Forum Kobieta Moda
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Moda na kredyt. Hmm...

    26.11.07, 03:23
    Takie pytanie do Was;
    zakladajac, ze macie stale i dobre zarobki, zdecydowalybyscie sie na
    zakup paru ciuchow - naprawde swietnych - najlepszych projektantow?
    Zalozmy, ze taki kredyt trzebaby splacac 2 lata.
    Oczywiscie chodziloby o zakup paru rzeczy nalezacych do klasyki.
    Czyli zadne jednosezonowe wzory i fasony, ale po prostu klasyka w
    najlepszym wydanu.
    Obserwuj wątek
      • kokieteryjna Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 03:34
        A wogole moj watek stad, ze pewien znajomy mi facet (nie z PL),
        ktory akurat po zrobieniu doktoratu, rozstaniu z dziewczyna i
        zmianie pracy, postanowil odmienic calkowicie swoj image.
        I co zrobil?
        Otoz wzial sobie kredyt z banku na 3 tys euro i zakupil pare
        naprawde swietnych ciuchow! Dobry zegarek i buty, perfumy, kosmetyki
        to mial juz wczesniej, ale wlasnie brakowalo reszty do perfekcji.
        Zdzwilam sie gdy o tym rozmawialismy, chwile nawet pomyslalam: co za
        bufon! Po przemysleniach jednak doszlam do wniosku, ze to wcale nie
        taka glupia sprawa.
        Spojrzalam na siebie: kupuje co pare miesiecy pare dobrych laszkow,
        ale z reguly mieszam je z tymi najtanszymi. W sumie efekt nijaki.
        Zal mi tez jednorazowo wydac wieksza gotowke, aby sobie skompletowac
        garderobe.
        Znajomy zas w garniturze Bossa wygladal rewelacyjnie. I powiedzial,
        ze gdyby byl to jego jedyny zakup, mialby schize, ze zniszczy i zero
        komfortu, gdyby na drugi dzien zakladal ciuch z przeceny.
        Moim zdaniem facet postapil slusznie. Nie lubi polsrodkow i teraz ma
        w szafie pare dobrej jakosci markowych rzeczy. Wierze tez, ze jako
        ekonomista z zawodu, nie wyrzucil kasy w bloto. Pewnie mu sie to
        jakos zwroci, chociazby lepsza samoocena, motywacja w pracy i
        powodzeniem u plci pieknej. ;)

        Co Wy na to?
        • listekklonu Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 08:34
          Ludzie, którzy przeżywają kryzys, bardzo często robią zwariowane rzeczy.
          Szastają pieniędzmi, upijają się itp. Jeśli to jednorazowy wyskok, to chyba nic
          wielkiego. Ale swoją drogę dziwi mnie, że doktor ekonomii (czyli pewnie facet
          przed trzydziestką) nie ma na koncie 3 tysięcy euro oszczędności :DD
          A co do wątku - jestem przeciwna kupowaniu ciuchów na kredyt. W ogóle nie lubię
          żyć ponad stan. Jeśli pożyczać kasę, to tylko na coś rzeczywiście potrzebnego
          typu kredyt na mieszkanie, czy samochód.
          • kkaassiiaa11 Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 08:43
            3000 euro bym nie wzięła ale czasami jakiś tysiączek np na zegarek
            albo na ciucha na kolacje z byłym zdarzało mi się
            • xezaq Jestem facet. 28.11.07, 09:17
              Lubię czasem kupić sobie coś z na prawdę wysokiej półki. Zegarek,
              ciuch, perfum - czasem sobie, czasem żonie. W sumie chyba częściej
              żonie. Ale na kredyt? To jak kupowanie czegoś na co mnie nie stać -
              a lubię wiedzieć, że mnie jednak stać.
              Jedno Ci powiem - rzeczy z górnej półki to są jednak zbytki.
              Poprawiają one co prawda samopoczucie i może dowartościowują, ale to
              zbytki. Osobiście nie czułbym się do końca usatysfakcjonowany,
              zadowolony z zakupu, mając wizję kilkuletniego spłacania rzeczy, bez
              której można żyć, i to dobrze żyć.
        • confused.girl Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 08:50
          Jeżeli było to mu potrzebne, podniosło samoocenę to czemu nie? Osobiście mam
          nadzieję, że nigdy czegoś takiego nie zrobię. Pomimo siedzenia na forum moda
          ciuchy traktuję głównie jako okrycie i ozdobnik, ale za rozsądną cenę. Póki co
          nie pociągają mnie wielkie marki (poza perfumami;)) i mam nadzieję, że tak już
          pozostanie:P
        • foamclene Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 13:02
          nie ma w tym nic odkrywczego
          przeciez panowie ciagle kupuja sobie drogie samochody zeby
          zaimponowac kobietom ;) i sobie wzajemnie
          czesc z nich robi to wlsnie na raty :)
          piekne mieszkania w centrum sotlicy splcane do samej smierci albo i
          dluzej...
          facet faktycznie zeby wygladac dobrze potrezbuje jakosci
          kobiecie chyba latwiej ubrac sie tanio
        • tralalumpek Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 15:46
          chcialoby sie zapytac ile ty dziecko masz lat ze takie historyjki
          wymyslasz
          sam zegarek dobry kosztuje od 3 tys w gore (tansze omega miedzy 2 a
          3)
          garnitur, kosmetyki.....

          ktos kto potrzebuje 3tys euro nie bierze kredytu tylko przeciaga
          konto (jezeli piszesz o euro a nie o zlotowkach), jezeli musi
          kredyty na takie sumy sa w wyobrazni malych dzieci

          caly tekst jest piorunujaco infantylny, glupiutki i kiepsko
          pozmyslany
          pytanie tylko po co takie bezsensowne wypociny wystawiasz na ekran?
          • tierieszkowa Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 17:29
            Czytaj ze zrozumieniem. Napisala, ze dobry zegarek, buty i kosmetyki
            mial juz wczesniej.

            Z drugiej strony 3 tys euro na ubrania od projektantow to nie duzo.
            Co za to kupil? 2 garniaki?
            • tralalumpek Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 22:34
              ok, takich glupot nie da sie rozumiec
              z serii: jak sobie maly jasiu swiat wyobrazal
      • beesok Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 09:23
        Takie myslenie wlasnie doprowadzilo do kryzsu w Stanach i powoli w UK
        gdzie oszczednosci spadly o 40% a zadluzenie kredytowe i zagrozenie
        bankructwem sie potroilo.........................pewnie niedlugo czas
        na Polske ;)

        Co do pytania - nie, nie wzielabym kredytu na ciuchy. Ewentualnie tzw.
        typowe "odroczenie" karta kredytowa - typu kupuje teraz a place za 45
        dni ale nigdy z odsetkami :)
        • maga_luisa Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 09:26
          Absolutnie nie, mimo że mam stałe i dobre zarobki.
          Przerost formy nad treścią.
          • olesia301 Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 09:37
            Na ciuchy kredyt na 3 lata????? Absurd.
            Nie wzięłabym. Tak jak nie wzięłabym kredytu na samochód, bo jego
            cena - tak jak ciuchów spada.
            Co innego nieruchomości. Już biorę niedługo drugi kredyt :-)
            • chomsterek Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 13:52
              Uwazam, ze kredyt nalezy brac jedynie w ostatecznosci i wylacznie w zwiazku z
              zakupem rzeczy niezbednych. Nie stac mnie na ciuchy najlepszych marek, wiec
              zwyczajnie ich nie kupuje, a jezeli upatrze sobie raz na jakis czas cos
              ciekawego, to po prostu umiem na to oszczedzic. Zycie ponad stan mnie nie
              pociaga, a zaciaganie zobowiazan na trzy lata dla chwili przyjemnosci wydaje mi
              sie, delikatnie mowiac, nieprzemyslane. Wole patrzec perspektywicznie - dzisiaj
              mam duze przychody, a kto wie, co bedzie jutro? Moge potrzebowac pieniedzy na
              leczenie albo jakis sprzet domowy, a wtedy zadna super torebka czy buty nie beda
              mialy znaczenia.
      • ryfka81 Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 10:07
        Nienawidzę mieć długów. Już wolę biedować niż się zapożyczyć.
        • nadinka_nadinka Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 18:01
          ryfka81 napisała:

          > Nienawidzę mieć długów. Już wolę biedować niż się zapożyczyć.

          to tak jak ja :-)
      • saskiaplus1 Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 10:11
        3 tys. euro na ciuchy to sobie chyba można odłożyć? Ja bym mogła, choć mam dwoje
        dzieci i raczej przeciętne dochody... Jeśli ktoś tak zarządza swoimi finansami,
        to jest d..a nie ekonomista.
        • kokieteryjna Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 14:57
          Tak dla wyjasnienia, to nie jest tak, ze ten facet ma zero na
          koncie. Wiem, ze ma wlasne juz splacone cztery katy, na pewno
          fundusze akcyjne (kiedys mi tam cos doradzal) no i dokladnie nie
          wnikam, ale wiem, wnioskujac z mentalnosci, ze na koncie jakas kasa
          jest, ktorej jednak sie nie rusza. Wiem o tym, bo ludzie biora
          kredyty majac na koncie pieniadze, wychodzac z zalozenia, ze lepiej
          splacac 100 czy 200 euro miesiecznie za sprzet, meble czy cos tam,
          niz zostac nagle z niczym. U nas to sie chyba mowi "na czarna
          godzine".

          A co do mnie, to im dluzej mysle, tym sprawa wydaje mi sie
          ciekawsza. Tez mam na koncie jakies tam pieniadze, ale nie
          wyplacilabym z banku 5 tysiakow pln i nie poszla na zakupy. Ale
          kuszaca wizja, ze nagle mam taka kwote do wydania w jeden
          dzien/weekend i moge skompletowac sobie odziez. Spokojnie by mi
          marki typu Mango, Benetton czy Promod wystarczyly.
          Tak sobie gdybam, bo wizja naprawde kuszaca. Szczegolnie jakbym to
          splacala powiedzmy w zaledwie 6 m-cy.

          Zreszta branie kredytow na urode to chyba tez nic nowego. Wieksze
          piersi na raty, urlop spa na raty, zabiegi kosmetyczne na kredyt.

          Osobiscie z kredytow konsumpcyjnych to wolalabym wziac takowy na
          wycieczke, sprzet audio czy laptop i dobre ciuchy, niz na nowa
          kuchenke czy telewizor. ;)
          • bellicose Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 16:52
            Moim zdaniem koleś zrobił ciekawą rzecz - zainwestował w image. I, w bogatych
            społeczeństwach, istnieje spora szansa, że mu się to zwróci z nawiązką. Wiele
            osób (np rekrutujacych w firmach) podświadomie ocenia także niemerytoryczne
            cechy kandydata na prace (np prezencja itd) i z dwóch kandydatów o tych samych
            kwalifikacjach ten z lepsza aparycja wygrywa. Po prostu ładnym (= lepiej
            prezentujacym się) w zyciu jest łatwiej.
            • kokieteryjna Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 18:11
              Tez jestem podobnego zdania, ze zainwestowanie w image to ogolnie
              nieglupia sprawa. Szczegolnie, jesli nabiera sie pewnosci w nowym
              miejscu pracy i nie wychodzi przy nowopoznanych ludziach, na
              wymietolonego studenta. No a do tego plusik u plci pieknej. ;)

              I masz racje co do pracodawcow. Moj ex, kiedy staral sie o pierwsza
              porzadna pelnoetatowa prace, udal sie do najlepszego fotografa w
              miescie aby wykonal zdjecia do aplikacji. Troche to kosztowalo, ale
              efekt niesamowity. Zdjecie mialo przedstawiac faceta, ktory jest
              madry, pewny siebie i zasluguje na sukces. W dodatku faceta, ktoremu
              nie brakuje klasy i elegancji. I taki wlasnie byl efekt.
              I pracodawcow nie interesowalo, ze na domowych fotografiach ten
              pucowaty grubasek w pizamodresie potrafi spac do poludnia, ma tlusta
              cere i zeby, ktorym brakuje troche do idealu. Dostali foto faceta,
              jakiego image byl poszukiwany na to stanowisko.
              Jako pierwszy dostal prace wsrod jego paru kumpli.
              Nigdy nie zaprosiliby go na rozmowe (na ktorej dopiero mogl blysnac
              kompetencja i wiedza), gdyby nie fakt, ze zaprezentowalas sie na
              profesjonalnym zdjeciu, w porzadnym stroju i dostojnie ustawiona
              twarza.
              Do fotografa tez zalozyl wtedy nowa koszule i krawat, byly to wiec
              tez ciuchy jako inwestycja (chociaz akurat nie na kredyt). ;)
              • tralalumpek Re: Moda na kredyt. Hmm... 27.11.07, 14:04
                kolejny madry wpis, gdzie ty takie bajki wynajdujesz!
            • hotally Re: Moda na kredyt. Hmm... 27.11.07, 13:59
              Hmm... a jak Ja szłam na rozmowe kwalifikacyjną i napisałam na forum, że ubiore
              się ładnie i drogo to dziewczyny pisały Mi,że mając do wyboru dwie osoby
              pierwszą ubraną ładnie i drogo a drugą tanio, wybrałyby tą drugą :]
              • kenji30 Re: Moda na kredyt. Hmm... 27.11.07, 23:54
                hotally napisała:

                > Hmm... a jak Ja szłam na rozmowe kwalifikacyjną i napisałam na
                forum, że ubiore
                > się ładnie i drogo to dziewczyny pisały Mi,że mając do wyboru dwie
                osoby
                > pierwszą ubraną ładnie i drogo a drugą tanio, wybrałyby tą drugą :]

                :D
                Ja tam mysle,ze u facetow dzialaja inne mechanizymy doboru partnerow
                lub pracownikow. Kobiety mysla solo a mezczyzni umieja patrzec na
                sprawe globalniej i pracowac zespolowo. Takie sie wnioski nasuwaja.
              • confused.girl Re: Moda na kredyt. Hmm... 28.11.07, 10:21
                hotally napisała:

                > Hmm... a jak Ja szłam na rozmowe kwalifikacyjną i napisałam na forum, że ubiore
                > się ładnie i drogo to dziewczyny pisały Mi,że mając do wyboru dwie osoby
                > pierwszą ubraną ładnie i drogo a drugą tanio, wybrałyby tą drugą :]


                o boze, ally, teraz to mnei zalamalas na calego. Ja nie przyjelabym Cie do
                pracy, bo nie potrafisz czytac ze zrozumieniem:P
              • sankanda Re: Moda na kredyt. Hmm... 28.11.07, 18:32
                oczywiscie, tylko ja wybralabym ubrana drogo, zeby miec kumpele w
                pracy ;) ale z taka drogo ubrana, to roznie moze w pracy byc... a to
                bedzie stroic fochy, a to bedzie olewac...A bidnie ubrana dziolcha,
                to i robotna badzie i wdzieczna jak pies za to, ze dostala prace ...
                ksero w zebach bedzie szefowi przynosic :)
      • kc_mc Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 10:18
        Takim sposobem wiele ludzi w de ma dlugi, nie ma oszczednosci, wszystko biora na
        kredyt, poczawszy od domu, samochodu ( co rozumiem ) - po meble, ciuchy,
        kosmetyki, prezenty na Swieta Bozego Narodzenia.
        Nawet glupie zakupy na oficjalnej stronie h&m mozna zrobic i placic pozniej w
        ratach ( bodajze do 900€ ).
        Firmy wysylkowe zyja wlasnie z takich klientow, oferuja kredyty. W wielu bankach
        mozna wziasc kredyt zyjac tylko na bezrobotnym.
        Wybacz, ale na ciuchy brac kredyt ? uwazam za glupie. Zycie ponad stan, chec
        posiadania czegos drozszego/fajniejszego - mimo tego ze nie stac to i tak sobie
        sprawie, nie jestem przeciez gorszy od innych ... bla bla bla.
        2 lata splacania kredytu za kilka ciuszkow, a w tym czasie juz co ? nie
        kupowanie wiecej innych ? bo przeciez do Boss´a nie zalozy zwyklej koszuli :P
        wiec po 2 latach kolejny kredyt ???
        :P
        Smieszy mnie to.
        • kokieteryjna Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 16:27
          No ale czy zyciem ponad stan nie nazwalabys w takim razie kupowaniem
          drogiego sprzetu, nowszego auta czy chociazby wycieczek na kredyt?
          Dla mnie nie ma w tym roznicy.
          Jedni wola drogi wypas-tv czy najnowszy model pralki, inni wola
          dobrze wygladac; nawet, jesli na kredyt.

          A to, ze ciuchy uwazamy za obiekty gorsze, to moze tez tylko kwestia
          priorytetow?
          Dla naszych mam pewnie zakup nowej kuchenki i zestawu garnkow bylby
          wiekszym priorytetem, a wydanie chociazby 200 pln na perfumy
          stanowiloby fanaberie. ;)
      • naels Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 10:50
        W zyciu, nawet maja stala prace, niezle zarobki i oszczednosci grubo
        ponad 3000 Euro! Z calym szacunkiem, ale twoj znajomy zachowal sie,
        jakby sobie osrodek myslenia uszkodzil, skaczac na glowke do pustego
        basenu.
        Po pierwsze - drogie ciuchy sa czesto warte swojej ceny, ale tylko
        do pewnej rozsadnej granicy. W przypadku garnituru Hugo Bossa ta
        granica to pewnie raptem z 40% ceny, a kazde Euro powyzej tych 40%
        placisz juz tylko za marke, nie za wzrost jakosci czy estetyki. Nie
        wierze, ze w garniturze Hugo Bossa wyglada sie lepiej, niz w
        Wolczance z drobnymi przerobkami znajomej krawcowej tylko dlatego,
        ze to Hugo Boss!
        Po drugie, kredyt ma sens tylko w przypadku, gdy jest inwestycja lub
        lokata kapitalu. Rozumiem kredyt na mieszkanie - zawsze mozna je
        sprzedac. Rozumiem kredyt na samochod - co prawda wartosc samochodu
        z czasem spada, ale zawsze jest to jakas lokata i z reguly generuje
        jakis minimalny zysk. Rozumiem kredyt na studia - to inwestycja we
        wlasna edukacje i rozwoj. Ale kredyt na ciuchy?? Jakiego zwrotu on
        sie po nim spodziewa?! Planuje, ze za 50 lat sprzeda te ciuchy z
        zyskiem, czy co?
        • dakota77 Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 11:19
          Garnitur Bossa to wydatek rzedu 2500. Nie potrzeba na niego kredytu:-)
        • aniorek Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 13:06
          A z Bossem to juz w ogole radze zachowac ostroznosc. Garnitury maja dobra
          opinie, to prawda. Ale ja raz szarpnelam sie na bardzo fajna torebke i po
          miesiacu noszenia odprula sie raczka. Oryginal kupiony w sklepie HB. To jedyny
          przypadek, ze cos mi sie w ogole stalo z torebka, a inne mam znacznie tansze.
          Szlag mnie trafil. :( Jak widac, nie wszystko co drogie i markowe jest super.
          Hugo Boss jest z tej "nizszej" luksusowej polki, ale za taka cene juz mozna
          pewnej jakosci chyba wymagac...

          Tu w Finlandii czesto sa w HB przeceny i wtedy rzeczywiscie oplaca sie kupic np.
          naprawde dobra meska koszule za 70 Euro.

          Jesli chodzi o temat watku - uwazam, ze nie nalezy zyc ponad stan. I tyle.
      • love_mode Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 12:49
        a ja uwazam, ze to sprawa tego pana. jego potrzeb i priorytetow.

        ja na kredyt nie kupilabym ciuchow, bo kredyty wole brac na bardziej
        trwale rzeczy;))

        ale z karta kredytowa zyje w przyjazni;))
      • foamclene Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 12:55
        na dawa lata :)))))) to chyba nie
        ale na trzy raty chetnie bym kupowala buty
      • bonzee33 Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 13:46
        nigdy, ale ja dostalam niezla nauczke juz jako dwudziestoparolatka.
        Pracowalam w korporacji, mialam wtedy umowe o prace i pare srednich
        krajowych miesiecznie. Kupilam wiec nowy samochod na kredyt, ktory
        mi dosyc szybko ukradziono, a roznice miedzy zaciagnietym kredytem a
        tym co mi zwrocil ubezpieczyciel musialam oczywiscie wpalcic do
        banku.
        • sabriel Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 14:08
          Kredyt na samochód,mieszkanie- tak.
          Kredyt na ciuchy -dla mnie idiotyzm.
          • comrade Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 15:14
            > Kredyt na samochód,mieszkanie- tak.

            Kredyt na samochód - nie, chyba że masz firmę przewozową i kupujesz ciężarówke
            (inwestycja), albo jestes juz ustawiona ale wtedy ten samochód kupują ci za
            gotówkę zyski z twojej działalności.

            Kredyt na mieszkanie - OK, ale tylko jesli mieszkanie ma szanse isc mocno do
            góry z ceną i mozna je potem sprzedać na górce a zrealizowany zysk puścić dalej
            w ruch. :)

            Kredyt - tak, ale wyłącznie jako dzwignia umożliwiająca wygenerowanie zysku
            wiekszego niż stopa jego oprocentowania. Inaczej to nie ma zadnego sensu.
        • dr_andrzej_lepper Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 14:10
          tylko ludzi bez gustu kupuja markowe ubrania- sami nie potrafia sie ubrac ladnie
          itd a taki BOSS to zawsze jest extra mysla HAHAHAHAHAHA

          czlowiek, ktory ma TO COS nawet w duzym sklepie z uzywana odzieza potrafi sie ubrac

          i nie wazne co powiecie- taka jest prawda i wiem, ze Was boli ale dotknelo to
          was gleboko HAHAHA
        • foamclene Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 14:10
          to byl nowy samochod czy uzywany?
          ja likwidowala szkode calkowita na nowym aucie po wypadku i dostalam
          100% zwrotu minus 600 zl amortyzacji i za cos jeszcze
          za pol roku sobie odliczyli, ale w ogolnym rozrachunku to byly
          groszowe sparwy...

          polise milam w PZU


          • bonzee33 Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 14:25
            Peugeot 206, dostalam 90% zwrotu z PZU.
            • foamclene Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 14:45
              kurcze moze w przypadku kradizezy jest inaczej?
              z drugie strony bank finansujacy zakup powinien wymagac takiej
              polisy zeby zabezpieczyc sie w przypadku kardziezy na 100% wartosci
              auta
              przy samochodzie za 200 000 10% to 20 tys bank moglby miec problemy
              z odzyskaniem tej sumy :)

              wraki po wypadkach sa wystawiane na aukcje ubezpieczycieli moze
              dlatego ze mniej musza wylozyc na zwrot ze swoich jest to z
              korzysica dla ubezpieczonego czesc pieniedzy im sie zwraca
              w przypadku kradizezy sa do tylu o cala wartosc samochodu
              • bonzee33 Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 15:07
                pewnie spece od zarzadzania ryzykiem mowia, ze ciagle mozna
                zarobic :-) no chyba, ze kredyty samochodowe maja tez wniesc swoj
                wklad subprime crisis w Polsce :-)
        • jimmyjazz Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 14:12
          bonzee33 napisała:

          > nigdy, ale ja dostalam niezla nauczke juz jako
          dwudziestoparolatka.
          > Pracowalam w korporacji, mialam wtedy umowe o prace i pare
          srednich
          > krajowych miesiecznie. Kupilam wiec nowy samochod na kredyt, ktory
          > mi dosyc szybko ukradziono, a roznice miedzy zaciagnietym kredytem
          a
          > tym co mi zwrocil ubezpieczyciel musialam oczywiscie wpalcic do
          > banku.

          Tylko że winny nie jest kredyt, a dupiate ubezpiecznie jakie
          wykupiłaś. To że auto było na kredyt niewiele zmienia.
          Gdybys kupiła za gotówkę tez byś tyle straciła.
          • rraaddeekk Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 14:31
            Autorko postu uważaj na tego faceta.
            Jestem przekonany, że Cię oszukuje.
            Facet (jak sama piszesz nie z PL) z doktoratem musi brać 3000 euro
            na 3 letni kredyt???
            Skoro sama jesteś ekonomistką, to tylko chwilowe zaślepienie jego
            urokiem nie pozwoliło Ci zauważyć, że to niewiarygodne.
            Rozumiem chwilowy brak gotówki... czyli 50 dniowy kredyt na karcie,
            ale 3 lata.
            Zastanów się sama na chłodno i nie myś o jego ciepłym głosie i czym
            tam innym o czym kobiety myślą, gdy myslą o facecie ;-)



            • foamclene Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 14:47
              o bialej sukni i gromadce dzieci
              inna czesc mozgu pracuje nie ta racjonalizujaca ewolucyjna tylko ta
              pierwotna odpowiadajaca za emocje
              :)
            • kokieteryjna Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 16:50
              rraaddeekk napisał:

              > Autorko postu uważaj na tego faceta.
              > Jestem przekonany, że Cię oszukuje.

              Ale niby po co? To byly pogaduchy przy piwie. Troche o zyciu, o
              przeszlosci, o planach. Facet poprawil sobie dolek zwiazany z utrata
              kilkuletniej milosci i jakos sam sie pocieszyl wobec wlasnego
              sukcesu, jaki osiagnal. Gdyby nie jego ex, pewnie bral by kredyt na
              droga bizuterie. I pierscionek zareczynowy.


              > Facet (jak sama piszesz nie z PL) z doktoratem musi brać 3000 euro
              > na 3 letni kredyt???

              No w tym sek, ze nie musi. I stad moj watek. Wiekszosc ludzi,
              ktorych znam a ktorzy biora kredyty konsumpcyjne, wcale ich brac n i
              e m u s z a. ;)

              > Skoro sama jesteś ekonomistką, to tylko chwilowe zaślepienie jego
              > urokiem nie pozwoliło Ci zauważyć, że to niewiarygodne.

              Nie jestem ekonomistka. Zaslepienia tez tu nie ma. Kiedys jedna
              paczka po prostu wynajmowalismy wspolnie domek. Dosc krotko, ale
              sentyment i sympatia pozostaly.


              > Rozumiem chwilowy brak gotówki... czyli 50 dniowy kredyt na
              karcie,
              > ale 3 lata.

              Wiesz, te minusy na karcie to tutaj standard. Nawet studenci zyja tu
              na debet i kupuja ciuchy z karta.

              A moze jest tu ktos kto tez mieszka w Irlandii i zauwazyl podobne
              przypadki?
              Ostatnio w sklepie muzycznym widzialam faceta, ktory kupil chyba z
              20 (jesli nie wiecej) plyt cd i dvd. Placil karta kredytowa. ;)
              • ricemice Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 22:02
                jestem od niedawna w irlandii i jeszcze trudno mi sie przyzwyczaic
                ale faktycznie podejscie do kredytu wyglada tutaj inaczej,
                wiele 30 kilkulatkow splaca po kilka kredytów i sa to kredyty
                konsupcyjne typu wycieczka do holandii, wakacje w wietnamie, zakupy
                w nowym jorku, czesto sa to jeszcze kredyty ze studiów...
                na poczatku ciezko mi bylo w to uwierzyc - myslalam ze owszem
                splacaja kredyt mieszkaniowy czy wlasnie np auto ale tak wlasnie
                wyglada rzeczywistosc w irlandii.
            • kokieteryjna Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 18:19
              A tak wogole to dostrzegam pare ciekawych interpretacji.

              Rradek stwierdzil, ze kredyt zostal wziety na 3 lata a ja w to
              wierze, bo jestem zauroczona facetem.
              ;)

              A czy wiecie, ze np Irlandczycy lataja do USA na kredyt, wlasnie na
              szalenstwa zakupowe? Po prostu im sie to musi jakos oplacac,
              szczegolnie gdy maja stosunkowo niedrogie loty, moga pozwiedzac, a
              przy tym tanio sie obkupic, nierzadko na przecenach.
              :)
              • siog Re: Moda na kredyt. Hmm... 27.11.07, 13:22
                kokieteryjna napisała:
                > A czy wiecie, ze np Irlandczycy lataja do USA na kredyt, wlasnie na
                > szalenstwa zakupowe? Po prostu im sie to musi jakos oplacac,
                > szczegolnie gdy maja stosunkowo niedrogie loty, moga pozwiedzac, a
                > przy tym tanio sie obkupic, nierzadko na przecenach.
                > :)

                tak dokladnie!i jeszcze wszyscy Irlandczycy sa rudzi,ubrani na zielono i graja
                na dudach razem z elfami:)
          • bonzee33 Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 14:32
            > Tylko że winny nie jest kredyt, a dupiate ubezpiecznie jakie
            > wykupiłaś.

            bylo na preferencyjnych warunkach, a poza tym kazdy wiek ma swoje
            prawa..
            • foamclene Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 14:49
              zeby rozszyfrowac te umowy i naprawde podpisywac je swiadomie trzeba
              by z kaza chodzic do prawnika :)
      • rzesa20 Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 14:19
        nigdy w życiu. drogie ciuchy nie są mi do szczęścia potrzebne, za to dobry
        samochód czy piękny dom tak i na to wiadomo mogłabym wziąć kredyt:)
      • daggy4 Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 14:40
        niestety nie mam gesciarskiego charakteru, ale szczerze mowiac
        zazdroszcze osoba, ktore potrafia wydawac ponad stan. na pewno
        fajnie sobie zyja i nie przejmuja sie byle czym.
      • comrade Branie kredytu na konsumpcje to błąd sam w sobie 26.11.07, 15:09
        Z finansowego punktu widzenia branie kredytu na konsumpcje to totalne
        nieporozumienie... Pieniądz powinien krążyć, być inwestowany, powinien wsadzać
        nam do kieszeni kolejny pieniądz, a konsumpcja powinna przychodzić na końcu,
        jako 'efekt uboczny' tego obrotu pieniądzem. Jeśli ktoś odwraca ta kolejność i
        konsumuje najpierw (zwłaszcza na kredyt) to jest to objaw finansowej głupoty.
        Jest to sensowne tylko wtedy kiedy jest istotny związek przyczynowo-skutkowy
        między zakupem a przychodem, np. ten garnitur za 3 tysiące wygenerował jakiś
        przychód, który bez niego nie byłby możliwy. Wtedy garnitur nie jest konsumpcją
        ale inwestycją i tylko wtedy ma to sens, ale mocno wątpię w takie inwestycyjne
        właściwości ciuchów. Inaczej mówiąc - wierzę że garnitur za np. 500 euro kupiony
        za gotówkę sprawdziłby się dokładnie tak samo np. na rozmowie z klientem w
        ktorej stawką jest podpisanie kontraktu na paredziesiąt tysiecy, albo nawet na
        głupiej rozmowie o pracę... A jesli tak jest, to znaczy że koleś wtopił o 2500
        euro za duzo w snobistyczny ciuch, zamiast sprawić zeby te pieniądze krążyły
        według reguł sztuki :) co za jakiś czas samo zafundowałoby mu jeszcze lepszy
        garniturek.
        • zulkatx Re: Branie kredytu na konsumpcje to błąd sam w so 26.11.07, 16:10
          comrade, ty chyba piszesz o jakichś rekinach finansjery, którym pieniądz musi
          krążyć i robić pieniądz.
          To przepis dla tych, którzy mają minimum milion do zainwestowania. Wyluzuj
          chłopie i nie nadymaj się aż tak bardzo.
          Całe szczęście, że nie wszyscy ludzie podchodzą do pieniędzy z taką śmiertelną
          powagą.
          Pieniądze nie są do szanowania, tylko do szastania:)
          • foamclene Re: Branie kredytu na konsumpcje to błąd sam w so 26.11.07, 16:29
            no tez tak sobie mysle, ze poprawienie sobie samopoczucia w
            granicahc rozsadku oczywiscie
            moze miec wplyw na funkcjonowanie czlowieka
            jezeli pozytywny to jest takze inwestycja, ktora poprawiajc jakosc
            zycia przedluza je ;)
          • comrade Re: Branie kredytu na konsumpcje to błąd sam w so 26.11.07, 17:26
            Przekonywac nikogo oczywiście nie będę :) Ale nie zgadzam się z teorią że
            nastawienie psychiczne do pieniędzy powinno zależeć od kwoty. Moim zdaniem
            istnieją pewne ogólne reguły które powinno się stosować zawsze, jeśli chce się
            zgromadzić większą kasę a potem ją utrzymać ;)
      • zulkatx Raz miałam garnitur na kredyt:)) 26.11.07, 15:23
        To było w 1987 roku. Jako absolwentce wyższej uczelni należała mi się
        w pierwszej pracy zapomoga w wysokości mojego miesięcznego wynagrodzenia ( do
        zwrotu chyba w ciągu roku ). Pamiętam, że dostałam 16000 zł. Pojechałam do Mody
        Polskiej i kupiłam sobie garnitur. Rewelacja! Chodziłam w nim bardzo długo i
        trzymam go w szafie do tej pory, bo go kocham:)
      • h.e.r.m.i.o.n.a Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 15:42
        Hm... gdybyś nie napisała, że to cudzoziemiec to właśnie
        stwierdziłabym, że typowy Polak. Zastaw się, a postaw się, czy jakoś
        tak mówi przysłowie. W ryciu nie wezmę kredytu na ubrania.
        • rraaddeekk Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 15:57
          Autorka napisała, że to cudzoziemiec, ale nie podała z jakiego kraju.
          Może z Kazachstanu? ;-)
        • tequilkuk Re: Moda na kredyt. Hmm... 03.12.07, 00:34
          A mi wlasnie Pola nie pasuje. Za przeproszeniem zesraj sie a kredyt splac w
          ciagu roku :)
      • wee_monstar Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 17:22
        Ja rozumiem,ze mozna wydac na raz taka kwote na ciuchy bo zdarzylo
        mi sie to ostatnio (zmiana pracy-wymiana garderoby)
        Ale dziwi mnie ten dwuletni kredyt. Rozumiem,ze nie mogl zaciagnac
        overdraftu w takiej wys- Czemu nie skorzystal z karty kredytowej-
        jest mnostwo kart, ktore nie naliczaja odsetek przez pierwsze 9
        miesiecy a 3tys euro chyba mozna splacic z latwoscia w przeciagu
        takiego okresu. No chyba,ze limit na karcie kredytowej mialby nizszy
        niz 3 tys Euro - wtedy zdolnosc kredytowa takiego
        trzydziestoletniego ekonomisty nie wypada najlepiej.

        Najwazniejsze, ze jest zadowolony z zakupow i poprawil sobie
        nastroj, w koncu to jego i tylko jego sprawa ;)
      • kokieteryjna Jeszcze pare przykladow... 26.11.07, 17:56
        Taka mala refleksja.

        1. Znajoma z mezem zapozyczyli sie, co prawda nie w banku ale u
        rodziny, na... wyprawke dla dzidziusia. Nie mowie tu o lozeczku i
        pampersach, ale o poscieli, ciuszkach.

        2. Ikea prowadzi takie karty stalego klienta i mozna kupowac na
        kredyt. Ludzie tez tam wiec kupuja, np tekstylia. A wiec na debet
        kawalki szmatek - co prawda nie na tylek - na okno czy lozko.

        3. Juz sporo lat temu, ale do dzis pamietam, ze moja starsza siostra
        gdy skonczyla edukacje, dostala pierwsza prace. Nie mogla tam pojsc
        w wyciagnietym swetrze czy trampkach. Czesc pieniedzy zarobila,
        jeszcze w bylej Czechoslowacji na tzw "ohapie" (do dzis nie rozumiem
        co to byla za forma pracy, skad i kto to organizowal). Na ubrania,
        aby sobie skompletowac garderobe do pierwszej pracy pozyczyla od
        mamy, mamy jej przyjaciolki oraz zaprzyjaznionej sasiadki. Pamietam,
        ze miala z tego tytulu troche klopotow, bo wieczorem podekscytowane
        panie spotkaly sie na kawke i pogaduchy i kazda w zwiazku, ze sie
        czula pomocna dla mlodej dziewczyny (w koncu pozyczka), postanowila
        doradzac. Pozniej przy rodzinnych spotkaniach sie smialysmy, ze
        lepiej bylo wtedy pozyczyc od jakiegos wuja, niz od babeczek. Przy
        kazdych odwiedzinach jak zlapaly siostre, mierzyly ja wzrokiem, a
        czasem padaly pytania czy to wlasnie "to" kupila do pracy?
        A najbardziej utkwil mi zapach dezodorantu "Zielone jabluszko",
        ktorego tez to siostra kupila z pozyczonych pieniedzy.
        Ehh... mam sentyment do tamtych czasow. :)

        @tralalumpek; moze niektore historie sa infantylne a ja opisuje je w
        sposob, iz wydaja sie wyssane z palca, ale wierz lub nie, te
        historie to sa wyssane z... zycia. Bajecznie, prawda? :)

        4. Aha, przypomniala mi sie jeszcze jedna kumpela z liceum. Tez
        pozyczala wtedy kase od ojca i starszego brata. Na ciuchy, wtedy
        jeszcze szczytem jej marzen bylo posiadanie butow Reebok i drozszych
        portek jeansowych. Chociaz nie zarabiala, odbywalo sie to tak: Kase
        pozyczyla, zrobila sobie zakupy, a oddawala na raty, zawsze po
        okresie letnim czy swiatecznym, kiedy to cos wujek przyslal z
        zagranicy, dziadkowie dali pod choinke czy na urodziny itp...
        Ogolnie dziewczyna byla lekko rozpieszczona, bo pamietam, ze robila
        awantury rodzicom, jak nie chcieli pozyczyc. Z ojcem nieraz tak sie
        pozarla, ze az slow brak. Nie brakowalo jej podstawowych ciuchow.
        Ona po prostu chciala modnie wygladac i tyle. A wiec jeszcze jako
        dzieciak brala sobie pozyczki na modne ubrania.
        • zulkatx Re: Jeszcze pare przykladow... 27.11.07, 13:58
          Przypomniało mi się, jak dwadzieścia lat temu tata dał mi 15000 zł,
          żebym sobie kupiła palto na zimę. Wydałam te pieniądze tak, że za 5000 zł
          kupiłam palto, takie młodzieżowo-drelichowe, a za 10000 zł stanik
          w Pewexie.
          Tata się załamał:))

      • koala_tralalala Nie! To idiotyzm, zeby brac kredyt na ciuchy! 26.11.07, 18:40
      • blq NIE... 26.11.07, 21:48
        ... a swoją drogą to banki pięknie sobie społeczeństwo wychowały.

        i pieknie kiedyś, tę głupią część społeczeństwa, udupią.

        PS. kredyt - tak. ale inwestycyjny. kredyty konsumpcyjne biorą tylko ludzie
        przyciśnięci do muru oraz krótkowzroczni idioci.
      • magdaksp Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 22:20
        nie ,nie mam swira na punckie ciuchow ato by na cos takiego zakrawalo
      • kate-gun Re: Moda na kredyt. Hmm... 26.11.07, 22:33
        to jakis zart? szczyt glupoty i robienie z siebie posmiewiska.
      • beesok Re: Moda na kredyt. Hmm... 27.11.07, 09:42
        Nie wiem ile masz lat i w jakiej jestes sytuacji (pracujesz,
        studiujesz etc) - pryznam nie chcialo mi sie czytac calego watku ale
        powiem tylko, ze przeraza mnie Twoj sposob myslenia.
        Owszem, sa przypadki, w ktorych kredyt jest koniecznoscia ale moim
        zdaniem ciuchy i "poprawienie image" na kredyt to glupota. Tak sie
        zaczyna tzw. spirala kredytowa o ktorej wspominasz zachwycajac sie
        Irlandyczkami jezdzacym do Stanow na zakupy ciuchowe......
        Spojrz na sytuacje wielu luzi w Stanach obecnie i w UK - mlodzi,
        dobrze zarabiaja i co z tego? Nie maja oszczednosci, nie sa w stanie
        zaciagnac kredytu na mieszkanie bo ich zdolnosc kredytowa jest
        beznadziejna, spalacaja jedna karte kredytowa druga (bo okres
        niskich odsetek konczy sie zwykle po 1-2 latach).......
        To co robi Twoj znajomy to nie jest "swietna inwestycja w
        przyszlosc" tylko zwykly szpan, zycie ponad stan i nieracjonale
        zarzadzanie finansami w chwilach zwlego samego poczucia :) Wiesz mi,
        widzialam wiele takich przypadkow i w 99% zle sie to konczy -
        "inwestycja" rzadko sie "zwraca" a najczesciej po prostu "rozrasta"
        :)
        • kokieteryjna Alez spokojnie ;) 27.11.07, 16:28
          Nie wiem po co ta krytyka mojej osoby. ;) Bo nie o mnie tu chodzi,
          ani o moja sytuacje finansowa, ale ogolnie o Wasze opinie.
          Sama takie kredytu raczej bym nie wziela. Acz nigdy nie mow nigdy.
          Na dzis sobie takiej sytuacji nie wyobrazam. A to, co mi sie marzy,
          to pojsc na szalenstwo zakupowe i skompletowac sobie calkiem nowa
          garderobe.
          I przyznam, ze jestem na anty jesli chodzi o kredyty konsumpcyjne.
          Wyjatek to dzialka budowlana/dom/wlasne M
          Ale juz auta, lodowki czy mebli na raty bym nie wziela. Ciulam i
          odkladam dopoki mnie stac, a jak nie stac, korzystam z tego co jest.
          Obecnie w domu mam naprawde stary brzydki telewizor, z piwnicy od
          rodziny. Szkoda mi pieniedzy na nowy w tym momencie, odkladam na cos
          innego. Widze jak ludzie wbijaja sie w kredyty, jeden po drugim. A
          potem wegetacja... Nie, dziekuje. ;)
          • beesok Re: Alez spokojnie ;) 27.11.07, 16:40
            nie, nie mialam zamiaru krytykowac Twojej osoby :0)
            wiem, ze chodzilo o kolege ale niektore Twoje wypowiedzi po prostu
            przypomnialy mi sytuacje znajomych ;) np pewna Pani, ktora narzeka, ze
            nie ma jak zaplacic rachunku za prad a po drodze kupuje okulary gucci
            za 900zl - oczywiscie na kredyt :)

            • zania77 Re: Alez spokojnie ;) 27.11.07, 18:04
              Ja mam milionerow klijentow ktorzy smieja sie z ludzi ktorzy kupuja
              oryginalne rzeczy w sklepach i kluca sie o kazde 5 euro.Jeszcze inni
              regularnie jezdza do Chin na zakupy.O kredytach na ciuchy w zyciu
              nie slyszalam nawet na pomysl nie wpadlam ale jaja!!
      • hotally Re: Moda na kredyt. Hmm... 27.11.07, 13:54
        Jesli chodzi o Mnie, to nie, nie wzielabym kredytu na ubrania, torebki,
        dodatki... etc
        Jedyny kredyt jaki w życiu wezmę to na mieszkanie. Na resztę wolę uzbierać.
        • xezaq Re: Moda na kredyt. Hmm... 28.11.07, 09:19
          > Jedyny kredyt jaki w życiu wezmę to na mieszkanie.
          > Na resztę wolę uzbierać.

          Wreszcie głos rozsądnej kobiety.
      • autumna Re: Moda na kredyt. Hmm... 27.11.07, 15:22
        Uważam to za bzdurę. Gdybym koniecznie potrzebowała klasyki w dobrym gatunku, znalazłabym wzór, dobry materiał i uszyłabym na miarę u krawcowej. Na pewno nie wymagałoby to 2-letniego kredytu. Kto odróżni, czy to jest od "znanego projektanta", czy od mojej pani Jadzi, która ma świetną rękę do szycia? No chyba że komuś zależy na eksponowaniu jakiejś metki czy naszywki - ale to z kolei jest w złym guście. Już nie wspominając o tym, że większość i tak będzie przekonana, że taki gość z metką kupił podróbę na bazarze, a nie oryginał.
      • kenji30 Re: Moda na kredyt. Hmm... 27.11.07, 23:59
        No ale kupowanie ciuchow na kredyt to chyba zadna sensacja i nowosc?
        Co prawda procedura inna niz w wypadku kredytu hipotecznego, ale
        takie kredyty tez sa norma. Niestety.
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka