom wyzej opisanym,
                ktorzy jakies tam swoje drewienko do kominka energii umyslowej ludzkosci
                dorzucili. Milo mi czytac Twoje tu wypowiedzi pelne pasji i kultury slowa, a
                nazywanie czegokolwiek imieniem bombowcow i destruktorow- co to, to NIE!!!
                Nie popieram celowej destrukcji mienia ani zycia, a to ze zycia nikt nie
                stracil, to BYL szczesliwy zbieg okolicznosci, ze uniknieto tragedii na mare
                Oklahomy.
                Pisz dalej Moniko. Zaczynam znowu pozytywniej myslec o Opolu.
                • Gość: MIeszaniec Re: do tematu doktoratu i Kowalczyków IP: *.pl / *.pl 14.03.06, 23:26
                  Masz szczęście, że cię jeszcze Behemot nie zhepał. W sprawie Kowalczyków ma
                  dość określony pogląd. Ja już nie chcę nic na temat, bo mnie zrąbie.
                  Powiem tylko tyle, że im dalej od wydarzenia tym inaczej się go ocenia.
                  Teraz wszyscy dorabiają sobie do czynów ideologię, a wtedy owszem robili na
                  złość czerwonym, ale nic głębokiego w motywacjach nie było, niech nikt nie
                  pitoli. Bo czymże jest, jak nie szczeniactwem robienie komuchom na złość za
                  pomocą podpalania kiosków "Ruchu"? No chyba, że podpali tylko te, w których
                  impotentni sprzedawcy dziurawili gumki na złość młodzieży z buzującymi
                  hormonami.
                  Równie wielki szacunek mam dla czynu Kowalczyka. Jakby facet naprawdę chciał
                  coś zrobił skutecznie przeciwko systemowi za pomocą środków pirotechnicznych,
                  to zrobiłby jakąś rakietę, która wybuchając na Opolem rozrzuciłaby zakazaną
                  bibułę. Poważnie, wykonanie takiej rakiety było w zasięgu możliwości
                  Kowalczyka. Mógł też n.p. zrobić jakieś zagłuszacze państowego radia lub
                  uruchomić nielegalną radiostację. Mógł produkować bibułę, mógł robić wiele
                  innych rzeczy, które dzisiaj ocenialibyśmy prawie wszyscy jednakowo.
                  On jednak wolał rozpieprzyć kawał uczelni wraz z kupą wartościowego
                  księgozbioru. Dobro doszli!
    • top9 Re: Uniwersytet honoruje kolejne sławy 11.03.06, 09:00
      podoba mi sie to co pisze monika!!!
      • Gość: phi! Re: Uniwersytet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.06, 11:17
        eh... monia!

        tyle słow i patos ideowy...
        ty nawiedzona ideami jesteś, a małomiasteczkowego kompleksu niższości bez
        terapeuty i tak nie zaleczysz...
        • Gość: monia Re: Uniwersytet IP: *.atol.com.pl 11.03.06, 11:53
          Phi, wskaż patos, bo ckliwą dziewczynką juz od dawna nie jestem. Natomiast
          rzeczywiście jadowite, pozbawione rzeczowej argumentacji ataki na jedną z
          nielicznych rozwijających się instytucji w naszym tonącym w marazmie mieście,
          prowincjonalizm, który sprawia, że widoczne jest obowiązywanie zasady "nie
          wychylaj się", ten kult przeciętności - irytują mnie i sprawiają, że zaczynamy
          w rodzinie rozważać, czy nie wyprowadzić się z Opola.
          Do niedawna sądziłam, że można mieszkać wszędzie i realizowac swoje cele, a
          miasto Opole mnie urzekło swoim ludzkim wymiarem (np. tym, ze da się przejść od
          jednego krańca do drugiego w rozsądnym czasie, a spacer od morza do gór w
          Barcelonie zajął mi 11 godzin!) oraz zadbaną zielenią, urokliwymi miejscami. W
          wątku o ogrodzie botanicznym jest diagnoza dzisiejszego stanu terenów
          zielonych, fachowca p. Przedpełskiego. Chciałoby sie powiedzieć ręce opadają,
          grzeją sie klawiatury forumowiczów i ... NIC!
          • Gość: obserwator Re: Uniwersytet IP: *.9-67.se.res.rr.com 11.03.06, 12:06
            Monika popieram cale zycie udowadnia sie poprzez lokalne uklady i znajomosci
            jak czlowiek jest nic nie wart. Dlatego rzucilem to podle miasto i ludzi tam
            ktorzy trzymaja sie swoich posad a potem trzymaje je dla swoich potomkow.
            Ludzie ci caly czas sie nawzajem nagradzaja wychwalaja i ubezpieczaja. Swoja
            miernosc okraszaja tytulami, medalami , premiami i szumem wokol swoich postaci.
            A publika narzeka i im przyklaskuje i sie kaja i uwaza ze tak jest dobrze.
            Niestety dane bylo mi w przeszlosci poznac wielu z bohaterow codziennej prasy
            opolskiej i wiem ze sa to ludzie marnej jakosci, ulepieni z gowna i blota, bez
            zadnych wartosci etycznych i moralnych. Tylko trwac i brac wedlug starej zasady
            po nich chocby potop, dlatego nic nie buduja tylko niszcza. Normalny czlowiek
            jedyne co moze zrobic to jak najszybciej opuscic to "miasto umarlych" i
            naprawde jest to jedyne lekarstwo aby godnie i spokojnie spedzic zycie.
            • top9 Do obserwatora 11.03.06, 12:58
              "Normalny czlowiek
              > jedyne co moze zrobic to jak najszybciej opuscic to "miasto umarlych" i
              > naprawde jest to jedyne lekarstwo aby godnie i spokojnie spedzic zycie. "

              oczywiście tym "normalnym" jestes Ty bo wyjechałeś a ja myślę, że normalnie z
              wygodnictwa dałeś dyla i ubliżasz tym o innym sposobie rozwiązywania problemów -
              jak jest problem to nie zwiewają tylko go rozwiązuja!!!
              • Gość: obserwator Re: Do obserwatora IP: *.9-67.se.res.rr.com 11.03.06, 13:08
                Czy moglbys mi wskazac jakis rozwiazany problem w tym rajskim miescie poza
                postawieniem choinki na jakims rondzie? Prosze zaskocz mnie czyms blagam,
                przekonaj mnie ze zle postapilem wyprowadzajac rodzine z raju obiecanego.
                • top9 Re: Do obserwatora 11.03.06, 13:17
                  Gość portalu: obserwator napisał(a):

                  > Czy moglbys mi wskazac jakis rozwiazany problem w tym rajskim miescie poza
                  > postawieniem choinki na jakims rondzie? Prosze zaskocz mnie czyms blagam,
                  > przekonaj mnie ze zle postapilem wyprowadzajac rodzine z raju obiecanego.

                  nie twierdzę, że miasto jest "rajskie" jest prowincjonalne, zapóźnione i źle
                  zarządzane ale się rozwija i tylko osoba żałująca swojej ucieczki może tego nie
                  dostrzegać! SSNicieja jaki jest taki jest ale jednak gmach na Kopernika jest
                  piękny i to jego zasługa - UO też sie rozwija pomimo oporów wszelkich i gorsetu
                  starej kadry - nie jest prostym usunięcie utytułowanych ewidentnie wypalonych -
                  tak więc są problemy i to duże ale miasto sobie jakos radzi bo sie rozwija! Ja
                  sobie myślę, że choc się wyprowadziłeś to żałujesz i chcesz potwierdzenia typu
                  Opole "umarłe miasto" - stąd Twoje posty na opolskim a więc zgodnie z
                  Tobą "umarłym" forum!
                  • remedium11 Re: Do obserwatora 11.03.06, 13:35
                    Top piszesz jak pobita indianka. Miales podac przyklady rozwiazan problemow a
                    ty piszesz ze one sa nadal ale tak jest dobrze i tak ma byc. Ja czegos nie
                    rozumiem i inni chyba tez nie. Chcesz cos napisac ale nie potrafisz chyba
                    jestes absolwenetm rzeczonej uczelni. Proponuje Ci wycieczke do Pepic do
                    Niciejowki gdzie to tez zasluga Nicieji a raczej jego studentow ktorzy ja
                    budowali i wyposazali za zaliczenia.
                    • Gość: monika Re: Do obserwatora IP: *.atol.com.pl 11.03.06, 13:55
                      Oto przykłady rozwiązań problemów:
                      1. ogłosic przetarg na opracowanie planu zagospodarowania przestrzennego
                      jednocześnie na kilka dzielnic, jak to robią inne miasta, np. Katowice, i po 10
                      miesiącach plany są gotowe.
                      2. Ogłaszac konkursy na scenariusz Dni Opola i wyłaniać najbardziej pomysłowy.
                      3. Konkursy powinny mieć takie kryteria, zeby nie zamykać mozliwosci
                      przystapienia do konkursu swiatowej sławy architektom, artystom, i nnym
                      kompetentnym osobom
                      4. Rozliczać z realizacji zadań firmę odpowiedzialna za zieleń miejską czy stan
                      dróg i zrezygnować z jej usług, jesli sobie nie radzi.
                      5. Skończyć z zasadą BMW w doborze kadry i upolitycznieniem urzedów.
                      6. Prowadzić dialog, a nie monolog z róznymi środowiskami nad rozwiązaniem
                      poszczególnych problemów.
                      7. Na stronie miasta Opola umieścić po angielsku informacje dla potencjalnych
                      inwestorów
                      8. Spotkania z inwestorami traktować jako priorytetowe i przystosować sie do
                      proponowanych przez nich terminów, podobnie uzbrojenie terenów, dokonczenie
                      budowy obwodnicy. Utworzyc okienko dla inwestora, zeby za niego załatwiać
                      biurokratyczne sprawy, zatrudnić tam osoby swietnie wykształcone z biegła
                      znajomością niemieckiego i angielskiego.
                      Wydział ds Europejskich potraktować jako strategiczny - zatrudniać tam osoby z
                      biegła znajomoscia angielskiego i kierunkowym wykształceniem lub doświadczeniem
                      w pisaniu projektów, które uzyskały finansowanie
                      9. Wyciągac wnioski z porażek (budżet kumulacji) i poszukiwać sposobów, żeby
                      ich uniknąć w przyszłości
                      10. Wspólpracować z uniwersytetem, a nie lekceważyć najważniejszej instytucji w
                      mieście (choćby dlatego, że jest największym pracodawcą i przyciąga tysiące
                      studentów do Opola, którzy nakręcają koniunkturę w usługach i nadlu).
                      To na razie tyle - lista moze byc znacznie dłuższa patrz, wątek ul.
                      Zembaczyńskiego
                    • top9 Re: Do obserwatora 11.03.06, 14:12
                      remedium11 napisała:
                      > Top piszesz jak pobita indianka. Miales podac przyklady rozwiazan problemow a
                      > ty piszesz ze one sa nadal ale tak jest dobrze i tak ma byc. Ja czegos nie
                      > rozumiem i inni chyba tez nie. Chcesz cos napisac ale nie potrafisz chyba
                      > jestes absolwenetm rzeczonej uczelni. Proponuje Ci wycieczke do Pepic do
                      > Niciejowki gdzie to tez zasluga Nicieji a raczej jego studentow ktorzy ja
                      > budowali i wyposazali za zaliczenia.
                      Po pierwsze mieszkam w tym województwie od niedawna więc nie mogę na bieżąco
                      wysypać z rękawa jakies przykłady i sie nie wysypac przy tym. Mam porównanie
                      jednak z Opolem sprzed paru lat i tym teraz - jest to inne Opole dużo
                      ładniejsze, dużo nowych budynków i tenże gmach na Kopernika - jest tam tez
                      Kinoplex ale mi sie akurat niw podoba ani gmach ani lokalizacja ale jest!!!
                      Drugie co kontrastuje Opole od reszty znanej mi Polski to sitwowu układ władzy
                      która juz winnych rejonach dawno zanikła - tu to jeszcze trwa i stad
                      zapóźnienie rozwoju ale jednak rozwoju - obserwowałem to w innych okolicach
                      pare lat temu - teraz tam jest inaczej więc i w Opolu będzie tak tylko trochę
                      później. Ale Opole i opolskie to nie tylko budynki dla mnie to ludzie i to jacy
                      są - i tu stwierdzam, że Opolanie są dużo bardziej ciepli, życzliwi, przyjaźni
                      oraz skłonni do kulturalnej pomocy!!! w innych rejonach to jest w zaniku -
                      oczywiści to jest moje subiektywne spojrzenie! Ponadto w przeciwieństwie do
                      obserwatora specjalnie sie przeprowadziłem do opolskiego bo podobaja mi sie
                      tacy ludzie jak opisałem i zaobserwowałem - tego nie można sobie kupic,
                      zbudować - to wartość sama w sobie! A problemy zawsze są i należy je po prostu
                      rozwiazywać! A gmach UO mi sie naprawde podoba!chociaż nie tą uczelnię i nie w
                      tym mieście kończyłem! Znam układy na UJ i wcale nie jest tam inaczej niz na
                      UO - tylko UJ jest dobrze rozreklamowany i na tym jedzie - tam to dopiero są
                      smaczki!
                      • katarina48 Re: Do obserwatora 11.03.06, 20:33
                        A przykladow jak nie bylo, tak nie ma. Nie istnieja takie sily, ani tez nie
                        zachodza takie mozliwosci, zeby przebic sie przez rzadzaca sitwe. Niestety nie
                        ma tez na to sposobu, chociaz Monika wymienila ich sporo. Glupota i ograniczony
                        swiatopoglad rzadzacych wynikajacy z zasady tu i teraz oraz szarpmy ile sie da
                        nie stanowia sil naprawczych.
                        • Gość: Rozalia Nasturcja Re: Do obserwatora IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 12.03.06, 03:19
                          Monika na Prezydenta!
                          a łeb-se-rwa-tor
                          cóż- musi się gdzieś wygadać.
                          Nadał temat,
                          Cos z lektur pamięta,
                          więc chwała mu za to.
                          • Gość: Saracen Droga Moniko IP: *.centrum.punkt.pl / *.centrum.punkt.pl 13.03.06, 09:57
                            Bardzo się cieszę, że jest tu jeszcze ktoś, kto wierzy w UO. Sam chodziłem na
                            uroczystości nadawania HC. To były często wielkie dla mnie wydarzenia. nie
                            opuszczałem żadnego wykładu ze złotej serii, nie omijałem żadnej okazji
                            spotkania z ciekawymi ludźmi. Tym spotkaniom, a także niektórym zajęciom,
                            wykładom wiele zawdzięczam. Niestety, martwi mnie to, w co grupa osób zamienia
                            naszą uczelnię. Nadawanie HC to wspaniałe wydarzenia, więc nie można nadawać
                            ich 5 do roku. To po prostu obniża ich wartość. Rektor Nicieja, pomimo wielkich
                            zasług dla UO czyni też wiele złego. Bo nie liczba budynków czy HC buduje
                            prestiż uczelni, ale nazwiska i publikacje. A w tej materii polityka UO jest
                            niezrozumiała. Poruszyłaś sprawę psychologii. Przecież pozbycje się takiej
                            osoby jak prof. Łukaszewski było przejawem skrajnej nieodpowiedzialności za
                            uczelnię. Podobnie sprawa prof. Najdera. Przypomnij sobie jak Nicieja
                            potraktował go, gdy chciał zakładać w Opolu Instytut Conradowski. Przykłady
                            można mnożyć. Podobnie z wydawnictwem. Zauważ, że jeśli już ktoś napisze w
                            Opolu wartościową książkę to drukuje ją we Wrocławiu, Katowicach lub Krakowie,
                            bo nasze wydawnictwo działa tylko po to, by grupa nieudaczników mogła nabijać
                            sobie punkty KBN. Miałem sporo do czynienia z tą instytucją więc to nie jest,
                            jak piszesz, jadowite czepianie się uczelni. To po prostu wściekłość, że
                            miejsce, któremu tyle zawdzięczam tak schodzi na psy.
                            • Gość: behemot Re: Drogi Saracenie IP: 217.197.74.* 13.03.06, 12:47
                              Drogi Saracenie placówkę ową znam znacznie dłużej z czasów jej przodka WSP.I
                              muszę Cię zmartwić ona nie schodzi ad canis ona zawsze była w takiej
                              pozycji.Działo się to na zasadzie schematu, podobnie jak wiele rzeczy w epoce
                              słusznie minionej, fasada - a za nią skrzecząca rzeczywistosć.Ci którzy dzisiaj
                              przywdziewają gronostaje i posługują sie tytulaturą byli kształtowani w tamtych
                              czasach.Ich mentalnosć kształtowało pierwsze pokolenie nowej tzw.
                              socjalistycznej inteligencji stojącej na straży wartości nowej ideologii i
                              nowego państwa.Mieszkańcy wsi i miasteczek dostali za darmo wiedzę, pracę,
                              mieszkania.Awansowali społecznie ze wsi do miasta i klasowo do inteligencji
                              pracującej.Tam gdzie silne były wpływy domu, rodziny, tradycji, tam materia
                              stawiała opór, tam gdzie tych zjawisk nie było organizacje młodzieżowe,
                              samorządu studenckiego, partyjne, lepiły mlodego człowieka na wzór Pawki
                              Morozowa wbijając mu do głowy, że tylko kolektyw nie jednostka, że organizacja i
                              partia i przez kilka lat uczyły funkcjonowania w masie, organizacji. Ze trzeba
                              sobie nawzajem ( wewnątrzorganizacyjnie) pomagać, wzajemnie się wspierać tworzyć
                              wiezi nierozerwalne w przyszłym zawodowym życiu.Nagrodą za przynależność i
                              działanie była odrobina władzy formalnej nad pozostałą niezrzeszoną i
                              indyferentną częścią studentów, którzy często drwili z dowartościowujących się
                              kolegów o ambicjach wodzowskich.Często spotykali się z ostentacyjnym ostracyzmem
                              i tem mocniej zwierali szeregi czując swą alienację.Byli dobrzy gdy trzeba było
                              coś załatwić, a póżniej rozmowy przy nich sie urywały, zmieniano temat.Nawet
                              wódka z nimi cierpki smak miała.Młoda gwardia, przyszła kadra, zawsze gotowa
                              poprzeć rękę, która tak dużo im dała.
                              W perspektywie mieli powrót do siebie lub pozostanie w nowej jakże fajnej
                              rzeczywistości.Referencje organizacyjne mieli dobre,dali się przeciez już
                              poznać.Zawszeć to lepiej zostawić swojego zdyscyplinowanego,pewnego
                              ideologicznie, niż kogoś kto i może był dobry, ale nie miał odpowiednich kwitow.
                              Poza tym, dobry młody mógł za jakiś czas zagrozić staremu przy korytku.A swój
                              pomny co komu zawdzięcza pozwoli archontom dotrwać w mateczniku spokojnie do
                              końca ich dni.Taki specyficzny układ rozmnażania przekazywany następnym
                              rocznikom, gwarantujący ciagłość i spokój.A z wierzchu coraz piękniejsze fasady,
                              europejskosć, rozwój idący w hektary.No i od czasu do czasu cięcie lancetem w
                              komórki "rakowe" zagrażajace żywicielce.A na topie jedna osoba będąca gwarantem
                              status quo republice kolegów z drugiej zaś swoimi spektakularnymi działaniami
                              fasadowymi jawiąca się potencjalnym studentom jako cool facet.Takie wash and go.
                              I to się kręci a efektów i Ty doswiadczasz, czego dowody dałeś w swoim poście.
                              • Gość: Rene Re: Drogi Saracenie IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.06, 13:12
                                Miszszu ale ossochoozi,
                                :-)
                              • Gość: monika Re: Drogi behemocie IP: *.atol.com.pl 13.03.06, 13:30
                                Nie studiowałam na WSP, ale wiem , ze i na niej byli wybitni profesorowie
                                jeszcze z lwowskiej szkoły obok karierowiczów, wybierających drogę na skróty.
                                Ale tak było nie tylko tu! W swoje pamięci zachowałam wybitnych profesorów,
                                którzy zaczynali karierę jeszcze w przedwojennej Polsce, a także niektórych
                                powojennych, ze względu na erudycję i kulturę osobistą, bo bardzo wiele im
                                zawdzięczam. Natomiast z trudem przypominam sobie miernoty. Np. musiałabym
                                poszukać indeks, żeby przypomnieć sobie, u kogo zdawałam nauki polityczne.
                                Wykład był wspólny dla całego wydziału, bo inaczej pewnie byłoby tylko kilku
                                słuchaczy. Sama nie byłam na żadnym wykładzie i dlatego nie mogę sobie
                                przypomniec ani twarzy, ani tytułu, ani nazwiska tego wykładowcy.
                                Jednak pomyśl, minęło 17 lat od upadku systemu. Gdyby przyjąć twoja
                                perspektywę, to nic, tylko się pochlastać - jak mówi moja koleżanka. Oznacza to
                                bowiem, że nie ma szans na zmiane nas samych, naszego społeczeństwa i jego
                                instytucji. A jednak od 1989 r. wiele się zmieniło, chociaż trudno mówić, że
                                jest świetnie. Dlatego dobrze byłoby, gdyby krytyka uczelni była rzeczowa,
                                dotyczyła tego, co jest dzisiaj.
                                Jeśli chodzi o budynki, to są one również ważne. Zwłaszcza kiedy z roku na rok
                                coraz więcej profesorów z zagranicy uczy na wielu kierunkach. Myślisz, że
                                byłoby wielu chętnych, żeby pracować w obskurnych budynkach rodem z PRL?
                                Trochę pojeździłam po swiecie i w każdym mieście, w którym byłam, choćby małym
                                jak Debreczyn czy Opawa, uniwersytety mają najbardziej okazałe siedziby.
                                Oczywiscie, ze kadra jest najwazniejsza, ale dzisiaj trudno mówić, że na UO
                                przede wszystkim uczą tacy wychowankowie WSP, o których pisałeś - jest to
                                zaledwie cień przeszłości.
                                Zresztą odnoszę wrażenie, ze te ataki maja charakter polityczny i personalny,
                                zeby dołozyć rektorowi. Jest rektorem dopiero semestr, a przypisuje mu sie
                                wszystkie grzechy poprzedników. Przecież to nie on wprowadził zarządzenia, że
                                profesorowi, którzy ukończyli 70 lat muszą isć na emeryturę (przez to odszedł
                                m.in. prof. Najder i wraz z nim Osrodek Conradowski). To nie za jego kadencji
                                odszedł prof. Łukaszewski. Może dobrze byłoby dać rektorowi trochę czasu, a nie
                                ciągle obarczać go winą za wszystko, co możliwe.
                                Powtórzę, czym byłoby Opole bez uniwersytetu? Może warto chociaż od czasu do
                                czasu zobaczyć butelkę do połowy pełną?
                              • Gość: saracen Drogi behemocie IP: *.centrum.punkt.pl / *.centrum.punkt.pl 13.03.06, 14:02
                                Bardzo dziękuję za spójny wykład dający wgląd w republikę kolegów, jaką jest
                                uniwersytet w Opolu. Mówiłem o schodzeniu na psy mojego obrazu uczelni. Gdy
                                zaczynałem studia miałem bardzo wyidealizowany obraz uniwersytetu. Kuźnia
                                wiedzy, profesorowie zanurzeni w książkach, inteligentni i ciekawi studenci.
                                Niewielkie Opole ze sporą uczelnią jawiło mi się niczym Oxford. Tymczasem z
                                każdym rokiem zacząłem zauważać czym tak naprawdę jest UO – przechowalnią
                                miernot i leni. Oczywiście był to doskonale funkcjonujący organizm. Pupilek
                                jakiegoś profesora robił doktorat, często nie publikując go nawet w formie
                                książkowej, potem habilitacja i natychmiast tytuł prof. UO i generalnie na tym
                                się kończyło. Gdy ktoś nie był na tyle zdolny lub zbyt leniwy, to z tytułem
                                doktora przesiedział na uczelni do emerytury, wbrew prawu ale dzięki koneksjom.
                                Wydawnictwo wydrukuje każde pomyje, które płodzą nasi „naukowcy”. Tych książek
                                nie da się kupić nigdzie (czytać też się nie da) bo i po co? Wydawnictwo
                                promocji nie prowadzi. W międzyczasie drukuje się idiotyzmy w różnych
                                rocznikach opolskich i innych stworzonych do nabijania punktów tworach. Do tego
                                dochodzą jeszcze mizerni studenci, których przyjmuje się na uczelnię hurtowo,
                                bo trzeba zapewnić etaty kolegom i koleżankom. Jakiż musi być poziom zajęć, gdy
                                w tym roku np. na polonistykę przyjęto już nawet ludzi, którzy nie zdali
                                egzaminów, by wypchać sale i dać zajęcie miernotom, które od lat nie napisały
                                ani jednej książki?
                                Na tej uczelni wszystko dzieje się po prostu „na niby”.
                                Zatem to „zejście na psy” było po prostu dewaluacją własnego obrazu uczelni,
                                która z mitycznej kuźni wiedzy i talentów stała się przechowalnią towarzystwa
                                wzajemnej adoracji.
                                Pozdrawiam
                                • Gość: behemot Re: Drogi Saracenie IP: 217.197.74.* 13.03.06, 14:45
                                  Gdy ktoś nie był na tyle zdolny lub zbyt leniwy, to z tytułem
                                  doktora przesiedział na uczelni do emerytury, wbrew prawu ale dzięki koneksjom.

                                  Masz racje, sam mam wielu przyjaciół, ludzi miłych życzliwych, którzy wyżej
                                  doktoratu - z różnych względów nie podskoczyli - a są tam od lat
                                  sześćdziesiątych i dziś ubolewaja,czy też wspominają z rozrzewnieniem, że można
                                  było wyjechać do Moskwy na Lomonosowa, czy też gdzieś do demoludów i wrócić po
                                  wakacjach z doktoratem najpierw, a póżniej z habilitacją.
                                  Kiedyś profesor o jakim monia wspomina polecał co warto przeczytać i wysyłał do
                                  księgarni studentów po zakup pozycji innych naukowców a często swoich.Dziś
                                  akademik przychodzi na zajęcia z walizką i je rozpoczyna od sprzedaży swoich
                                  broszurek, bo ksiązki to za dużo powiedziane, a wystraszona brać zaoczna czy
                                  podyplomowa kupuje na intencję dobrze zdanego egzaminu. I żeby nakład dobrze się
                                  sprzedał a studenci nie opędzali całego roku jedną broszurą, na egzaminie
                                  wpisuje odautorskie dedykacje.Pozostaje miła pamiątka zwiazana z uczelnią ? Nie
                                  raczej z anegdotą.O profesorach, uczelni, muszą krążyć anegdoty bo tworzą one
                                  klimat i mitologię miejsca, ale żle się dzieje gdy uczelnia stoi na samej anegdocie.
                                  • Gość: abc Re: Drogi Saracenie IP: 217.197.74.* 13.03.06, 16:08
                                    1) Prawo nie reguluje okresu pracy doktora To wewnętrzna sprawa uczelni. W
                                    niektórych, prestiżowych jak na polskie warunki uczelniach, można być
                                    zatrudnionym na stanowisku adiunkta (bo zapewne o to chodziło) znacznie dłużej
                                    niż w UO, gdzie zresztą różnie to wygląda w poszczególnych instytutach.
                                    2) Uniwersytet Moskiewski im. Łomonosowa na liście 500 najlepszych
                                    uniwersytetów świata plasuje się znacznie, znacznie wyżej niż najlepsze polskie
                                    uczelnie (UJ i UW - w czwartej setce). Co nie zmienia faktu, że było w Rosji
                                    kilka lat bezhołowia, co skwapliwie wykorzystali niektórzy uczeni.
                                    3) Jest na to prosta rada - wymóg udostępnienia na stronach UO dorobku
                                    naukowego wszystkich pracowników. Trochę mogłoby to przewietrzyć atmosferę.
                                    4) Jednak bez uniwersytetu Opole dużo by straciło na atrakcyjności. Co ciekawe -
                                    studenci i absolwenci PO nie wieszają tak psów na niej, jak w przypadku UO.
                                    Nie mają czasu?
                                    • Gość: monika Re: Drogi Saracenie IP: *.atol.com.pl 14.03.06, 10:23
                                      Poza tym dobrze wiedzieć, że habilitacje są tylko w krajach niemieckojęzycznych
                                      i poskomunistycznych. W Niemczech w 2004 roku toczyła sie dyskusja, czy
                                      zlikwidowac ten formalny wymóg. Wprowadzono stanowisko tzw. młodszego
                                      profesora, podobnie jak w innych krajach.
                                      Jesli naukowiec prowadzi badania, ma publikacje, to na 5 lat w USA i na 6 lat w
                                      Niemczech jest zatrudniany na stanowisku "młodszego profesora" (assisstant
                                      professor). Następnie jeśli wykaże sie dorobkiem, uzyskuje stanowisko profesora
                                      uczelni. Mozna nie przedłużyc z nim umowy, jesli spocznie na laurach, chyba ze
                                      jest znakomitym dydaktykiem. Wielu młodych naukowców z Niemec emigrowało do
                                      USA, ze względu na szybką sciezkę kariery i właśnie dyskusja na temat
                                      habilitacji była efektem tego, że drenaż mózgów przybrał niepojące rozmiary.
                                      U nas po zrobieniu habilitacji można praktycznie juz nic nie robić i spokojnie
                                      doczekać emerytury. Nie jest to jednak reguła, większość dąży do uzyskania
                                      tytułu profesora zwyczajnego. Profesorowie tzw. belwederscy (w jakim kraju
                                      organ polityczny decyduje, czy ktoś zostanie profesorem?) w większości
                                      kontynują pracę naukową.
                                      Na uczelniach zachodnich pracuje wiele osób nawet bez tytułu doktora (np.
                                      Miłosz był wykładowcą w Berkeley), o ile mają osiągnięcia w jakiejś dziedzinie.
                                      • Gość: behemot Re: Droga moniu IP: 217.197.74.* 14.03.06, 12:11
                                        Ty nie rozumiesz albo udajesz.O ile w Twoim przypadku nierozumienie jest
                                        niedopuszczalne, to udawać zawsze można.
                                        Wielu młodych naukowców z Niemec emigrowało do
                                        > USA, ze względu na szybką sciezkę kariery i ...
                                        No jest chyba róznica miedzy emigracją na szybka ścieżkę kariery do Usa a
                                        wyjazdem na wakacje do Moskwy radzieckiej po doktorat, to już jest akcelerator
                                        naukowy, albo turystyka naukowa.
                                        Jak to jest, że pomiary wala błękitnego złowionego koło Kamczatki wskazują na
                                        pewne rozbieżności.Otóż mierzony od głowy do ogona ma metrów trzydzieści a od
                                        ogona do głowy tylko dwadzieścia ? Czy to jest możliwe?
                                        Otóż jest to możliwe, ponieważ nauka radziecka zna takie przypadki np.: Od
                                        wtorku do soboty są trzy dni, natomiast od soboty do wtorku są tylko dwa.
                                        • Gość: monika Re: Drogi behemocie IP: *.atol.com.pl 14.03.06, 12:36
                                          Przeczytaj mój post ze zrozumieniem jeszcze raz. Gdzie piszę o Moskwie?
                                          Przecież to właśnie cały system uczelni wyższych w Polsce opiera się na
                                          wymogach formalnych dotyczacych tzw. samodzielnych pracowników, a nie na ich
                                          dorobku. O ile liczba studentów wzrosła o 400%, to liczba samodzielnych o 25%.
                                          Sa wiec na wage złota dla wielu uczlni. Pracuja na wielu etatach, co ukróciła
                                          nowa ustawa. Ci wieloetatowcy mają kiedy prowadzić działalności naukowej.
                                          Moze byc doktor, jak np. na pewnej Akedmii Medycznej, który funkcjonuje w
                                          miedzynarodowym obiegu naukowym, ma odkrycia naukowe i takiego sie zwalnia, bo
                                          zagraża samodzielnym pracownikom, którzy spoczęli na laurach i od których
                                          zalezy, czy bedzie habilitowanym czy nie.
                                          W nauce na zachodzie liczy sie przede wszystkim to, co pracownik uczelni
                                          zrobił - publikacje, badania, osiągnięcia, a nie czy ma tytuł dr hab.
                                          Dopóki u nas bedzie się liczyc tytuł, to będzie kwitnąć turystyka naukowa, np.
                                          do Mołdawii i tyle. Wskazałam na różnice systemowe i nic ponadto! Przy czym
                                          system anglosaski jest efektywny, a nasz nie. Nie rozumiem więc o co Tobie
                                          chodzi.
                                          • jirzi Re: Droga moniu 14.03.06, 13:09
                                            Teza, że to wymóg habilitacji pchał niemieckich uczonych do USA jest śmieszna.
                                            Co zatem pchało amerykańskich uczonych do Niemiec (bo takich przypadków jest
                                            sporo)? We wszystkich krajach ścieżka kariery akademickiej jest związana z
                                            liczacymi się publikacjami. I nie ma znaczenia, czy to się nazywa habilitacją,
                                            czy nie. Żeby zostać assistant profesorem w niezłej uczelni USA czy dostac
                                            chocby stanowisko "lecturer" w Wlk Brytanii trzeba miec lepszy dorobek naukowy
                                            niz potrzebny do zostania dr habilitowanym w dobrym polskim uniwersytecie.
                                            Moniu, niby piszesz na tym formum rozsądnie (nie kpię - dla jasności), a
                                            jednocześnie sugerujesz, że profesorskie (belwederskie) stanowisko w Polsce ma
                                            charakter polityczny. Wiadomo przecież, że o nadaniu profeury decydują wyłacznie
                                            gremia uczonych, a prezydent tylko ją uroczyście wręcza (dla pokreslenia rangi
                                            tytułu). Od 1989 roku nie było ani jednego przypadku, by prezydent takiego
                                            awansu nie podpisał. I nawet Kaczor nie osmieliłby się - jak sądze - na taki
                                            numer nawet gdyby jego główny wróg miał profesurę dostać z jego rąk.
                                            UO nie polepszyłoby swego funkcjonowania wraz z likwidacją habilitacji i
                                            zniesieniem belwederskich profesur. Przeciwnie, takie prowincjonalne uczelnie
                                            natychmiast zaroiłyby sie od dr hab i prof. - miernot bez zadnego liczącego się
                                            dorobku, ale mogłyby natychmiast pochwalic sie dużą ILOSCIĄ samodzielnych (bo
                                            usamodzielnionych przez UO bez oglądania się na teki pierdoły jak dorobek
                                            naukowy!!!) pracowników.

                                            Druga sprawa: żadna ustawa nie uniemożliwia (co sugerujesz) zatrudniania osób po
                                            70 r. zycia. Uczelnia nie dostaje tylko na taką osobę pieniędzy z budżetu. To
                                            jednak chyba zasadnicza różnica?!!!! Szanująca się uczelnia powinna wziąć na
                                            siebie płacenie pensji takiej, absolutnie wybitnej jak na Opole, postaci jak
                                            Najder. I jak się tego nie rozumie, to trzeba prowadzić bimbrownię, a nie
                                            uniwersytet. Odejście znaczących dla polskiej nauki osób z opolskiej psychologii
                                            i germanistyki to rzecz nieprzypadkowa, ale efekt konsekwentnej polityki władz
                                            uczelni.

                                            Pozdrawiam,
                                            Opolanin, który na studia własnie dlatego wybrał się do Wrocławia


                                            • Gość: monika Re: Droga moniu IP: *.atol.com.pl 14.03.06, 18:38
                                              jirzi napisał:

                                              > Teza, że to wymóg habilitacji pchał niemieckich uczonych do USA jest śmieszna.
                                              Może jest śmieszna, ale nie jest to moja teza: Als Ursache ließ sich die häufig
                                              sechs Jahre beanspruchende traditionelle Habilitationsprozedur mit
                                              abschließender Prüfungsprozedur feststellen, die im westlichen Ausland unüblich
                                              ist. Zusätzlicher Druck entstand durch die Thematisierung der Abwanderung
                                              hervorragender junger Wissenschaftler aus Deutschland u.a. an US-amerikanische
                                              Universitäten unter dem Stichwort „Brain Drain“. Diese Emigration hängt nicht
                                              zuletzt mit der Umgehung der mehrjährigen Hürde sowie den insgesamt
                                              unbürokratischeren Forschungsbedingungen dort zusammen. Auch dieses Problem
                                              meinte man, mit der Juniorprofessur lösen zu können. Der Spiegel 22.06.2001

                                              Gdzie ja sprzeciwiłam sie habilitacjom, gdzie postulowałam ich zniesienie?
                                              Wskazałam tylko, ze traktowanie formalne tego wymogu skłania do turystyki
                                              naukowej, jak dowiedziałam się - ostatnio do Mołdawii. Przecież napisałam, że
                                              młodszy profesor i assistant profesor muszą wykazać się dorobkiem oraz, że w
                                              nauce na zachodzie liczy sie przede wszystkim to, co pracownik uczelni zrobił -
                                              publikacje, badania, osiągnięcia, a nie czy ma tytuł dr hab. Na siłę usiłujesz
                                              mnie wtłoczyc w koleiny rozumowania, którego nie podzielam. Czytaj Forum
                                              akademickie, to dowiesz sie jakie są skutki wieloetatowości (brak czasu na
                                              badania) oraz niedoboru samodzielnych pracowników. Pisałam, ze ten deficyt i
                                              wymogi formalne skłaniają tych leniwych do "turystyki naukowej", bo odnosiłam
                                              się do wypowiedzi Behemota, dlaczego w Polsce są tacy doktorzy habilitowani,
                                              któzy spoczęli na laurach. Stanowisko lecturer jest odpowiednikiem assisstant
                                              profesor w Wielkiej Brytanii i wymagania są identyczne (najwieksze, zeby dostać
                                              takie stanowisko na uniwersytecie w Oxfordzie, mniejsze - na Bournemouth
                                              University).
                                              Niczego nie sugeruję, tylko stwierdzam, że Polska jest jedynym krajem, gdzie
                                              tytuł profesora nadaje prezydent. Oczywiscie cieszmy sie, ze nie jest nim np.
                                              Łukaszenka. Niczego nie sugeruję, ani nie postuluję.
                                              Piszesz: mogłyby natychmiast pochwalic sie dużą ILOSCIĄ samodzielnych (bo
                                              > usamodzielnionych przez UO bez oglądania się na teki pierdoły jak dorobek
                                              > naukowy!!!) pracowników/ A na jakiej podstawie tak sądzisz? Przecież nowa
                                              ustawa zdecentralizowała nadawanie tytułów doktora hab. Teraz te uprawnienia
                                              maja uczelnie (o ile maja dostateczną liczbę samodzielnych, a nie jak do
                                              niedawna CKK (obecnie tylko zatwierdza).
                                              Cały czas wciskasz mi, że coś sugeruję. Odpowiedziałam dlaczego odszedł prof.
                                              Najder (wyraźnie napisałam, że poprzedni rektor wydał zarządzenie, które
                                              zresztą krytykowałam, a nie minister, czy że wymaga tego ustawa). Prosze nie
                                              dopisuj mi tego, czego nie napisałam.
                                              Co do Moskwy, to nie wszystkie studia w Moskwie dyskredytują (od razu zaznacze,
                                              że nie byłam, a wrecz przeciwnie na dokształcanie wybrałam USA).
                                              Pozdrawiam
                                              opolanka, której na sercu leży przyszłość uniwersytetu w Opolu.
                                              • jirzi Re: Droga moniu 14.03.06, 19:25
                                                Masz rację, przeczytałem Cię nieuwaznie - zwracam honor.
                                                Jednakże:

                                                Co do tezy, ze likwidacja habilitacji spowodowałaby masowe awanse na profesora
                                                najróżniejszych miernot we wszystkich polskich uczelniach, to będe się jednak
                                                przy niej upierał. (Zauwaz, że jest to tym bardziej prawdopodobne w świetle
                                                braku samodzielnych pracowników naukowych, o którym piszesz). Dla mnie sprawa
                                                jest jasna: jak ktoś jest dobry to robi habilitację. Ludzie dobrzy naukowo
                                                awansują tak w Moskwie (o której ja z kolei nie pisałem ani słowa, więc nie
                                                wiem, co mi imputujesz??), Heidelbergu, Yale, Opolu czy Oxfordzie. Wszystko
                                                jedno czy na assistant professora, czy dostają tenure (wtedy teoretycznie też
                                                mogą sprzedać bibliotekę, czyli nic nie robić, ale jakoś robią), czy w dawnej
                                                formule habilitację, czy habilitację w formule obecnej.
                                                Zauważ też, że w świetle obecnej ustawy CK nadal ma sporo do powiedzenia, bo
                                                deleguje swoich przedstawicieli do przewodów habilitacyjnych, a gdy stwierdzi,
                                                że dana Rada Wydziału wbrew głosom przedstawicieli CK sukcesywnie nadaje
                                                habilitacje, to może jej prawa do hablitacji odebrać. (I całe szczęście).
                                                Gdyby w Polsce nie było habilitacji, albo nie było nad habilitacjami bicza CK w
                                                UO byłoby 2 x więcej profesorów niż obecnie! A tak, ciągle jest kłopot. Ale to
                                                nie jest kłopot wynikający z tego, że są genialni doktorzy, których ciemne siły
                                                blokują nie dopuszczając do habilitacji, tylko kłopot z brakiem takich
                                                genialnych doktorów. A ich brak wynika z tego, że UO nie stwarza mozliwości
                                                rozwoju naukowego, bo brak w nim (poza paroma wyjątkami) prawdziwych mistrzów.

                                                Co do tego, który Rektor co zrobił, a czego nie zrobił: Czy obecny rektor
                                                kontaktował się z germanistami czy psychologami, którzy opuścili UO? A może
                                                rozmawiał z Najderem? Nie twierdzę , że nie, ale nigdzie tego nie słyszałem (a
                                                opolską prasę czytam na bieżąco, zaś na uniwersytecie mam sporo znajomych nie
                                                tylko wsród studentów, ale i wsród pracowników). Poza tym, jesli mnie pamięc nie
                                                mysli, to wszystkie 3 sprawy miały miejsce pod koniec kadencji poprzedniego
                                                rektora, gdy mówiło się juz głośnoo o powrocie Niciei. Jesli ci wszyscy ludzie
                                                nie chcieli poczekac na wielki come back wielkiego rektora to też chyba o czymś
                                                świadczy.
                                                • Gość: abc Re: Droga moniu IP: 217.197.74.* 14.03.06, 21:13
                                                  Zamiast rozdmuchiwać ten wątek, proponuję zajrzeć na stronę Niezależnego Forum
                                                  Akademickiego ( www.nfa.pl ). Może okazać się, że "wszystko już było".
                                                  Unikniemy wtedy bardzo zdecydowanych stwierdzeń w rodzaju: "(...) jak ktoś jest
                                                  dobry to robi habilitację". Niestety, sprawa nie jest tak prosta. Ale o tym już
                                                  dość pisano na forum nfa...
                                                  • jirzi Re: Droga moniu 14.03.06, 22:11
                                                    Niekoniecznie unikniemy. Niezależne Forum Akademickie to nie biblia i ja sie np.
                                                    z formułowanymi tam twierdzeniami po prostu nie zgadzam. Forum jest zdominowane
                                                    przez adiunktów, którzy nie potrafią zrobić habilitacji i to jest powodem, że
                                                    wątek "precz z habilitacjami" był tam przez wiele lat dominujący. Powtarzam
                                                    zatem: "jak ktos jest dobry, to robi habilitację". A na Niezależnym Forum
                                                    Akademickim piszcie sobie, co chcecie. Piszcie, że jesteście wspaniali.
                                                  • Gość: MIeszaniec Re: Droga moniu - pytanie jirzeho IP: *.pl / 217.173.202.* 14.03.06, 23:02
                                                    Niby dobrze, że Polska pozostaje przy habilitacji. Tak czy owak jest to pewien
                                                    próg i przy dzisiejszej dewaluacji stopni naukowych, kiedy nawet doktoraty robi
                                                    się za kasę, może pozostanie jakaś enklawa.
                                                    Faktem jednak pozostaje, że n.p. wybitni z mojej branży w USA mają tylko
                                                    doktoraty, a fachowców jak oni, z takim dorobkiem, taką ilością poważnych
                                                    publikacji, z taką ilością wypromowanych magistrów i doktorów, w Europie
                                                    znaleźć nie sposób.
                                                    I co o tym wszystkim myśleć?
                                                  • Gość: monika Re: Droga moniu - pytanie jirzeho IP: *.atol.com.pl 14.03.06, 23:32
                                                    Mieszaniec,
                                                    dla mnie problem nie polega na tym, że jest wymóg habilitacji, tylko na tym, że
                                                    było sporo słabych habilitacji i rozwija sie turystyka naukowa, więc kiepskich
                                                    doktorów hab. jest wcale nie tak mało i są rozchwytywani e zwględu na minimum
                                                    kadrowe. W USA musisz cały czas pracować i udowadniać swoją przydatność, bo za
                                                    drzwiami stoja w gotowości ambitni młodzi, gotowi ich zastapić, jeśli nie będą
                                                    mieli przedłużonej umowy.
                                                    Mysle, że nie musi dokonywać się dewaluacja stopni naukowych, jeśli ci, ktorzy
                                                    je uzyskali mają powołanie do zawodu i są dobrzy w tym, co robią. Wiadomo
                                                    przecież, że geniuszy nie sieją, ale chodzi o to, żeby spełniać choćby
                                                    minimalne standardy. Na szczęście w mojej dziedzinie profesorowie trzymają
                                                    fason i chociaż mogliby spokojnie się lenić piszą nowe książki i prowadzą
                                                    badania.
                                                    Sądzę też, że doktoraty za kasę czy nawet prace magisterskie to w gospodarce
                                                    rynkowej gra na krótka metę. Prędzej czy później okaże się, że król jest nagi,
                                                    (chyba, że delikwent dostanie posadę z nadania politycznego, to przez kadencję
                                                    może partaczyć robotę).
                                                    Pozdrawiam
                                                  • jirzi Re: Droga moniu - pytanie jirzeho 14.03.06, 23:58
                                                    Moniko, jak wiesz turystyka "naukowa" została już poważnie ukrócona
                                                    wypowiedzeniem przez Polskę umów z byłymi krajami ZSRR. O Mołdawii najwyraźniej
                                                    zapomniano i po prostu czas najwyższy to naprawić.


                                                    Gość portalu: monika napisał(a):

                                                    > Mieszaniec,
                                                    > dla mnie problem nie polega na tym, że jest wymóg habilitacji, tylko na tym, że
                                                    >
                                                    > było sporo słabych habilitacji i rozwija sie turystyka naukowa, więc kiepskich
                                                    > doktorów hab. jest wcale nie tak mało i są rozchwytywani e zwględu na minimum
                                                    > kadrowe. W USA musisz cały czas pracować i udowadniać swoją przydatność, bo za
                                                    > drzwiami stoja w gotowości ambitni młodzi, gotowi ich zastapić, jeśli nie będą
                                                    > mieli przedłużonej umowy.
                                                    > Mysle, że nie musi dokonywać się dewaluacja stopni naukowych, jeśli ci, ktorzy
                                                    > je uzyskali mają powołanie do zawodu i są dobrzy w tym, co robią. Wiadomo
                                                    > przecież, że geniuszy nie sieją, ale chodzi o to, żeby spełniać choćby
                                                    > minimalne standardy. Na szczęście w mojej dziedzinie profesorowie trzymają
                                                    > fason i chociaż mogliby spokojnie się lenić piszą nowe książki i prowadzą
                                                    > badania.
                                                    > Sądzę też, że doktoraty za kasę czy nawet prace magisterskie to w gospodarce
                                                    > rynkowej gra na krótka metę. Prędzej czy później okaże się, że król jest nagi,
                                                    > (chyba, że delikwent dostanie posadę z nadania politycznego, to przez kadencję
                                                    > może partaczyć robotę).
                                                    > Pozdrawiam
                                                  • jirzi Re: Droga moniu - pytanie jirzeho 14.03.06, 23:56
                                                    Myślę, ze w każdej branzy doktorzy w USA z wybitnych uniwersytetów sa lepsi od
                                                    dr hab i prof. z Polski, a profesorowie z USA z b. kiepskich uniwerystetów sa
                                                    gorsi od wielu dr hab i prof. z Polski. To jest zupełnie inny system, inne
                                                    tradycje. I właśnie dlatego mówienie: patrzcie w USA nie ma habilitacji, a nauka
                                                    rozwija się świetnie nie ma sensu. Tam, gdyby były habilitacje w najlepszych
                                                    ośrodkach naukowych nauka takze rozwijałaby sie świetnie. U nas utrzymanie
                                                    habilitacji to jednak pewna szansa na utrzymanie pewnego standrdu. Każdy z nas
                                                    zna doktora - super miernotę, który gdyby nie próg habilitacyjny miałby prawo
                                                    promowac następnego doktora. Strach sie bać!
                                                  • Gość: monika Re: Droga moniu - pytanie jirzeho IP: *.atol.com.pl 15.03.06, 00:27
                                                    Mówienie: patrzcie W USA nie ma habilitacji, a nauka jest na najwyższym
                                                    swiatowym poziomie miało wykazać, że system oparty na zdrowej konkurencji jest
                                                    bardziej efektywny i nie są konieczne progi formalne, bo rozlicza się z efektów.
                                                    Nasze tradycje peerelowskie są jak najgorsze: docenci marcowi, magisteria i
                                                    doktoraty na WSNS, później ANS przy KC PZPR, aktywna politycznie miernota mogła
                                                    szybko awansować i pohukiwać na autentyczne autorytety w nauce. Przecież nawet
                                                    SB, jak donosiła Rzeczpospolita, załatwiała swoim TW habilitację i mogła
                                                    skutecznie przyblokować tym, którzy na to jej zdaniem nie zasługiwali.
                                                    Ale to juz było. Mnie po prostu irytuje, ze w Polsce nie ma konkurencji, bo
                                                    najzdolniejsi idą do biznesu, bo od młodych absolwentów wymaga się, żeby
                                                    znależli sobie pracę i pisali doktoraty, bo na ich etaty nie ma środków z
                                                    ministerstwa, że doktorzy muszą pracować za trzech i pisać habilitację, a
                                                    samodzielni są niezwykle cenni bez względu na to, co soba reprezentują.
                                                    Każdy z nas zna docenta - super miernotę, ktory tak czy inaczej przekroczył
                                                    próg habilitacyjny i to właśnie przyświecało moim wczesniejszym wypowiedziom.
                                                    A tak na marginesie w Ameryce tez nie jest wesoło w szkolnictwie wyższym (vide:
                                                    Zamknięty umysł)
                                                    Dobranoc
                                                  • Gość: obserwator Re: Droga moniu - pytanie jirzeho IP: *.9-67.se.res.rr.com 15.03.06, 04:27
                                                    Nie pisz o czyms o czym pojecia drogie dziecko nie masz. Wiedza oparta na
                                                    wyksztalconych ziomkach z Chicako lub New York mysle ze nie oddaje calego
                                                    wizerunku ksztalcenia w USA. Tym bardziej ze w dziedzinie opracowan nowatorsko
                                                    odkrywczo badwczych cudowna Polska jest w swiatowej oddtylnej czolowce.
                                        • Gość: Rene Re: Droga moniu IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.06, 12:45
                                          Miszszu ! ..to z ogonem, to ;-) ...to było...bazzzo O.K. !
                                          bazzo zreszzzszzttą uup! - sorry - O.K. ?
                                          ale o ssochozzi ?
                                          • Gość: obserwator Re: Droga moniu IP: *.9-67.se.res.rr.com 14.03.06, 12:56
                                            Spokojnie Rene mistrz dyspute z zona prowadzi i teraz po rozstaniu zaczynaja
                                            sie wreszcie dogadywac po latach daj im szanse.
                                        • Gość: MIeszaniec Wakacyjne doktoraty IP: *.pl / *.pl 14.03.06, 17:21
                                          UO-gólniasz.
                                          Guzik wiesz mój drogi na temat radzieckiej i rosyjskiej nauki.

                                          Po-pierwsze. To wielki kraj i podobnie jak w USA są tam uczelnie wielce
                                          szmaciane, o prestiżu niższym niż UO. Był też słynny uniwersytet Lumumby gdzie
                                          realizowano politykę zagraniczną i tytuły z reguły były g.. warte.
                                          Ale jest też wspomniany przez Ciebie uniwersytet Łomonosowa, gdzie nikt sobie
                                          nie pozwoli na puszczanie dmuchanych doktoratów i habilitacji, bo obniżyłoby to
                                          prestiż uczelni. Jest również słynne MGIMO, które się nie zeszmaciło nawet w
                                          okresie przejściowym i utrzymuje bardzo wysoki poziom. Nasz MZS, nawet za
                                          rządów prawiczków próbuje tam umieszczać ile się da ludzi, a w tej chwili,
                                          wierząc dziekanowi katedry jęz. polskiego, Polacy pchają się tam drzwiami i
                                          oknami i to nawet za prywatne pieniądze. Wysoki poziom prezentuje parę innych
                                          uniwersytetów, n.p. Petersburski, Kazański i kilka uczelni
                                          wąskospecjalizowanych, jak na przykład Moskiewski Instytut Energetyczny (taka
                                          Politechnika o specjalnościach ograniczych do elektrycznych).
                                          Doktorat z MGU coś znaczy, a doktorat z Uniwersytetu Odeskiego - niekoniecznie.
                                          Znam ambitnego matematyka, który zwiał z Odessy, bo stwierdził, że wymagania są
                                          za niskie. To samo jest w USA. Pewnymi dyplomami stamtąd lepiej się wogóle nie
                                          chwalić.

                                          Po-drugie. Poziom nauki radzieckiej i poprzeczka stawiana doktorantom i
                                          habilitantom zmieniały się z czasem, obniżająć się za późnego Breżniewa, żeby
                                          zejść na psy po upadku komuny. Tak, że inna jest wartość doktoratu, czy
                                          habilitacji z lat 60-tych, 70-tych, a inna z 80-tych i 90-tych.

                                          Po-trzecie. Doktoraty i habilitacje były w Polsce nostryfikowane automatycznie
                                          na mocy umowy o uznawalności stopni naukowych. Nie oznacza to jednak, że w ZSRR
                                          i Rosji były przyznawane na zasadzie nagradzania kolegów od flaszki.
                                          Po obronie pracy doktorskiej lub habilitacyjnej, wniosek o przyznanie tytułu
                                          naukowego trafiał do Centralnej Komisji Stopni naukowych w Moskwie i tam
                                          wałkowali go nieźle i czasami bardzo długo, rok i lepiej. W niektórych
                                          dziedzinach, w szczególności w naukach podstawowych był całkiem niezły odrzut i
                                          niejeden cwany Polak musiał zeżreć gorzką pigułę. Oczywiście o tym się nie
                                          mówi, bo porażkami trudno się chwalić.
                                          Tak, tak, wielu takich było .....

                                          Po-czwarte. Ruscy w kosmos latali, broń mieli niesamowitą, a awiacji szereg
                                          osiągnięć nie do przeszkoczenia. Gdyby poziom ich nauki był niski, to nic by z
                                          tego nie było. Joffe, Sacharow, całe zastępy matematyków i fizyków nie
                                          wykładali na Uniwersytecie Warszawskim tylko na uniwersytetach radzieckich.
                                          Po-piąte. Cała dyskusja kręci się wokół, umownie mówiąć, dyscyplin
                                          humanistycznych. Wyciaganie generalnych wniosków na temat poziomu stopni
                                          naukowych w Rosji czy też poziomu UO jest nic nie warte. Wybaczcie ale
                                          humaniści potrafią takie bzdety rozdmuchiwać, że rączki opadają. Potem nie
                                          dziwota, że na doktoraty plują. Tu nie ma znaczenia czy to Polsza czy Rasssija.
                                          A w matmie, fizyce, chemiii, biologii - tam się nie da grzyba wypuścić.
                                          Wystarczy przypomnieć tematy konferencji mickiewiczowskiej na UO albo profesury
                                          z bojek, żeby zacząć wątpić.
                                          W matematyce 2 x 2 = 4 i trzeba nieźe nakombinować, żeby równało się 3,999999
                                          (9), a i wtedy błąd jest pomijalny.
                                          Pozdrowienia
                              • Gość: lancet "Sluszna sprawa ze wszech miar"... IP: *.telia.com 14.03.06, 18:51
                                Ktos tu("behemot") przypadkowo "lanceta" ze snu wybudzil.. A jesli juz tu
                                jestem, to i poczytac wypadalo..
                                Ale.. - z tego co piszesz - wnioskuje iz nie jestes tym "behemotem", ktorego
                                zapytalem przed kilku laty(na forum GW) czy zna "Mistrza i Malgorzate" i czy
                                moze stamtad "zapozyczyl" swego nicka.. Niestety nie znal a wiec i kota
                                Behemota tez nie znal :))

                                Ad rem jednak..

                                Dobrze prawisz Wasc i punktujesz celnie i merytorycznie.. Slusznie tez
                                upominasz sie o braci Kowalczykow(emocjonowalismy sie dlugo ta sprawa w owym
                                czasie..) i drPajaka..

                                Obserwuje od niemal 15 lat wyrazny i nieslychanie rozpowszechniony dualizm
                                swiatopogladowy Polakow(nie raz pisalem o tym na witrynie NCzasu JKMikke) -
                                gdzie czyny i poglady sa w wyraznej sprzecznosci z gloszonymi deklaracjami
                                swiatopogladowymi..

                                Nie jestem tez tak do konca przekonany czy w przypadku twojej
                                oponentki "moniki", nie zachodzi podobna mozliwosc..

                                Owa "monika" pisze:

                                (...)"..Od wczesnej młodości nosiłam pacyfę na podkoszulkach i dlatego nie
                                pochwalam terroru jako metody walki"..

                                Powiedz mi tylko "behemot", skad we mnie tak silne wewnetrzne przekonanie iz ta
                                w "tiszercie" z "pacyfa"(stamtad pewnie czerpala swoje "natchnienie" na "Mam
                                okres" - Kazia Szczuka) - i tak bardzo "nie pochwalajaca terroru", ma zupelnie
                                i przeciwstawne zdanie jesli chodzi o Czeczenie.. Palestyne.. Irak.. etc..
                                itp.. itd??
                                - Tam.. terror nie tylko nie bedzie dla niej przeszkadzal, ale mordowanie uzna
                                za: "sluszna walke o cos tam".. i "jedyna mozliwosc zwrocenia na siebie uwagi
                                opnii swiatowej" i tem podobne "pierdoly" - typowe dla stylu i retoryki tych
                                rzekomych "pacyfistow" i "milosnikow pokoju".. - Ale zapewne potepi IRA i
                                baskijska ETA.. i NIEPRZYPADKOWO!!

                                Jak pisze("monika"): - (...)"nawet, jeśli sprawa, o którą Kowalczykowie
                                walczyli była ze wszech miar słuszna".. - to i tak - co jest jasne i oczywiste -
                                nie "az tak sluszna" jak tych z Czeczenii, Palestyny czy z obecnego Iraku
                                (mordujacych dodajmy glownie... swoich!)..

                                uklony..

                                lancet
                                • Gość: His Terryk Re: "Sluszna sprawa ze wszech miar"... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.03.06, 20:27
                                  Wszystkiemu winni Anglicy i Francuzi. Kolonizacja + rewolucja. Plfuj!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka