Dodaj do ulubionych

Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.06, 17:54
Dzis w nto nasz rektor otwiera sie. Puszcza farbe, czy robi kolejny raz
sympatyczne oko do publicznosci? O co chodzi ? O to ze w Opolu niszczy sie
ludzi, ze zapanowala nienawisc, ze nikt nikogo nie docenia, ze trudno
cokolwiek zaproponowac, zalatwic, ze brak zyczliwosci ! Tych pytan jest
multum, ale czy sa szczere i prawdziwe ? Czy to tylko zraniona piekna dusza
ktora cierpi z braku pieszczoty, braku nieustannego masazu serca, jak to u
artystow ? Jedno z pytan jakie stawia srodowisku, brzmi: dlaczego nie mialem
kontrkandydata w wyborach ? Byloby to smieszne pytanie gdyby nie to, że to
tez w ustach Rektora miernik upadku środowiska.
Drogi Kolego Rektorze, to jest bardzo dobre pytanie ! Moze warto szczerze na
nie odpowiedziec. Nie ma tu wielkiej zagadki. Odpowiedz jest banalnie prosta:
konsternacja i zdumienie ! Wiekszosc sadzila, ze po 6 latach rektorowania i 4
latach senatorowania kolega rektor zechce teraz zabrac sie do prawdziwej
nauki, zechce swe skondensowane moce tworcze rozladowac, to wyglodzenie
intelektualne bez ktorego rasowy naukowiec ginie nasycic kontaktem z
oryginalnym tematem, nowo odkrytym żródłem archiwalnym. Wiec srodowisko
zareagowalo bardzo wlasciwie i humanitarnie: skoro ktos jest chory z
nienasycenia zaszczytami i na prawde musi, to trzeba dac obsesji
pierwszenstwo. Moze a nuz wyniknie cos z tej obsesji dobrego. No i srodowisko
sie nie pomylilo. Znow bedzie pare doktoratow honorowych, znow reflektor Pana
Boga zatrzyma sie na sekunde nad wzgorzem uniwersyteckim i wydobedzie z mroku
cierpiaca twarz artysty ( mam na mysli Grotowskiego :) ! A wszystko inne
zostanie jak bylo.
A teraz serio. Panie Rektorze, nie jest tak źle. Przecietna frustracji jest
w Opolu taka sama jak w Polsce, moze mniejsza nawet bo tu ludzie w Niemczech
siedza i ciezko pracuja, a jak wracaja na weekend oddaja sie pieszczotom
domowym i uprawiaja domowy-zoniny ogrodek. I w ratuszu mialby pan lepsze
wejscie, gdyby nie ranil pan duszy drugiego artysty jakim jest bez watpienia
prezydent Zebaczynski. Uniwersytet sie kreci, nawet miejscami rozwija, moze
byc tylko lepiej. Ja bym pana Rektora namawial do jeszcze wiekszej
zyczliwosci, jeszcze wiekszej wyrozumialosci i jeszcze wiekszej
powsciagliwosci. Nie wszyscy musza nas kochac, nie wszyscy dopieszczac. Nie
musimy byc chwaleni od wieczora do rana i od rana do wieczora. Swiat sie
kreci z dala od naszego pepka. Wazne by zachowac umiar, usmiech, pogode i
zyczliwosc. Daje i... nie oczekuje niczego ! Moze bedzie Panu Rektorowi
latwiej !
Obserwuj wątek
    • Gość: też 50-latek Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.06, 22:22
      Nie zrozumiesz o co chodzi, poniewaz nic dla tego miasta nia zrobiłeś. A
      porównywać Nicieję z Zembaczyńskim to czysty debilizm / z twojej strony
      oczywiście/ Dobranoc kmiotku.
    • jureg1 Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy 15.07.06, 22:31
      gościu-jesteś zwyczajnym zakompleksionym biedakiem o bardzo małym rozumku
      • Gość: spoko Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.06, 23:58
        Odezwało się dwóch zajadłych fanów (czy może raczej - kiboli) prof. Nicieji,
        dla których jakakolwiek krytyczna uwaga pod adresem JM to crimen laesae
        maiestatis. Od razu posypały sie najgorsze wyzwiska i obelgi pod adresem gościa,
        który nie wykazał się należytą czołobitnością w stosunku do JM. Gdyby nie to,
        że jesteśmy w necie, a nie na jakimś stadionie, to pewnie poleciałyby jeszcze
        bardziej ważkie "argumenty". Typowe zachowanie zakompleksionych prowincjuszy.
        A ja miałem wrażenie, że właśnie takie przaśno-buraczane postawy i zachowania
        krytykował prof. Nicieja w swojej gorzkich żalach na łamach NTO. Czyżbym się
        omylił?
        • jureg1 Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy 16.07.06, 00:33
          pewnie.że się mylisz. Nie wmówisz mi również. ze Nicieja cieszy się z tego jak
          go ocenia ten człowieczek bez habilitacji
          • Gość: spoko Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.06, 00:46
            Czy tylko ludzie z habilitacją mogą cieszyć się pełnią praw obywatelskich?
            Czy tylko im przysługuje prawo oceniania innych? Czy każdy, kto tego progu nie
            przestąpił, to tylko "człowieczek" a nie człowiek? Nie wiem, czy ci, którzy tak
            obcesowo zaatakowali 50-latka bez habilitacji, sami zdązyli się już habilitować.
            Jeżeli tak, to po raz kolejny okazuje się, że związek między długością tytułów
            naukowych a poziomem kultury osobistej może być dość luźny. Jeżeli nie, to
            zapewne ich oceny również nie będą cieszyć prof. Nicieji, bo kto by tam
            przejmował się tym co myśli sobie "człowieczek bez habilitacji"...
            • Gość: monika Re: do spoko IP: *.atol.com.pl 16.07.06, 02:54
              Może więc pora, żeby krytycznie odnieść się do wypowiedzi 50-latka bez
              habilitacji.
              Spoko broni prawa do oceniania innych. Faktycznie, nie można nikogo tego prawa
              pozbawiać, lecz można zakwestionować sposób formułowania ocen. Post 50-latka
              jest przykładem nieżyczliwości, o której pisał prof. Nicieja nałamach NTO.
              1. 50-latek sprowadza tekst rektora do wypowiedzi "pięknej duszy, która cierpi
              z braku pieszczoty". Następnie, aby go ośmieszyć, przypisuje profesorowi
              pytanie, którego w tekście artykułu nie ma! Autor postu pisze: "Jedno z pytan
              jakie stawia srodowisku, brzmi: dlaczego nie mialem kontrkandydata w wyborach ?
              Byloby to smieszne pytanie gdyby nie to, że to tez w ustach Rektora miernik
              upadku środowiska". Rektor nie pisał o upadku środowiska tylko stwierdził, że:
              "Dziś z powodu braku życzliwej atmosfery ludzie zdolni uciekają na
              Opolszczyźnie w wielką prywatność, bo nie chcą być wciąż atakowani ani
              podejrzewani. Wewnętrzną emigrację do własnych domów obserwuję choćby w gronie
              profesorów uniwersytetu. To, że byłem jedynym kandydatem na rektora, jest chore
              i nienormalne". Jest to trafna diagnoza. Znam bowiem wiele osób, które działały
              na rzecz Opola czy regionu, a dzisiaj nawet, jeśli jeszcze mieszkają w Opolu,
              są zaangażowani w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu czy Warszawie. Zresztą sama
              niedawno na tym forum pisałam, że chyba wybiorę emigrację wewnętrzną.
              2. Następnie 50-latek pisze, że wie co sądziła większość: otóż jego
              zdaniem "większość sądziła, że po 6 latach rektorowania i 4
              latach senatorowania kolega rektor zechce teraz zabrac sie do prawdziwej
              nauki, zechce swe skondensowane moce tworcze rozladowac, to wyglodzenie
              intelektualne bez ktorego rasowy naukowiec ginie nasycic kontaktem z
              oryginalnym tematem, nowo odkrytym żródłem archiwalnym".
              A może większość sądziła, że prof. Nicieja zdynamizuje rozwój uniwersytetu, że
              ma dość siły i energii, żeby pogodzić funkcję menadżera z pracą naukową?
              3. Ciekawe, na jakiej podstawie 50-latek sugeruje chorobę z nienasycenia
              zaszczytami? Jakie są objawy tej choroby? Jakoś nie znalazł niczego w tekście
              profesora, więc musiał wymyślić pytanie, aby tę chorobę móc zasugerować.
              4. 50-latek pisze: "Przecietna frustracji jest w Opolu taka sama jak w Polsce,
              moze mniejsza nawet bo tu ludzie w Niemczech siedza i ciezko pracuja, a jak
              wracaja na weekend oddaja sie pieszczotom domowym i uprawiaja domowy-zoniny
              ogrodek". Ciekawe, na jakiej podstawie formułuje ocenę nastrojów mieszkańców
              Opola? W dodatku argument z pracą w Niemczech jest chybiony, bo dotyczy
              niewielkiego odsetka mieszkańców miasta. Poza tym rektor nie pisał o frustracji
              tylko o zniechęceniu z powodu braku życzliwości i braku szacunku, a także z
              powodu opieszałości urzedników. Zadaje jedno z trzech (a nie multum, jak
              twierdzi 50-latek) pytań: "Kiedy robiąc cokolwiek, najpierw
              trzeba walczyć z inercją urzędników, a potem lękać się prześmiewców,
              którzy wszystko skomentują nieżyczliwie, człowiek pyta siebie: co ja tu jeszcze
              robię i po co?"
              Zapewniam, że do zadawania takiego pytania: co ja tu jeszcze robię i po co -
              skłaniają takie prześmiewcze, zjadliwe posty, jak 50-latka. Nie polemizuje on
              bowiem z tezami zawartymi w artykule, tylko chce osmieszyć autora.
              Dobrze byłoby, gdyby spoko przeczytał artykuł rektora. W jednym ze spoko się
              zgadzam: obcesowe ataki i epitety na tym forum są przejawem braku kultury.
              Jednocześnie uzasadniają postawienie przez rektora retorycznego pytania
              (drugiego z trzech:-): "co można zrobić wspólnie dla regionu w takiej
              atmosferze nienawiści?".
              Na koniec pozwolę sobie z aprobatą przytoczyć jeden z postulatów
              profesora:"Żeby dać sobie szansę, musimy jak najszybciej odbudować dobre
              relacje między ludźmi, musimy odbudować wspólnotę. Dla przyszłości województwa
              potrzebna jest atmosfera radości z tego, że komuś się udało zbudować dom, sklep
              czy muzeum, nawet jeśli ten ktoś jest z innej partii".


              • Gość: spoko Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.06, 09:39
                Właśnie przyczytałem po raz drugi to co ukazało się w NTO i rozśmieszyły mnie
                pretensje Moniki o to, że 50-latek bez habilitacji nie podjął rzeczowej polemiki
                z tezami prof. Nicieji. Żeby podjęcie takiej polemiki było możliwe, trzeba
                najpierw sformułować jakieś tezy, nad którymi dałoby się dyskutować. Niestety,
                wypowiedź prof. Nicieji to niemal same ogólniki i daleko idące uogólnienia,
                od jakich powinien powstrzymywać się każdy szanujący się człowiek nauki. Pan
                profesor ewidentnie przeszarżował, oskarżając wszystkich i wszystko, najczęściej
                bez wskazania konkretnych winowajców i bez przywołania konkretnych faktów dla
                podbudowania swoich zarzutów i pretensji (z jednym jedynym wyjątkiem, jakim są
                wspomniane przez niego trudności z przeniesieniem do Opola figury św. Krzysztofa
                z Kopic). Do kogo na ten przykład są adresowane jego zarzuty w stosunku do
                lokalnych polityków, którym wytyka używanie inwektyw i języka obelżywego. Czy
                chodzi mu o pyskówki między Szteligą i Garbowskim, czy o ciągłe wylewanie
                w mediach pomyj na PiS , czy też o to, w jaki sposób różni pretendenci do władzy
                w ratuszu starają się "dokopać" aktualnie urzędującemu prezydentowi miasta?
                Może chodzi mu o sławetną nagonkę na wiceprezydenta Karbowiaka w 2004 r.,
                a może raczej o to, że parę miesięcy temu jego samego (tzn. prof. Nicieję)
                uznano za persona non grata w czasie ratuszowych uroczystości ku czci prezydenta
                Kaczorowskiego? Nie wiadomo i trudno się tego domyślić komuś kto przeczytał
                publikację w NTO. Przy takim poziomie ogólnikowości zarzutów wszyscy mogą czuć
                się obrażeni tym co mówi JM, zwłaszcza zaś ci, którzy na co dzień starannie
                unikają takich zachowań, jakie publicznie piętnuje pan profesor.

                Jeżeli ktoś oczekuje rzeczowej polemiki, to sam powinien wypowiadać się
                w sposób rzeczowy, odpowiednio uzasadniając swoje tezy i formułując je w sposób
                zapobiegający nieporozumieniom, bez zbyt daleko idących uogólnień. Niestety
                prof. Nicieja dał po tym względem bardzo zły przykład, wybierając konwencję tzw.
                pyskówki. Tym samym torem podążyli później dwaj fani JM, sięgając po epitety
                i wyzwiska w stosunku do 50-latka bez habilitacji. Ten ostatni odniósł się
                w kpiący sposób do zapoczątkowanej przez JM pyskówki - to cała jego
                "wina". Dużo większym winowajcą jest dla mnie ten, kto zaczął całą tę
                nieszczęsną pyskówkę, wybierając taki właśnie nieeelegancki i podszyty
                prywatnymi resentymentami sposób mówienia o problemach naszego miasta i regionu.
                Moim skromnym zdaniem, kto jak kto, ale rektor państwowej uczelni wyższej nie
                powinien wypowiadać się publicznie w takiej formie i takim językiem, bo szkodzi
                w ten sposób nie tylko własnemu wizerunkowi medialnemu, ale także wizerunkowi
                reprezentowanej przez siebie uczelni.
                • Gość: jedi Re: do Moniki IP: *.chello.pl 16.07.06, 10:26
                  Masz sporo racji, ale gdyby rektor pisał ze szczegółami to pewnie musiałaby
                  zapełnić z 15 stron. Sporo sie nazbierało rożnych glupot. A co kandydowania to
                  Nicieja nigdy sie na to nie zgodzi. On i dziury w chodnikach? Wolne żarty.
                  Lubię rektora, ale uważam ze by sobie nie poradził.
                  • Gość: spoko Re: do Jediego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.06, 10:48
                    Pomysł z kandydowaniem prof. Nicieji na prezydenta miasta to rzeczywiście
                    pomysł poroniony, bo jest to funkcja na tyle absorbująca, że jej sprawowanie
                    oznaczałoby wypadnięcie z obiegu naukowego na całe cztery lata. Straconego w ten
                    sposób czasu raczej nie dałoby się już nadrobić, zwłaszcza że obecny rektor UO
                    byłby za te cztery lata już na progu emerytury. Lepiej dla wszystkich (może poza
                    lokalnymi politykami z SLD), a zwłaszcza dla niego samego, żeby nadal zajmował
                    się tym co obecnie. Lepiej też, żeby nie wdawał się w żadne pyskówki medialne,
                    bo tylko psuje sobie w ten sposób image, które znacznie poprawiło się od czasu,
                    gdy w zeszłym roku postanowił trzymać większy dystans w stosunku do lokalnej
                    prasy (szkoda, że nie wytrwał zbyt długo w tym swoim postanowieniu).
                  • Gość: Prof Re: do Moniki IP: *.unicity.pl / *.unicity.pl 12.08.06, 09:09
                    Jedi masz rację.
                • Gość: monika Re: do spoko IP: *.atol.com.pl 16.07.06, 13:22
                  Nie sformułowałam zadnych pretensji. Moze zacytujesz?
                  Nie jest to artykuł naukowy, tylko publicystyczny. Jest to głos w dyskusji,
                  jaka toczy się od kilku tygodni na łamach NTO. W tego rodzaju wypowiedziach nie
                  umieszcza sie przypisów, ani wielu dowodów na poparcie sformułowanych tez. W
                  dyskusji tej nie chodzi o to, aby wskazywać konkretnych winowajców i stawiać
                  ich pod pręgierzem, lecz o to, by pokazać problem. Nie masz racji pisząc, że
                  podał tylko jeden przykład.
                  Prof. Nicieja pisząc o języku nienawiści przywołał audycję radia Opole - Salon
                  polityczny, gdzie rzeczywiście często dyskusja jest rodem z magla.
                  Rektor pisze o słownym bandytyzmie wypowiedzi polityków na łamach prasy. Kto
                  czyta regularnie nasze regionalne gazety nie potrzebuje egzemplifikacji (vide:
                  wypowiedzi radnego Kowalskiego na temat przywódcy PO posła Korzeniowskiego, czy
                  wystąpienia na sesji rady młodych radnych, którzy nie dyskutują na temat
                  problemu tylko szermują inwektywami, jesli wyniki badań im nie pasują, to
                  próbują dyskredytować autora, mówiąc, zresztą bezpodstawnie, o lewicowości,
                  socjalizmie etc. zamiast podjąć dyskusję na temat tych wyników).
                  Nie sądzę, że chodziło rektorowi o - jak twierdzisz - "sławetną nagonkę na
                  wiceprezydenta Karbowiaka w 2004 r." Jaka to nagonka i jaka sławetna? Gdyby
                  dziś zapytać mieszkańców o co chodziło, zapewniam, że wielu nie pamiętałoby.
                  Sama ją dobrze pamiętam. Właśnie, ten, kto podjął polemikę z poglądami
                  Karbowiaka w rodzaju, że rozstrzeliwanie bojowników ruchu oporu przez
                  hitlerowców było zgodne z prawem, a proces norymberski farsą, był od razu
                  poczęstowany epitetami, że komunista, lewizna itp. Nawet jeśli w tej polemice
                  używano wyłącznie argumentów i prezentowano przeciwstawny pogląd do poglądów
                  wice prezydenta, który głosił tezy bliskie ideologii nazistowskiej
                  (rozstrzeliwanie winnych zbrodni bez sądów itp.), to i tak dostawali między
                  oczy obelgami i pomówieniami, na łamch prasy i tu na forum GW. Domaganie sie
                  odwołania takiego wiceprezydenta, co umożliwiłoby mu głoszenie takich poglądów
                  jako osoba prywatna, zostało potraktowane jak zamach na demokrację.
                  Twoje argumenty, że ogólne tezy rektora obrażają tych, którzy nie szermują
                  obelgami i inwektywami w politycznym dyskursie są wątpliwe. Ci, których to nie
                  dotyczy, nie czują się obrażeni, tylko podzielają ten pogląd, bo właśnie taki
                  styl dyskusji przeważa (np. wypowiedź o braku kultury politycznej byłego posła
                  Szczygielskiego w artykule o K. Kobiałce w tym samym numerze NTO).
                  Nie wiem, dlaczego zgłaszasz zastrzeżenia do języka autora. Piszesz o
                  podszytych resentymentach. Sadzę, że jeśli ktoś sam na własnej skórze odczuł,
                  czym jest język nienawiści, a także doświadczył prześmiewczych ocen
                  niewątpliwych jego dokonań, jest równie uprawniony do napisania takiego tekstu
                  jak ten, który na emigracji wewnętrznej przez "mędrca szkiełko i oko" obserwuje
                  niezdolność do kompromisu, brak rzeczowej dyskusji nad problemami miasta i
                  regionu, blokowanie słusznych pomysłów tylko dlatego, że zgłaszają je oponenci
                  polityczni itp.
                  Polecam artykuł z "Wprost" na temat wsparcia, jakiego udzielają uczelniom
                  władze miasta Poznania i Wrocławia.
                  Nasze władze natomiast zgłosiły wniosek do programu stypendialnego UE dla
                  studentów bez sprawdzenia, ilu jest studentów w dzielnicach zgłoszonych do
                  programu rewitalizacji i musiały umowę aneksować, bo otrzymano pieniądze dla 98
                  studentów, a spełniało kryteria w tych dzielnicach zaledwie 14. Zresztą
                  niezrozumiałe jest zgłoszenie do programu rewitalizacji Zakrzowa i Nowej Wsi
                  Królewskiej, a nie degradującego się osiedla Metalchem. Dlatego Opole nie
                  otrzymało pieniędzy z tego programu, oprócz zredukowanych o 85% środków
                  uzyskanych na stypendia.
                  Mogłabym podać więcej przykładów na uzasadnienie twierdzeń rektora, jak bardzo
                  szkodliwy jest brak współpracy z powodów politycznych. Istotą demokracji jest
                  właśnie zdolność do poszukiwania optymalnych rozwiązań dzięki dyskusji z
                  perspektywy róznych ideologii, a także zdolność współdziałania ponad podziałami
                  politycznymi, jak np. utworzenie koalicji w Niemczech.
                  • Gość: spoko Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.06, 14:20
                    No, jeżeli zorganizowane wywieranie nacisku na pracodawcę (prezydenta miasta
                    Opola), żeby zwolnił z pracy człowieka (wiceprezydenta Karbowiaka) tylko
                    dlatego, ze ten posiada takie czy inne, nie pasujące komuś innemu poglądy na
                    historię i politykę międzynarodową, mieści się, Twoim zadaniem, w ramach
                    demokratycznych norm politycznych, to mamy zasadniczo odmienne wyobrażenia
                    na temat takich pojęć jak demokracja i prawa człowieka. Przypominam, że
                    sygnatariusze osławionego apelu o odwołanie Karbowiaka próbowali wymusić na
                    prezydencie miasta złamanie obowiązującego kodeksu pracy, zabraniającego
                    dyskryminowania kogokolwiek w stosunkach pracy ze względu na przekonania
                    polityczne (art. 11 indeks 3 kp). Moim zdaniem był jeden z większych skandali
                    politycznych na Opolszczyźnie w ostatnich latach.

                    Nie utożsamiam się z poglądami Karbowiaka, które w niejednej kwestii są mi
                    bardzo dalekie. Robienie nagonki na człowieka z powodu jego przekonań uważam
                    jednak za rzecz skandaliczną, zwłaszcza gdy na każdym niemal kroku obserwuje
                    się stosowanie podwójnej miary w tego typu sprawach. Robi się nagonkę na
                    prawicowego wiceprezydenta miasta, ale za rzecz normalną uznaje się obecność
                    w życiu publicznym, a także na wyższych uczelniach, starych komuchów, którzy
                    nie tylko głosili kiedyś jawnie antydemokratyczne poglądy, ale także czynnie
                    wspierali antydemokratyczny reżim komunistyczny, jak choćby osławiony "filozof"
                    Kozera z WSP/UO czy były esbek Kłosiński, zatrudniony na tej samej uczelni na
                    stanowisku dyrektorskim. Ta moralna dwulicowość w traktowaniu ludzi prawicy
                    oraz byłych(?) komuchów jest dla mnie najbardziej oburzająca.

                    Prof. Nicieja był niestety jedną z tych osób, które w 2004 r. podpisały apel
                    o odwołanie Karbowiaka, podobnie jak wspomniany powyżej "filozof" Kozera czy
                    były poseł na sejm PRL, Jan Goczoł, który w 1968 r. jako jeden z dwóch pisarzy
                    opolskich czynnie włączył się do reżimowej kampanii propagandowej przeciwko
                    “syjonistom” i opozycyjnie nastawionym intelektualistom. Wszystko to był jeden
                    wielki skandal! Poprzez swój udział w tym skandalu prof. Nicieja przyłożył
                    niestety ręki do utrzymywania się w naszym mieście niezdrowej atmosfery, którą
                    obecnie tak krytykuje.
                    • Gość: Nick Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.06, 16:10
                      Ja też pamiętam całą tę aferę z próbą wymuszenia dymisji Karbowiaka w 2004 r.
                      i śmiem twierdzić, że Monika mocno mija się tu z prawdą, licząc zapewne na słabą
                      pamięć innych internautów. Dla odświeżenia pamięci przytaczam dotyczący tej
                      sprawy fragment rękopisu książki Z. Bereszyńskiego:




                      Ledwie tylko ucichła “awantura o senatora”, rozkręcono kolejną tego
                      typu kampanię, atakując tym razem wiceprezydenta Karbowiaka za to, że parę lat
                      wcześniej, nie pełniąc jeszcze żadnych funkcji publicznych, w ramach polemiki
                      z redakcją narodowo-radykalnego pisma “Szczerbiec”, dał wyraz swoim
                      niekonwencjonalnym zapatrywaniom na niektóre sprawy i wydarzenia z okresu II
                      wojny światowej. Również tym razem zaczęło się od publikacji w “Nowej Trybunie
                      Opolskiej”, która 19 lutego 2004 r. okrzyknęła Karbowiaka “skandalistą”,
                      wzywając jednocześnie czytelników do udziału w internetowej sondzie na temat
                      tego, czy powinien on podać się do dymisji. Opublikowany wówczas przez “NTO”
                      wywiad z wiceprezydentem Karbowiakiem dostarczył jego przeciwnikom kolejnego
                      pretekstu do ataków - za przedstawienie własnych poglądów na wojnę w Iraku i na
                      postępowanie aliantów z byłym dyktatorem tego kraju.

                      23 lutego 2004 r. Mirosław Olszewski z “NTO”, zarzucając Karbowiakowi
                      negatywny stosunek do praw człowieka, głosił już triumfalnie, że “Karbowiak
                      został sam” i że “Wszyscy chcą głowy wiceprezydenta”. W wytworzonej w ten sposób
                      atmosferze medialnego linczu pojawił się, opublikowany przez “NTO” w wydaniu
                      z 24 lutego 2004 r., list otwarty 33 osobistości lokalnych, które zwróciły się
                      do prezydenta miasta Opola, Ryszarda Zembaczyńskiego, z apelem o odwołanie
                      Arkadiusza Karbowiaka z funkcji wiceprezydenta za to, że rzekomo prezentuje on
                      “poglądy bliskie ideologii nazistowskiej”.

                      “Zwracamy się do Pana, Panie Prezydencie - pisali autorzy listu -
                      - z żądaniem usunięcia Arkadiusza Karbowiaka ze stanowiska wiceprezydenta Miasta
                      Opola. Jako obywatele nie życzymy sobie, aby osoba publiczna głosiła poglądy
                      bliskie ideologii nazistowskiej, czego zakazuje Konstytucja RP. Co istotne, nasz
                      sprzeciw nie odnosi się jedynie do wcześniejszych publikacji A. Karbowiaka,
                      lecz także do wypowiedzi w wywiadzie opublikowanym w »NTO« 20.02.04, w którym
                      twierdzi, że należy zbrodniarzy rozstrzeliwać bez sądu, co przecież było
                      bolszewicką i nazistowską praktyką. Do głębi oburza nas pogląd Arkadiusza
                      Karbowiaka, że prawa człowieka to mrzonka (NTO, 23.02.04), tym bardziej, że
                      głosił go wiceprezydent odpowiedzialny za rozwój oświaty w Opolu.

                      Oczekujemy od Pana Prezydenta zajęcia zdecydowanego stanowiska
                      i zdymisjonowania A. Karbowiaka. Zwalczanie nazistowskich poglądów jest
                      szczególnie ważne w takim mieście jak Opole - stolicy regionu, którego
                      mieszkańcy włożyli tak wiele wysiłku, aby przezwyciężyć brzemię historii.
                      Publicznie głoszone poglądy przez wiceprezydenta A. Karbowiaka psują wizerunek
                      Opola i naszego regionu w kraju i za granicą”.

                      Apel o odwołanie wiceprezydenta Karbowiaka podpisali: “dr Danuta
                      Berlińska, poseł Andrzej Diakonow, b. radny Alojzy Drewniak, wicemarszałek
                      Ryszard Galla, literat Jan Goczoł, dr Janina Hajduk-Nijakowska, red. Tadeusz
                      Horoszkiewicz, poseł Tadeusz Jarmuziewicz, senator Apolonia Klepacz, radny
                      Sławomir Kłosowski, literat Kazimierz Kowalski, prof. Piotr Kowalski, prof.
                      Bartłomiej Kozera, poseł Henryk Kroll, marszałek Grzegorz Kubat, prof. Michał
                      Lis, red. Ewa Lubowiecka, rektor UO prof. Józef Musielok, poseł Andrzej Namysło,
                      senator prof. Stanisław S. Nicieja, red. Bogusław Nierenberg, poseł Helmut
                      Paździor, poseł Kazimierz Pietrzyk, red. Stanisław Racławicki, prof. Robert
                      Rauziński, prof. Stanisław Senft, senator prof. Dorota Simonides, b. przew.
                      Rady Miasta Opola Stanisław Skakuj, prof. Teresa Smolińska, dr Kazimierz
                      Szczygielski, poseł Jerzy Szteliga, poseł Zenon Tyma, b. radny Janusz Wójcik”.

                      Żaden z licznych sygnatariuszy listu nie pokusił się bynajmniej
                      o wykazanie, że poglądy Karbowiaka mają faktycznie jakikolwiek, bliski czy
                      daleki związek z ideologią narodowego socjalizmu. Poprzestano na samym
                      obrzuceniu przeciwnika błotem, wychodząc zapewne z założenia, że nawet
                      najbardziej bzdurne i bezzasadne oszczerstwo może być w jakimś stopniu
                      skuteczne, ponieważ zawsze coś się przylepi i przyschnie.

                      Z podobnym listem wystąpiła postkomunistyczna Federacja Młodych
                      Socjaldemokratów.

                      Najbardziej oburzające w całej tej sytuacji - podobnie jak wcześniej
                      w sprawie Osmańczyka - było to, że wśród tych, którzy najgłośniej domagali się
                      głowy Karbowiaka, najliczniejszą grupę stanowili ludzie o ewidentnie brudnej
                      przeszłości politycznej, niegodni tego, by sądzić i rozliczać innych: dawni
                      aktywiści PZPR i PRON, którzy sami nie tylko głosili w przeszłości dużo bardziej
                      kontrowersyjne poglądy niż Karbowiak, ale jeszcze wcielali te poglądy w czyn,
                      wysługując się antydemokratycznemu, totalitarnemu systemowi komunistycznemu.

                      Wbrew temu co głosił początkowo red. Olszewski na łamach “Nowej
                      Trybuny Opolskiej”, wiceprezydent Karbowiak nie pozostał jednak osamotniony na
                      placu boju i triumfalizm jego przeciwników okazał się przedwczesny. Niebawem
                      pojawiły się kolejne głosy w obronie atakowanego wiceprezydenta, zwracające
                      uwagę na dwulicowość i bezprawny charakter kierowanych przeciwko niemu
                      wystąpień. W obronie Karbowiaka wystąpiła m. in. Rada Miejska Nysy. Nie ulegając
                      bezprawnym naciskom, prezydent Zembaczyński pozostawił Karbowiaka na stanowisku,
                      zobowiązując go jedynie do powstrzymania się przez okres trzech miesięcy od
                      jakichkolwiek wypowiedzi publicznych.

                      Nie minęły dwa tygodnie, a początkowy triumfalizm “pogromców”
                      Karbowiaka zamienił się w upokarzające poczucie klęski, a rozpętana przez
                      nich afera obróciła się przeciwko nim samym. Szybko bowiem okazało się, że
                      wystąpienie z apelem o odwołanie Karbowiaka było wyrazem żenującej ignorancji
                      prawnej autorów i sygnatariuszy apelu. Liczne “autorytety” lokalne, posłowie,
                      senatorowie, przedstawiciele środowiska akademickiego itd., skompromitowały się
                      i ośmieszyły, występując z bezprawnym żądaniem zwolnienia człowieka z pracy ze
                      względu na prezentowane przez niego poglądy (i to rzekomo w imię troski m. in.
                      o przestrzeganie praw człowieka na terenie Opola!). Prawdziwym skandalem okazały
                      się nie poglądy Arkadiusza Karbowiaka, lecz ignorancja i niekompetencja
                      zwalczających go “autorytetów”, ze szczególnym uwzględnieniem jedenastu
                      opolskich parlamentarzystów (trzech senatorów i ośmiu posłów), którzy podpisali
                      list otwarty z apelem o odwołanie wiceprezydenta.

                      Prawną ignorancję autorów i sygnatariuszy apelu o odwołanie Karbowiaka
                      napiętnowali w szczególności Bogusław Bardon, Zbigniew Bereszyński i Wiesław
                      Ukleja, wydając datowane 7 marca 2004 r. obszerne oświadczenie, w którym
                      czytamy m. in.:

                      “[...] sygnatariusze apelu nie zadali sobie trudu, by przedłożony
                      im do podpisu dokument przeanalizować pod kątem jego zgodności z obowiązującym
                      w Polsce - a także w Unii Europejskiej - prawem, które jasno i wyraźnie stanowi,
                      że »Jakakolwiek dyskryminacja w zatrudnieniu, bezpośrednia lub pośrednia,
                      w szczególności ze względu na [...] przekonania polityczne [...] jest
                      niedopuszczalna« (art. 11 ind. 3 kodeksu pracy w brzmieniu obowiązującym od
                      1 stycznia 2004 r.). Tymczasem tak się składa, że wiceprezydent Karbowiak jest
                      pracownikiem, zatrudnionym przez prezydenta miasta na podstawie powołania
                      (jedna z form stosunku pracy) i w związku z tym odnoszą się do niego wszelkie
                      ogólnie obowiązujące uregulowania prawa pracy. Zwolnienie go ze względu na
                      prezentowane obecnie czy w przeszłości przekonania polityczne
                      • Gość: Nick Re: do Moniki(2) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.06, 16:11

                        Prawną ignorancję autorów i sygnatariuszy apelu o odwołanie Karbowiaka
                        napiętnowali w szczególności Bogusław Bardon, Zbigniew Bereszyński i Wiesław
                        Ukleja, wydając datowane 7 marca 2004 r. obszerne oświadczenie, w którym
                        czytamy m. in.:

                        “[...] sygnatariusze apelu nie zadali sobie trudu, by przedłożony
                        im do podpisu dokument przeanalizować pod kątem jego zgodności z obowiązującym
                        w Polsce - a także w Unii Europejskiej - prawem, które jasno i wyraźnie stanowi,
                        że »Jakakolwiek dyskryminacja w zatrudnieniu, bezpośrednia lub pośrednia,
                        w szczególności ze względu na [...] przekonania polityczne [...] jest
                        niedopuszczalna« (art. 11 ind. 3 kodeksu pracy w brzmieniu obowiązującym od
                        1 stycznia 2004 r.). Tymczasem tak się składa, że wiceprezydent Karbowiak jest
                        pracownikiem, zatrudnionym przez prezydenta miasta na podstawie powołania
                        (jedna z form stosunku pracy) i w związku z tym odnoszą się do niego wszelkie
                        ogólnie obowiązujące uregulowania prawa pracy. Zwolnienie go ze względu na
                        prezentowane obecnie czy w przeszłości przekonania polityczne, jak chcieliby
                        sygnatariusze apelu, byłoby sprzeczne z kodeksem pracy, a wystąpienie z takiej
                        treści żądaniem przez grono opolskich parlamentarzystów, naukowców, dziennikarzy
                        itd. można zakwalifikować jako zorganizowane wywieranie presji na rzecz
                        popełnienia czynu zakazanego przez prawo! Obowiązujące aktualnie przepisy
                        kodeksu karnego nie kwalifikują wprawdzie takiego postępowania jako
                        przestępstwa, ale jego naganność moralna wydaje się bezdyskusyjna. Użyte
                        przez nas w poprzednim oświadczeniu słowo »lincz« jest w tym kontekście
                        jak najbardziej adekwatnym określeniem zaistniałej sytuacji.

                        Przywołany powyżej artykuł 11 ind. 3 kodeksu pracy uzyskał swoje
                        obecne brzmienie w wyniku tzw. nowelizacji unijnej z dnia 14 listopada 2003 r.
                        (Dziennik Ustaw, nr 213, poz. 2081). Jest zatem rzeczą niepojętą, że przepisu
                        tego nie zna jedenastu (!) podpisanych pod apelem opolskich parlamentarzystów,
                        którzy powinni mieć w świeżej pamięci treść tworzonego czy przekształcanego
                        niedawno, za ich kadencji i przy ich biernym choćby współudziale, prawa. Nie
                        chodzi tu o jakiś mało istotny, drugo- lub trzeciorzędny przepis sprzed lat,
                        którego można byłoby nie znać lub nie pamiętać, ale o przepis o fundamentalnym
                        znaczeniu dla stosunków między pracownikami a pracodawcami. Znajomość (choćby
                        tylko intuicyjna) owego fundamentalnego przepisu jest elementem ogólnej kultury
                        prawnej, jaką powinien legitymować się każdy odpowiedzialny uczestnik życia
                        publicznego, nawet na najniższym i najskromniejszym szczebelku lokalnym, a cóż
                        dopiero poseł lub senator RP, do którego podstawowego zakresu kompetencji należy
                        współudział w stanowieniu prawa! Niestety, nieznajomością prawa wykazało się
                        trzech senatorów i ośmiu posłów z terenu Opolszczyzny, co rzuca zaiste
                        przerażające światło na kwalifikacje i jakość pracy naszej wojewódzkiej
                        reprezentacji parlamentarnej. Wierzyć się nie chce, że nikomu z owej »drużyny«
                        nie zadrżała ręka przy podpisywaniu dokumentu tak jaskrawo kłócącego się
                        z obowiązującym w naszym kraju prawem! Szczególne zdumienie musi budzić fakt,
                        że w gronie tym znalazł się również poseł z ugrupowania o nazwie »Prawo
                        i Sprawiedliwość«608... Wychodzi na to, że jedenastu opolskich parlamentarzystów
                        nie orientuje się w istotnych elementach tworzonego przy ich współudziale prawa,
                        nie interesuje się tymi zagadnieniami lub ich nie rozumie, nie czyta jak należy
                        przedkładanych im projektów ustaw itd. Jeżeli w podobny sposób traktuje swoje
                        obowiązki większa liczba parlamentarzystów, to trudno dziwić się, że ogólny stan
                        życia publicznego w naszym kraju jest tak fatalny jak to widzimy! [...]

                        Na zakończenie jeszcze jedna drobna uwaga. Możemy zrozumieć, choć
                        nie usprawiedliwić, że wśród sygnatariuszy apelu o zwolnienie z pracy pana
                        Arkadiusza Karbowiaka znaleźli się byli aktywiści PZPR i PRON. Podobne praktyki
                        były przecież rzeczą nagminną w czasach, gdy reprezentowana przez nich formacja
                        polityczna sprawowała niepodzielną władzę w naszym kraju, a wiadomo, że czym
                        skorupka za młodu nasiąknie... Jak w tym towarzystwie mógł znaleźć się były
                        działacz pierwszej »Solidarności«, związku walczącego o to, aby nikogo nie
                        pozbawiano pracy z powodu posiadanych przekonań, tego jednak już nie pojmujemy.
                        Bardzo kręte bywają koleje ludzkich losów”.

                        Tekst przytoczonego powyżej oświadczenia został przekazany redakcji
                        „Nowej Trybuny Opolskiej” jako głos w toczącej się na łamach „NTO” dyskusji na
                        temat „sprawy Karbowiaka”. Redakcja „NTO”, dając kolejny dowód stronniczości
                        i serwilizmu wobec wpływowych osobistości lokalnych, nie zdobyła się jednak
                        na opublikowanie choćby fragmentu oświadczenia, tak bezlitośnie obnażającego
                        niekompetencję miejscowych elit politycznych. W jednym z wydań „NTO”
                        zamieszczono tylko krótką wypowiedź Donaty Wnuk, która w rozmowie telefonicznej
                        z redakcją zwróciła uwagę na nieznajomość prawa pracy, jaką wykazali się
                        sygnatariusze apelu o odwołanie wiceprezydenta Karbowiaka. Na tym zakończono
                        publikację tekstów i wypowiedzi na temat „sprawy Karbowiaka”. Oświadczenie
                        B. Bardona, Z. Bereszyńskiego i W. Uklei ukazało się ostatecznie tylko
                        w formie ulotki, kolportowanej pod kościołami i na opolskich uczelniach
                        (głównie przez W. Ukleję oraz przez młodego działacza studenckiego, Sebastiana
                        Bodzentę, członka Krajowej Komisji Koordynacyjnej NZS, który przyjechał
                        specjalnie w tym celu aż z Warszawy, wyręczając pasywnie nastawionych działaczy
                        z terenu Opola). W ten sposób – w piętnaście lat po zawarciu ugody Okrągłego
                        Stołu - powróciliśmy niejako w dawne, komunistyczne czasy, gdy łamy gazet
                        pozostawały zamknięte dla tekstów krytykujących rządzące elity, a punkt
                        widzenia opozycji odzwierciedlały jedynie drukowane w podziemiu ulotki. Trudno
                        o lepszą ilustrację efektów “transformacji systemowej” w regionie opolskim!

                        Jedyną odpowiedzią opolskich mediów na oświadczenie B. Bardona,
                        Z. Bereszyńskiego i W. Uklei było nagłe wyciszenie “sprawy Karbowiaka”. Jak
                        nożem uciął, ucichła wrzawa w mediach i umilkły głosy lokalnych “autorytetów”.
                        Nikt nie próbował bronić się przed zarzutem niekompetencji i ignorancji prawnej,
                        ale też nikt nie zdobył się choćby na odrobinę samokrytyki. Wybrano głuche
                        milczenie jako najskuteczniejszy sposób na to, aby do świadomości ogółu
                        mieszkańców Opolszczyzny nie dotarły płynące ze “sprawy Karbowiaka” wnioski na
                        temat żałosnego poziomu kwalifikacji znacznej części lokalnych elit politycznych
                        - posłów, senatorów, dziennikarzy itd. Jedynym periodykiem lokalnym, jaki
                        odważył się na rzetelne przedstawienie “sprawy Karbowiaka”, wraz ze wszystkimi
                        płynącymi z tej sprawy wnioskami, były “Nowiny Nyskie”, wydawane pod
                        kierownictwem Janusza Sanockiego.
                        • Gość: jedi Re: do Moniki(2) IP: *.chello.pl 16.07.06, 18:13
                          Pani Nick - nie wnikając w meandry prawa pracy - mam tylko jedno pytanie, czy
                          chciałby pan aby człowiek o takich(!) poglądach jak Karbowiak był pana
                          reprezentantem w samorządzie gminnym??? Prosze o odpowiedź, od tego uzależniam
                          sens dalszej dyskusji.
                          • Gość: Nick Re: do Jediego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.06, 18:43
                            Jak już zaznaczyłem, nie utożsamiam się z poglądami pana Arkadiusza Karbowiaka.
                            W paru kwestiach moje poglądy dość radykalnie odbiegają od jego punktu widzenia.
                            Tak np. np nie podzielam jego wyraźnych inklinacji ku tradycjom tzw. obozu
                            narodowego. Jeżeli chodzi o przyszły samorząd gminny, to jak na razie jeszcze
                            nie wiem, na kogo będę głosować w najbliższych wyborach. Obawiam się, że
                            związane z tym rozterki nie opuszczą mnie aż do ostatniej chwili. Prawdę mówiąc,
                            to w naszym kochanym Opolu nie bardzo jest z czego wybierać. Najpewniej będę
                            głosować na zasadzie wyboru najmniejszego zła. Gdyby Karbowiak chciał być posłem
                            czy senatorem, to raczej na pewno bym na niego nie głosował, bo w tym wypadku
                            sprawa politycznych poglądów kandydata ma znaczenie fundamentalne. Nie sądzę
                            jednak, aby był to czynnik o większym znaczeniu w przypadku radnego miejskiego,
                            który żadną wielką polityką i tak nie będzie się zajmować. Myślę, że w takim
                            przypadku mógłbym spokojnie machnąć ręką na jego zapatrywania polityczne
                            i historiozoficzne. W tym wypadku naprawdę liczą się inne kwalifikacje. Jak
                            na razie Karbowiak jest tylko urzędnikiem miejskim i jego poglądy w ogóle mnie
                            nie interesują, podobnie jak poglądy innych urzędników z ratusza.
                            • Gość: jedi Re: do Jediego IP: *.chello.pl 16.07.06, 22:18
                              Dziękuję za odpowiedz. Pytalem, bo w mojej ocenie poglądy osoby opłacanej z
                              publicznych pieniędzy nie powinny ocierac się o zachowania nie akceptowalne w
                              większości społecznstwa. Tak się akurat składa, że wicepreydent utożsamia się z
                              poglądam, że lepsza kulka w łeb niż potem kłopot z jeńcem. Niestety ten pan
                              nadzoruje opolskie szkoły. Życzyłbym sobie, aby kims takim nie była osoba jego
                              pokroju. I dlatego gdybym mógł to też podpisałbym się pod listem o jego
                              odwołanie. Argument prawny jest ważki, ale sygantariusze listy - jak mniemam -
                              podpisali go nie tytułem nagonki, a raczej z odruchu serca i w gescie
                              sprzeciowu. Prawo czasami broni nie tych co trzeba panie Nick.
                              • Gość: Nick Re: do Jediego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.06, 22:58
                                Prawo musi być jednakowe dla wszystkich, a w szczególności dla tych, z których
                                poglądami się nie zgadzamy. Od stwierdzenia, ze poglądy osoby osoby opłacanej
                                z pieniędzy publicznych mają być akceptowalne dla większości społeczeństwa,
                                jest już tylko krok do ustanowienia nowej tyranii. Najpierw byłaby to tyrania
                                demokratyczna - tyrania większości. Potem można byłoby zrobić następny krok,
                                uznając, że osoba opłacana z pieniędzy publicznych nie może prezentować
                                poglądów, których nie mogłaby zaakceptować najbardziej oświecona część
                                społeczeństwa - jego intelektualna czy moralna elita lub awangarda. I tak,
                                krok po kroku doszlibyśmy do tego co przerabialiśmy już w czasach PRL, gdy tzw.
                                awangarda proletariatu (PZPR) mówiła nam wszystkim, co i jak mamy myśleć,
                                a stanowiska publiczne były niedostępne dla osób mających nieodpowiednie
                                ("reakcyjne") poglądy. Od rzemyczka do koziczka! Właśnie dlatego prawo ma
                                chronić przede wszystkim rozmaite mniejszości (także mniejszości polityczne
                                oraz intelektualne, niekoniecznie tylko etniczne czy seksualne), a nie
                                gwarantować dominację większości. To jeden z najważniejszych fundamentów
                                wolności obywatelskich, chroniący demokrację przed wyradzaniem się w oligarchię,
                                a następnie w tyranię, przed którym to niebezpieczeństwem przestrzegał już
                                Arystoteles. Właśnie dlatego potępiam to co dwa lata temu próbowano zrobić
                                z Karbowiakiem, niezaleznie od tego jaki jest mój prywatny stosunek do jego
                                poglądów.
                                • Gość: monika Re: do Nicka IP: *.atol.com.pl 16.07.06, 23:28
                                  Kto mówi o poglądach osoby opłacanej z pieniędzy publicznych, że mają być
                                  akceptowalne dla wiekszości społeczeństwa? To czysta demagogia!!!
                                  Mówimy o poglądach, które dopuszczają zgładzenie kogoś bez sądu. W procesie
                                  norymberskim trzech oskarżonych uniewinniono. Mówimy więc o standardach:
                                  1. Nie można nikogo pozbawiać życia, tylko dlatego, że nam się wydaje, że na to
                                  zasługuje.
                                  2. Każdy ma prawo do poszanowania jego godności, co gwarantują prawa czlowieka.
                                  Sądzisz, że te dwie powszechnie obowiązujące zasady, co nie musi oznaczać, że
                                  są podzielane przez większość, moze osoba publiczna ignorowac, lekceważyć?
                                  Co to ma wspólnego z ideologią komunistyczną, która właśnie te dwie kardynalne
                                  zasady łamała?
                                  • Gość: spoko Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.06, 23:50
                                    Można mieć Karbowiakowi za złe to, że gdzieś tam wypowiedział się lekceważąco
                                    na temat praw człowieka w ramach czysto teoretycznych dywagacji na temat
                                    egzotycznych dla nas kwestii politycznych. Ci którzy chcieli go odwoływać
                                    z powodu jego przekonań, robili jednak coś dużo gorszego, bo chcieli
                                    praktycznego pogwałcenia obowiązujących w Polsce i Europie praw człowieka,
                                    chronionych m. in. przez nasz kodeks pracy.
                                    • Gość: monika Re: do Moniki IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 00:02
                                      Po pierwsze, osoba publiczna nie wygłasza czysto teoretycznych dywagacji - od
                                      tego są konferencje naukowe, których nie transmituje telewizja. Poszanowanie
                                      praw człowieka to nie jest egzotyczna kwestia poltyczna, tylko bardzo
                                      praktyczna. Dlatego jest wiele skarg obywateli polskich w Europejskim Trybunale
                                      Praw Człowieka.
                                      Domaganie się odwołania Karbowiaka nie było zadnym pogwałceniem praw
                                      człowieka!!! Przeczytaj mój wcześniejszy post, gdzie piszę o sankcjach UE w
                                      stosunku do Austrii po wyborze Heidera na kanclerza, o wyeliminowaniu Rocco
                                      Butiglione za poglądy czy usunięciu z CDU Martina Hohmanna również za głoszone
                                      poglądy.
                                      • Gość: spoko Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 00:19
                                        Co ma piernik do wiatraka? Czym innym jest np. wydalenie kogoś z partii
                                        politycznej za prezentowanie poglądów nie przystających do jej oficjalnego
                                        programu, a czym innym zwalnianie kogoś z pracy z powodu jego przekonań, czego
                                        jednoznacznie zabrania obowiązujący kodeks pracy. A co było gdyby zaczęto
                                        zbierać np. podpisy pod listem apelującym o zwolenienie z pracy na UO takiego
                                        np. Kozery z uwagi na to co głosił oficjalnie w stanie wojennym? Też
                                        podpisałabyś taki list "w odruchu serca"? A czemuż to np. Nicieja. Lis czy
                                        Kozera nie protestowali "w odruchu serca" przeciwko praktycznemu łamaniu praw
                                        człowieka przed 1989 r., tylko przeciwko teoretycznym dyrdymałom Karbowiaka
                                        w 2004 r.?

                                        Jeżeli osoba publiczna nie powinna wygłaszać czysto teoretycznych dywagacji, to
                                        jak ocenić ostatnie - dyskutowane właśnie w ramach tego wątku - wystąpienie
                                        obecnego rektora UO? Jest to przecież nader subiektywnie zabarwiona, wysoce
                                        kontrowersyjna, a dla niektórych osób nawet obraźliwa wypowiedź osoby pełniącej
                                        odpowiedzialną funkcję publiczną? Czy rektor Nicieja też przekroczył swoje
                                        uprawnienia, czy może wobec niego należy stosować inną miarę niż wobec
                                        Karbowiaka? A może mamy "w odruchu serca" zacząć zbierać podpisy pod apelem
                                        o odwołanie JM?
                                        • Gość: spoko Re: do Moniki - poprawka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 00:20
                                          Co ma piernik do wiatraka? Czym innym jest np. wydalenie kogoś z partii
                                          politycznej za prezentowanie poglądów nie przystających do jej oficjalnego
                                          programu, a czym innym zwalnianie kogoś z pracy z powodu jego przekonań, czego
                                          jednoznacznie zabrania obowiązujący kodeks pracy. A co by było, gdyby zaczęto
                                          zbierać np. podpisy pod listem apelującym o zwolenienie z pracy na UO takiego
                                          np. Kozery z uwagi na to co głosił oficjalnie w stanie wojennym? Też
                                          podpisałabyś taki list "w odruchu serca"? A czemuż to np. Nicieja. Lis czy
                                          Kozera nie protestowali "w odruchu serca" przeciwko praktycznemu łamaniu praw
                                          człowieka przed 1989 r., tylko przeciwko teoretycznym dyrdymałom Karbowiaka
                                          w 2004 r.?

                                          Jeżeli osoba publiczna nie powinna wygłaszać czysto teoretycznych dywagacji, to
                                          jak ocenić ostatnie - dyskutowane właśnie w ramach tego wątku - wystąpienie
                                          obecnego rektora UO? Jest to przecież nader subiektywnie zabarwiona, wysoce
                                          kontrowersyjna, a dla niektórych osób nawet obraźliwa wypowiedź osoby pełniącej
                                          odpowiedzialną funkcję publiczną? Czy rektor Nicieja też przekroczył swoje
                                          uprawnienia, czy może wobec niego należy stosować inną miarę niż wobec
                                          Karbowiaka? A może mamy "w odruchu serca" zacząć zbierać podpisy pod apelem
                                          o odwołanie JM?
                                          • Gość: monika Re: do Moniki - poprawka IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 00:31
                                            Przytoczę powiedzenie: co było, a nie jest nie pisze się w rejestr.
                                            Dyskutujemy o tym, co jest dzisiaj, co może dzisiaj zatruwać umysły, a nie o
                                            poglądach głoszonych 20 lat temu.
                                            Większość nie protestowała w "odruchu serca" przed 1989 r. z różnych powodów:
                                            strachu o życie swoich bliskich lub własne, z chęci zachowania pracy, z
                                            niewiary,, że takie protesty mogą coś zmienić itd.
                                            Natomiast w demokratycznej Polsce, kiedy możemy cieszyć się wolnością słowa,
                                            należy reagowac na niebezpieczne poglądy, które nie są dyrdymałami, głoszone
                                            przez osobę publiczną. Chocby dlatego, że dzis nie idzie się za to do
                                            więzienia. Milczenie byłoby więc przyzwoleniem.
                                            Wskaż, który fragment artykułu rektora jest obraźliwy i dla kogo. W czym
                                            przekroczył swoje uprawnienia? Jakież to nieakceptowane wartości głosił?
                                            • Gość: spoko Re: do Moniki - poprawka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 01:35
                                              Czym innym jest zwalczanie takich czy innych, poglądów, których nie akceptujemy,
                                              a czym innym jest wywieranie zorganizowanej presji w kierunku praktycznego
                                              pogwałcenia obowiązującego prawa, jak czynili sygnatariusze listu w sprawie
                                              odwołania Karbowiaka.

                                              Ja osobiście spokojnie przyjąłem wystąpienie rektora Nicieji w NTO, ale ktoś
                                              inny pisał tu niedawno, że osoba publiczna nie powinna pozwalać sobie na
                                              teoretyczne dywagacje w mediach. Dlatego właśnie zapytałem o to, jak oceniasz
                                              takie właśnie dywagacje JM na łamach NTO. Jak widzę, równiez w tej kwestii
                                              stosujesz podwójną miarę w zależności od tego, o kogo konkretnie chodzi.

                                              Niektóre uwagi Rektora Nicieji mogą być bardzo obraźliwe dale wielu osób, jak
                                              np. nazywanie krytycznych uwag na temat Musioła i Osmańczyka pośmiertnym
                                              niszczeniem tych ludzi. To samo można powiedzieć o bardzo nagatywnych ocenach
                                              miejscowych polityków, bez konkretnego wskazania, o kogo chodzi. Takie
                                              uogólnienia są bardzo niesprawiedliwe i dla wielu osób krzywdzące. Uważam,
                                              że rektor uniwersytetu powinien bardziej zważać na to co mówi, by nikogo
                                              nisłusznie nie obrażać poprzez wrzucanie wszystkich do jednego worka.
                                              • Gość: monika Re: do Moniki - poprawka IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 01:49
                                                Jeden list to zorganizowana presja? Czy ty wiesz, co znaczy słowo organizacja?
                                                PSByło to działanie ad hoc. Nie powstało stowarzyszenie do Zwalczania Poglądów
                                                wiceprezydenta Karbowiaka, którego celem statutowym byłoby dążenie do jego
                                                odwołania.
                                                Oczywiście, że epitet "kolaborant" uzyty przez wiceprezydenta Karbowiaka pod
                                                adresem Osmańczyka, jako argument, że nie mkożna wesprzec inicjatywy
                                                monitoringu jego grobu, aby chronić przed wandalizmem, czy robienie z Musioła
                                                sługusa III Rzeszy w mundurze feldgrau, nie ma nic wspólnego z krytyką tylko
                                                jest pośmiertnym niszczeniem tych ludzi i ich dorobku.
                                                Co do ocen języka i niezdolności do współdziałania miejscowych polityków, to
                                                naprawdę nie trzeba wskazywać żadnych nazwisk. Odnoszą się one do
                                                przedstawicieli wszystkich działających w Opolu partii. Nie prorównuj tego do
                                                epitetów.
                                                Wskaż zatem polityka, który zainicjował wspólpracę z różnymi środowiskami, aby
                                                rozwiązać jakiś istotny problem. To wtedy stwierdzę, że wyjątek potwierdza
                                                regułę.
                                                • Gość: spoko Re: do Moniki - poprawka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 02:29
                                                  Wyjątek potwierdzający regułę? Proszę bardzo, już wskazuję. Niedawno grupa
                                                  antykomunistycznych radykałów z Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej
                                                  zaprosiła m. in. rektora Nicieję, byłego senatora z ramienia SLD, do współpracy
                                                  przy organizowaniu obchodów dwóch ważnych rocznic historycznych. JM najwyrażniej
                                                  gestu tego nie docenił, skoro nie wspomniał o nim w swojej wypowiedzi dla NTO,
                                                  wybierając kreślenie tendencyjnego obrazu sytuacji, utrzymanego w jednolicie
                                                  ciemnej konwencji (być może po to, by samemu bardziej błyszczeć na tym tle,
                                                  niczym samotna gwiazda na fladze stanowej Teksasu).

                                                  Termin "kolaboracja" na określenie wieloletniej aktywnej współpracy politycznej
                                                  Osmańczyka to nie żaden epitet tylko proste stwierdzenie ogólnie znanego faktu
                                                  historycznego. To nie żadne pośmiertne niszczenie człowieka, ale co najwyżej
                                                  niszczenie fałszywej legendy, sztucznie podtrzymywanej przez osoby rozmiłowane
                                                  w uprawianiu historyczno-politycznej hagiografii. Również przypominanie faktu,
                                                  iż Musioł służył w Wehrmachcie, oceniam jako niszczenie fałszywej legendy
                                                  (a nie człowieka), w której to legendzie fakt ten był starannie pomijany.
                                                  Uważam, że potrzeba nam nie legend, ale rzetelnej wiedzy o przeszłości.

                                                  Działania ad hoc mogą także być działaniami zorganizowanymi, jeżeli tylko mamy
                                                  do czynienia ze świadomym współdziałaniem jakiejś grupy ludzi. Jedno drugiego
                                                  nie wyklucza. Zorganizowane działanie i zorganizowana struktura to nie są
                                                  synonimy i bardzo proszę nie mieszać w głowach mniej wyrobionym internautom tego
                                                  typu fałszywymi tautologiami.
                                                  • Gość: spoko Re: do Moniki - autopoprawka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 02:44
                                                    Wyjątek potwierdzający regułę? Proszę bardzo, już wskazuję. Niedawno grupa
                                                    antykomunistycznych radykałów z Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej
                                                    zaprosiła m. in. rektora Nicieję, byłego senatora z ramienia SLD, do współpracy
                                                    przy organizowaniu obchodów dwóch ważnych rocznic historycznych. JM najwyrażniej
                                                    gestu tego nie docenił, skoro nie wspomniał o nim w swojej wypowiedzi dla NTO,
                                                    wybierając kreślenie tendencyjnego obrazu sytuacji, utrzymanego w jednolicie
                                                    ciemnej konwencji (być może po to, by samemu bardziej błyszczeć na tym tle,
                                                    niczym samotna gwiazda na fladze stanowej Teksasu).

                                                    Termin "kolaboracja" na określenie wieloletniej aktywnej współpracy politycznej
                                                    Osmańczyka z władzami PRL to nie żaden epitet tylko proste stwierdzenie ogólnie
                                                    znanego faktu historycznego. To nie żadne pośmiertne niszczenie człowieka, ale
                                                    co najwyżej niszczenie fałszywej legendy, sztucznie podtrzymywanej przez osoby
                                                    rozmiłowane w uprawianiu historyczno-politycznej hagiografii. Również
                                                    przypominanie faktu, iż Musioł służył w Wehrmachcie, oceniam jako niszczenie
                                                    fałszywej legendy (a nie człowieka), w której to legendzie fakt ten był
                                                    starannie pomijany. Uważam, że potrzeba nam nie legend, ale rzetelnej wiedzy
                                                    o przeszłości.

                                                    Działania ad hoc mogą także być działaniami zorganizowanymi, jeżeli tylko mamy
                                                    do czynienia ze świadomym współdziałaniem jakiejś grupy ludzi. Jedno drugiego
                                                    nie wyklucza. Zorganizowane działanie i zorganizowana struktura to nie są
                                                    synonimy i bardzo proszę nie mieszać w głowach mniej wyrobionym internautom
                                                    tego typu fałszywymi tautologiami.
                                                  • Gość: monika Re: do Moniki - autopoprawka IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 03:09
                                                    Jak na razie Opolskie Stowarzyszenie Pamięci Narodowej nie uczestniczy we
                                                    władzy i nie zajmuje się rozwiązywaniem problemów istotnych dla mieszkańcó.
                                                    Jest straznikiem pamięci zorientowanym w przeszłośc. Jest to oczywiscie ważne,
                                                    ale nie stanowi głownego nurtu polityki i działan władz.
                                                    Być może dlatego rektor o tym nie wspomniał, bo jest to inicjatywa, zaledwie
                                                    zaczątek wspólpracy. A po owocach ich poznacie.
                                                    Kolaborant na gruncie języka polskiego ma znaczenie pejoratywne. Pojęcie to nie
                                                    zostało użyte w artykule demitologizującym postać Osmańczyka, tylko właśnie jak
                                                    epitet - wystarczający za całe uzasadnienie, aby nie przekazać środków na
                                                    monitoring grobu z miejskiej kasy.
                                                    Podobnie z Musiołem. Nie próbowano pokazać położenia Polaków w Rzeszy i czym
                                                    groziła odmowa suzby w Wehrmachcie, tylko noszenie munduru w kolorze fekldgrau
                                                    miało go kompromitować. A jak wiemy nie zawsze służba w Wehrmachcie może być
                                                    traktowana jako hańbiąca. Fakt ten nie był przemilczany, bo został odnotowany w
                                                    publikacji historycznej.
                                                    Z demitologizacją nie miało to wiele wspólnego, bo raczej mieliśmy do czynienia
                                                    z dążeniem do zdyskredytowania tych osób. Nie było bowiem ważenia ich zasług,
                                                    przejawów odwagi i oportunizmu. Jednowymiarowa wiedza o przeszłości nie jest
                                                    rzetelna. Idąc tym tropem należałoby również Kościuszkę strącić z narodowego
                                                    Panteonu.
                                                    Dzuiałania ad hoc zwykle są spontaniczne i niezorganizowane. Najczęsciej jest
                                                    to mobilizacja za pomocą telefony z wykorzystaniem tzw. drzewka. Nie ma
                                                    kontynuacji i jest to działanie jednorazowe w konkretnej sprawie. Oczywiście
                                                    niekiedy może się taka grupa zinstytucjonalizować i powołać stowarzyszenie.
                                                    Wtedy mamy do czynienia z organizacją, która trwa w czasie pomimo wymiany
                                                    członków.
                                                  • Gość: szyla Re: do Moniki - autopoprawka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 06:44
                                                    Czy wy nie możecie spać i tak sobie czatujecie i polemizujecie. Spak do
                                                    Moniki i gościa .Proponuję spotkajcie w Pabu i podyskutujcie sobie, bo żle się
                                                    robi czytając bzdety. Czy o to Rektorowi chodzi w swoim artykule.Napewno
                                                    nie , napewno długo milczał , ale nie wytrzymał i alarmuje na Łamach NTO co z
                                                    naszym miastem i naszym społeczeństwem. Zle się w naszym mieście Opolu i na
                                                    opolszczyźnie dzieje, trwa to latami . Cierpią szarzy ludzie , lepiej
                                                    podyskutujcie jak pomóc , żeby sie ludzie nie czuli tak żle.
                                                  • jureg1 Re: do Moniki - autopoprawka 17.07.06, 14:46
                                                    zgadzam się z Twoją oceną poziomu dyskusji, ale widzę, że dyskutanci się nią nie
                                                    przejmują. To pewnie naukowcy??? Jeśli tak samo przynudzają na zajęciach to
                                                    współczuję studentom.
                                                  • Gość: baca do znudzonych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 15:01
                                                    Osobom znudzonym dyskusjami w ramach tego wątku radziłbym odwiedzenie innych
                                                    wątków na tym forum lub innych forach. Możliwości jest skolko ugodno. Nie ma
                                                    żadnego przymusu czytania tego co kogoś nie interesuje. Można także zakładać
                                                    własne wątki stosownie do swoich zainteresowań. Powodzenia!
                                                  • Gość: spoko Re: do Moniki - autopoprawka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 09:16
                                                    Aha, czyli dla was liczą się tylko inicjatywy ze strony osób i grup
                                                    partycypujących w sprawowaniu władzy? Trzeba było od razu tak powiedzieć!
                                                    Twoje pytanie było jednak inaczej inaczej sformułowane, a mianowicie znacznie
                                                    szerzej, i na takie właśnie pytanie starałem się odpowiedzieć. Jasne, że
                                                    dopiero czas pokaże, czy przywołana tu przeze mnie propozycja współpracy
                                                    zostanie należycie wykorzystana (sam mam co do tego poważne wątpliwości
                                                    w kontekście swojej wiedzy na temat stosunków panujących na UO, a także
                                                    w kontekście omawianej tu publikacji w NTO, gdzie inicjatywa ta została
                                                    całkowicie przemilczana). Propozycja ta (odnotowana już nawet w lokalnych
                                                    mediach) jest jednak faktem , który jaskrawo kontrastuje z tym co pisze prof.
                                                    Nicieja. Przemilczenie tego faktu nie świadczy dobrze ani publicystycznej
                                                    rzetelności prof. Nicieji ani o jego intencjach na najbliższą przyszłość.
                                                    W typowy dla siebie sposób pan profesor starannie selekcjonuje fakty, tak by
                                                    pasowały do z góry założonej przez niego tezy.

                                                    Karbowiak zamiast notatki służbowej do prezydenta powinien był oczywiście
                                                    napisać grubą książkę na temat Osmańczyka, ważąc starannie wszystkie za
                                                    i przeciw. To samo dotyczy osób wypowiadających się na temat Musioła.
                                                    Najlepiej od razu przyjąć, że na tematy historyczne wolno wypowiadać się
                                                    tylko w formie książek lub artykułów naukowych. Przecież to kompletne bzdury!
                                                    Każdy może przywoływać poszczególne fakty historyczne, bez konieczności
                                                    obszernego naświetlania tzw. całokształtu i sytuacji międzynarodowej. Ważne
                                                    tylko, aby naprawdę były to fakty a nie zmyślenia czy mity. Ludzie, o których tu
                                                    mowa, dopominali się o całą prawdę na temat Osmańczyka i Musioła, sprzeciwiając
                                                    się popularnemu u nas mitologizowaniu tych postaci. Uważam, że generalnie mieli
                                                    rację, nawet jeśli ich wypowiedzi były niekiedy nazbyt emocjonalne, a nawet
                                                    grzeszyły pewnymi uproszczeniami.

                                                    Słowo "kolaboracja" ma w naszym języku rzeczywiście wydźwięk pejoratywny, ale
                                                    akurat ten wydźwięk jest, moim zdaniem, adekwatny w odniesieniu do współpracy
                                                    politycznej z reżimem komunistycznym PRL, który był niczym innym niż specyficzną
                                                    formą sowieckiej administracji okupacyjnej. Doceniam to, że w ostatnich latach
                                                    życia Osmańczyk odszedł od tej współpracy (choć raczej w sposób daleki od
                                                    konsekwencji!), ale nie wolno zamykać oczu na wcześniejsze rozdziały jego
                                                    politycznej biografii, które nie były wcale takie chlubne, jak np. orędowanie
                                                    w 1975 r. w sejmie PRL za sławetnymi zmianami w konstytucji PRL, wprowadzającymi
                                                    zapisy sankcjonujące tzw. kierowniczą rolę PZPR oraz zależność kraju od ZSSR.

                                                    Trochę przekręcasz fakty, bo Karbowiak użył terminu "kolaboracja" w nieco innym
                                                    kontekście, a mianowicie w notatce służbowej opiniującej pomysł ogłoszenia roku
                                                    2004 rokiem Osmańczyka.

                                                    Z tego coś słyszałem, to akurat Kościuszkę (a także parę innych postaci
                                                    historycznycb tego typu) chciałby usuwać z narodowego Panteonu zupełnie ktoś
                                                    inny, a mianowicie prof. Nicieja. Nie tylko zresztą słyszałem, ale także
                                                    czytałem, albowiem w rękopisie książki Z. Bereszyńskiego znalazłem m. in.
                                                    następujący cytat z listu wysłanego przez prof. Nicieję do autora tej książki:

                                                    „[...] lubię ludzi sukcesu, którzy umieją być skuteczni, którzy umieją coś
                                                    zbudować, zostawić konkretny materialny kształt po sobie. Natomiast nie znoszę
                                                    nieudaczników, różnych furiatów ideowych, których piana patriotyczna prowadzi
                                                    na skraj przepaści. Żeby tylko ich, to pal licho, ale [gorzej] że też ludzi,
                                                    których udaje im się za sobą pociągnąć. Dlatego nie znoszę tych wszystkich
                                                    Rydzów-Śmigłych, Starzyńskich, Borów-Komorowskich, którzy chcieli coś dobrego
                                                    zrobić, ale co z tego. Skoro siebie zniszczyli, miasta, w których żyli, a naród
                                                    pogrążyli w apatii. I często chcą, aby im za to stawiać pomniki. Nie sztuka dać
                                                    się pokonać Ruskim czy Niemcom. Sztuka z nimi wygrać".

                                                    Koniec cytatu.

                                                    Dalej mieszasz ze sobą pojęcia działania zorganizowanego i struktury
                                                    zorganizowanej, a to dwie różne rzeczy. Nie wierzę, żebyś nie potrafiła
                                                    zrozumieć, na czym polega różnica. Mam raczej wrażenie, że świadomie starasz
                                                    się mieszać w głowach internautom.
                                                  • Gość: monika Re: do Moniki - autopoprawka IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 13:29
                                                    1. Rektor pisze, dlaczego nasz region i miasto Opole są pogrążone w marazmie.
                                                    Wskazuje na niezdolność do wspólpracy, język nienawiści, pogardę i brak
                                                    szacunku dla tych, którzy chcą cos zrobić oraz nieudolnośc urzędników i
                                                    biurokratyczna mitręgę.
                                                    Samorząd terytorialny jest wspólnotą - ludzi o róznych pogladach, róznych
                                                    biografiach. Władze albo wzmacniaja społeczną aktywność ludzi, których mogą
                                                    dzielić poglądy na wiele spraw, ale łączy wspólne dążenie do rozwiązania
                                                    jakiegoś problemu, albo ignorują i torpedują np. z powodów politycznych, czy
                                                    utrudniają, zwlekają z powodu biuroktatycznej mitręgi i orientacji na
                                                    procedury, a nie cel itp. Same władze zaś nie wspólpracując z różnymi
                                                    środowiskami popełniaja błedy. Wystarczy przypomnieć sobie wątki na temat władz
                                                    miasta, by mieć ich pełna listę.
                                                    Dlatego inicjatywa dot. konferencji nie wpisuje się w powyższy problem.
                                                    2. Z tego, co podawała NTO - była to adnotacja na piśmie dotyczącym
                                                    monitorowania grobu i ogłoszenia roku 2003 Rokiem Osmańczyka. Adnotacja ta to
                                                    było stwierdzenie o daleko posuniętej kolaboracji, żeby sprawę całą potraktować
                                                    odmownie.
                                                    Kto mówi o grubych książkach czy artykułach naukowych. Poważne traktowanie
                                                    problemu to jest wskazanie zarówno argumentów za jak i przeciw, co można
                                                    zawrzeć na jednej stronie. TZn., Jeśli przedstawiciel władzy posługuje się
                                                    pojęciami, które na gruncie języka polskiego mają zdecydowanie negatywny
                                                    wydźwięk, to należy podac uzasadnienie - wskazać hańbiące przykłady tej
                                                    wspólpracy, a także uzasadnić, że zasługi ich nie przesłaniają.

                                                    Nie rozumiem, czego ma dowodzic cytat nt. Rydza Śmigłego? Jakie tu jest
                                                    wynikanie dla oceny całej biografii Tadeusza Kościuszki?

                                                    Na temat demitologizacji nie będę powtarzać dyskusji, któa miała miejsce na tym
                                                    forum.

                                                    Nie mieszam żadnych pojęć. Wykonanie kilkudziesięciu telefonów w ciągu jednego
                                                    wieczoru przez kilka osób wzburzonych wypowiedziami Karbowiaka dla NTO jest
                                                    działaniem ad hoc, a nie zorganizowanym. Zorganizowane działania jest
                                                    podporządkowane określonej strategii i taktyce. Jest rozłożone w czasie i
                                                    stanowi jeden z etapów osiągania jakiegoś celu.
                                                  • Gość: spoko Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 14:19
                                                    Pozwól, że przytoczę pierwsze zdania Twojego postu: "Rektor pisze, dlaczego
                                                    nasz region i miasto Opole są pogrążone w marazmie. Wskazuje na niezdolność do
                                                    wspólpracy, język nienawiści, pogardę i brak szacunku dla tych, którzy chcą coś
                                                    zrobić oraz nieudolnośc urzędników i biurokratyczna mitręgę". W dalszej części
                                                    tekstu w NTO czytamy o najrozmaitszych aspektach funkcjonowania życia
                                                    publicznego w Opolu, a nie tylko o tym, jak funkcjonują lokalne władze
                                                    samorządowe (to zresztą w tej publikacji temat marginalny). Jak możesz w tej
                                                    sytuacji utrzymywać, że oferta współpracy ze strony Opolskiego Stowarzyszenia
                                                    Pamięci Narodowej, którego przedstawiciele potrafili wznieść się ponad
                                                    polityczne animozje i uprzedzenia, dając dobry przykład innym osobom
                                                    i środowiskom, nie "nie wpisuje się" w problematykę publikacji w NTO? No chyba,
                                                    że bardzo zależy Wam - Tobie i Twojemu szefowi - na umniejszeniu znaczenia tej
                                                    wyjątkowej inicjatywy, tak bardzo kontrastującej z ponurym wizerunkiem
                                                    nakreślonym przez rektora UO na łamach NTO. Zamiast cieszyć się z tego, że ktoś
                                                    wyciąga do Was rękę w dobrej wierze, z myślą o wspólnym działaniu dla dobra
                                                    całej lokalnej społeczności i wydobywaniu naszego miasta z intelektualnego
                                                    marazmu, wolicie udawać, że ręki tej nie widziecie. Najwyraźniej wygodniej
                                                    jest Wam odgrywać dalej rolę krzywdzonych przez całe otoczenie cierpiętników.


                                                    NTO też odgrywa w tej sprawie bardzo nieładną rolę, bo - w przeciwieństwie do
                                                    GW i Radia Opole - nie raczyła zamieścić żadnej, choćby tylko parozdaniowej,
                                                    wzmianki na temat pozytywnej inicjatywy Stowarzyszenia. Znaleziono natomiast
                                                    miejsce na zajmujące całą stronę gazety gorzkie żale prof. Nicieji, nie wnoszące
                                                    niczego pozytywnego do naszej aktualnej rzeczywistości.

                                                    Nie chciałem tego pisać wcześniej, choć myśl taka od początku chodziła mi po
                                                    głowie. Teraz, po Twoich ostatnich postach, nie będę się już jednak dłużej
                                                    wahać i wywalę otwarcie wszystko co myślę. Uważam, że to co robią aktualnie
                                                    rektor Nicieja wraz z NTO, to świadoma próba urabiania opinii publicznej przed
                                                    zbliżającymi się wyborami samorządowymi. Prof. Nicieja najpewniej sam nie będzie
                                                    w tych wyborach kandydować, ale już teraz usilnie pracuje nad przygotowaniem
                                                    gruntu pod wyborcze zwycięstwo wspieranych przez niego kandydatów, a NTO
                                                    (w każdym razie jakaś część redakcji tej gazety) bardzo usilnie mu w tym
                                                    pomaga. Tak to widzę, a niedaleka już przyszłość pokaże, czy się nie mylę.


                                                  • Gość: spoko Re: do Moniki - autopoprawka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 14:21
                                                    Pozwól, że przytoczę pierwsze zdania Twojego postu: "Rektor pisze, dlaczego
                                                    nasz region i miasto Opole są pogrążone w marazmie. Wskazuje na niezdolność do
                                                    wspólpracy, język nienawiści, pogardę i brak szacunku dla tych, którzy chcą coś
                                                    zrobić oraz nieudolnośc urzędników i biurokratyczna mitręgę". W tekście jaki
                                                    ukazał się w NTO czytamy o najrozmaitszych aspektach funkcjonowania życia
                                                    publicznego w Opolu, a nie tylko o tym, jak funkcjonują lokalne władze
                                                    samorządowe (to zresztą w tej publikacji temat marginalny). Jak możesz w tej
                                                    sytuacji utrzymywać, że oferta współpracy ze strony Opolskiego Stowarzyszenia
                                                    Pamięci Narodowej, którego przedstawiciele potrafili wznieść się ponad
                                                    polityczne animozje i uprzedzenia, dając dobry przykład innym osobom
                                                    i środowiskom, nie "nie wpisuje się" w problematykę publikacji w NTO? No chyba,
                                                    że bardzo zależy Wam - Tobie i Twojemu szefowi - na umniejszeniu znaczenia
                                                    tej wyjątkowej inicjatywy, tak bardzo kontrastującej z ponurym wizerunkiem
                                                    nakreślonym przez rektora UO na łamach NTO. Zamiast cieszyć się z tego, że ktoś
                                                    wyciąga do Was rękę w dobrej wierze, z myślą o wspólnym działaniu dla dobra
                                                    całej lokalnej społeczności i wydobywaniu naszego miasta z intelektualnego
                                                    marazmu, wolicie udawać, że ręki tej nie widziecie. Najwyraźniej wygodniej
                                                    jest Wam odgrywać dalej rolę krzywdzonych przez całe otoczenie cierpiętników.


                                                    NTO też odgrywa w tej sprawie bardzo nieładną rolę, bo - w przeciwieństwie do
                                                    GW i Radia Opole - nie raczyła zamieścić żadnej, choćby tylko parozdaniowej,
                                                    wzmianki na temat pozytywnej inicjatywy Stowarzyszenia. Znaleziono natomiast
                                                    miejsce na zajmujące całą stronę gazety gorzkie żale prof. Nicieji, nie wnoszące
                                                    niczego pozytywnego do naszej aktualnej rzeczywistości.

                                                    Nie chciałem tego pisać wcześniej, choć myśl taka od początku chodziła mi po
                                                    głowie. Teraz, po Twoich ostatnich postach, nie będę się już jednak dłużej
                                                    wahać i wywalę otwarcie wszystko co myślę. Uważam, że to co robią aktualnie
                                                    rektor Nicieja wraz z NTO, to świadoma próba urabiania opinii publicznej przed
                                                    zbliżającymi się wyborami samorządowymi. Prof. Nicieja najpewniej sam nie będzie
                                                    w tych wyborach kandydować, ale już teraz usilnie pracuje nad przygotowaniem
                                                    gruntu pod wyborcze zwycięstwo wspieranych przez niego kandydatów, a NTO
                                                    (w każdym razie jakaś część redakcji tej gazety) bardzo usilnie mu w tym
                                                    pomaga. Tak to widzę, a niedaleka już przyszłość pokaże, czy się nie mylę.
                                                  • Gość: monika Re: do Moniki IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 15:13
                                                    Nie wiem, dlaczego rektor nie napisała o tej inicjatywie. Podałam swoje
                                                    przypuszczenia.
                                                    Na jakiej podstawie wnosisz, że nie nie sprawia radości wyciągnięcie reki,
                                                    tych, którzy mają silne uprzedzenia?
                                                    Jednak jedno wyciągnięcie ręki nie zmienia ponurego obrazu.

                                                    Jeśli zabierzesz głos w dyskusji, jaka toczy się na łamach NTO i nie
                                                    opublikują, to możesz snuć swoje polityczne domysły. W przeciwnym razie - są
                                                    bezpodstawne.
                                                  • Gość: spoko Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 15:24
                                                    Jedna jaskółka nie czyni wiosny, ale tym bardziej wypada docenić jej pojawienie
                                                    się. Inicjatywa Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej była szczególnie
                                                    godna odnotowania właśnie jako jedyna tego typu inicjatywa na terenie Opola.
                                                    Łatwiej byłoby usprawiedliwić przemilczenie czy przeoczenie tej akurat
                                                    inicjatywy, gdyby podobnych inicjatyw było więcej.
                                              • Gość: absolwentka Re: do Moniki - poprawka IP: *.broker.com.pl 17.07.06, 16:42
                                                "Niektóre uwagi Rektora Nicieji mogą być bardzo obraźliwe dale wielu osób, jak
                                                np. nazywanie krytycznych uwag na temat Musioła i Osmańczyka pośmiertnym
                                                niszczeniem tych ludzi. To samo można powiedzieć o bardzo nagatywnych ocenach
                                                miejscowych polityków, bez konkretnego wskazania, o kogo chodzi. Takie
                                                uogólnienia są bardzo niesprawiedliwe i dla wielu osób krzywdzące. Uważam,
                                                że rektor uniwersytetu powinien bardziej zważać na to co mówi, by nikogo
                                                nisłusznie nie obrażać poprzez wrzucanie wszystkich do jednego worka."

                                                Spoko! Masz 100% racji, ale pan Rektor moze sobie jezdzic po ludziach - gorzej,
                                                jak po nim ktos probuje!

                                                Cytat z Nicieji: "Trzeba wiedzieć, że jest granica agresji, której przekraczać
                                                nie wolno. Tymczasem myśmy ją już dawno przekroczyli. Bylejakość zadomowiła się
                                                na dobre w języku i w zachowaniu"

                                                "Mysmy", czyli kto??? To retoryka kolektywu! Opamietania panie Rektorze!!
                                • Gość: jedi Re: do Jediego IP: *.chello.pl 16.07.06, 23:59
                                  do nicka
                                  Będę się upierał, że blizej tyrani w swym mysleniu jest jednak nasz
                                  wiceprezydent. Prosze wczytaj sie w jego słowa i zobacz ile w nich pogardy dla
                                  człowieka, a ile zauroczenia wielką siłą i jednym narodem. Skad my to
                                  znamy??? :-)Zresztą różnica pomiedzy mna a tym panem jest taka, ze gdybym ja
                                  miał wladze to pan Karbowiak już by nie pracował ale wciaż miałby swoje
                                  poglądy, z kolei gdyby on pociągalbym za sznurki to ide o zaklad, że
                                  tlumaczyłbym sie przed inkiwizycją z tego, że zle o nim pomyslalem.
                                  do moniki
                                  Nie ma mi za co dziękować. Mimo oskarżeń o demagogię to tez bedę się upierał,
                                  ze ktos na takim stanowisku powinien reprezentowac szanowane i uznanawane przez
                                  większość wartości, a juz na pewno prawa człowieka. Czy wyobrażasz sobie, ze
                                  takie slowa wypowiedział premier RP i nadal nim jest? Niestety ja sobie to
                                  wyobrażam, ale wciaż wierze że kiedyś bedzie inaczej.
                                  na razie
                                  ps. posltuluje o koniec tego wątku, bo on chyba miał być o panu rektozre :-)
                              • Gość: monika Re: do Jediego IP: *.atol.com.pl 16.07.06, 23:12
                                Jedi,
                                dziekuję c\Ci za ten post. To rzeczywiście był odruch serca, a sygnatariuszy
                                listu byłoby o wiele więcej. Jednak tego dnia, kiedy wiceprezydent lekceważąco
                                wyraził się na łamach NTO o prawach człowieka nie wszyscy byli pod telefonem.
                                Pozdrawiam
                    • Gość: do Spoko (2) Re: do Moniki IP: *.atol.com.pl 16.07.06, 20:32
                      Moze załozysz nowy wątek na temat Karbowiaka?
                      Nie atakowano wiceprezydenta za poglądy ze Szczerbca tylko za wypowiedzi dla
                      NTO. Pierwszy artykuł autorstwa pana K. został wysłany do Szczerbca
                      wcześniej, nie była to polemika!
                      Zwróciłam uwagę na to, że odpowiada swojemu polemiście. Cytuję:"Z wielką uwagą
                      przeczytalem polemikę Pana Boguslawa Jedrzejca z moim artykulem pt. "Norymberga
                      bez niedomówien” ("Szczerbiec” 6/8 z br.). Niestety, poza emocjonalnym tonem
                      owej polemiki nie udało mi sie odszukac w niej konkretnych argumentów, które
                      obalałyby moje tezy przedstawione we wspomnianym artykule".

                      Zbieżność poglądów wiceprezydenta zaprezentowanych na łamach NTO )pomijając
                      Szczerbca) z ideologią nazistowską jest widoczny jak na dłoni:
                      1. kuly siły - ten, kto dysponuje siłą wymierza sprawiedliwość bez sądu
                      2. uznanie rozwiązań prawnych nazistowskiego państwa, jakim była III Rzesza za
                      wiążące. W swietle prawa okupacyjnego - bojownicy ruchu oporu - to bandyci,
                      których można było zdaniem Karbowiaka rozstrzeliwać, bo było to zgodne z prawem
                      III Rzeszy, chociaż było to pogwałceniem Konwencji Haskiej z 1907 r. Na temat
                      ochrony partyzantów: Convention (IV) respecting the Laws and Customs
                      of War on Land and its annex: Regulations concerning the Laws and Customs of
                      War on Land. The Hague, 18 October 1907.
                      3. Kazuistyka w próbach tłumaczenia się z określenia procesu norymberskiego
                      farsą jako zywo przypominała argumenty obronców oskarżonych w tym procesie
                      nazistów.
                      4. lekceważenie praw człowieka - dla ideologów III Rzeszy też nie miały żadnego
                      znaczenia.

                      Trudno mówić o porażce sygnatariuszy listu, wśród których połowę stanowiły
                      osoby związane z Solidarnością lub partiami prawicowymi lub bezpartyjni.
                      Lepiej chyba, ze ci, którzy 30 lat temu głosili poglady zgodne z panującą
                      wówczas ideologią je zmienili, nizby mieli przy nich trwać.
                      Jedno pismo do prezydenta i polemika na łamach prasy z poglądami Karbowiaka to
                      jeszcze nie wywieranie nacisku na pracodawcę.
                      Zresztą pracodawca zakneblował wiceprezydenta, co było samo w sobie śmiesznym
                      posunięciem. Czytaj: możesz być wiceprezydentem, o ile nie będziesz wypowiadał
                      się w mediach, w szczególności na temat historii. Przecież do funkcji
                      publicznej jest przypisane wypowiadanie się do mediów!
                      Sygnatariusze listu uważali, ze wiceprezydent może głosić sobie takie poglądy
                      jako osoba prywatna, co prezydent zakazem wypowiedzi potwierdził.
                      O jakiej więc klęsce mowa? Przecież prezydent uznał, ze Karbowiak jako
                      wiceprezydent nie powinien głosic takich poglądów. O to chodziło sygnatariuszom
                      listu. Oczywiście, najprościej jest takiego osobnika odwołać, bo jest wtedy
                      pewne, że swoje idee będzie propagować u cioci na imieninach lub na łamach
                      Szczerbca.
                      Reagowanie na ultraprawicowe, nacjonalistyczne poglądy nie jest żadnym
                      skandalem, tylko normą. Przypomnę bojkot Austrii po wyborach Heidera na
                      kanclerza, czy też sprawę kandydata Rocco Butiglione na komisarza
                      europejskiego spraw wewnętrznych, który z powodu swoich poglądów na temat
                      homoseksualistów, pod ogromnym naciskiem zrezygnował z ubiegania się o to
                      stanowisko. Podobnie wyrzucono z partii CDU Martina Hohmanna za głoszenie
                      radykalno-prawicowych poglądów. Za takie bowiem uznano jego stwierdzenie o
                      Żydach sprawcach, ponieważ byli nadreprezentowani w bolszewickim aparacie.
                      Przykłady zresztą można mnożyć.
                      Jednak może na ten temat będziemy dysklutowac w nowym wątku, bo odbiega od
                      głównego nurtu dyskusji.
                      Zresztą w wątku Karbowiak zakneblowany napisano wiele na ten temat. Poniżej
                      link:

                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=10900916&a=10900916
                      • Gość: spoko Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.06, 23:48
                        Ja również nie podzielam pewnych poglądów Karbowiaka, ale uważam, że
                        przyrównywanie go do nazistów to grube nadużycie intelektualne, ujmując rzecz
                        najłagodniej, ponieważ tym co decyduje o specyfice nazizmu jest rasizm z
                        połączeniu z totalitarnym, jednopartyjnym modelem państwa. Nic mi nie wiadomo na
                        temat tego, aby Karbowiak kiedykolwiek głosił takie akurat poglądy, natomiast
                        wiem, że bardzo podobne poglądy prezentowali w przeszłości niektórzy
                        sygnatariusze listu wzywającego do jego odwołania. Tak, tak, to niektórzy
                        sygnatariusze owego haniebnego listu głosili niegdyś poglądy bardzo bliskie
                        ideologii nazistowskiej, a mianowicie poglądy akceptujące totalitarny porządek
                        polityczny! Chodzi tu o dawnych(?) wyznawców totalitarnej ideologii
                        komunistycznej, którzy działali w szeregach PZPR i aktywnie propagowali
                        marksizm-leninizm jako nauczyciele akademiccy, lektorzy KW PZPR czy wykładowcy
                        WUML (Nicieja, Lis, Kozera). Taki np. Bartłomiej Kozera w stanie wojennym
                        uzasadniał ideologicznie walkę z polityczną niezależnością związków zawodowych.
                        Inny z sygnatariuszy listu o odwołanie Karbowiaka, Jan Goczoł, czynnie poparł
                        w 1968 r. osławionych moczarowców, których koncepcje polityczne były szczególnie
                        bliskie nazizmowi, bo łączyły akceptację totalitarnych porządków politycznych
                        z zajadłym antysemityzmem. Jak można było wraz z tego typu ludźmi występować
                        z żądaniem zwolnienia człowieka z pracy z powodu jego poglądów? Jak można było
                        wywlekać Karbowiakowi jego dawne teksty ze „Szczerbca”, przechodząc do porządku
                        nad tym co głosili niegdyś Kozera czy Goczoł? Czy nie przypomina to
                        postępowania tego, kto chce bliźniemu wyjmować źdźbło z oka, a nie
                        widzi belki we własnym?

                        Można mieć Karbowiakowi za złe to, że gdzieś tam wypowiedział się lekceważąco
                        na temat praw człowieka w ramach czysto teoretycznych dywagacji na temat
                        egzotycznych dla nas kwestii politycznych. Ci którzy chcieli go odwoływać
                        z powodu jego przekonań, robili jednak coś dużo gorszego, bo chcieli
                        praktycznego pogwałcenia obowiązujących w Polsce i Europie praw człowieka,
                        chronionych m. in. przez nasz kodeks pracy.

                        Osobiście nie widzę szczególnej potrzeby inicjowania nowego wątku, poświęconego
                        wyłącznie Karbowiakowi. Uważam bowiem, że poruszona tu sprawa doskonale mieści
                        się w ramach aktualnego wątku, poświęconego przecież nie tylko obecnemu
                        rektorowi UO i jego poglądom, ale także poruszonej przez tegoż rektora tematyce,
                        obejmującej rozmaite niezdrowe zjawiska w życiu publicznym Opola. Jeżeli ktoś
                        zechce jednak zapoczątkować nowy wątek na temat Karbowiaka, to oczywiście nie
                        będę przeciwko temu protestować, a niewykluczone, że nawet włączę się do
                        dyskusji w ramach takiego wątku.
                        • Gość: monika Re: do Moniki IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 00:16
                          Była mowa o pogladach bliskich nazistowskim, co nie oznacza, że we wszytkim są
                          tożsame. Juz wskazywałam, które kwestie są dziś najistotniejsze - kult siły,
                          akceptacja przemocy i lekceważenie praw człowieka.
                          Najpierw udowodnij, że sygnatariusze listu głosili poglądy bliskie ideologii
                          nazistowskiej. Na forum można napisać, co slina na język przyniesie.
                          Walka polityczna to nie to samo, co rozstrzeliwanie bez sądu.
                          Gdyby dzisiaj inkryminowani profesorowie głosili poglądy bliskie ideologii
                          komunistycznej, to zapewniam, ze spotkaliby się z takim samym potępieniem.
                          Nie chodziło o dawne teksty Karbowiaka, tylko o jego wypowiedzi jako
                          wiceprezydenta Opola dla NTO - ile razy mam to powtarzać?!!! Dawne teksty były
                          zaledwie tłem.
                          • Gość: spoko Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 01:18
                            Tak się składa, że to Wy, sygnatariusze listu, a nie Karbowiak, nawoływaliście
                            do praktycznego pogwałcenia praw człowieka i to jest sedno problemu. Jak można
                            było nie wzdragać się przed robieniem czegoś podobnego do spółki z ludźmi w
                            rodzaju Kozery czy Goczoła? Trzeba było jeszcze poprosić o podpis osławionego
                            pułkownika Urantówkę albo nie mniej sławnego dzisiaj w Opolu kapitana Kłosińskiego.
                            Pewnikiem "w odruchu serca" by nie odmówili.
                            • Gość: monika Re: do Moniki IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 01:26
                              Niczym stara płyta powtarzasz o pogwałceniu praw człowieka, chociaż w
                              demokracji jest przyjęte, że można się domagać odwołania ze stanowisk
                              publicznych osób, które głoszą poglądy będące pogwałceniem podstawowych zasad.
                              Wyobraż sobie, że od 1968 r. minęło blisko 40 lat. Nie wszyscy muszą grzebać z
                              czujnością czekisty w starych rocznikach gazet.
                              Chrześcijańskie miłosierdzie nakazuje wybaczyć błędy młodości grzesznikowi, o
                              ile ich nie powtarza.
                              Widać nie masz już argumentów, skoro uciekasz się do insynuacji z Urantówką.
                              Przekazuję wyrazy serdecznego wspólczucia i życzę dobrej nocy.
                              • Gość: spoko Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 01:53
                                W demokracji jest rzeczą normalną odwoływanie ludzi z przyczyn politycznych tam
                                gdzie chodzi o funkcje z wyboru, ale Karbowiak był i jest pracownikiem, którego
                                chroni obowiązujący w Polsce kodeks pracy, a to wielka różnica. Poszanowanie
                                prawa to jeden z fundamentów demokracji, a to czego domagali się sygnatariusze
                                osławionego listu z 2004 r. to typowo bolszewickie chodzenie na skróty.
                                Wzajemnie składam wyrazy współczucia z powodu rażącej ignorancji w dziedzinie
                                prawa pracy
                                i usilnie zalecam nadrobienie braków w tym zakresie. Gratuluję natomiast dobrego
                                samopoczucia z powodu wspólnego wystąpienia politycznego z Kozerą i Goczołem. Ja
                                po czymś taki miałbym moralnego kaca do końca życia. Dobranoc.
                                • Gość: monika Re: do Moniki IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 02:21
                                  Czy czasem się nie zagalopowałeś się z tym prawem pracy? Po wyborach, jeśli
                                  wygra inna partia i Karbowiak zostanie zwolniony z urzędu, to czy Twoim zdaniem
                                  nie będzie to pogwałcenie kodeksu pracy? Z jakiego to powodu będzie zwolniony?
                                  Dyscyplinarnie, czy też dlatego, ze nie jest z tej piaskownicy, ergo ma inne
                                  poglądy.
                                  Nadal posługujesz sie epitetami, zgodnie z powiedzeniem, gdzie braknie
                                  argumentów, używa się siły (w tym przypadku przemocy symbolicznej).
                                  • Gość: spoko Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 02:38
                                    Z niczym się nie zagalopowałem. Karbowiak został powołany na czas określony do
                                    końca kadencji obecnego prezydenta i jego stosunek pracy ulegnie automatycznie
                                    rozwiązaniu z mocy prawa równocześnie z zakończeniem się kadencji prezydenta
                                    Zembaczyńskiego (po najbliższych wyborach).

                                    W prawie pracy naprawdę warto dobrze się podszkolić, choćby po to, by nie
                                    strzelać w przyszłości takich gaf jak w 2004 r. z Karbowiakiem. To życzliwa rada,
                                    a nie żaden przejaw "przemocy symbolicznej". Argumentów, jak widać powyżej, też
                                    mi na razie nie brakuje.
                                    • Gość: monika Re: do Moniki IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 02:49
                                      Przemoc symboliczna odnosi się do insynuacji, że domaganie sie zwolnienia
                                      urzednika z politycznej nominacji za głoszenie poglądów bliskich ideologii
                                      nazistowskiej, czego zakazuje Konstytucja, jest "bolszewickim chodzeniem na
                                      skróty".
                                      Przypominam, ze Środa została odwołana ze stanowiska za poglądy, podobnie
                                      wcześniej minister zdrowia (też mieli umowy o pracę na czas określony).
                                      Wiceprezydent nie jest urzednikiem mianowanym, tylko z nadania politycznego.
                                      • Gość: spoko Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 10:43
                                        Wobec takiego dictum muszę niestety dopuścić się kolejnego aktu „przemocy
                                        symbolicznej”, informując Cię o kolejnych stwierdzonych przeze mnie lukach
                                        w Twojej edukacji prawnej. Nie znasz najlepiej nie tylko kodeksu pracy, ale
                                        także konstytucji RP, do której wprowadzasz tu (podobnie jak wcześniej
                                        w sławetnym apelu o odwołanie Karbowiaka) nie istniejące zapisy. Konstytucja
                                        nie zawiera sformułowanego tu przez Ciebie zakazu głoszenia określonych
                                        poglądów. Znajdujemy tam jedynie następujący zakaz w odniesieniu do partii
                                        politycznych (a to nie to samo!): „Zakazane jest istnienie partii politycznych
                                        i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod
                                        i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program
                                        lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową,
                                        stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo
                                        przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa” (Art. 13). Jeżeli chodzi
                                        o poglądy, to konstytucja zawiera jedynie następujący zapis, nie pozostawiający
                                        miejsca na żadne wątpliwości interpretacyjne: ”Każdemu zapewnia się wolność
                                        wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”
                                        ( Art. 54 ust. 1).

                                        Nawiasem mówiąc – jak wyobrażasz sobie praktycznie funkcjonowanie wymyślonego
                                        przez Ciebie zakazu głoszenia "poglądów bliskich ideologii nazistowskiej"?
                                        Czy zastanowiłaś się choć przed chwilę nad tym, jak wielkie pole do
                                        rozmaitych nadużyć stwarzałby tak niejednoznacznie sformułowany zakaz? Kto i
                                        według jakich kryteriów miałby orzekać o stopniu bliskości czyichś poglądów w
                                        stosunku do takiej czy innej ideologii? Wprowadzenie tak sformułowanego,
                                        podatnego na wielorakie interpretacje, zapisu byłoby torowaniem drogi dla
                                        dyktatury! Prawo musi być jednoznaczne, zwłaszcza w tak fundamentalnych sprawach
                                        jak określenie zakresu wolności obywatelskich!

                                        Przedsmak nadużyć, do jakich mogłoby prowadzić funkcjonowanie wymyślonego
                                        przez Ciebie "gumowego" zakazu, już zresztą mieliśmy przy okazji omawianej
                                        tu sprawy. Kwalifikowanie poglądów Karbowiaka jako poglądów bliskich nazizmowi
                                        to typowe nadużycie, bo poglądy te można co najwyżej uważać za bliskie
                                        autorytaryzmowi, a to zupełnie coś innego (to że pod tekstem zawierającym
                                        owo nadużycie podpisali sią także niektórzy historycy ze środowiska UO, to
                                        szczególny skandal, rzucający cień również na czysto profesjonalne kwalifikacje
                                        tych historyków!).

                                        Fakt, że kogoś powołano na czas określony, nie wyklucza możliwości odwołania
                                        danej osoby przed upływem tego czasu, oczywiście w granicach istniejących
                                        możliwości prawnych, które w poszczególnych przypadkach mogą przedstawiać się
                                        rozmaicie. Nie może to być jednak rozwiązanie stosunku pracy ze względu na
                                        poglądy danej osoby. Z tego co wiem, to również minister Środa, nie została
                                        wcale odwołana za poglądy w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale z uwagi na to jak
                                        sprawowała swój urząd.

                                        P.S. To naprawdę wielka ciekawostka, że jedenastu opolskich posłów i senatorów
                                        podpisało się w 2004 r. pod listem zawierającym ewidentnie nieprawdziwe
                                        stwierdzenia na temat treści naszej konstytucji. Jedenastu parlamentarzystów nie
                                        mających pojęcia o fundamentalnych zapisach konstytucyjnych! Brak słów, by to
                                        właściwie skomentować w ramach kolejnego aktu "przemocy symbolicznej"!

                                        • Gość: monika Re: do spoko (n) IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 14:29
                                          Jeśli Konstytucja zakazuje działalności organizacji odwołujących się w swoich
                                          programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i
                                          komunizmu, to jeśli osoba publiczna głosi poglądy przywołujące z aprobatą
                                          metody działania nazizmu: rozstrzeliwanie bojowników oporu było zgodne z prawem
                                          III Rzeszy, chociaż stanowiło pogwałcenie konwencji haskiej z 1907 r.;
                                          postuluje zabijanie bez sądu tych, których uzna się za zbrodniarzy - również
                                          odwołuje się do metod i praktyk nazizmu i komunizmu, podobnie lekceważąc prawa
                                          człowieka. Zanim więc zarzucisz nieznajomość prawa, to przemyśl sens tego
                                          protestu. Nie zgłoszono przestępstwa Karbowiaka do prokuratury tylko domagano
                                          się odpowiedzialności politycznej. Nie chodziło więc o odpowiedzialność prawną.
                                          Historia Niemców najlepiej pokazuje do czego prowadzi brak zdecydowanej reakcji
                                          na szerzące sie idee aprobujace przemoc, kult siły i lekceważenie życia
                                          ludzkiego.
                                          Można im postawić tamę tylko wtedy, kiedy się reaguje publicznie, prezentuje
                                          przeciwstawne poglądy, a nie wyraża oburzenie w domowym zacizu, co właśnie
                                          robiło wielu Niemców po dojściu Hitlera do władzy.
                                          Weź słownik lub encyklopedię i sprawdź, co oznacza autorytaryzm, a co
                                          totalitaryzm. Nie będę robić na ten temat wykładu, bo rzecz dotyczy aprobowania
                                          metod i praktyk nazizmu i komunizmu, a nie całego systemu politycznego.
                                          Środa została odwołana po wygłoszeniu referatu, Karbowiaka też byłoby za co
                                          odwołać, żeby nie było to odwołanie za poglądy jak ty piszesz "w ścisłym tego
                                          słowa znaczeniu". Jednak nie mam zamiaru poświęcać więcej uwagi tej osobie,
                                          więc nie wskażę tego.
                                          Myślę, że w świetle wyjaśnień o odpowiedzialności politycznej rozumiesz czemu
                                          podpisali się prawie wszyscy parlamentarzyści.
                                          • Gość: spoko Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 14:42
                                            Niestety po raz kolejny omijasz istotę sprawy, udając, że nie dostrzegasz
                                            wskazywanych przeze mnie faktów. Łatwym do sprawdzenia faktem jest to, że
                                            jedenastu parlamentarzystów podpisało się pod dokumentem zawierającym oczywistą
                                            nieprawdę na temat tego co stanowi nasza konstytucja. Uważam to za rzecz
                                            skandaliczną, niezależnie od tego, jakie intencje tym osobom przyświecały
                                            (osobiście mam zresztą bardzo poważne wątpliwości do szczerości oficjalnie
                                            deklarowanych intencji w przypadku niektórych sygnatariuszy apelu, a zwłaszcza
                                            tych, którzy w przeszłości czynnie wspierali totalitarny reżim komunistyczny!).
                                            Takich błędów nie wolno popełniać ludziom, którym płaci się grube pieniądze
                                            m. in.(a nawet głównie) za działalność prawodawczą. Jak dobry poseł czy senator
                                            może nie znać konstytucji? To tak jakby ktoś chciał jeździć po drogach
                                            publicznych bez znajomości kodeksu drogowego!
                                            • Gość: spoko Re: do Moniki - P.S. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 14:50
                                              Swojej wiedzy na temat historii oraz rozmaitych ruchów i formacji politycznych
                                              nie czerpię z popularnych słowników i encyklopedii, ale z dużo poważniejszych
                                              publikacji. Innym zalecałbym to samo. Łatwiej będzie wtedy o rzeczową dyskusję.
                                            • Gość: monika Re: do Moniki IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 15:07
                                              Przepisy prawa się interpretuje, wskazując na przesłanki i wynikające z nich
                                              wnioski, co zrobiłam w poprzednim poście. Powtórzę- parlamentarzyści nie
                                              domagali się odpowiedzialności prawnej, tylko politycznej za głoszenie przez
                                              osobę publiczną aprobaty dla metod i praktyk nazizmu i komunizmu. Skoro
                                              Konstytucja zakazuje działalnosci organizacji, które się do nich odwołują, to
                                              przedstawiciel władzy również nie powinien tego robić. Stąd domaganie się tylko
                                              odpowiedzialności politycznej, bo nie powinien głosić takich poglądów, a nie
                                              że w świetle prawa nie wolno mu i można go postawić za to przed sądem.
                                              Może jednak załozysz nowy wątek, bo ta wymiana zdań nie dotyczy artykułu.
                                              • Gość: spoko Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 15:15
                                                Dalej udajesz, że nie rozumiesz istoty problemu! Jedenastu parlamentarzystów
                                                podpisało dokument stwierdzający oczywistą nieprawdę na temat obowiązującego
                                                w Polsce prawa i to właśnie jest problem! Problem skandaliczny! Jeżeli chcesz
                                                nadal prowadzić dyskusję na ten temat w innym wątku, to proszę bardzo. Chętnie
                                                się do Twojej woli dostosuję.
                                                • Gość: monika Re: do Moniki IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 15:46
                                                  A ty dalej udajesz, że nie rozumiesz różnicy pomiędzy odpowiedzialnością
                                                  polityczna a prawną.
                                                  W liście napisano: "Jako obywatele nie życzymy sobie, aby osoba publiczna
                                                  głosiła poglądy bliskie ideologii nazistowskiej, czego zakazuje Konstytucja RP".
                                                  Konstytucja zakazuje działalności organizacji, które odwołują się do metod i
                                                  praktyk nazizmu, faszyzmu i komunizmu, ergo zakazuje w przestrzeni publicznej
                                                  głoszenia poglądów apropbujacych te metody i praktyki. Organizacje składają się
                                                  bowiem z ludzi, którzy jako członkowie się odwołują do określonych metod i
                                                  głoszą określone poglądy. Zakaz działalności dotyczy tylko tych organizacji,
                                                  które odwołują się do metod i praktyk nazimu i komunizmu. Z tego wynika, że
                                                  głoszenie takich poglądów, a nie coś innego jest powodem zakazu działalności
                                                  organizacji. A więc zgodnie z Konstytucją głoszenie przez przedstawicieli
                                                  organizacji takich poglądów jest zakazane. Jeśli ktoś głosi je jako
                                                  przedstawiciel organizacji, to ta zgodnie z prawem powinna być zdelegalizowana.
                                                  A więc są określone sankcje prawne za złamanie zakazu odwoływania się do metod
                                                  i praktyk nazizmu. Z tego wynika, że jeśli głosi je przedstawiciel władzy
                                                  samorządowej, to łamie ten zakaz. Jednak przecież nie można zakazać
                                                  działalności organu władzy samorządu, więc nalezy uniemożliwić głoszenie takich
                                                  poglądów jej przedstawicielowi, co było do udowodnienia.
                                                  • Gość: spoko Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 17:06
                                                    Jak widzę, wbrew swojemu własnemu postulatowi, wolisz nadal wałkować ten temat
                                                    w ramach aktualnego wątku. Jak sobie życzysz!

                                                    Doskonale rozróżniam odpowiedzialność polityczną od odpowiedzialności prawnej.
                                                    Egzekwowanie odpowiedzialności politycznej musi jednak odbywać się w trybie
                                                    zgodnym z obowiązującymi uregulowaniami prawnymi, bo w przeciwnym przypadku
                                                    byłoby to egzekwowanie tzw. sprawiedliwości ludowej czyli - ujmując rzecz
                                                    inaczej - polityczny lincz albo bolszewia. Niestety, sygnatariusze apelu
                                                    o odwołanie Karbowiaka wybrali tę ostatnią drogę: podpierając się ewidentnie
                                                    fałszywym stwierdzeniem na temat zawartości naszej konstytucji, domagali się
                                                    dokonania czynu stanowiącego pogwałcenie obowiązującego w Polsce kodeksu pracy.

                                                    Zaprezentowana tu przez Ciebie nadinterpretacja konstytucyjnych przepisów
                                                    na temat partii i organizacji to typowe sofizmaty czyli fałszywe sylogizmy,
                                                    obliczone najpewniej na to, aby zbić z tzw. pantałyku co niektórych internautów,
                                                    mniej wyrobionych w arkanach logiki formalnej. Aby moja teza była łatwiejsza do
                                                    zrozumienia dla szerszego kręgu odbiorców, posłużę się tu przykładami. Załóżmy,
                                                    że Karbowiak byłby np. zapalonym wędkarzem, myśliwym czy hodowcą gołębi
                                                    pocztowych lub kanarków i z tej racji zasiadałby we władzach odpowiednich
                                                    związków lub stowarzyszeń. Czy z uwagi na to, że ma on kontrowersyjne poglądy
                                                    polityczne lub historiozoficzne, należałoby go niezwłocznie ze wszystkich tych
                                                    organizacji wydalić, bo w przeciwnym razie organizacjom tym groziłaby reputacja
                                                    organizacji "nazistowskich" (pomijam w tym miejscu, jako osobny problem, sam
                                                    fakt bezpodstawności oskarżania Karbowiaka o rzekome inklinacje nazistowskie)?
                                                    Mało tego, idąc tym tropem, można byłoby zastanawiać się, czy przypadkiem nie
                                                    należałoby go w ogóle pozbawić obywatelstwa polskiego, bo inaczej całe
                                                    państwo polskie mogłoby być uznane za organizację przestępczą o charakterze
                                                    nazistowskim. Jak widzisz, Twój tok rozumowania szybko prowadzi do absurdu
                                                    (reductio ad absurdum), co jasno dowodzi jego logicznej niedorzeczności. Quod
                                                    erat demonstrandum.

                                                    Nawiasem mówiąc, za komuny dbano o to, aby nawet we władzach takiego np.
                                                    towarzystwa hodowców kanarków też znajdowali się ludzie o "właściwej" postawie
                                                    politycznej. Chyba nie zamierzamy nawiązywać do tych praktyk?

                                                    A teraz już całkiem poważnie. Jest zasadnicza różnica między głoszeniem
                                                    najbardziej nawet kontrowersyjnych poglądów przez jednostkę a zorganizowanym
                                                    działaniem jakichś grup ludzkich zgodnie z tymi poglądami. Obowiązujące
                                                    w Polsce prawo jest bardzo liberalne w pierwszym przypadku (i słusznie, bo tego
                                                    by tylko brakowało, żeby wprowadzać u nas jakąś "policję myśli", jak u Orwella),
                                                    natomiast wprowadza określone ograniczenia w drugim przypadku (też słusznie, bo
                                                    granicą wolności działania, a nie myślenia i wypowiedzi, muszą być zagrożenia
                                                    dla wolności innych jednostek). Z tego, że prawo tworzy pewne ograniczenia
                                                    w zakresie dotyczącym zakładania partii i organizacji, nie wynika wcale, że
                                                    analogiczne ograniczenia rozciągają się na sferę wolności wypowiedzi jednostki.
                                                    Wnioski takie nie mają żadnego logicznego uzasadnienia, bo chodzi tu o dwie
                                                    zasadniczo odmienne sfery. Można oczywiście wnioskować na tej podstawie, że
                                                    prawodawca wartościuje negatywnie pewną klasę poglądów, ale wywodzenie z tego
                                                    jakiegoś formalnego zakazu głoszenia takich poglądów byłoby już grubym
                                                    nadużyciem. Od takiej czy innej oceny do formalnego zakazu jest jeszcze
                                                    daleka droga.

                                                    Wracając jeszcze raz do konkretnego przypadku Karbowiaka, dodam jeszcze jedną
                                                    uwagę. Można byłoby go pociągać do odpowiedzialności politycznej za to co robi
                                                    w ramach swoich czynności urzędowych, ale nie za to co chlapie sobie prywatnie
                                                    jako Arkadiusz K. Tymczasem sygnatariusze osławinego listu z roku 2004 chcieli
                                                    go rozliczać właśnie za to drugie, naruszając w ten sposób sferę politycznej
                                                    wolności jednostki.
                                                  • Gość: monika Re: do Moniki IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 18:27
                                                    Wykaż na czym polega moja błedna, fałszywa interpretacja zapisu w Konstytucji.
                                                    Z chwilą, kiedu Karbowiak został prezydentem przestał być osobą prywatną. Jego
                                                    wypowiedzi dla NTO były wypowiedziami osoby publicznej.
                                                    Czy naprawdę sądzisz, że protest w formie listu domagającego się
                                                    odpowiedzialności politycznej za głoszenie na łamach gazety regionalnej kultu
                                                    siły, akceptacji przemocy, lekceważenia praw człowieka przez osobę publiczną
                                                    jest linczem????
                                                    Dlaczego więc prezydent zakneblował Karbowiaka?
                                                  • Gość: spoko Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 19:28
                                                    Przeczytaj jeszcze raz uważnie (ale naprawdę uważnie!) to co napisałem
                                                    w poprzednim poście, a zrozumiesz, na czym polega Twój błąd. Dla ułatwienia
                                                    dodam tylko, że czym innym jest indywidualne korzystanie z przysługującej
                                                    każdemu obywatelowi wolności słowa, a czym innym zakładanie partii
                                                    i organizacji, działających zgodnie z takimi czy innymi poglądami. Przepisy
                                                    ograniczające swobodę zakładania partii i organizacji politycznych nie mogą
                                                    być interpretowane jako przepisy ograniczające swobodę wypowiedzi jednostki,
                                                    bo chodzi tu o zupełnie inne sprawy.

                                                    Dodatkowo tytułem ułatwienia jeszcze jeden przykład. Obowiązujące w Polsce prawo
                                                    nie daje osobom poniżej pewnego wieku możliwości samodzielnego zakładania partii
                                                    i organizacji. Czy z tego miałoby wynikać, że osobom niepełnoletnim nie
                                                    przysługuje żadna swoboda wypowiedzi? Prawo czy możność zakładania partii to
                                                    jedno, a wolność słowa to drugie!

                                                    Nawet osoby publiczne są osobami prywatnymi w takim zakresie, w jakim ich
                                                    działania czy wypowiedzi nie mają bezpośredniego związku ze sprawowaniem przez
                                                    nich określonej funkcji publicznej. Każdemu bez wyjątku przysługuje jakaś sfera
                                                    prywatności. Również osoba publiczna może w określonych okolicznosciach
                                                    wypowiadać się jako osoba prywatna. Ty także możesz raz występować jako rzecznik
                                                    prasowy UO a kiedy indziej jako osoba prywatna. Czy każda Twoja wypowiedź ma iść
                                                    od razu na konto Uniwersytetu? Przecież to absurd!

                                                    Domaganie się wyegzekwowania odpowiedzialności politycznej w ramach
                                                    istniejących możliwości prawnych nie budzi moich zastrzeżeń. Nie mogę jednak
                                                    akceptować egzekwowania odpowiedzialności w sposób naruszający obowiązujące
                                                    prawo, jak było w przypadku Karbowiaka.

                                                    O to, dlaczego prezydent Zembaczyński "zakneblował" Karbowiaka, najlepiej spytać
                                                    któregoś z tych panów. Ja nie jestem ich rzecznikiem prasowym. Z tego co
                                                    dowiedziałem się prywatnie, wynika, że panowie ci zawarli ze sobą coś w rodzaju
                                                    gentlemen's agreement w tym celu, żeby nie dostarczać politycznym oponentom
                                                    prezydenta pretekstów do dalszego złośliwego "przyprawiania gęby" zarządowi
                                                    miasta.

                                                  • Gość: spoko Re: do Moniki - uzupełnienie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 20:25
                                                    Domaganie się wyegzekwowania odpowiedzialności politycznej w ramach
                                                    istniejących możliwości prawnych nie budzi moich zastrzeżeń. Nie mogę jednak
                                                    akceptować egzekwowania odpowiedzialności w sposób naruszający obowiązujące
                                                    prawo, jak było w przypadku Karbowiaka. Coś takiego kwalifikuję jako samosąd,
                                                    lincz itp.
                                                  • Gość: monika Re: do Moniki IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 21:32
                                                    Wiceprezydent Karbowiak odpowiada za oświatę, więc poglady, jakie głosił
                                                    bezpośrednio wiązały się z jego funkcją - to po pierwsze.
                                                    Po drugie wyraźnie zaznaczyłam, że z zapisu w Konstytucji wynika, że osoba
                                                    publiczna nie może głosić poglądów, które stanowią podstawę do delegalizacji
                                                    organizacji.
                                                    Gdyby wiceprezydent był liderem organizacji,głoszącej takie poglądy, to sprawa
                                                    zostałaby zgłoszona do prokuratury i domagano by się pociągnięcia do
                                                    odpowiedzialności za złamanie prawa. Powtórzę, w tym przypadku chodziło o
                                                    odpowiedzialność polityczną, która w krajach demokratycznych oznacza poddanie
                                                    się do dymisji, wykluczenie z partii, wycofanie się z ubiegania się o
                                                    stanowisko publiczne, bojkot i ostracyzm.
                                                    Przykład z nieletnimi jest chybiony. Osoby publiczne (nie tylko politycy) nie
                                                    cieszą się taką wolnością słowa jak osoby prywatne - vide przykład Resich-
                                                    Modlińskiej, która została zwolniona ze stanowiska redaktor naczelnej i z pracy
                                                    za nietaktowną wypowiedź na temat dziennikarzy chorych na raka.
                                                  • Gość: spoko Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 23:19
                                                    Co innego nietaktowna wypowiedź na temat chorych osób przy okazji pełnienia
                                                    swoich obowiązków zawodowych (może to być okoliczność uzasadniająca
                                                    wypowiedzenie stosunku pracy), a co innego prywatne poglądy osoby pełniącej
                                                    funkcję publiczną (takiego uzasadnienia wypowiedzenia nie uznałby żaden sąd
                                                    pracy, bo byłoby sprzeczne z kodeksem pracy). Nie mieszaj prywatnych poglądów
                                                    osoby pełniącej funkcję publiczną z poglądami prezentowanymi oficjalnie
                                                    przez tę osobę w ramach pełnienia przez nią danej funkcji publicznej.
                                                    Tylko w tym ostatnim przypadku można sensownie mówić o czymś takim jak
                                                    odpowiedzialność polityczna.

                                                    Nie ma czegoś takiego jak odpowiedzialność polityczna za życie prywatne.
                                                    Owszem, osoba publiczna może być poddawana publicznemu osądowi także z racji
                                                    tych czy innych faktów z jej życia prywatnego. W takim przypadku mamy jednak
                                                    do czynienia z odpowiedzialnością moralną a nie polityczną (mieszasz ze sobą
                                                    te dwa pojęcia!). Odpowiedzialność moralna może wyrażać się w takich aktach jak
                                                    dobrowolne podanie się do dymisji, bojkot czy ostracyzm środowiskowy danej
                                                    osoby itp. Nie ma to jednak nic wspólnego z odpowiedzialnością polityczną.

                                                    Gdyby Karbowiak w jakikolwiek sposóh usiłował propagować swoje poglądy na
                                                    terenie szkół w ramach swoich czynności służbowych, byłaby jakaś podstawa do
                                                    dyskutowania nad zasadnością jego ewentualnego odwołania (powtarzam -
                                                    - dyskutowania, bo faktyczna kwalifikacja polityczna jego poglądów jest dla mnie
                                                    sprawą co najmniej wysoce dyskusyjną!). Jak na razie nie spotkałem się jednak
                                                    z takim zarzutem pod jego adresem. Nie można natomiast pociągać kogoś do
                                                    odpowiedzialności prawnej czy politycznej na zasadzie prewencji, bo nie ma
                                                    czegoś takiego jak odpowiedzialność prewencyjna (odpowiedzialność może dotyczyć
                                                    z definicji tylko zaszłości).

                                                    Żaden przepis konstytucji nie mówi, jakich poglądów nie może posiadać prywatnie
                                                    osoba pełniąca funkcję publiczną. Wywodzenie takiej wydumanej regulacji
                                                    z przepisu ograniczającego prawne możliwości zakładania partii lub organizacji
                                                    stanowi ewidentną nadinterpretację tego przepisu. Jeżeli nie zgadzasz się
                                                    z tą opinią, proszę o przedstawienie mi stosownego orzeczenia Trybunału
                                                    Konstytucyjnego, które stwierdzałoby coś innego. Dopóki orzeczenia takiego nie
                                                    zobaczę, pozostanę przy swoim zdaniu.

                                                    Jak na razie, nie obowiązuje w Polsce żaden przepis denazyfikacyjny czy
                                                    dekomunizacyjny, który mówiłby (choćby w sposób pośredni), że dostęp do
                                                    stanowisk publicznych jest zamknięty dla osób prezentujących określoną klasę
                                                    poglądów politycznych. Osobiście jestem od początku zwolennikiem dekomunizacji,
                                                    ale sam byłbym przeciwny tak sformułowanemu przepisowi, bo uważam, że nie wolno
                                                    grzebać ludziom w ich myślach i sumieniach. Stanowiska publiczne powinny być
                                                    niedostępne dla osób o określonej przeszłości politycznej, możliwej do
                                                    udokumentowania, natomiast to co dana osoba sobie prywatnie myśli czy mówi,
                                                    powinno być wyłącznie jej sprawą (ewentualnie sprawą jej spowiednika
                                                    w konfesjonale, ale nic poza tym!). Niestety, nie mamy w Polsce nawet tak
                                                    liberalnej ustawy dekomunizacyjnej, a cóż dopiero mówić o drakońskich
                                                    regulacjach rodem z Orwella, jakich uparcie acz bezzasadnie dopatrujesz się
                                                    w naszej ustawie zasadniczej!

                                                    Gdyby faktycznie obowiązywał u nas zapis zabraniający zajmowania funkcji
                                                    publicznych przez osoby o pewnych poglądach, z całą pewnością każdy kandydat na
                                                    stanowisko publiczne musiałby składać stosowne oświadczenie pisemne. Jak ogólnie
                                                    wiadomo, niczego takiego jednak się nie praktykuje.

                                                    Owszem, można zwalniać ludzi z pracy za prezentowanie niewłaściwych poglądów.
                                                    Jest to możliwe jednak tylko w takiej sytuacji, gdy dana osoba w ramach
                                                    sprawowania swojej funkcji prezentuje poglądy rozmijające się z oficjalnym
                                                    stanowiskiem reprezentowanej przez tę osobę instytucji, podmiotu gospodarczego
                                                    itd. Nie muszą to być zaraz poglądy "nazistowskie", Wystarczy, że będą to
                                                    poglądy rozmijające się z oficjalnym stanowiskiem pracodawcy. Można na ten
                                                    przykład zwolnić z pracy rzecznika prasowego, który oficjalnie, w ramach swoich
                                                    obowiązków służbowych, próbuje prowadzić własną politykę informacyjną, sprzeczną
                                                    z oficjalnym punktem widzenia pracodawcy. Na podobnej zasadzie można wydalić z
                                                    partii politycznej kogoś kto prezentuje poglądy rażąco niezgodne z oficjalnym
                                                    stanowiskiem danej partii. Nie ma to jednak nic wspólnego z postulowanym przez
                                                    Ciebie rozliczaniem ludzi także z tego co mówią w życiu prywatnym. Wspomniany tu
                                                    przykładowo rzecznik prasowy może sobie prywatnie pleść dowolne androny i nikomu
                                                    nic do tego (chyba, żeby zacząłby te androny przedstawiać jako oficjalne
                                                    stanowisko swojo pracodawcy; wtedy, rzecz jasna, gorsza sprawa).

                                                    A tak swoją drogą, to nie daj Boże, żeby ktoś naprawdę podjął działania na rzecz
                                                    wprowadzenia wydumanych przez Ciebie regulacji, określających, jakich poglądów
                                                    nie może posiadać nawet prywatnie osoba pełniąca funkcję publiczną. Masz
                                                    pojęcie, co zaczęłoby się wówczas dziać? Jak rozkwitłoby u nas donosicielstwo?
                                                    Ile byłoby fałszywych oskarżeń ze strony "życzliwych" sąsiadów i sasiadek?
                                                    Jakie pole do popisu mieliby szantażyści? Zastanów się co postulujesz,
                                                    nieszczęsna kobieto, próbująca otworzyć puszkę Pandory!
                                                  • Gość: spoko Re: do Moniki - uzupełnienie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 23:41
                                                    Jeszcze jedna uwaga uzupełniająca. Napisałaś coś takiego:

                                                    "Gdyby wiceprezydent był liderem organizacji,głoszącej takie poglądy, to sprawa
                                                    zostałaby zgłoszona do prokuratury i domagano by się pociągnięcia do
                                                    odpowiedzialności za złamanie prawa".

                                                    Co zgłosiłabyś do prokuratury? Fakt prezentowania niewłaściwych poglądów?
                                                    Czy fakt założenia organizacji działającej zgodnie z określonymi poglądami?
                                                    Oczywiście ten drugi fakt, bo tylko on mógłby stać się powodem wszczęcia
                                                    ewentualnych czynności wyjaśniających. Obowiązujące zakazy odnoszą się do
                                                    zakładania partii i organizacji a nie do prezentowania takich czy innych
                                                    poglądów. Gdyby było inaczej, przewidziano by również określone sankcje prawne
                                                    w przypadku prezentowania niewłaściwych poglądów. Nie ma czegoś takiego jak
                                                    zakaz bez sankcji za jego naruszenie! Prawodawca ocenił negatywnie pewną klasę
                                                    poglądów ale ich nie zakazał!
                                                  • Gość: spoko Re: do Moniki - autopoprawka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 23:48
                                                    Niestety, mnie też zdarzają się potknięcia. Gdy się pisze dużo i szybko, bywa to
                                                    trudne do uniknięcia. Tam gdzie piszę o Trybunale Konstytucyjnym, należy
                                                    oczywiście wstawić Sąd Najwyższy i jego orzecznictwo. Przepraszam.
                              • Gość: Kuba Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 18:53
                                Gość portalu: monika napisał(a):

                                > Wyobraż sobie, że od 1968 r. minęło blisko 40 lat. Nie wszyscy muszą grzebać z
                                > czujnością czekisty w starych rocznikach gazet.


                                Rzetelne badania historyczne, polegające na gruntownej analizie materiałów
                                źródłowych (w tym także archiwalnej prasy), to dla Łaskawej Pani grzebanie
                                w starych rocznikach gazet z czujnością czekisty? I takie opinie wypowiada osoba
                                mieniąca się pracownikiem naukowym? Droga Pani, dobrze (przypuszczam, że lepiej
                                od Pani) znam książkę Z. Bereszyńskiego, zawierającą m. in. informacje na temat
                                niegodnej postawy Jana Goczoła w 1968 r. i mogę zapewnić Panią, że książka ta
                                jest efektem bardzo rzetelnych badań historycznych, obejmujących ogromną ilość
                                różnorakiego materiału żródłowego, od archiwaliów IPN-owskich po archiwalne
                                roczniki prasy. Gdyby podobną pracę napisał prof. Nicieja czy jakaś inna znana
                                postać ze środowiska UO lub PIN IŚl., to założę się, że rozmaite lokalne
                                autorytety z Panią na czele piałyby dzień i noc z zachwytu. Nikomu nie
                                przeszłyby przez gardło podobne porównania do brudnej roboty czekistów, a gdyby
                                przypadkiem przeszły, to ktoś taki zostałby moralnie ukamienowany, zaś Pani
                                pierwsza rzuciłaby kamień, jak kiedyś w przypadku Karbowiaka. Bardzo nieładnie
                                podejmować podobne próby dyskredytacji cudzego dorobku badawczego, tylko
                                dlatego, że chodzi tu o dorobek osoby spoza Waszego światka, a na dodatek
                                nastawionej krytycznie do panujących w tym światku stosunków. Fe!
                                • Gość: monika Re: do Moniki IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 20:37
                                  W którym miejscu moja wypowiedź odnosiła się do badań historycznych? Chodziło
                                  mi o to, co napisałam: Nie wszyscy muszą grzebać z czujnością czekisty w
                                  rocznikach starych gazet, co oznacza, że jeśli ktoś nie mieszkał w Opolu w 1968
                                  r. lub był za młody, żeby czytać wtedy gazety, może nie mieć wiedzy na temat
                                  zachowań konkretnych osób, a do głowy mu nie przyjdzie, żeby każdego sprawdzać,
                                  przez czytanie starych gazet.
                                  Natomiast historycy zajmujący się historią najnowszą muszą sięgać do źródeł,
                                  jakimi są gazety.
                                  Nie jest to żadna próba dyskredytacji czyjegokolwiek dorobku, tylko odpowiedź
                                  na zarzut, że wśród sygnatariuszy listu była osoba, która blisko 40 lat temu
                                  napisała wiernopoddańcze oświadczenie w regionalnej gazecie.
                                  • Gość: xwive Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 21:36
                                    nieznajomość prawa szkodzi tak jak brak wiedzy
                                • Gość: absolwentka jezyk czerwonej Sornoby IP: *.broker.com.pl 17.07.06, 21:55
                                  Czyli jednak jednak posluguje sie pani Monika jezykiem swojego matecznika,
                                  prownania stosowne do miejsca - czerwona Sorbona vel UO/ poszukiwania
                                  historyczne to czujosc czekisty - klucz pasuje do zamka! Brawo!!!
                      • Gość: major Re: do Moniki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.06, 18:04
                        Szanowna Pani doktor bardzo prosze by nie wypowiadała sie Pani na tematy o
                        których nie ma Pani zielonego pojęcia. Twierdzi Pani iż partyzanci na podstawie
                        konwencji haskiej z 1907 roku powinni byc traktowani jako jeńcy wojenni i
                        egzekucje ich były nie dopuszczalne? To bardzo ciekawa tyle że nieprawdziwa
                        konstatacja. Dobrze by było gdy zechciała Pani wreszczie przetłumaczyć sobie z
                        angielskiego na polski przywoływane artykuły tej konwencji a dopiero nabywszy
                        minimalna wiedze podjąc z kims polemikę.Profesor Marian Fleming nieżyjący już
                        specjalista w dziedzinie prawa wojennego w swojej pracy pt. "Jeńcy Wojenni"
                        pisze: ”..W prawno-międzynarodowym podejściu do kwestii partyzanckiego ruchu
                        zbrojnego od dawna zdarzały się dwa przeciwstawne stanowiska. Państwa wojskowo
                        silne, zaborcze, odmawiały zgody na przyznanie partyzantom statusu legalnych
                        kombatantów i karały ich w razie ujęcia. Państwa mniejsze dążyły natomiast do
                        nadania partyzantom uprawnień przysługujących żołnierzom wojsk regularnych. Ta
                        kontrowersja wystąpiła silnie na obu konferencjach haskich, w latach 1899 i
                        1907, które opracowały zasady prawne dotyczące konfliktów zbrojnych. Wobec
                        braku możności zbliżenia stanowisk, problematyka ta została pominięta w
                        uchwalonych wtedy konwencjach...... Przepisy prawa międzynarodowego,
                        obowiązujące w czasie II wojny światowej, nie dawały partyzantom uprawnień
                        przysługujących żołnierzom wojsk regularnych. Organy przeciwnika, w których
                        ręku znalazł się partyzant, mogły kierować się wyłącznie przepisami prawa
                        wewnętrznego swego państwa. Żadnych unormowań nie zawierała obowiązująca w
                        czasie tej wojny konwencja o traktowaniu jeńców z 27 lipca 1929 roku.” Uznanie
                        partyzantów za stronę legalnie wojującą, nastąpiło dopiero w uregulowaniach
                        zawartych konwencji genewskiej podpisanej w cztery lata po wojnie w 1949 roku.
                        Warto również przypomnieć że strona polska w czasie wojny polsko-bolszewickiej
                        i są to rozliczne przykłady po pierwsze rozstrzeliwała złapanych członkow
                        sowieckich grup partyzanckich jak również przeprowadzała egzekucje odwetowe bez
                        sądu na wzietych do niewoli jeńcach bolszewickich w odwecie za mordy popełnione
                        na jeńcach polskich (min taką egzekucje 200 bolszewików nakazał przeprowadzic w
                        okolicach miejscowości Chorzele generał Sikorski). Co więcej egzekucje wzietych
                        do niewoli dywersantow niemieckich jak i sowieckich a także białaruskich i
                        ukraińskich przeprowadzały polskie jednostki wojskowe we wrześniu 1939 roku.
                        Czy Pani uważa że te akcje można okreslić mianem zbrodni wojennych. Czy Winston
                        Churchill premier Wielkiej Brytanii był człowiekiem bliskim ideologii
                        nazistowskiej, bowiem uważał iz lepiej będzie nazistowskich przywódców
                        rozstrzelać niz naginać i manipulować prawem tylko po to by ich skazać.
                        Wracając do przytaczanej konwencji haskiej, to cytowane przez Panią artykuły
                        odnoszą do zupełnie innej kategorii regulacji. Dotyczą one bowiem możliwości
                        stawiania oporu armii wrogiej przez ludność cywilną na obszarach nie zajętych
                        jeszcze przez armię okupacyjną. Pisze o tym we wspomnianej już pracy profesor
                        Flemming cytując zapisy konwencji: „Ludność terytorium nie zajętego, która przy
                        zbliżaniu się nieprzyjaciela dobrowolnie(spontament) chwyta za broń, by walczyć
                        z wkraczającymi wojskami i nie miała czasu się zorganizować się….. będzie
                        uważana za stronę wojującą(beligerants), jeśli jawnie nosi broń i zachowuje
                        prawa i zwyczaje wojenne”.
                        Oczywiście w analizach dotyczących statusu partyzantów jest także druga strona
                        medalu. Trzeba bowiem podkreślić, że w czasie wojny w sytuacji realnego
                        zagrożenia bytu narodowego racja stanu państwa zawsze stoi ponad prawem
                        międzynarodowym. Poza tym w Polsce mieliśmy do czynienia z sytuacją szczególną,
                        bowiem Niemcy sami nie przestrzegali praw i zwyczajów wojennych łamiąc zasady
                        prowadzenia wojny, więc strona polska również nie czuła zmuszona by ich
                        przestrzegać.
                        • Gość: monika Re: do Moniki IP: *.atol.com.pl 21.07.06, 05:24
                          W konwencji haskiej, która weszła w życie 26.01.1910 r. integralną częścią jest
                          aneks
                          Annex to the Convention
                          REGULATIONS RESPECTING THE LAWS AND CUSTOMS
                          OF WAR ON LAND
                          SECTION I
                          ON BELLIGERENTS
                          CHAPTER I
                          The Qualifications of Belligerents
                          Regulacje dotyczące zasad i zwyczajów wojny na lądzie
                          Sekcja I
                          o prowadzących wojnę
                          Rozdział I
                          Kwalifikacja prowadzących wojnę

                          Art. 1. stanowi:
                          Article 1.
                          The laws, rights, and duties of war apply not only to armies, but also to
                          militia and volunteer corps fulfilling the following conditions:

                          To be commanded by a person responsible for his subordinates;

                          To have a fixed distinctive emblem recognizable at a distance;

                          To carry arms openly; and

                          To conduct their operations in accordance with the laws and customs of war.

                          In countries where militia or volunteer corps constitute the army, or form part
                          of it, they are included under the denomination "army."

                          Oto moje tłumaczenie:
                          Artykuł 1.
                          Zasady, prawa i powinności w czasie wojny stosują się nie tylko do armii, ale
                          także do milicji i korpusów ochotniczych spełniających następujące warunki:
                          - są dowodzone przez osobę odpowiedzialną za swoich podkomendnych
                          - posiadają ustalony emblemat rozpoznawalny z odległości
                          - noszą broń jawnie
                          i prowadzą swoje operacje zgodnie z zasadami i zwyczajami wojennymi.
                          W krajach, gdzie milicja lub korpusy ochotnicze stanowią armię albo jej część
                          są włączone w pojęcie "armia".
                          Art. 2.
                          The inhabitants of a territory which has not been occupied, who, on the
                          approach of the enemy, spontaneously take up arms to resist the invading troops
                          without having had time to organize themselves in accordance with Article 1,
                          shall be regarded as belligerents if they carry arms openly and if they respect
                          the laws and customs of war.

                          Art. 2
                          Mieszkańcy terutorium, które nie było okupowane, którzy wobec zbliżania się
                          wroga, spontanicznie chwytają za broń, aby stawić opór oddziałom napastników
                          nie mając czasu, żeby zorganizować się zgodnie z artykułem 1, powinni być
                          uznawani za prowadzących wojnę, jeżeli noszą broń jawnie i jeżeli szanują
                          zasady i zwyczaje wojny.

                          Najwazniejszy artykuł - sedno sprawy!!!
                          Art. 3.
                          The armed forces of the belligerent parties may consist of combatants and non-
                          combatants. In the case of capture by the enemy, both have a right to be
                          treated as prisoners of war.

                          Artykuł 3.
                          Siły zbrojne prowadzących wojnę stron mogą składać się z walczących i
                          niewalczących. W przypadku schwytania przez wroga, jedni i drudzy mają prawo
                          być traktowani jako jeńcy wojenni.

                          www.yale.edu/lawweb/avalon/lawofwar/hague04.htm#art1
                          O traktowaniu jeńców wojennych (maja traktowni humanitarnie, nie karani za
                          ucieczkę, odżywiani i zakwaterowani jak wojska, które wzięły ich do niewoli)
                          wklejam po angielsku. Jeśli trzeba, to przetłumaczę:
                          CHAPTER II
                          Prisoners of War
                          Art. 4.
                          Prisoners of war are in the power of the hostile Government, but not of the
                          individuals or corps who capture them.

                          They must be humanely treated.

                          All their personal belongings, except arms, horses, and military papers, remain
                          their property.

                          Art. 5.
                          Prisoners of war may be interned in a town, fortress, camp, or other place, and
                          bound not to go beyond certain fixed limits, but they cannot be confined except
                          as in indispensable measure of safety and only while the circumstances which
                          necessitate the measure continue to exist.

                          Art. 6.
                          The State may utilize the labour of prisoners of war according to their rank
                          and aptitude, officers excepted. The tasks shall not be excessive and shall
                          have no connection with the operations of the war.

                          Prisoners may be authorized to work for the public service, for private
                          persons, or on their own account.

                          Work done for the State is paid for at the rates in force for work of a similar
                          kind done by soldiers of the national army, or, if there are none in force, at
                          a rate according to the work executed.

                          When the work is for other branches of the public service or for private
                          persons the conditions are settled in agreement with the military authorities.

                          The wages of the prisoners shall go towards improving their position, and the
                          balance shall be paid them on their release, after deducting the cost of their
                          maintenance.

                          Art. 7.
                          The Government into whose hands prisoners of war have fallen is charged with
                          their maintenance.

                          In the absence of a special agreement between the belligerents, prisoners of
                          war shall be treated as regards board, lodging, and clothing on the same
                          footing as the troops of the Government who captured them.

                          Art. 8.
                          Prisoners of war shall be subject to the laws, regulations, and orders in force
                          in the army of the State in whose power they are. Any act of insubordination
                          justifies the adoption towards them of such measures of severity as may be
                          considered necessary.

                          Escaped prisoners who are retaken before being able to rejoin their own army or
                          before leaving the territory occupied by the army which captured them are
                          liable to disciplinary punishment.

                          Prisoners who, after succeeding in escaping, are again taken prisoners, are not
                          liable to any punishment on account of the previous flight.
                          Art. 9.
                          Every prisoner of war is bound to give, if he is questioned on the subject, his
                          true name and rank, and if he infringes this rule, he is liable to have the
                          advantages given to prisoners of his class curtailed.

                          Art. 10.
                          Prisoners of war may be set at liberty on parole if the laws of their country
                          allow, and, in such cases, they are bound, on their personal honour,
                          scrupulously to fulfil, both towards their own Government and the Government by
                          whom they were made prisoners, the engagements they have contracted.

                          In such cases their own Government is bound neither to require of nor accept
                          from them any service incompatible with the parole given.

                          Art. 11.
                          A prisoner of war cannot be compelled to accept his liberty on parole;
                          similarly the hostile Government is not obliged to accede to the request of the
                          prisoner to be set at liberty on parole.

                          Art. 12.
                          Prisoners of war liberated on parole and recaptured bearing arms against the
                          Government to whom they had pledged their honour, or against the allies of that
                          Government, forfeit their right to be treated as prisoners of war, and can be
                          brought before the courts.

                          Art. 13.
                          Individuals who follow an army without directly belonging to it, such as
                          newspaper correspondents and reporters, sutlers and contractors, who fall into
                          the enemy's hands and whom the latter thinks expedient to detain, are entitled
                          to be treated as prisoners of war, provided they are in possession of a
                          certificate from the military authorities of the army which they were
                          accompanying.

                          Art. 14.
                          An inquiry office for prisoners of war is instituted on the commencement of
                          hostilities in each of the belligerent States, and, when necessary, in neutral
                          countries which have received belligerents in their territory. It is the
                          function of this office to reply to all inquiries about the prisoners. It
                          receives from the various services concerned full information respecting
                          internments and transfers. releases on parole, exchanges, escapes, admissions
                          into hospital, deaths, as well as other information necessary to enable it to
                          make out and keep up to date an individual return for each prisoner of war. The
                          office must state in this return the regimental number, name and surname, age,
                          place of origin, rank, unit, wounds, date and place of capture, internment,
                          wounding, and death, as well as any observations of a special character. The
                          individual return shall be sent to the Government of the other belligerent
                          after the conclusion of peace.

                          It is likewise the function of the inquiry of
                          • Gość: absolwentka Re: do Moniki IP: *.broker.com.pl 21.07.06, 13:08
                            Droga Moniko, a czy Rektor UO nie nakazal Ci milczec na tym Forum?? Mam takie
                            wrazenie...
                            • Gość: Monika Re: do absolwentki IP: *.atol.com.pl 21.07.06, 16:04
                              Niektórzy może chcieliby, zebym siedziała cicho, jednak nic z tego.
                              Jestem na urlopie, co nie znaczy ze nie pracuję, ale mogę robic, co mi się
                              podoba.
                              Pozdrowienia!
                              • Gość: rowiesnica bez ha Re: do absolwentki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.06, 16:36
                                no to czekam na odpowiedz na moje pytania dotyczace karier opolskich socjolozek
                                jesli jestes na urlopie i nikt Cie droga moja nie krepuje !
                                • Gość: monika Re: do absolwentki IP: *.atol.com.pl 21.07.06, 16:56
                                  Nie odpowiedziałam, bo nie wiem o jakie socjolożki chodzi. Dwie z nich zrobiły
                                  habilitacje i pracują na UO. Natomiast ci, którzy robili habilitację za
                                  wschodnią granicą już na UO nie pracują (jednak są to mężczyźni).
                                  Za nieboszczki PRL odeszła z PIN IŚ jedna nasza świetna koleżanka do Krakowa i
                                  tam zrobiła habilitację.
                                  Inne znane mi socjolozki z Opola łacznie ze mną inaczej definiują karierę. Nie
                                  musi to być pięcie się po szczeblach kariery akademickiej. Oczywiście w
                                  sytuacji wyższej konieczności trzeba będzie zrobić habiliację, aby wesprzeć
                                  uczelnię.
                                  Napisz więc o co ci chodzi, bo nie wiem.
                                  • Gość: mgr.nobilit. Re: do absolwentki IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 21.07.06, 17:27
                                    Gdy Minister Giertych zlagdzi wymogi habilitacyjne, to wiecej "kariere zrobi"
                                    Kazdy czlowiek zdrowego rozsądku jest juz psychologiem i socjologiem bez badan
                                    i koniecznych egzaminow. Tak wiec, jak kolezanki poczekaja to i moze i "hab'a"
                                    za nazwiskiem sie doczekaja, eeee?
                                    NIECH ZYJA WAKACJE!!!
                                  • Gość: absolwentka habilitacja IP: *.broker.com.pl 21.07.06, 18:24
                                    Droga Moniko! Wypada jednak zrobic te habilitacje, jestes kobieta ambitna i
                                    inteligentna, uwazam, ze ten jeszcze jeden stopien przed nazwiskiem da Ci
                                    wiecej sily, aby UO bylo bardziej normalna uczelnia - kto ma te byla WSP
                                    zmieniac jak ludzie tak otwarci jak TY! Przeciez ta szkola wyzsza musi sie
                                    rozwijac wybijajac sie z okow 'Czerwonej Sorbony' i megalomanskich zapedow
                                    rozgoryczonego barakiem autorytetu Rektora - no coz, on sam sobie pisze i
                                    wystawia laurki, w stylu: "Z ruin podniosl..." - smieszne!
                                  • Gość: rowiesnica bez ha Re: do absolwentki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.06, 20:26
                                    dzieki, widze ze sie jednak orientujesz w sprawach srodowiska socjologow.
                                    Podoba mi sie Twoj racjonalny stosunek do zycia. To dobrze ze "inaczej
                                    zdefiniowalas kariere", choc troche to spryciulowate. Zastanawia mnie jak
                                    funkcjonuje polska nauka, ze zdolni, potentni, inteligentni, swietnie piszacy
                                    koncza kariery naukowe, lub "inaczej je definiuja". A moze na opolskim
                                    uniwersytecie brakuje jakichkolwiek mechanizmow selekcji ? Np. te slynne osiem
                                    lat na doktorat, a potem 10 na habilitacje to chyba nieco przesadny liberalizm.
                                    Slyszalam ze w dawnych czasach, ale to byl ten cholerny PRL, byly tzw. studia
                                    doktoranckie i wiele osob swietnie wystartowalo. To byly 4 lata na napisanie
                                    doktratu, plus stypendium doktorskie, plus koncentracja na pracy naukowej. Nie
                                    wolno bylo pracowac zawodowo. Dzis jest wszystko do gory nogami. Sa studia
                                    doktorskie, ale nikogo nie obchodzi z czego maja zyc doktoranci. W zw z tym
                                    nikt nie konczy w terminie, a potem juz rownia pochyla i trudno skonczyc, bo
                                    dom, maz, mieszkanie, dzieci, zdobywanie pieniedzy itp. Inna kwestia to brak
                                    sprzezenia miedzy studiami doktorskimi a awansami naukowymi i karierami
                                    naukowymi. Np. slyszlam ze w Warszawie zdolna doktorantka po obronie pracy
                                    doktorskiej otrzymuje etat lub pol na uczelni i jest to poczatek jej powolania
                                    naukowego. Czy u nas na opolskim uniwersytecie sa pod tym wzgledem zdrowe
                                    sensowne zasady ? A poza tym u nas w Opolu mozna zostac pracownikiem UO bez
                                    doktoratu, na zasadzie "losu szczescia" lub swietnej "chemii" miedzyludzkiej,
                                    co z przydatnoscia do pracy dydakt. i naukowej czasami niewiele ma wspolnego.
                                    No i jeszcze inna kwestia. Tematy doktoratow. Na zachodnich uczelniachh jak
                                    slyszalam doktorant jesli juz dostal miejsce na studiach doktranckich i
                                    stypendium to otrzymuje temat od promotora i pule pieniedzy na jego realizacje,
                                    gdyz temat jest czescia wiekszego projektu lub przedsiewziecia naukowego, ktore
                                    zostalo sfinansowane badz przez przemysl, badz banki badz inne instytucje
                                    dysponujace olbrzymimi pieniedzmi, pieniedzmi poza budzetem uczelni. Czy nasze
                                    banki, wielkie firmy, olbrzymie koncerny nie powinny ustawowo byc zobligowane
                                    do wydzielania srodkow na badania naukowe? i Sygnalizowania tej gotowosci np.
                                    uczelniom wyzszym. Jak slyszalam od moich kolezanek, ktore dalej sie mecza u
                                    nas nikogo to nie obchodzi. Otrzymanie grantu to czysta fikcja, wielki wysilek,
                                    ktory idzie na marne, bo latwo nie zmiescic sie w rankingu. Oceny grantow i
                                    punktowanie to czysta fikcja i dowolnosc przy pelnej anonimowosci co w polskich
                                    warunkach ulatwia szwindle i spychanie fajnych tematow ponizej kreski. Ten sam
                                    grant zyskuje odmienne odeny na skali: jeden anonimowy recenzent temu samemu
                                    projektowi daje ocene maxymalna drugi minimalna. Czy pan rektor o tym informuje
                                    wladze w Warszawie? Nie slyszalam o jakichs jego memorandach w tej sprawie do
                                    ministerstwa nauki !
                                    • Gość: monika Re: do absolwentki IP: *.atol.com.pl 21.07.06, 22:05
                                      Dlaczego spryciulowate jest przyjęcie, że:
                                      1. ważniejsza jest opieka nad dziećmi i wyprowadzenie ich z choroby niż kariera
                                      naukowa pojmowana jako robienie stopni
                                      2. wazniejsze jest robienie badań, pisanie na frapujące tematy, uczestnictwo w
                                      zagranicznych konferencjach niz robienie stopni
                                      3. wazniejsze jest sprawdzenie przydatności posiadanej wiedzy w praktyce niż
                                      robienie stopni
                                      4. ważniejsze sa staże naukowe zagranicą niż robienie stopni

                                      Idealizujesz studia doktoranckie w PRL. Ukonczyłam takie. Zaletą było
                                      uczestnictwo w świetnych zajęciach z filozofii, metodologii, wielkich teorii
                                      itp. Do dziś pamiętam wiele z tych seminariów i wykładów. Stypendium to było
                                      mniej więcej 1/3 sredniej krajowej, wiec rodzice i tak musieli mnie
                                      dofinansowywać, bo nie dało sie wyżyć. Prowadziłam zajęcia ze studentami
                                      (przygotowanie do zajęć zabierało dużo czasu) oraz obozy naukowe w czasie
                                      wakacji. Wyjazdy do bibliotek na własny koszt. Pomimo zgromadzenia ogromnego
                                      materiału pracy terminie nie napisałam, bo w czasie studiów nie zdążyłam, a
                                      potem co innego było ważniejsze.
                                      Co do grantów, to nie należy pasować. Oceny mogą się różnić i wtedy powołuje
                                      się trzeciego eksperta, więc z czym tu walczyć? Aby wysiłek nie poszedł na
                                      marne mozna startować z projektami do różnych międzynarodowych konkursów.
                                      Ogłoszenia są w Internecie lub w sekretariatach.
                                      Znam sporo naukowców zagranicznych i wszyscy oni pozyskiwali pieniądze na
                                      badania nie od promotorów, tylko ubiegając się o granty.
                                      Ilu absolwentów studiów doktoranckich na UW czy UJ otrzymuje etat?
                                      • Gość: spryciula Re: do absolwentki IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 22.07.06, 18:47
                                        Przecież "robienie badań, pisanie na frapujące tematy, uczestnictwo w
                                        zagranicznych konferencjach, staże naukowe za granicą" powinny w końcu
                                        doprowadzić do habilitacji. Decydując się na pracę na uczelni, powinnaś
                                        zaakceptować warunki gry--od pracownika naukowego oczekuje się zrobienia
                                        najpierw doktoratu a potem habilitacji w określonym terminie. A spryciulowate
                                        jest pracowanie na uniwersytecie, ale z drugiej strony, gdy jest to wygodne,
                                        szermowanie argumentem, że inaczej pojmuje się karierę naukową. Oczywiście
                                        można dyskutować nad celowością habilitacji, ale to już zupełnie inna sprawa,
                                        na razie ona w Polsce obowiązuje. Czasami odnoszę wrażenie, że gdyby
                                        Uniwersytet Opolski bardziej rygorystycznie rozliczał swoich pracowników z
                                        wyników pracy naukowej, których istotną miarą są właśnie uzyskiwane przez nich
                                        stopnie i tytuły naukowe, nie groziłby mu dziś status "uniwersytetu
                                        przymiotnikowego."
                                        • Gość: abx Re: do absolwentki IP: *.nowyzwm.punkt.pl / 217.197.79.* 22.07.06, 19:06
                                          Jesteś spryciulą czy idealistką? Niestety, między inteligencją, pracowitością,
                                          pomysłowością i tym podobnymi cechami dobrego naukowca a zrobieniem habilitacji
                                          istnieje bardzo luźny związek. Dobrze te cechy posiadać, ale nie gwarantują
                                          one, niestety, uzyskania habilitacji. Podobnie jak zrobienie habilitacji nie
                                          gwarantuje posiadania tych przecież pożądanych cech. Uniwersytet powinien
                                          ułatwiać przekroczenie tego progu, ale często byłoby tu konieczne wcześniejsze
                                          zlikwidowanie feudalnych struktur. Na co się nie zanosi. Dlatego uniwersytet
                                          powinien też otaczać szczególną troska pracowników inteligentnych, wydajnych,
                                          rzetelnych i dobrze prowadzących zajęcia, nawet jeśli dawno minęły ustawowe
                                          terminy zrobienia przez nich habilitacji. Choćby po to, by częśc profesury
                                          mogła się lenić i nadymać.
                                          • Gość: do abx Re: do absolwentki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.06, 06:36
                                            czy mnie oczy myla, jakie "feudalne stosunki" ? Dawno nie ma zadnych feudalnych
                                            stosunkow, mlodzi ludzie wybieraja tematy jakie chca, nikogo to w zasadzie nie
                                            interesuje, kazdy sobie rzepke skrobie. Jedno podsumowujace pytanie na koniec
                                            roku: co Panu/Pani udalo sie w tym roku zrobić ? to sa feudalne stosunki ?
                                            Feudalne stosunki to byly moze przed wojna i zaraz po wojnie gdy starzy
                                            feudalowie nie wyobrazali sobie innego stosunku do swych asystentow jak tylko
                                            feudalizm, co oznaczalo w praktyce "noszenie teczki" za profesorem i
                                            wsluchiwanie sie w jego oddech, czytanie z ust jego zyczen itp.
                                            Napisales:Dlatego uniwersytet powinien też otaczać szczególną troska
                                            pracowników inteligentnych, wydajnych, rzetelnych i dobrze prowadzących
                                            zajęcia, nawet jeśli dawno minęły ustawowe terminy zrobienia przez nich
                                            habilitacji. "
                                            Niby racja ale na normalnych zachodnich uniwersytetach nie do pomyslenia. Nie
                                            ma czegos takiego jak "(zatrudnianie)jesli dawno minely ustawowe terminy
                                            zrobienia przez nich hablititacji". Na habilitacje, ktora ma potwierdzic
                                            samodzielnosc badawcza, bo doktorat pisany jest pod kierunkiem
                                            mistrza/promotora, jest pewien czas. Jesli nie robi sie ha w tym czasie konczy
                                            sie kontrakt. Co jeszcze warto wziac z Zachodu: jesli zrobiles ha to nie ma
                                            mozliwosci bys zostal profesorem na "swojej uczelni" tylko na innej i tylko w
                                            drodze konkursu na najlepsza realizacje projektu badawczego. Jak wygrasz,
                                            jestes powolywany (Berufung). Stad wielka mobilnosc profesorow, ktorzy jak z
                                            piorkiem gonia po kraju za posadami i stad wielka liczba "prywatnych docentów"
                                            (w Niemczech), ktorzy maja ha ale nie maja etatu prof. bo sa malo mobilni, badz
                                            nie wygrywaja konkursow. Ci teraz probuja sie instalowac np. w Polsce, przedtem
                                            masowo obsadzali szkoly wyzsze w bylej NRD, gdzie bez trudu zostawali rektorami
                                            uczelni.
                                            W Niemczech np sa 4 rodzaje profesur, najzwyklejsza, zwykla, dobra i bardzo
                                            dobra profesura. Roznica jest mniej wiecej taka: ta pierwsza to goly etat, ta
                                            ostatnia to etat dwie sekretarki, gabinet i zespol badawczy. Z tym "lenieniem
                                            sie i nadymaniem" profesorow to przesadziles. W kazdym zawodzie sa ludzie
                                            ktorzy nadymaja sie i pracuja mniej lub bardziej wydajnie. To jest kwestia
                                            osobowosci. Jest masa wspanialych skromnych uczciwych prof. Ale sa tez
                                            jednostki żądne wladzy ambitne do przesady o pewnej niemoznosci tworczej. Ale
                                            to widac jasno w zyciorysie. Najczesciej potkniecia habilitacyjne eliminuja
                                            ludzi z zawodu. Byl czas ze probowano to przeskoczyc robiac ha za wschodnia
                                            granica. Jeden spryciula to nawet zalatwil se na wschodzie tytul prof. Dlatego
                                            wielu ucieka w funkcje i "po linii administracji" szuka ucieczki przed opinia
                                            srodowiska, ktore widzi i komentuje (niestety glownie w plotce srodowiskowej)
                                            wszystko. Najczesciej b. bolesnie ! Prawda jednak jest taka ze wiekszosc prof
                                            ciezko pracuje na dwu etatach by utrzymac jakies warunki i srodki do zycia,
                                            realizuje swoje pensum (210 plus ca 150 godzin dodatkowo) co na dwu etatach
                                            daje 720-800
                                            godzin w roku akademickim, co oznacza, ze reszte czasu mozna dopiero
                                            przeznaczyc na badanie i pisanie. Samo pisanie nie jest trudne, najbardziej
                                            pracochlonne jest znalezienie materialow wyjsciowych, badan zrodlowych,
                                            zebranie bazy zrodlowej, a to oznacza wyjazdy do innych osrodkow, dlugie pobyty
                                            poza domem; tu przydalby sie madry feudalizm, tzn wykonywanie czesci tej pracy
                                            przez swiezy narybek, ktory ma oczy i mozg, swietnie moze zebrac material, a
                                            wiele sie przy tym z kontaktu z prof. nauczyc. Ale to jest w Polsce nie do
                                            pomyslenia, podczas gdy na uniw zachodnich jest NORMA, bo czas prof. jest
                                            BARDZO DROGI. Ale na tym swietnie zorganizowanym zachodnim uniwersytecie jest
                                            tez wielki szacunek dla prof. ktory potwierdzil sie w nauce, cos osiagnal.
                                            Wyrazem uznania jest najczesciej po osiagnieciu pewnego wieku np. 62-64 lat -
                                            etat az do emerytury (70 rok zycia). Tak wiec abx - jeslis mlody zdolny masz
                                            doktorat i chec szczera byc badaczem sprobuj wygrac konkurs na stanowisko
                                            adiunkta i... zabierz sie do katorzniczej pracy ! Na prawde nie ma czego
                                            zazdroscic. Gdy juz w Polsce bedzie euro okaze sie ze polski prof zarabia 1/10
                                            tego co zachodni prof. Tylko ze nie da sie powtorzyc manewru z hydraulikiem !
                                            Bo co innego dzialac na wolnym rynku uslug, a co innego na uregulowanym rynku
                                            pracy naukowej.
                                            • Gość: realista Re: do absolwentki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.06, 08:45
                                              W nauce, służbach mundurowych, służbie zdrowia nie ma i nie może być demokracji
                                              lub działa ona w w sposób ograniczony. I tak musi być!
                                            • Gość: abx Re: do absolwentki IP: *.nowyzwm.punkt.pl / 217.197.79.* 23.07.06, 10:40
                                              Skąd to przekonanie, że tylko "młodzi zdolni" są krytyczni wobec systemu nauki
                                              w Polsce?
                                        • Gość: absolwentka rzetelna praca naukowa IP: *.broker.com.pl 22.07.06, 19:15
                                          Zgadzam sie w 100% - ale nie zapominajmy, ze sa tez sytuacje, w ktorych blokuje
                                          sie ludzi, i to nie tylko przy robieniu habilitacji, a wrecz nawet doktoratu.
                                          lub po obronie niezatrudnianie na uczelnii. To wszystko skutkuje w tym, ze
                                          Uniwersytet Opolski jest tak slaby jaki jest, ze bedzie tylko "uniwersytetem
                                          humanistycznym", a to przeciez ewidentna utrata dotychczasowego statusu! Moze i
                                          dobrze, po co dawc ludziom cos, czego sami nie chca...
                                        • Gość: monika Re: do spryciuli IP: *.atol.com.pl 22.07.06, 23:54
                                          Pracuję na Uniwersytecie Opolskim kilka lat i nie przekroczyłam żadnych
                                          terminów. Terminy - wszystkie możliwe przekroczyłam z pisaniem pracy
                                          doktorskiej jako pracownik instytutu badawczego. Ponosiłam tego konsekwencje
                                          zarabiając nieco więcej od minimalnej płacy (dzisiaj co prawda to mnie trochę
                                          martwi, bo będę miała bardzo niską emeryturę). Jesli nie zrobię pracy
                                          habilitacyjnej, to w każdej chwili mogę zwolnić się z uniwersytetu, bo nie
                                          muszę na nim pracować.
                                          Gdybyś decydowała o polityce personalnej, to Miłosz nie mógłby wykładać na
                                          uniwersytecie Berkeley, bo nie miał nawet doktoratu.
                                          Nie jesteś w stanie popsuć mi dobrego samopoczucia. Mam dużo publikacji, około
                                          20 zagranicznych (pisze około, bo ich nie liczę), a moja opublikowana praca
                                          doktorska szybko się rozeszła i musiałam wysyłać zainteresowanym (również z
                                          zagranicy) jej wersję elektroniczną. Jest to dla mnie powód do satysfakcji,
                                          chcociaż najbardziej cieszyło mnie, że "trafiła pod strzechy" i otrzymywałam
                                          wyrazy uznania od zwykłych ludzi - przedmiotu moich badań.
                                          To, ze nic nie muszę jest powodem do szczególnego poczucia komfortu. Może to
                                          trudno zrozumieć, ale mieszkam w bloku i mi to odpowiada. Nie mam prawa jazdy,
                                          więc nie muszę mieć samochodu. Jeśli nie musisz mieć wielu rzeczy, to jesteś
                                          człowiekiem wolnym. Wiesz, kiedy za PRL liczyłam się z tym, że mogę byc
                                          zwolniona z pracy w instytucie, miałam wyjście awaryjne: mogłam być krawcową,
                                          tłumaczyć z angielskiego i w ostateczności myć okna (też to umiem robić).
                                          Pozdrawiam
                                          • Gość: monika Re: do spryciuli IP: *.atol.com.pl 23.07.06, 00:47
                                            Pisałam tylko o pracy, ale musisz wiedzieć,że jestem także dumna z moich synów.
                                            Chociaż w dzieciństwie poważnie chorowali, to mają powyżej 190 cm wzrostu.
                                            Jeden z nich skończył studia, otrzymał nagrodę rektora i ma świerną pracę
                                            (oczywiscie nie w Opolu), drugi jeszcze studiuje (nie w Opolu), gra w
                                            koszykówkę w AZS. Mam też dobrego przyjaciela - męża, zwanego przez kolegów
                                            świętym (toleruje bowiem mój pracoholizm). Pomyśl, co znaczą tytuły naukowe
                                            wobec takich osiągnięć?
                                          • Gość: abx Re: do spryciuli IP: *.nowyzwm.punkt.pl / 217.197.79.* 23.07.06, 10:36
                                            Przykro mi, ale nie mogę zgodzić się z postawą Moniki. jeśli jestem dobry, to
                                            chcę, aby było to doceniane przez innych, również przy awansach czy podwyżkach
                                            zarobków. Ale system polskiego szkolnictwa wyższego jest chory (polecam teksty
                                            w czerwcowym i lipcowym "Forum Akademickim"). W tej sytuacji każdy, jak
                                            przypuszczam, kto uważa, że jego praca jest lepsza niż osiągnięty status
                                            zawodowy, znajduje sobie wytłumaczenia typu: "zawsze mogę myć okna - za to
                                            jestem wolna(y), a przecież i tak wiem, że jestem wspaniała(y)".
                                            • Gość: monika Re: do spryciuli IP: *.atol.com.pl 23.07.06, 14:07
                                              Masz prawo się nie zgadzać i masz prawo dokonywać innych wyborów życiowych.
                                              Zgadzam się z tym, co napisał gość: do abx. W innym wątku nt. sytuacji w nauce
                                              już podobnie pisałam.
                                              Jeśli decydujesz sie na szybką karierę naukową, to podporządkowujesz jej
                                              wszystko. Najlepiej nie mieć dzieci (zob. artykuł "Noblistka da na nańkę" w
                                              ostatnich Wysokich obcasach), mieć gosposię, nie angażować sie społecznie,
                                              słowem nie podejmować innych ról, a podejmowane tematy badawcze podporządkować
                                              celowi pisania prac na stopień.
                                              Sama dokonałam innych wyborów i jestem z tego zadowolona, co nie znaczy, że
                                              uważam, że jestem wspaniała. Wyraźnie napisałam, że ponosi się konsekwencje
                                              określonych decyzji.
                                              Osobiście wolę i to jest dla mnie najważniejsze, że moi synowie są zdrowi i
                                              dadzą sobie radę w życiu, a ja nie jestem profesorem, chociaż miałam ciekawą
                                              pracę i robiłam to, co lubię.
                                              Nie uważam, ze istnieje rozbieżność pomiędzy jakością mojej pracy a osiągniętym
                                              statusem zawodowym. Czuję się doceniana, jesli moja książka miała dobre
                                              recenzje i nie zalega w magazynach, wygrywam konkursy na projekty badawcze i
                                              staże zagraniczne (z ogłoszenia w Internecie), a także pełniąc inne role
                                              również spotykałam się z wysokimi ocenami tego, co robiłam.
                                              Dzisiaj, jesli zwolniłabym się z uniwersytetu, mycie okien mi nie grozi
                                              (pisałam o PRL).

                                              Nie tłumaczę się z niczego, tylko zaczepiona wyjaśniam, że dokonywałam innych
                                              wyborów i czerpałam z tego satysfakcję, bo byłam doceniana. A teraz ponoszę
                                              tego konsekwencje: niski formalny status zawodowy w środowisku akademickim, co
                                              akceptuję. Może napiszę habilitację, bo dzieci mam dorosłe, zebrany obszerny
                                              materiał i najnowszą literaturę, którą poznałam w czasie stażu w USA, a jak mi
                                              się nie uda jej sfinalizować w określonym czasie, to mogę odejść z uniwersytetu
                                              i zrobić miejsce młodym, zdeterminowanym, by pokonywać kolejne szczeble
                                              kariery. Jestem przekonana, że znajdę ciekawą pracę (niekoniecznie w Opolu),
                                              gdzie będą mogła zrobić użytek z wiedzy, doświadczenia i umiejętności.

                                          • Gość: spryciula Re: do spryciuli IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 23.07.06, 18:42
                                            Moniko, masz talent do wypaczania cudzych wypowiedzi, jeśli nie pasują do
                                            Twoich z góry założonych tez. Nawet gdybym była odpowiedzialna za politykę
                                            kadrową na Berkeley, to doktorat czy jego brak u Miłosza nie miałby nic do
                                            rzeczy, bo w Stanach nie ma administracyjnie uregulowanego obowiązku robienia
                                            doktoratu w określonym terminie, a o habilitacji nkt nie słyszał. Wyraźnie
                                            napisałam, że o celowośi habilitacji można dyskutować, ale póki co, w Polsce
                                            ona obowiązuje. Podkreślam--w Polsce, a nie w Berkeley. Moją intencją nie było
                                            psucie Ci dobrego samopoczucia, ale zwrócenie uwagi na to, że argument o "innym
                                            pojmowaniu karierey akademickiej" trąci demagogią. I znów podkreślam--chodzi mi
                                            o Twoją argumentację, a nie o Twoje osobiste osiągnięcia, bądź ich brak.
                                            Gratuluję udanych synów, ale co to ma do meritum sprawy?
                                            • Gość: *** Re: do spryciuli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.06, 20:01
                                              Dogryzanie,to najdelikatniejsze określenie jakie przychodzi mi na
                                              myśl,Monice,jest tylko potwierdzeniem tezy pana Nicieji,że tu w Opolu czy na
                                              Opolszczyźnie wykańczanie albo gnojenie ludzi jest rozrywką tabunów.
                                              Wątek o gnojeniu ludzi stał się już dawno tylko pretekstem by Monice
                                              dokopać,zwłaszcza,że wiekszość wie kim jest a poza tym ma ona odwagę podejmować
                                              najprzeróżniejsze wyzwania.
                                              Dobrze zatem, że jest Monika i prawdziwa... bo i forum żyje i w społeczności
                                              opolskiej jej osoba także zasługuje na uznanie bo...nie daje sie wykończyć.
                                              Pozdrawiam z wyrazami uznania.
                                              • Gość: w zadumie zyciowej Re: do spryciuli IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 23.07.06, 21:28
                                                Za doslownie wspolczujesz, bowiem nie ma tu "gnojenia" ani podkopywania, i nie
                                                kazdy wie, kim jest Monika i nie to jest wazne. Ot tak, snuje sie temat ogolnie
                                                nieco rozgoryczonych wymogami przekraczania kolejnych progow wtajemniczenia w
                                                TZW NAUKE po to, aby moc uczyc na uczelni. Nie zazdroszcze. Wole system, gdzie
                                                nauka powiazana jest z przemyslem, a walasciwie przemysl ma wlasne R&D
                                                (research and development) i jest o lata swietlne do przodu wzgledem tego, co
                                                robia uczelnie. Jedynie w naukach przyrodniczych czy medycznych uczelnie swieca
                                                przykladem badan. Coz pozostaje wiec tzw. "humanistom"? Filozoficzna POKORA! i
                                                wglebiac sie w kolejny cmentarz i opisywac historie jego mieszkancow; kolejne
                                                powiescidla analizowac pod katem feministycznym, psychopatycznym, pod katem
                                                jakiegokolwiek modnego -izmu, rewizjonizmu historycznego, i innych blabla.
                                                Chcialabym, aby humanisci zrozumieli, ze ucza sie dla siebie a to co po nich
                                                pozostaje to sterta powielonych streszczen i analiz. To, co w szkolenie INNYCH
                                                wloza bezposrednio, czy piszac jasny i ciekawy podrecznik, czy UCZAC I
                                                ZAPALAJAC INNYCH, to sie bedzie liczyc. Medycyna, neurologia, bioinzynieria,
                                                chemia to sa nauki przryszlosci, a z humanistycznych klasyka, psychologia,
                                                FILOZOFIA, jezyki obce, cokolwiek co daje czlowiekowi ekwipunek do zycia we
                                                wspolczesnym swiecie. Dobrzy nauczyciele akademiccy- ku temu powinna zmierzac
                                                kazda uczelnia, to jest NUMERO UNO!
                                                Przygotowac ta habilitacyje, wyglosic referat i dziekowac wszystkim za to, ze
                                                nie przysneli, dziekuje za uwage... :)
                                                Trzymaj sie dzielnie Moniko. Sama wiesz, co w zyciu dla Ciebie bylo i jest
                                                najwazniejsze. "Karierowo" powoli zrobisz to co trzeba. Cale Opole Cie wspiera
                                                i to po obu stronach Odry!
                                                • Gość: monika Re: do spryciuli IP: *.atol.com.pl 23.07.06, 23:57
                                                  Piszesz z zagranicy, więc nie wiesz, ze można byc wykładowcą nie mając
                                                  habilitacji, co przewiduje ustawa. Uczelnia może też zatrudniać bez doktoratu
                                                  specjalistów o dużym doświadczeniu w jakiejś dziedzinie, bo obecnie poszerza
                                                  się programy nauczania stricte akademickie o kształtowanie pewnych umiejętności
                                                  praktycznych związanych z wykonywaniem zawodu.
                                                  Nie ma więc bezwzględnego wymogu habilitacji, aby być nauczycielem akademickim,
                                                  chciaż trzeba się wykazać wiedzą i umiejętnością jej przekazania.
                                                  Pisałam o swoich wyborach życiowych, bo rówieśnica bez hab. napisała:
                                                  To dobrze ze "inaczej zdefiniowalas kariere", choc troche to spryciulowate.
                                                  Zastanawia mnie jak funkcjonuje polska nauka, ze zdolni, potentni,
                                                  inteligentni, swietnie piszacy koncza kariery naukowe, lub "inaczej je
                                                  definiuja". A moze na opolskim uniwersytecie brakuje jakichkolwiek mechanizmow
                                                  selekcji ? Np. te slynne osiem lat na doktorat, a potem 10 na habilitacje to
                                                  chyba nieco przesadny liberalizm.
                                                  Nie odpowiedziałam na kwestię mechanizmów selekcji. Wielu zdolnych, dobrze
                                                  piszących, o szerokiej wiedzy rezygnuje z pracy na uczelni i kończy karierę
                                                  naukową, bo mają atrakcyjne oferty pracy np. w sektorze prywatnym (mogę podać
                                                  wiele przykładów swoich kolegów).
                                                  Starzenie się kadry naukowej jest problemem ogólnopolskim, a nie tylko
                                                  opolskim. Wielu młodych, zdolnych wyjeżdża zagranicę, najpierw na staż, a potem
                                                  tam zostaje. Inni zdolni, bardzo dobrzy absolwenci nie chcą pracować za 2000 zł
                                                  brutto, kiedy mogą dostać ciekawą, lepiej opłacaną pracę.
                                                  Obiążenie dydaktyką asystenta (dość powiedzieć, że w skali kraju mamy przyrost
                                                  studentów o 400%, a kadry o 25%) uniemożliwia szybkie napisanie pracy
                                                  doktorkiej, nawet jesli się jest zdolnym i ma powołanie.

                                                  W pełni zgadzam się z Tobą, nie ma większej satysfakcji, jak obserwacja rozwoju
                                                  studentów, których się uczy. Sądzę, że w miarę upływu czasu będzie rosnąć
                                                  znaczenie humanistyki i nauk społecznych, które z jednej strony kształtują
                                                  wrażliwość, a zdrugiej dostarczają pojęć do analizy i rozumienia coraz bardziej
                                                  komplikącego się życia ludzi w dobie globalizacji, coraz większego ryzyka i
                                                  niepewności.
                                                  Kiedy stosunkowo niedawno zaczęłam znowu uczyć po długiej przerwie, to właśnie
                                                  mogłam obserwować zapał studentów nie tylko poznawczy. W trakcie obozu
                                                  badawczego, kiedy zgłębiali problem wykluczenia społecznego, byli poruszeni
                                                  losem i często nieśli pomoc tym, których badali. Napawa mnie optymizmem to, że
                                                  powszechne konsumpcyjne nastawienie do zycia, wzory sukcesu lansowane przez
                                                  media nie stępiają wrażliwości młodzieży.

                                                  Dzięki za słowa pokrzepienia. Masz rację - w tym wątku nie ma podkopywania. Tu
                                                  na tym forum doświadczyłam tego wielokrotnie, kiedy zakładano wątki na mój
                                                  temat, i to po nazwisku, pełne kłamstw i insynuacji, bo nie chciałam płynąć z
                                                  prądem.
                                                  • Gość: stary marek Re: do spryciuli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.06, 07:59
                                                    Po tych slowach pokrzepienia wrocmy do tematu, tzn. dzialania
                                                    mechanizmow "karier", selekcji na uczelniach. Zapachnialo bowiem ogolnym
                                                    kochaniem sie, wyrozumialoscia, akceptacja dla "odmiennych definicji karier", a
                                                    problem 50-latkow bez ha pozostal. W czym jest bowiem problem. W tym, że to sa
                                                    mechanizmy chore, kulawe, niewydajne. Albo zacznijmy rygorystycznie wymagac,
                                                    albo idzmy na pelny luz. Zreszta ten luz juz jest, ale tylko wobec niektorych
                                                    osob. Tych, ktorzy ze znawstem potrafia podlaczyc sie pod system sterujacy i
                                                    dac sie niesc temu systemowi. Sa sprytni, bezwgledni i doskonale czujacy
                                                    koniunkture. Do glowy im nie przyjdzie uczciwie zwolnic sie z tej pracy,
                                                    zwolnic etat dla ambitnych, z wynikami, preznych i super utalentowanych.
                                                    Obserwuje 50 latka, ktory swietnie dziala na obrzezu dyrekcyjno-rektorskim, i
                                                    nie martwi sie. Nie musi sie martwic, bo system go niesie. Ale juz nie niesie
                                                    np. inteligentnego mgra o golebim sercu, ktorego jedyna wada bylo to ze nie
                                                    umial odmawiac utytulowanym i jak wielblad nabieral stale nowe pakunki i
                                                    sprawunki.
                                                    Jak dlugo jeszcze magistrom beda powierzane horrendalnie wysokie stawki
                                                    godzin dydaktycznych, kwitowane pozniej stwierdzeniem o "25% przyroscie kadry"
                                                    wobec kilkusetnego przyrostu studentow? Jak dziala ten system ? Chyba żle.
                                                    Dlaczego norma stal sie system kiedy nie wystarcza goly etat by przezyc?
                                                    Dlaczego musi sie wyrabiac trzy wymiary pensum by sie utrzymac? Dlaczego pensje
                                                    na uczelniach sa fikcja tak jak pensje w szpitalach, policji, i innych zawodach
                                                    budzetowych? Dlaczego zwalnia sie mgra bezwglednie za to, ze przekroczyl w
                                                    takich warunkach bariere 8 lat? Kogo to obchodzi, ze taki biedak nie ma czasu
                                                    pisac doktoratu? Dlaczego na kierunki cieszace sie popularnoscia ustala sie
                                                    horrendalnie niskie limity przyjec na studia, porownywalne z limitami kierunkow
                                                    zapomninych i calkowicie niepopularnych. Dlaczego nie ma mechanizmu wyboru
                                                    dyrektora, tylko system namaszczania przez "uklad towarzyski". Dlaczego rektora
                                                    nie wybiera gremium połączonych rad wydziałów tylko waska grupa senatorow,
                                                    ktorych latwo sobie "przystrzyc" i urobic, bo to konkretne osoby i jest ich tak
                                                    niewiele, raptem 50 paru.. W takich warunkach startowanie przeciwko faworytowi,
                                                    ktory ma wiekszosc "W KIESZENI" JESZCZE PRZED AKTEM WYBORU MIJA SIE Z CELEM I
                                                    URAGA INTELIGENCJI.A na bycie "zajacem" nie kazdy kto ambitny sie zgodzi. Byc
                                                    zajacem zdecydowal sie juz raz kolega pana rektora po fachu, ale smiech goni go
                                                    do dzis biednego po korytarzach uniwersyteckich choc minelo juz sporo lat od
                                                    tamtej smiesznej sytuacji. PAN REKTOR ZNA TEN SYSTEM I TROCHE SIE ZATEM DZIWIE
                                                    ZE UZYL TAKIEGO ARGUMENTU W SWOIM ARTYKULE PRASOWYM. Tak wiec system
                                                    funkcjonowania uczelni jest pelen roznych sprzecznosci, jest mieszanina starego
                                                    systemu i systemu w pelni demokratycznego. Ciekawi mnie czy pan rektor mowi o
                                                    tym, pisze memorialy do wladz, ukazuje swoje racje w Warszawie rownie namietnie
                                                    i plomiennie jak pisze w nto ? Zaznaczam ze nie sa to pytania do rzecznika UO,
                                                    to sa pytania do kolezanek i kolegow po fachu w intencji czy chcemy cos zmienic
                                                    i czy zacznie sie uczciwa rozmowa, a nie tylko wlasnie "puszczanie oka" do
                                                    publicznosci z wyzyn mostka kapitanskiego statku, ktory plynie na krawedzi
                                                    zatoniecia !
                                                  • Gość: abx Re: do spryciuli IP: 217.197.79.* 25.07.06, 16:47
                                                    Zgoda co do luzu dla wybranych przy rygorystycznym traktowaniu innych
                                                    pracowników. Nie oczekiwałbym jednak, że ci, którym dobrze się powodzi, z tego
                                                    powodu "uczciwie" zwolnią się z pracy :) Co do reszty - w większości zgoda.
                                                    Jednak nie co do zwiększenia limitów przyjęć na kierunki "modne" i ograniczaniu
                                                    ich na kierunkach "zapomnianych i całkowicie niepopularnych". Masz może fizykę
                                                    na myśli? moim zdaniem, nasze państwo zdecydowanie bardziej potrzebuje
                                                    informatyków niż np. psychologów (jak już, to od razu psychiatrów). No, ale
                                                    mogę się mylić. Tym niemniej brak mi tutaj (jak i w wielu innych sprawach, np.
                                                    płać budżetówki) wyraźnego określenia priorytetów przez państwo (rząd). Za tymi
                                                    priorytetami powinny iść na uczelnie pieniądze na kształcenie studentów. Jeśli
                                                    państwo "zakupiłoby" na UO wykształcenie np. 5000 prawników, no to należałoby
                                                    ich kształcić. Może jednak wolałoby matematyków? Polecam przykład Wrocławia,
                                                    który bierze sprawy w swoje ręce, fundując stypendia dla uczniów, którzy zdadzą
                                                    maturę z matmy i podejmą studia na kierunkach ścisłych i technicznych.
                                                    zgadzam się jednak, że wiele spraw można by rozwiązać w samym UO. Wybory
                                                    rektora (pisałem już o tym wiele razy), mianowania dyrektorów Instytutów,
                                                    nagrody z okazji Dnia Edukacji Narodowej dla wszystkich dyrektorów i dziekanów
                                                    (nie ma niedobrych!). Nie doczekałem się ani jednej reakcji na głoszony od
                                                    kilku lat postulat upubliczniania tzw. dorobku naukowego każdego pracownika na
                                                    stronach internetowych UO (Moniko, do dzieła!). Co do pensum - nie chce mi się
                                                    sprawdzać (te upały!), ale było przecież tak, że pracownik musi przyjąć
                                                    przydzielone nadgodziny w wymiarze do 1/3 etatu, może się zgodić na następną
                                                    1/3, a więcej nie ma prawa brać. Przy dawnych 270 h dawało to dodatkowo 90 +
                                                    ew. 90 h, razem nie więcej niż 450 h (i tak za dużo, tylko, faktycznie, jak ma
                                                    asystent czy adiunkt wyżyć bez tych nadgodzin, łatających co semestr dziury w
                                                    budżecie).
                                                    Kończąc - od Pana Rektora zależy bardzo dużo, trzeba tylko zauważyć, że
                                                    uniwersytet to najpierw ludzie, a dopiero później mury.
                                                  • Gość: ELA Re: do spryciuli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.06, 21:02
                                                    Rektor Nicieja potrafi cuda czynić, był zacnym studentem, pisał teksty o
                                                    Dierżyńskim, później z rekomendacji komuchów został senatorem, pisał ciekawe
                                                    teksty i albumy o cmentarzu łyczakowskim. Najlepsza rada by teraz z rekomendacji
                                                    PIS-u, a ma tam przecież swojego wychowanka z-cę ministra Giertycha
                                                    Kłosowskiego, bu go poparli. Z POPARCIEM PIS, LPR zostanie Prezydentem Polski, a
                                                    wtedy UO będzie nazywał się UNIWERSYTET OGóLNOPOLSKI.
                                                  • Gość: lola Re: do spryciuli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.06, 21:06
                                                    Kocham Rektora Stanisława, kocham uniwersytet, kocham Opole, kocham wszystkich.
                                                  • Gość: monika Re: do spryciuli IP: *.atol.com.pl 27.07.06, 21:15
                                                    Lola, litości od twoich gorących uczuć nie ma najmniejszych szans, żeby spadła
                                                    trochę temperatura! Zrób sobie okład z lodu.
                                                  • Gość: lola Re: do spryciuli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.06, 22:23
                                                    Ciebie tez kocham
                                                  • Gość: absolwentka Re: do spryciuli IP: *.broker.com.pl 29.07.06, 08:33
                                                    Niezle! Ale cos w tym jest!
                                                  • Gość: niezorientowany ogólnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.06, 12:17
                                                    mam pytanie do większości dyskutantów: dlaczego rektora Nicieję nazywacie artystą?
                                                  • Gość: Babsko Re: ogólnie IP: 213.199.242.* 29.07.06, 15:45
                                                    Głowa w chmurach, brak uwagi dla spraw codziennych choć ważnych? Superego?
                                                  • Gość: 50-latek zhabilito Re: ogólnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.06, 17:04
                                                    woli sprawy artystyczne od naukowych, bez chwalenia ginie, rozminal sie z
                                                    powolaniem, bardziej literat eseist niz medrca szkielko i oko, jeszcze ?
                                                  • Gość: niezorientowany Re: ogólnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.06, 18:29
                                                    Czyli - "artysta". I "uczony". Aha. No to się zgadza.
                                                  • Gość: chello Re: do spryciuli IP: *.centrum.punkt.pl 25.12.06, 19:28
                                                    Do starego_marka: to bardzo dobry tekst. Szczery i pokazujący z naukowym
                                                    chłodem stan obecny i faktyczny na opolskiej uczelni. "Dzienks!"
                          • Gość: major Re: do Moniki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.06, 22:51
                            Szanowna Pani cytowane artykuły konwencji haskiej dotyczą sposobu traktowania
                            żołnierzy walczących w ramach tzw formacji paramilitarnych oraz osób cywilnych
                            wspomagających oddziały wojskowe ale walczących na terenach nie znajdujących
                            się pod okupacją(jest to wyrażnie zapisane w art 2). Natomiast przepisy te
                            absolutnie nie dotyczą formacji partyzanckich które stawiają opór na terytorium
                            okupowanym, bowiem partyzanci nie stanowili części legalnie walczących sił
                            zbrojnych(partyzanci na terenach okupowanych byle de facto cywilami a tym nie
                            wolno było prowadzić działań zbrojnych przeciw okupantom). Nie stanowili gdyż
                            nie stosowali się do powszechnych zwyczajów prowadzenia wojny. W czasie
                            prowadzonych działań grupy partyzanckie występowały w ubraniach cywilnych bez
                            widocznych oznak lub emblematów ułatwiających rozpoznanie(opaski były zakładane
                            lub chowane w zalezności od potrzeb).Często po zakończonych akcjach ich
                            uczestnicy jeżeli byli to członkowie tzw. siatki rozchodzili sie do domów
                            udając osoby cywilne, pozbywając sie oczywiści broni, choc ich obowiązkiem było
                            jej noszenie w sposób jawny. Ponadto partyzanci często występowali realizując
                            rożne zadania w mundurach armii okupacyjnej co rowniez było złamaniem
                            obowiązujących zwyczajów wojennych. I wreszcie trzecia najwazniejsza kwestia
                            związana z powszechną praktyką likwidacji jeńców armii okupacyjnej wzietych do
                            niewoli. W powszechnej opinii panuje przekonanie a raczej mit o stosowaniu
                            rycerskich zasad przez formacje partyzanckie. Niestety praktyka była zupełnie
                            inna, choc wypadki zwolniania np. przez AK czy NSZ wzietych do niewoli jeńców
                            niemieckich były równie częste jak ich egzekucje. Statusem partyzantów zajmował
                            sie również w 1948 roku amerykański trybunał wojskowy w Norymberdze w procesie
                            przeciwko tzw. generałom płd-wsch który stwierdził:"Armia okupacyjna nie może w
                            inny sposób chronić się przed taktyką stosowana przez partyzantów...dlatego
                            partyzanci musza przyjąć na siebie zwiększone ryzyko walki, gdyż takie siły
                            zbrojne nie stanowią w rozumieniu prawno-technicznym strony wojującej i nie
                            korzystają z ochrony prawa jako jeńcy wojenni w razie ich schwytania...Naszym
                            zdaniem ustaloną zasadą jest, że osoba cywilna, która pomaga, ułatwia lub
                            bierze udział w walce, podlega ukaraniu jako przestępca wojenny zgodnie z
                            zasadami prawa wojny. Walczyć legalnie mogą jedynie członkowie sil zbrojnych
                            danego kraju. W sprawie są przekonywujące dowody..., że przeważająca część grup
                            partyzanckich nie stosowała się do zasad i praw wojny, więc brak jest podstawy
                            do udzielenia im uprawnień strony wojującej... Oznacza to, że schwytani
                            członkowie owych bezprawnych grup nie byli uprawnieni do statusu jeńców
                            wojennych. Z tego powodu nie może być podniesiony przeciwko oskarżonym zarzut
                            zabijania wziętych do niewoli członków ruchu oporu, gdyż byli oni tylko wolnymi
                            strzelcami”. Niemcy z uwagi na szalony rozwój partyzantki pod koniec wojny sie
                            zreflektowali i maju 1944 został wydany przez gen. Jodla rozkaz o nakazujący
                            tarktowanie wzietych do iewoli partyzantów jako jeńców wojennych (wczesniej
                            nieformalnie status taki posiadali niektórzy wzięci do niewoli partyzanci
                            np.serbscy czetnicy). Oczywiście nie trzeba dodawac iż ów rozkaz nie był
                            przestrzegany. Reasumując aby nie ciągnąc wątku dalej wbrew temu co Pani
                            usiłuje twierdzić partyzanci do 1949 roku nie posiadali statusu kombatanta i
                            dlatego oskarżanie hitlerowskich przywódców w Norymberdze w tym zakresie było
                            niezgodne z prawem ( o innych sprzecznych z prawem artykułach aktu oskarżenia
                            nie ma sensu pisac z uwagi na obszerność wątku)
                            • Gość: monika Re: do Moniki IP: *.atol.com.pl 22.07.06, 03:24
                              Zazrucił mi Pan, że nie mam pojęcia o konwencji haskiej i domagał się
                              przytoczenia odpowiednich zapisów, więc to zrobiłam. Artykuł 2 wyraźnie
                              stanowi, żeby uznać za strone walczącą tych, którzy nie zorganizowali się
                              zgodnie z art. 1, bo spontanicznie chwycili za broń, by przeciwstawić się
                              najeźdźcy. Inwazja może być tylko na terytorium nieokupowane.
                              Korpusy ochotnicze to przecież partyzanci, "prowadzący walkę", w
                              przeciwieństwie do żołnierzy regularnej armii. Jasniej, niż w art.1 nie mozna
                              tego przedstawić, gdzie przecież wyraźnie się stwierdza, że "Zasady, prawa i
                              powinności w czasie wojny stosują się NIE TYLKO DO ARMII, ale także do milicji
                              i korpusów ochotniczych spełniających" określone warunki. Jak można więc to
                              interpretować, że zapisy te odnoszą się do armii, skoro wymienia się formacje
                              ochotnicze, które też są objęte tymi regulacjami?!!!
                              Związek Walki Zbrojnej i Armia Krajowa spełniały kryteria art. 1.
                              Inną kwestią jest, czy były zawsze i wszędzie zasady te respektowane. Nie ma
                              wojny (dotyczy to też wojny w Korei, Wietnamie, Iraku, Jugosławii) zeby jakieś
                              oddziały nie złamały regulacji zawartych w konwencjach.
                              Szanowny Panie, kiedy oddziały Wehrmachtu już we wrześniu 1939 r. nie
                              przestrzegały zasad konwencji haskiej, kiedy junkersy ostrzeliwały
                              uciekinierów - cywilną ludność, kiedy w ramach akcji AB rozstrzeliwano
                              przedstawicieli polskiej inteligencji, kiedy spędzano mieszkańców na rynki
                              miast, aby patrzyli na egzekucje, tych, którzy stawiali opór, to w ten sposób
                              okupanci narzucili reguły prowadzenia walki. W Sekcji III dotyczących zasad
                              okupacji, które zostały pogwałcone przez III Rzeszę, w art. 43 zakłada się
                              istnienie zbrojnego oporu.
                              W konwencji, w pierwszych artykułach (nie w aneksie) jest mowa o siłach
                              zbrojnych państw, a nie o korpusach ochotniczych prowadzących walke, o których
                              mowa w aneksie.
                              W art. 4. konwencji stwierdza się, że CONVENTION WITH RESPECT TO THE LAWS AND
                              CUSTOMS OF WAR ON LAND (HAGUE, II) (29 July 1899)pozostaje w mocy. Te zapisy
                              zaś dotyczą armii i sił zbrojnych. W 1907 r. poszerzono je na oddziały
                              ochotnicze, które kontynuowały walkę po rozbiciu armii (dlatego mowa o jej
                              części).
                              Nie pisałam o procesach norymberskich, tylko stwierdziłam, że rozstrzeliwanie
                              bojowników ruchu oporu było pogwałceniem konwencji haskiej, co wyżej wykazałam.
                              Nie polemizuję z poglądami prawników, tylko wiceprezydenta Opola, który po
                              pierwsze, prawnikiem nie jest i po drugie, głosi publicznie poglądy sprzeczne
                              ze standardami powszechnie przyjętymi dzisiaj, chociaż sformułowanymi w 1907 r!

                              • Gość: major Re: do Moniki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.06, 22:59
                                Szanowna Pani problem polega na tym, że nie ma Pani racji a uparcie twierdzi że
                                ma. Armia Krajowa czy tez inne formacje partyzanckie nie stanowiły korpusów
                                ochotniczych ani milicji do których odnosi sie art. 1. Art. ten dotyczy takich
                                formacji jak istniejąca we wrześniu 1939 r Obrona Narodowa, ZHP, Związek
                                Strzelecki a więc grup walczących nie po ustaniu walk i rozbiciu armii ale
                                wtedy gdy owa armia jeszcze walczyła. To nie były oddziały partyzanckie lecz
                                grupy otwarcie stawiające opór podobnie jak reguralne wojsko. Podobnie rzecz
                                dotyczy cywili którzy mogli nawet bez stsosownego umundurowania stawiać
                                najeźdźcy opór. Dlatego egzekucje popełnione we wrześniu 1939 roku przez
                                jednostki armii niemieckiej i policji na harcerzach i członkach Obrony
                                Narodowej były zbrodniami wojennymi i złamaniem konwencji haskiej. Natomiast w
                                momencie gdy opór ustał i cały kraj znalazł sie pod okupacją mimo że władze nie
                                podpisały aktu kapitulacji formacje takie nie mogły juz działać. I to jest
                                rzecz którego zdaje sie Pani nie rozumieć. Armia Krajowa nie spełniała
                                kryteriów art. 1. Żołnierz AK np. z roku 1942 działający w Warszawie był co
                                prawda członkiem formacji paramilitarnej ale nie nosił w sposób otwarty broni
                                nie miał zadnych odznak które byłyby widoczne. Tych kryteriów nie spełniano
                                także w działających w lesie oddziałach partyzanckich.Inaczej wyglądała sprawa
                                w momencie wybuchu powstania w Warszawie, wówczas formacje polskie w sytuacji
                                podjęcia otwartych walk zgodnie z rozkazem Jodla powinny zostać uznane za
                                legalnie walczące siły zbrojne i tak sie też stało choć dopiero pod koniec
                                sierpnia. Oczywiscie nie przerwało to egzekucji wzietych do niewoli powstańców,
                                choc warto podkreslić ze AK również nie przerwały egzekucji wzietych do niewoli
                                żołnierzy brygady Dirlewangera zreszta słusznie z uwagi na skalę popełnionych
                                przez te formacje zbrodni. Gdyby Armia Krajowa była legalna formacją zbrojną to
                                nie było by potrzeby ogłaszania przez aliantów deklaracji uznającą AK za
                                formację kombatancką. Nie zrobiono tego dlatego że nagle sobie przypomniano o
                                walczącj od lat z okupantami AK ale po to iz uznano że otwarta walka wymaga
                                oficjalnego uznania uprawnień kombatanckich żołnierzy AK. Gdyby USA i
                                W.Brytania uważały iz członkom takich formacjom przysługuja prawa kombatanckie
                                deklaracja zostałaby ogłoszona wcześniej np. w 1942 roku w chwili gdy ta
                                organizacja powstała. Oczywiście wspominałem że czasami wiele zależało o dobrej
                                woli jednostek zwalczających partyzantkę.Na Bałkanach Niemcy z uwagi na otwarty
                                charakter walk przyznawały wzietym do niewoli partyzantom status jeńców
                                wojennych.I na koniec cytat z z prof Flemminga: "Przepisy prawa
                                miedzynardodowego, obowiązujące w czasie II wojny światowej, nie dawały
                                partyzantom uprawnień przysługującym żołnierzom wojsk regularnych.Organy
                                przeciwnika w których ręku znalazł sie partyzant, mogły kierować sie wyłącznie
                                przepisami prawa wewnetrznego swego państwa." Pani doktor prosze sobie
                                uświadomić iż nie wykazała Pani iz partyzantom działającym w czasie II wojny
                                przysługiwał status jeńca. O tym że nie ma Pani racji nie decyduje jakiś
                                wiceprezydent ale prawnicy. Prosze mi wybaczyc ale nie jest Pani specjalistą w
                                tej dziedzinie, ale wypowiada sie Pani bardzo autorytatywnie pisząc że
                                udowodniła Pani jakąś tezę. Oceny w kwestii dyskutowanej problematyki zostały
                                już sformułowane przez znawców prawa międzynarodwego i nie są to oceny
                                zbieżne z Pani opiniami. Na koniec oczywistym jest fakt iż Niemcy we wrześniu
                                1939 roku popełnili szereg zbrodni woejennych popełniali je także przez cały
                                okres okupacji. Polacy mieli więc prawo sie bronić nawet w sposób sprzeczny z
                                prawem miedzynorodowym bo tego wymagała polska racja stanu. To stwierdzenie
                                jednak nie przekreśla opinii prof Flemminga które wczesniej cytowałem.
                            • Gość: monika Re: do Moniki IP: *.atol.com.pl 23.07.06, 01:45
                              Nie rozumie Pan, że nie mam zamiaru wdawać się w interpretacje prawne. Chociaż
                              żołnierze Armii Krajowej mają status kombatantów uznawany nawet przez Niemcy!
                              Istotne jest to, co sam Pan napisał: Nie było przejęcia władzy nad okupowanym
                              terytorium Rzeczpospolitej. Legalne władze RP nie uznały więc władz
                              okupacyjnych. ZWZ i AK to były "resztki" armii, które stawiały opór najeźdźcy
                              przez cały okres okupacji. Spełniały warunki art.1. Partyzanci nie byli
                              cywilami, bo rekrutowali się w dużej części z szeregów armii polskiej lub
                              korpusów ochotniczych z września 1939. Przywoływanie przypadków odnoszących sie
                              do Jugosławii nie jest uprawnione.
                              Prosze wskazać zapis konwencji haskiej, że nie wolno było prowadzić działań
                              zbrojnych przeciwko okupantowi. Jeśli nie był podpisany akt kapitulacji (jak we
                              Francji), ergo władze okupacyjne nie miały innej legitymizacji poza siłą i
                              terrorem.
                              Czy Pan wie, o czym pisze, twierdząc, że, partyzanci powinni nosić broń w
                              sposób jawny, np. na ulicach Warszawy? W obliczu zbrodniczych praktyk III
                              Rzeszy mogli czuć się z tego obowiązku zwolnieni!

                              Szalony rozwój partyzantki, jak Pan pisze, był np. następstwem pacyfikacji
                              Zamojszczyzny, szaleńczej polityki Heims in Reich, zesłaniem do Auschwitz i
                              straceniem ponad 1000 dzieci, wysłaniem kilkudziesięciu tysięcy dzieci (inne
                              źródła mówią o 200 tys.) do Rzeszy, celem germanizacji.

                              Dyskutujemy tutaj nie o wyrokach trybunałow, tylko o wypowiedzi wiceprezydenta,
                              lokalnego polityka, który ignoruje przyjęte dzisiaj standardy i jest skłonny
                              usprawiedliwiac publiczne egzekucje partyzantów jako zgodne z prawem III
                              Rzeszy, która nie respektowała zapisów konwencji haskiej.

                              Czym innym jest kazuistyczna interpretacja zapisów konwencji np. w publikacjach
                              naukowych, a czym innym propagpwanie kultu siły przez lokalnego polityka na
                              łamach gazety.
                              Czy tak trudno zrozumieć, że polityk (nie naukowiec czy prawnik) propaguje
                              okreslone wartości? W przypadku wiceprezydenta Karbowiaka - wartości te są nie
                              do przyjęcia w świetle przyjętych dzisiaj standardów.
                              • Gość: mgr.nobilit. Re: do Moniki IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 23.07.06, 04:15
                                I jak tu "strzeszanie" maja byc mądrzy gdy im dwóch historykow
                                wpada z dyskusją wojenno-partyzancko-wyzwolenczą? Zostanie po nas zwiewne
                                wspomnienie, pieśni i cienie, i rosle dzieci i moze wnuki, jak ktos bedzie mial
                                szczescie, to tez skore do nauki. Dobrze im bedzie z mądrą Babcią Moniką, która
                                tyle umie i bajeczki o Polsce opowie i ciasteczka upiecze...
                                --------------
                                Najlepsze jeszcze przed nami nobilit. i habilitantkami,
                                I nie konczyc na habilitacji gdy sie dochodzi slusznych racji!
                                Podlewajmy to drzewko!
                            • Gość: Maria Re: do Moniki IP: 213.17.145.* 28.07.06, 09:28
                              Przeczytałam większość wątków.Tragedia!PANIE PROFESORZE JAK BARDZO MIAŁ PAN
                              RACJĘ.Ta "dyskusja" tylko potwierdza treść Pana artykułu.Dziękuję Panu za
                              odwagę.Dziękuję,że wrócił Pan do Uniwersytetu,który swoją świetność, czy ktoś
                              chce to uznać czy czy nie, zawdzięcza Panu. Wielka szkoda,że resztki
                              autorytetów Opolszczyzny min. Biskup Nossol,nie wypowiedzieli się za Panem na
                              ten temat.
                              Rozczaruję jednak Pana co do Pańskich studentów.Mówią okropnym językiem
                              prześcigajac się nawzajem w wulgaryzmach. Nikt na uczelni, nawet najbardziej
                              ekskluzywne, nie nauczy się kultury języka.Wulgarny język wynosi się z domu i
                              pracują na to oboje rodzice. Matka lub ojciec (to częściej) przeklinają i
                              tolerują "soczysty język" swoich dzieci i najczęściej reagują agresywnie, gdy
                              ktoś ośmieli się zwrócić uwagę.
                              Społeczeństwo nasze w swojej masie skundliło się (nie obrażając kundla),
                              zassało "wyścig szczurów" i nakęcanie spirali nienawiści.Równia pochyła!
                              Jeszcze raz bardzo dziękuję za Pański artykuł. Szkoda,że dyskusja internetowa
                              zmieniła kierunek.Szkoda,że ci zagorzali dyskutanci nie dostrzegli i nie
                              skupili się na wszechobecnym chamstwie,które jest zawsze początkiem upadku
                              autorytetów i nienawiści.
                              • Gość: bmw Re: do Moniki IP: 213.199.242.* 28.07.06, 10:32
                                Pani Mario! Uniwersytet Opolski istnieje raptem 13 lat. O jakiej więc
                                świetności Pani pisze? Z tego co wiem, to obecnie chodzi raczej o to, jak nadal
                                być uniwersytetem (rektor N. prezentował niedawno pogląd, że nie musi nim być -
                                może zostać "uniwersytetem przymiotnikowym"). Maleńki "wyścig szczurów" bardzo
                                by się przydał na UO! Konkurencja jest podstawą rzowju liczących się w świecie
                                uniwersytetów. A tutaj co? Hierarchia ustalona raz na zawsze, nie trzeba się
                                wykazywać, nikomu nic udowadniać - przecież jesteśmy wspaniali! Tylko dlaczego
                                studenci tego nie chcą zrozumieć?
                                • Gość: absolwentka Re: do Moniki IP: *.broker.com.pl 29.07.06, 08:32
                                  Racja w 100%. Zaslepienie na Uniwersytecie Opolskim sciaga go w dol - za duzo
                                  zadecia, a za malo chetci do rozwoju i otwartosci! Prawie zero szans dla
                                  mlodych!!
                              • Gość: do Marysi Re: do Moniki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.06, 10:58
                                Nie chodzi o to by zabrac glos z wyzyn: tylko ja Ciebie Rektorze zrozumialam o
                                co ci chodzi, reszta to plewy, chamstwo, dno. No i po co sie tak podlizywac
                                rektorowi p. Mario (Marysiu). Dodalas watek chamskiego jezyka mlodziezy, to
                                ratuje Twoj post ! Na forum zabiera glos kazdy, nie jest to sterowana dyskusja
                                panelowa, sprawy generalne, wielkie uogolnienia mieszaja sie z drobiazgami,
                                odpryskami. O artykule prof. Niciei wiele mozna jeszcze powiedziec - to
                                pozyteczne zamieszanie w regionalnym kotle. Trzeba dalej mieszac, poruszac
                                umysly. Troche jednak za goraco na zbyt namietne polemiki. Ale generalnie
                                zrobil on (artykul)na mnie wrazenie czarnowidztwa i histerii artysty w obliczu
                                trudów sprawowania urzedu, gdzie glaskanie sie skonczylo, a zaczely schody.
                                Postawiono w tej dyskusji cala mase konkretnych pytan, jesienia w czasie
                                inauguracji zobaczymy, czy pytania te spotkaja sie z jakims echem !
                                • Gość: Maria Re: do Moniki IP: 213.17.145.* 28.07.06, 23:08
                                  A Wy wciąż swoje!Nareszcie ktoś głośno i to na łamach prasy miał odwagę
                                  napiętnować wszechobecne chamstwo,arogancję,upadek aurorytetów i nakręcającą
                                  się w tempie jednostajnie przyspieszonym spiralę nienawisci. I to jest
                                  najważniejsze w Jego artykule.Większość z Was szuka na siłę różnych podtekstów
                                  i dzieli włos na czworo.Nicieja jest niewątpliwie człowiekiem budzącym emocje i
                                  co ciekawe pozytywne lub negatywne.O czymś to świadczy? Jego artykuł to nie
                                  histeria, ale nazwanie rzeczy po imieniu.Czy tak trudno z siebie wyksztusić,
                                  nie lubię go, ale tutaj miał rację i zacząć zmianę od siebie.
                                  Z przykrością stwierdzam,że większość nie zrozumiała treści tego artykułu lub
                                  nie chciała zrozumieć.
    • Gość: jedi Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.chello.pl 15.07.06, 23:57
      A ja rektora rozumiem. U nas się nie chwali, u nas się kopie po łydkach jak
      tylko ktos sie wyróżnia i próbuje zrobic coś dobrego. Z rektora jest niezły
      megaloman, ale jednego mu nie mozna odmówic: skutecznosci.
      • Gość: rozsadny Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 16.07.06, 02:39
        dlatego powinien, MUSI, wystartowac na Prezydenta Opola. Tylko ON jeden moze
        podzwignac to miasto z marazmu i ostatecznego "spowiatowienia sie".
        Brak w Opolu drugiej takiej osoby, ktora moglaby skutecznie gospodarowac tym
        naszym malym ogrodkiem rownie skutecznie i madrze.
        • Gość: czytelnik Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.06, 10:24
          Gość portalu: rozsadny napisał(a):

          > dlatego powinien, MUSI, wystartowac na Prezydenta Opola.


          Pewnie, że MUSI, bo kto inny zapewni znowu towarzyszom z SLD miejsce przy
          ratuszowym korycie? To ostatnia nadzieja opolskich komuchów! A może wypowiedź
          dla NTO to początek kampanii wyborczej towarzysza SSN? Oczywiście trzeba będzie
          go jeszcze trochę poprosić, żeby łaskawie zgodził się kandydować, jak rok temu
          Cimoszewicz, na zasadzie "nie chcem ale muszem"... he, he, he... Słyszał ktoś
          o jakimś innym kandydacie SLD na prezydenta Opola? To chyba coś mówi!
          • jureg1 Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy 16.07.06, 12:18
            niezły tekst
          • Gość: jedi Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.chello.pl 16.07.06, 12:46
            Mylisz się. Kandytatem SLD jest towarzysz Namysło. Tak samo niewiele wart jak
            cała ta zgraja, ktora była kiedys w ratuszu. Dziwie sie, ze go wystawili. To
            jak krzyk rozpaczy. Trzeba było postawić na młodośc, ale jakos nikt młody do
            tej bandy sie nie garnie. I dlatego czeka nas dykta prawicy lubujacej się w
            stawianiu pomników i nadawaniem nazw ulicom i placom. Aha Nicieja nie bedzie
            kandydował, idę o zakład. Stawiam litrowa Finlandie, jesli wykona taka woltę.
            Do odebrania w delikatesach na rynku
        • Gość: B.J Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.06, 10:42
          jesli ktos z was znasie troche an filozofii to bedzie wiedzial co powiedzial
          kiedys ocham. Nie mnozyc bytów ponad potrzebe. Nie robc czegos ponad to co jest
          potrzebne do eytlumaczenia i zrobienia czegos dobrze. Jestem przeciwniczka tego
          aby rektor bawil sie w prezydenta miasta. niech zajmnie sie UO. bo to jest
          wazniejsze.
          • Gość: eva Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.06, 10:34
            Pan Rektor Nicieja jest zarówno znakomitym naukowcem, jak i znakomitym
            mężczyzną. Miałem sie okazję o tym przekonać Ewa.
            Będzie też znakomitym prezydentem Opola, a później Polski.
            • Gość: puscic pare Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.06, 10:47
              ulzylo ci, puscilas pare z buzi, musialas sie pochwalic. ale rozumiem mowisz to
              jako ukochana zona ! wybaczam !
    • Gość: APAGE Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.06, 08:13
      Wara od rektora! Szkoda by było, żeby ten człowiek zamiast Uniwersytetm zajmował
      się dziurami w drogach, żebrakami, itd. Rektor Nicieja jest potrzebny UO!
      • Gość: mgr nobilit. Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.07.06, 15:37
        Co do dorobku Prof. Rektora HAB.ITP. nie wypowiadam sie, bo go nie znam, ale
        chwale, ze chce sie jakims poletkiem akademickim doglębnie zajmowac. Co do
        prezowania miastu, to chyba nie jest odkryciem, ze kazde miasto potrzbuje,
        sprawnego, rzutkiego, madrego PLANISTY-MENEDZERA, ktory umie z ludzmi rzeczowo
        rozmawiac i sprawiac, ze robi sie dobra robote raz a skutecznie, remontowo-
        skutecznie, i placic mu duze ZLLLLL. Jest taki?

        Gorycz i ubolewanie to sentyment powszechny, ale dla wladz jakichkolwiek w
        sluzbach publicznych powinien byc PRZEJSCIOWY!
        Ciekawa dyskusja. Monika na manager'a!!
      • Gość: absolwentka Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.broker.com.pl 17.07.06, 16:52
        Jest potrzebny, tylko ON moze uratowac tonacy okret, ktorym jest Uniwersytet
        Opolski! Zostawcie GO na uniwersytecie! Zbuduje kolejny nowy kolorowy dom!!!
    • Gość: opolanka z wyboru Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 16.07.06, 17:41
      Przepraszam Wszystkich . ale zajmujecie się głupstwami, a nie tym, o co
      naprawdę w wypowiedzi profesora Nicieji chodziło. Nie ma znaczenia jego
      frustracja związana ze środowiskiem naukowym, politycznym czy jakimkolwioek
      innym ukladzikiem. Ale fakt, że są te układziki, że ludzie spoza układu się nie
      liczą, że stanowia tylko kreski w czasie wyborów, że Opolszczyzna jako region
      nie ma przyszości - jest faktem. Widać to po wyludnieniu, po tym ,ze wiecej
      stąd wyjeżdza niż przyjeżdza, że nie tylko nie zostają w regionie obcy studenci
      spoza województwa, ale i wyjeżdzają Opolanie, nawet uczący sie tutaj. Nie ma
      inwestycji - w każdym razie w porównaniu z sasiadami - i nie chodzi nawet o
      duże, sztandarowe projekty, ale o małe zakłady, które gdzie indziej powstają
      jak grzyby po deszczu. Na byle uzgodnienie budowy czeka sie miesiacami,
      odpowiadajac na tysiące bzdurnych pisemek sanepidowców (wyjątek - projekt
      zrobiony przez wskazaną osobę). Ludzie nie wracają - a jezeli , to nie na
      Opolszczyznę, no chyba emeryci. Nie dziwię sie goryczy, sama ją podzielam.
    • Gość: ikonoklasta lepiej wziąć się do roboty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.06, 18:17
      Zamiast wylewać gorzkie żale i czepiać się wszystkich na około prof. SSN niech
      lepiej weźmie się solidnie za pracę naukową, bo jak długo można obcinać kupony
      od paru raptem pozycji, których pierwsze wydania ukazały się już prawie 20 lat
      temu (Cmentarz Łyczakowski w 1988 a Cmenatarz Orląt w 1990 roku). Właśnie
      zajrzałem na stronę internetową pana profesora i okazuje się, że od czasu
      wydania tych książek nie ma on żadnych poważniejszych publikacji na swoim
      koncie, nie licząc bardzo słabej (panegirycznej) Alma Mater Opoliensis tudzież
      kolejnych wydań lub rozmaitych mutacji swoich dwóch pierwszych książek o
      tematyce lwowskiej. Owszem ma w dorobku jakieś 400 drobniejszych tekstów, ale
      jaki procent z tego stanowią prace naprawdę odkrywcze i nowatorskie? Ciekawe
      do jakiego poziomu stopnieje ta liczba po odliczeniu rozmaitych recencji, słów
      wstępnych do cudzych publikacji, prac pisanych formalnie do spółki
      z podopiecznymi (a faktycznie głównie przez tych podopiecznych) itd. Owszem są
      jeszcze robione pod jego kierunkiem doktoraty, ale to też nie rekompensuje braku
      spektakularnych osiągnięć własnych w ostatnich latach. Doceniam menadżerskie
      dokonania rektora SSN, ale jego laury naukowe od lat niestety coraz bardziej
      więdną. Przestańcie już wymachiwać tym Łyczakowem, bo przez ostatnich
      kilkanaście lat naprawdę wypadło zabłysnąć czymś nowym, a tu ciągle ta sama
      płyta plus rozmaite słabizny w rodzaju pracy zbiorowej na temat Osmańczyka,
      której najsłabszą część stanowi własny tekst prof. SSN. Zamiast natrętnie
      dopominać się o nowe dowody uznania, lepiej zabrać się za pisanie nowych,
      ciekawych prac, a uznanie przyjdzie samo - zasłużone a nie wyproszone!
      • Gość: monika Re: lepiej wziąć się do roboty IP: *.atol.com.pl 16.07.06, 19:25
        Jaki związek ma rada ikonoklasty, aby prof. Nicieja zrezygnował z funkcji
        menadżera i zajął się pracą naukową z tezami jego artykułu? Na marginesie,
        pominąłeś jego książkę wydaną w latach 90. Z Kijowa na Piccadilly : wokół
        biografii Tadeusza Zabłockiego-Gwasza.
        Moze wskażesz w jakim miejscu w tekście rektor dopomina się nowych dowodów
        uznania?
        Ten post, jak i 50-latka bez hab. to nic innego jak Gombrowiczowskie robienie
        gęby.
        • Gość: mgr nobilit. Re: lepiej wziąć się do roboty IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 17.07.06, 01:24
          Skoro juz gorycz wylana, to czas na bardziej orzezwiajacy napoj optymizmu od
          Glowy Uniwersytetu, bowiem kto, jak nie nauczyciele- w tym tzw. "akademicccy"-
          ma miec wiare w przyszlosc narodu i wlasnych dzialan na rzecz jego ksztalcenia?!
          • Gość: monika Re: lepiej wziąć się do roboty IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 01:38
            Ulegasz robieniu gęby przez założyciela tego wątku. Przeczytaj artykuł w NTO.
            Nie ma tam goryczy, tylko wskazanie na to, że w Opolu tzw. kapitał społeczny
            jest w zaniku, tzn. zaufanie, lojalnośc, solidarność, wzajemny szacunek i
            zdolność do wspólpracy ponad podziałami politycznymi.
            O ile znam głowę uniwersytetu, to nie spasuje. Pomimo braku wsparcia i
            zyczliwej aprobaty otoczenia, będzie robił swoje.
            Pozdrawiam
            • Gość: R.R. Re: lepiej wziąć się do roboty IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 17.07.06, 01:52
              Oj, Moniko, nie wytykaj mi proszę pospolitego gęboróbstwa, bo mimo, iż
              wejrzalam w NTO, to w/w artykułu nie znalazłam. Ktoś zniszczył. Zostały li
              tylko szczątki z nagrobkiem, oj "sorry", nagłówkiem -(.
        • Gość: ikonoklasta Re: lepiej wziąć się do roboty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 01:43
          Gość portalu: monika napisał(a):

          > Moze wskażesz w jakim miejscu w tekście rektor dopomina się nowych dowodów
          > uznania?


          Służę uprzejmie. Jego Magnificencja był łaskaw napisać między innymi coś takiego:

          "To nie jest jest normalne, że Opole i nasz region nie ceni i nie szanuje swoich
          ludzi. Odczuwam to boleśnie, że większe uznanie za swój dorobek historyka, za
          Łyczaków i inne prace, mam gdzieś w świecie niż w Opolu i na Opolszczyźnie".


          Jeżeli to nie jest wyraz głębokiej frustracji z powodu "niedopieszczania" pana
          profesora przez opolan, to jak inaczej mam odbierać przytoczone powyżej słowa?

          • Gość: mgr.nobilit. Re: lepiej wziąć się do dopieszczania IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 17.07.06, 01:56
            ...w koncu i nieco chlodniej i mamy lato, wiec kiedy jak nie teraz?!
            • Gość: do mgr nobilita Re: lepiej wziąć się do dopieszczania IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 02:10
              Święte słowa! Tak niewiele trzeba, żeby ludzi uskrzydlić i zapalic do
              działania - zwłaszcza teraz kiedy jest chłodniej i upały nie grożą udarem mózgu.
          • Gość: monika Re: lepiej wziąć się do roboty IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 02:04
            Jest to stwierdzenie faktu. Sama tego doświadczyłam - spotykałam się z
            przejawami uznania dla tego, co robiłam i napisałam poza Opolem. Tu, w Opolu
            często natomiast musiałam bronić się przed insynuacjami, tzw. wciskaniem
            dziecka w brzuch i spotykałam się z niewybrednymi atakami, których na początku
            nie rozumiałam. Potem uzmysłowiłam sobie, co widoczne jest również w tym wątku,
            ze każdy, który cos robi, zajmuje w jakiejś sprawie stanowisko, to najpewniej
            dlatego, żeby zdobyć popularność i wygrac wybory. Z chwilą, gdy sobie z tego
            zdałam sprawę, to chociaż nadal trudno mi przechodzić nad tym całkiem
            obojętnie, to coraz częsciej ani mnie to ziębi ani parzy.
            Zacytowane stwierdzenie rektora jest domaganiem się szacunku i uznania tu, na
            miejscu - w Opolu. Z dopieszczaniem ma niewiele wspólnego.
            • Gość: krakusik Re: lepiej wziąć się do roboty IP: *.uci.agh.edu.pl / *.uci.agh.edu.pl 17.07.06, 08:19
              Szacuek nie przychodzi sam z siebie, nie mozna go tez zadekretowac. Na niego
              sie albo zasluguje, albo nie - taki jest tutaj mechanizm. Widocznie rektor nie
              zasluzyl?
            • Gość: abx Re: lepiej wziąć się do roboty IP: *.nowyzwm.punkt.pl / 217.197.79.* 17.07.06, 10:49
              Uporczywie domagam się, by Pan Rektor najpierw zadbał o właściwe relacje na
              swoim uniwersytecie. Pisze np. "To, że byłem jedynym kandydatem na rektora,
              jest chore i nienormalne". To prawda. Ale przecież UO jest chyba jednym z dwu
              polskich uniwerków (czy może jedynym?) gdzie nowego rektora wybiera stary
              jeszcze senat. Senat złożony w dużej części z ludzi bardzo zależnych od rektora
              (np. mianowani przez niego dyrekorzy instytów), których na dodatek przed
              wyborami można odpowiednio "ustawić". W wyborach powszechnych, niechby za
              pośrednictwem elektorów, byłoby to znacznie trudniejsze. Skąd więc to
              zdziwienie, że potencjali kontrkandydaci realnie oceniają swoje szanse?
              Łatwo też o przykłady znacznie lepszego traktowania ludzi z zewnątrz od swoich
              pracowników. Jeżeli już pracujesz na UO, to znaczy, że nie masz innego wyjścia
              i dlatego nic się nie należy. Żeby jednak "kupić" kogoś z zewnątrz, uniwersytet
              stać naprawdę na wiele. Najgorsze, że nie ma dyskusji, nie ma też konkursu, do
              którego mógłby stanąć "miejscowy". Jeśli nie tkwi on "w układach" (przepraszam
              za to nadużywane ostatnio słowo), to wcześniej czy później dochodzi do wniosku,
              że jeżeli chce dalej się rozwijać, musi zmienić uczelnię. Nikt nie jest
              prorokiem we własnym kraju... Ani w mieście, ani na uczelni. Nie tylko Pan
              Rekor czuje się zniechęcony i sfrustrowany.
              Wspomnę też o doś chyba powszechnym wśród pracowników UO przekonaniu, że dla
              rektora N. znacznie ważniejsze od ludzi są mury (te pozostaną dłużej, a i
              tablcę "ku czci" będzie gdzie powiesić).
              Podsumowują, faktycznie "klimat" musi się zmienić. podobne odczucia ma chyba
              i "Monika", która za chwilę jednak rozszarpie mnie na kawałeczki. Jej oddanie
              dla Pana Rektora naprawdę zasługuje na podziw! Dla równowagi, przydałoby się
              jednak czasami choć trochę krytycyzmu.
              • Gość: monika Re: lepiej wziąć się do roboty IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 13:41
                1. Zgłoś na pśmie postulat zmiany ordynacji wyborczej rektora.
                2. Rozwijać się można wszędzie; można korzystać z uniwersyteckiego dostępu lub
                wykupić dostęp do światowych zasobów wirtualnych bibliotek, pisać projekty
                grantów, zeby uzyskać środki na badania i publikację wyników.
                3. tu na tym forum często występowałam przeciwko przyprawianiu gęby wielu innym
                osobom - nie tylko rektorowi. Wcześniej używałam innych nicków, ale mogę służyć
                listą, na której jest także rektor, kiedy nie był rektorem. Nie toleruję
                insynuacji, epitetów, ośmieszania, posługiwania się kłamstwem przez anonimowych
                forumowiczów. W tym sensie jestem oddana każdemu, kogo się w paskudny sposób
                postponuje, ukrywając się za nickami.
                • Gość: abx Re: lepiej wziąć się do roboty IP: *.nowyzwm.punkt.pl / 217.197.79.* 17.07.06, 13:47
                  Monice dziękuję za wyjaśnienia. Od razu poczułem się lepiej, a i innym
                  pracownikom UO chyba troszeczkę ulżyło.
                • Gość: abx Re: lepiej wziąć się do roboty IP: *.nowyzwm.punkt.pl / 217.197.79.* 17.07.06, 13:52
                  Sorry, za szybko wysłałem. Niech więc będzie P.S:
                  1) Kto rozpatrzy mój postulat - Senat UO?
                  2) Rozwijać się można i w domu, czytając np. "Najpiękniejsze powieści dla
                  kobiet". Nie o to chyba jednak chodzi. A jeśli do "rozwoju" potrzeba bazy
                  eksperymentalnej?
                  3) Chętnie poczytam posty Moniki w obronie nie-rektorów!
                  • Gość: monika Re: lepiej wziąć się do roboty IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 14:45
                    1. Tak, senat UO lub sądzę, że można zrobić referendum w tej sprawie na
                    uniwersytecie.
                    2. Środki na bazę eksperymentalną można również uzyskać pisząc projekty do UE
                    lub Ministerstwa Nauki.
                    3. Nie mam czasu na korzystanie z przeszukiwarki, żeby podac linki, więc
                    napiszę z pamięci: Ryszard Wójcik, prof. Simonides, Kłosowski, Pęzioł,
                    Gudaniec, Macierzyński, Zembaczyński, Jałowiecki, Całka, Drewniak, Bartodziej,
                    Joanna Banik, behemot. Lista jest niekompletna, jesli nie satysfakcjonuje, to
                    ją uzupełnię, kiedy sobie przypomnę. Korzytając z przeszukiwarki odnajdziesz
                    wątki. Od razu zrobię zastrzeżenie, że nie w każdym wątku poświęconym tym
                    osobom pisałam, dlatego odnalezienie ich zajęłoby mi sporo czasu. Jednak, kiedy
                    je przejrzysz, to rozpoznasz mnie zapewne po stylu pisania.
                    • Gość: abx Re: lepiej wziąć się do roboty IP: *.nowyzwm.punkt.pl / 217.197.79.* 17.07.06, 15:27
                      ad. 1. Nie wyczułaś mojego sarkazmu, Moniko? Senat, w sporej części nominowany
                      przez Rektora ma wprowadzać zmiany? No, chyba że Rektor je zaakceptuje lub
                      wręcz nakaże - o czym w związku z przyszłymi wyborami rektorskimi faktycznie
                      się mówi.
                      ad. 2. Niestety, z tymi środkami nie jest tak pięknie, jak by wynikało z
                      twojego postu. Skąd te problemy (wszelakie0 np. u fizyków?
                      ad. 3. Przepraszam, nie chciałem atakować Cię osobiście. Tym niemnie fakt, iż
                      jesteś rzecznikiem pracowym rektora (nie mylę się?) na tym akurat forum odbiera
                      Twoim wypowiedziom i obronie pryncypała nieco wiarygodności. Nawet jeśli masz
                      rację.
                      • Gość: monika Re: lepiej wziąć się do roboty IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 16:00
                        Nie wyczułam sarkazmu, bo uważam, że jeśli coś chcemy zmienić, to musimy
                        sformułować cele, pozykać zwolenników i poddać je pod dyskusję, choćby na
                        senacie.
                        Spróbuj zajrzeć do programu takiego jak Fundusz Spójności. Jest naprawdę wiele
                        możliwości uzyskania 100% dofinansowania zakupu aparatury w ramach celu rozwój
                        instytucji edukacyjnych i naukowych, który obejmuje srodki na modernizację.
                        Rektor nie jest osobą prywatną tylko reprezentuje instytucję, w której i ty
                        pracujesz. Ośmieszanie rektora przez dopisywanie mu tego, czego nie napisał,
                        jest ośmieszaniem również instytucji. Dlatego uważam, że trzeba reagować
                        wykazując przyprawianie gęby, bo przecież nie mamy do czynienia z satyrą, tylko
                        próbą zdyskredytowania na siłę osoby pełniącej ważną funkcję publiczną.
                        • Gość: abx Re: lepiej wziąć się do roboty IP: *.nowyzwm.punkt.pl / 217.197.79.* 17.07.06, 17:20
                          "Ośmieszanie rektora przez dopisywanie mu tego, czego nie napisał,
                          jest ośmieszaniem również instytucji".
                          To jest postawa godna naszych obecnych władców z PIS, a Pan Rektor, zdaje się,
                          z innej bajki? Ja nie postrzegam tej dyskusji jako "przyprawiania gęby", ale
                          raczej jako wyraz bezsilności i bezskuteczną (bo nie powodującą żadnych zmian)
                          próbę podyskutowania o problemach UO.
                          Co do meritum - senat miał kilkanaście lat na zmiany, nie zrobił tego. Znaczy -
                          jest dobrze! Tylko jeśli jest tak dobrze - to skąd te dziwne stany świadomości?
                          Bardziej zresztą by mnie ciekawiło, jakie są poglądy Pana Rektora w sprawie
                          przyszłości uniwersytetu, nowych praw doktoryzowania czy łączenia się z PO.
                          Ostatnia wypowiedź, jaką pamiętam, kończyła się wywodem o małym, ale wspaniałym
                          uniwersytecie niemieckim i zgodą na Uniwersytet Humanistyczny. Ale może coś
                          przeoczyłem? Znane mi są starania prorektorów, ale aktualnego stanowiska
                          Rektora w tej sprawie nie znam.

                          .
                          • Gość: monika Re: lepiej wziąć się do roboty IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 18:20
                            Spodziewałam się przywołania PiS i dlatego napisałam, że nie mamy do czynienia
                            z satyrą, tylko przeinaczaniem twierdzeń zawartych w artykule i dopisywaniem.
                            Uważasz, że należało to zostawić, żeby inicjator tego wąrku mógł dezinformować
                            tych, którzy nie czytali artykułu w NTO i zgodzic się, by dopisywane zdania
                            były uzasadnieniem prześmiewczego tonu w odniesieniu do rektora, co jest
                            zawarte w tytule wątku?
                            Nie pisałam o osobie rektora, tylko odnosiłam się do treści postów dotyczących
                            artykułu oraz tego, kto ma prawo się wypowiadać.
                            Żle pamiętasz. Przypomnij sobie dwa wywiady w Wyborczej na ten temat - z
                            rektorem PO i prorektorem UO. Stanowisko rektora nie różni się od stanowiska
                            prorektorów - stanowią zespół.
                            Wskaż mi w tym wątku elementy dyskusji na temat problemów uniwersytetu.
                            Jedynie w twojej wypowiedzi jest krytyka ordynacji wyborczej i braku możliwości
                            rozwoju na UO, więc się do tego odniosłam.
                            3/4 tego wątku dotyczy casusu pana K. Postulowałam, żeby założyc nowy. Podobnie
                            jeśli chodzi o podniesione przez ciebie kwestie - to temat na osobny wątek. Tu
                            miała być dyskusja na temat artykułu w NTO.
                            Przyprawianie gęby nie odnosiło się do ciebie, tylko było wyjaśnieniem,
                            dlaczego polemizuję, bo w twoim poście była zawarta sugestia, że nie powinnam,
                            bo tracę wiarygodność, nawet jeśli mam rację. Tego nie pojmuję, bo posługuję
                            się argumentami dotyczącymi treści, a nie uprawiam hagiografii i apologetyki.

                            • Gość: abx Re: lepiej wziąć się do roboty IP: *.nowyzwm.punkt.pl / 217.197.79.* 17.07.06, 19:02
                              Faktycznie, mniej mnie obchodzą wielkie sprawy miasta poruszone w artykule,
                              bardziej zaś problemy uniwersytetu. Tak, teraz przypominam sobie wywiady
                              rektorów PO i UO, choć szczegółów już się zamazały w pamięci. Ogólnie tylko
                              pamiętam, że nie zgadzałem się z prawie każdym stwierdzeniem p. rektora Skubisa
                              (do łez rozbawił mnie argument, że po połączeniu uczelni straciłoby pracę wiele
                              osób z administracji). Co do UO - mam tylko takie niejasne uczucie, że
                              prorektor Lis miał swoje zdanie odrębne. Nie miałem poczucia, że rektorzy UO
                              stanowią Front Jedności Uniwersytetu, choć zapewne na zewnątrz miało to tak
                              wyglądać. Cieszyłbym się, gdyby stanowisko Pana Rektora było jednoznaczne -
                              tak, chcemy się połączyć z PO! Mam bowiem poważne wątpliwości, czy w wymaganym
                              terminie uzyskamy stosowną liczbę praw doktoryzowania i pozostaniemy
                              pełnoprawnym uniwersytetem. Wbrew bowiem temu, co głosił wcześniej Pan Rektor,
                              ma to olbrzymie znaczenie dla przyszłości uczelni.
                              Ale skończmy już te poważne i niewesołe tematy. W końcu mamy wakacje :)
                              A po wakacjach z nowymi siłami i zapasami optymizmu wrócimy do naszej (szarej?)
                              rzeczywistości.
            • Gość: ikonoklasta Re: do Moniki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.06, 11:05
              Cieszę się niezmiernie, że jednak na koniec osiągnęliśmy jakieś porozumienie!
              Ja pisałem o dopominaniu się przez JM SSN nowych dowodów uznania. Monika po
              dyskusji nazwała wypowiedź swojego pryncypała "domaganiem się szacunku i
              uznania". Wyszło praktycznie na to samo, a nawet Monika użyła mocniejszego niż
              ja sformułowania. Miło jest podyskutować z kimś, kto potrafi przyznać oponentowi
              rację (nawet pośrednio i w konwencji polemicznej)!
              • Gość: monika Re: do ikonoklasty IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 13:47
                Cieszę się, że w tym się zgadzamy, że szacunek należy się każdemu, a
                poszanowanie godności jednostki jest niezbywalnym prawem w cywilizowanym
                świecie.
                Uznanie czyichś osiągnięć wyklucza zaś prześmiewcze próby dyskredytowania ich
                oraz osoby autora, jak tu w tym wątku.
                Dopieszczanie zaś to: ordery, nagrody, zaszczyty. Nie oto mi chodziło!
                • Gość: mgr. nobilitowany Re: do ikono, abxyz, Monii, itd. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 17.07.06, 19:42
                  Nu wiadomo, kto ma czas siedziec przed "kompem" i stukac z przerwami w pracach
                  nauk. badaw. nobilitujaco domowych - sami nauczyciele, hehe! Ale czas
                  faktycznie zabrac sie za przyjemniejsze "tematy" i zawiesic plaszczyki
                  pedagogiczne na pozniej! PZDR:)
                  • Gość: monika Re: do ikono, abxyz, Monii, itd. IP: *.atol.com.pl 17.07.06, 21:37
                    Przyjmuję z pokorą twoja radę i zabieram się do pracy. Pozdrowienia.
                    • Gość: k Re: do ikono, abxyz, Monii, itd. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.06, 22:54
                      gdyby babcia miala wasy bylaby dziadkiem. gdyby monika tyle czasu przeznaczala
                      na prace naukowa ile na posty bylaby prezesem PAN !
                      • Gość: podatnik Panie Nicieja, przegoń Pan tę Monikę od komputera! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.06, 00:21
                        Panie NIcieja, Wasza Magnificencjo, czy jak tam Pana tytyłują, weż Pan przegoń
                        te Monikę od komputera, bo nie po to płacę podatki na teę Wasza Czerwoną
                        Sorbonę, żeby baba cięgiem siedziała w necie, tylko żeby się wzieła za swoją
                        właściwą robote naukową. Jak Pan nie zrobisz porządku z tymi bumelantami, to
                        będziesz Pan na koniec kadencji jedszcze bardziej płakał w gazecie. Jak bym ja
                        tak w pracy tyle czasy tracił na klachanie to by mnie szefostwo już dawno
                        posłąło na kuroniówkę.
                        • Gość: łże-bumelant Re: Panie Nicieja, przegoń Pan tę Monikę od kompu IP: *.nowyzwm.punkt.pl / 217.197.79.* 18.07.06, 15:59
                          Nieśmiało zwrócę uwagę, że trwa sezon urlopowy!
                          • Gość: czytający Re: Panie Nicieja, przegoń Pan tę Monikę od kompu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.06, 21:13
                            tak nudnego wątku jeszcze nie było. dajcie se spokój.
                        • Gość: absolwentka Re: Panie Nicieja, przegoń Pan tę Monikę od kompu IP: *.broker.com.pl 18.07.06, 21:51
                          Monika pisze tutaj w przerwie nad swoja habilitacja. Na UO przyda sie napewno!
                      • Gość: mgr. nobilit. Re: do ikono, abxyz, Monii, itd. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.07.06, 01:11
                        Nie samymi badaniami czlowiek zyje. Kto rozumie choc troche prace tworcza, ten
                        wie, iz wnikliwe tezy moga przyjsc w kazdej chwili, rowniez w momencie pisania.
                        Inspiracja zawsze zywa a "dom" nie przeszkadza, gdy sie czlek z czlowiekiem
                        zgadza, albo nie :)
                    • Gość: gosc forum Do pracy Rodacy, i Ty Moniko tyż IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.06, 01:54
                      Moniko,
                      dosc wczesnie deklarujesz pozostawienie Forum
                      na lasce stukaczy niegodnych (21.37). Zajrzę
                      tu jutro i sprawdzę, czy wytrzymałaś.
                      Twoje polemiki, czasem są zgrabne, czasem nawet
                      wesołe, może nawet czasami skuteczne...? A czasem
                      bezsensownie sie podkładasz.
                      Tylko, czy tak naprawde, na nas stukaczy
                      forumowych trzeba armaty. My tylko wrobelki
                      malutkie. Czasem wydaje mi się, że Twoje
                      polemiki, czy potyczki forumowe muszą Cię
                      męczyć. Czy jesteś pewna, że zawsze bronisz
                      słusznej sprawy? Czy czasem nie wypełniasz
                      oczekiwań roli spolecznej? Z tom rolą to jest
                      tak; czasem nacisk zewnetrzny jest tak duży,
                      że nie ma się siły na osobniczą refleksję,
                      tylko się wypełnia rolę. Ale tak naprawdę, to
                      co po nas pozostaje, to są te drobne odstępstwa
                      od tych oczekiwań i nacisku społecznego, co
                      jest czasem kosztowne, ale zostaje jako nasz
                      oryginalny wkład w rzeczywistość.
                      Mam nadzieje, ze zachowujesz archiwum tych postów,
                      bo dla badacza naszej współczesnosci, za wiele, wiele
                      lat będą, jak te tabliczki z pismem klinowym. Ale
                      i tak niewiele zrozumieją, co w tym wszystkim szło.
                      Może więc lepiej oddać się Morfeuszowi? Nie do końca,
                      ale dla regeneracji sił.
                • Gość: kumaty Re: do ikonoklasty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.06, 00:52
                  Dzięki Bogu... Berlinska + Bereszynski = WM!

                  I tak trzymać!
                  • Gość: Prószkowiak Tekst IP: *.zaodrze.punkt.pl / *.zaodrze.punkt.pl 22.07.06, 19:50
                    Polemika: Zbigniew Bereszyński

                    „Daremne żale, próżny trud...” Polemika z wystąpieniem
                    profesora Stanisława S. Nicieji


                    Od czasu swojego ponownego wyboru na kolejną kadencję rektorską w
                    marcu ubiegłego roku profesor Nicieja przeważnie unikał kontaktów z lokalnymi
                    mediami, urażony do żywego zwłaszcza tym jak jego kandydatura a następnie wybór
                    zostały potraktowane przez dziennikarzy z opolskiego oddziału „Gazety
                    Wyborczej”(ci ostatni wypominali wówczas profesorowi jego PZPR-owską przeszłość,
                    a jego ponowny wybór ocenili jako zwycięstwo starych układów rodem z PRL). Nie
                    chciał on rozmawiać z dziennikarzami nawet w sprawach mających wielkie znaczenie
                    dla społecznego prestiżu kierowanej przez niego uczelni, jak np. nagłośniona
                    przez „Gazetę Wyborczą” skandaliczna sprawa byłego funkcjonariusza SB, kpt.
                    Grzegorza Kłosińskiego, zatrudnionego na Uniwersytecie Opolskim na stanowisku
                    dyrektorskim. Chcąc uniknąć kłopotliwych dla siebie
                    kontaktów z mediami, rektor Nicieja utworzył z czasem na uniwersytecie nowe
                    stanowisko
                    rzecznika prasowego, mające być bezpiecznym buforem pomiędzy dziennikarzami a
                    Jego Magnificencją.

                    Ostatnio jednak Jego Magnificencja postanowił w spektakularny sposób
                    powrócić w świat lokalnych mediów, czego wyrazem stał się obszerny tekst jego
                    autorstwa, opublikowany w sobotnio-niedzielnym wydaniu „Nowej Trybuny Opolskiej”
                    z 15-16 lipca 2006 r.

                    W swoim tekście profesor Nicieja kreśli skrajnie pesymistyczną wizję
                    stosunków panujących aktualnie w życiu społecznym Opolszczyzny, a zwłaszcza
                    Opola, choć nie tylko, ubolewając w szczególności nad ogólnym upadkiem obyczajów
                    politycznych, potęgowaniem się agresji werbalnej w relacjach międzypartyjnych i
                    ogólnie w stosunkach pomiędzy politykami, brakiem wzajemnej życzliwości,
                    szerzeniem się atmosfery wzajemnej niechęci i rywalizacji czy wręcz nienawiści
                    itp. Zdaniem profesora „klimat społeczny i polityczny w województwie” uległ
                    zepsuciu. Jego Magnificencja boleje także nad powszechnym podkopywaniem
                    („wypłukiwaniem”) autorytetów, zarówno tych jeszcze żyjących, jak i tych już
                    historycznych. Uskarża się na brak dostatecznych dowodów uznania i szacunku dla
                    miejscowych ludzi z dorobkiem, mając na myśli w szczególności niedostateczne
                    docenianie jego własnych dokonań (naukowych i nie tylko). Oburza się on również
                    na próby odbrązawiania takich lokalnych postaci historycznych, jak Karol Musioł
                    czy Edmund Jan Osmańczyk, nazywając tego typu działania pośmiertnym niszczeniem
                    ludzi.

                    Szczególne oburzenie Jego Magnificencji budzi postawa tych
                    absolwentów WSP/UO, którzy dają wyraz swojemu krytycznemu stosunkowi do
                    opolskiej Almae Matris. Ich krytycyzm to dla niego niepokojące przejawy
                    szerzącego się jakoby wśród wychowanków WSP/UO zwyczaju „mówienia źle o swojej
                    uczelni”. Zdaniem profesora absolwenci tacy „poniżają własną uczelnię”, nie
                    czując przy tym, że w ten sposób „poniżają także samych siebie”.

                    Jego Magnificencja postuluje naprawianie tego co zostało zepsute. Jego
                    zdaniem „musimy jak najszybciej odbudować dobre relacje między ludźmi, musimy
                    odbudować wspólnotę”.

                    Nakreślona przez profesora Nicieję czarna wizja naszej opolskiej (i
                    nie tylko) współczesności została zbudowana z prawdziwych zasadniczo (choć
                    bynajmniej nie do końca) elementów, co
                    sprawia, że jest ona niezwykle sugestywna i przekonująca. Wizja ta trafia przy
                    tym doskonale w tzw. oczekiwania społeczne Ludzie w Polsce od lat lubią
                    słyszeć, że politycy są generalnie do niczego, polityka jest brudna, rządzący
                    myślą tylko o własnym interesie, nikt (poza garstką szlachetnych idealistów) nie
                    dba o dobro publiczne itp. Każdy, kto zacznie prezentować publicznie tego typu
                    poglądy, może liczyć na niemal powszechny poklask i tak jest również w przypadku
                    najnowszego wystąpienia profesora Nicieji.

                    Przy uważniejszej lekturze streszczonego powyżej tekstu zaczyna
                    jednak nasuwać się coraz więcej wątpliwości i w końcu w czytelniku rodzi się
                    coraz większy sprzeciw wobec ogólnego przesłania tekstu oraz wobec
                    poszczególnych zawartych w nim stwierdzeń i ocen.

                    Ogólny klimat życia politycznego rzeczywiście nie przedstawia się dziś
                    dobrze - ani w skali kraju ani na terenie Opola. W nieskończoność można wyliczać
                    rozmaite tego przejawy, jak np.brutalna nagonka na wiceprezydenta miasta Opola,
                    Arkadiusza Karbowiaka, w 2004 r. ( publicznie wymyślano mu niemalże od
                    nazistów!), niesmaczne rozróby personalne w opolskiej organizacji PO w 2006 r.,
                    równie (a może nawet jeszcze bardziej) gorszące rozgrywki tego typu w miejscowej
                    organizacji SLD, brudna kampania wyborcza w opolskiej „Solidarności” w czerwcu
                    2006 r. itd. Od czasu ubiegłorocznych wyborów parlamentarnych i prezydenckich
                    nieustannie możemy „podziwiać” najbrudniejsze metody zwalczania nowych władz
                    państwowych ze strony
                    zawiedzionej w swoich przedwyborczej nadziejach opozycji, której poczynania
                    niekiedy do złudzenia przypominają destrukcyjne działania Lenina i bolszewików w
                    roku 1917 (włącznie z uciekaniem się do pomocy zagranicznych
                    „sprzymierzeńców”!). Z drugiej strony rozmaici przedstawiciele zwycięskiego
                    ugrupowania też przejawiają gorszący brak dbałości o dobro publiczne (a także
                    o dobrze rozumiany interes własnej formacji politycznej), marnując w ten sposób
                    wielką i być może niepowtarzalną szansę historyczną, jaka zarysowała się przed
                    naszym krajem jesienią 2005 r. - szansę na daremnie oczekiwany od 1989 r.
                    radykalny przełom moralny i polityczny. Jest to szczególnie jaskrawo widoczne na
                    terenie Opola, gdzie lokalni liderzy PiS ewidentnie nie dorośli do swoich nowych
                    ról. Zamiast działań na rzecz pozyskiwania ludzi do współpracy z nowymi władzami
                    województwa, obserwujemy tutaj niechęć do poważnych rozmów z ewentualnymi
                    partnerami (doświadczyłem tego również osobiście). Zamiłowanie do gabinetowych
                    rozgrywek personalnych bierze górę nad wolą budowania szerokiego zaplecza
                    społecznego dla własnej formacji. Szczególnie drastycznym tego przykładem był
                    czynny udział niektórych czołowych działaczy opolskiego PiS-u we wspomnianych
                    już powyżej brudnych grach wyborczych w opolskiej „Solidarności”. Słuszne
                    skądinąd hasło rewolucji moralnej (propagowane zresztą już w 1990 r. m. in.
                    przez autora tego tekstu) staje się w tych warunkach czczym frazesem, ulegając
                    szybko postępującej dewaluacji, podobnie jak kiedyś nie mniej obiecujące hasło
                    przyspieszenia. Jak tak dalej pójdzie, to powtórzą się ogólnie znane
                    doświadczenia AWS i już przy okazji następnych wyborów działacze zwycięskiego w
                    2005 r. ugrupowania będą mogli zaśpiewać sobie znaną powszechnie śpiewkę z „Wesela”
                    Wyspiańskiego: „Miałeś, chamie, złoty róg”.

                    Wywody profesora Nicieji nie mają jednak żadnego określonego
                    odniesienia do tej faktycznie bardzo deprymującej rzeczywistości. Formułowane
                    przez niego zarzuty i pretensje są (poza paroma wyjątkami) na tyle ogólnikowe,
                    że nie bardzo wiadomo, kto konkretnie może być ich adresatem. Niemal wszyscy
                    mogą czuć się nimi dotknięci, a nawet obrażeni, lub odwrotnie - niemal wszyscy
                    mogą pocieszać się, że to akurat nie o nich chodzi. Przy takim poziomie
                    ogólnikowości i abstrakcji,
                    uwagi Jego Magnificencji mogą być spokojnie ignorowane przez przeciętnego
                    polityka i być jedynie źródłem gorzkiej i bezowocnej satysfakcji dla tych,
                    którzy są tylko przedmiotem polityki. Trudno w tych warunkach oczekiwać, aby
                    uwagi te mogły w istotniejszym stopniu przyczynić się do poprawy sytuacji w
                    naszym życiu publicznym. Niewykluczone są natomiast konsekwencje negatywne, o
                    czym będzie jeszcze mowa.

                    Równie rażąca jest ogólnikowość zarzutów dotyczących rz
                    • Gość: Prószkowiak Re: Tekst 01 IP: *.zaodrze.punkt.pl / *.zaodrze.punkt.pl 22.07.06, 19:56

                      Również ten tekst nie został napisany po to, żeby podkopywać czyjś
                      autorytet, ale po to, by poprzez wymianę myśli i odczuć dopomóc innym w
                      podejmowaniu społecznie użytecznych działań z myślą o naszej przyszłości.

                      Zbigniew Bereszyński

                    • sebush Re: Tekst 22.07.06, 20:59
                      Czyżby teksty pana Rektora z czasow PRL były dla niego tak niewygodne??
                      Zamazując prawdę nie zbuduje autorytetu, ktoś kto boi sie rozliczenia z własną
                      przeszłością nie może liczyć na szacunek i uznanie. Chyba tylko w gremiach
                      SLD... Strach wobec przeszłości jest też strachem wobec IPN, stąd właśnie
                      sławetne głosowanie przeciw finansowaniu tejże instytucji, jakim się wykazał
                      wówczas jako senator SLD. Już nic nie dziwi.
                      • Gość: mgr.nobilit. Re: Tekst IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.07.06, 21:35
                        Slusznie prawisz, Proszkowiak i podziwiam, ze Ci sie chce! Czekam na wywiad w z
                        Toba w NTO z ladnym zdjeciem. Do Spryciuli: Co to Uniwersytet przymiotnikowy?
                        Nie pamietam takiego tematu. Czy to taki, gdzie dyplomy mozna kupic on-line
                        pod numerkiem....?
                  • Gość: Prószkowiak Tekst IP: *.zaodrze.punkt.pl / *.zaodrze.punkt.pl 22.07.06, 19:54
                    Tekst polemiki zgodnie z panującymi w naszym mieście "dobrymi zwyczajami" został
                    odwalony przez redakcję NTO w ramach wzajemnej pomocy komucha dla komucha
    • Gość: barnaba Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.nowyzwm.punkt.pl / 217.197.79.* 23.07.06, 00:59
      No gdzie jest admin albo moderator dyskusji.Miało być o Nicieji frasobliwym a tu
      się kobitki przerzucają priorytetami, bądż udowadnianiem wyższości doktoratu z
      rodziną nad habilitacją singlową - fakt to ciekawe ale w osobnym wątku - i
      jeszcze major z kombatanctwem i Flemingiem. No nie, to typowa polska dyskusja o
      wszystkim i o niczym i Karbowiaku.
      • Gość: lumpeninteligent Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: 217.197.79.* 04.08.06, 18:32
        No co taka cisza, Monika na urlopie? Ciekaw byłbym, co władze uczelni na pomysł
        zamieszczania na stronach internetowych UO wykazu tzw. dorobku naukowego
        poszczególnych pracowników i całych instytutów? Temat podnoszone wielokrotnie i
        zawsze przemilczany!
        • Gość: nocny marek Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.06, 04:46
          do lumpeninteligenta: Twoja ciekawosc jest niezdrowa ! Najpierw Ty "zlustruj"
          sie pod wzgledem Twego dorobku, pokaz kim jestes, przedstaw się, opisz co
          osiagnales, jakie sa Twoje zyciowe wyniki, a potem "skromnie" zapytaj o dorobek
          innych, lumpeninteligencie ! Swietnie sie okresliles ! Tylko lump..... mogl
          wystapic z takim postulatem. Pomyliles internet z corocznym sprawozdaniem
          pracownika przed zwierzchnikiem. Dlaczego pracownik mialby właśnie Tobie
          ukazywac swoj dorobek. Chyba upadles na glowę !
          • Gość: lumpeninteligent Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: 217.197.79.* 05.08.06, 09:50
            Mój post był chyba dość wyraźnie skierowany do Moniki, za którą już się
            stęskniłem :) Co zaś do meritum. Pracownik miałby okazywać dorobek nie mnie,
            ale go upublicznić. Jest opłacany z budżetu i podatnicy mają prawo wiedzieć za
            co płacą. Jeśli przypadkiem jestm pracownikiem uczelni, to też musiałbym to
            zrobić, Twój apel nie ma więc większego sensu. na marginesie - podziwiam styl.
            Proponuję jednak poczytać opinie na Niezależnym Forum Akademickim (
            www.nfa.pl ). Sprawdzić, że moja opinia nie jest odosobniona. Wielu
            pracowników szkół wyższych dostrzega degrengoladę systemu i ratunek widzi m.in.
            w większej jawności życia na uczelniach. Pozostaję z szacunkiem - lump, ofiara
            upadku na głowę.
            • Gość: do lumpen..int Re: jeszcze jeden watrobiarz spragniony pieszczot IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.06, 13:27
              a co z pozostalymi branzami zawodowymi platnymi z budzetu? Lekarze, policjanci,
              wojskowi, kto tam jeszcze ? Sedziowie wszelkiej masci ? Funkcjonariusze sluzb
              specjalnych ABW, CBA itp itd ! Juz widze jak WCM pisze sprawozdanie ile
              woreczkow zolciowych wycial w rozbiciu na plec pacjentow, wiek, plec i staz
              zawodowy lekarzy ! Juz widze jak policja obwieszcza ile wykryla ognisk
              patologii w rozbiciu na ... Jednym slowem twoja zachcianka podyktowana jakas
              chorobliwa ciekawoscia dot UO dowodzi jakiejs glebokiej choroby: chcialbys
              wszystko wiedziec i wszystko zlustrowac i wszystko ocenic oczywiscie z punktu
              widzenia obecnej doktryny politycznej. Podobnie jak autor dzisiejszej repliki
              dla rektora UO w nto ! Niewiele mial do powiedzenia, ale intencja byla
              czytelna: przylapac rektora na milosci do minionego, bo tylko na tej linii
              mozna dac mu prztyczka. Nie wyszlo nic z tego ! Klapa !
              • Gość: lumpeninteligent Re: jeszcze jeden watrobiarz spragniony pieszczot IP: *.nowyzwm.punkt.pl / 217.197.79.* 05.08.06, 13:47
                Nadal upieram się, że brak jawności (nie tylko na uczelniach) bardzo szkodzi
                nam i naszemu krajowi. Dotyczy to zwłaszcza nauki, gdzie brak jawności bardzo
                sprzyja feudalnym, dworskim układom (nmogłoby się okazać, że niektórzy "wielcy"
                są nimi z różnego rodzaju nadań...).
                Przywoływanie w tym kontekście różnych służb specjalnych jest zwykłą demagogią.
                Wyniki pracy szpitala powinny być jawne, jak najbardziej. Dopiero wtedy miałyby
                sens dyskusje o potrzebie np. likwidacji jakiegoś szpitala, czasami zajadle
                toczone na łamach prasy.
                W swoim poście nie zamierzałem "łapać" rektora, ani też personalnie nikogo.
                Jeszcze raz powracam do konieczności zapoznania się z opiniami innych osób -
                np. na stronach NFA. Polecam też uwadze Szanownych Adwersarzy artykuły w
                ostatnim (7-8) numerze "Forum Akademickiego, dostępnym też w sieci.
                I na koniec: myślałem naiwnie, że każdy twórca - a takim niewątpliwie jest (lub
                powinien być) pracownik naukowo-dydaktyczny UO - sam powinien popularyzować
                swoje osiągnięcia, by i inni go mogli docenić :)
              • chilly Re: jeszcze jeden watrobiarz spragniony pieszczot 06.08.06, 16:29
                No, co tak ucichło? studiujemy lektury zalecone przez Lumpeninteligenta?
                • Gość: lumpenintel II Re: jeszcze jeden watrobiarz spragniony pieszczot IP: *.eranet.pl 06.08.06, 18:40
                  Polemista Niciei w nto rozgdakal sie na cala strone gazety drobnym maczkiem i jedyna konstruktywna
                  konkuzja byla sugestia, zeby Nicieja zorganizowal rocznice bum-bum braci Kowalczykow i stanu
                  wojennego i 590 rocznice pierwszej wzmianki o osadnictwie na ziemiach opolskich. Buha,ha,ha,ha....O
                  rety, ale to mialkie!!! A rocznica znalezienia pierwszej glinainej skorupy na Pasiece????
                  Moze i Nicieja wachal sie z niewlasciwymi ludzmi, ale on taki juz jest pyszny i troche naiwny, ale za to
                  napisal Cmentarz Lyczakowski!!!! To jest jego pomnik! (oczywiscie mozna mu zarzucic, ze nie napisal
                  by go bez zgody KGB). A Kowalczykowie to caly polski tragiczny romantyzm: zrobili bombe, ktora
                  wybuchal w zlym czasie. I gdyby od tej bomby np. zalezal los Polski, to by sie znow skonczylo marnie.
                  Kordian pod sypialnia cara sie przypomina.... Kurde, jak dlugo mozna sie karmic tym polskim
                  martyrolo?????
                  • Gość: adan Re: jeszcze jeden watrobiarz spragniony pieszczot IP: *.zaodrze.punkt.pl / *.zaodrze.punkt.pl 06.08.06, 19:17
                    Stary
                    Nie udawaj; z Ciebie lumpenINTELIGENT jak z koziej d... rajzen tasza.
                    Argumenty, jak z zebrania aktywu SLD albo UD ewentualnie PD może SDPL.
                    Rzeczywiście Szczyty Elity.
                    A tak naprawdę
                    Zawiało PRL-em.
                    • Gość: Lumpeninteligent Re: jeszcze jeden watrobiarz spragniony pieszczot IP: *.nowyzwm.punkt.pl / 217.197.79.* 07.08.06, 10:44
                      A konkretnie? Bo na razie tylko wulgaryzmy i ataki ad personam. Co by mogło
                      znaczyć, że miałem rację. Uderz w stół a nożyce (niejedne) się odezwą. Co
                      powinno dać do myślenia władzom UO.
                  • Gość: Kuba trzeba konkretnych inicjatyw a nie krytykanctwa! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.08.06, 17:34
                    Gość portalu: lumpenintel II napisał(a):

                    > Polemista Niciei w nto rozgdakal sie na cala strone gazety drobnym maczkiem i j
                    > edyna konstruktywna
                    > konkuzja byla sugestia, zeby Nicieja zorganizowal rocznice bum-bum braci Kowalc
                    > zykow i stanu
                    > wojennego i 590 rocznice pierwszej wzmianki o osadnictwie na ziemiach opolskich
                    > . Buha,ha,ha,ha....O
                    > rety, ale to mialkie!!! A rocznica znalezienia pierwszej glinainej skorupy na
                    > Pasiece????
                    > Moze i Nicieja wachal sie z niewlasciwymi ludzmi, ale on taki juz jest pyszny i
                    > troche naiwny, ale za to
                    > napisal Cmentarz Lyczakowski!!!! To jest jego pomnik! (oczywiscie mozna mu zarz
                    > ucic, ze nie napisal
                    > by go bez zgody KGB). A Kowalczykowie to caly polski tragiczny romantyzm: zrobi
                    > li bombe, ktora
                    > wybuchal w zlym czasie. I gdyby od tej bomby np. zalezal los Polski, to by sie
                    > znow skonczylo marnie.
                    > Kordian pod sypialnia cara sie przypomina.... Kurde, jak dlugo mozna sie karmic
                    > tym polskim
                    > martyrolo?????




                    Polemista prof. Nicieji (Zbigniew Bereszyński) podał konkretne przykłady
                    inicjatyw służących przełamywaniu politycznych barier, na których utrzymywanie
                    się tak utyskiwał rektor UO. Uczynił to z całą kurtuazją wobec rektora, nie po
                    to, żeby mu "dokopać" (co byłoby bardzo łatwe w kontekście rozmaitych faktów
                    z życiorysu JM!), ale po to, by wskazać na jałowość ogólnikowego narzekania na
                    teraźniejszość i konieczność aktywnego zwrócenia się ku przyszłości. Jako
                    działacz Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej oraz autor poważnych
                    publikacji historycznych o charakterze naukowym przedstawił konkretne propozycje
                    działań mogących mieścić się we wspólnym obszarze zainteresowań Stowarzyszenia
                    oraz historyków z UO, a także samego rektora, który też jest historykiem. Nie
                    widzę w tym niczego śmiesznego, ale dla widać dla Lumpeinteligenta II samo
                    zajmowanie się historią jest czynnością niepoważną.

                    Jeżeli Lumpeinteligent II ma jakieś lepsze propozycje działań mogących
                    przyczynić się do integracji naszej lokalnej społeczności, to niech je
                    przedstawi, zamiast w sztubacki sposób wyśmiewać się z tego co mają do
                    zaproponowania inni. Piszę to bez żadnej złośliwości, bo uważam, że oprócz
                    współpracy w dziedzinie popularyzacji wiedzy historycznej możliwe są z pewnością
                    również działania integracyjne na innych obszarach. Trzeba jednak takich
                    możliwości aktywnie poszukiwać, a nie uprawiać jałowe krytykanctwo i złośliwe
                    kopanie po kostkach tych, którzy próbują robić coś konkretnego na miarę swoich
                    sił i możliwości.

                    Co do planowanego na rok 2007 jubileuszu 790-lecia najstarszej wzmianki na temat
                    osadnictwa na prawie zachodnim na terenie Opola, to pomysł taki został już dawno
                    temu podsunięty władzom miejskim Opola przez miejscowe środowisko naukowe. Nie
                    jest to wcale pomysł Bereszyńskiego, który jedynie zaproponował wykorzystanie
                    tego jubileuszu dla podjęcia działań o charakterze integracyjnym. Sam
                    Bereszyński był wcześniej zwolennikiem urządzenia jubileuszu 750-lecia miasta
                    lokacyjnego w Opolu z okazji przypadającej na rok 2004 najstarszej zachowanej
                    wzmianki na ten temat (poświęcił nawet tej sprawie jeden z artykułów
                    opublikowanych w "Śląskim Kwartalniku Historycznym - Sobótka"). Niestety, pomysł
                    ten nie spotkał się z szerszym zainteresowaniem, ponieważ przeważyło zdanie
                    zwolenników organizacji jubileuszu 790-lecia innego faktu w roku 2007.
                    Ewentualne pretensje z tego powodu należy kierować pod zupełnie innym adresem,
                    a konkretnie pod adresem miejscowego środowiska naukowego, które dwa lata temu
                    przegapiło jubileusz 750-lecia miasta (i związaną z tym szansę promocji Opola).


            • Gość: PROWINCJUSZ Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.rcb.vectranet.pl / 88.156.70.* 12.08.06, 13:25
              Pyta Pan dlaczego nie mial Pan kontrkandydata ? Albo oceniaja Pana tak dobrze ,
              ze nie chca zmian - wowczas tylko pogratulowac - albo ma racje Wielce Szanowny
              Prezydent mowiac o ,,lumpeninteligencji,,...
              • Gość: koń Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.06, 18:17
                Niech sie zapisze tera do Samoobrony, był już w SLD. Przy jego dużych wszekich
                umiejętnościach zajął by powstałe wakaty.
                • Gość: K_Meleon Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.centrum.punkt.pl 25.12.06, 19:14
                  Do Samoobrony, to może nie - szkoda człowieka.

                • Gość: xxx Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.12.06, 13:56
                  Odczepcie sie od faceta, jak jestescie tacy madrzy to sami cos zrobcie.
                  • Gość: hero Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.06, 19:59
                    TAK, TAK. Zostawcie Rektora Stanisława w spokoju. Niech nie myśli już o karierze
                    politycznej w SLD, ani też w Samoobronie. Niech zajmie się edukacją
                    młodzieży-studentów i studentek / w swej młodości znany był wszak z szerokich
                    swych możliwości różnego rodzaju / historii naszego ukochanego uniwersytetu,
                    którzy w klubie uczelnianym podnoszą ręcę, jak zbrodniarze hitlerowscy, a
                    później odwołują się do rzymskich tradycji. Podobnie jak autor skandalu,
                    kłamstwa oświęcimskiego, ach wszak to także uczeń a nawet dawny doktorant
                    Rektora Stanisława.
                    VIVA STANISALAUS, VIVA, VIVA NIECHAJ CAłE OPOLE TAK śPIWA
                    • Gość: ?????? Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.12.06, 20:05
                      Co na to Monika? Czy to prawda na temat zachowania się bywalców klubu
                      uczelnianego ?!
                      • Gość: monika bis Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: 195.117.22.* 05.01.07, 13:12
                        Niechaj zrobią z tymi całymi wystąpieniami władze uczelni porządek. Jest to
                        wstyd dla opolskiego środowiska.
                        • Gość: gość Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.01.07, 13:24
                          Dobrze byłoby, żeby wreszcie zrobiono porządek również z b. kapitanem SB
                          Grzegorzem Kłosińskim, zatrudnionym na UO na stanowisku wicekanclerza. Ktoś o
                          takiej przeszłości nie powinien fukcjonować na podobnym stanowisku. Żeby z głodu
                          nie umarł, może pracować na portierni i pilnować budynków uniwersytetu przed
                          złodziejami, ale nie ma czego szukać na stanowisku dyrektorskim. Trzymanie go na
                          takim stanowisku to też wstyd dla całego opolskiego środowiska akademickiego!
                          • Gość: koń Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.07, 18:38
                            Otrzymuje chyba emeryturę i to niezła. Niechaj Rektor przypatrzysie tej sprawie.
                          • Gość: lolek Re: Rektor Nicieja w NTO pelen goryczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.07, 18:52
                            Podaj więcej szczegółów całej sprawy.
                          • Gość: gość esbek wicekanclerzem UO IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.01.07, 19:39
                            fragmenty książki Zbigniewa Bereszyńskiego:



                            Z dniem 26 kwietnia 1982 r. Prokurator Wojskowy Prokuratury Garnizonowej
                            w Opolu, na wniosek Wydziału Śledczego Komendy Wojewódzkiej MO w Opolu, wszczął
                            śledztwo w sprawie osób prowadzących działalność konspiracyjną na terenie Opola
                            w ramach struktury, na której czele stał formalnie Stanisław Jałowiecki [...]
                            Przyjęty plan czynności operacyjno-śledczych przewidywał jednoczesne
                            przeprowadzenie szerokiej akcji przeszukań u osób podejrzanych o prowadzenie
                            działalności konspiracyjnej lub o utrzymywanie związków z osobami parającymi się
                            taką działalnością. W ślad za tym miały następować zatrzymania osób
                            podejrzanych. Akcja ta miała rozpocząć się 27 kwietnia 1982 r. o godz. 6 rano
                            [...] Jednym z uczestników akcji był inspektor Grzegorz Kłosiński z KW MO w
                            Opolu. Przy udziale por. Grzegorza Zasiecznego jako protokolanta, przeprowadził
                            on rewizję u Tadeusza Małachowskiego, gdzie zakwestionowano m. in. następujące
                            materiały: dwie książki Aleksandra Sołżenicyna, książkę Liberalizm dzisiaj,
                            taśmę magnetofonową z relacją z wydarzeń bydgoskich w marcu 1981 r., kalkomanię
                            do tkanin z nadrukiem „Solidarność”, dwie paczki odbitek fotograficznych ze
                            znakiem Polski Walczącej i napisem „Solidarność zwycięży”, klepsydrę z
                            kalkomanią „Solidarności”, „ulotki z nadrukiem wykonanym stemplem z hasłami
                            »Solidarność zwycięży« na tle kotwicy obrazującej symbol Polski Walczącej”, dwa
                            negatywy fotograficzne ze zdjęciami ze strajku okupacyjnego na opolskiej WSI,
                            rękopisy wierszy oraz różne notatki.

                            W ostatniej dekadzie sierpnia 1983 r. na terenie Głuchołaz, Prudnika, Głogówka
                            i Nysy pojawiła się znaczna ilość solidarnościowej “bibuły”, w której apelowano
                            o czynne upamiętnienie zbliżającej się właśnie trzeciej rocznicy podpisania
                            historycznych porozumień z sierpnia 1980 r. poprzez udział w nabożeństwach
                            rocznicowych, bojkotowanie reżimowej prasy itd. (“Sygnały Wojenne” z datą 29
                            sierpnia 1983 r., ulotki z oświadczeniem “Solidarność” do wszystkich mieszkańców
                            Opolszczyzny) [...] W odpowiedzi na kolportaż „bibuły” Służba Bezpieczeństwa
                            przeprowadziła akcję represyjną, w ramach której 31 sierpnia 1983 r. dokonano
                            przeszukań u pięciu mieszkańców Głuchołaz [...] W akcji tej uczestniczył m. in.
                            ppor. Grzegorz Kłosiński z Wydziału Śledczego WUSW w Opolu [...] Był on
                            kierownikiem grupy, która przeprowadziła rewizję u Daniela Radwańskiego [...]

                            [...] w dniu 19 października 1983 r. Służba Bezpieczeństwa przeprowadziła jedną
                            z największych akcji represyjnych na Opolszczyźnie w całym okresie “wojny
                            polsko-jaruzelskiej”. Jednego dnia, dokładnie o tej samej godzinie (szóstej
                            rano), przeprowadzono wówczas rewizje w mieszkaniach 24 czterech działaczy
                            “Solidarności” pracowniczej i “Solidarności” rolniczej w różnych miejscowościach
                            województwa opolskiego [...] Jednym z głównych uczestników akcji z 19
                            października 1983 r. był wspomniany już wcześniej ppor. Grzegorz Kłosiński z
                            Wydziału Śledczego WUSW w Opolu. Był on kierownikiem grupy, która przeprowadziła
                            wówczas rewizję w mieszkaniu Henryka Nowaczka w Prudniku. Pozostałymi członkami
                            owej grupy byli ppor. Czesław Podmokły i kpr. Jan Załanowski z RUSW w Prudniku,
                            a także Stanisław Kaleta, spełniający rolę kierowcy. Grupa Kłosińskiego
                            przeprowadziła rewizję pod nieobecność H. Nowaczka. Obecna była tylko żona H.
                            Nowaczka, która jednak odmówiła udziału w przeszukaniu i nie podpisała protokołu
                            przeszukania. W wyniku rewizji zakwestionowano znaczną ilość maszynopisów [...]

                            Licząc na przełamanie zastoju w śledztwie, Służba Bezpieczeństwa
                            postanowiła przeprowadzić kolejną dużą akcję przeszukań i zatrzymań , którą
                            objęto tym razem głównie (choć nie tylko) osoby z kręgu regionalnej
                            „Solidarności” rolniczej [...] Akcja ta została przeprowadzona w dniu 29
                            listopada 1983 r. [...] Również w tej akcji jedną z ważniejszych ról odegrał
                            wzmiankowany parokrotnie powyżej ppor. Grzegorz Kłosiński z Wydziału Śledczego
                            WUSW w Opolu [...] Tym razem był on kierownikiem grupy operacyjno-śledczej,
                            która przeprowadziła rewizję u Tadeusza Wiewiórki w Zawiszycach koło Głubczyc.
                            Pozostałymi członkami grupy byli: ppor. Marek Cieniuch i Piotr Grzybowski [...]

                            W ślad za akcjami przeszukań z 19 października i 29 listopada 1983 r. zostały
                            w listopadzie i grudniu 1983 r. przeprowadzone liczne przesłuchania, których
                            miejsce stanowił Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Opolu [...] 19 grudnia
                            1983 r. tenże mł. chor. J. Stankiewicz przesłuchał Józefa Fiałkowskiego. Przy
                            przesłuchaniu obecny był ppor. Grzegorz Kłosiński (zgodnie z zapisem w protokóle
                            przesłuchania, protokół został odczytany przesłuchiwanemu w obecności ppor.
                            Kłosińskiego) [...]

                            Sytuacja powtórzyła się w październiku 1985 r., gdy podziemna
                            “Solidarność” kluczborska przeprowadziła kolejną dużą akcję kolportażową, w
                            ramach której rozprowadzono w szczególności materiały apelujące o zbojkotowanie
                            zaplanowanych na dzień 13 października wyborów do Sejmu PRL [...] sukcesem SB
                            było ujęcie jednego z uczestników akcji kolportażowej, Józefa Bajora,
                            przewodniczącego Komisji Rewizyjnej przy Międzyzakładowej Komisji Związkowej
                            NSZZ “Solidarność” w Kluczborku. 8 października 1985 r. J. Bajor został
                            przesłuchany w Kluczborku przez ppor. J. Stankiewicza z Wydziału Śledczego WUSW
                            w Opolu przy udziale innego funkcjonariusza tegoż wydziału, por. Grzegorza
                            Kłosińskiego, jako protokolanta.






                            • Gość: gość1 Re: agent arcybiskupem IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.07, 19:57
                              "Samym faktem tego uwikłania skrzywdziłem Kościół. Skrzywdziłem go ponownie,
                              kiedy w ostatnich dniach, w obliczu rozgorączkowanej kampanii medialnej,
                              zaprzeczyłem faktom tej współpracy" - napisał abp Wielgus w piątek w specjalnej
                              odezwie do kapłanów i wiernych archidiecezji, która zostanie odczytana w
                              kościołach w sobotę - w przeddzień ingresu.

                              "Wystawiło to na szwank wiarygodność wypowiedzi ludzi Kościoła, w tym również
                              solidaryzujących się ze mną Księży Biskupów. Wiem, że dla wielu z Was, Bracia i
                              Siostry, to minięcie się z prawdą stanowi fakt nie mniej bolesny, niż tamto
                              uwikłanie sprzed wielu lat" - napisał.

                              Odnosząc się do dokumentów z Instytutu Pamięci Narodowej, z którymi zapoznała
                              go Komisja Historyczna Konferencji Episkopatu, abp Wielgus uznał, że mówią one
                              w znacznej mierze o tym, czego od niego oczekiwano, czy mu sugerowano.

                              "Nie mówią jednak o tym, w jakim stopniu tym żądaniom się poddałem. Wskazują na
                              to, że starałem się nie wypełniać sugerowanych mi poleceń. Zadaniem historyków
                              jest w dalszym ciągu to wyjaśniać" - dodał.
                              • Gość: gość kto gorszy: agent czy esbek? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.01.07, 20:16
                                Kto bardziej zasługuje na potępienie: dawny agent czy dawny esbek, jeden z tych,
                                co łamali ludziom charaktery i szmacili moralnie, zmuszając ich do haniebnej
                                współpracy? Jeżeli stawia się dzisiaj pod pręgierzem ludzi, którzy poszli na
                                współpracę z SB, może zmuszeni do tego groźbą czy szantażem, to tym bardziej
                                zasługują na to dawni esbecy. Dla tego typu osobników, którzy kiedyś niszczyli
                                lub szmacili ludzi, nie powinno być miejsca w naszym życiu publicznym, zwłaszcza
                                w środowiskach akademickich!
                                • Gość: spioch Re: kto lepszy ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.07, 06:40
                                  wstaje przecieram oczy i co widze, dalej leci serial o tym kto w dzisiejszej
                                  Polsce lepszy agent czy esbek ? A ja myśle, że to jalowe ! Nic nie zrobimy
                                  takimi polajankami. Trzymajmy sie ustaw i litery prawa. Jesli ci ludzie
                                  uczciwie dzis pracuja i spelniaja wszystkie obowiazki obywatelskie to po co ta
                                  zemsta ? Jesli maja na sumieniu jakies wystepki, zbrodnicze czyny to oczywiście
                                  jest prokuratura i sad. Chyba ciagle zyjemy w panstwie praworzadnym. Nie
                                  starajmy sie byc gorliwcami, ktorzy nie spoczna az byly por. Klosinski zostanie
                                  wyrzucony na zbity pysk. Jesli zaniedba sprawy, narazi na straty, spowoduje
                                  wielkie szkody to sa od tego postepowania prokuratorskie. Jesli obecna koalicja
                                  dopracuje sie w sejmie ustawy o karaniu bylych esbekow za sam fakt pracy w SB
                                  to ja to tez bede musial zaakceptowac. Nie zapominajmy przy tym ze byly to
                                  organa państwa. Moze starajmy sie zrozumiec ze tamto niedoskonale panstwo
                                  odeszlo do historii, a dzis troszczmy sie by rzadzaca koalicja rzadzila madrze
                                  ku pozytkowi obecnego panstwa i nas zyjacych Polakow. Szkoda rozpraszac naszej
                                  spolecznej energii.
                                  Wiec poki co zajmujmy sie nasza praca, a zolc wlasna trzymajmy na rozsadnym
                                  poziomie.
                                  I na koniec do pana dr Bereszynskiego: prosze nie uprawiac tu autoreklamy i
                                  nie prowadzić prywatnych wojen ! W akcjach stanu wojennego, który uratował
                                  Polske od wojny domowej i masakry w niewyobrażalnym rozmiarze bral udzial caly
                                  aparat panstwa. Chce Pan ich wszystkich dzis wyrzucic z pracy na zbity pysk?
                                  Chyba Pan oszalał ! Idziemy w strone faszymu czy co ? Jakis idiota zestawil tu
                                  dla zohydzenia ludzi pracujacych w polskich organach polskiego państwa, bo
                                  innego nie bylo, Gestapo, NKWD, SB i cos tam jeszcze. Ale zapomnial dodac inne
                                  tajne sluzb: UOP ABW CIA BND i tp. Czy ludzie z SB zajmowali sie wynajdywaniem
                                  Zydów i wysylaniem ich do gazu, czy ludzie z SB zajmowali sie zaludnianiem
                                  sybersyjskich obozow, masowym rozstrzeliwaniem milionow niewiennych obywateli
                                  wg przyjetego grafika rozwałki? To byli w 99%, no może 98% uczciwi Polacy
                                  pracujacy dla Polski takiej jaka byla wtedy mozliwa, broniacy czestokroc
                                  polskich interesow wbrew sowieckim poleceniom i pragnieniom. Dzisiaj mozliwa
                                  jest inna Polska, wiec raczej dbajmy tylko o to, by w naszych dzisiejszych
                                  warunkach w tajnych sluzbach pracowali sami super uczciwi Polacy bez skazy.
                                  • Gość: gość Re: kto lepszy ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.01.07, 10:22
                                    Trzeba być chorym na umyśle, żeby nazywać uczciwymi Polakami, pracującymi dla
                                    Polski, ludzi, których "praca" polegała na ściganiu i pakowaniu ludzi do więzień
                                    za to tylko, że ośmielali się myśleć o wolnej Polsce! Osobnicy w rodzaju G.
                                    Kłosińskego nie służyli Polsce tylko Sowietom i ich miejscowej agenturze, która
                                    hojnie im płaciła za ich brudną robotę. G. Kłosińskiemu nie chodziło o Polskę,
                                    ale wyłącznie o pieniądze. Kilkanaście miesięcy temu w rozmowie z dziennikarką
                                    Gazety Wyborczej wyznał on otwarcie, że poszedł do SB wyłącznie dla pieniędzy,
                                    bo tam płacili lepiej niż gdzie indziej. Nic dodać nic ująć! Robienie dziś na
                                    siłę z kogoś takiego patrioty, który trudził się dla Polski, to jawna kpina!

                                    Nikt tu nic chce robić żadnej krzywdy Kłosińskiemu. Nikt nie apeluje o to, by
                                    wpakować go więzienia, tak jak on 25 lat temu wpakował na wiele miesięcy do
                                    więzienia Tadesza Małachowskiego, działacza podziemnej "Solidarności" z Opola.
                                    Nikt nie chce pozbawiać go środków do życia i skazywać na śmierć głodową. Niech
                                    uczciwie pracuje, wykonując taką pracę, do jakiej ma odpowiednie kwalifikacje
                                    merytoryczne i moralne. Ale niech nie pcha się na stanowiska dyrektorskie w
                                    państwowej szkole wyższej, bo jest tego niegodny, zwłaszcza w sytuacji, gdy
                                    tysiące młodych ludzi o niegorszym niż on przygotowaniu merytorycznym zmuszonych
                                    jest wyjeżdżać za granicę w poszukiwaniu pracy. Jeżeli prof. Nicieja założy
                                    kiedyś z własnych pieniędzy prywatną uczelnię, może tam sobie zatrudnić
                                    Kłosińskiego jako dyrektora, ale jako płacący uczciwie podatki obywatel tego
                                    państwa, nie życzę sobie, że ktoś taki był dyrektorem za nasze pieniądze.

                                    Nie będę pisać do Spiocha, żeby się obudził i przejrzał na oczy, bo byłoby to
                                    wołanie daremne. Jego umysł śpi, podobnie jak jego świadomość moralna, i już
                                    raczej nigdy się nie przebudzi. To jeszcze jedna żywa skamielina z czasów PRL,
                                    przedstawiciel gatunku na wymarciu. To co tutaj piszę, jest adresowane wyłącznie
                                    do innych forumowiczów, którym takie skamieliny polityczne jak Spioch ciągle
                                    jeszcze próbują mieszać w głowach.
                                    • Gość: gość Re: kto lepszy ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.01.07, 10:25
                                      Trzeba być chorym na umyśle, żeby nazywać uczciwymi Polakami, pracującymi dla
                                      Polski, ludzi, których "praca" polegała na ściganiu i pakowaniu ludzi do więzień
                                      za to tylko, że ośmielali się myśleć o wolnej Polsce! Osobnicy w rodzaju G.
                                      Kłosińskego nie służyli Polsce tylko Sowietom i ich miejscowej agenturze, która
                                      hojnie im płaciła za ich brudną robotę. G. Kłosińskiemu nie chodziło o Polskę,
                                      ale wyłącznie o pieniądze. Kilkanaście miesięcy temu w rozmowie z dziennikarką
                                      Gazety Wyborczej wyznał on otwarcie, że poszedł do SB wyłącznie dla pieniędzy,
                                      bo tam płacili lepiej niż gdzie indziej. Nic dodać nic ująć! Robienie dziś na
                                      siłę z kogoś takiego patrioty, który trudził się dla Polski, to jawna kpina!

                                      Nikt tu nic chce robić żadnej krzywdy Kłosińskiemu. Nikt nie apeluje o to, by
                                      wpakować go więzienia, tak jak on 25 lat temu wpakował na wiele miesięcy do
                                      więzienia Tadesza Małachowskiego, działacza podziemnej "Solidarności" z Opola.
                                      Nikt nie chce pozbawiać go środków do życia i skazywać na śmierć głodową. Niech
                                      uczciwie pracuje, wykonując taką pracę, do jakiej ma odpowiednie kwalifikacje
                                      merytoryczne i moralne. Ale niech nie pcha się na stanowiska dyrektorskie w
                                      państwowej szkole wyższej, bo jest tego niegodny, zwłaszcza w sytuacji, gdy
                                      tysiące młodych ludzi o niegorszym niż on przygotowaniu merytorycznym zmuszonych
                                      jest wyjeżdżać za granicę w poszukiwaniu pracy. Jeżeli prof. Nicieja założy
                                      kiedyś z własnych pieniędzy prywatną uczelnię, może tam sobie zatrudnić
                                      Kłosińskiego jako dyrektora, ale jako płacący uczciwie podatki obywatel tego
                                      państwa, nie życzę sobie, żeby ktoś taki był dyrektorem za nasze pieniądze.

                                      Nie będę pisać do Spiocha, żeby się obudził i przejrzał na oczy, bo byłoby to
                                      wołanie daremne. Jego umysł śpi, podobnie jak jego świadomość moralna, i już
                                      raczej nigdy się nie przebudzi. To jeszcze jedna żywa skamielina z czasów PRL,
                                      przedstawiciel gatunku na wymarciu. To co tutaj piszę, jest adresowane wyłącznie
                                      do innych forumowiczów, którym takie skamieliny polityczne jak Spioch ciągle
                                      jeszcze próbują mieszać w głowach.
                                      • Gość: byk Re: kto lepszy ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.07, 19:26
                                        CO TO JEST ZA SZKOłA?
                                      • Gość: canabis Re: Komucxhy lubią być w kupie. IP: *.centrum.punkt.pl 19.01.07, 19:51
                                        Bardzo mi się podoba Twój post gościu. Cechuje go rzeczowość i rzadko
                                        spotykany brak nienawiści. Zgadzam się z Tobą. Pan G. Kłosiński nie powinien
                                        pracować na naszej uczelni. Nie chcemy go tam. G. Kłosiński to hańba dla UO!!!!

                                        Choć rozumiem Rektora - komuchy lubią być w kupie. Jak owsiki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka