Dodaj do ulubionych

Okiem mrówki, okiem ptaka

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.08, 11:15
Tytuł tego wątku nawiązuje do mojego tekstu, opublikowanego w numerze 5-6
(89-90) z maja-czerwca 2008 pisma "Indeks", wydawanego przez Uniwersytet
Opolski. W kolejnych postach napiszę o tym obszerniej.
Obserwuj wątek
    • Gość: Piotr Badura Dlaczego napisałem do "Indeksu" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.08, 11:30
      Od marca 2008 prowadzę na tym forum dyskusję poświęconą tematowi "Marzec 1968".
      Moje poglądy na ten temat trochę odbiegają od powszechnie przyjętych. Można się
      z nimi zapoznać w wątkach:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=77072277
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=81700211
      Redakcja "Indeksu" też miała okazję zapoznać się z tymi wątkami i uznała
      zapewne, że warto pokazać swym czytelnikom, iż w sprawie Marca 1968 zdarzają się
      też poglądy odbiegające od powszechnie przyjętych. Dlatego napisałem do
      "Indeksu" krótki tekst, sygnalizujący tylko główne punkty mego stanowiska. Tekst
      ten wkleję w kolejnym poście, a tu podaję adres, pod którym forumowicze znajdą
      wydanie "Indeksu", w którym on się ukazał:
      www.indeks.uni.opole.pl/pdf/indeks-8990.pdf
    • Gość: Piotr Badura Tekst "Okiem mrówki..." z "Indeksu" 5-6/2008 (1) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.08, 11:36
      Marzec’68 – okiem mrówki, okiem ptaka
      Czy w sprawie Marca’68 mamy do czynienia z jakąś ogromną manipulacją? Dla mnie
      jest to wyjątkowo niejasny etap naszych dziejów, tymczasem wciąż spotykam się z
      nadzwyczaj łatwym formułowaniem kategorycznych wypowiedzi, których nie popiera
      się mocnymi dowodami.
      Bardzo uproszczona, ale też bardzo popularna interpretacja Marca’68 jest taka,
      że młodzież i intelektualiści zaprotestowali przeciwko zdjęciu z afisza
      „Dziadów”, a władze w odwecie rozpętały kampanię antysemicką, wypędzając z kraju
      kilkanaście tysięcy Żydów. Zawsze dziwiłem się, że ludzie, słysząc taką
      interpretację, nie pytają, dlaczego wypędzono właśnie Żydów, a nie np. Niemców.
      Czy Żydzi pełnią rolę chłopca do bicia?
      Dziwiło mnie też co innego. Być może moja młodość upłynęła w jakimś nietypowym
      środowisku, ale pamiętam, że przed 1968 wielu ludzi, których znałem, marzyło o
      tym, by móc wyemigrować z Polski. Nieliczni, którym pozwalano wyjechać, jechali
      pod zastaw rodziny. Gdyby nie wrócili, to nikt z rodziny nigdy by już nie wyjechał.
      Zdarzało się, że ktoś „wybierał wolność” za cenę rozłąki z rodziną. Miałem w
      klasie kolegę, którego ojciec nie wrócił, chyba jeszcze wtedy, gdy ten kolega
      był przedszkolakiem. Jego matka przez długie lata starała się o wyjazd wraz z
      synem do męża i ojca. Gotowa była zostawić tu wszystko państwu. Dostali
      pozwolenie po kilkunastu latach starań, a w międzyczasie jakoby wypędzano Żydów.
      To nie bardzo da się zrozumieć.
      O rozpętanie „haniebnej kampanii antysemickiej” oskarża się Władysława Gomułkę.
      Nie jest przecież tajemnicą, że żona Władysława Gomułki była działaczką
      żydowską, zarówno przed, jak i po II wojnie. Czy nie dziwi, że ktoś, kto od
      młodości do śmierci pozostaje w trwałym i silnym związku z Żydówką, miałby być
      antysemitą?
      Przy omawianiu Marca’68 dokonuje się wielu manipulacji. Pierwsza z tych
      manipulacji polega na odrywaniu Marca’68 od wojny izraelsko-arabskiej 5-10
      czerwca 1967, tzw. wojny sześciodniowej. W wyniku tej wojny Polska zerwała
      stosunki dyplomatyczne z Izraelem. To oznaczało stan ogromnego napięcia między
      naszymi państwami. Czy można więc przemilczać ten element sytuacji, skoro
      Marzec’68 był powiązany z Izraelem?
      Druga manipulacja polega na zmniejszaniu znaczenia sprawy „Dziadów” i marcowych
      protestów. Tzw. kampanię antysemicką 1968 roku tłumaczy się w tym przypadku
      głównie wojną sześciodniową. Tymczasem dynamika wydarzeń była zupełnie inna
      przed marcowymi protestami, a zupełnie inna po nich.
      Trzecia manipulacja to abstrahowanie od sytuacji na świecie. W 1968 gorąco było
      nie tylko w Polsce. Pogląd, że był to czysty przypadek i wszystkie te wydarzenia
      nie miał ze sobą żadnego związku razi naiwnością. Jeśli jednak te wydarzenia
      miały jakiś związek ze sobą, to nie można chyba analizować tego, co działo się w
      Polsce w oderwaniu od tego, co działo się w innych krajach.
      Czwarta manipulacja polega na zapominaniu o istnieniu państwa Izrael i o
      stosunku tego państwa do Polski. Bardzo łatwo formułuje się pogląd, że
      proizraelskie sympatie okazywane przez część polskich obywateli po wojnie
      sześciodniowej „rozwścieczyły Moskwę”, a Gomułkę „wprowadziły w stan skrajnego
      szaleństwa”. Gdybyśmy jednak chcieli znaleźć tak barwne określenia reakcji
      Izraela na zerwanie z nim przez Polskę stosunków dyplomatycznych, to pewnie nie
      znaleźlibyśmy.
      Czy dla Izraela było rzeczą obojętną zerwanie z nim przez Polskę stosunków
      dyplomatycznych? Odpowiedź twierdząca dowodziłaby pewnie naiwności. Reakcja
      Moskwy na wojnę sześciodniową była do przewidzenia, więc trudno by budziła
      wielkie emocje. Reakcja Warszawy chyba nie była taka oczywista. Skoro tak, to
      musiała polityków izraelskich bardzo zaboleć. Przecież Rumunia odmówiła zerwania
      stosunków dyplomatycznych z Izraelem. Dlaczego Polska nie postąpiła tak, jak
      Rumunia?
      Jeśli jednak przyjęlibyśmy, że stanowisko Polski wywołało w Izraelu złość, to
      musielibyśmy zapytać: i co dalej? Czy politycy izraelscy policzyli do dziesięciu
      i spokój wrócił? Myślę że nie. Myślę, że jakieś działania w sprawie polskiej
      były przez Izrael podejmowane. W takim razie, analizując wydarzenia z lat
      1967-1968 nie można zapominać o państwie Izrael.
      Manipulacją może też być stawianie znaku równości między antysyjonizmem i
      antysemityzmem. Syjonista to jednak nie to samo, co Żyd. Lata 1967-1968 dość
      słabo pamiętam, ale nie odnosiłem wtedy wrażenia, że syjonista oznacza Żyd.
      Jeśli chce się oskarżać głoszących antysyjonizm, że chodziło im naprawdę o
      antysemityzm, to trzeba przedstawić jakieś dowody. No chyba że przyjmiemy
      zasadę, iż dowodzić trzeba niewinności a nie winy. Nigdy nie trafiłem na żaden
      dowód, że np. Władysław Gomułka uważał, iż syjonista to inna nazwa Żyda.
      Z relacji osób, uczestniczących w przygotowaniu inscenizacji „Dziadów”, można
      wywnioskować, że zarówno przygotowanie tej inscenizacji, jak i późniejszy
      przebieg kolejnych spektakli, miały wyczuwalny charakter prowokacji. Problemem
      dla osób w tym uczestniczących było jednak zrozumienie, kto stoi za tą
      prowokacją i przeciwko komu jest ona wymierzona. Czy umielibyśmy dziś
      odpowiedzieć na te pytania?
      Demonstracja, która odbyła się po zdjęciu „Dziadów” też sprawiała bardzo dziwne
      wrażenie. Czy możemy analizować wydarzenia lat 1967-1968, skoro nie odpowiadamy
      na pytania: kto, przeciw komu i po co te prowokacje wokół „Dziadów” organizował?
      (cd. w następnym poście)
    • Gość: Piotr Badura Tekst "Okiem mrówki..." z "Indeksu" 5-6/2008 (2) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.08, 11:39
      (dokończenie tekstu z poprzedniego postu)
      Wielki park można opisywać z perspektywy mrówki, a można też z perspektywy
      ptaka. Mrówka widzi bardzo dokładnie szczegóły. Mogłaby drobiazgowo opisywać
      napotykane na swej drodze kamyki, patyczki, jakieś źdźbła trawy etc. Ptak tego
      wszystkiego nie widzi. On nie zna szczegółów. Który opis parku uznalibyśmy
      jednak za lepszy?
      Przypominam sobie z dawnych lat maleńki fragment wywiadu telewizyjnego, chyba z
      Melchiorem Wańkowiczem. Powiedział on, że fakty są jak kamyki na plaży. Są ich
      miliony. Nie ma takiej mozaiki, której nie można by ułożyć z kamyków zebranych
      na plaży. Ta wypowiedź zapadła mi głęboko w pamięć. Cóż z tego, że każdy fakt z
      osobna jest prawdziwy, skoro wybrano je i zestawiono tak, by ułożony obraz był
      fałszywy. Mrówka oglądająca w parku szczegół po szczególe nigdy nie wie, czy te
      szczegóły składają się na prawdziwy, czy fałszywy obraz parku.
      Jaki obraz wydarzeń 1967-1968 będzie mieć mrówka, która trafi np. na taki fakt,
      jak opublikowany w „Gazecie Wyborczej” wywiad Teresy Torańskiej z Anną de
      Tusch-Lec. Rodzina pani Anny wyjechała jako „wypędzona” do Izraela. Pani Anna
      mówi jednak Teresie Torańskiej, że po latach w Izraelu ojciec wyznał jej, że
      wcale nie wyjeżdżali z powodu antysemityzmu, ale dlatego, że on w czasach
      stalinowskich był w UB. Z tego powodu chciał wyjechać z rodziną do Izraela już
      po 1956, ale go nie wypuszczono. Skorzystał więc z okazji po Marcu’68.
      A co ma powiedzieć mrówka, która trafia na informację, że premier Izraela Golda
      Meir na posiedzeniu Międzynarodówki Socjalistycznej broniła Władysława Gomułki
      jako tego, który w 1968 pozwolił Żydom wyjeżdżać do Izraela, podczas gdy np. w
      ZSRR musieli w tym celu porwać samolot, bo nie chciano ich wypuścić. Dla premier
      Izraela Władysław Gomułka był tym, który wypuścił Żydów, a nie wypędził Żydów.
      Jeśli zatem nie chcemy w swych poglądach zależeć od przypadku, to trzeba chyba
      podjąć się trudu szerszego badania faktów. Trzeba np. ustalić ilu konkretnie
      Żydów zwolniono z pracy i czym uzasadniano te zwolnienia. Przecież zwalniany
      dostaje jakiś dokument. Gdy uzasadnienie zwolnienia jest fałszywe bądź
      niedopuszczalne, to idzie się do sądu. Trzeba więc sprawdzić, ile było takich
      spraw sądowych, jakie zapadały wyroki, kto je wydawał etc.
      Na koniec jeszcze jedna uwaga. Gdy stanie się coś złego, a w Polsce w 1968 stało
      się coś złego, i trudno ustalić sprawcę zła, to stosowana jest taka praktyka, że
      zakłada się, iż sprawcą jest raczej ten, kto ma motyw. Jaki motyw miała Polska?
      Przecież w 1968 poniosła ogromną stratę. Straciła kilkanaście tysięcy obywateli,
      w tym wielu w sile wieku i dobrze wykształconych, a ponadto mocno nadwerężono
      jej reputację. Z drugiej strony np. Izrael zyskiwał. Za darmo przybyli mu nowi
      obywatele (parę lat później RFN musiał za takie coś płacić), a ponadto jego
      przeciwnik (a tak należy widzieć relacje polsko-izraelskie po wojnie
      sześciodniowej) stracił na reputacji. Nie można tego nie widzieć.
      Piotr Badura
    • Gość: Piotr Badura "Polemika" pana Zbigniewa Bereszyńskiego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.08, 12:09
      W "Indeksie" nr 7-8 (91-92) z września-października 2008 ukazała się "polemika"
      pana Zbigniewa Bereszyńskiego z moim tekstem. Wspomniane wydanie "Indeksu" jest
      dostępne pod adresem:
      www.indeks.uni.opole.pl/pdf/indeks-9192.pdf
      Pan Bereszyński pisze o moim tekście: "został napisany w konwencji polemicznej,
      ale nie bardzo wiadomo, z kim właściwie autor polemizuje". Taka też była moja
      intencja. Nie zamierzałem polemizować z nikim. Chciałem wyłącznie zasygnalizować
      czytelnikom "Indeksu", w których miejscach obiegowa interpretacja Marca 1968
      kłóci się ze zdrowym rozsądkiem. Jeśli więc z kimś polemizowałem, to z obiegową
      opinią.
      Skoro pan Bereszyński trafnie odczytał, że z nikim konkretnym nie polemizuję, to
      nie bardzo wiem po co postanowił umieścić w "Indeksie" swą "polemikę" ze mną.
      Poglądy pana Bereszyńskiego na temat Marca 1968 są jak najbardziej prawomyślne i
      mają wszelkie błogosławieństwa od wszystkich kierownictw. Są to poglądy stadne,
      w tym sensie, że jest ogromne stado publicystów wygłaszających takie właśnie
      poglądy. Jaki jest więc sens kolejnego ich prezentowania, i to jeszcze pod
      hasłem, że to jakoby "polemika" z moim tekstem.
      Jest pewna sprawa, która mnie łączy z redakcją "Indeksu" a pana Bereszyńskiego
      dzieli. Ja jestem redaktorem pisma, a pan Bereszyński nie. Punkt widzenia
      redaktora jest inny niż autora. Autor zwykle nie myśli kategoriami
      odpowiedzialności za pismo. Nie myśli, czy jego publikacje rozwijają pismo, czy
      je niszczą. Myślę, że mój skromny tekst "Okiem mrówki, okiem ptaka" był
      korzystny dla "Indeksu", bo czytelnicy są zwykle zainteresowani poznawaniem
      punktów widzenia, odmiennych od powszechnie przyjętych. Myślę też jednak, że
      "polemika" pana Bereszyńskiego, a zwłaszcza ciągnięcie jej w nieskończoność,
      niszczyłoby "Indeks", bo zabierałoby cenne miejsce na łamach, skupiając uwagę
      coraz wątlejszej garstki czytelników. Jako redaktor "Beczki" nie zgodziłbym się
      na takie "ciągnięcie tematu" na łamach mojej gazety.
      Umieściłem tu na forum bardzo wiele tekstów. Wdawałem się w liczne dyskusje. To
      zabiera mi czas, który mógłbym poświęcać "Beczce". Ale ja tych wszystkich
      dyskusji nie mógłbym przenieść do "Beczki", bo to by ją wykończyło. Forum
      internetowe to zupełnie co innego. Tu nie ma problemu szczupłych łamów. Dlatego
      tu odpowiem na tekst pana Bereszyńskiego z "Indeksu", a w "Indeksie" mogę co
      najwyżej odesłać czytelników do tego forum.
      Piotr Badura
      • smerfix Przerzut milonów dolarów przez granice do Izraela 05.12.08, 12:17
        Czy wiecie jak to zrobili??
        Bardzo chytrze.
        Pamiętam jak w tym czasie skupowane były dolary, sprzedawane złoto -
        miałem mnóstwo znajomych ze szkoły żydów, którzy szykowali sięd o
        wyjazdu.
        Zebrano dolary - spisano numery banknotów - spalono w obecności
        przedstawiciela banku amerykanskiego - wydrukowano nowe i przekazano
        do banku izraelskiego.
        Proste , zadziwiło wielu.
    • Gość: mik Re: Okiem mrówki, okiem ptaka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.08, 15:28
      To forum tez nie wytrzyma trzeciego wątku Piotra Badury na temat
      Marca 1968. Nie tylko Indeks i Beczkę można tak wykończyć.
      To się nazywa idee fix.
      • Gość: swój Re: Okiem mrówki, okiem ptaka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.08, 15:46
        Forum nie wykończy , odporne , a nie musisz tego czytać po co ma cię głowa boleć
        Czytaj NTO .
    • Gość: Piotr Badura Tekst "Polemika na bakier..." z Indeksu 9-10/2008 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.08, 21:12
      (Zamieszczony niżej tekst ukazał się w wydaniu papierowym "Indeksu". Nie jest
      ono jeszcze dostępne na stronie UO. Gdy będzie, zamieszczę odsyłacz.)

      W "Indeksie" z maja-czerwca 2008 ukazał się mój tekst "Okiem mrówki, okiem
      ptaka". Pisałem, że Marzec’68 jest wciąż niejasny i zwracałem uwagę, że tak
      złożone zjawiska lepiej czasem oglądać okiem ptaka niż okiem mrówki.
      Mrówka, chodząc po parku, ogląda kamyki, patyki, źdźbła trawy etc. Ptak, wysoko
      nad parkiem, nie widzi tych szczegółów, ale to on widzi park, a nie mrówka.
      Mrówka jest kompetentna w sprawie konkretnego patyka, czy kamyka, które ogląda,
      ale to nie znaczy, że wie, jaki wygląda park.
      Z mojego tekstu wynikało, że na Marzec’68 próbuję patrzeć okiem ptaka. Podałem
      wprawdzie kilka szczegółów, nie pasujących do popularnych opisów marcowych
      wydarzeń, ale tylko po to, by pokazać, jak zawodne bywa spojrzenie mrówki.
      W "Indeksie" z września-października 2008 ukazał się tekst Zbigniewa
      Bereszyńskiego "Okiem mrówki, okiem ptaka – polemika z Piotrem Badurą".
      Zdziwiłem się, bo trudno mi ten tekst uznać za polemikę.
      Ja pisałem, że przy omawianiu Marca’68 dokonuje się wielu manipulacji.
      Wymieniłem pięć: 1) pomijanie wojny izraelsko-arabskiej 5-10 czerwca 1967, 2)
      pomijanie sprawy "Dziadów", 3) pomijanie związanych z Marcem’68 wydarzeń za
      granicą, 4) pomijanie reakcji Izraela na zerwanie z nim przez Polskę stosunków
      dyplomatycznych, 5) stawianie znaku równości między antysyjonizmem i antysemityzmem.
      Pan Bereszyński „polemizując” ze mną, wymienia autorów, którzy podobno nie
      stosują tych manipulacji. Nawet gdyby tak było, a nie jest, to ja nie pisałem,
      że wszyscy dokonują wszystkich manipulacji. Nie mogłem tak napisać choćby
      dlatego, że manipulacje z punktów 1 i 2 wzajemnie się wykluczają.
      Gdybym pisał np., że Polacy jedzą kapustę, to zaprzeczeniem mojej wypowiedzi nie
      byłoby pokazanie jakiegoś Kowalskiego, który nie je kapusty. Trzeba by wykazać,
      że mało kto w Polsce, je kapustę. Błąd logiczny pana Bereszyńskiego polega
      właśnie na tym. By zaprzeczyć mojemu twierdzeniu o manipulacjach, musiałby
      wykazać, że mało kto takie manipulacje stosuje. Trudno to wykazać.
      Co zatem mógł zrobić pan Bereszyński? Mógł zapytać mnie o przykłady manipulacji.
      Gdybym nie podał, okazałoby się, że jestem gołosłowny. Gdybym podał jakieś
      marginalne wypowiedzi, okazałoby się, że robię z igły widły. Ale pan Bereszyński
      chyba nie uznaje pytań.
      Przykładem pierwszej manipulacji może być np. informacja na bardzo popularnej
      stronie internetowej www.sciaga.pl (pomaga ona gimnazjalistom, licealistom,
      maturzystom, studentom i nauczycielom). Hasło "Marzec 1968" zawiera tam obszerne
      kalendarium, rozpoczynające się dopiero od premiery "Dziadów" (25 listopada
      1967). Objaśnianie Marca’68 bez wojny izraelsko-arabskiej to manipulacja.
      Przykładem drugiej manipulacji może być np. tekst Leopolda Ungera "Z Mengele na
      sztandarach", opublikowany w "Gazecie Wyborczej" z 5 czerwca 2007, dostępny w
      internecie. Marzec’68 wyjaśnia Unger wyłącznie wojną izraelsko-arabską z
      całkowitym pominięciem sprawy "Dziadów". To także manipulacja, a przecież
      Leopold Unger nie jest mało ważnym autorem, zaś "Wyborcza" nie jest byle jaką
      gazetą.
      Tekst pana Bereszyńskiego wywołał też inne moje zdziwienie. Jestem wydawcą i
      redaktorem pisma "Beczka". Rozumiem, że redakcja "Indeksu" zamieściła mój tekst,
      jako odmienny od powszechnie przyjętych punkt widzenia. To bywa ciekawe dla
      czytelnika. Ale niekończące się polemiki niszczą pismo, bo interesują już
      nielicznych. Miejscem na nie są raczej fora internetowe.
      Od pół roku wałkujemy z panem Bereszyńskim temat Marca’68 na opolskim forum
      "Gazety Wyborczej". Po co przenosić tę dyskusję na łamy "Indeksu"? Jeśli kogoś z
      czytelników "Indeksu" interesuje moja z panem Bereszyńskim polemika, to na
      opolskim forum "Gazety Wyborczej" znajdzie wątek "Okiem mrówki, okiem ptaka".
      Tam może nawet sam włączyć się w dyskusję.
      Piotr Badura
      • z.bereszynski manipulacje i cenzorskie zapędy p. Badury 20.12.08, 15:56
        Pan Piotr Badura zarzuca mi rzekomą nielogiczność postępowania. W
        rzeczywistości to on sam postępuje w sposób skrajnie nielogiczny.
        Wypowiada się przeciwko ciągnięciu polemiki na łamach „Indeksu”, a
        mimo to sam przedłużył dyskusję na łamach tego pisma, odpowiadając
        tamże na napisany przeze mnie tekst polemiczny. Gdzie sens, gdzie
        logika, gdzie konsekwencja?

        Logiki i konsekwencji nie ma tu żadnej, ale pewien – osobliwie
        pojmowany – sens chyba jednak tu jest. Taki mianowicie, że pan
        Badura bardzo chciałby mieć ostatnie słowo w dyskusji na
        łamach „Indeksu”. Chciałby pozostawić wrażenie, że jest niezmiernie
        oryginalnym tropicielem nieznanych prawd i odważnym demaskatorem
        rzekomych manipulacji. Tymczasem ja popsułem mu szyki, wykazując
        czarno na białym, że jego wcześniejszy tekst na temat Marca’68
        stanowił jedno wielkie nieporozumienie. Z jego najnowszego tekstu
        wyraźnie przebija żal do redakcji „Indeksu”, że opublikowała
        napisaną przeze mnie polemikę. Niby to w trosce o
        poczytność „Indeksu”, pan Badura sugeruje redaktorom „Indeksu”, by
        więcej takich polemik nie drukowali i zakończyli sprawę na
        zamieszczeniu jego ostatniego tekstu, w którym jakoby odpiera on
        moje uwagi i opinie. Krótko mówiąc chodzi mu o to, by drukowano p.
        Badurę, ale nie Bereszyńskiego. Bereszyński, jak chce, może sobie
        polemizować z p. Badurą w internecie, ale na łamach „Indeksu”
        ostatnie słowo ma należeć do p. Badury. Ot i cały sens nowej
        sztuczki polemicznej, do jakiej uciekł się pan Badura. Sprytne to,
        choć mało logiczne i bardzo nieeleganckie, ale przecież nie o logikę
        i elegancję tu chodzi, tylko o to, „czyje będzie na wierzchu”.

        Domagając się szczególnego traktowania przez redakcję „Indeksu”, pan
        Badura powołuje się na to, że jego tekst jest wart publikacji,
        bowiem prezentuje „odmienny od powszechnie przyjętych punkt
        widzenia”. Nie powinno się natomiast drukować tekstów polemicznych,
        prezentujących inny, mniej „oryginalny” punkt widzenia, bo to nudne,
        nieciekawe itp. Innymi słowy pan Badura może bez przeszkód uprawiać
        dezinformację, wprowadzając w błąd innych czytelników „Indeksu”,
        którzy niekoniecznie są pasjonatami historii najnowszej, dobrze
        znającymi podstawowe publikacje naukowe i popularnonaukowe na temat
        Marca’68. Nie powinno się natomiast drukować tekstów o charakterze
        sprostowania, wykazujących bezzasadność tego, co wymyśla i wypisuje
        p. Badura. To mniej więcej tak, jak gdyby ktoś wysłał do jakiegoś
        pisma artykuł „wykazujący”, że suma kątów w trójkącie różni się od
        180 stopni, i domagał się, by nie publikowano żadnych polemik na ten
        temat.

        Pismo, które zaczęłoby spełniać tego rodzaju postulaty, szybko
        zeszłoby na psy. Spadłoby do poziomu brukowca, drukującego przeróżne
        bzdury i nonsensy, tylko po to, by epatować czytelników
        kolejnymi „sensacjami” i „oryginalnymi” pomysłami. Zero weryfikacji
        i rzeczowych polemik, a za to nieustanna licytacja, kto bardziej
        zaskoczy i zaszokuje czytelników wytworami swojej wyobraźni. Być
        może jest to dobra recepta na sukces wydawniczy. Pan Badura jest
        fachowcem w zakresie wydawania prasy i zakładam, że dobrze zna się
        na tych sprawach. Nie mam nic przeciwko temu, by sam wydawał gazetę
        według takiego przepisu. Jego sprawa. Ja jego gazety czytać nie
        muszę. Uniwersytecie pismo „Indeks” powinno jednak spełniać inne
        standardy. W przypadku takiego pisma rzetelność informacji powinna
        mieć absolutne pierwszeństwo przed „oryginalnością” pomysłów. Jeżeli
        ktoś pisze bzdury, to w takim piśmie nie można tego pozostawiać bez
        polemiki i komentarza, bo oznaczałaby by to nieuprawnioną
        nobilitację owych bzdur oraz przykładanie ręki do ogłupiania
        lokalnych elit intelektualnych. Dlatego cenzorskie zapędy pana
        Badury w odniesieniu do publikacji na łamach „Indeksu” uważam za
        niedopuszczalną uzurpację. To brzydka próba szerzenia bardzo
        nieładnych obyczajów prasowych, nie przynosząca zaszczytu
        redaktorowi „Beczki”. Fe, panie Badura! Może Pan robić co chce w
        swojej własnej gazecie, ale próba dyktowania innym, co mają robić na
        własnym podwórku, to naprawdę gruby nietakt.

        Inna sprawa, że pan Badura wcale nie jest oryginalny w swoich
        wypowiedziach na temat Marca’68. Jego opinie na ten temat to jedynie
        intelektualne popłuczyny propagandy uprawianej w 1968 r. przez
        środowisko „PAX”, z którym to środowiskiem był w późniejszym czasie
        związany p. Badura. Pan Badura nie wymyślił praktycznie niczego,
        czego nie głosiliby PAX-owcy już 40 lat temu. Różnice dotyczą co
        najwyżej formy wypowiedzi.

        Pan Badura po raz kolejny obraża mnie pisząc w tym wątku: „Poglądy
        pana Bereszyńskiego na temat Marca 1968 są jak najbardziej
        prawomyślne i mają wszelkie błogosławieństwa od wszystkich
        kierownictw. Są to poglądy stadne, w tym sensie, że jest ogromne
        stado publicystów wygłaszających takie właśnie poglądy.” To
        zwyczajne kłamstwo. O Marcu’68 pisałem już ćwierć wieku temu w
        obszernym opracowaniu, wydrukowanym w redagowanym przeze mnie
        biuletynie „Opolitechnik”, wydawanym przez NZS przy Wyższej Szkole
        Inżynierskiej w Opolu. Prezentowałem wówczas takie same opinie na
        temat Marca jak obecnie. Od tego czasu moja wiedza historyczna
        znacznie się wzbogaciła dzięki dotarciu do nowych, niedostępnych
        dawniej źródeł informacji, ale opinii i ocen nie zmieniłem, bo nie
        znalazłem po temu żadnych podstaw. Zawsze pisałem i mówiłem to, co
        sam uważałem za słuszne, nie oglądając się na to, czy to komuś
        dogadza czy nie. Głównie w związku z wydawaniem wspomnianego
        biuletynu „Opolitechnik” trafiłem w stanie wojennym na dziesięć
        miesięcy do obozu dla internowanych. Tak wygląda mój
        rzekomy „koniunkturalizm”. Nie piszę tego po to, by się chwalić
        swoją przeszłością, ale dla wykazania, jak bardzo niedorzeczne i
        obraźliwe są zarzuty stawiane mi przez p. Badurę.

        Pan Badura pomawia innych o rzekome manipulowanie historią wydarzeń
        marcowych. W rzeczywistości to on sam próbuje manipulować tekstami,
        na które powołuje się w swojej najnowszej wypowiedzi na
        łamach „Indeksu”.

        Tekst Leopolda Ungera nie jest artykułem historycznym o genezie i
        uwarunkowaniach wydarzeń marcowych. Jest to jedynie krótki felieton
        prasowy, zawierający subiektywne refleksje na temat politycznych
        następstw wojny sześciodniowej oraz początków kampanii
        antysyjonistycznej w PRL. Nie stanowi on żadnej przeciwwagi dla
        przytoczonych przeze mnie na łamach indeksu publikacji naukowych i
        popularnonaukowych. Przywoływanie go w takim kontekście na poparcie
        tez p. Badury to zwykła manipulacja.

        Kolejna manipulacja p. Badury polega na selektywnym przywołaniu
        materiałów dostępnych na stronie www.sciaga.pl. Pan Badura powołuje
        się na umieszczone tam kalendarium wydarzeń marcowych, w którym
        wymienia się sprawę „Dziadów”, ale nie pisze się o wojnie
        sześciodniowej. Jego zdaniem to przejaw manipulacji. W
        rzeczywistości na tej samej stronie internetowej, oprócz
        kalendarium, znajduje się także inny tekst na temat wydarzeń
        marcowych, poświęcony w szczególności ich genezie i konsekwencjom. W
        tekście tym pisze się zarówno o sprawie „Dziadów”, jak też o wojnie
        sześciodniowej.
        www.sciaga.pl/tekst/59275-60-marzec_1968
        Oba teksty nawzajem się dopełniają. Fakt ten w oczywisty sposób
        zadaje kłam twierdzeniom p. Badury na temat rzekomych manipulacji na
        stronie www.sciaga.pl. Jedyna manipulacja, o jakiej można mówić w
        tym wypadku, polega na tym, że p. Badura powołuje się na kalendarium
        w oderwaniu od drugiego tekstu histo
        • z.bereszynski manipulacje i cenzorskie zapędy p. Badury - c.d. 20.12.08, 16:00
          Jedyna manipulacja, o jakiej można mówić w tym wypadku, polega na
          tym, że p. Badura powołuje się na kalendarium w oderwaniu od
          drugiego tekstu historycznego na tejże stronie.

          Nie chce mi się wierzyć, by p. Badura nie dostrzegł owego drugiego
          tekstu i nie zauważył, że stanowi on informacyjne dopełnienie
          kalendarium. Myślę, że świadomie „przeoczył” on ten tekst, by na
          siłę wykreować jakiś argument dla podbudowania swojej tezy o
          rzekomych manipulacjach historycznych. W rzeczywistości to p. Badura
          sam ucieka się do manipulacji, próbując – po raz kolejny - usilnie
          dopasować fakty do swoich teorii.

          Bardzo nie podoba mi się taki sposób prowadzenia polemik przez p.
          Badurę. Manipulowanie tekstami, wypaczanie ich obiektywnej wymowy i
          charakteru, wyrywanie z kontekstu itp., a do tego jeszcze zapędy
          cenzorskie, by zabezpieczyć się przed głosami krytyki. Tak nie
          postępują ludzie pewni swoich racji. Tak może postępować tylko ktoś,
          kto świadomie służy złej sprawie.

          Zbigniew Bereszyński
          • Gość: Piotr Badura Czasem lepiej policzyć do dziesięciu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.08, 13:50
            Szanowny Panie Bereszyński
            Czasem lepiej jest policzyć najpierw do dziesięciu i dopiero wtedy zabrać się za
            pisanie odpowiedzi.
            1) Ma Pan chyba początki manii prześladowczej, skoro uznał Pan, że "chciałem
            mieć ostatnie słowo w dyskusji na łamach Indeksu". Jest wprost przeciwnie.
            Poinformowałem redakcję i czytelników Indeksu, że na kolejny Pana tekst nie
            odpowiem już na łamach tego pisma, ale na forum internetowym. Tym samym prawo do
            ostatniego słowa na łamach pozostawiłem właśnie Panu, choć oczywiście decyzja w
            tej sprawie należy do redakcji Indeksu. Przypuszczam, że redakcja Indeksu
            trafnie odczytała moje intencje, gdyż pod mym tekstem nie ma uwagi: "Od
            redakcji: Tym tekstem zamykamy polemikę między...".
            2) Ilustracją niszczenia pisma (Indeksu) może być Pana polemika z T.K. W wydaniu
            z marca-kwietnia 2008 T.K. zamieścił krótkie sprostowanie podanych przez Pana
            nieprawdziwych wiadomości, dotyczących bliskiej mu osoby. Sprostowanie to zajęło
            niewiele ponad ćwierć strony Indeksu. Pan natychmiast dołożył do tego swoją
            odpowiedź o objętości całej strony. W następnym wydaniu T.K. odpowiedział więc
            Panu na blisko trzy strony, a Pan mu w jeszcze następnym wydaniu na ponad pięć
            stron. Gdyby redakcja Indeksu tego nie zastopowała, to w krótkim czasie całe
            wydania tego pisma zajmowałyby już tylko polemiki między Panem a T.K., które
            interesowałyby zaledwie kilka osób. Łatwo się dewastuje nie swoje pismo. Gdybym
            nie zapowiedział, że nie będę już Panu odpowiadał na łamach Indeksu, to i tak
            redakcja, w trosce o pismo, przerwałaby wkrótce naszą polemikę, a mnie byłoby
            wstyd, że nie potrafiłem sam się powściągnąć.
            3) W sprawie Marca 1968 pisał Pan obszernie (8 stron) w Indeksie z
            marca-kwietnia 2008, gdy przypadała 40. rocznica. Nie wdałem się z Panem w
            polemikę, choć nie podzielam Pana poglądów na ten temat. Mój znacznie krótszy
            tekst ukazał się, gdy rocznicowe obchody należały już do przeszłości. Nie ukazał
            się on przy tym z mojej inicjatywy. Tekst, który został przez redakcję opatrzony
            nadtytułem "Marzec'68 - inny punkt widzenia", nie miał charakteru polemiki z
            kimkolwiek konkretnym, co sam Pan dostrzegł. Czy nie sądzi Pan, że czytelnicy
            Indeksu mają prawo wiedzieć, że są ludzie patrzący na Marzec 1968 inaczej niż
            Pan? Czy uważa Pan, że w sprawie Marca 1968 należy prezentować tylko jeden,
            stadny punkt widzenia?
            4) Zupełnie nie pojmuję Pana uwag, jakoby publikacja tekstów takich jak moje w
            sprawie Marca 1968 sprowadzała pismo do poziomu brukowca. Już sam temat Marzec
            1968 nie za bardzo nadaje się do brukowca. Jeśli nawet, to tylko w wersji
            sprymitywizowanej. W brukowcu trzeba by przedstawiać Marzec 1968 w sposób
            prostacki, sprowadzający się do tego, że jakiś Iksiński chciał zająć stołek
            Igrekowskiego, więc informował SB, że Igrekowski to wstrętny Żyd i wróg Polski.
            Odnoszę wrażenie, że to Pan właśnie specjalizuje się w takich nieco prostackich
            interpretacjach, opartych o esbeckie dokumenty. Ja nawołuję na tym forum, by
            sprawy Marca 1968 nie prymitywizować, by rozpatrywać ją w możliwie szerokim
            kontekście międzynarodowym, by uwzględniać rozliczne gry, prowadzone przez wiele
            ośrodków. Jeśli Pan uważa, że to jest brukowcowe podejście do tematu, to
            najwidoczniej słowo brukowiec rozumiemy skrajnie odmiennie.
            Pozdrawiam serdecznie
            Piotr Badura
            PS. Do spraw merytorycznych odniosę się, gdy tylko czas mi pozwoli.
            • z.bereszynski łatwiej dawać rady innym niż sobie samemu? 21.12.08, 16:54
              Szanowny Panie Badura,

              Wielka szkoda, że nie stosuje się Pan sam do rad, jakich udziela Pan
              innym osobom. Najwyraźniej to Pan po raz kolejny nie zastanowił się
              spokojnie nad treścią swojej odpowiedzi i zamiast przygotować
              solidną polemikę, uciekł się Pan do ewidentnie nieprawdziwych i
              wykrętnych stwierdzeń, co z łatwością mogę tutaj wykazać.

              To nie ja na łamach "Indeksu" wyrażałem zdziwienie z powodu
              opublikowania Pańskiego tekstu i nie ja sugerowałem, by nie drukować
              polemik. To Pan dziwił się, że opublikowano moją polemikę,
              sugerując, by nie kontynuować polemiki na łamach tego pisma. Proszę
              nie odwracać kota ogonem.

              Szanuję Pańskie prawo do prezentowania własnych opinii i nigdy nie
              przyszłoby mi do głowy, by sugerować ograniczanie Panu tego prawa.
              Chodzi mi tylko o równość praw. Jeżeli Pan ma prawo publicznie
              prezentować wytwory swojej wyobraźni, to ja mam prawo publicznego
              konfrontowania owych wytworów ze znanymi mi faktami. To Pan w
              niedwuznaczny sposób sugerował ograniczenie mi tego prawa na
              łamach "Indeksu". Nie podobają mi się takie uzurpacje i w związku z
              tym napisałem, co o tym myślę. Także w tym wypadku proszę nie
              odwracać kota ogonem.

              Pismo brukowe ma to do siebie, że próbuje epatować czytelników
              sensacjami i wytworami bujnej wyobraźni, uchylając się od
              poważniejszych analiz i dyskusji. Pańskie sugestie pod adresem
              redakcji "Indeksu" zmierzały właśnie w tym kierunku. Oczywiście Pan
              może inaczej rozumieć pojęcie brukowości. Nie pierwszy i zapewne nie
              ostatni to przypadek, gdy nasze poglądy i odczucia okazują się
              rozbieżne.

              Znowu używa Pan mocnych słów w odniesieniu do mojej osoby, choć
              przydałaby się raczej odrobina krytycznej refleksji na temat
              Pańskiego własnego postępowania. Zarzuty na temat prymitywnego i
              prostackiego pisania o Marcu'68 może Pan odnieść do własnych
              wypowiedzi na ten temat. Nie do mnie. Ja staram się pisać o faktach,
              bazując na zachowanych źródłach historycznych. Pan tymczasem
              fantazjuje w oderwaniu od źródeł i ucieka się do przeróżnych
              manipulacji, byle tylko przesłonić rażący rozziew między faktami a
              Pańskimi teoriami.

              "Esbeckie dokumenty", o których pisze Pan z przekąsem, są nie mniej
              wartościowym źródłem historycznym niż publikacje prasowe,
              wspomnienia itp. Z całą pewnością są one dużo bardziej wiarygodne
              niż np. cenzurowana prasa z czasów PRL, służąca dezinformowaniu i
              propagandowemu urabianiu społeczeństwa. Prostactwem i przejawem
              ignorancji jest aprioryczne negowanie informacyjnej wartości owych
              źródeł. Niekiedy kryje się za tym także osobisty interes osób,
              obawiających się ujawnienia całej prawdy o przeszłości. Oczywiście
              także w dokumentach SB można natknąć się na różnego rodzaju błędy,
              nieścisłości, nieporozumienia itp. To samo dotyczy jednak również
              innych źródeł historycznych. To nieprawda, że akurat ta grupa źródeł
              jest mniej wiarygodna od innych. Pogląd taki, usilnie propagowany
              przez pewne środowiska, nie ma żadnych podstaw natury
              merytorycznych. Jego forsowanie ma zupełnie inne
              przyczyny.

              Proszę nie przeinaczać faktów związanych z działaniami T.P. na
              łamach „Indeksu”. Pan ten na wstępie okrasił swoje sprostowanie
              złośliwymi uwagami ad personam. Odpowiedziałem mu w zakresie spraw
              merytorycznych, oświadczając jednocześnie, że nie zamierzam wdawać
              się w polemizowanie z insynuacjami na mój temat. Wtedy pan T.K.
              napisał kolejny tekst – obszerny elaborat o charakterze paszkwilu,
              którego treść nie miała nic wspólnego z przedmiotem sprostowania.
              Zmusiło mnie to do napisania stosownej repliki, w której odniosłem
              się do fałszywych informacji i opinii na mój temat. To nie ja
              wprowadziłem personalne ataki na forum „Indeksu” ale pan T.K.

              Nigdy nie prezentowałem poglądów „stadnych”. Nie funkcjonuję w
              żadnym „stadzie”. Zawsze chodziłem własnymi drogami i tak jest
              nadal. Zawsze miałem odwagę mówić i pisać to, co sam myślę.
              Zapłaciłem za to internowaniem w stanie wojennym, a obecnie jestem z
              tego samego powodu ostro atakowany z różnych stron – zarówno przez
              fanatycznych wrogów lustracji, jak i przez zaślepionych fanatyków z
              przeciwległej strony barykady. Świadczą o tym m. in. rozmaite ataki
              na mnie na tym forum, a także wspomniane powyżej działania T.K. na
              łamach „Indeksu”. Gdybym faktycznie chodził w „stadzie”, to zapewne
              nie miałbym podobnych problemów. Przypisując mi jakieś
              zachowania „stadne” pisze Pan nieprawdę i po prostu mnie Pan obraża.
              To bardzo brzydki sposób polemiki, Panie Badura.

              Szkoda, że po raz kolejny uciekł się Pan wycieczek natury
              personalnej, zamiast odnieść się do meritum sprawy. Ale tak to bywa,
              gdy ktoś działa pod dyktando emocji. Faktycznie lepiej zacząć od
              policzenia do dziesięciu.

              Pozdrawiam

              Zbigniew Bereszyński
              • Gość: Piotr Badura Zapomina Pan o moich prawach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.08, 09:47
                Szanowny Panie Bereszyński
                Jest Pan tak skupiony na swoich prawach, że nie widzi Pan praw innych ludzi.
                Zabawnym, choć mało istotnym przykładem tej postawy może być Pana wypowiedź o
                T.K., który, wg. Pana, napisał do Indeksu "obszerny elaborat", czym zmusił Pana
                "do napisania stosownej repliki". Dlaczego liczący dwie i pół strony tekst T.K.
                to "obszerny elaborat", a liczący ponad pięć stron Pana tekst to "stosowna replika"?
                Jest moim słusznym prawem wyrażać krytyczną opinię o publikowanych przez Pana
                tekstach. Skorzystałem z tego prawa i wyraziłem krytyczną opinię o Pana
                "polemice" z moim tekstem w Indeksie. Chce Pan wprowadzić zasadę, iż o Pana
                tekstach nie wolno pisać krytycznie?
                Jest moim słusznym prawem wyrazić pogląd, iż prowadzone przez Pana tzw. polemiki
                niszczą Indeks, bo zajmują sporo miejsca na łamach, a interesują niewielki krąg
                osób. Chciałby mi Pan zabronić wygłaszania takich poglądów?
                Jest moim słusznym prawem nie polemizować z Panem na łamach Indeksu, choćby Pan
                tego chciał. Polemika na łamach pisma wymaga zgody obu polemistów i redakcji.
                Mojej zgody nie ma, bo dobrze Indeksowi życzę i nie chcę go wykańczać
                niekończącymi się tzw. polemikami. Do tego służą fora internetowe.
                Rozważałem niereagowanie na Pana "polemikę" z moim tekstem w Indeksie, ale
                uznałem, że mogliby się zdarzyć czytelnicy Indeksu, których ta sprawa jednak
                interesuje, a nie wiedzą o naszej obecności tu, na opolskim forum "Gazety
                Wyborczej". Dlatego rezygnując z polemiki na łamach Indeksu, odesłałem ich tu na
                forum, gdzie mogą oni poznać nie tylko moje i Pana stanowisko, ale także innych
                osób, które zabierały tu głos.
                Nie rozumie Pan chyba, co to jest cenzura. Błądzi Pan, uważając, że redakcje
                mają obowiązek publikowania nawet materiałów o małej wartości, bo inaczej mogą
                być oskarżone o stosowanie cenzury. W PRL redakcje miały obowiązek publikowania
                materiałów wartościowych (którego z różnych przyczyn często nie przestrzegały).
                Teraz redakcje nie mają nawet tego PRL-owskiego obowiązku i mogą wyrzucić do
                kosza nawet najbardziej wartościowy materiał. Nigdy nie było tak, że redakcje
                mają obowiązek publikować materiały o małej wartości, bo inaczej można je
                oskarżyć o cenzurę.
                Sprawa cenzury to ciekawy temat. Jeszcze w PRL prowadziłem walkę z różnymi
                formami cenzury. Napiszę o tym obszerniej, ale nie teraz, bo do Nowego Roku nie
                będę miał już wolnego czasu.
                Pozdrawiam serdecznie, życząc radosnych Świąt Bożego Narodzenia
                Piotr Badura
                • z.bereszynski proszę nie ograniczać moich praw 23.12.08, 12:18
                  Szanowny Panie Badura,

                  Znowu próbuje Pan przypisywać sobie jakieś szczególne prawa, co ja
                  odbieram jako nieuprawnioną uzurpację. Napisał Pan: "Polemika na
                  łamach pisma wymaga zgody obu polemistów i redakcji. Mojej zgody nie
                  ma, bo dobrze Indeksowi życzę i nie chcę go wykańczać". Nie
                  potrzebuję Pańskiej zgody na to, by napisać replikę na Pański
                  ostatni tekst w Indeksi. Pan miał prawo napisać polemikę z moją
                  polemiką. Ja mam prawo napisać drugi tekst w odpowiedzi na drugi
                  tekst z Pańskiej strony. W tym zakresie obowiązuje zasada
                  wzajemności. Nikt nie zmusza Pana do ciągnięcia polemiki na
                  łamach "Indeksu". Może Pan z tego zrezygnować w dowolnym momencie -
                  to Pańskie święte prawo. Jeżeli Pan nie będzie relikować, to
                  dyskusja sama się wyopali i nie są w tym celu potrzebne żadne
                  deklaracje z obu stron. Proszę natomiast nie wywierać nacisków na
                  rzecz ograniczenia moich praw w tym zakresie, bo to pachnie
                  cenzurą, a tego zapachu bardzo nie lubię. Bardzo nie podoba mi się
                  taki sposób rozstrzygania sporów.

                  Nie boję się krytyki ani polemik. Może Pan sobie pisać na temat
                  moich tekstów co się Panu podoba. Ja także nie mam wysokiego
                  mniemania na temat Pańskich tekstów. Uważam, że zdarza się Panu
                  pisać kompletne bzdury - może czasami oryginalne, ale jednak bzdury.
                  Dotyczy to w szczególności z tego, co ostatnio wydrukowano Panu
                  w "Indeksie" (mam na myśli zwłaszcza Pańskie manipulacje w
                  odniesieniu do zawartości strony www.sciaga.pl!). Nigdy jednak nie
                  wpadłbym na pomysł sugerowania komuś, by ograniczyć Panu możliwość
                  publikacji. Pańskie zapędy w tym zakresie w odniesieniu do mojej
                  osoby uważam za gruby nietakt.

                  Co do "polemiki" z T.K., to tak już niestety jest, że dla
                  zniesławienia kogoś wystarczy napisać dwa-trzy zdania. To bardzo
                  łatwe. Aby wyjaśnić sprawę, trzeba niekiedy zapisać kilka stron. Na
                  tym polega przewaga oszczerców nad ludźmi przez nich szkalowanymi.
                  Łatwiej atakować niż się bronić. Życzę Panu, aby nie musiał Pan
                  przekonywać się o tym na własnej skórze.

                  Wzajemnie pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt

                  Zbigniew Bereszyński
    • Gość: Piotr Badura Mam nadzieję, że do Bereszyńskiego dotarło IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.09, 20:48
      Mam nadzieję, że z faktu, iż ten wątek zdechł, Bereszyński wyciągnął wniosek, że
      jego polemika ze mną na temat Marca 1968 nikogo nie interesuje. Gdyby "Indeks"
      dalej zamieszczał jego nudziarskie kobyły, to straciłby wszystkich czytelników
      (z wyjątkiem Bereszyńskiego).
      Mam też nadzieję, że z losów tego wątku właściwy wniosek wyciągnie pan Behemot,
      który w innym wątku napisał: "Najlepiej by było gdyby Badura w Beczce zaczął
      drukować Bereszyńskiego. W ten sposób Beczka zwiększyłaby nakład...".
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=92649413&a=92712697
      Gdyby "Beczka" zaczęła drukować Bereszyńskiego, to by się zajechała. Mało kto by
      ją kupił. Myślę że do innych gazet ta prawda też już powoli dociera.
      Pozdrawiam Wszystkich
      Piotr Badura

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka