Gość: Gazeta Wyborcza
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
13.04.06, 08:58
Prokuratura Apelacyjna w Lublinie wszczęła w środę śledztwo po doniesieniu
redaktora naczelnego "Gazety Polskiej" Tomasza Sakiewicza o nadużyciach w
Komitecie ds. Młodzieży i Kultury Fizycznej w latach 80., gdy kierował nim
Aleksander Kwaśniewski. Sakiewicz został w środę przesłuchany w lubelskiej
prokuraturze
"Pan Sakiewicz w swoich zeznaniach wskazuje na szereg nieprawidłowości w
zarządzaniu funduszami celowymi Komitetu ds. Młodzieży i Kultury Fizycznej i
w tej sytuacji zachodzi konieczność weryfikacji procesowej informacji,
przekazanych przez pana Sakiewicza, co wymaga wszczęcia i przeprowadzenia
postępowania przygotowawczego" - powiedziała PAP rzeczniczka PA w Lublinie
Ewa Piotrowska.
Śledztwo zostało wszczęte w kierunku karalnej niegospodarności, przestępstwa
opisanego w art. 296 par. 3 Kodeksu karnego. "Prokuratura Apelacyjna stoi na
stanowisku, że nie ma przedawnienia" - dodała Piotrowska. Nie wiadomo
jeszcze, czy i kiedy będzie przesłuchiwany były prezydent.
W marcu redaktor naczelny "GP" zawiadomił prokuratora generalnego o
nadużyciach w kierowanym w latach 80. przez Kwaśniewskiego Komitecie ds.
Młodzieży i Kultury Fizycznej, w wyniku których Skarb Państwa miał stracić
ok. 100 mln dolarów. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro przekazał
sprawę lubelskiej prokuraturze apelacyjnej.
Przesłuchanie Sakiewicza trwało pięć godzin. Po jego zakończeniu redaktor
naczelny "GP" powiedział dziennikarzom, że złożył w prokuraturze kilkaset
dokumentów, które zgromadził podczas prowadzenia przez sześć lat
dziennikarskiego śledztwa w tej sprawie. Zaznaczył, że są to głównie
dokumenty "wytworzone w czasach, kiedy funkcjonował Komitet ds. Młodzieży", a
część z nich jest podpisana przez Aleksandra Kwaśniewskiego. Jak dodał,
uzyskał je m.in. od byłych pracowników Komitetu, z NIK-u oraz z różnych
spółek, które "czerpały pieniądze z Komitetu ds. Młodzieży".
Sakiewicz zgłosił też kilku świadków, którzy byli jego informatorami.
Dziennikarzom ujawnił nazwisko jednego - Michała Bidasa, byłego
przewodniczącego Komitetu ds. Młodzieży, który pełnił tę funkcję pół roku
później po Aleksandrze Kwaśniewskim. "Innym ze świadków będzie człowiek ze
strony, która brała pieniądze. Niedawno się do mnie zgłosił, a dysponuje
wiedzą na temat tego, co się stało z częścią pieniędzy już wyprowadzonych z
Komitetu. Będą to też dziennikarze, którzy zajmowali się tą sprawą" -
powiedział naczelny "GP".
Według niego, "jest oczywiste, że Kwaśniewski, który kierował Komitetem w
latach 1987-1990, dopuścił się przestępstwa. Było ok. 100 mln dolarów i tych
pieniędzy nie ma. Pieniądze wzięli sobie ludzie, którzy byli bardzo blisko
związani z Aleksandrem Kwaśniewskim np. spółki, w których był Marek Ungier,
były pracownik Komitetu ds. Młodzieży pan Drożdż" - powiedział Sakiewicz.
"Jest oczywiste, że to był układ przestępczy i nieprzypadkowo te pieniądze
zniknęły. One potem zasilały pośrednio duże spółki, jak Polisa. Po części
śladów tych pieniędzy można szukać w BIG-u, czyli w tym, co nazwał w swoim
czasie Wieczerzak +klubem Krakowskiego Przedmieścia+" - dodał.
W opinii Sakiewicza, Kwaśniewski "przynajmniej z jednego z funduszy" nie mógł
przeznaczać pieniędzy na organizacje, tylko na konkretne cele. Miał też
pożyczać pieniądze bez zabezpieczeń. "Wtedy się zakłada, że one mogą nie
wrócić" - zaznaczył Sakiewicz.
Naczelny "GP" uważa, że Kwaśniewski przeprowadził fikcyjną operację podwyżki
kapitału Banku Turystyki. "Samo stworzenie tego banku było poza granicami
prawa; powstał za wcześnie, kiedy ustawa na to jeszcze nie pozwalała. A na
samo tylko fikcyjne podniesienie kapitału potrzeba było ponad milion dolarów
na opłaty notarialne i skarbowe" - powiedział.
"Utworzyła się grupa przestępcza, na której czele stał Aleksander
Kwaśniewski, a której głównym celem było wyprowadzenie ogromnych kwot
publicznych pieniędzy i na tej bazie stworzenie spółek i biznesów, które
potem procentowały w życiu tzw. lewicy postkomunistycznej" - dodał.
Według Sakiewicza, sposób wyprowadzania pieniędzy był zawsze ten
sam. "Pieniądze szły do spółek półpaństwowych-półprywatnych. Spółki
prywatyzowano i natychmiast bankrutowały, a potem ich majątek znajdował się
już w tej właściwej spółce zaufanego, odpowiedniego człowieka. Bardzo często
na czele tych spółek albo ich właścicielami były osoby, które wcześniej
pracowały z Kwaśniewskim" - powiedział.
Według Aleksandra Kwaśniewskiego, śledztwo w sprawie kierowanego przez niego
Komitetu ds. Młodzieży i Kultury Fizycznej można określić jako "element
politycznej gry albo wręcz zemstę".
Komentując we wtorkowej rozmowie z PAP zapowiedź wszczęcia tego śledztwa,
były prezydent powiedział: "To są historie sprzed 20 lat, które były przez
prokuraturę rozpatrywane. To było umorzone, były kierowane ponownie. Ówczesny
minister sprawiedliwości a dzisiejszy prezydent Lech Kaczyński tego nie
podejmował. Ja to traktuję jako element politycznej gry albo wręcz
politycznej zemsty. Tylko tyle. Ale, o czym tu mówić: będą sprawy biegły,
zobaczymy, co się zdarzy".