r.richelieu
12.11.05, 23:58
Wszystkie ludy wiejskie Czarnej Afryki korzystają ze skór dostępnych im
zwierząt. Zabijają, jeśli da się zjeść to jedzą, jeśli zabiją lwa to
zostawiają hienom i szakalom resztki. Przeżynają bawołom gardła żeby mieć
skóry na pokrycie chat, kozom i gazelom żeby mieć ubrania obrzędowe dla
siebie i membrany bębnów dla duchów i kamieni, wreszcie kotom aby ich zęby
świadczyły o męskości, kobiecości, a więc sile plemienia. Gdzie tu postawić
protest przeciw noszeniu futer? Czy białemu nie wolno, a czarnemu wolno? Albo
zabronić czarnemu, w końcu i tak na codzień chodzi w europejskich ciuchach i
słucha popu i techno a nie tamtamów.
Niektóre z plemion Nowej Gwinei słyną, czy może raczej słynęły, z
kanibalizmu. Kiedy wielki wojownik zginął to szaman czy inny kapłan wyjmował
z jego klatki serce, kroił na części i dawał do zjedzenia aby żyjący byli
odważniejsi. To samo działo się z jądrami i w ten sposób wierzyli, że odwaga
i męskość zmarłego została zwielokrotniona prze żyjących. Swoisty
konfucjanizm, hehe. Jak więc nieścisłe jest określenie, że to kanibalizm. Czy
więc Gwinejczykowi wolno, a nie-Gwinejczykowi nie wolno?
Pewien kot twierdzi, że chroni zwierzęta nosząc polar a nie futro. Pięknie,
sama mam trzysetkę i doceniam walory użytkowe. W tym sęk, że czuję się
trucicielem środowiska raczej, a nie propagatorem jego czystości, bo jak
można nazywać siebie obrońcą zwierząt i środowiska i nosić poliester 100%.
Kotu wolno a mnie nie wolno? A cały tzw. trzeci świat nazwałby to
barbarzyństwem, że zamiast tradycyjnie siłą i brutalnie strzyżonej owcy lub
śmiercią z pięciominutowym przerażeniem w krowich i świńskich oczach, buduje
się parujące beznadziejnością na 50 tys. lat hałdy polarów, toreb ze skaju i
kurtek z ceraty. Nie mówiąc o innych śmieciach, w tym toksycznych
akumulatorów, za żyznych odpadach po fosfatach i wszechobecnym freonie.
Europejczykom wolno a "dzikusom" nie wolno? Bo bestialsko mordują sobie
strój? Prawdziwa dzicz.