Gość: LPR-Robert Nowak
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
05.07.05, 10:34
Aleksander Kwaśniewski był już wielokrotnie w przeszłości przyłapywany na
kłamstwach. Począwszy od nieprawdziwych twierdzeń na temat rzekomo
ukończonych przez niego studiów i stanu majątkowego, aż po kłamstwa w sprawie
głosowania w Sejmie (dwukrotnie wypowiadał się na temat swego głosowania w
sprawie ustawy pozwalającej ścigać zbrodnie PRL i za każdym razem mówił coś
innego). Niedawno został przyłapany na kłamstwie w sprawie afery Rywina, na
zatajeniu, że już pod koniec lipca 2002 r. otrzymał list od Rywina
informujący go o tej sprawie. Ze względu na liczne kłamstwa mógłby aspirować
do przydomku "Aleksander Kłamliwy". Przypomnijmy, że w Stanach Zjednoczonych
prezydent R. Nixon przypłacił jedno swoje kłamstwo usunięciem z urzędu
prezydenckiego. W tychże Stanach inny prezydent B. Clinton o mało nie stracił
urzędu prezydenckiego z powodu tylko jednego kłamstwa. W Polsce dziwnie jakoś
toleruje się kłamstwa u osoby piastującej najwyższe stanowiska w państwie. W
tej sytuacji prezydent A. Kwaśniewski postanowił pójść dosłownie na całość i
poczęstował nas całą serią kłamstw w broszurze "Tak dla Polski", rozsyłanej
do milionów podatników. Można sobie wyobrazić, ile kosztowały jej produkcja i
rozesłanie.
A oto konkretne przykłady nieprawd serwowanych milionom Polaków przez p.
Kwaśniewskiego.
1. Na s. 5 swej broszury Kwaśniewski zapewnia, że w latach 2004-
2006 "będziemy mogli uzyskać z budżetu Unii ponad 19 mld euro". Dane te są
wygórowane i z gruntu nieprawdziwe, co spowodowało skierowanie przez posła A.
Macierewicza powództwa w tej sprawie. Małgorzata Goss pisała już w
tekście "Prezydencka broszura pod sąd" ("Nasz Dziennik" z 16 maja 2003 r.),
że nawet przy wykorzystaniu w 100 procentach przez Polskę środków
strukturalnych uzyskamy według UKIE ok. 13,5 mld euro, wg Instytutu Badań nad
Gospodarką Rynkową 11,2 mld euro, według Centrum w Natolinie 14,9 mld euro.
Wszystkie obliczenia więc wskazują na sumę dużo mniejszą niż podał
Kwaśniewski. Dodajmy do tego, że nawet w propagandowej broszurze
prounijnej "50 pytań o Unię Europejską" stwierdzono, że "w pierwszych trzech
latach po wstąpieniu do Unii Polska może otrzymać blisko 14 mld euro z
funduszy strukturalnych". Dodają tam przy tym, że według unijnych
ekspertów "będzie wielkim sukcesem, jeśli wykorzystamy 75% z owych 14 mld
euro".
Zagrożenia dla suwerenności
2. Na stronie 8 Kwaśniewski kategorycznie stwierdza, że Polsce nie grozi
utrata suwerenności po wejściu do Unii. Akcentuje: "Suwerenności nie utraciło
żadne państwo należące do Unii. Unia jest dobrowolnym związkiem krajów, które
zachowują pełną [podkr. J.R.N.] suwerenność narodową". Jak widać, w tej
sprawie prezydent RP Kwaśniewski jest dużo gorzej poinformowany niż prezydent
Czech Vaclav Klaus, który niedawno stwierdził: "Przystąpienie do Unii
Europejskiej oznacza daleko idącą utratę suwerenności - nie zaprzeczam. To
jest tak oczywiste, że wie o tym każde dziecko" ("Süddeutsche Zeitung" z 3
maja 2003 r., cyt. za: Vladimir Petrilak, Prezydent nie agituje, "Nasza
Polska" z 13 maja 2003 r.). Wie o tym każde dziecko, ale nie wie Kwaśniewski!
Przypomnijmy, że kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder powiedział w Hadze 19
stycznia 1999 r.: "Narodowa suwerenność w polityce zagranicznej i
bezpieczeństwa wkrótce okaże się produktem wyobraźni" (cyt. za P. Döerre, S.
Papież, Unia? Nie, dziękuję!, Kraków 2003, s. 10). Nawet B. Geremek
przyznawał, że po wejściu do UE utracimy część suwerenności narodowej,
stwierdzając: "Polska jest przywiązana do swej suwerenności i jeśli oddamy
jej część Europie, to tylko po to, aby obronić naszą niezawisłość narodową"
(cyt. za tekstem A. Nowaka w "Życiu" z 28 czerwca 2001 r.).
Przypomnę tu opinię Robina Harrisa, specjalnego doradcy premier M.
Thatcher: "Prędzej czy później Polska stanie przed pytaniem, do jakiego
stopnia można oddawać w ręce zjednoczonej Europy przymioty swojej
niezależności (...). W opinii takiego konserwatysty, za jakiego się uważam,
jeśli nie kontroluje się własnej polityki gospodarczej, to większość decyzji,
które są podejmowane przez obywateli podczas wyborów, zostanie wyeliminowana.
Ten proces wymyka się spod kontroli narodu" (cyt. za "Życiem" z 17 czerwca
2000 r.).
Po wejściu do UE to nie Polska, a Unia Europejska będzie miała wyłączną i
suwerenną kontrolę nad bankami, finansami i handlem w Polsce. Co więcej,
brutalne ingerencje państw UE w sprawy Austrii w związku z wejściem do rządu
austriackiego przedstawicieli partii Haidera dowodziły, jak przywódcy Unii
podchodzą do sprawy suwerenności różnych państw członkowskich. Nawet Adam
Michnik przyznawał w "Gazecie Wyborczej" z 1 lutego 2000 r.: "Oświadczenie
Unii Europejskiej [w sprawie Austrii - J.R.N.] to oczywiście ingerencja w
wewnętrzne sprawy suwerennego państwa". Znany prawnik Piotr Winczorek napisał
w tekście "Austriacka lekcja" w "Rzeczpospolitej" z 7 lutego 2000
r.: "Stanowisko państw Unii wobec Austrii jest bez wątpienia ingerencją w jej
sprawy wewnętrzne, a zatem dotyka suwerenności republiki (...); niebezpieczne
jest również sięganie przez Unię po środki dyscyplinujące bez oczywistej
potrzeby. Działanie takie zderza się z poczuciem patriotycznej godności,
ciągle żywym i usprawiedliwionym pragnieniem narodów zachowania niezależności
we własnym państwie. Także dla nas, pukających do bram Unii, niezależność
taka jest wielką wartością (...). Austriacka lekcja może być dla Polaków
bardzo pouczająca".
Dodajmy, że Kwaśniewski, który teraz gromko zapewnia, że Polska zachowa pełną
suwerenność w Unii Europejskiej, kilka lat temu sam przyznawał, że wejście do
UE będzie oznaczać utratę części polskiej suwerenności. Tyle, że tę sprawę
wówczas dziwnie bagatelizował. Oto jakże wymowny fragment z wystąpienia
Kwaśniewskiego na forum międzynarodowym na konferencji prasowej na spotkaniu
prezydentów Europy Środkowej w Słowenii: "Ja wczoraj powiedziałem trochę
żartem, ale tym chcę zakończyć odpowiedź na Pani pytanie, bo często jest
właśnie taka wątpliwość ze strony ludzi przyjeżdżających z Zachodu: to wy
walczyliście o swoją suwerenność, a teraz chcecie oddawać część tej
suwerenności biurokratom z Brukseli? Ja na to odpowiadam, że w tych krajach,
w których przez blisko 50 lat byliśmy niesuwerenni, i to nie z własnej woli,
i musieliśmy słuchać decyzji, które płynęły z Moskwy czy gdzieś tam z okolic,
rezygnacja z części suwerenności na rzecz Brukseli nie jest wydarzeniem
bardzo dramatycznym. To się da wytrzymać w naszym przekonaniu" (cyt.
za "Życie" z 10 czerwca 1997 r.).
Wiara w uczciwość w Unii
3. W innym miejscu na s. 8 Kwaśniewski stwierdza, że w Unii
Europejskiej "skuteczniej będzie zwalczana przestępczość międzynarodowa i
korupcja". Chętnie uwierzę, że w Unii skuteczniej będzie się zwalczać
przestępczość międzynarodową. Jaką jednak ma gwarancję p. Kwaśniewski na to,
że w tak skorumpowanej Unii "skuteczniej będzie zwalczana" korupcja?
Przypomnijmy, że według niemieckiego "Die Welt" z 23 kwietnia 2003 r., w
Niemczech dochodzi do 400 tys. przypadków przekupstwa rocznie (wg "Angory" z
4 maja 2003 r.). Na łamach niemieckiego "Die Woche" z 21 stycznia 2000 r.
pisano, że w Unii Europejskiej co roku "po prostu gdzieś znika" od 4,71 do
8,56 mld euro (wg "Forum" z 6 lutego 2000 r.). Warto to przypomnieć, ponieważ
niedawno b. minister skarbu w rządzie Buzka A. Sowińska publicznie rozminęła
się z prawdą (w programie TVN z 7 maja 2003 r. pt. "24 godziny") mówiąc,
iż: "każde euro w Unii jest pod szczególną kontrolą". Rzeczywiście dość
szczególną, gdy zważymy, że kilka lat temu cały rząd unijny, tj. Komisję
Europejską na czele z Santerem i byłą premier Francji E. Cresson usunięto ze
stanowisk jako odpowiedzialnych za brak odpowiedniej kontroli, która
zapobiegłaby korupcji w UE. Przypomnijmy, że obecny przewodniczący Komisji
Europejskiej Romano Prodi jest coraz głośniej