magdalenaad
07.04.13, 03:47
W dzisiejszych czasach częściej narzekamy na służbę zdrowia niż na pogodę.
Toteż tym większe było moje zdziwienie gdy po południu, 5 kwietnia przywiozłam
moją mamę do szpitala na Winiarach. Przygotowana byłam na wszystko, ale na
pewno nie na to czego doświadczyłam. Przez długi czas wydawało mi się, że śnię.
Podszczypywałam się zawzięcie sądząc , że nagle czar pryśnie. Ale to trwało...
Już pani koordynator wzbudziła moje podejrzenia bo cierpliwie i w bardzo miły
sposób wytłumaczyła mi gdzie powinnam się zgłosić i jak bezboleśnie i w miarę
sprawnie wpisać mamę w tryby tej szpitalnej machiny. Była godzina piąta po
południu, w poczekalni mnóstwo ludzi ale wszystko szło bardzo sprawnie więc
przestałam się denerwować, że moja chora i słaba mama spędzi w kolejce kilka
godzin. Kolejne zaskoczenie czekało na mnie podczas badania. Najpierw lekarz
stażysta a później lekarz z oddziału wewnętrznego, pan Robert Świderski, zajęli
się moją mamą bardzo wnikliwie przeprowadzając wywiad i zlecając mnóstwo
badań. Robili to z subtelną atencją i klasą tak, że moja wiekowa już mama nie
czuła się zażenowana. Byłam naprawdę zszokowana jak cierpliwie i dokładnie
przeprowadzono wstępne badanie. Jeśli chodzi o ludzi nie zawiodło nic, natomiast
aparat do wykonania EKG płatał figle. Po chwili pielęgniarka robiąca mojej mamie
pobieranie krwi uklękła przed nią na podłodze. Osłupiałam ! Przyznam się szczerze,
że wyjęłam wtedy, schowana za zasłonką, komórkę i zrobiłam zdjęcie. Później
przeczytałam na wizytówce jej nazwisko – pani Olga Rokicka, niesamowita, pełna
optymizmu, z fantastycznym podejściem do chorego. Proponując wózek mojej
mamie zaprowadziła nas później na kolejne zlecone badania, prześwietlenie klatki
piersiowej, tomograf, USG. Podczas tych badań pojawiali się kolejni ludzie z
personelu Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR) a ja coraz bardziej nabierałam
przekonania, że jakimś dziwnym zrządzeniem losu znalazłam się w szpitalu w Leśnej
Górze, rodem jak z serialowego marzenia. Pani odprowadzająca mamę z badania
tomograficznego była również uprzedzająco miła. Niektóre nazwiska osób w którymi
się zetknęłam spisałam z ich wizytówek, ale nie wszystkie zapamiętałam. Moją
uwagę zwróciła również pani Agnieszka Gąsewicz ( i druga pani z rudymi włosami)
która zadbała o mamę już na sali SORu, gdzie położona do łóżka i okryta kocykami
mogła poczekać na wyniki badań. Nadmienię, że nikogo tam nie znałam, nawet
nie wiedziałam, że istnieje na Winiarach taki wstępny pododdział. Obserwowałam
pracę tych ludzi przez kilka godzin i widziałam, że wszystkimi pacjentami zajmują
się niezwykle serdecznie. W tym samym korytarzu obok SORu znajduje się teraz
również tzw.”urazówka”. Tłumy ludzi...A ja byłam spokojna, że mama jest pod
opieką w tzw. „ludzkich” warunkach. Pan doktor Robert Świderski poprosił również
o konsultację lekarza neurologa. Po chwili pojawiła się przy mamie pani Małgorzata
Marzec przeprowadzając całe badanie rzetelnie i z równą uwagą co poprzednicy. Ta
wstępna diagnostyka trwała około trzech godzin.
Jeśli coś się zmienia w naszej mentalności, w pracy lekarzy to na pewno ma to
miejsce w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym na Winiarach w Płocku. Jeszcze raz
dziękuję wszystkim lekarzom i osobom pracującym w SORze za kompetencję,
rzetelność i profesjonalizm a także za ciepłą atmosferę i uśmiech.